niedziela, 23 czerwca 2013

Five Hundred Fifteen

Zwykle, gdy w naszym życiu pojawiają się takie małe żyjątka to wszyscy są szczęśliwi. Zwykle... Zwykle też tak bywa, że po pewnym czasie te żyjątka zaczynają nas męczyć. Zwykle... A w moim wypadku było tak, że cieszyła się tylko jedna strona, a oby dwie były zmęczone.
Nigdy nie pomyślałabym, że moglibyśmy mieć bliźniaki. W naszych rodzicach nie było bliźniaków. Znaczy chyba nie było. Liczyliśmy na jednego zdrowego brzdąca, a tu starszy lekarz w wielkich pinglach wyskakuje z tekstem, że mamy się przygotowywać na dwa dzieciaczki. 
I się zaczęły wielkie przygotowywania. Jeździliśmy po sklepach, ja wybierałam co potrzeba, on tylko stał obok i marudził. Robił tylko za kierowcę i portfel, a to nie tak miało być przecież! Wszystko co kupiliśmy zostało zgromadzone w jednym pokoiku. Sama pomalowałam ściany na biało, sama przestawiałam komody i przywieszałam obrazki. Cudem namówiłam go na złożenie łóżeczek, co i tak zostało porzucone w połowie, bo coś tam. Nie narzekałam. Stałam dzielnie obok i znosiłam samotne dnie, noce, poranki. Zajmowałam się domem, tak jak powinnam i prowadziłam długie rozmowy telefoniczne z mamą. Mówiłam jej całą prawdę, bo po co kłamać? Wyczułaby to. Mówiłam więc czysta prawdę, lecz ani razu nie powiedziałam na niego złego słowa. Często kontaktowałam się też z jego matką. Byłyśmy w świetnych stosunkach i to mi bardzo odpowiadało. Kobieta wypytywała się o mnie, o maleństwa, o niego. Mówiłam prawdę, lecz nie narzekałam. Ona za to psioczyła na chłopaka za każdym razem i obiecała sobie do niego zadzwonić. Do tej pory nie wiem czy to robiła. To ona i jej mąż przyszli mi na ratunek, gdy coraz gorzej się czułam. Gdy przez kilka tygodni ciąża była zagrożona. To oni złożyli łóżeczka.
Przyszły tatuś za to pracował. Kursował między Ameryką, a Anglią i czasami zahaczał o dom. Gdy już się tu pojawiał pozostawiał za sobą nowe nieudane zakupy i nowy zamęt. I na podłodze i we mnie. Gdy udawało nam się położyć razem w łóżku, trzymał mnie mocno siebie. Tak, jakby ktoś miał mu mnie wyrwać z objęć. To właśnie było najgorsze. To że miałam go przy sobie bardzo krótko, tylko kilka godzin na materacu, a w mojej głowie działy się rzeczy, jakby mnie obdarzył najgorszymi przeżyciami, jakie można sobie wyobrazić. Bolało mnie, gdy mnie dotykał, głaskał, ale za moment miał wyjść z domu i nie wrócić na długo. Czułam się, jakby robił to na pokaz, tylko dla stworzenia pozorów. Nietrwałych pozorów, na które nie potrafiłam się uodpornić. Miało być inaczej, prawda?
Gdy go informowałam o samym fakcie, że jestem w ciąży, wiedziałam już, że to nie będzie taka ciąża o jakiej się marzy. Nie odezwał się przez dobrą minutę, więc dorzuciłam do mojej deklaracji, że wszystko rozumiem i może sobie dalej milczeć i ruszyłam przed siebie. Zatrzymał mnie w tedy, chwycił mnie za policzki i przeprosił. Zapewnił, że mnie kocha, że to tylko taka reakcja na niespodziewaną informację i że jestem jego całym światem, a następnie mnie pocałował. Chyba ostatni raz tak, jak kiedyś.
Kiedy rozpoczęła się akcja porodowa jego nie było. Bliźniaki nie są rodzone naturalnie lecz poprzez cesarskie cięcie, więc wyznaczonego dnia stawiłam się w szpitalu razem z jego matką i o ona była ze mną przez cały ten czas. On pojawił się u nas dwa dni później. Specjalnie czekałam na niego, aby wybrać imiona, a on gdy mu o tym powiedziałam udał wielce obrażonego, że jego synowie są jeszcze bezimienni. I to był ten pierwszy moment, gdy na niego najechałam. W myślach, bo w myślach, ale wyzwałam go od najgorszych. Poczułam się poniżona, obrzucona najgorszym świństwem. Zebrało mi się na płacz. Usiadłam na łóżku pod ścianą, podkuliłam kolana i mimo bólu, jaki sprawiała mi ta pozycja, zaczęłam płakać. Przy nim. Usiadł naprzeciwko mnie, chował w swoich ramionach i uspokajał. Nie przeprosił nawet ukradkiem. Prosił tylko, abym nie płakała. A ja chciałam tylko jego przeprosin. Głupich przeprosin za calutki ból. Schowałam strach i postanowiłam być silna. Dziewczyno urodziłaś dzieci, jesteś kobietą i masz walczyć o swoje! Głosem nieznoszącym sprzeciwu poinformowałam go imionach dla naszych synów. Will i Tomm. Dla chwalebnej czci ich chwalebnego ojca chrzestnego. Próbował się sprzeciwiać - nie pozwoliłam mu na to.
Jeśli gdzieś w głębi siebie liczyłam na to, że po porodzie on znów zacznie pojawiać się w moim życiu, jak wcześniej... Nic bardziej mylnego! Synów opijał pięć dni. Cierpliwie przyjmowałam kolejnych gości, kłębiących się wokół kołysek. Rodzinę, przyjaciół, wszystkich. Po tygodniu znów poleciał. Sprowadziłam do siebie swoją rodzinę, aby też mogli zobaczyć wnuki. Nie będę tłukła się w samolocie z takimi maleństwami. Pomagali mi przez całe dwa tygodnie. Pomagali mi ogarnąć niektóre rzeczy, nauczyli mnie kąpać dzieciaczki. Zrobili dla mnie ogromnie wiele. Jego nie zobaczyli ani razu. Gdy znów zostałam z chłopcami sama musiałam dam sobie radę i z nimi i ze sobą. Z najmniejszymi szczegółami planowałam co zrobię i jak. Dni miałam poukładane co do minuty. To pozwalało mi na nie myślenie. Nie myślenie o nim. Dzięki temu nie traciłam czasu na płacz i wspominanie. Miałam dwóch maleńkich synów i musiałam sobie dać z nimi radę. 
Mój idealnie zagospodarowany czas runął po trzech miesiącach. Wedle planu powinnam być w kuchni i przygotowywać dla nich dwie butelki mleka. Wtedy siedziałam na pierwszych stopniu schodów na piętro z Tommem na rękach i Willem w nosidełku naprzeciwko mnie i płakałam. Płakałam z bezsilności, jaką w tamtym momencie dysponowałam. A ja wcale nie byłam bezsilna. Wyczerpała mi się tylko bateria, a tylko jedna osoba mogła ją naładować. Tego samego dnia odwiedziła mnie jego matka i zastała mnie w tej sytuacji na tych schodach. Rozpłakałam się z dwojoną siłą w jej ramionach. Nie oskarżała mnie, nie posądzała, ale pozwoliła się cała umoczyć i to było najlepsze co mogła dla mnie zrobić. Zajęła się chłopcami, a ja cały boży dzień siedziałam na tych schodach i tępo wpatrywałam się w podłogę.
Wrócił tego samego dnia. Zastał mnie na tych schodach. Rzucił jakiś niezbyt miły komentarz i zaczął kręcić się w kuchni. Wtedy do akcji wkroczyła jego mama, która urządziła w naszym domu jesień średniowiecza i tylko to zostało po moim mężu, gdy skończyła mu wszystko wypominać. Nawet nie ruszyłam się w z miejsca. Usłyszał wszystko to co miał usłyszeć i nie musiałam nic dodawać. Zamknął się w sypialni. Wpuścił mnie po godzinie, gdy podniosłam się ze swojego miejsca i go o o poprosiłam. Zaczęła zajmować się sobą i nie zwracałam nie niego uwagi. Gdy byłam już umyta i gotowa do spania odezwał się do mnie. Zawołał mnie po imieniu. Zareagowałam natychmiast. Może to było to czego potrzebowałam? Dowiedzieć się kim jestem? Podszedł do mnie i złapał za policzki. Czułajm, jak mokro robi mi się pod powiekami. Wróciłam myślami do tego dnia, gdy powiedziałam mu ciąży. Też trzymał mnie za policzki. Też powiedział, że mnie kocha i że jestem jego światem. Mówił, że się zagubił, że jest dupkiem i przepraszał mnie tysiące razy i płakał. Co moment pociągał nosem i przestawał mówić, gdyż łzy mu to uniemożliwiały. Powiedział, że nie pragnie niczego więcej jak wybaczenia i kolejnej szansy. Dać mu, czy nie dać? Nie musiałam się zastanawiać. Moje ręce odnalazły jego policzki i pociągnęły jego twarz do mojej. I czułam się magicznie. Tak jak kiedyś. Poczułam coś o czymś zapomniałam. I czuję to wciąż.
***
Czy wy widzicie te cudne Horanowe oczęta?! *o*
W tym imaginie jest jedno(?) przekleństwo? To chyba najmniej wśród moich wszystkich. Zazwyczaj, aż roi się w nich od beep...
Liamowe paczadła też są mnhbgfrtyuj! *o*
Chyba załapaliście - raczej każdy z chłopaków tu pasuje.
Okej, Zayn ma uśmiech jak nhbvgfgt! *o*
I Louisowy powalający wyszczerz. *o*
I Harry... *o*
Łokciowi odbiło i tyle, bo za mało spała po koncercie ;D
Trzymajcie się cieplutko kartofelki i komentujcie i polecajcie!

18 komentarzy:

  1. Cudowny :') *płacze* <3

    OdpowiedzUsuń
  2. siedzę i wpatruję się w to zdjęcie i płaczę nad przeczytanym Twoim kolejnym imaginem. Boże dziewczyno ale Ty masz talent. Czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że nie wybrałaś żadnego z chłopaków...

    OdpowiedzUsuń
  4. PIĘKNY. UWIELBIAM TAKIE ,WLAŚNIE BEZ IMIENNE IMAGINY

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham ♥ zapraszam do mnie :D

    http://onedirection-nobody.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiscie,kazdego chlopaka tutaj widze,genialny xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czemu, ale do tej roli wyobraziłam sobie Zayna, może temu, że to taki bad-boy? :)
    A imagin jest cudowny, świetnie opisany i strasznie mi się podoba ;)
    Zazdroszczę koncertu *-*
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Nwm ale ja tu wyobraziłam sb Harrego nie mam pojęcia dlaczego, o dla mnie po prostu pasuje do tej sytuacji. Uwilbiam wasze imagimy <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej ... Takie to ładne, że ... Ojej ... Naprawdę nie wiem co powiedzieć, chyba tylko ... Ojej ^,^

    OdpowiedzUsuń
  10. boski brak mi słów. zapraszam do siebie :)

    truestorryxd.blogspot.com liczę na komentarze?? Chyba tak komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  11. boże, zaczęłam gadać do moich kapci "Will i Tomm, tatuś was kocha, ja też kocham tatusia" haha! :D
    wspaniały <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Pomyslalam i Liamie :) cudo*-*

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem dlaczego, ale tu pasuje mi Liam ❤

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja o Zaynie :D.
    Posłuchaj, może to głupie pytanie, ale byłas kiedyś w ciąży? Serio pytam, bo wiesz, że bliźniaczki rodzone są przez cesarkę (sama jestem bliźniaczką, to wiem), pamiętasz o tym, że kobiety w ciąży czasem coś BOLI. To nietypowe, bo więkoszość autorek, nie mówię na tym blogu, ale ogólnie, nie pamięta o takich rzeczach.
    A Ty pamiętasz, to znaczy, że wiesz o czym piszesz, i to własnie sprawia, że Twój styl jest wyjątkowy.
    Jesień średniowiecza... Podoba mi się Twój zasób słów.
    Jesteś naprawdę dobra, imagin fantastyczny. Nie każdemu to pisze ;D
    Byłoby mi mega miło, gdybyś wpadła do mnie. Uprzedzam, że nie jestem tak dobra jak Ty, ale coś staram sie, próbuję i ćwicze. Byłobi naprawdę miło ♥ leeetmeloveyou.blogspot.com
    Ściskam
    xoxo
    Kiyoko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kochanie nie byłam i to nie jest głupie pytanie. :) Rozumiem twoje uczucia, sama się sobie czasami dziwię w tym, co mi wychodzi z imaginów etc. Po prostu jeśli o czymś piszę to chcę to zrobić jak najlepiej i jak najbardziej realistycznie. Chcę oddać, jak najwięcej detali. A o ciąży wiem takie rzeczy, jakie się fizjologom nie śniły :)
      Wpadnę do Ciebie jutro, bo już trochę późno, a ja wkradłam się na komputer "tylko po to, aby przegrać piosenki".
      Dziękuję za to co napisałaś ♥
      Pozdrawiam i mocno całuję xx
      Łokieć

      Usuń
  15. Dla mnie tu pasuje Harry :) wyobrazilam sobie jak stoi i marudzi :-D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3