niedziela, 16 czerwca 2013

Five Hundred Two

- Dzięki za wszystko, było miło, ale teraz czas na Ciebie - podałem jej ciuchy, a następnie wskazałem ręką na drzwi.

Blondynka zdziwiona podeszła do mnie, musnęła moje usta, po czym wyszła z mieszkania. 'Mogłaby przynajmniej umyć zęby', pomyślałem. Wszedłem do kuchni, gdzie zaparzyłem sobie kawy. To było to, czego mi było trzeba. Nawet nie wiem jak miała na imię. Biorąc kubek gorącego napoju usiadłem na kanapie w salonie, i włączyłem telewizję. Nic ciekawego nie było - jak zwykle. W oczy rzuciło mi się moje zdjęcie na którym byłem z Danielle. Poczułem ból w sercu, ale szybko się ogarnąłem i będąc już przytomniejszym, niż chwilę wcześniej, ściągnąłem z półki ramkę ze zdjęciem i wrzuciłem do kosza. Muszę zapomnieć. Po prostu muszę. Zakładając na siebie szare dresy, oraz luźną, białą koszulkę wyszedłem z domu, aby trochę pobiegać. W końcu trzeba jakoś dbać o takie ciało. W uszy włożyłem słuchawki, i puściłem jakąkolwiek piosenkę, byle miło się biegało. Nim się zorientowałem, leżałem na jakiejś dziewczynie. Przyjrzałem jej się. Czarne, długie i lekko kręcone włosy, śniada cera, czekoladowe oczy - zupełnie jak by była odbiciem lustrzanym Danielle. Wstrząsnęło mną i od razu wstałem. Jęknęła masując sobie miejsce w kostce. Od razu pomogłem jej podając jej dłoń. Nie uśmiechała się, nie wyrażała tak naprawdę żadnego uczucia - wyglądała jak trup, a ja zaczynałem jej się bać.

- Liam jestem - przedstawiłem się - i przepraszam, że na Ciebie wpadłem.
- [T.I] - odparła przekładając przez ramię swoją torbę - muszę już iść, na razie.
- Cześć - odpowiedziałem, mimo, że była już daleko ode mnie.

Zdziwiony byłem jej zachowaniem. Zazwyczaj dziewczyny były miłe, chciały autografy, pragnęły bym je przytulił, czy uśmiechnął się do nich, a ona... sobie poszła. Tak po prostu. Bez żadnego uśmiechu, czy miłego gestu: przedstawiła się i poszła. Nie powiem, żebym był do takiego zachowania przyzwyczajony - bo skłamałbym - ale mimo to, to bardzo miła odmiana. Nie myśląc o niej dłużej zacząłem dalej biegać. Około godziny później byłem już w domu, zmęczony i cały spocony. Wchodząc do łazienki czułem się jakoś dziwnie, ale zignorowałem to będąc w przekonaniu, że to tylko moje zmęczenie daję mi o sobie znać.

Po krótkim prysznicu, a następnie dwugodzinnym śnie usłyszałem dzwonek do drzwi. Leniwym krokiem podszedłem do nich, a moim oczom ukazali się moi najlepsi przyjaciele: Harry, Zayn, Niall i Louis. Wpadli robiąc ogromny szum na samym wejściu, dzięki czemu uśmiechnąłem się. To w końcu moi przyjaciele, jak nikt inny umieli rozśmieszyć mnie i spowodować uśmiech na mojej twarzy. One Direction prócz sławy, dało mi dużo więcej. Dało mi przyjaciół, a to jest chyba najlepsze co mogło mnie spotkać w moim *dwudziestotrzyletnim życiu.

- Co tam Daddy? - Louis rzucił się na mnie z uśmiechem, gryząc przy tym marchewkę.
- A dobrze marchewo - zaśmiałem się.

Ten dzień zleciał mi bardzo szybko, miło spędziłem czas z kumplami: oglądaliśmy filmy, urządzaliśmy bitwy na poduszki i ogólnie było wesoło. Kolejnego natomiast musiałem pójść do sklepu, by kupić trochę jedzenia, bowiem spodziewałem się gości. Mianowicie odwiedzić mnie mieli rodzice Danielle. Równie jak ja przeżywali stratę córki. Poprosili, bym utrzymywał z nimi kontakt, ponieważ zależy im na tym. Od tak, po prostu. Danielle odeszła tak nagle. Ale nie sama, ponieważ w sobie miała dwumiesięczne dziecko. Moje dziecko. Dlatego strata była tym bardziej bolesna. Umarła, i choć nadal ogromnie ją kocham, to po prostu staram się żyć, jak przedtem. No cóż, z pewnymi małymi zmianami rzecz jasna. Ale nikt nie narzeka na nowego Liama, a chłopcom to pasuję, więc czy jest sens, być jak dawniej? Rodzice Dan, powiedzieli, że przyjdą z kimś jeszcze. Ciekawość mnie zżerała, miałem nadzieję, że nie będzie to żadne dziecko. Nie minęło dużo czasu, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Zestresowany lekko, podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Z początku widziałem tylko rodziców, którzy byli objęci ze sobą i pogrążeni w smutku. Wpuściłem ich, a chwilę później ujrzałem tą samą dziewczynę, na którą wpadłem w parku i która odeszła nie zwracając uwagi na to, kim jestem. Weszła nawet na mnie nie patrząc.

- Kawy, czy herbaty? - Zapytałem całą trójkę.

Jon - tato Danielle - odpowiedział, że kawy, natomiast jego żona - Pat - poprosiła herbatę. [T.I] nic nie odpowiedziała. Wydaję mi się, że jest ona stanowczo za bardzo nieśmiała. Jeszcze nie spotkałem dziewczyny, która w moim towarzystwie jest tak cicha.

- A Ty [T.I] - z grzeczności zapytałem tylko ją, bo od reszty wszystko wiedziałem, jednak ta nadal milczała.

Westchnąłem, po czym skierowałem się do kuchni, by spełnić ich 'życzenia'. Przyszedłem trzy minuty później z trzema szklankami na tacy, oraz talerzykiem upieczonego przez Harrego ciasta. W takich momentach byłem wdzięczny losowi za to, że dał Harremu talent pieczenia, bo sam zapewne prędzej spaliłbym kuchnie, niż upiekł jakieś ciasto, czy nawet babeczki. Postawiłem wszystko na stole, i usiadłem na kanapie, obok Jona.

- Jak sobie radzisz, Liam? - Zapytała mnie Pat.
- Jest ciężko, bez Danielle to nie to samo - westchnąłem mówiąc zgodnie z prawdą - ale przyjaciele mnie wspierają.
- To dobrzy chłopcy - poklepał mnie po plecach Jon - a jak sprawy sercowe? Od śmierci Danielle minęły dwa lata, myślę, że chyba powinieneś się w jakiś sposób ustatkować - powiedział niepewnie, jak by bał się, że wybuchnę, albo coś.
- Ja... nie umiem znaleźć nikogo, kto byłby w stanie sprawić, iż poczuję się lepiej, niż z Danielle - kolejna odpowiedź zgodna z prawdą - jasne, są jakieś dziewczyny, ale Danielle była wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju.

Kolejne godziny upłynęły nam na przyjemnej rozmowie, niestety tego dnia nie byłem godzien usłyszeć głosu [T.I]. To przykre, bo tak naprawdę nie wiedziałem dlaczego ona nic nie mówi. To znaczy, mówi, ale przy mnie milczała jak grób. Gdy wychodziłem udawało mi się usłyszeć jedynie, jak rodzice z nią rozmawiali, ale jej głos nadal był mi całkiem obcy. Wyszli koło północy, bo tak się zagadaliśmy, a od razu po ich wyjściu położyłem się spać. To był bardzo męczący dzień.

Następnego dnia wstałem wypoczęty i nadzwyczaj radosny, dlatego też postanowiłem zabrać chłopaków do klubu i rozerwać się. W końcu młodym jest się tylko raz. A bądź co bądź ma te dwadzieścia kilka lat. Napisałem do Zayna: 'Bierz chłopaków i widzimy się o 23 w klubie 'Sunny''. Odpowiedź dostałem potwierdzającą, więc wziąłem się za śniadanie. Nagle ktoś zaczął pukać do drzwi. Ostatnio pełno tu ludzi, codziennie ktoś mnie odwiedza. Jakież było moje zdziwienie, gdy w drzwiach zastałem [T.I]. Nie była smutna, nie miała twarzy bez wyrazu, lecz wręcz przeciwnie. Była uśmiechnięta, lekko zarumieniona. Nim spostrzegłem weszła d mojego domu. Potem spotkał mnie kolejny szok. Zaczęła zasłaniać wszystkie okna zasłonami, pozamykała drzwi na klucz, wszędzie było dosłownie ciemno. Zastanawiałem się co jest grane? Co ona robi?

- Ehm... co się dzieję? - Zapytałem od niechcenia.
- Zaraz zobaczysz - mruknęła nadal uśmiechając się lekko - gdzie masz świeczki?
- Chcesz robić mi jakieś rytuały? - Kolejne pytanie szybko wypłynęło z moich ust.
- A masz coś przeciwko? - Uniosła brew niepewnie pytając, na co prychnąłem pogardliwie.
- Nie rozumiem Cię. Wczoraj milczałaś, przedwczoraj uciekłaś, a teraz wpadasz do mojego domu uśmiechnięta jak po prochach i zamykasz wszystko, a następnie chcesz robić jakieś rytuały. Wytłumaczysz mi co jest grane, bo nie rozumiem?
- Okey, a więc jestem Danielle, to znaczy... jestem Danielle w ciele [T.I] - byłem w szoku, nadal nie ogarniałem sytuacji - nadal nie rozumiesz, prawda? - Kiwnąłem głową - a więc któregoś dnia jechałam autem, wjechała we mnie ciężarówka, a ja potrąciłam dziewczynę, która akurat przechodziła na chodniku. Jej serce przestało bić, ale ciało było w dobrym stanie, natomiast moje ciało można było zrównać z błotem, aczkolwiek mózg i serce jakimś cudem było zdatne do dalszego życia. Lekarze postanowili to w jakiś sposób przetransformować, czy coś w tym guście. Dlatego teraz nie jestem Danielle, a [T.I] - uśmiechała się szeroko - tęskniłam za Tobą, Liamku.
- W sensie, że... - zatkało mnie, po prostu zatkało - Danielle! - Rzuciłem się na ukochaną i czule ją pocałowałem.
- Nie Danielle - wtrąciła - jestem [T.I] - skinąłem głową, a chwilę później zbliżyłem się do brunetki i czule ją pocałowałem.

Danielle Peazer umarła, natomiast żyła [T.I.i.N], co znaczy, że w końcu mogłem być szczęśliwy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*wiek chłopców zmieniony na potrzeby imagina.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siema! ;D
Szczerze mówiąc sama się dziwię, że coś takiego wyszło spod 'mojego pióra', ale jak widać 'cuda istnieją'
Miało wyjść zupełnie inaczej, ale myślę, że taka wersja jest lepsza, niż ta, którą zamierzałam napisać.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Oceńcie, bo bardzo mi zależy na waszej ocenie.
Zapraszam was na bloga, którego piszę.
Chciałabym zyskać wielu czytelników, bo mam wenę na to opowiadanie.
Nie jest dużo do czytania, więc skomentujcie, i dodajcie się do obser. jeśli się spodoba.
Czekam na komentarze i do napisania...
Martyna

9 komentarzy:

  1. Wow,. Taki dziwaczny,ale okej jest ;)

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  2. Dosyć pokręcony ale ujdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. "Top Modelka" Meg Cabot polegała na zamianie ciał... A właściwie mózgów... Jak to czytałam to od razu ta książka przyszła mi na myśl. A imagin dość dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mniej więcej na tym się wzorowałam jeśli chodzi o tą zamianę. Nie wyszedł mi, wiem. Czasami tak jest, że ktoś napiszę coś słabszego, niż zazwyczaj, dlatego nie przejmuję się. Są i dobre i złe chwilę. :D
      Martyna

      Usuń
    2. Genialny imagin:-) chcę więcej dużo więcej :-D pozdro dziewczyny Ceellaa ;)

      Usuń
  4. Mi się podoba. Jest taki inny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy inny ale ciekawy

    OdpowiedzUsuń
  6. Przypomina mi to trochę to co działo się w Top Modelce Meg Cabot.
    Ale ciekawa historia. Mało realna zapewne, ale ciekawa. :>

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3