poniedziałek, 3 czerwca 2013

Four Hundred Eighty - Four

                                               piosenka
- Już jestem mamo! - usłyszałam krzyk syna Jamesa, dochodzący z przedpokoju
- Dobrze. Zanieś do pokoju plecak, po drodze umyj ręce i schodź na obiad. Tata zaraz będzie. - odpowiedziałam mu, kiedy przechodził obok kuchni.
Nim się tylko obejrzałam, młodsza kopia mojego męża znajdowała się w tym samym pomieszczeniu co ja.
- Pięknie dziś wyglądasz. - pocałował mój policzek na powitanie, jak to mieliśmy w zwyczaju. Chociaż miał 17 lat, doskonale wiedział jak należy traktować kobiety. Nauczył się tego od nikogo innego, jak tylko od Liama, swojego ojca. Na komplement syna uśmiechnęłam się niemrawo, a on wychwycił ten szczegół.
- Stało się coś? - ponownie zabrał głos, stając obok mnie, a swoje ręce złożył na wysokości klatki piersiowej.
- Nie, w żadnym wypadku. - wiedziałam, że go tym nie przekonam, jednak nie próbowałam być w swoich argumentach przekonująca
- Mamo... Przecież widzę, że coś jest nie tak. Tata coś zrobił? Coś powiedział? - dopytywał
- Wiesz jaki jest ojciec. Od kiedy Cię urodziłam zawsze marzyłam o kolejnym dziecku. Jednak tata twierdzi, że nie ma potrzeby powiększania rodziny i uważa, że jest już na to za stary. - posmutniałam
- To o niczym nie świadczy.
- James... ja jestem w ciąży! - wydusiłam z siebie wreszcie to, co od kilku dni mnie wewnętrznie dręczyło
- To świetnie! Nareszcie będę mógł się wykazać w roli starszego brata. O tatę się nie martw, ucieszy się z tego powodu. - przytulił mnie
- Nie mów mu o niczym. - zrobiłam poważną minę. - Osobiście nie sądzę, że tata będzie zadowolony z tego powodu.
- Dlaczego miałbym być niezadowolony? - zapytał uśmiechnięty Liam, wchodząc do kuchni. Posłałam Jamesowi znaczące spojrzenie, które odczytał prawidłowo.
- Dostałem dzisiaj kolejną jedynkę z matematyki. - nastolatek zrobił niesmaczną minę, natomiast ja uśmiechnęłam się wdzięcznie
- No cóż... Zjemy obiad, a potem dasz mi Twój zeszyt z matematyki i zobaczymy co da się zrobić. - powiedział mój mąż udając się do łazienki, aby umyć ręce
Już w wieku dziecięcym, uczyliśmy Jamesa, aby nigdy nie kłamał. Nigdy nie popierałam zatajania prawdy, jednak tym razem była wdzięczna synowi, że zachował się w taki, a nie inny sposób.

*

- Teraz już rozumiesz? - zapytał z troską syna
- Tak tato. Gdyby nie Ty nie wiem co bym zrobił. - ruszył w kierunku schodów, trzymając pod ręką podręcznik do matematyki
- W porządku synku. Tylko popraw tą jedynkę.
- Jasne! - usłyszałam krzyk Jamesa dochodzący z piętra
Dosiadłam się do Liama na kanapę, podając mu kubek wypełniony po brzegi parującą cieczą jaką była herbata.
- Zaparzyłam Ci zioła, które przepisał Ci lekarza. - powiedziałam
- I co ja bym bez Ciebie zrobił? - pocałował mnie w czoło, obejmując i przyciągając bliżej siebie, popijając przy tym świeżej herbaty
- Zginął byś śmiercią marną. - wtuliłam się mocniej w jego ciało, a przy tym zaciągnęłam się zapachem ulubionych perfum, których mój mąż nie zmienił od 20 lat
- Kocham Cię. - uśmiechnął się w moim kierunku, kiedy spoglądałam w jego nieskazitelne, czekoladowe oczy
- Ja Ciebie też. - musnęłam delikatnie jego wargi
- Przepraszam, że przerywam Wam tę romantyczną chwilę, ale mam do Ciebie tato sprawę. Tak na marginesie też Was kocham. Wracając do rzeczy, bo wiesz tato, że jest piątek. Zaprosiłem na dyskotekę taką fajną dziewczynę, no i... - nie dokończył, bo Liam mu przerwał
- Ile? Sto funtów wystarczy? - zapytał wyciągając z kieszeni portfel
- Jakbyś był hojniejszy, nie pogniewałbym się. - uśmiechnął się cwaniacko James
- Trzymaj. - wręczył mu banknoty
- Sto pięćdziesiąt funtów? Kocham Cię tatusiu. - już chciał wracać do pokoju, kiedy zatrzymał go szatyn
- Tylko ubierz się jakoś, co nam wstydu nie zrobisz. - upomniał go
Nim zdążyłam cokolwiek dorzucić od siebie, nastolatek pobiegł na górę, przeskakując co dwa schodki. Nie minęło nawet 5 minut, a do naszych uszu znowu dotarł odgłos stukania butów o drewniane schody.
- Baw się dobrze. - krzyknęliśmy niemal, że równocześnie
- Dziękuję. - drzwi frontowe zatrzasnęły się, a my z Liamem ponownie wróciliśmy do wcześniejszego zajęcia, jakim było wspominanie dawnych lat.
Chociaż mój mąż jest starszy ode mnie o 13 lat, doskonale się rozumiemy. Jako 49-letni, dojrzały mężczyzna, który już nie jedno przeżył, ciągle zaskakuje mnie, swoją 36-letnią żonę, wszelakimi opowieściami, które dotyczą jego dzieciństwa, a także wieku nastoletniego. Wiele razy spotkaliśmy się ze stwierdzeniami, że różnica wiekowa w naszym przypadku jest przepaścią, dla nas wiek to tylko liczba. Najlepszym dowodem na to jest nasz 17-letni syn.
Kiedy James skończył 6 lat, chciałam abyśmy postarali się o kolejne dziecko. Liam miał wtedy 38 lat, jednak ze względu na jego zdrowie przesunęliśmy nasze plany dotyczące powiększenia rodziny na później. Przez kolejne lata, Payne nie chciał słyszeć o maluszku. Wiedział, że jest to moje marzenie, jednak uparcie twierdził, że przyjdzie na to jeszcze czas. Teraz zaś twierdzi, że jest za stary.
- Skarbie, a co byś zrobił, gdybym Ci powiedziała, że za kilka miesięcy nasza rodzina się powiększy? - zapytałam nagle, odbiegając od tematu, na który w tej chwili wymienialiśmy swoje poglądy
- Kochanie... - przewrócił teatralnie oczami. Po 17 latach małżeństwa pewne rzeczy w naszej dwójce pozostały niezmienne. - Rozmawialiśmy już o tym... Jest już dla mnie trochę późno, aby myśleć o dziecku. Mam już prawie pięćdziesiątkę na karku, i co? Za niedługo już będę starym, siwym dziadkiem, który nie wychodzi z domu bez okularów i szelek. Nie sądzę, żeby jakiekolwiek dziecko, chciało mieć takiego ojca.
- To co ja mam zrobić? Usunąć to dziecko? - byłam już bliska płaczu
- Moment, moment. - spojrzał na mnie uważnie. - Czy Ty mi właśnie zasugerowałaś, że jesteś w ciąży?
- Tak. - odpowiedziałam krótko i odwróciłam głowę, aby tylko nie patrzeć w jego oczy
- Spójrz na mnie. - poprosił, jednak ja nie spełniłam jego prośby, więc sam ujął mój podbródek, a głowę odwrócił w sposób, że zaczęliśmy stykać się nosami. - Zabraniam Ci....zabraniam Ci usunięcia tego dziecka. Chcę żebyś je urodziła i żebyśmy je wspólnie wychowali. Nie będzie miało łatwo z takim starym zrzędą jak ja, ale będę kochał naszego maluszka.

*

- Mamo! - usłyszałam jak od progu domu wołają mnie dzieciaki, które po chwili pojawiły się w jadalni i zaczęły się do mnie tulić. Urodziły nam się bliźniaki, dwa synowie – Matthew i David. Chłopcy dzisiaj kończą swoje dziesiąte urodziny.
- Dzień dobry kochanie. - w pomieszczeniu pojawił się mój mąż, Liam, mający ciałem 59 lat, ale duchem w dalszym ciągu 20 lat. Położył swoją aktówkę na kredensie i tak jak mieliśmy to od wielu lat w tradycji, przywitał mnie całusem w policzek. Jak co dzień, poczułam mój ulubiony zapach męskich perfum, które nadal zostały niezmienne.
- Chłopcy, myjcie ręce i jemy obiad. - a sama przytuliłam się do szatyna, u którego już ostatnio zauważyłam burzę siwych włosów.
- Dzwonił do mnie James. Przyjadą wieczorem i zostaną na cały weekend. - poinformował mnie mąż, kiedy do pokoju wbiegła rozbrykana dwójka naszych synów.
James od 3 lat sprawdza się w roli męża. Jego żoną stała się Annie – dziewczyna, którą blisko 11 lat temu zaprosił na dyskotekę. Mają córeczkę. Śliczną blondyneczkę z brązowymi oczami o imieniu Rose. My z Liamem na miesiąc przed narodzinami chłopców przeprowadziliśmy się na przedmieścia Londynu, aby zaznać trochę spokoju od codziennego miejskiego hałasu. Dlatego częstymi gośćmi w naszym domu, był nasz najstarszy syn ze swoją rodziną.
Wszyscy od dobrej godziny leżeli już w swoich łóżkach. W domu panowała idealna cisza, tak samo jak na dworze. Usiadłam wygodnie na ławce, stojącej na werandzie. Zaczęłam zastanawiać się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym przed blisko trzydziestoma latami nie spotkała Liama. Zamknęłam oczy i przez nieco silniejszy podmuch wiatru poczułam się, jakbym stąpała bosymi stopami po sypkim piasku plaży, na którą zabraliśmy w zeszłe lato chłopców.
- Tyle razy powtarzałem Ci, żebyś zabierała ze sobą koc jak idziesz na werandę wieczorem. - usłyszałam zatroskany głos szatyna, którego barwa włosów zmieniła się na siwą pod wpływem ciągłych wybryków naszych dzieci
- Nie jest przecież, aż tak zimno. - mężczyzna nie zwracał uwagi na moje protesty, tylko szczelnie opatulił mnie polarowym kocem i zniknął za drzwiami, prowadzącymi do wnętrza domu. Za moment pojawił się ponownie, tyle, że w rękach trzymał dwa kubki. Jeden z nich wręczył mi, a z drugiego sam się napił. Usiadł na ławce, a swoim ramieniem objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Dziękuję. - szepnął. - Dziękuję za trzech wspaniałych synów. Dziękuję, że zgodziłaś się tutaj zamieszkać. Dziękuję za naszą prawdziwą miłość. Dziękuje za Twoje wsparcie. Dziękuję, że pokazałaś mi jak żyć. Dziękuję, że zawsze mnie wspierałaś. Dziękuję, że mogłem z Tobą stworzyć najlepszą rodzinę na świecie.
- Dziękuję, że pokochałeś kogoś takiego jak ja, Liam... - szepnęłam, a mój mąż uniósł mój podbródek i jak najdelikatniej tylko potrafił, ale za to z niewyobrażalną czułością musnął moje wargi.
Oparliśmy się o siebie swoimi czołami i patrzeliśmy wzajemnie w głębię swoich oczu. I wiecie co Wam powiem? Ten kto stwierdził, że w tym bardziej podeszłym wieku nie można okazywać sobie uczuć, był w wielkim błędzie! Najlepszym przykładem na to jest małżeństwo (T.I.) i Liama...



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ostatnio mnie natchnęło i proszę! Ciekawa jestem, czy komukolwiek się spodoba.
Od razu informuję też, że w najbliższym czasie raczej niczego nie dodam, być może coś pojawi się po 20 czerwa.
Cieszę się, że w komentarzach podstrony POMYSŁY pojawiły się kolejne pomosły. Pech chce, że zawsze kiedy tam wchodzę, nie ma żadnego wyboru ;(
Mam też gorącą prośbę do redaktorek - jeśli piszecie jakiś imagin, to nie oferujcie się do następnych. Pojawiają się znakomite podpowiedzi do napisania, jednak jest wiele prac nieskończonych.
Jeśli u Was też pogoda nie najlepsza, to życzę poprawy.
Wszystkim, którzy gdzieś wyjeżdżają, na wycieczki, wakacje życzę udanych pobytów w róznych zakątkach Polski, a nawet świata!

5 komentarzy:

  1. ale słodko ! Liam w wieku 49 czy 59 lat? kompletnie nie moge go wyobrazic z burzą siwych włosów, ale ich synków, te jego opiekuńcze zachowanie, i dawanie kasy xD, owszem :) cudowny xx

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  2. taaak wreszcie coś takiego, czekałam na coś w ten deseń-chodzi o dużą różnicę wieku :) super imagin! xx

    OdpowiedzUsuń
  3. jejuuu *.* naprawde dzieki tobie wiem teeraz ze wiek to tylko liczba i ze 7 lat nie robi roznicy, dziekuje <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3