sobota, 1 czerwca 2013

Four Hundred Eighty - Two

- Dziewczyna, dziewiętnaście lat - zaczął Mike - została zgwałcona, a następnie brutalnie zamordowana. Zgon nadszedł jakieś dwie godziny temu - byłam w szoku, przecież to było nie tak dawno. Może była szansa ją uratować?
- To straszne... - mruknęłam pod nosem - wiemy coś jeszcze?
- Sprawcą był chłopak - przecież to oczywiste Mike, pomyślałam.
- No co Ty nie powiesz? - Z irytacją na niego spojrzałam - a coś co nie jest, aż tak wiadome?
- Trzeba poinformować rodzinę - oznajmił ignorując moje pytanie i wymownie na mnie patrząc.
- Jak zwykle do najgorszej roboty jestem ja - zdenerwowana odeszłam od przyjaciela.
- Takie życie - zawołał za mną, a ja cicho westchnęłam.

Podeszłam do ciała dziewczyny. Kogoś mi przypominała, ale nie jestem do końca pewna kogo. Jak można kogoś tak zabić? Takie rzeczy to mogą zrobić tylko psychicznie chorzy ludzie. Najpierw nastąpił gwałt: poszarpana bluzka, brak dolnej części ubrań i niemałe siniaki na rękach i nogach. Morderstwo: najpierw udusił, a następnie nóż wbił prosto w serce. Jej ciało jest całe sine. A ja mam teraz jechać pod podany adres i powiadomić rodzinę ofiary. Nienawidzę tej roboty. Nie jestem policjantką, a tak naprawdę to mam gorszą pracę, niż oni sami. Psycholog to poważne zajęcie, tym bardziej policyjny psycholog, który musi patrzeć na smutek bliskiej rodziny zmarłej osoby. Te łzy, te krzyki rozpaczy. Wiem jak się czują, bo sama niegdyś straciłam bliską osobę. Bardzo, bardzo bliską. Synka. Był w przedszkolu, gdy ja pracowałam w firmie ojca. Wtedy jacyś gangsterzy, mafiozi zaatakowali to przedszkole. Tak bez powodu. No i podpalili budynek. Zginęła setka małych dzieci, oraz piętnastu nauczycieli, a raczej przedszkolanek. To było straszne. Stało się to trzy lata temu, i od tamtej pory pracuję jako psycholog policyjny, bo jako policjantka nie mogę. Nie mam odpowiednich papierków na to. Dom pod który teraz jechałam, był małym domkiem z ładnym ogródkiem. Nie było za bogato, więc tym bardziej żal mi było mówić bliskim osobom dziewczyny, o jej śmierci. Wyszłam powolnym krokiem z auta, coraz bliżej byłam mieszkania. Leniwie zapukałam. Chciałam, by to szło tak bardzo wolno, al już po chwili drzwi zostały otwarte przez pewnego chłopaka. Przystojnego z resztą.

- Tak? - Uśmiechnął się do mnie - mogę w czymś pomóc?
- Czy pan nazywa się Zayn Malik? - Kiwnął głowę lekko marszcząc brwi - nazywam się [T.I] i jestem z policji - chłopak zaczął się coraz bardziej denerwować - Pańska narzeczona nie żyję - stanął jak wryty.
- To nie możliwe - szepnął spuszczając wzrok - nie... to na pewno nie jest Perrie. Może coś wam się pomyliło?

Już wiem skąd kojarzyłam dziewczynę. Little Mix - w tym zespole ona była.

- Przykro mi, ale dokumenty w jej torbie nie kłamały - tak bardzo nie chciałam sprawiać mu przykrości.
- Jak ona umarła?
- Została... zamordowana - przełknęłam ślinę, łzy po policzku chłopaka zaczęły lecieć, a ja nie miałam pojęcia co teraz zrobić - jestem psychologiem policyjnym i... jeśli chcesz mogę C pomóc.
- Czy będą poszukiwania mordercy Perrie? - Spojrzał na mnie rozpaczliwym wzrokiem.
- Nie mam pojęcia, ale jeśli Ci na tym zależy mogę poprosić kolegów, by je rozpoczęli. Chcesz tego?
- Ta - odchrząknął - tak. Chcę tego.
- Dobrze - to nie był pierwszy raz, kiedy coś takiego miałam zrobić, ale z pewnością pierwszy kiedy na widok łez na jego twarzy, sama się popłakałam, bo zawsze starałam się to ukrywać przed bliskimi ofiary, by nie byli zdołowani jeszcze bardziej - to ja już będę wychodzić i... naprawdę mi przykro - zamknęłam drzwi i odjechałam z podwórka.

~*~

- Moglibyście to dla mnie zrobić?
- [T.I] dlaczego Ci tak na tym zależy? - Mike usiłował mnie zrozumieć, ale jak widać, na marne.
- Ponieważ doskonale wiem, jak on się czuję. Po za tym prosił mnie o to, dlatego ja proszę was. Zróbcie to. Czy to tak wiele? 
- Ale nawet nie wiemy jak zacząć szukać... żadnych śladów, nic. Morderca wiedział co zrobić, by zakryć wszelkie ślady, które wskazywałyby na niego.
- Jesteście z policji do cholery! - Krzyknęłam - jak możecie nie wiedzieć co zrobić?
- Przykro mi [T.I], ale nie damy rady. Nie tym razem - spojrzał na mnie z przygnębieniem wypisanym na twarzy.
- Mnie również jest przykro - szepnęłam, i odeszłam czując już kolejny raz łzy napływające do oczu.

~*~

Jechałam ulicą, gdy w oczy rzuciła mi się znajoma sylwetka na skraju mostu. Gwałtownie zahamowałam i szybko wyszłam z auta. Podbiegłam do niego, a on jakby to wyczuł bo odwrócił się w moją stronę.

- Odejdź, bo skoczę - zagroził.
- Jak Ty skoczysz, to skoczę i ja - scena niczym z Titanica. W takich momentach myśleć o filmie... jestem beznadziejna.
- Po co miałabyś to robić?
- Wiem jak się czujesz - totalnie ignorując jego pytanie, powiedziałam.
- Nic nie wiesz. Wszyscy myślą, że rozumieją, że wiedzą, co czuję, ale nikt tego nie wie.
- Ja wiem - stanowczo odparłam - trzy lata temu mój synek został zamordowany, tak jak większość dzieci w jego wieku. Był w przedszkolu, gdy jacyś ludzie podpalili przedszkole, tym samym mordując wszystkich. Wiesz ile zginęło tam osób? Sto piętnaście. Piętnastu nauczycieli i reszta maluchów. Nikt nie zdołał przeżyć.
- Nie wiedziałem...
- Teraz rozumiesz, że wiem jak się czujesz? Ty straciłeś narzeczoną, a je jedyne dziecko. Miał dopiero pięć lat. Przed sobą całe życie... nie dane mu było go przeżyć. Dlatego proszę Cię, zejdź stamtąd. Pomogę Ci, obiecuję. Tylko daj mi tę szansę. Co Ci po tym, że się zabijesz? Nie wiesz czy po śmierci trafisz tam, gdzie jest Twoja ukochana. Samobójstwo jest grzechem i po nim nie wiadomo czy byś trafił do nieba, gdzie być może jest Perrie. Więc po co, się pytam, chcesz się zabić?
- Tęsknię za nią - kolejny raz widziałam płaczącego Zayna - tak bardzo mi jej brak. Chciałbym zobaczyć drania, który mi ją odebrał. Zabiłbym go gołymi rękoma. Nic by mnie nie powstrzymało.
- Zayn... zabójstwo to nie rozwiązanie. Nie zwróci to życia Twojej narzeczonej. Musisz mu wybaczyć. Wiem, że teraz wydaję Ci się to absurdalne i beznadziejne, ale wierz mi, że tak musi być. Jeśli mu wybaczysz, to i Twój ból się załagodzi. Wiem to po sobie. Wybaczyłam mordercom, którzy skrzywdzili moje dziecko. Teraz siedzą w więzieniu. Będą tam do końca życia, ale wybaczyłam im. Są mi obojętni teraz. Dostali wystarczającą nauczkę. Będą mieli na sumieniu te wszystkie dzieci.
- Ale [T.I]. On mi odebrał jedyny skarb.
- A może tak miało być? Może miałeś ją stracić, by zdobyć coś jeszcze lepszego? Może Bóg przygotował dla Ciebie coś specjalnego, a śmierć Perrie to tylko próba dla Ciebie? 
- Mówisz, jak jakaś chrześcijanka - mruknął pod nosem.
- Wierzysz w Boga?
- Jestem muzułmaninem. Jak myślisz, wierzę w Boga?
- Okey... nie było pytania - westchnęłam - to co? Chcesz mojej pomocy?

Zamyślił się, po czym do mnie podszedł. Odetchnęłam z ulgą, bo nie zrobił tego, co miał zamiar zrobić.

- Chcę - kąciki jego ust delikatnie się podniosły, a mnie szybciej zabiło serce.

~*~Rok później~*~

- Cześć Zayn - z uśmiechem weszłam do jego domu.
- Cześć maleńka - cmoknął mnie w policzek - co tam?
- Mam ochotę iść na spacer, chcesz iść ze mną?
- Jak zawsze.

Uśmiechnęłam się do niego szeroko. To dzisiaj chciałam mu wszystko powiedzieć. Chciałam powiedzieć o tym, że wiem kto zabił Perrie. Byliśmy razem od miesiąca, a o jej śmierci mówiliśmy otwarcie. Zayn nie reagował już płaczem, czy smutkiem strasznym. Przyzwyczaił się do tej myśli, i choć wiem, że nadal tęskni za nią, to wiem również, że zależy mu na mnie. Tak jak mi na nim.

- Zayn... muszę Ci coś powiedzieć - zaczęłam delikatnie.
- Tak? - Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, obejmując w talii.
- Wiem, kto zabił Perrie - przełknęłam ślinę, a chłopak przyglądał mi się dokładnie - to niejaki Austin Down - Co z nim teraz?
- Siedzi w więzieniu i czeka na dokładny wyrok, ale Mike twierdzi, że dostanie dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności.
- Dobrze - mruknął, i choć udawał, że go to nie rusza, wiedziałam, że nadal nie był w stanie do końca mu wybaczyć.
- Kocham Cię, wiesz? - Spojrzałam w te jego czekoladowe oczy i czule pocałowałam. Odwzajemnił to.
- Ja Ciebie też [T.I]. Miałaś rację - uśmiechnął się.
- Z czym miałam rację?
- Śmierć Perrie była po to, bym mógł pokochać Ciebie. Dostałem to... co najlepsze - w obie dłonie złapał mój podbródek i namiętnie mnie pocałował, wczuwając w to wszystkie emocje i uczucia.
Tak bardzo go kochałam.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Siemson, koteczki moje!
To jest efekt mojego dziwnego humoru dzisiejszego dnia.
I jest dzień dziecka!
Jupi!
Jak wam się spodobał imagine?
Kochany Zayn... normalnie go kocham najbardziej na świecie.
I trochę kryminału. 
Miałam zrobić z tego opowiadanie, i ta pierwsza część to był prolog, ale doszłam do wniosku, że lepszy z tego imagine, bo za bardzo nie wiedziałabym jak dalej potoczyć historię.
Czekam na wasze opinię odnośnie tej historii, bardzo mi na tym zależy.
Czytasz ~ Komentujesz
Do napisania już wkrótce...
Martyna xx

6 komentarzy:

  1. W pewnym momencie oczy mi się zeszkliły... Tak pięknie to opisałaś... brak mi po prostu słów <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekne slowa pani psycholog i piekny imaginxx

    Klaudia citylondon

    OdpowiedzUsuń
  3. och nie dla mnie takie imaginy, tak mi smutno :CCC tak kocham Perrie! <33 ale cudownie piszesz ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowny, łzy same mi do oczu napłynęły <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwwwww jaki słodziak *.*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3