środa, 12 czerwca 2013

Four Hundred Ninety - Three

Witam. Nie wyrobię pewnie swojej normy na maj(cholera! Toż to już czerwiec!). Cóż lenistwo zobowiązuje... Chyba że się wezmę za siebie i jeszcze jednego imagina doskrobię gdzieś po cichu i dodam na ostatniego maja. Teraz przed Wami taki... Dla mnie jest on cholernie śmieszny, bo ta ich kłótnia jest... Po prostu śmieszna i tyle. Oby Wam się podobało :)
Rewolucja mi się podoba. To Wam powiem. Jak zauważyłam, jak skurczyła się liczba autorek to od razu wiedziałam, że mnie tam nie będzie, a tu niespodzianka! Kamilka z Wami zostaje! I się teraz będzie starała, bo są wakacje niedługo, prawda?
5 maja przeminął mój rok z imaginami tutaj. Jejku! Jakie to dziwne! I jak wiele się zmieniło! Ach!
Mam nadzieję, że nie pozawalałyście szkoły i nie ma ni jednej pały! Same paski mają być no!
przepraszam, że Harry, ale zaczęłam go pisać w maju :c
Kocham WAS! <3

***
[będą wulgaryzmy i słownictwo uliczne i wątki erotyczne, ale nie dosłownie]
Wpadłam do łazienki z płaczem. Targało mną, jak więźniem na fotelu elektrycznym i z całą pewnością mogę stwierdzić, że to co się przed momentem wydarzyło bolało nie mniej niż śmierć przez porażenie prądem. Zerwałam z drąga zasłonę prysznica. Drugą ręką zrzuciłam kubek ze szczoteczkami do zębów z umywalki. Wczepiłam palce we włosy i ciągnęłam je ze wszystkich sił.
- Uspokój się! - krzyknął Harry, który tuż za mną pojawił się w łazience.
W dwóch krokach znalazł się obok mnie. Obrócił mnie twarzą do siebie, złapał mocno za nadgarstki i pchnął w stronę ściany, bym nie mogła się ruszyć i zepsuć czegoś jeszcze. Załkałam bezsilnie, gdy oparł swoją głowę na moim ramieniu. 
- Przepraszam. - jęknęłam. - Ja nie potrafię... - urwałam, wypuszczając głośno powietrze. - Nie potrafię sprawić ci przyjemności. - łzy ponownie zalały moje oczy.
Chłopak puścił mnie, lecz nie na długo. Owinął ręce wokół mojej talii i przycisnął mnie mocno do siebie.
- Przejmujesz się takimi pierdołami, jak obciąganie. - szepnął. - Rozumiem, że cię to brzydzi, więc cię nie będę zmuszał. Jaki byłbym w tedy w stosunku do ciebie i tego co wydarzyło się w twojej przeszłości?
Nie odpowiadałam, więc pewnie wziął to za moją odpowiedź.
Kilka lat temu ktoś sprawił, że na mój na ogół bezpieczny świat przewrócił się o 180 stopni, a jeden błąd lekarski przekreślił moją małą szansę na wyjście na prostą. Amy miała zaledwie dwa dni, gdy jej serduszko przestało bić. Opuściła mnie tak szybko, jak przyszła na świat.
Kolejny dzień miałam już w sumie zaplanowany. Harry wplątał mnie w jakąś organizację jakiegoś przyjęcia, czy innego gówna i Liam miał po mnie przyjechać po śniadaniu. Pora pierwszego posiłku minął już dawno, a chłopaka nadal nie było. Usiadłam więc na blacie w kuchni i czytałam gazetę, którą wczoraj przyniosłam do domu.
- Dzień dobry. - odezwał się wesoły.
- Cześć. - mruknęłam cicho.
- Patrz co mam! - wyciągnął zza pleców jakąś małą książkę i wymachiwał mi nią przed twarzą.
- A co w tym takiego... - zastanowiłam się. - Fajnego? - zapytałam z sarkazmem?
- 101 sposobów seksu! Czy to nie fajnie?!
- Nie.
- Co? - jego entuzjazm znikł. - Jak?
- A tak, że dobrze wiesz o co mi chodzi. - odparłam.
- A co? - dociekał.
- Wiesz o co. Wczoraj to przerabialiśmy. - fuknęłam.
- Ale czy ktoś mówi od razu o takich ekscesach? - wyrzucił ręce w górę.
- Jesteś świadom na co się pisałeś, gdy chciałeś ze mną być, więc teraz ci się nagle poprzestawiało?! - zeskoczyłam z wysepki i stanęłam tuż przed chłopakiem.
- Myślałem, aby te nasze gierki trochę urozmaicić.
- A więc skoro jest ci nudno i źle to czemu sobie nie znajdziesz jakiejś seksownej murzynki, co?! - splunęłam. - Słyszałam, że one czynią w łóżku cuda! - ruszyłam  w stronę korytarza.
- Po co mi murzynka?! - krzyknął z kuchni.
- Do zaspokajania twoich dzikich potrzeb Styles! - złapałam za poręcz i zaczęłam wspinać się na piętro.
- Jestem dorosłym mężczyzną! - bronił się. Obróciłam głowę w tył, aby mu odpowiedzieć. Stał pod schodami.
- A ja jestem młodą dziewczyną z pochowanym dzieckiem i wstrętem do penisów i co kurwa?!
- Nie przeklinaj! - odszczeknął.
- Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa, kurwa i kurwa!
- Gdzie idziesz?!
- Idę sobie do sypialni, wiesz? - rzuciłam, trzaskając drzwiami. Do widzenia kurwa Styles.

     Popchnęłam torbę, a ta sturlała się ze schodów. Zaraz po niej i ja znalazłam się na parterze i przeglądałam się w lustrze nad komódką w korytarzu. Westchnęłam cicho na mój wygląd, a wzrok zatrzymałam na palcach prawej ręki, gdzie swoje miejsce znalazł pewien pierścionek.
To chyba ten czas.
Powoli zsunęłam go z palca i ostatni raz muskając go palcami odłożyłam na komodę. Skromny srebrny pierścionek z wygrawerowanym serduszkiem w jego wnętrzu. Niby pierścionek, a znaczenie ma ogromne. Z górnej szuflady wyciągnęłam jakąś kartkę i pisak. Złapałam torbę i ostatni raz patrząc na opustoszały salon wyszłam z domu, wsiadłam w samochód i pojechałam przed siebie.
Tak, to ten czas. Przykro mi.
Nawet nie wiem kiedy się rozpłakałam, ale pamiętam, że przestałam dopiero po kilku dnia, które spędziłam w domu rodziców.

      Młody blondynek podał piłkę chłopcu z numerkiem 7, a ten jak mała małpka, wyminął starszych zawodników i był wprost na drodze do bramki. Wysunął piłkę w lewo, a o wiele starszy nastolatek strzelił bramkę. Na zaimprowizowanych trybunach wybuchła euforia. I ja zeskoczyłam w drewnianej ławki i podniosłam ręce w górę. Rozgrywki gminne - zawsze tak samo emocjonujące.
- Murzynki są do dupy. Cały dzień leżą w łóżku i chcą tylko jednego. - odezwał się ktoś za mną. Głos tak cholernie znajomy, że każdą, nawet najbłahszą emocję potrafię z niego odczytać.
- Próbowałeś? - spytałam, odwracając się do Harry'ego.
- Obejrzałem z siostrą tysiące filmów o murzynkach. - wytłumaczył pociągając nosem.
Zamilkliśmy. Moje koleżanki skupiły się na meczu, a i innych nie interesowała para ludzi, którzy kiedyś byli dla siebie wszystkim.
- Przepraszam. - powiedział i uniósł głowę. Płakał. Jego twarz wyglądała nieciekawie. Jeszcze nigdy przy mnie nie płakał.
- Kiedy się zorientowałeś, że uciekłam?
- Wiedziałem to już, gdy wchodziłaś na schody.
- Więc gdzie byłeś, gdy wychodziłam z pokoju?
- Kryłem się za kanapą. - przyznał. Zachichotałam.
- Chodź. - wyciągnęłam do niego rękę. Chwycił ją bez wahania. - Bo znowu mi się schowasz za kanapą.

8 komentarzy:

  1. Bardzo się ciesze, że bloog znów się 'rozkręca' Imagin według mnie naprawdę dobry.Życzę dalszej weny

    Ula

    OdpowiedzUsuń
  2. słoodkoo jak dla mnie :)
    i nie przepraszaj, rozumiemy :*

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  3. cieszę się, że zostałaś, bo naprawdę super piszesz i tym imaginem to udowodniłaś :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Och Ollie ja już nie mam siły na te Twoje imaginy! Jak Ty to robisz, że każda Twoja historia ma jakiś sens, a przy tym jest tak cholernie idealna, kreatywna, oryginalna, piękna, wzruszająca, słodka (tu wertuję słownik) i przeprzeprzeprzeprze ... Itp. Pisz proszę, kocham Cię!

    Jak to - Kamilka miałaby wylecieć? Najlepsza osoba? O.o chyba żartujesz -,-

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebisty. Uwielbiam twoje imaginy <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3