wtorek, 30 lipca 2013

Five Hundred Fifty - Nine


*Pojawia się kilka przekleństw.


*Pasażerowie lotu nr 158 do Waszyngtonu są proszeni na odprawę do wyjścia ósmego*

Westchnęłam chowając kolorową gazetę do skórzanej torby podręcznej. Wstałam chwytając w dłoń plastikowy uchwyt walizki i ruszyłam ku wyjściu na odprawę, pociągając ją za sobą. Paparazzi zagradzali mi drogę, jednak Preston w porę zareagował i odciągnął ich ode mnie. Uśmiechnęłam się do niego w podziękowaniu. Przyleciał po mnie z Ameryki, choć wcale nie musiał. W dodatku chłopcy mu za to nie zapłacili.
 - T.I! T.I! Lecisz do Louis’a?
- Czy to prawda, że ty i Louis zerwaliście?
- Przepraszam, śpieszę się – powiedziałam roześmiana przepychając się przez tłum fotoreporterów. Kierunek: Waszyngton.
- T.I wstawaj, już jesteśmy – usłyszałam nad swoim uchem. Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się w fotelu. Spojrzałam w małe okienko samolotu i uśmiechnęłam się mimowolnie. To już dziś go zobaczę. Dziś, po prawie trzymiesięcznej rozłące znów zatopię się w jego ramionach, utonę w jego oczach i na nowo zakocham się w jego ustach. Uwielbiałam wyczekiwanie na te momenty. Dzięki temu jeszcze bardziej doceniałam jego dotyk i obecność. Nie byliśmy jedną z wielu par. Dzięki tym rozłąkom byliśmy niepowtarzalni, odporni i wyjątkowi. Lotnisko w Waszyngtonie. Tutaj zgromadził się mniejszy tłum. Nastolatkowie chyba przyzwyczaili się do mojej obecności w Stanach. Nie powiem, żeby mi się to nie podobało. Miałam tu choć chwilę wytchnienia, nie jak w Londynie. Uśmiechnęłam się szeroko do grupy dziewczyn idących w moją stronę. Zatrzymałam się przy nich.
- Cześć – zawołałam radośnie.
- T.I, musimy iść na próbę dźwiękową! – jęknął Preston zatrzymując się obok mnie.
 - Pięć minut – popatrzyłam na niego maślanymi oczami, na co westchnął. Wiedziałam, że wygrałam.
- Mogę zdjęcie? – pisnęła jedna z fanek 1D, co wywnioskowałam po jej koszulce.
- Pewnie! – odparłam bez chwili zastanowienia. Usłyszałam, że telefon ochroniarza wibruje w jego ręce.
- T.I, to Louis – oznajmił Preston.
- Matko, co temu się tak śpieszy – wywróciłam oczami. – Przepraszam was, muszę iść. Miło było mi was poznać - uśmiechnęłam się przepraszająco do dziewczyn.
- Pozdrów chłopaków! – krzyknęły chórkiem. Mrugnęłam do nich po czym ruszyłam z ochroniarzem odebrać bagaż.
- Cholera, pieprzony wypadek! – krzyknęłam uderzając ręką w deskę rozdzielczą. Przed naszym samochodem ciągnął się chyba kilometrowy korek. Jakieś terenowe auto zderzyło się z taksówką. Zaczęłam nerwowo stukać palcami o szybę.
- T.I spokojnie, chłopcy dopiero za pół godziny zaczynają próbę dźwiękową, zdążymy - powiedział Preston. Właśnie w tym momencie jego telefon zaczął wibrować. Facet przyłożył słuchawkę do ucha. Dzwoniący krzyczał, dobrze słyszałam co. Moje ciało się napięło, przygryzłam wargę wbijając palce w skórzane siedzenie. Gwałtownie otworzyłam drzwi i pobiegłam w stronę wypadku. Słyszałam, jak ochroniarz mnie woła, ale nie interesowało mnie to teraz. Na miejscu zobaczyłam czarnego Range-Rover’a. Zamarłam. To było auto Lou, MOJEGO Lou. Zaczęłam przepychać się przez tłum. To nie mogło się stać. Dotarłam do metalowej bariery oddzielającej ludzi od miejsca wypadku. Przeszłam pod nią, natychmiast złapał mnie ochroniarz.
- Tu nie wolno wchodzić! – krzyknął starając się wepchnąć mnie z powrotem w tłum.
- Puszczaj mnie kurwa, tam jest mój chłopak! – wrzasnęłam wyrywając się funkcjonariuszowi. Upadłam na ziemię, obok granatowego worka i rozpięłam go. Wstałam i rozejrzałam się wokół. Wszyscy patrzyli na mnie, jak na wariatkę. Podbiegłam do jednego ze strażaków i szarpnęłam go za ramię.
 - W czymś pomóc? – spytał zdziwiony.
- Gdzie jest chłopak z czarnego auta?
- Nie mogę pani udzielić…
- Gówno mnie to obchodzi, to mój chłopak! – krzyknęłam lekko uderzając nieznajomego w klatkę piersiową.
- 628 East 12th Street – nie odpowiedziałam. Znów przebiłam się przez tłum i popędziłam w doskonale znanym mi miejscu. Rok temu umarła w tamtym szpitalu moja mama. Nie mogłam pozwolić, aby zrobiła to druga najważniejsza osoba w moim życiu. Biegłam dobre dwadzieścia minut. Zdyszana i spocona wpadłam do głównego holu i popędziłam do recepcji.
- Louis Tomlinson, przywieziony niedawno z wypadku – oznajmiłam ze łzami w oczach. Młoda pielęgniarka spojrzała na mnie od góry do dołu ze współczuciem i bez zbędnych pytań podała mi numer Sali. Oczywiście z moim szczęściem windy były zajęte, więc na szóste piętro wspinałam się po schodach. Wiecie, co znajdowało się na szóstym piętrze? Odział intensywnej opieki medycznej. Poczułam, jakby ktoś przeniósł mnie w czasie rok wstecz. Szłam pewnie korytarzem, wzrokiem szukając drzwi ze złotym numerem 451. W końcu je napotkałam. Spojrzałam przez szybę w ścianie. Louis leżał przytomny na łóżku szpitalnym, podpięty do kilkunastu kabelków. Miał na sobie maskę, ułatwiającą oddychanie. Wzdrygnęłam się, czując ciepły oddech na swojej szyi. Odwróciłam się. Ujrzałam za sobą… swoją mamę. Uśmiechała się do mnie szeroko.
 - Będzie dobrze kochanie, obiecuję – szepnęła. Zamrugałam kilka razy. Mama zniknęła, za to na jej miejscu stanął młody lekarz.
- T.I T.N, prawda? – spytał retorycznie. – Wejdź do niego – oznajmił ciepło. Odwróciłam się jeszcze raz w stronę szyby. Lou patrzył nieobecnie w sufit. Przymknęłam oczy, policzyłam w pamięci do dziesięciu i otworzyłam drzwi. Usiadłam obok mojego chłopaka i chwyciłam go za rękę. On tylko skierował na mnie swój wzrok, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Starłam ją moim kciukiem i chwyciłam Louis’a za rękę, ściskając ją minimalnie.
- Będzie dobrze kochanie, obiecuję – szepnęłam uśmiechając się szeroko.
Mama nie kłamała. Naprawdę było dobrze.




Trolololololo przybywam z Louisem!
Mam właściwie jedno małe pytanie :)
Czy umie ktoś tutaj robić nagłówki na bloga?
Chciałabym zacząć pisać fanfiction, ale nie ogarniam photoshopa hahah ;)
Jeśli byłby ktoś zainteresowany, by mi pomóc, byłabym bardzo wdzięczna <3
Piszcie TUTAJ.
Komentujcie <3 ~ @ahmydirection <3

6 komentarzy:

  1. Super imagin, z resztą jak i wszystkie inne. Jak macie czas to bardzo proszę wejdź na mojego bloga i zobacz go. Będę ci bardzo wdzięczna.
    ja-jestem-cudem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. genialny !

    http://totaleclipseoftheheart69.blogspot.com/2013/07/rozdzia-8.html

    OdpowiedzUsuń
  3. jaki cudowny *-* z każdym imaginem coraz bardziej zakochuję się w Twojej twórczości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hi , zabardzo na fb nie moge wejsc bo jestem na telefonie -.- w sparwie naglowkow itp. Wejdz na moj profiln ana TT @Wiki069
    w bio bede miala link mojego blogga gdzie uzyskasz informacje gdzie mozesz zamowic sobie naglowek itp . Serdeczmie pozdrawiam : )

    Ps. Bardzo fajny imagin :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest przepiekny xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3