piątek, 26 lipca 2013

Five Hundred Fifty - One



Znowu padało. W sumie, teraz było mi to obojętne.
Krople deszczu na oknie idealnie zlewały się z moimi
łzami na policzkach. Czułam, jak stopniowo uchodzi
ze mnie życie. Zacisnęłam powieki, spod których
wypłynęły pojedyncze łzy. Spojrzałam tęsknym wzrokiem
na ulicę, którą zalewały strumienie wody. Mimo paskudnej
pogody ludzie szli żwawym krokiem trącając się ramionami.
Ciągle gdzieś się śpieszymy. Nasze życie zamienia się
w jedną, wielką gonitwę, a my powoli zaczynamy czuć się,
jak doskonale zaprogramowane robociki z wgranym planem
dnia, którego musimy się trzymać. Żyjemy w ciągłym stresie,
zapominając o tym, co najważniejsze. O bliskich, o przyjaciołach,
o miłości. Zapominamy o wszystkim tym, co kiedyś odgrywało w
naszym życiu największe role. Trzeba zwolnić. Jakby cofnąć się w
czasie i poprzypominać stare czasy. Właśnie to robię. Siedzę
oparta o drzwi balkonowe, a wokół mnie, na panelach, które
tak bardzo mi się nie podobały, kiedy wspólnie je wybieraliśmy,
leżą nasze zdjęcia. Pamiętam, jak błagałeś mnie, żebyśmy kupili
właśnie te. Dziwne, że facet prosi o takie rzeczy. Czasami na zakupach
z tobą czułam się, jakbym chodziła po sklepach z najlepszą
przyjaciółką. Właśnie ciebie całe 18 lat szukałam. Szukałam
chłopaka, który będzie też przyjacielem. Znalazłam go. 
Harry Edward Styles, urodzony 01.02.1994 roku w Evesham
w hrabstwie Worcestershire w zachodniej Anglii. Pochodzi z
małego miasteczka Cholmes Chapel. Choruje na astmę.
Mogłabym wymieniać i
wymieniać, ale po co? Po co mi to wszystko,
skoro już cię tu
nie ma? Wzięłam do ręki pierwszą lepszą fotografię.
Przedstawiała
nas dwoje na plaży, odwróconych, idących ku
zachodzącemu
słońcu. Trzymaliśmy się na ręce.
Dokładnie pamiętałam
tamten dzień.

Siedzę w pokoju

wspominam chwile,
kiedy mówiłeś tyle
pięknych słów.
Wiem, że te dni
nie powrócą już.
 

Byliśmy wtedy na 70 urodzinach mojej babci.Wyrwaliśmy
się stamtąd na chwilę, żeby pospacerować po plaży. To
właśnie tamtego dnia pierwszy raz powiedziałeś, że mnie

kochasz. Nigdy tego nie zapomnę. Miotały mną różne uczucia.
Byłam zdziwiona, zaskoczona, zdezorientowana, zawstydzona.
To twoja, niby banalna obecność, doprowadzała mnie do takiego
stanu. Ale wiedziałam jedno: na pewno odwzajemniałam twoje
uczucie. Chwyciłeś mnie za ręce i spojrzałeś mi prosto w oczy.
Poczułam, że mój żołądek wywraca fikołka, a wokół niego
lata stado motyli. Stanęłam na czubkach twoich butów.
Pogładziłeś mnie po policzku i złączyłeś nasze usta w
pocałunku. W naszym pierwszym, wyjątkowym i niepowtarzalnym
pocałunku przy zachodnie słońca. Kiedy trzymając się za ręce
wróciliśmy do domu, babcia uśmiechnęła się do ciebie serdecznie i
pokazała ci ,,kciuk w górę''. Uknuliście to przede mną! Zamknęłam
oczy, chcąc wyrzucić z głowy to wspomnienie. Znów czułam
twoje wargi na moich, twój ciepły oddech na mojej delikatnej
skórze. Nawet nie wiesz, ile bólu kosztował mnie powrót
myślami do tamtego dnia. Nagle jedna łez płynących
po moich policzkach spadła w miejsce, gdzie nasze dłonie były
ze sobą splecione. Spojrzałam w niebo za oknem.
- Zapamiętaj raz na zawsze: nigdy, przenigdy nas nie rozdzielisz - syknęłam.
Nigdy nie zapomnę o najlepszych dwóch latach, jakie spędziłam 
u twojego boku. Pamiętam każdą wspólnie spędzoną z tobą sekundę.
Jakby była odbita w mojej pamięci na zawsze. 
Pamiętam też, kiedy wyjeżdżałeś w trasę. Długo tuliłeś
mnie do swojej piersi, zanim wsiadłeś do Tour-bus'a.

Obiecywałeś, że wrócisz

jednak nie wróciłeś.
Odejść musiałeś
choć wiem, 
że nie chciałeś.

Z utęsknieniem czekałam na pierwszą przerwę
między koncertami. To tak, jak oczekiwać na
wymarzony, Bożonarodzeniowy prezent. Właśnie...
Czekałam, jakbyś był moją nagrodą. Twój
dotyk, oddech, uśmiech, usta, śmiech... To
wszystko było dla mnie nagrodą. Nagrodą za
długie oczekiwanie, aby znów móc rzucić ci się w
ramiona i powiedzieć, że tęskniłam i cię kocham.
Niewyobrażalnie mocno cię kocham. Czemu?
Czemu mnie zostawiłeś? Obiecałeś, że tego
nie zrobisz! Zawsze dotrzymywałeś błahych
obietnic. Dlaczego tej najważniejszej nie dotrzymałeś?
Obiecałeś, że wyzdrowiejesz, weźmiemy ślub,
kupimy dom i będziemy mieć dwójkę dzieci: Austina i
Louise. To były nasze wspólne marzenia. Teraz
już nigdy się nie spełnią. Poddałeś się Harry.
Nigdy tego nie robiłeś, zawsze stawiałeś na swoim.
Więc dlaczego wtedy, kiedy najbardziej cię potrzebowałam,
odpuściłeś? Przyszłam do ciebie wieczorem.
Usiadłam przy twoim łóżku i lustrowałam twoją idealną w 
każdym calu twarz. Idealną dla mnie. Otworzyłeś oczy.
Patrzeliśmy na siebie ze łzami. Nie musieliśmy nic mówić.
Nasze oczy wyrażały te dwa najprostsze słowa. ,,Kocham cię''.
- Wiesz, że już niedługo 23 maja? - wychrypiałeś. - Pamiętasz,
co się wtedy stało? Po raz pierwszy powiedziałem ci, że
cię kocham T.I.
- Hhh... Harry, o czym ty... - szepnęłam drżącym głosem, jednak
przerwałeś mi, kontynuując to, co przed chwilą zacząłeś.
- Długo zbierałem się, żeby powiedzieć ci, o moich uczuciach.
Kiedy przyjechaliśmy do Plymouth, poznałem twoją babcię.
Któregoś wieczoru siedziałem na ganku, ty już spałaś. Usiadła
obok mnie pani Linsey. Masz bardzo mądrą babcię. Uświadomiła
mi, jak bardzo jesteś dla mnie ważna.
- Do czego zmierzasz? - powiedziałam ledwo słyszalnym głosem,
rękawem sweterka ścierając pojedyńczą łzę, która spłynęła po
moim policzku.
- Wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim? I to się nigdy nie zmieni. 
Zawsze będziesz na pierwszym miejscu. Bez względu na to, co
się za chwilę stanie - uśmiechnąłeś się do mnie pocieszająco
gładząc kciukiem moją dłoń.
- Nie rób tego - wyszeptałam.
- Pocałuj mnie T.I  - poprosiłeś.
Podniosłam się i musnęłam twoje spierzchnięte usta. Smakowały
zupełnie tak, jak zawsze. Maliną i odrobiną mięty. Poczułam, że
nasze łzy mieszają się na naszych policzkach. Spletliśmy razem
nasz obie dłonie. Nie chciałam, żebyś odchodził. Nie mogłabym
przeżyć bez dotknięcia tych ust. Jednak po dłuższej chwili
poczułam, że twój nacisk na moje wargi słabnie, a twoje ciało powoli
opada na białą pościel. Aparatura wychwytująca bicie serca 
zaczęła wydawać z siebie ciągły pisk. To był koniec, rozumiesz?
To był koniec nas...

Teraz, gdy zamknąłeś

swoje powieki,
na niekończące się wieki,
już pewnie nie obchodzi cię,
że zostawiłeś mnie samą.
Przez nikogo niechcianą. 
Oceanem łez zalaną.

Nasze dłonie wciąż były splecione. Płakałam, wręcz dławiłam się
łzami. Do twojej sali wbiegli lekarze. Siłą mnie od ciebie odciągnęli.
Nasz uścisk został rozerwany. To tak bolało... Pielęgniarz trzymał
mnie w pasie, a ja wierzgałam nogami i krzyczałam, żebyś mnie nie
zostawiał, że nie dam sobie bez ciebie rady... Że cię kocham Harry. 
Zaczęli przywracać ci akcję serca. Dlaczego wtedy do mnie nie
wróciłeś? Przecież wiedziałeś, jak bardzo cię potrzebuję...
Poddałeś się. Nienawidziłeś tego robić. A wtedy przyszło ci to z taką
łatwością? Nie pomyślałeś co się stanie ze mną, kiedy odejdziesz?
Nie chcę ty być. Nie chcę tu być sama. Chcę, żebyś wrócił!Chcę,
żebyś teraz wszedł do pokoju, usiadł obok mnie, objął mnie ramieniem,
otarł ręką moje łzy i powiedział, że będzie dobrze. Nie proszę o tak wiele...

Zastanawiam się,

czemu właśnie ciebie,
Anioł Śmierci,
zabrał do siebie...
Wytłuszczone teksty pochodzą STĄD, ale trochę je pozmieniałam :)



Cześć, to znowu ja :)
Nudziłam się i postanowiłam przeczytać swoje stare imaginy. Oto jeden z nich.
Pod ostatnim imaginem zapomniałam was o czymś poinformować.
Całkiem możliwe, że niektóre z moich prac już czytaliście. Prowadziłam bloga sad-imagine.blogspot.com i tam pojawiły się prawie wszystkie moje imaginy, a do tego wysyłam je też na facebook'owe strony typu ,,Jednokierunkowe imaginy''. Piszę to, żeby potem nie było oskarżeń typu ,,ONA TO ŚCIĄGNĘŁA!'' itd.
Dziękuję wam za tyle komentarzy i miłych słów pod moim ostatnim postem. Cieszę się, że spodobał wam się ten imagin i nawet nie wiecie jak się cieszę, że zostałam tu przyjęta *.* MATUCHNO, ALE SIĘ ROZPISAŁAM :O
Pozdrawiam! xx

5 komentarzy:

  1. W dalszym ciągu nie wychodzę z przekonania, że przyjęcie ciebie tutaj było jednym z najlepszych naszych poczynań ostatnio. Jestem pod tak ogromnym wrażeniem twoich prac! Nigdy nie płaczę na imaginach, lecz tutaj łzy cisnęły mi się same... Uwielbiam cię, ale jednocześnie nienawidzę, że piszesz tak... tak... umiejętnie! Umiesz dobrać słowa, emocje chwytają czytelnika, wszystko jest tak dobre, nawet nie udało mi się szukać błędów, treść mnie powaliła. Normalnie gratuluję, bo mi się rzadko co podoba :D

    OdpowiedzUsuń
  2. aż się wzruszyłam, a przy imaginach zdarza się mi to coraz rzadziej :) świetna robota! zasługujesz na to, żeby pisać na tym blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow dziewczyno no poprostu wzruszylam sie ;) jestes genialna - świstak :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest przepiekny . Od pierwszych slow sie poplakalam. Masz talent !

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  5. popłakałam się. bardzo się cieszę, że zostałaś przyjęta. jesteś wspaniała. x

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3