poniedziałek, 29 lipca 2013

Five Hundred Fifty- Seven

Kolor zielony- perspektywa [T.I.]
Kolor niebieski- perspektywa Zayna
Kolor czarny pochyły- wspomnienia w 3. os.

Dlaczego nie mogę być normalną nastolatką, która za zadanie ma uczyć się matematyki , chemii czy chociażby fizyki? Nie, mi przypadło być piętnastoletnią czarownicą kującą właśnie teorię zaklęcia „Accio”… Nie, nie żartuję. Jestem czarownicą i tego dnia siedziałam w ławce, tępo wgapiając się w ruszający się obrazek pokazujący odpowiedni ruch różdżką.

-Panno [T.N.], proszę się skupić- nad moją głową rozbrzmiał ostry głos pani Wind.

-Przepraszam- spuściłam głowę. Naprawdę byłam zawstydzona, kiedy nauczycielka zwróciła mi uwagę. 

-No już dobrze. Wracamy do lekcji- uciszyła uczniów, którzy zaczęli szeptać między sobą.

Wychwyciłam tam urywki o kujonie, pupilku nauczycieli i innych niepochlebnych uwagach. Nie uważałam siebie za wielkiego kujona, a w szczególności za pupilka, ale w sumie nie dziwiłam im się. Sama byłam zaskoczona, że pani Wind nie odebrała kilku punktów mojemu domowi. Zaskoczeniem za to nie był fakt, że najgłośniej było słychać szept, a właściwie półgłos pewnego chłopaka siedzącego za mną.

Malik. Dokładniej Zayn Malik. Mimo, że należał do mojego domu , to, delikatnie mówiąc, nie było między nami nici sympatii. Właściwie nie było między nami żadnej nici. Przynajmniej z mojej strony. Nie znosiłam go. Był zbyt pewny siebie i bezczelny. Fakt faktem, że podobał się większości dziewczyn w szkole- nawet tym starszym, ale to nie zmieniało jego charakteru ani o jotę. Jedynym jego plusem był działający na wszystkich nauczycieli urok osobisty. Już nieraz ratował naszej klasie tyłki po tym jak nie odrobiliśmy pracy domowej czy nie opanowaliśmy jakiegoś zaklęcia. I na tym jego zalety właściwie się kończyły.

***~~~***

Stacja kolejowa. Peron 9 ¾. Przebiegająca w pośpiechu młodzież co pewien czas wpada na siebie i rzuca szybkie przeprosiny, biegnąc dalej, byle tylko zdążyć na czas wejść do ogromnego pociągu z czerwoną lokomotywą. Wśród całej tej młodzieży stoi niewysoka dziewczynka z burzą loków na głowie. Na oko jedenastolatka. Stoi sama, trzymając nieproporcjonalny do jej wzrostu wózek bagażowy z niemniejszym kufrem. Nagle z jednego z wagonów pociągu wybiega czarnowłosy chłopiec o ciemnej karnacji. Jest mniej więcej w wieku dziewczynki. Chłopiec podbiega do niej i z radosnym uśmiechem wita się i mówi:

-Hej, jestem Zayn Malik. Ty też pierwszy raz do szkoły?

-Cześć, [T.I.] [T.N]. Tak, też pierwszy raz.- dziewczynka ciągnie kufer, chcąc ściągnąć go z wózka.

-Daj, pomogę ci.- oferuje chłopak. Faktycznie, z jego pomocą udaje się jej zataszczyć kufer do pierwszego wolnego przedziału.

-Dziękuję.- dziewczynka przejeżdża dłonią po czole.

-Ależ nie ma za co- i chłopca już nie ma.

Wytrzymam te kilka miesięcy. Może nie będzie tu wcale tak źle…

***

-Myliłam się. Ten rok będzie tragiczny- mówi do siebie dwunastolatka oblana przed chwilą śliską mazią, która rozchodzi się po całych jej kręconych włosach. Dziewczyna wstaje i biegnie do damskiej łazienki, żeby zmyć to obrzydlistwo. Przegląda się w lustrze i wybiega z przeraźliwym piskiem na korytarz.

-MALIK! Czym ty mnie oblałeś! Czemu TO wyżarło mi wszystkie włosy???- faktycznie, z jej jeszcze przed paroma minutami pięknymi bujnymi włosami zostaje kilka smutnych prostych, cienkich kosmyków.

-Sok z bulwy wchłaniacza. To nie moja wina, że oblałaś to wodą. Przecież wiesz jak to się kończy…

-Nie cierpię cię!!! – nie zważając na otaczający ich tłum, dziewczyna wybucha płaczem i biegnie przed siebie.

***

Trzynastolatka pochylona nad grubym podręcznikiem sprawdza czy wszystko wrzuciła do kociołka, w którym bulgotała wesoło złotawa ciecz- eliksir leczący. Z opisu w książce wynika, że wszystko idzie po dobrej myśli. Jeszcze tylko brakuje szczypty suszonego lubczyku. Dziewczyna, nie zważając na zgryźliwe uwagi pewnego chłopaka, idzie do wielkiego kredensu ze składnikami eliksirów, aby przynieść sobie brakujący, a potem wrzucić do kociołka i z dumą obserwować końcowy efekt swojej ciężkiej pracy.

Już wyciąga odpowiednie pudełeczko, kiedy rozlega się huk, a po całej klasie rozchodzi się fioletowy gęsty dym. Dziewczyna, kiedy dym opada, kieruje swój wzrok w kierunku huku i wydaje z siebie okrzyk przerażenia. Okazuje się, że to właśnie zawartość JEJ kociołka eksplodowała, a obok naczynia stoi z szatańskim uśmiechem…

-MALIK! Niech cię diabli! Męczyłam się z tym cholernym eliksirem przez bite trzy tygodnie!

Wszyscy uczniowie zwracają oczy na tą dwójkę. Nauczyciel wcześniej wyszedł na chwilę, więc nikt nie zwraca uwagi na to, że dziewczyna przeklęła. Bardziej ciekawi ich reakcja mulata, który z nonszalancją przeczesuje dłonią swoje czarne włosy i spokojnym tonem mówi:

-No, to pomęczysz się kolejne trzy.

***

Stary dąb swoimi rozłożystymi gałęziami robi ogromny cień, nadając małej polance przyjemny, ale i nieco tajemniczy wygląd. Jednak dwie osoby stojące pod drzewem nie zwracają na to uwagi, będąc pochłonięci rozmową, a dokładniej kłótnią:

-Nie, Malik, daj sobie spokój. Wiem, że to ty dzisiaj ukradkiem transmutowałeś tego żółwia za moimi plecami tak, że nie zaliczyłam tego sprawdzianu. Wiem też, że to ty „przypadkiem”- czternastolatka robi cudzysłów palcami- zgubiłeś mój esej na zielarstwo i muszę go pisać od nowa. A poza tym, twoje uwagi na mój temat wcale nie robią już na mnie wrażenia. Powinieneś zmienić ich treść, bo robią się nudne... Po czterech latach słuchania tego samego nikt nie zwraca na nie uwagi. To taka mała rada na przyszłość.- dziewczyna rusza przed siebie, ale odwraca się i mówi cicho- Naprawdę nie wiem, jak jeszcze masz czelność pytać mnie, czy pójdę z tobą na bal w sobotę. Po tych wszystkich upokorzeniach…- ostatnie zdanie szepce i odwraca się i zdecydowanym krokiem idzie do wielkiego zamku stojącego nieopodal.

Chłopak osuwa się plecami po pniu drzewa na ziemię, szepcząc ciche:

-Przepraszam…

Jednak dziewczyna już tego nie słyszy.

***~~~***

Postanowiłam wrócić myślami do klasy, żeby nie zwrócić na siebie uwagi nauczycielki, która teraz beształa biednego Matta za to, że nie wziął różdżki. Ale w sumie to normalne- ten chłopak zawsze miał pecha, jednak coś mi tu nie pasowało. Przecież Matt wchodził do klasy trzymając magiczny przyrząd w ręku. Więc gdzie mógł teraz być? Do głowy przyszło mi tylko jedna osoba: Malik. Co prawda, stał się ostatnio jakiś bardziej normalny, ale Malik to Malik- z nim nigdy nic nie wiadomo.

Nie mogłam powiedzieć do niego Oddaj Mattowi różdżkę! . Przecież to by było zbyt kuriozalne. Postanowiłam działać inaczej. W końcu na lekcji omawialiśmy zaklęcie przywołujące, prawda? Machając moją różdżka określonym w podręczniku sposobem, wymówiłam formułkę Accio! Już po chwili trzymałam różdżkę Matta w dłoni. Zayn dostrzegł to, podniósł rękę do góry i powiedział:

-Proszę pani! To [T.I.] zabrała różdżkę Matta. Ma ją teraz w dłoni.

Oj, pożałujesz, Malik.- przemknęło mi przez głowę, ale zaraz dzielnie wymyśliłam małe kłamstewko:

-Wcale nie zabrałam! Po prostu ćwiczyłam zaklęcie przywołujące i niezbyt dokładnie skupiłam się na tym, co chciałam przywołać…

-Nie kłam! Przecież szeptałaś Accio różdżka Matta! Wtedy wyleciała mi z rąk i dotarła do ciebie.

-HA! Czyli przyznajesz się, że to ty miałeś różdżkę Mattiego?- wstałam, zwracając na siebie uwagę kilku osób.

-Nawet jeżeli, to nie zmienia to faktu, że okłamałaś panią Wind.- Malik również wstał, tym razem zaciekawiając nauczycielkę.

-W sumie ty też. Przecież zabrałeś mu tą różdżkę…

-CISZA!- naszą kłótnię przerwała pani Wind, która już wraz z całą klasą obserwowała naszą utarczkę- Oboje do pani dyrektor, raz! Ja już nie mam do was siły…

Więc włożyłam podręczniki do torby, którą włożyłam na ramię, wzięłam do ręki moją różdżkę i ruszyłam w kierunku wyjścia na korytarz. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w gabinecie dyrektorki będącej dość energiczną starszą panią. Lubiłam ją, więc sądziłam,  że nie będzie problemu. Może jakaś pogadanka i wio, do klasy!

Jakże się pomyliłam. Zostaliśmy razem z Malikiem przywitani bardzo miło, ale po chwili pani McGonagall przeszła do konkretów. Okazało się, że jako to było moja pierwsza wizyta w tym roku szkolnym u niej jako „przestępca” nie odejmie punktów naszemu domowi, ale oboje mamy  za karę wyczyścić łazienki na pierwszym i drugim piętrze. Bez użycia czarów. Machnęłam na to ręką. W końcu to jeszcze nie koniec świata, prawda?

Był jednak jeden szkopuł. Pani dyrektor założyła mi i Malikowi specjalne bransoletki, przez które nie mogliśmy oddalić się od siebie na więcej niż 2 metry. Nie mogliśmy też ich ściągnąć, bo uruchamiał się jakiś magiczny alarm.

-Ciebie to bawi, Malik?- spytałam uśmiechniętego od ucha do ucha chłopaka, kiedy byliśmy już na korytarzu po wizycie u dyrektorki.

-No, wiesz, złotko, każda dziewczyna w szkole dałaby się pokroić za spędzenie tylu czasu ze mną.

-Po pierwsze nie mów do mnie złotko, a po drugie, ja nie jestem każda.

Moje słowa przerwał dzwonek powodujący wysyp uczniów z klas na przerwę trwającą pięć minut. Według planu miałam mieć teraz eliksiry, moją ulubioną lekcję, z której (nie chwaląc się, oczywiście) byłam jedną z najlepszych w klasie. Jednak sala eliksirów znajdowała się na drugim końcu tego ogromnego zamczyska.

-Nie zdążymy- mruknęłam do siebie, jednak Malik usłyszał, bo powiedział mi do ucha:

-Nie martw się, skarbie. Znam skrót…

Nie zdążyłam zaprotestować na słowo „skarbie”, bo chłopak już ruszył, a bransoletka na mojej prawej ręce zaczęła niebezpiecznie wyrywać się w jego kierunku, więc musiałam pobiec za nim.

-Stara szafa, serio?- spytałam widząc, jak Malik otwiera drewniany mebel, zapraszając mnie gestem do środka.

Pełna obaw weszłam do szafy, nie chcąc jednak znowu wylądować u pani dyrektor tym razem za spóźnienie. Czułam się jak idiotka, przesuwając wiszące na wieszakach kożuchy i futra. Przecież tam były ubrania, a nie jakieś przejście, do jasnej anielki! Jakże się zdziwiłam, kiedy znalazłam się na schodach prowadzących w dół.

-Zapal swoją różdżkę.- usłyszałam z tyłu głos Malika. Aż podskoczyłam; zupełnie zapomniałam, że on szedł za mną.

Nie protestując, dostosowałam się do polecenia chłopaka i zaczęłam oświetlać nam drogę. Faktycznie, skrót mulata nie wyprowadził nas na manowce, tylko skończył się za stojącym przy wejściu do klasy posągiem, który sam odsunął się, kiedy zbliżyliśmy się do niego.

-Uf, mamy szczęście.- powiedział Malik, bardziej sam do siebie, jednak kiedy zauważył moją minę, rozwinął swoją myśl- Czasami posąg nie chce się odsunąć albo schody kończą się piętro niżej.

Nic nie odpowiedziałam, czując, że chce mnie sprowokować. Ruszyłam na drugi koniec korytarza do drzwi od klasy eliksirów. Mój zegarek wskazywał, że mamy jeszcze chwilę do dzwonka, ale pod klasą już zebrał się tłumek uczniów czekających na profesora Slughorna. Wśród uczniów była też Katie- moja przyjaciółka. Chciałam do niej podejść. Już robiłam krok, kiedy jakaś siła pchnęła mnie w drugą stronę tak, że upadłam. No tak. Te przeklęte bransoletki. Usłyszałam nad sobą męski chichot.

-Cóż, wydaje mi się, że ten urok działa nawet w lochach- Malik podał mi rękę i pomógł wstać z zimnej kamiennej podłogi.

-Weź mnie nawet nie denerwuj, dobrze?- mruknęłam pod nosem.

Nagle rozbrzmiał dzwonek, a po nim dźwięk charakterystycznego chodu profesora Slughorna.

-Witajcie, młodzieży!- dziarski głos niemłodego już nauczyciela poniósł się echem po korytarzu- Szybko, wchodźcie! Mamy dzisiaj mnóstwo pracy, a czasu bardzo mało!- i zaprosił nas gestem dłoni do ogromnego pomieszczenia.

Spojrzałam tęsknym wzrokiem na Katie, która rozkładała niezbędne przybory do nauki na naszym stoliku. Dziewczyna zwróciła wzrok na mnie, a ja tylko uniosłam prawą rękę, żeby pokazać jej bransoletkę i wyartykułowałam bezgłośne „Przepraszam”. Po chwili z jej ust wyczytałam „Nic się nie stało.”.

-Widocznie musimy dzisiaj razem pracować- Malik idący do najbardziej oddalonego stolika w Sali, zwrócił się do mnie.

-Tak coś czułam, że pech mnie ostatnio prześladuje.- powiedziałam smętnie, wyciągając z torby podręcznik  Podstawowe eliksiry. Część piąta”. Malik chciał powiedzieć coś jeszcze, ale uciszyłam go gestem dłoni, żeby posłuchać, co ma do powiedzenia profesor Slughorn:

-Dzisiaj zajmiemy się przygotowaniem eliksiru euforii, który omówiliśmy na poprzedniej lekcji. Receptura jest na 87 stronie waszego podręcznika. Składniki są w komodach porozstawianych przy ścianach. Macie na ten projekt całą lekcję.  Proponuję pracę w parach, będzie wam łatwiej. Jeżeli będą jakieś problemy, to proszę pytać.- i starszawy pan rozsiadł się na krześle za biurkiem.

-Powiedzmy sobie szczerze: nie jesteś najlepszy w eliksirach.- zwróciłam się do Malika, który rozkładał właśnie kociołek na stoliku, ale odwrócił twarz ku mnie- A mi zależy na ocenie z tego eliksiru, więc…

-… więc ty pracujesz, a ja siedzę cicho i nie przeszkadzam.- dopowiedział chłopak.

-Dokładnie o to mi chodziło.- stwierdziłam i zabrałam się za odmierzanie potrzebnej ilości soku z cytryny.

I faktycznie siedziałem, a właściwie stałem cicho i nie przeszkadzałem, przyglądając się temu, jak [T.I.] pracowała. Podziwiałem z jaką precyzją ważyła i przelewała wszystkie potrzebne składniki do kociołka, w którym już było słychać cichy bulgot cieczy. Byłem pewien, że nie mógłbym tak. Byłem zbyt niecierpliwy, więc eliksiry to nie była moja działka, o nie. Zdecydowanie wolałem lekcję obrony przed czarną magią. Tam zawsze się coś działo. A to jakiś pokazowy pojedynek, a to profesor przynosił na lekcję jakieś ciekawe stworzenia. Z zamyślenia wyrzucił mnie zdecydowany głos [T.I.]:

-Mógłbyś podać mi pancerzyki chitynowe? To ten czerwony słoiczek- uprzedziła moje pytanie.

-Trzymaj.- podałem jej to, co chciała, a ona rzuciła krótkie Dzięki! i wyciągnęła ze słoiczka siedem brązowych łusek, po czym wrzuciła je do gotującej się cieczy o kolorze niebieskim i zamieszała ją siedem razy w lewą stronę.

Przypatrywałem się bezwstydnie twarzy [T.I.] wyrażającej wielkie skupienie. Przyglądałem się jej piwnym oczom. Jej lekko zmarszczonemu czołu i ustom, których dolną wargę co jakiś czas przygryzała. Nagle mój mózg odnotował piękny zapach damskich perfum. Usłyszałem też głos [T.I.]:

-OK, skończyłam. Zanieś tą fiolkę profesorowi.- wręczyła mi niewielkie naczynie, polecając bym uważał. 
Nie zdążyłem zrobić kroku, a już fiolka była na podłodze, podobnie jak ja. Z tą różnicą jednak, że ja w przeciwieństwie do fiolki byłem cały. Cholerne bransoletki.- przemknęło mi przez głowę.

-Mam nadzieję, że masz tam jeszcze nieco eliksiru- wyszczerzyłem zęby w słynnym uśmiechu nr 5, błagając w myślach, żeby dziewczyna mnie nie okrzyczała.

Jej reakcja zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Z uśmiechem na twarzy napełniła kolejną fiolkę niebieskawym płynem. Podeszła do mnie i powiedziała:

-Widocznie musimy iść tam razem.

-Nie ma bata- uśmiechnąłem się do niej.

-Nie ma bata- powtórzyła i razem ruszyliśmy do biurka profesora Slughorna, nie zważając na szepty naszych znajomych.

Reszta zajęć minęła mi, a właściwie nam dość spokojnie, nie licząc lekcji zielarstwa, kiedy chciałam uniknąć uderzenia macki jadowitej tentakuli i odskoczyłam , jednak za sprawą tych bransoletek wróciłam na swoje miejsce z podwójną siłą, przewracając Malika na plecy i dodatkowo na nim lądując. Eh, po prostu dzień jak co dzień…

Po zajęciach mieliśmy do odrobienia swój szlaban, czyli musieliśmy wyczyścić szkolne łazienki. Bez czarów.

-Jak myślisz, damy radę?- spytał, spoglądając na wózek podobny do bagażowego, w którym nasz woźny zostawił nam wszystkie niezbędne detergenty.

-Musimy.- westchnęłam i założyłam żółte gumowe rękawiczki.- Cieszmy się, że mamy tylko dwa piętra, a nie całą szkołę.

-Faktycznie, pocieszyłaś mnie- uśmiechnął się słabo i oboje wzięliśmy się do roboty.

Całość zajęła nam pięć i pół godziny. No co? Łazienki w naszej szkole są naprawdę duże, a biorąc pod uwagę fakt, że było ich osiem, to i tak był naprawdę niezły wynik.

Szczerze? Nie sądziłam, że Zayn potrafiłby być tak… ludzki? W czasie naszej pracy dużo rozmawialiśmy i potrafił być naprawdę miłym chłopakiem z fajną osobowością. Poza tym miał ładny kolor oczu… Nie żebym się w tych jego oczyskach zauroczyła, nie… Nie po tych wszystkich zdarzeniach z poprzednich czterech lat. Tego się nie da ot, tak wymazać…

Jednak musiałam przyznać: kara nie była taka zła, jak się spodziewałam.

-Tak, i co teraz? McGonagall mówiła, kiedy nam ściągnie te bransoletki?- spytałam mulata idącego obok mnie.

-Nie mówiła. Idziemy się spytać?- zaproponował.

-Ej, nie teraz. Zobacz, jest w pół do dziewiątej. Nie chcę teraz spotkać pana Smitha. Przecież wiesz, że odejmuje nam punkty z byle jakiego powodu …- ostatnie zdanie powiedziałam nieco ciszej.

-Faktycznie.- mulat zamyślił się.- Tylko jak wyobrażasz sobie spanie albo skorzystanie z toalety w tych głupich bransoletkach?

Nagle poczułam przenikające mnie wskroś zimno. Otrząsnęłam się i zobaczyłam ducha sir Nicolasa, czyli po prostu Prawie Bezgłowego Nicka.

-Ja bym spróbował przejść przez ściany…- powiedział nieco flegmatycznie, po czym mrugnął prawym okiem i pomimo naszych nawoływań rozpłynął się w powietrzu.

Nic nie zrozumiałam z jego wypowiedzi, jednak mojemu towarzyszowi coś świtało po głowie, bo zaczął biec, a moja bransoletka postanowiła dotrzymać mu kroku, więc i ja musiałam gnać za chłopakiem.

-Wejdź tutaj- otworzył drzwi jednej z nieużywanej klas.

-Ale po co?

-Zaraz zobaczysz- ciągnął swoją wypowiedź, zostając na korytarzu i wymownym wzrokiem spoglądając na mnie- Tylko idź przy ścianie.

Wtedy zrozumiałam. Mimo, że byliśmy przedzieleni murem, to odległość między nami była znacznie mniejsza niż dwa metry i bransoletki nie uruchamiały się.

Zadowoleni z powodu tego odkrycia, szybko udaliśmy się do naszego pokoju wspólnego, który znajdował się na najwyższym piętrze. Porozumieliśmy się z Kate- moją przyjaciółką i Liamem- najbliższym kumplem Zayna. Umówiliśmy się, że Kate przyniesie moją piżamę, a potem ja z Malikiem udamy się do łazienki znajdującej się przy pokoju chłopaków. Dlaczego nie do naszej, damskiej? Ano dlatego, że kiedy jakikolwiek chłopak wchodził na prowadzące do damskich sypialni schody, te zamieniały się w śliską zjeżdżalnię. Kiedy jednak dziewczyna szła po schodach do męskiej części, nic się takiego nie działo.

Czterdzieści minut później Zayn wychodził już spod prysznica.

-Hej, siedziałeś tam dłużej niż ja.- rzuciłam do niego, siedząc na małym stołeczku, który stał przy ścianie oddzielającej prysznic od reszty łazienki.

-Za to ty zużyłaś mnóstwo szamponu- zauważył, podstawiając prawie pustą butelkę pod światło.

-Ta czupryna- wskazałam na swoje mokre jeszcze loki- musi być specjalnie traktowana.- zaprotestowałam, kierując się do wyjścia.

-Ej, a zęby?- spytał Malik.

-Ja już myłam. Ale poczekam na ciebie- powiedziałam w udawaną wyniosłością.

Kiedy już mulat doprowadził swoje uzębienie do względnie dobrego stanu, wyszliśmy oboje z łazienki do pokoju Zayna i jego kumpli z roku, czyli Liama i Nialla.

-Już myśleliśmy, że was tam coś wciągnęło- stwierdził Liam.

-Nie coś, Li, tylko porywcza namiętność . Nazywajmy rzeczy po imieniu.- Niall w porę schował się do łazienki, po pierwsze żeby uniknąć ciosu poduszką, a po drugie żeby zażyć kąpieli.

-A co ze spaniem?- spytałam, przyglądając się szamoczącemu się z kołdrą Liamowi.

-Jak to co?- Malik spojrzał na mnie ze zdziwieniem- Nie ma wyjścia, śpisz tutaj.

-Z tobą?!

-Nie, ze Świętym Mikołajem- zironizował, przewracając oczami.

-Tylko żeby cicho było mi tu w nocy- wraz z chłopakami usłyszałam głos Niallera dobiegający z łazienki- Zero jęków i krzyków. No, westchnienia dopuszczam.

-Lepiej stamtąd nie wychodź- zagroziłam blondaskowi.

Kiedy po długiej rozmowie z chłopakami i zjedzeniu przekąsek z zapasu Nialla (A, pieprzyć mycie zębów!), wreszcie ułożyliśmy się do spania, zastrzegłam mojemu towarzyszowi:

-Niech tylko twoja ręka znajdzie się tam, gdzie nie powinna, to dostaniesz w gębę.

-Oczywiście. Nie masz się czego obawiać.- i usłyszałam cichy szmer świadczący o tym, że Malik obrócił się do mnie plecami.

Nieco tym faktem uspokojona, wkrótce zasnęłam.

Rano obudziły mnie szepty, w których poznałam głosy Liama i Nialla.

-Ej, szybciej. Zaczyna się budzić.- potem usłyszałam pstryknięcie i syk.

-Ha! Super. Zobacz.

-Hej, co wy tam robicie?- spytałam z poranną chrypką, nie otwierając oczu.

-Takie tam pamiątki- Niall schował coś za plecami.

-Dobra, róbcie, co chcecie, byle cicho- chciałam lekko poprawić poduszkę na której leżałam, jednak coś mi nie pasowało. Otworzyłam oczy i krzyknęłam krótko. Byłam twarzą twarz z Malikiem, a mniemana poduszka to było jego ramię.

-Dlaczego się drzesz?- spytał mój towarzysz.

-Dlaczego mnie obejmujesz?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie, a chłopak natychmiast zabrał swoje ręce.

-Która godzina?- spytałam znowu.

-Za piętnaście ósma.- usłyszałam odpowiedź Liama.

-Jeju, za piętnaście minut dzwonek. Co mamy pierwsze?- zaczęłam panikować.

-[T.I.], luzuj. Dziś sobota- Zayn wstał z łóżka, a ja poszłam w jego ślady, nie chcąc zaznać „przyjemności” uroku bransoletek.

Niecałą godzinkę później siedziałam przy stole na śniadaniu. Plotkowałam sobie spokojnie z Kate, nie zważając na siedzących nieopodal pierwszoklasistów, a po chwili sięgnęłam po słoik dżemu i poczułam, że ktoś chciał uczynić to samo. Zwróciłam wzrok i zobaczyłam Malika znajdującego się naprzeciwko mnie po przeciwnej stronie stołu. W tym samym momencie spojrzeliśmy na siebie, a ja poczułam dziwne ciepło w okolicach brzucha, a także na policzkach.

-Hej, [T.I.], słuchasz mnie?- usłyszałam głos Kate i oderwałam swój wzrok od tych czekoladowych tęczówek chłopaka.

-Tak, słucham…

-To kiedy pozbędziesz się tego?- blondynka wskazała na bransoletkę znajdującą się na moim prawym nadgarstku.

-Nie wiem, chyba pójdę po śniadaniu do gabinetu McGonagall…

-To masz pecha.

-Słucham?- zdziwiona przechyliłam głowę w lewo.

-Pani McGonagall wyjechała dzisiaj rano. Zobacz, nie ma jej przy stole nauczycielskim.- wskazał głową w określonym przez siebie kierunku.

-Świetnie- westchnęłam sarkastycznie.

-A tak w ogóle, to gdzie spałaś… spaliście?- spytała blondynka, męcząc już chyba piątą kanapkę.

-U chłopaków.- powiedziałam, wpatrując się w swoje paznokcie, które stały się dla mnie nagle bardzo interesujące.

Kate wybuchła śmiechem, zwracając jednocześnie uwagę większości uczniów w jadalni. Kiedy się uspokoiła, otarła łzy śmiechu i spytała:

-Mam nadzieję, że przynajmniej byliście z Malikiem cicho i daliście się Liamowi i Niallowi wyspać.

-Jeju, ty też?- przewróciłam oczami, po czym wstałam i teatralnym tonem powiedziałam- Idę, muszę wyleczyć moją zranioną dumę.

-Idź, idź. Tylko nie zapomnij o Maliku.- Kate powiedziała to trochę za późno, bo kiedy tylko ruszyłam się ze swojego miejsca, nasze bransoletki uruchomiły się, a ja przewróciłam się, ciągnąc za sobą mulata, który uderzył przez to głową w stół.

Cała sala zaczęła się śmiać, a ja starając się nie przekraczać dwóch metrów odległości między nami, podbiegłam do chłopaka, który przytrzymywał dłońmi swoje czoło.

-Pokaż to…- odsunęłam jego ręce i przyjrzałam się siniakowi tworzącemu się centralnie na środku czoła mulata- No, będziesz żył.- wydałam ostateczną diagnozę, odsuwając się od niego.

-Dzięki- zaśmiał się- Słyszałaś? Pani McGonagall wraca wieczorem…

-Wiem, Kate mi mówiła- ruszyłam razem z Malikiem do wyjścia z Sali jadalnej.

-Czyli spędzimy jeszcze kilka godzin w swoim towarzystwie, tak?

-Na to wygląda.- westchnęłam, jednak w głębi duszy taki układ nie przeszkadzał mi zbytnio.

-Idziemy na błonia?- spytał chłopak, zaraz jednak poczerwieniał na twarzy. Nigdy go takiego nie widziałam…

-Możemy. Przynajmniej łykniemy trochę witaminy D.- zaśmiałam się.

Dotarliśmy jakiś kwadrans później na łąki otaczające szkolne zamczysko. Widok był naprawdę nieziemski. Rozsiedliśmy się na trawie i zapadła cisza. Nie była ona niezręczna, ale czułam, że ktoś musi ją przerwać. Padło na mnie:

-Dlaczego byłeś dla mnie taki chamski w poprzednich latach?- to pytanie wyszło z moich ust automatycznie. Po prostu chciałam to wiedzieć, a bransoletki zapewniały mnie, że Zayn nie ucieknie od odpowiedzi.

-Naprawdę ciężko mi to wyjaśnić…- westchnął chłopak, po chwili przemówił znowu- Dobra, będę szczery: chciałem zwrócić na siebie twoją uwagę. Czy to słowem, czy to czynem. I teraz chciałem cię za to przeprosić. Byłem młodszy, byłem… jestem głupi. Teraz wiem, że to było po prostu idiotyczne…

-To mało powiedziane- wtrąciłam się.

-Tak, to mało powiedziane.- zgodził się, zachowując poważną minę- Kurczę, nawet nie wiesz jak się głupio czuję, tłumacząc ci całe moje zachowanie. Najbardziej nie mogę sobie wybaczyć tego, że zrzuciłem cię z miotły w pierwszej klasie.

-To byłeś ty?- zdziwiłam się, przypominając sobie zajście- Myślałam, że ta miotła była już tak zniszczona…
Mniej więcej w taki sposób rozmawialiśmy przez kilka godzin, siedząc na jednej z polanek. Zayn kilka razy mnie przeprosił za całe swoje zachowanie, nie tłumacząc się.

-A ten incydent z różdżką Matta wczoraj?- spytałam chłopaka, kiedy słońce było już wysoko na niebie.

-Przysięgam, naprawdę nie wiem, jak ona znalazła się u mnie, serio.

-Dziwna sprawa…- przymrużyłam oczy, ale postanowiłam uwierzyć chłopakowi.

Jeszcze kilka dni temu nie spodziewałam się, że będę rozmawiać z Malikiem- tym okropnym aroganckim, zbyt pewnym siebie denerwującym osobnikiem. Ale tego dnia wszystko się zmieniło…

-Czyli jak?- Zayn nagle wstał i pomógł mi uczynić to samo- Mogę stwierdzić, że mi chociaż częściowo wybaczyłaś moje przewinienia?

-Możesz tak twierdzić z całą pewnością.- i chłopak wyciągnął w moim kierunku prawą rękę, którą uścisnęłam, patrząc mulatowi w te jego czekoladowe tęczówki.

-Kumple?- spytał cichutko.

-Kumple.- odparłam z całą pewnością, nadal trzymając w mocnym uścisku jego prawicę. Po chwili po prostu się do siebie przytuliliśmy, a ja próbowałam z całej siły ignorować dziwne, ale przyjemne uczucie ciepła rozchodzące się po całym moim ciele.- Ale jeśli w prezencie od ciebie na moje urodziny, które nawiasem mówiąc są lada dzień, znajdę jakieś… perfumy z sokiem z czyrakobulwy, to gołymi łapskami uduszę.- zagroziłam.

-Zdajesz sobie sprawę, że już po raz drugi w ciągu 24 godzin grozisz mi śmiercią?- spytał ze śmiechem.

-Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała sobie te wszystkie groźby notować, żeby o żadnej nie zapomnieć.- zachichotałam, a po chwili chłopak mi zawtórował. Muszę podziękować pani McGonagall za skucie mnie z Zaynem- przemknęło mi przez głowę.

Na szczycie wzgórza stały trzy osoby: niewysoka blondynka i dwaj chłopcy: jeden wysoki brunet i jeden farbowany blondyn. Obserwowali znajdującą się kilkadziesiąt metrów dalej parę.

-Katie, ten pomysł z różdżką Matta był genialny- stwierdził blondyn.

-O, tak. Popieram Nialla. I wreszcie się pogodzili.- westchnął z ulgą brunet.

-To ja proponuję iść uczcić nasze osobiste zwycięstwo. Liam? Niall? Idziecie?- pogoniła ich, kiedy zauważyła, że zostali parę metrów za nią.

-Tak, oczywiście- odrzekli chórem.

-Pamiętaj, że to ja gadałem z Kate o naszym planie.- zastrzegł blondyn, po czym ruszył sprężystym krokiem za koleżanką, zostawiając bruneta.


-No, cóż. I znów zostałem bez perspektyw na dziewczynę.- westchnął chłopak, ale zaraz się uśmiechnął i dołączył do swoich towarzyszy.

_____________________________________
Witajcie!

Dołączyłam tutaj przez nabór organizowany niedawno.
Mam nadzieję, że praca się spodobała, mimo jej długości.
W każdym razie jeszcze raz dziękuję za przyjęcie mnie do załogi.
Madeleine

18 komentarzy:

  1. Taki Hogwartowy!!! świetny w każdym calu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Strasznie uwielbiam takie imaginy ,w których najpierw jeden bohater dokucza drugiemu ,a później się godzą <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy bardzo mi się podoba :) Zapraszam tutaj: https://www.facebook.com/JestesmyTylkoMy

    OdpowiedzUsuń
  4. Poczulam sie jak u Harrego Pothera :D
    Swietny jest !

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko trzy komentarze? Nie wierzę! Świetne, połączenie moich dwóch ulubionych "rzeczy" ;D jak skusisz się na zrobienie z tego opowiadania, obiecuję, że będę stałą i wierną czytelniczką ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominowałam Cię do Liebster Awards u mnie na blogu! :D
    http://1d-another-world.blog.onet.pl/ Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  7. cieszę się, że dołączyłaś :D genialny imagin *__* to dokładnie coś czego wszędzie szukałam :) mam nadzieję, że kolejne imaginy będą równie udane :) xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Omg, jaki śliczny, już cię kocham <3 Nie przepadam zbytnio za Harrym Potterem, jednak ten imagin jest taki kgdhirir <3
    Witamy cieplutko i milutko na blogu!

    OdpowiedzUsuń
  9. Hogwart, Hogwart, ale nie udało ci się uchwycić atmosfery typowej jak na coś z fandomu Harry'ego Pottera :(

    S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga/Drogi S.!
      Niekoniecznie chodziło mi o tą specyficzną Potterowską atmosferę. Nie chciałam zrobić z tego drugiego Hogwartu, gdzie wszystko jest identyczne jak w książce. Bardziej potrzebne było mi nietypowe miejsce do akcji, a że jestem fanką HP, padło na jego uczelnię, jednak chciałam się skupić tutaj na działaniu bohaterów, aniżeli na Potterze, bo w końcu jest to blog z 1D.
      Niemniej dziękuję za opinię.
      Madeleine

      Usuń
  10. Boże, prześwietny :D Więcej takich z tematyką filmy fantasy. Cieszyłabym się gdybyś pisała więcej z HP, może z LotR'a, lub Narnia czy nawet Gra o Tron. :3 Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. kocham 1D i HP a połączenie tego to sgsjkanfjakab :3 super

    OdpowiedzUsuń
  12. jest wspaniały! czekałam na takiego imagina!

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam to *____*

    http://totaleclipseoftheheart69.blogspot.com/2013/07/rozdzia-8.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Szczerze? Najlepszy i imagin jaki czytałam

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow, wow, wow!
    Już dawno przeczytałam i byłam pewna, że skomentowałam, ale jak to zwykle ze mną bywa, pewnie kliknęłam nie to co trzeba i komentarz wcięło.
    Nie czytam imaginów, ale ten dosłownie połknęłam z wielką przyjemnością. Fandom HP ani mnie ziębi, ani grzeje, ale świetnie wplotłaś losy 1D do Hogwartu. Cwaniakowaty i pewny siebie Zayn też był strzałem w 10 :)
    Podsumowałabym "Nie ma bata" - muszę czytać wszystko, co napiszesz, bo to jest świetne.

    OdpowiedzUsuń
  16. To jest najlepszy imagin jaki czytałam! Łał, genialne :O

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3