środa, 24 lipca 2013

Five Hundred Fourty-Six

Dla Justyny G. 

~*~

Czterdziestoletnia kobieta z dziennikiem w ręce weszła do sali pełnej rozwrzeszczanych nastolatków. Za nią ze spuszczoną głową podążała dziewczyna. Na pozór wydawać by się mogło,że to zwykła nastolatka jednak było inaczej. Rozpuszczone włosy opadały na jej ramiona, nienagannie ubrana, delikatny makijaż. Róż na policzkach i odrobina błyszczyku na wargach.
-Cisza-krzyknęła kobieta.
Wygląd jak dla nie typowej nauczycielki. Włosy związane lekko w kok, spodnie eksponujące długie nogi i biała luźna koszula. Dwadzieścia osiem par oczu z przerażeniem zwróciło się w jej stronę. Speszona dziewczyna nieśmiało podniosła głowę i przygryzła dolną wargę. Nie lubiła być w centrum aż tak uwagi. Nie znosiła zmieniać szkoły a przy zawodzie jej rodziców było to nieuniknione i nigdy nie gościła w danej klasie dłużej niż semestr.
-Dołączy do nas nowa uczennica-nauczycielka stanęła za biurkiem otwierając dziennik-przedstaw się skarbie-zwróciła się do dziewczyny stojącej przy biurku.
-Jestem [T.I] i od dziś będę spędzała z wami kilka godzin dziennie-przełknęła ślinę rozglądając się po twarz nowych "kolegów". Zatrzymała wzrok na chłopaku o oczach tak niebieskich jak sam ocean. Kolega szturchnął go w ramię a ona przyłapana na uczynku przygryzła wargę jeszcze bardziej-wydaje mi się,że to wszystko co powinniście o mnie wiedzieć-skończyła patrząc na swoja nową wychowawczynię.
-Zajmij miejsce przed Tomlinsonem-uśmiechnęła się w jej stronę pokazując miejsce przed owym chłopakiem-wyjmujemy zeszyciki i notujemy temat.
Kiedy siadała na swoje miejsce usłyszała ciche śmiechy dochodzące z ławki za niej oraz mordujący ją wzrok kilkunastu dziewczyny znajdujących się w sali. Gorzej chyba być nie może ?

~*~
 Zamykała szafkę po schowaniu książek by w spokoju udać się na zajęcia sportowe. Jej schludnie ułożony strój spoczywał w osobnej torbie sportowej. Mimo,że była tu dopiero od pięciu godzin wszyscy szeptali już o niej po kątach. Bogata, rozkapryszona dziewucha. Może i była bogata ale nie rozkapryszona. Była dziewczyną która znała własne wartości, która miała plany i ambicje które chciała osiągnąć. Weszła na dużą salę gimnastyczną gdzie zebranych w kupkę było już parę osób. W swoim odpowiednim stroju stanęła na uboczu i skupiła się na rozciągnięciu ciała. Włosy związane w kucyk, zero biżuterii która mogłaby przeszkadzać. Rozciągała właśnie ręce kiedy poczułam uderzenie i poleciała na tyłu upadając na tyłek. Wypadek ten wywołał śmiech u kilku pustych blondynek stojących z pomponami w dłoni zaraz koło członków drużyny szkolnej.
-Uważaj jak chodzisz-warknęła podnosząc głów i spoglądając na przyczynę wypadku.
Przyczynę o tak niebieskich oczach.
-Przepraszam-zwrócił się w jej stronę wyciągając dłoń. Brunetka prychnęła pod nosem i sama podniosła się z ziemi otrzepując spodnie z kurzu zalegającego na posadzce.
-Nie musisz przepraszać tylko na drugi raz patrz jak chodzisz-warknęła w jego stronę.
Tomlinson stał i z oburzeniem patrzyła na dziewczynę. Żadna wcześniej dziewczyna nie zwracała się do niego w ten sposób. Nawet nowe uczennice wzdychały do niego kiedy mijał je na korytarzu.
-Chyba koledzy Cię wołają-zwróciła się do niego brunetka pokazując głową na roześmianych chłopaków stojących pod koszem.
Ostatni raz obrzucił spojrzeniem zarozumiałą a jednocześnie śliczną dziewczynę i ruszył do kumpli z drużyny.

~*~

- Dobra dupa-zaśmiał się Malik podając mu piłkę.
Po południowy trening przed mistrzostwami szkolnymi był czymś czemu Louis oddany był całkowicie starając się mysleć tylko i wyłącznie o piłce która była w grze.
-Możesz się skupić na grze ?-warknął w stronę przyjaciela.
Temat brunetki bardzo go irytował. Próbował ją zaczepić dwa razy na korytarzu ale ta zbyła go szybko nie poświęcając mu nawet minuty. Nie było w tej szkole dziewczyny która nie dałaby się poćwiartować za choć chwilę rozmowy z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole. Kapitanem drużyny, dwukrotnym królem balu oraz jednym z najlepszych i najpopularniejszym z uczniów. Do rozgrywek zostało jeszcze nie całe dwa tygodnie a on i drużyna muszą zrobić wszystko żeby obronić tytuł sprzed roku.
-Skupmy się teraz na grze a później na dziewczynach-odebrał podaną mu piłkę przez jednego z napastników i uderzył nią w kierunku bramki zdobywając gola dla swojej drużyny.
Kiedy półtorej godziny później roześmiani po pochwałach trenera wychodzili z szatni. Nie patrząc przed siebie Tomlinson szedł nie zwracając na nic uwagi kiedy znów tego samego dnia wpadł na kogoś. Schylił głowę i zobaczył [T.I] która znów przez niego wylądowała na swoim zgrabnym tyłku. Jej mina nie wróżyła niczego dobrego a towarzyszący mu koledzy ulotnili się z miejsca wypadku.
-No cholera jasna-jęknęła brunetka-ty skończony idioto.
Próbowała się podnieść jednak jej próby nie powiodły się bo za każdym razem lądowała na ziemi.
-Moja kostka-jęknęła.
Louis odetchnął w spokoju i poprawiając torbę wiszącą na ramieniu schylił się i wziął dziewczynę na ręce mimo jej wyraźnych protestów.
-Co Ty robisz ?-oburzyła się.
-Niosę Cię do samochody żeby zabrać Cię do lekarza-odpowiedział jej widocznie roześmiany-ładnie pachniesz-zaciągnął się jej słodkim zapachem.
Dziewczyna prychnęła pod nosem i nie odezwała się nic przez całą drogę do samochodu jak i również do lekarza. Kiedy swoim samochodem-prezentem urodzinowym zaparkował pod kliniką dziewczyna nadal nie odezwała się do niego słowem. Posłusznie zaniósł ją pod gabinet chirurgiczny wiedząc,że to przez niego teraz cierpi [T.I]. Czekał pod gabinetem kiedy brunetką zajmował się lekarz mając nadzieję,że to nic poważnego. Ale w końcu nadzieja matką głupich ? Brunetka wyszła z gabinetu po upływie pół godziny w towarzystwie pielęgniarki oraz dwóch kul pomagających jej w poruszaniu. Kiedy kobieta zniknęła z powrotem w gabinecie [T.I] spojrzała na wystraszonego Louisa.
-Dziękuje za załatwienie na trzy tygodnie. Jestem Ci niezmiernie wdzięczna i polecam okulistę piętro wyżej-warknęła w jego kierunku i pokuśtykała do wyjścia. Chcąc nie chcąc chłopak pobiegł za nią pomagając pokonać ogromną ilość schodów przed budynkiem.

~*~

[T.I] w szkole unikała Louisa jak tylko mogła. Na lekcjach nie zwracała uwagi na jego zaczepki tak samo na przerwach. Towarzyszyło jej kilka dziewczyn z którym złapała lepszy kontakt i tak minął jej tydzień w nowej szkole z noga w usztywnieniu i nowymi przyjaciółmi "kulami". Co dzień przyjeżdżał po nią kierowca gdyż sama nie była w stanie prowadzić pojazdu.
-Znów na Ciebie patrzy-zaśmiała się Lea patrząc na [T.I]
Razem z fioletowowłosą chodziły na biologię i to właśnie na tej lekcji się poznały. Razem z nimi przy stoliku siedziała Perrie, dziewczyna najlepszego kumpla Louisa i Santana.
-I co w związku z tym ?-[T.I] nerwowo zaczęła bawić się pomarańczą leżącą przed nią na tacy. Za wszelką cenę starała się unikać tematu Louisa przy koleżankach. Za każdym razem chłopak pytał czy nie dałaby się zaprosić na kawę czy do kina a ona za każdym razem dobitnie mówiła NIE.
-Idziemy na lekcje ?-spytała podnosząc swój plecak z podłogi. Na jakiś czas musiała zrezygnować z torebek.
-Tak, jasne-odpowiedziała jej Santana-podając obydwie kule.
-Ja pójdę jeszcze do Zayna i do was dołączę-zaśmiała sie blondynka i zaraz pobiegła do stolika gdzie siedział jej ukochany wraz z przyjaciółmi.

Louis siedział podpierając głowę jedną ręką a drugą widelcem grzebał w swoim talerzu cały czas obserwując brunetkę siedzącą kilka stolików dalej. Już dzisiaj mógł rzec,że jest nią szczerze zauroczony i jest to pierwsza dziewczyna na której szczerze mu zależy. Kiedy tylko panna Edwards do ich stolika on dyskretnie ulotnił się podążając za brunetką i dwoma jej koleżankami. Dogonił ją przy sali od matematyki gdzie mieli mieć kolejną lekcję. Stał i z uśmiechem prowokował ją wiedząc,że doprowadza ją tym do szaleństwa. [T.I] kręciła głową aż w końcu rzucając plecak pokuśtykała do niego mierząc kulą prosto w jego klatkę piersiową.
-Przestaniesz mnie denerwować ?-zwróciła się do niego łapiąc oddech.
-Jeżeli się ze mna umówisz ?-spytał Louis mrużąc oczy.
-Dobrze, przyjedź do mnie dziś koło szóstej. A teraz przestań się gapić-uśmiechnęła się i wróciła do koleżanek.
-Masz dzisiaj randkę Louisie-mruknął sam do siebie-gdybym mógł sam przybiłbym sobie piątkę.

~*~

W związanych włosach, szarych spodniach dresowych i białej bokserce [T.I] przy pomocy jednej kuli poszła otworzyć drzwi. Na progu stał Louis trzymając jedną czerwoną różę. Ubrany w czarne rurki i niebieską koszulę w kratę wyglądał olśniewającą ?
-Wejdź-brunetka otworzyła mu szerzej drzwi.
-Nie wychodzimy nigdzie ?-zdziwił się chłopak rozglądając się po pomieszczeniu.
Mimo jego pierwszego wrażenia jakie odniósł stojąc przed drzwiami dziewczyny w środku nie panował aż taki przepych jakiego się spodziewał.
-Wygodniej będzie nam siedzieć u mnie-uśmiechnęła się pokazując rząd białych zębów-rozgość się. Rodziców nie ma w domu więc jesteśmy sami-puściła mu oczko i zniknęła w kuchni. Louis zaczął rozglądać się po ramkach ze zdjęciami głównie małej [T.I]. Na każdym wyglądała jak mały rozkoszny aniołek.
-Podoba Ci się ?-usłyszał za sobą głos dziewczyny. Tak się prze straszył,że o mały włos nie upuścił ramki w którym było zdjęcie wykonane najwyżej z pół roku temu.
-Tak jest bardzo ładne-odpowiedział odkładając ramkę na swoje miejsce-cieszę się,że zgodziłaś się ze mną spotkać.
-Uznałam,że to chyba pora. No nie wiem co będziemy robić ?
-Ja wiem odpowiednio dużo Tobie, Ty zapewne wiesz jeszcze więcej o mnie-na policzki dziewczyny zakradły się rumieńce. To prawda wypytywała o niego w szkole parę osób i dowiedziała się na jego temat samych pozytywów.
-Interesuje mnie czemu taki przystojniak nie ma dziewczyny ?-zapytała nieśmiało nalewając do wysokich szklanek soku pomarańczowego.
-Nie spotkał odpowiedniej. A czemu tak ślicznotka nie ma chłopaka ?
-Nie spotkała odpowiedniego-zaśmiała się [T.I] podając Louisowi szklankę. Kiedy przez przypadek dotknął jej dłoni po jej ciele rozlała się fala ciepła. Teraz kompletnie się przy nim rozluźniła. Wieczór spędzili na śmiechu podczas oglądania komedii dobrze bawiąc się w swoim towarzystwie ku zaskoczeniu [T.I] i wielkiemu zdziwieniu Louisa. Kiedy żegnała chłopaka odważyła się delikatnie musnąć ustami jego policzek życząc mu dobrej nocy. Louis kiedy tylko [T.I] zamknęła za nim drzwi opadł na trawę przykładając palce do miejsca przy którym przed kilkoma sekundami były usta [T.I].

~*~

Nikogo nie dziwiło dziwne zachowanie zarówno [T.I] jak i Louisa. Na każdej lekcji siedzieli niemalże na jednym krzesełku obok siebie a przerwy spędzali w swoim towarzystwie. Mimo częstych spotkań z dziewczyną Louis nie opuszczał treningów a powiedzieć można,że dało mu to więcej motywacji by dać z siebie wszystko. Choć oficjalnie nie byli parą w powietrzu aż dało się czuć chemię panująca nad tą dwójką. Kapitanka "pomponiar" mroziła [T.I] od dwóch tygodni na każdej przerwie ale dziewczyna nie robiła sobie nic z tego. Dziewczyna miała swoje powody, brunetka sprzątnęła jej sprzed nosa jeden z najsmaczniejszych kąsków w szkole. Drugim był Zayn Malik. Od dwóch dni [T.I] chodziła już o własnych siłach bez usztywnienia na nodze. Dzisiaj miał się odbyc mecz. Wielki i ważny mecz dla Louisa. [T.I] w duchu siebie mimo początkowej niechęci do chłopaka miała nadzieję,że ten poprosi ją aby została jego dziewczyną ale nie zanosiło się na nic takiego. Siedziała na trybunach koło Perrie która miała na sobie koszulkę z numerem Malika ? Na Boga, co może być ekscytującego za grupą facetów latających za piłką ?Była tu tylko dlatego,żeby pokazać Louisowi że jest dla niej ważny. Na boisko przy dopingu wbiegła drużyna na czele z Louisem. Numerek 17, ciekawe czemu ? Czas zacząć grę, sędziowski gwizdek oznajmił 90 minutową walkę o zwycięstwo. Gra była niemalże wyrównana. Chłopcy dawali z siebie wszystko na boisku i walczyli do ostatniej kropli potu. Ostatnie zagranie i Zayn podaje piłkę którą odbiera Louis i biegnie z nią do bramki. Wszyscy wstrzymują na chwilę oddech by po chwili trybuny wypełnił okrzyki radości po zdobyciu przez Tomlinsona bramki. Sędzia odgwizduje koniec meczu a Royla High School obrania tytuł sprzed roku. Louis odbiera puchar od dyrektora i przekazuje go dalej drużynie. [T.I] obserwująca to wszystko z trybun z uśmiechem macha chłopakowi który spojrzał na nią i przesłał całusa w powietrzu. Nikt nie zauważył,że chłopak zniknął z płyty boiska i podbiegł do uśmiechniętej dziewczyny która wpadła mu w ramiona.
-[T.I] to ważny dla mnie dzień i cieszę się,że tu jesteś-chwyta ją za dłonie patrząc prosto w oczy dziewczyny-od niemal pierwszego dnia można stwierdzić,że na Ciebie lecę-stojąca obok nich Perrie zachichotała pod nosem-i żeby ten dzień był bardziej wyjątkowy to uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną ?
Wszystkie rozmowy nagle ucichły jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki i wszyscy czekali na odpowiedź [T.I].
-A to Ci wystarczy ?-zapytała cicho wplątując dłonie w jego roztrzepane włosy i łacząc ich wargi w jedno.
Całą salę wypełnił okrzyki i głośne gwizdy przyjaciół chłopaka. Louis Tomlinson był dziś zdecydowanie najszczęśliwszym gościem na świecie. Poprowadził drużynę do upragnionego zwycięstwa i zdobył serce ukochanej dziewczyny.

Długo mnie nie było. Zmieniłam nazwę. Mam nadzieję,że wam się spodoba, to moja druga praca pisana w 3-osobie, jeżeli gdzieś są jakieś błędy to PRZEPRASZAM. 

6 komentarzy:

  1. Matko,wiecej takich wiecej takich !! Xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże. Tak świetnego dawno nie czytałam. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki on jest cudowny! *-* O mój Boże, zajebisty! :D więcej takich, świetnie piszesz w 3 osobie :3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3