wtorek, 16 lipca 2013

Five Hundred Fourty - Two

Chciałam dodać imagina wczoraj, ale kolejka się nie ustawiła. Teraz też nie, ale macie tu Lou i Nialla i, tak jakby Harry'ego, ale ciiii...
Mam nadzieję, że się spodoba. 
Autorki! bardzo Was przepraszam, że nie komentuję Waszych prac, jednak musicie wiedzieć, że nie bardzo mam możliwość komentować na telefonie. Czytam wszystko i są cudowne. 

Tytuł: Don’t let me go.
Paring: Larry; Nouis.
Bohaterowie: Louis Tomlinson, Niall Horan, Liam Payne.
Informacja: One Direction istnieje!

Aniele!
Zawsze, gdy o Tobie myślę, przygryzam dolną wargę, po czym muskam ją palcami, przypominając sobie nasz pierwszy pocałunek. Pocałunek, który odmienił moje życie. Jesteś najgorszym, co mi się w nim przytrafiło, ale jesteś też tym najlepszym. Pokazałeś mi czym jest miłość. I dziękuję Ci za to.
I choć połączyła nas śmierć, może się to wydać absurdalne, to w duchu cieszę się z tego, że poznałem Cię na pogrzebie…  dziękuję. Lecz to przez Anioła Śmierci zostaliśmy rozdzieleni.
Dziękuję Ci za ból, który mi sprawiłeś,  bo dzięki niemu czułem, że żyję. Dziękuję Ci za każdy poniedziałek, spędzony na lodach. Dziękuję Ci za każdą sobotę pełną łez. Łez, których nienawidziłem, lecz z czasem pokochałem. Jak Ciebie…
Gdy wypowiadałem zdania, będące dla Ciebie wszystkim, umierałem od środka. Była to prawda. „Człowiek, który kocha musi przestać. Potem zada ból nie tylko sobie, ale i osobie, którą kocha całym sercem. Muszę przestać, rozumiesz mnie, prawda?” Nigdy nie zrozumiałem. Więc, gdy odszedłeś… cierpiałem. I te dwa słowa: „Kocham Cię”, które wypowiadałeś do mnie co wieczór, jakby zanikały. Powoli, raniąc nas obu.
Z początku nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to robisz. Że za każdym razem, kiedy wychodziłem z  domu, Ty sięgałeś po żyletkę. A gdy już wiedziałem, było za późno. Za późno by cokolwiek zmienić.
Nie żyłeś.
Cały czas zastanawiam się, co by było gdyby… Gdybym wtedy wrócił wcześniej… Gdybym choć raz Cię na tym przyłapał… A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że prowadziłeś pamiętnik, o którym nic mi nie mówiłeś. Przeczytałem go, jesteś zły? Wiem, że nie. Nie mógłbyś.
Twój na zawsze…
Louis.

Po moim policzku spłynęła samotna łza, za którą po chwili popłynęło ich więcej. Ból był tak nie do zniesienia, że aż rozsadzało mnie od środka. Nagle poczułem czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem głowę, chcąc dowiedzieć się kim był ów człowiek. Ani trochę nie zdziwiłem się, gdy zobaczyłem Nialla. Stojącego tak samo jak zawsze z założonymi rękami i wpatrującego się we mnie ze smutkiem i żalem. Nie byłem jedyną osobą, która cierpiała w tym domu.
Pokręciłem głową, ocierając ręką łzy. Blondyn mnie przytulił, szepcząc do ucha uspokajające słowa, gdy tylko wybuchnąłem głośnym płaczem.
– Boli mnie, o tu – wskazałem palcem swoje serce, tuląc się do Nialla.
– Wiem, Louis, wiem… Każdego z nas boli – powiedział wprost do mojego ucha, powodując tym samym dreszcze na moich plecach.
Mocniej się w niego wtuliłem, chowając głowę w zagłębieniu w jego szyi.
~~~
Z czasem zacząłem się przyzwyczajać do bólu, aż w końcu prawie o nim zapomniałem, zapominając również o Harry’m. Znienawidziłem siebie za to. Spojrzałem na moje przedramię. Wzdrygnąłem się, widząc kilka blizn.
 – Błagam, nie mów, że znowu to zrobiłeś… – mruknął Liam, podchodząc do mnie. Wzruszyłem ramionami. Modliłem się, żeby tylko sobie poszedł. Pokręcił przecząco głową, po czym przewrócił oczyma i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samego. Po chwili do pomieszczenia wkroczył Niall. Zbliżył się do mnie i tak jak miesiąc temu, przytulił mnie.
– Proszę… Nie rób już tego – poprosił, cicho pociągając nosem. Nie tylko ja cierpię, pomyślałem. Powoli pokiwałem głową. – Chodźmy się przejść.
– Chodźmy.
Opuściliśmy dom i wdychając świeże powietrze, z ulgą stwierdziłem, że czuję się lepiej. To chyba w tym budynku pełnym wspomnień, odczuwałem największy smutek i ból. W pewnym momencie podeszła do nas trójka dziewczyn. Dwie z nich poprosiły Nialla o autografy, zaś ta trzecia wypowiedziała do mnie kilka słów:
– Tak bardzo mi przykro. – Po naszych policzkach popłynęły łzy. Przytuliła się do mnie, cicho łkając.
– Mi też. – Objąłem ją ramieniem, po czym spojrzałem na blondyna. Delikatnie się do mnie uśmiechał. Odwzajemniłem ten gest, mrużąc oczy. Miałem prawdziwego przyjaciela.
Podpisałem parę zdjęć i razem z Niallem mogliśmy iść dalej. Przechadzaliśmy się po parku, gdy ujrzałem małą płaczącą dziewczynkę. Nagle podbiegła do niej jakaś kobieta i ucałowała jej czoło, sprawiając, że na twarzy dziecko pojawił się uśmiech.
Jedna osoba może sprawić, że twój świat zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. Dla mnie tą osobą był Harry. Harry, który wszystkich zarażał uśmiechem. Harry, który śpiewał jak anioł. Harry, który mnie kochał.
Usiedliśmy na ławce, z dala od wszystkich ludzi. Mieliśmy szczęście, że nie spotkaliśmy więcej fanów. A zresztą… co to za zespół bez Harry’ego? Mocno zacisnąłem powieki. Niall nic nie mówił. Ta cisza była krępująca. Wierciłem się na ławce i nie mogłem się uspokoić. Gdy niechcący się o niego otarłem, Horan wstał jak oparzony. Patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami. Jego idealnie niebieskie tęczówki zafascynowały mnie. Miały zupełnie inny kolor niż oczy Harry’ego. Równie dobry.
– Przepraszam – szepnąłem, spuszczając głowę.
– Nic się nie stało, po prostu się tak nie wierć.
Machnął ręką, żebym za nim poszedł. Zrobiłem to bez wahania. Szliśmy ramię w ramię, nie wymieniając między sobą ani słowa. Po raz pierwszy w czyimś towarzystwie czułem się niekomfortowo.  Po jakimś czasie odtarliśmy do domu. I znowu wróciły wspomnienia.
Wszedłem do mojego pokoju, po czym usiadłem na łóżku. Wpatrywałem się w punkt na bladej ścianie, wystukując palcami jakiś rytm. Trwałem tak w ciszy i spokoju. Do czasu, gdy przyszedł Liam wraz z Niallem. Stali w drzwiach, niepewni co mają zrobić. Zamknąłem oczy i czekałem, aż coś powiedzą.
– Musicie sobie chyba coś wyjaśnić – powiedział szybko Liam, po czym szepnął jeszcze „powodzenia” do Nialla. Irlandczyk się zarumienił, a mi chciało się śmiać. Po raz pierwszy od tak dawna.
– Więc… – zaczął. Uniosłem brwi, wstając. Stanąłem naprzeciwko niego i wpatrywałem się w nieskazitelną twarz Horana. – Ja… Wiem, że nie minęło dużo czasu, bo zaledwie pięć tygodni, ale muszę ci to wreszcie powiedzieć.
Zbliżył się do mnie, po czym położył dłoń na moim policzku. Jego usta były tak blisko moich. Już miały się połączyć, kiedy nagle oprzytomniałem. Odepchnąłem go od siebie i szybkim krokiem wyszedłem z pomieszczenia. Po chwili znalazłem się na tarasie. Usiadłem na krześle, wyjąłem z niewielkiej szafki kartkę i długopis, i zacząłem pisać.

Aniele!
Zawsze będę Cię tak nazywał. Mój mały aniołek. Byłem dzisiaj na dworze. Wraz z Niallem poszliśmy do parku. No właśnie… Niall. Ja… przepraszam. Między nami prawie doszło do pocałunku. Boję się. Co mam robić? Nie ma Cię już pięć tygodni, a pustkę po Tobie zapełnia Niall. Ale to wciąż boli tak samo…
Pomożesz mi? Daj jakiś znak. Chyba powinienem z Nim porozmawiać. Mam rację? Mam!
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że On mi się cholernie podoba. Widziałeś Jego oczy? Równie piękne, co Twoje. Tylko On ma niebieskie, a ty zielone. Muszę zmienić Nasze relacje. Jeśli oczywiście się zgodzisz… bo moje serce zawsze będzie należeć do Ciebie, Aniele.
Możesz sprawić, żeby przestało boleć? Żebym znów poczuł, jak to jest być kochanym… Mam nadzieję, że nie będziesz zły. W sumie, to sam do tego dopuściłeś. Gdybyś nie był takim egoistą, bylibyśmy razem, ale nie! Harry Wszystko Wiedzący Styles musiał popełnić takie głupstwo, gdyż nie chciał cierpieć.
Z jednej strony jestem na Ciebie wściekły, lecz z drugiej wciąż Cię kocham. A Ty dobrze wiesz, że nie potrafię się długo złościć. Szczególnie, jeśli jest mowa o Tobie.
Pogadam z Nim. Chcę znowu zaznać szczęścia. Niestety bez Ciebie, Harry. Życz mi powodzenia!
Twój na zawsze…
Louis.

Wstałem, zgniatając list i wyrzucając go za siebie. Obserwowałem jak spada, aż w końcu styka się z ziemią. Otarłem samotną łzę, spływającą po moim policzku. Opuszkami palców dotknąłem warg, które miały styczność z ustami Harry’ego. Wziąłem głęboki wdech, po czym wkroczyłem do środka budynku i skierowałem się do pokoju Nialla. Będąc przy drzwiach, usłyszałem jego głos.
– Muszę być idealny. Dla niego…
– Już jesteś – powiedziałem, wchodząc do pomieszczenia. Horan stał bez koszulki przed lustrem, dotykając swojego brzucha.
– Nieprawda. Nie chcesz mnie, bo nie jestem perfekcyjny jak Harry.
– To nie tak – szepnąłem, podchodząc do niego. Stanąłem za nim, spoglądając w lustro. – Po prostu myślałem, że to za szybko. – Przytuliłem się do niego i głowę położyłem na jego barku. – Zależy mi na tobie, Niall – szepnąłem do ucha blondyna, lekko przygryzając jego płatek. Zadrżał, po czym się odwrócił.
Uśmiechnął się szeroko, i mocno wtulił w moje ciało. Spojrzał prosto w moje oczy i delikatnie musnął moje usta swoimi. To muśnięcie przerodziło się w czuły i namiętny pocałunek. 
I wtedy już wiedziałem, że kocham Nialla.

Aniele!
Pamiętaj!
Twój na zawsze…


7 komentarzy:

  1. Poprawilas mi humor... Przez ciebie uśmiecham się jak głupia. Nie jestem za robieniem z chłopców gejów, ale ten imagin to coś pięknego. Masz talent kobieto i to ogromny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww... to takie słodkie.
    Piękny.

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest cudowne <3

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wiem co napisać... może pierwsze to, że połączyłaś dwa bromance, z czego uwielbiam Nouis'a i nienawidzę czytać Larry'ego. i wyszło coś pięknego ;') normalnie wręcz zakochałam się w tym imaginie <3 a szkoda, że tak nieczęsto piszecie bromance (:

    OdpowiedzUsuń
  5. Początek uważałam za fajny, w szczególności ten list, ale potem to połączenie Louisa i Nialla zrobiłaś za szybko, dlatego końcówkę zmaściłaś. Oprócz tego źle stawiasz wielką literę, tego radziłabym się nauczyć.
    Lusieeek

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3