czwartek, 25 lipca 2013

Five Hundred Foutry - Nine

Ważna notka pod imaginem!

16 września, 2015 rok.
Powietrze było wilgotne, zmieszane z dymem i benzyną. Wdychałam tę zapachową mieszankę, co chwila odchylając głowę do tyłu. Niebo było szare. Lubiłam tę przytłaczającą, angielską pogodę.
 Jedno, głupie posunięcie, często rozdzielało całe rodziny. Matka z dwójką małych dzieci, 16-letni chłopak, starsza kobieta. Zastanawiało mnie co czuli, kiedy ich bliski na ich oczach został zakuwany w kajdanki.
Mocniej zacisnęłam powieki. Nie chciałam aby przed moimi oczami znów pojawił się obraz Louis’a leżącego bezwładnie pod funkcjonariuszem. Patrzył na moją twarz, starając się wyczytać z niej jakiekolwiek emocje.  Ja tylko tępo gapiłam się na dłonie policjanta, które sprawnie zamknęły ręce mojego ukochanego. Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo. Obiecywał, że z tym skończył, mówił, że nie mam już się czego bać, że jestem bezpieczna. To były tylko pieprzone, nic nie warte słowa. Mundurowy podniósł Tomlinsona do pionu. Kiedy go wyprowadzał, on ostatni raz na mnie spojrzał i wyszeptał ciche, ledwo słyszalne ,,przepraszam’’.
Od tego zdarzenia minęły 4 lata. Dziś stoję przed budynkiem więzienia, czekając na widzenie. Pierwsze od 1467 dni. Nie miałam ochoty na niego patrzeć. Nie chciałam słuchać jego kolejnych przeprosin i obietnic. Ale to jest silniejsze ode mnie. Miłość do tego gnoja jest silniejsza ode mnie.
Wielkie, stalowe drzwi zostały uchylone, a tłum ludzi pojedynczo zaczął przekraczać mury więzienia. Przełknęłam nerwowo ślinę. Bałam się. Odetchnęłam głęboko stawiając pierwsze kroki ku bramie Crope*.
Zostałam dokładnie przeszukana , jak reszta ludzi i zaprowadzona do ,,recepcji’’. Kolejka posuwała się mozolnie, a ja stałam na samym jej końcu. Kiedy dotarłam do bukowego blatu, młoda dziewczyna stojąca za nim, obrzuciła mnie współczującym spojrzeniem.
- Dzień dobry – mruknęła. Położyła przede mną naklejkę z logiem więzienia. – To jest przepustka, musisz przykleić ją w widocznym miejscu. Jaki jest numer więźnia, z którym chcesz się widzieć? – spytała lekko przewracając oczami.
Byłam niemal pewna, że codziennie wypowiadała tę formułkę miliony razy, co już szczerze ją nudziło. Zastanawiało mnie, jak ona tu wytrzymuje. Ciągłe krzyki, tłumy niebezpiecznych ludzi, przytłaczająca atmosfera. Wzdrygnęłam się, wytrącając z przemyśleń. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni dżinsów pomiętą karteczkę i odczytałam z niej kilkucyfrowy numer.
- 14582, Louis William Tomlinson – oznajmiłam chowając papierek na jego poprzednie miejsce.
Dziewczyna skamieniała. Z wypowiedzeniem przeze mnie jego nazwiska, momentalnie zbladła. Zdziwiłam się jej reakcją.
- Ddd… Drugie ww.. wejście, sss… skrzydło D – wyjąkała trzęsąc rękami.
- Wszystko w porządku? – zapytałam lekko wystraszona.
- Tak… T.I– szepnęła, kiedy miałam zamiar odejść.
Momentalnie stanęłam w miejscu. Wzięłam głęboki wdech przetrawiając to jedno, za to bardzo niepokojące słowo. Teraz nie byłam już pewna tego, co robię. Strażnik czekał, aż ochłonę i wyprowadził mnie na zewnątrz.
- Louis gra teraz w koszykówkę – odparł beznamiętnie.
- Oh – tylko tyle byłam w stanie ,,powiedzieć’’.
Powoli kierowaliśmy się w dziedzińcowi więzienia. Mijaliśmy mnóstwo nieprzyjemnych twarzy. Czułam się osaczona przez niebezpiecznych, kompletnie nieznajomych mi ludzi. Od spotkania z tamtą dziewczyną nie opuszczała mnie gęsia skórka. Okropne uczucie, które czułam zawsze, kiedy przebywałam w towarzystwie przyjaciół Louis’a powróciło. Mój żołądek nieprzyjemnie się skręcał, kiedy w zasięgu mojego wzroku pojawiło się boisko koszykarskie. Przystanęłam. Zdziwiony strażnik spojrzał na mnie pytająco.
- Czy on jest niebezpieczny? – wydukałam.
- Ty jesteś T.I? – odpowiedział pytaniem. Kiwnęłam lekko głową. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko. – Więc nie masz się czego bać – powiedział tajemniczo, z nutką radości w głosie.
Nieprzyjemne uczucie, jak ręką odjął, opuściło mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem ponownie ruszając w stronę boiska. Tylko co ja mu powiem?  ,,Cześć Louis, przyszłam po czterech latach, bo cholernie tęskniłam? Kocham cię’’. Ugh! Jak zwykle tego nie przemyślałam.
Niestety na formowanie  czegoś, co miałoby sens było już za późno. Nieuchronnie zbliżaliśmy się do stalowych, podwójnych, wysokich krat boiska. Nabrałam gwałtownie powietrza widząc znajomą sylwetkę przy piłce. W ogóle się nie zmienił. No, może przybyło mu trochę (czyt.: mnóstwo) mięśni, ale wciąż tak samo zaczesywał włosy, a jego głos, mimo groźnego tonu cały czas był delikatny. Kąciki moich ust uniosły się ku górze, kiedy trafił do kosza i krzyknął entuzjastycznie. To nadal był mój Louis.
Chłopak rozejrzał się badawczo, aż w końcu jego przenikający wzrok spoczął na mnie. W jednej chwili cale moje ciało się napięło, a on jakby skamieniał.
- Stary, wszystko OK? – obok niego stanął niższy Mulat z kruczoczarną czupryną postawioną na żel i mnóstwem tatuaży. Obrzucił mnie krótkim spojrzeniem, by potem ponownie zbić we mnie zszokowany wzrok.
- Tomlinson, masz gościa – oznajmił facet, który mnie do niego przyprowadził, wyciągając pęk kluczy z prawej kieszeni. Otworzył nimi boisko i przepuścił mnie pierwszą.
Stanęłam ok. 4 metry przed Louis’em. Uśmiechnęłam się lekko, przyjaźnie machając w jego stronę. Kąciki jego ust uformowały się w uśmiech ukazujący śnieżnobiały szereg zębów.
- Cześć – wymamrotałam.
- T.I – szepnął wciąż będąc w szoku.
- Tak, to ja – zaśmiałam się krótko.
- To ja was zostawię – wtrącił Mulat biorąc pod pachę piłkę. Odszedł w stronę kosza.
Nie kontrolując własnych ruchów podeszłam do szatyna i najmocniej jak mogłam wtuliłam się w jego spocone ciało. Po chwili wahania Lou odwzajemnił mój uścisk. Nawet nie spostrzegłam, kiedy na jego koszulce pojawiły się pierwsze kropki, które powstały w wyniku moich łez spadających na jego ubranie.
- Tęskniłam – odparłam ciaśniej otulając rękami jego kark.
- Przepraszam kochanie – powiedział wprost do mojego ucha. – Ja…
- Nie obchodzi mnie to Louis – przerwałam mu, odrywając się od jego ciepłego ciała. – Wiesz czemu tu jestem? – spytałam, na co pokiwał przecząco głową. Chwyciłam jego rękę i splotłam nasze palce. – Nie z litości, nie z przymusu. Stęskniłam się za twoim dotykiem, głosem, śmiechem. Stęskniłam się za wszystkim tym, od czego uzależniłam się przez dwa lata naszego związku. Powinnam cię nienawidzić. Przez to, że zamknęli cię w więzieniu wylądowałam w szpitalu, odwodniona i wygłodzona – powiedziałam, na co chłopak ścisnął mocniej moją rękę. – Życie straciło dla mnie sens. Wiele razy od czasu, kiedy cię zamknęli zastanawiałam się, dlaczego byłam z kimś takim, jak ty. Nie ukrywajmy Lou, byłeś terrorystą. Nie kryminalistą. Zabijałeś ludzi, napadałeś na banki, sprzedawałeś narkotyki i wiele innych przerażających rzeczy. Budziłeś grozę w innych ludziach, idąc ulicą. Nieznajomi obrzucali mnie współczującymi spojrzeniami, kiedy trzymałeś mnie za rękę. Myśleli, że będąc u twego boku cierpię.
- A cierpiałaś? – przerwał mi wbijając we mnie swoje smutne, zielono-szare oczy.
- Nigdy LouLou – uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak zbliżył się do mnie i złączył nasze usta w krótkim pocałunku. Brakowało mi jego smaku. Tych miękkich, malinowych warg napierających na moje i ciarek na plecach, kiedy sunął po nich palcami w trakcie pocałunku. Tęskniłam najbardziej za rzeczami, które tak naprawdę były jak detale.  Jak kropla wody w morzu życia.
- Przepraszam – wybełkotał spuszczając głowę.  Wiedziałam, że czuł się źle z tym, że zostawił mnie samą na całe 4 lata. – T.I?
- Tak? – zagadnęłam głaszcząc go pocieszająco po plecach.
- Kochasz mnie? – wyszeptał niemal niesłyszalnie.
Poczułam uścisk w sercu. Ja naprawdę kochałam tego człowieka. Pomimo wszystkich okropnych rzeczy jakie zrobił na świecie też zasługiwał na miłość. Nie zabijał niewinnych. Nie okradał uczciwych. Nie sprzedawał narkotyków nieletnim. Nie oddawał broni w niepowołane ręce. Dbał o bezpieczeństwo najbliższych mu osób, w tym mnie. Nie był wcale zwierzęciem, jak nazywali go inni. Nie wiedzieli, że pod skorupą bandyty kryje się wrażliwy chłopak, którego każde wyzwisko boli tak, jak mocne uderzenie. Krótko mówiąc: oceniali książkę po okładce.
- Kocham cię Louis – powiedziałam cicho. Chłopak mocniej ścisnął moją dłoń, która cały czas była spleciona z jego.
- Kocham cię T.I – odpowiedział. Moje serce gwałtownie przyśpieszyło, a dłonie zaczęły się pocić. Oddech stał się nierówny. Poczułam, jakbym zakochała się na nowo. – I nigdy nie przestałem.
- To dobrze, bo ja też – zaśmiałam się. – Ale ty masz mięśnie – ponownie parsknęłam śmiechem.
- Więzienie zmienia ludzi – odparł sucho. Natychmiast zamilkłam.
- A ciebie… Zmieniło? – spytałam po czym ugryzłam się w język.
Louis chwilę myślał nad moimi słowami. Nagle poczułam, jak oplata mnie rękami w talii i podnosi  do góry, przerzucając przez swoje ramię. Zaśmiałam się bijąc go w plecy. Tomlinson biegł w stronę Mulata, którego ,,poznałam’’ wcześniej.
- Hej! Zayn! – krzyknął rozbawiony Tommo.
- Co? – Mulat odwrócił się w naszą stronę i uśmiechnął się szeroko.
Lou zwolnił i postawił mnie prze sobą, przytulając się do moich pleców. Złączył razem nasze dłonie i oparł swoją głowę na moim ramieniu, przyciskając swój policzek do mojego.
- Czy więzienie mnie zmieniło? – spytał.
- O tak! W ckliwą babę – odpyskował Mulat. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem, ale po chwili już się uspokoiłam, ocierając spod oka pojedynczą łzę.
- Serio? – wydukałam.
- Oh pewnie! Non stop tylko durne romansidła i ploteczki! – zawołał Zayn.
- Stary! – jęknął Louis.
- Oj tam, to miła odmiana – rzuciłam z szerokim uśmiechem, czochrając włosy mojego chłopaka. Mhh, miło jest go znowu nazwać swoim chłopakiem. Po czterech latach samotnego budzenia się, chodzenia po mieście, w końcu będę mogła powiedzieć, że mam kogoś z kim jestem szczęśliwa.
Jeszcze tylko rok. Wytrzymałam cztery lata, wytrzymam jeszcze ten jeden, ostatni rok. Dla nas.

***
24 lipca, 2016 rok.
Powietrze było chłodne, pomimo prażącego słońca. Stałam z głową skierowaną ku niebu, delektując się promieniami muskającymi moją twarz. Białe obłoki na błękitnym tle wyglądały jak wata cukrowa. Zaśmiałam się w myślach. Czemu ja ciągle, wszędzie widziałam jedzenie? Tłum ludzi ponownie stał pod stalową, kilkumetrową bramą więzienia Crope. Uśmiechnęłam się, opierając o maskę sportowego, czarnego auta. Zsunęłam z nosa pozłacane pilotki, kiedy drzwi zostały otwarte, a nieznajomi po kolei wchodzili za mury więzienia.
Ja nie musiałam już przez to przechodzić. Dziś był dzień, na który czekałam rok. Dziś Louis i jego przyjaciel  Zayn, miejmy nadzieję, że na zawsze, opuszczą to miejsce. Stanęłam twarzą do wielkiej, ceglanej budowli. Powinni wyjść dziesięć minut temu. Zaczęłam się lekko niepokoić, kiedy ktoś zakrył mi oczy rękoma. Pisnęłam przerażona , odruchowo zgięłam nogę i uderzyłam nieznajomego w krocze. Kiedy usłyszałam śmiech, odwróciłam się.
- O matko Zayn! Tak strasznie cię przepraszam! – krzyknęłam widząc zwijającego się z bólu przyjaciela. Stał za nim rozbawiony Louis. Zgromiłam go wzrokiem, jednak nie na wiele się to zdało.
- Właśnie pozbawiłaś mnie i moją przyszłą partnerkę szansy na dzidziusia! – jęknął Mulat.
Zaśmiałam się omijając go i podeszłam do mojego faceta. Pocałowałam go namiętnie i długo. Kiedy się od niego oderwałam na moich ustach zagościł szeroki uśmiech.
- W końcu jesteś ze mną po tej stronie – powiedziałam dźgając palcem w brzuch.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się z tego cieszę – odparł przyciskając mnie do swojej klatki piersiowej.
I ponownie zdobyliśmy wszystkie szczyty. I znów mogłam zatracać się w jego dotyku. I w końcu skończył z dawnym życiem. I ciągle jesteśmy razem. I nadal bardzo się kochamy.
* - Nazwa została wymyślona na potrzeby imagina.



Cześć wszystkim!
Mam na imię Asia i zostałam przyjęta z naboru.
Oto praca, którą wysłałam.
Mam nadzieję, że spodobają wam się moje prace i będziecie chętnie je komentować ;) xx ~ ahmydirection.

15 komentarzy:

  1. Genialny;* Super piszesz;) Życzę Ci ogromnej weny i już nie mogę doczekać się kolejnego imagina<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz przeczytałam ten imagin na naborze i byłam pozytywnie zaskoczona. Cieszę się, że do nas dołączyłaś i życzę powodzenia :) Dodałam ci etykietkę, więc twoje prace pojawiają się w pasku po lewej stronie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj w naszych progach. :)))
    Imagin jest... awwww, słodki :') Bardzo mi się spodobał. Twój styl pisania jest niesamowity, bardzo wciąga. :) Zazdroszczę talentu. Xx

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest cudowne, niesamowite, wspaniałe *___*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest cudowny! *-* Super, że dołączyłaś do załogi :3 piszesz naprawdę świetnie :3 Ten imagin jest boski! :D
    http://i-love-you-vampire.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. wow, nie dziwię się, czemu zostałaś przyjęta :) bosko piszesz, genialny pomysł :) już nie mogę się doczekać Twoich kolejnych imaginów! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witamy w zalodze :)) x imagine na serio mi sie podobal! Jest cudny, masz ogromny talent!:)x

    OdpowiedzUsuń
  8. boskie, cudowne itp itd :) naprawdę podziwiam twój talent xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Swietne jest ! Ale zastanawia mnie te facetka co byla na poczatku i ze widziala jedzenie :D bedzie druga czesc ??
    Haha, wlasnie pozbawilas mnie i mojej przyszlej partnerki szanse na dzidziusia hahah nie moge z tego :D
    Xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi o to, że ogólnie Louis był niebezpieczny, ale wszyscy dobrze wiedzieli, że zmięknie, jeśli zobaczy T.I :)

      A to jedzenie to nie wiem haha, samo mi się napisało :p

      Drugiej części kochanie nie będzie, ponieważ to nie jest zgodne z regulaminem bloga :)

      Pozdrawiam! xx

      Usuń
  10. Też się ciesze że dołączyłaś do tego bloga , piszesz zajebiście ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. JEST CUDOWNY! WSPANIAŁY! NIE WIEM CO POWIEDZIEĆ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialny imaginy <3 Masz talent, tylko pozazdrościć *_*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3