poniedziałek, 8 lipca 2013

Five Hundred Thirty - Five


włącz: [klik]

{Oczami Niall'a}
  Złapałem chudą dłoń blondynki po czym splotłem nasze palce. Powolnym krokiem przechadzaliśmy się po kolorowym parku. [Imię] zawsze opowiadała mi przeróżne historie z dzieciństwa, które miejsce miały właśnie tu. Była strasznie przywiązana do tego miejsca, choć nie bardziej niż ja. Magiczne miejsce z cudownymi wspomnieniami. Tak jak na przykład to, do dziś pamiętam ten listopadowy, pochmurny dzień kiedy się poznaliśmy. 
  Trzecia trzydzieści, godziny Dublin'skiego ''szczytu''. Co rusz mijali mnie spieszący się gdzieś ludzie. Zabiegani, cali gorący od stresu potrafili zniszczyć wszystko na swojej drodze. Zresztą nie dziwię się... Wyobraź sobie siebie w takiej roli. Coraz gorsza sytuacja w pracy, w każdej chwili mogą Cię wylać, pełno ludzi na ulicy, biegniesz ledwo dysząc po swoje dziecko do przedszkola, które zresztą i tak siedzi już w niemalże pustym budynku od ponad godziny. Wykańcza psychicznie jak i fizycznie, tak przynajmniej sądzę. Ale co taki wyrzutek jak ja może wiedzieć o rodzinie i pracy? Nic. Mieszkam w jednej ze starych kamienic bez grosza przy duszy. Mama wyrzuciła mnie i brata na pastwę losu gdy miałem niecałe siedemnaście lat. Byłem młody i głupi, zresztą dalej jestem... 
  Jak już wspominałem szedłem powolnym krokiem wśród pędzących przed siebie ludzi. Nikt nie zwracał na nic nawet najmniejszej uwagi oprócz mnie. Nie spieszyło mi się bo i tak nikt na mnie nie czekał w ''domu'' z ciepłym obiadem na stole. Wodziłem wzrokiem po całym parku podziwiając  nawet najmniejsze szczegóły szarego parku. Dookoła panowała charakterystyczna, listopadowa chlapanina. Błoto, błoto i jeszcze raz błoto. Cóż, na szczęście życie tak dało mi w kość, że nawet taką atmosferą potrafię się cieszyć. W końcu po to jest życie, aby się uśmiechać... Późno to zrozumiałem, ale jednak... teraz o tym pamiętam na każdym kroku. Ostatni raz rozejrzałem się po mało barwnym zieleńcu i już miałem opuszczać to miejsce kiedy ujrzałem drobną dziewczynę na jednej z ławek. Skulona trzęsąc się z zimna płakała. Nagle wszelkie chęci odejścia stąd prysły. Jakaś część mnie chciała jej pomóc, przytulić ją. 
  W mgnieniu oka znalazłem się przy blondynce. Cała zachodziła się od płaczu nie mogąc w żaden sposób przestać.
-Hej, wszystko w porządku?- Kucnąłem przy mokrej ławce.
-Tak... znaczy nie! To trudne.- Jąkała się próbując dobrać odpowiednie słowa.- Kochałam go, a on mnie zostawił dla innej...- jej wysoki, zrozpaczony głos co chwilę łamał się pod napływem emocji.
  Wtedy zabrałem ją z zimna do ''mojego domu''.  Fakt, lepsze warunki tam nie panowały, ale jednak, mając ją w murach kamienicy czułem pewną ulgę. Wysłuchałem w tym czasie dużo opowieści z jej życia. Zaczęliśmy rozmawiać jakbyśmy znali się od lat. 
  Z uśmiechem przypominałem sobie każdą sekundę tego dnia. Niby tak dawno, a mózg nie pozwala by to wspomnienie uleciało w dal. Razem z [imię] podeszliśmy do wielkiego dębu. Przed starym drzewem stała metalowa tabliczka informująca o nadchodzącym ścięciu. Kątem oka zauważyłem łzę na policzku mojej miłości. Strasznie cierpiała z tego powodu, w końcu z tym drzewem związane jest to najważniejsze wspomnienie.
-Niall! No ile można?! Wiem, że szykujesz się na własny ślub, ale na litość boską! Zapewne [imię] tak długo nie będzie się szykowała!- Z korytarza doszły mnie głośne krzyki Greg'a. 
  Uśmiechnąłem się pod nosem słysząc przedostanie zdanie. ''Własny ślub'' pięknie to brzmi, prawda? Cudownie, a zwłaszcza kiedy panna młoda jest tak wspaniała. Ludzie od dawna wiążą się w związki małżeńskie i było już dużo kobiet w białych sukniach, jednak żadna nie pobije mojej. 
  Perfekcyjność. To słowo pierwsze przyszło mi na myśl kiedy [imię] pojawiła się u bram parku. Dziewczyna przy ołtarzu, przysięga, a potem? Potem było tylko szczęście.
- Kocham Cię. - staruszka uśmiechnęła się przez łzy. Moja staruszka. Odpowiedziałem jej tym samym po czym pocałowałem ją w dłoń.
  Przypomniały mi się lata spędzone razem z [imię]. Kiedy to biegaliśmy po łące co chwilę wywracając się przez śmiech, którym się krztusiliśmy. Albo majowe wieczory kiedy tańczyliśmy w deszczu zatracając się w sobie... Czas leci nieubłaganie szybko, nigdy bym nie powiedział, że to już pół wieku razem.
  Lata mijają, ludzie się zmieniają, a człowiek pragnący pieniędzy jest w stanie zniszczyć wszystko co stanie mu na drodze.  Życie staje się coraz cięższe, przez to, że te czasy są takie okrutne. Widać to na każdym kroku, ale jedno jest pewne. Taki mały promyczek szczęścia, który rozświetla życie w melancholii. Miłość. Ona była, jest i będzie. Najpiękniejsza, tak jak ty. 

~*~
Hej kochani! :) Ostatnio naszła mnie wena i napisałam takie coś! Nie wiem jak mam to ocenić, więc zostawiam tą rolę wam :) Jest jeszcze jedna sprawa, ostatnio w życiu prywatnym mam coraz więcej problemów i nie wiem czy wyrobię swoją normę za lipiec, a kto wie może sierpień, przepraszam. Po prostu wiecie... kłopoty, kłopoty i jeszcze raz kłopoty. Zrobię wszystko, stanę na głowie by napisać, obiecuję i mam nadzieję, że się nie obrazicie :)
nevermind. 

7 komentarzy:

  1. Boski imagin *.* Kocham

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzruszyla sie.. jest cudowny xx
    I trzymaj sie kochana ;*

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  3. Imagin piękny...
    trzymaj się<333

    Zapraszam przy okazji;
    http://najlepszepolskieimaginyonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. O ile się nie mylę to dzisiaj nie wolno nam dodawać imaginów... ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. O ja cie nie moge!!! Leze poprostu brak slow :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3