poniedziałek, 15 lipca 2013

Five Hundred Fourty

Pomysł

- Nie Zayn, to koniec. Mam dosyć twoich całonocnych imprez i całodobowych kaców. Przykro mi - powiedziałam, po czym pociągnęłam za rączkę walizki. Czułam, jak do oczu napływały mi łzy, jednak to koniec. Tak po prostu? Za każdym razem to samo. Kładę się spać, on wychodzi, budzę się, narzeka na głowę i tłumaczy się. Zdradzał mnie nie raz. Jednak to były tylko (lub aż?) pocałunki. Każdy popełnia błędy, prawda? Jednak Zayn już wyczerpał limit.
There's nothing left, I used to cry. My conversation has run dry. That's whats going on, nothings fine I'm torn. I'm all out the faith, this is how I feel.
I'm already torn, torn, ohh.
Wyszła, tak po prostu wyszła. Zostawiła mnie, poczułem się jak palant - poniekąd nim byłem. Poniekąd? Kogo ją oszukuję? Byłem nim w stu procentach, nie doceniłem [T.I], a to tylko ich skutki. Zasłużyłem, ale dlaczego ona nie dała mi szansy tego naprawić? "Dała Zayn, dała" - odezwał się cichy głos w mojej głowie - "i to nie raz". Co powinienem zrobić? Już wiedziałem, została tylko ta opcja. Nic więcej, ostatni ratunek. Oby się udało...
~*~
- Trzysta pięćdziesiąt funtów - powiedziała kasjerka, pakując wszystkie zakupione przeze mnie rzeczy. To był ten dzień. Tylko wtedy miałem szansę ją odzyskać. - Dziękuję, miłego dnia.
- Nawzajem, do widzenia - mruknąłem pod nosem i wyszedłem. W ręku trzymałem torby, natomiast w drugiej, wolnej ręce, telefon.
Wybiła godzina czternasta, [T.I] już skończyła pracę. Jak zwykle była w Claire's. Moja mała zawsze miała obsesję na punkcie biżuterii. Wszedłem, udając się do regału z bransoletkami. Cały sklep był urządzony nowocześnie. Beżowe regały idealnie współgrały z ścianami w kolorze kawy z mlekiem, jednak cały urok odbierało zbyt duże oświetlenie. Nigdy nie byłem fanem jasności.
Była tam, przegląda najnowszy towar. Wziąłem głęboki wdech, po czym podszedłem do niej. Dziewczyna miała nie wyraźny wyraz twarzy, lekko zmieszany.
- Co robisz w Oxfordzie? - zapytała, odciągając wzrok od półek.
- Jestem przejazdem.
- Och, prowadzisz? Nie jesteś pijany? - W jej głosie wyczułem ironię, myślałem, że każdy by wyczuł.
- Jak widać, nie - odpowiedziałem, po czym głośno westchnąłem. - Pójdziesz ze mną na chwilę? Chcę ci coś pokazać.
- Co? Nowe malinki, lub zakupioną maszynę do...
- Przestań tak rzucać ironiami! - warknąłem nie miło, czego od razu żałuję. - Przepraszam... Idziesz?
- Nie.
- [Zdrobnienie T.I]... Chodź proszę, chcę coś dla ciebie zrobić.
- Nie chcę niczego od ciebie.
- Mała, wiem, że masz do mnie żal, ale proszę.
- Pewnie będę żałować, ale co mi szkodzi.
Cała [T.I]... Zawsze mówiła niezrozumiale. "Pewnie będę żałować, ale co mi szkodzi" - masło maślane. Robiła to specjalnie, żeby wprowadzić człowieka w zakłopotanie. Ale ucieszyłem się, przynajmniej mój plan miał szansę się sprawdzić. Oby.
"Źle robisz Zayn, źle" - podpowiedział mi cichy głosik.
Otworzyłem drzwi do samochodu, aby dziewczyna mogła usiąść. Sam usiadłem za kierownicą, odpalając pojazd. Zatrzasnąłem drzwi, na wszelki wypadek, gdyby mała próbowałaby wysiąść. Zayn also known as porywacz, hm? Włączyłem radio, w którym leciała piosenka "Under". Zawsze lubiłem piosenki tego typu.
Don't bury me, don't let me down.
Don't say it's over, 'cause that would send me under.
Underneath the ground, don't sat those words. I wanna live...
Nieświadomie zacząłem nucić piosenkę i wpatrywać się w moją małą. "Kieruj Zayn, kieruj" skąd ten głos w mojej głowie? Zaczynał mnie denerwować.
- Śpiewasz lepiej, gdy nie jesteś napity - powiedziała [T.I], po czym lekko się uśmiechnęła. - Ogólnie zachowujesz się lepiej. Lubię, kiedy nie pijesz. Jesteś inny.
- Co oznacza, że...
- Nie, nie wrócę do ciebie. - Skubana, zawsze potrafiła czytać mi w myślach. Ale dlaczego nie powiedziała "tak"? Chociaż może się to jeszcze zmieni.
Bo zna Zayna numer jeden, i mrocznego Zayna numer dwa.
Skręciłem w prawą przecznicę, co sprawiło, że znaleźliśmy się w Londynie. Po pięciu minutach dojechałem do mojego domu i zaparkowałem na podjeździe. Oznajmiłem małej, żeby poczekała, ponieważ chciałem otworzyć jej drzwi. Zrobiłem to, jednak ona mnie kompletnie olała i wyszła z pojazdu. Lekko i bezradnie wzruszyłem ramionami.
- I po co mnie tu przywiozłeś?
Złapałem ją za rękę, jednak ona od razu ją odtrąciła, jakbym był chory na zakaźnego wirusa. Cicho westchnąłem i otworzyłem drzwi do domu. Pozwoliłem jej przejść pierwszej. Szarmancki Zayn. Ściągnąłem buty i odłożyłem portfel oraz klucze na szafkę.
- Chodź do góry - powiedziałem, ignorując jej pogardliwe spojrzenie. [T.I] lustrowała cały dom wzrokiem, zauważyła, że odkąd się wyniosła, dużo się zmieniło w środku. Zniknęły kolorowe obrazy, których miejsce zastąpiły czarne firanki. Na blatach osadziła się spora warstwa kurzu, na którą malutka miała uczulenie. Miałem nadzieję, że miała przy sobie lekarstwa, bo do apteki fatygować się nie miałem ochoty.
~~~
Gdy przekroczyłam próg mojego dawnego pokoju, wiedziałam, że coś się stanie. Chociażby atak mojej - ostatnio mocnej - alergii, praktycznie nie rozstawałam się z lekami i inhalatorem. Całe pomieszczenie zostało diametralnie odmienione, nie tyle co ze względu na kolory, ale również brak jakichkolwiek rzeczy. Poza łóżkiem, drewnianym krzesłem, kilkoma książkami i paroma ubraniami, które zostawiłam u Zayna, nie było nic. Oczywiście wykluczając drzwi do łazienki. Jednakże czy one... były zaklejone taśmą? Zdezorientowana odwróciłam się w stronę Zayna, który stał we framudze drzwi. Oczekiwałam wyjaśnień, o co mu chodziło.
- Cóż, usiądź na krzesło. - Wskazał palcem na drewniany przedmiot, spod którego wystawała pleśń. Świetnie, już mnie nos swędzi, pomyślałam. Nie chcąc się z nim kłócić, usiadłam. Chłopak zajął miejsce tuż obok mnie, czyli na łóżku. - Nie chce góra przyjść do Mahometa, więc Mahomet musi przyjść do góry - sapnął.
- O co ci cho...
- Ćśś - ułożył palec na moich ustach, w geście "zamknij się, chyba, że wolisz dostać z pięści w policzek" - teraz ja mówię. Prosiłem cię tyle razy, błagałem, oczekiwałem cudu... Teraz trzeba wziąć sprawę w swoje ręce. Dopóki nie zrozumiesz, że to ja - wskazał na siebie palcem, dając nacisk na "ja" - jestem twoim jedynym, zostaniesz tu.
- Uderzyłeś się w łepetynkę? - zaprotestowałam, wstając.
- Siadaj szmato - wykrzyknął, popychając mnie na krzesło. Spod łóżka wyciągnął linę, na samy widok zaczęłam drgać. Po jaką cholerę ja do niego przyjechałam?!
- Zginiesz w pudle - syknęłam, wiercąc się na różne boki, aby nie pozwolić mu się związać.
- Chyba nie chcesz zginąć tu, prawda? Więc lepiej siedź spokojnie i rób, to co każę.
- Kpisz sobie, prawda? - Zaczęłam się śmiać, próbować się wyrwać. Niestety Zayn zrobił ostatni supeł, co oznaczało jedno, zostałam uwięziona.
- Nie kotku - powiedział. Podniósł na mnie rękę, na co moje źrenice poszerzyły się do rozmiaru pięciozłotówki.
- Nie zrobisz tego. - Niepotrzebnie go podpuściłam, ponieważ chwilę później poczułam ostre pieczenie na policzku, spowodowane mocnym uderzeniem. Nie mogłam płakać, nie chciałam mu pokazać słabości. Spojrzałam się na niego pogardliwie, zaciskając wargi i kręcąc głową z dezaprobatą. Najgorsza była świadomość tego, że nie mogłam się złapać za miejsce bólu. Byłam praktycznie unieruchomiona. - Malik, jesteś okropny.
- Morda - wykrzyknął. - O dwudziestej przychodzę do ciebie, pójdziesz się umyć, a potem coś razem porobimy.
Przeklęty Malik. Jedyne czego pragnęłam, to widzieć jego na moim miejscu. Jego, cierpiącego. Jego, z prawdopodobnie sinym policzkiem. Jego, z odciskami sznuru na rękach, nogach i brzuchu. Jego, cierpiącego.
Siedząc, zauważyłam, że naprzeciwko mnie wisiał zegar. Z jednej strony ucieszyłam się, ponieważ mogłam wiedzieć, ile czasu mi zostało na wymyślanie ciętych ripost, czyli operacja, jak doprowadzić Malika do szału. Jednakże z drugiej strony chciałam, aby został on zdjęty. Czas mi dłużył się jeszcze bardziej. Co chwilę spoglądałam na szare ściany, czując, jak mój nos coraz bardziej się zapychał. Bez przerwy kichałam, miałam już tego dość.
Godzina dwudziesta, teraz tylko wyczekiwać Zayna, pomyślałam. Gdyby tylko sznury były mniej szorstkie, wytrzymałabym. Niestety, szczerze mówiąc, byłam bliska łez. Alergia coraz bardziej dawała o sobie znać, przez co zaklinałam w myślach mojego oprawcę. Natomiast, gdy już chciałam wypuścić z siebie wszystkie smutki, usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi. Cóż, tym kimś na pewno był Zayn, a jak się po chwili okazało, wcale się nie myliłam.
- No proszę, jaki punktualny - sarknęłam.
- Idziesz się myć, przecież nie mogę pozwolić, żeby taka ładna buźka była brudna. - Puścił do mnie oko, po czym położył swoją dłoń na moim policzku. Brzydziłam się go, chciałam odsunąć twarz, lecz wiedziałam, że Zayn był nie obliczalny, wolałam tego nie robić. - Ups, troszkę ci się policzek zarumienił. A nie, to tylko siniak na pół twarzy.
- Nie przeginaj Malik.
- Pozwoliłem ci się odezwać? - Ponownie uderzył mnie w miejsce bólu, co sprawiło, że z oka wypłynęła pojedyncza łza. Już otwierałam usta, żeby mu wypomnieć jaki był kiedyś, powiedzieć mu, że w ogóle się nie zmienił, kiedy on mi przerwał. - E e e! Nie odzywaj się. A teraz - jednym, sprawnym ruchem ręki odwiązał sznury - lecisz się myć. W tej chwili, masz równe pięć minut i ani sekundy więcej.
Trzymając mnie za rękę swoim diabelsko szorstkim uściskiem, zaprowadził do łazienki, wcześniej zdjąwszy taśmę z drzwi. Dosłownie wepchnął mnie do ciasnego pomieszczenia, z którego unosił się okropny zapach. Gdy tylko wyszedł, zrzuciłam z siebie wszelkie ciuchy i pocierając obolałe miejsca na ciele, weszłam pod prysznic, zasłaniając kotarę. Odkręciłam kurki i westchnęłam, gdy ciepła woda spłynęła strumieniami na moje spięte ciało. Jak najszybciej potrafiłam spłukałam swoją twarz i swędzące oczy. Następnie nałożyłam na ciało przeróżne szampony, których akurat, o ironio, nie brakowało. Totalnie zapomniałam o tym, że powinnam się spieszyć, co miało swoje skutki...
Do łazienki wszedł Zayn, przez co stuknęłam się w czoło o regał, na którym były ustawione szampony. Przez prawie przezroczystą kurtynę widziałam jego sylwetkę, co zmusiło mnie do płaczu. Przerastało mnie to coraz bardziej. Ta cała sytuacja była... chora. C H O R A.
- No ślicznotko, wychodzimy - powiedział.
Chłopak odsłonił kurtynę, co skutkowało tym, że... stałam naprzeciwko niego całkiem nago. Niewiele myśląc, odkręciłam kurki tak, aby wręcz wrzątek lał się ze słuchawki. Na początku poraniła ona moje stopy, lecz jak najszybciej zwróciłam ją w stronę Zayna. Ten zaczął klnąć, wydzierać się na mnie, po czym wybiegł z łazienki. Dopiero wtedy poczułam ból, przecież stałam w prysznicu, gdzie roiło się od wrzątku. W całym pomieszczeniu unosiła się para, przez którą zaczęłam się dusić. Szybko wyszłam i owinęłam swoje ciało ręcznikiem. Założyłam czyste ciuchy i nie pewnie, lecz dumnie opuściłam łazienkę. Za rogiem stał Malik.
- Pożałujesz tego szmato - powiedział, łapiąc mnie za nadgarstki.
- Powtarzasz się - prowokowałam go ze znudzeniem. Co prawda, nie powinnam tego robić, no ale cóż... Taka moja natura, a Zayn swoim zachowaniem zmuszał mnie do takich, a nie innych odpowiedzi.
Rzucił mną o łóżko, sprawiając, że uderzyłam się o kant mocarnego przedmiotu. Syknęłam z bólu, a jedyne co później zapamietałam to... ciemność.
Obudziłam się, bodajże, kolejnego dnia. Moja głowa pękała z bólu, a sytuacji nie poprawiały sznury zawiązane na moich szczupłych nadgarstkach. Do tego cholerny ból w intymnym miejscu. Wolałam nawet nie wiedzieć, co poprzedniego wieczoru się ze mną działo. Miałam ochotę uciec i zapomnieć o tym wszystkim. Zaczęłam przeklinać pod nosem, próbując się uwolnić. Niestety na marne. Liny były zawiązane jeszcze mocniej, niż poprzedniego dnia. Na domiar złego, tym razem nie byłam na krześle, byłam... pod prysznicem. Zdezorientowana spojrzałam w bok, gdzie zauważyłam... tak, jego.
- Poparzyłaś mnie wczoraj - syknął. Swoimi oczami przenikliwie zapisywał w pamięci moje ciało, jakby za chwilę miałoby go zabraknąć. - Jesteś piękna, kiedy się boisz - zaśmiał się - ale jeszcze piękniejsza, gdy krzyczysz.
- O co ci znowu chodzi?
- O to, że teraz twoja kolej - szepnął mi wprost do ucha, po czym odkręcił kurki wody. W moich oczach na pewno widział przerażenie, ponieważ zaczął się śmiać. Po chwili spływała po mnie gorąca woda, parząca moje całe ciało. Podczas gdy ja byłam ledwo przytomna, on wygłaszał swój monolog. - Ktoś dał cynka, że zaginęłaś, już piszą w internecie, że są podejrzenia na byłą gwiazdę popu, która ma problem z alkoholem. Pewnie zaraz przyjadą...
- Zayn! To boli! Przestań! - Dusiłam się swoim płaczem.
- Nie odzywaj się, jasne? Zaraz pewnie przyjadą, ale wiedz, że mimo wszystko cię kocham. Robiłem to dlatego, że chciałem, żebyś była ze mną. Myślałem, że zrozumiesz. Ale jednak zrobiłem to w zły sposób. Pewnie przyjadą i mnie zakują na dobre. Przecież wiesz, że cię kocham, chcę dla ciebie dobrze. Może się domyślasz, co się wczoraj działo, chcesz żyć z tą świadomością? - Zakręcił kurek, a ja czułam, że za chwilę zemdleję. Coraz gorzej przetwarzałam jego wypowiedziane słowa. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. - Pytam się, czy chcesz żyć z tą świadomością?
- Za-a-ayn, ja... ja chy-y-ba... - jąkałam się.
- Słucham? Słyszę, że wolisz umrzeć. - Zaśmiał się, spoglądając prosto w moje oczy. Osłabiona i obolała pokręciłam przecząco głową. Znowu poczułam ogromny ból, ciemność, krzyki... policjantów?
~*~
Pik, pik, pik.
Ugh, znienawidzony dźwięk przeze mnie. Nigdy nie lubiłam szpitali. Dopiero po chwili skojarzyłam fakty i przestraszona usiadłam do pionu. Od razu tego pożałowałam, ponieważ zaczęło mi się kręcić w głowie. Delikatnie otworzyłam oczy, pokazał mi się obraz mojej zatroskanej mamy. Natomiast moje ciało było "przyozdobione" milionami opatrunków. W dłoni miałam wbity weflon, nie liny, weflon.
- Już dobrze kochanie... - W moje poranione ciało wtuliła się mama. - Zayna nie ma tu, jest w areszcie. Nic ci nie grozi.
To teraz tylko przyzwyczaj się do myśli, że zostałaś brutalnie wykorzystana, [T.I], pomyślałam, masz nauczkę, żeby nie ufać ludziom, są nieobliczalni.
Przepraszam za błędy, ale zależy mi na czasie, ponieważ pakuję się nad morze. Cóż, nadmorski klimat zawsze mi dodaje weny, więc coś pewnie tam skubnę. Nie wyszedł taki, jak chciałam, ale też nie jest zły. Chyba XD Pozdrawiam wszystkich czytelników i autorki. Xx

16 komentarzy:

  1. Jej pierwsza :>
    Super imagin, Zayn z roli świra *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. wow, zawiało horrorem :D brutalnie, nie powiem, ale takich imaginów też tu potrzeba, a poza tym dawno tu nic nie było, więc dzięki wielkie za to, że dodałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Więcej z Zaynem i więcej takich brutalnych

    OdpowiedzUsuń
  4. :oooo mega *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham takie klimaty *___*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju, a myślałam, ze nie lubię takich imaginów :)) x Świetny xx
    Pozdrawiam, Paula K.

    OdpowiedzUsuń
  7. Najlepszy ♥
    W życiu się nie spodziewałam, że on ja porwie, kocha złego Malika ♥
    Gratuluję talentu i wyobraźni! :D
    Oceniłabyś moją pracę? leeetmeloveyou.blogspot.com
    Ściskam
    xoxo
    Kiyoko

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię Twoją twórczość i wg, ale co TO było? ; o nie żeby było złe, bo mi się podobało, ale... pierwszy raz takie coś czytałam. A miałam nadzieję na szczęśliwe zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
  9. oo ja pierdziele ! kompletnie nie spodziewałam sie takiego imagina ! ii..podoba mi sie :D dlaczego ? no bo jest kompletnie inny od pozostałych. przerazona, czytałam go :)

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  10. No,no,no ! Super!
    Szkoda, że nie będzie kolejnej częściii.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zayn jako wariat hah <3 megaa ♥

    http://alwaysclosetou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny i ciekawy imagin. Jednak z dwoma czasami. Wmieszałaś tu teraźniejszy, co ujmuje tej pracy. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3