wtorek, 27 sierpnia 2013

Five Hundred Seventy

Jeden oddech. Drugi oddech. Trzeci oddech. Nawet nie zdaje sobie sprawy kiedy telefon z hukiem spada na panele, po uderzeniu w ścianę. Co jak, co ale siłę kiedy jestem zdenerwowana to mam. Jak On się dowie, o tym samym o czym ja przed chwilą, to nie zostanie mi nic innego, jak kamień do szyi i do Tamizy. Chociaż wtedy życia pozbawię nie tylko siebie ale również dzieciątko za które teraz jestem odpowiedzialna. Dziecko w tak młodym wieku jest nam niepotrzebne, będzie tylko problemem, nie tyle dla mnie co dla Niego. Kiedyś ktoś mądry powiedział mi,że decyzję podjęte spontanicznie są najlepsze, tak jest właśnie teraz. Wrócę do domu. Ucieknę jak ten pieprzony tchórz, jak najdalej od Niego. Zostawię list, skłamię, cokolwiek. Byle by nie dowiedział się o dziecku. Jakaś nagroda należy się osobie która wymyśliła internet. Dziesięć minut i bilet samolotowy zarezerwowany. Wszystkie pierdoły które były w mieszkaniu Harrego spakowane, byle jak, byle było. List, teraz ostatnie słowa, których nigdy nie mogłabym powiedzieć mu w twarz.

Kochany Harry!

Tak, dobrze, kochany chociaż również mogłabym użyć drogi. Chcę wyjechać Źle ja muszę wyjechać! Nie pytaj czemu, i tak Ci nie powiem. Czuję , nie ja to wiem, że mnie znienawidzisz, jednak wiedz,że to dla Naszego, nie dla Twojego dobra. Nie szukaj mnie, bo mnie nie znajdziesz. Wiem, to. Ja sama nie wiem gdzie będę i dlaczego. Nie bój się, nie zdradziłam Cię ani w moim życiu nie pojawił się nikt inny, chyba? Wiedz,że zawsze będę Cię kochać,. Mam nadzieję,że ułożysz sobie życie na nowo. Ostatnie wspólne lata były będą najlepszymi w moim życiu. 


Kocham i całuję, [T.I]!

Chwyciłam rączkę walizki, spoglądając na kartkę leżącą na stoliczku. Na pewno ją zauważy, zawsze jak wracał do domu, otwierał puszkę Coli i zasiadał przed telewizorem kładąc nogi właśnie na tym stoliczku. Tak bardzo będę tęsknić Harry, ale nie mogę inaczej. Kocham. Szepnęłam w pustą przestrzeń, idealnie wysprzątanego mieszkania. Zamówioną taksówką dojechałam do lotniska. Czarne okulary oraz bluza pomogły mi dostać się do kasy bez poznania przez żadną fankę zespołu w którym członkiem był mój narzeczony. Były narzeczony. Z odebranym biletem ruszyłam ku odprawie, by udać się do samolotu. Kierunek, dom. Cel, pozwolenie na spełnianie dalszych marzeń Harrego. 

***

Zapłakaną z lotniska odebrała mnie rodzicielka. Dopiero w samolocie, zdałam sobie sprawę,że jednak może źle postąpiłam. Może trzeba było mu powiedzieć a nie uciekać jak ten ostatni tchórz ? Jednak teraz jest za późno no jakiekolwiek gdybanie. W samochodzie, w drodze do rodzinnego domu włączyłam komórkę, 36 połączeń od Harrego i dwa razy tyle wiadomości. Korzystał chyba również z telefonu Zayna i Louisa, gdyż od nich też były połączenia. Trzymane w dłonie, zastępcze urządzenie, niczym nie przypominające Iphona, rozdzwoniło się. Harruś<3. Szybko rozłączyłam połączenie wyłączając przy tym złoma. 
-Powiesz mi co się stało ? Pokłóciłaś się z Harrym ?-spytała rodzicielka patrząc prosto na drogę. 
No tak, ona również pokochała Harrego, już od pierwszego spotkania. Nawet ślub już planowała od dwóch lat. 
-Jestem w ciąży-wyszeptałam patrząc na nią-uciekłam. Mamo Harry nie może się dowiedzieć, rozumiesz ? Nigdy. 
Kiwnęła tylko głową, zaszokowana,że rozumie. Mam nadzieję,że spełni moją prośbę.

***

-Harry, nie wiem gdzie ona jest-stałam i przysłuchiwałam się rozmowie, trzymając się z brzuch. Coraz bliżej rozwiązania. Coraz więcej kłamstw.-Od ośmiu miesięcy nie miałam z nią kontaktu, wiem tyle co Tym że wyjechała. Tak jak będę coś wiedzieć, dam Ci znać. Trzymaj się.
Mama odłożyła słuchawkę patrząc na mnie z wyrzutami. Za każdym razem obdarowywała mnie takim spojrzeniem, kiedy tylko kończyła z nim rozmawiać. Sama na zdjęciach w internecie widziałam co zostało z tego człowieka. Prasa oraz fanki nie zostawiały na mnie suchej nitki a sama dziękowałam Bogu,że jeszcze nikt nie poznał mnie w Polsce. Na coś w końcu pomogła zmiana koloru włosów i stylu. A jeszcze pomogła mi przy tym ciąża i te kilkanaście przybranych kilogramów.
-Wiem,że źle robię ale przejdzie mu. Zakocha się-spojrzałam na matkę. 
Czułam się jak gówniara, która coś zbroiła a teraz unikała karcącego wzroku rodzica. W sumie zmajstrowałam, dziecko. 
-Tak kocha się tylko raz córeczko-zgarnęła mi włosy za ucho-ale przekonasz się o tym sama,że od tego nie uciekniesz.
-Mamo, przestań-jęknęłam czując ruch mojej córeczki. 
Tak będę mieć córeczkę. Po cichu liczę,że odziedziczy po swoim tatusiu, zielone oczy oraz kręcone włoski. 
-Taka prawda skarbie-skierowała się do kuchni. 
Sięgnęłam po pilota od telewizora a moim ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz.
-Mamo, chyba się zaczęło-jęknęłam łapiąc się za brzuch. 
Dzięki trzeźwemu myśleniu mamy, szybko znalazłam się w szpitalu, gdzie od razu trafiłam na porodówkę. Tak jak było ustalane na wizytach kontrolnych, mała Caro przyszła na świat przez cesarskie cięcie. Teraz do szczęścia nic mi już nie brakowało. Oprócz Harrego.

***

-Co Ty jesteś taka podekscytowana ?-spytałam się przyjaciółki kiedy Caro po nakarmieniu grzecznie usnęła. Od półtora roku jestem samotną matką, z własnym dwupokojowym mieszkaniem znów w Londynie, gdzie nikt mnie już nie pamięta. W czasie kiedy ja pracuję jako projektantka i stylistka, moją córeczką zajmuję się właśnie Rill.
-Mówiłam,że cieszę się że wróciłaś znów do Anglii ?
-Przyznaj się, brałaś coś!
Zaśmiałyśmy się tak,żeby nie obudzić Caro mającej drzemkę po spacerze. Dziękuję Bogu,że nie spotkałam go jeszcze ani razu. Dał sobie spokój z telefonami do mojej mamy. Z prasy dowiedziałam się,że przez jego łóżku musiało przewinąć się już około setki dziewczyn ale żal o to mogłam mieć tylko do siebie. Nikt nie wiedział kto jest ojcem małej, nawet Rill. W akcie urodzenie w rubryce rodziców było ojciec nieznany i tak zostanie. 
-Ja jutro mam spotkanie z jakimś zespołem. Będę ich główna stylistką, zajmiesz się mała ?-zwróciłam się do niej
-Czy ja Ci kiedyś odmówiłam pomocy przy tym cukiereczku ?-zaśmiała się.

***

-To przyjdź z nią po spacerze, adres znasz-zaśmiałam się do telefonu-nie mam z nikim później żadnej randki, wiesz przecież,że mężczyźni uciekają jak się dowiadują,że mam dziecko-Ril po drugiej stronie wybuchnęła śmiechem.
-Znajdziesz tego księcia który pokocha i tą kruszynkę.
-Mi samotność nie przeszkadza-skłamałam-a teraz wybacz, wchodzę. Pa-rozłączyłam się i bez pukania weszłam do garderoby nie zwracając uwagi na nazwę zespołu z którym będę współpracować. Bo gdybym zerknęła to pewnie uciekłabym gdzie pieprz rośnie jak nie jeszcze dalej. Tyle czasu udało mi się ich uniknąć aż tu los płata mi takie psikusy. W lusterku odbijały się tak dobrze znane mi oczy. Ich właściciel zajęty był prowadzeniem konwersacji ze swoim przyjacielem, z którym nawet skażany był o romansik. Pozostała trójka zajęta była grami na przenośnych konsolach. Innymi słowy, nic się nie zmienili mimo upływu prawie upływu trzech lat. 
-Witam-starałam się zmienić jakoś swój głos, choć wiedziałam,że i tak mnie nie rozpoznają-będę waszą nową stylistką.
Ciekawe w sumie czemu Lou zrezygnowała ze współpracy z nimi. Jak na komendę ustawili się w szeregu.
-Jestem Harry-na dźwięk jego głosy nogi się pode mą ugięły a ciało przeszedł dreszcz.
-Znam was-weszłam mu w zdanie-każdy was zna.-przygotujemy odpowiednie stroje na dzisiejszy koncert oraz najbliższe spotkania. 
-Czy my się może nie znamy ?-wypalił nagle Irlandczyk zajadając batona.
-Nie wydaje mi się-skłamałam nie patrząc im w oczy. 
Odwróciłam się i zaczęłam przechadzać między wieszakami. Starałam się unikać jakichkolwiek kontaktów z Harrym. Prawie dla wszystkich miałam już skompletowane zestawy. Po trzy na głowę, z Harry był największy problem, wszystko co mu proponowałam, negował widocznym grymasem na twarzy.
-To do jasnej cholery wybierz sobie sam-rzuciłam biała koszulą prosto w jego twarz.
-Ril uspokój się-tak przedstawiłam im się jako przyjaciółka, nie mogłam użyć swojego imienia, na pewno by mnie poznali. Odetchnęłam głośno, starając się jakoś uspokoić. Harry sam zaczął grzebać w ciuchach aż w końcu sam sobie coś znalazł.
-Uważasz,że to odpowiednie ?-spytałam patrząc a trzymaną przez niego marynarkę, granatową marynarkę! Uwielbiałam go w tym właśnie ciuchu o tym właśnie odcieniu! W identyczna ubrany był w wieczór kiedy mi się oświadczył.
-Tak, to przypomina mi o [T.I]-odezwał się wpatrując zbyt długo w moje oczy.
-Na dziś to tyle, widzimy się w dzień koncertu, chłopaki-machnęłam do nich ręką i wyszłam z garderoby, dziękując Bogu za to,że mnie nie poznali. Jednak szczęście mnie nie opuszcza a modlitwy przynoszą efekty.

***

-Harry, w tej chwili masz iść na makijaż-krzyknęłam do chłopaka siedzącego z telefonem na kanapie. 
Dowiedziałam się,że Lou musiała odejść, gdyż spodziewa się drugiego dziecka z którym by chciała trochę pobyć w domu a nie tak jak z Lux. Już tydzień odkąd współpracuję z One Direction i do tej pory udało mi się zachować swoją prawdziwą tożsamość w tajemnicy. 
-Harry mówię do Ciebie-szturchnęłam go lekko w ramię.
Każdy oprócz niego był już gotowy a zostało im tylko jeszcze 30 minut do wejścia na scenę! Upominałabym go dalej w towarzystwie wzroku reszty zespołu gdyby nie to,że do dużego pomieszczenia wparował ich manager prowadząc Ril wraz z moją córką na rękach. Słowo daję,że serce stanęło mi na dobre parę sekund. 
-Ri ta pani do Ciebie-moja przyjaciółka otworzyła szeroko buzię za zdziwienia jednak nic się nie odezwała-Harry w tej chwili do makijażystów-ryknął przy okazji na chłopaka. Caro przestraszyła się jednak nie wybuchnęła głośnym płaczem, a Styles podreptał w końcu do tych pieprzonych charakteryzatorów!
-Co się stało ?-podeszłam do przyjaciołki odbierając pobudzoną dziewczynkę/
-Musze jechać na uczelnię, przepraszam-jęknęła Ril-przyjadę po nią jak najszybciej. 
Wystrzeliła nim zdążyłam się cokolwiek odezwać. Mała zaczęła się bawić moim kucykiem głośno się przy tym śmiejąc.
-Fajne dziecko-podszedł do niej Louis robiąc śmieszne miny-nie podobna do tej pani.
-Bo to nie jej-odpowiedziałam siadając z nią na kanapie.Caro przyglądała się z uwagą twarzą chłopaków siedzących po przeciwnej stronie.
-Mnie tam kogoś przypomina tylko nie wiem kogo-podrapał się po głowie Irlandczyk-ale nie mam pojęcia kogo.
-Znajome oczy-jęknął Zayn-idę zapalić.
-Nie idziesz-do pomieszczenia wparował Paul-macie wywiad.
Z głośnym jękiem opuścili garderobę. Jak wrócą małej już nie będzie i przestaną o niej rozmawiać. 
W czasie przerwy kiedy zmieniali ciuchy pojawiła się Ril odebrać małą, która bujała się w dźwięk muzyki. Wyszłam a korytarz chcąc spokojnie porozmawiać z przyjaciółką i obiecać,że wszystko wyjaśnię jej w domu. 
-Dobrze [T.I] możesz mnie udawać-zaśmiała się zapinając małej czapkę-w sumie niezłe ciacha, może skusisz się na któregoś ?
-Oszalałaś ? Idź już-pchnęłam ją-widzimy się za parę godzin.
Odwróciłam się na pięcie i zderzyłam się z kimś wysokim.
-Tak długo Cię szukałem [T.I]-szepnął poszkodowany przeze mnie Harry.
Odsunęłam się od niego i spojrzałam na jego twarz na której malowało się zaskoczenie. Deską ratunku okazał się dzwonek oznajmiający koniec ich przerwy i powrót na scenę.
-Pogadamy później-ostrzegł mnie i pobiegł do swoich przyjaciół. 
Zaszokowana, zdenerwowana i mega wkurwiona wbiegłam do garderoby i zabrałam w pośpiechu swoje rzeczy.Nie mogę tu dłużej przebywać, jak najszybciej muszę się wynieść, 

***

Kartę telefoniczną połamałam i wyrzuciłam jeszcze w czasie powrotu do domu. Ril stwierdziła,że jestem idiotką uciekającą przed miłością. Jestem. Mała spała a ja na kanapie przeglądałam zdjęcia z czasów związku z Harrym. Wszystko miałam schowane na pamiątkę w kartonowym pudełku pod łóżkiem. Popijając przy tym swoje ulubione wino, pozwalałam by łzy swobodnie spływały po moich policzkach. Moje 
chwile, popłakiwania w lekkim alkoholowym upojeniu przerwał intruz dobijający się do drzwi. Przysięgam,że jeżeli jest to sąsiad z prośbą o pożyczenie szklanki cukru, to zrzucę go ze schodów. Jeszcze nie oddał mi pozostałych pięciu! Rzucając za siebie zdjęcia podeszłam otworzyć drzwi.
-Nie pożyczam już panu nic-odezwałam się nie patrząc nawet kto to.
-Przyszedłem odebrać swoje serce-usłyszałam odpowiedź a moje serce podeszło mi do gardła. 
-Harry-szepnęłam.
-Może mnie wpuścisz ?-upomniał się patrząc na przymknięte drzwi-nie chcę rozmawiać na korytarzy. 
Uprzejmie wpuściłam go do swojego mieszkania, w którym panował teraz totalny burdel spowodowany porozrzucanymi wspomnieniami. Jak na złość musiał schylić się po jedno.
-Nie brakuje Ci tego ? Nie brakowało ?-nawet na mnie nie spojrzał tylko podnosił jedno po drugim-myślałem,że...że.
-Harry-szepnęłam bliska płaczu.
-Tak cholernie Cię kochałem! A Ty ? Wyjechałaś zostawiając po sobie głupi list-rzucił mi wspomnianą kartkę pod nogi-czułem się jak śmieć! Nadal się czuję. 
-Harry ja nie chciałam-podniosłam papier
-Powiedz mi tylko dlaczego ? Napisałaś,że nikogo nie masz, ale skąd to dziecko ?
-Nie mogę, przepraszam-pokręciłam przecząca głową.
-Powtórzę pytanie, dlaczego mi nie powiedziałaś,że to moje dziecko?!-krzyknął aż sama ze strachu podskoczyłam. 
-Nie drżyj się! Nie muszę się tłumaczyć!
-Powiem jaśniej, albo mówisz mi teraz albo widzimy się w sądzie-spojrzał na mnie spod przymrużonych oczu. O nie, tak mnie straszyć nie będzie. 
-Proszę Cię bardzo, droga wolna-wskazałam głową na drzwi. 
Obrzucił mnie spojrzeniem ostatni raz i wyszedł trzaskając drzwiami. Ciche mieszkanie wypełnił głośny płacz dziecka. Tylko i wyłącznie mojego dziecka. 

***

Trzymając dużą kopertę wparowałam do zajmowanego budynku przez One Direction gdzie zazwyczaj mieli próby. Rozdygotana, zdenerwowana i wkurwiona do granic wytrzymałości, trzasnęłam drzwiami zwracając na siebie uwagę. 
-Masz w tej chwili wycofać pozew-warknęłam w kierunku Styles'a
-Ty sobie chyba ze mnie kpisz ?!
-To jest moje dziecko i nie pozwolę Ci mi go odebrać!
-Przypominam,że to również moje dziecko!
-Ktoś nam powie o co chodzi ?-pomiędzy naszą dwójkę wcisnął się Louis,zwracając do kumpla-Harry ?
-Wiecie kto to?-spytał kiwając na mnie głową.
-Ril-odpowiedzieli chórem.
-Nie-klasnął w dłonie ten sukinsyn którego kochałam, któremu oddałam serce-to jest [T.I]. A wraz z [T.I] spotkamy się w sądzie by walczyć o nasze dziecko-zgromił mnie wzrokiem.
-Pieprz się Styles. Chcesz wojny, będziesz ją miał-rzuciłam w jego stronę i opuściłam budynek.

***

Już czwarty raz siedzę w sali rozpraw z jednym z najlepszych prawników przy sobie. Harry ma drugiego. Wstrętna karykatura mężczyzny którego kochałam. To już nie ten sam człowiek, ie jest już czułym i delikatnym facetem, tylko zimnym i oschłym sukinsynem którego sama stworzyłam. Dziś po ostrej batalii usłyszymy wyrok, który mam nadzieję będzie bardziej przychylni mi, gdyż pani sędzie również jest samotną matką, którą porzucił facet jak dowiedział się,że jest w ciąży. 
-Na mocy prawa, orzekam, Caro [T.N] przejmuje nazwisko ojca i od dziś jest to Caro Styles.-na twarz Harrego wpełznął uśmieszek-dziewczynka do osiągnięcia pełnoletności będzie mieszkać z matką, ojcu przysługuje prawo do kontaktowania się córką oraz nakłada się na niego obowiązek płacenia 5 tysięcy funtów na utrzymanie dziecka. Kosztami postępowania obarcza się powoda. Na dziś to koniec, dziękuje.
Wraz ze swoim prawnikiem zadowolona wyszłam z sali.
-Dziękuje panu za pomoc-uścisnęłam jego dłoń.
-Cieszę się,że pomogłem. Polecam się na przyszłość-ucałował moją dłoń i oddalił się w kierunku gabinetu adwokackiego. 
-Wiesz,że to się nie musiało tak skończyć ?-spytał Harry podchodząc do mnie.
-Sam tego chciałeś-odsunęłam się od niego-jeżeli będziesz chciał się zobaczyć z małą, zadzwoń.
-My nie będziemy się spotykać ?
-Jeżeli to nie będzie konieczne, tylko i wyłącznie w sprawach Caro.
-Kocham Cię [T.I]-szepnął, znów był Harrym, moim dawnym kochanym Harrym.
-Za późno, zdecydowanie o kilka rozpraw za późno-odwróciłam się na pięcie zostawiając go samego w gmachu sądu. Będę go wymazywać ze swojego życia stopniowo. Będzie miał znaczenie tylko i wyłącznie ze względu na małą.

Wróóóóóciłyśmy! Cieszycie się ? Ja jestem cholernie podekscytowana, tyle się działo. Cieszę się nową dziewczyną Liama, cieszę się zaręczynami Zayna, i nadchodzącą premierą! Co do imagina, taki trochę popieprzony ładnie mówiąc, ale lepszy rydz niż nic, jak to mówią. Coś mojego przeczytacie pewnie dopiero we wrześniu, jak będę musiała wyrównać swoją normę, ze względu na naukę nie będę częstym gościem na komputerze ;c Dlateego życzę wam już teraz udanego ostatniego tygodnia wakacji!
Przepraszam za błędy

12 komentarzy:

  1. Matko Boska. Coś mi się wydaje, że wy wszystkie tu macie odrobinę talentu za dużo ^^
    Imagin cudowny, naprawdę :3 świetnie napisany, inny, takiego jeszcze nie czytałam. Zwykle happy end a tu niespodzianka - rozprawa w sądzie ^^
    Och Harry. Co żeś ty ciemna maso narobił? :/ teraz nie masz ani dziecka, ani byłej narzeczonej, która na końcu mogła być twoją żoną -.-'
    Bardzo się cieszę, że dziewczyny z mojego ulubionego bloga dalej będą go prowadzić! :) byłam, jestem i będę stałą czyteliczką :3 nie zawsze uda mi się skomentować bo często czytam w telefonie, ale teraz postaram się komentować prace, które mi się spodobają (czyt. wszystkie) ;)
    A co do wyglądu autorek - moim zdaniem wszystkie jesteście śliczne! *-* Wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju :3
    Pozdrawiam cieplutko :*


    http://i-love-you-vampire.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Spodziewałam się innego zakończenia, ale i tak jest nieziemski ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. supcio :) a moze jeszcze przed koncem wakacji skusisz sie na 2 czesc tego imagina ? :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. wow! to jest genialne! :) mogę liczyć na kolejną część? xx

    OdpowiedzUsuń
  5. oo matko znowu taki smutny ;c myslałam że sie ładnie skończy.. ale zrobiłas inny imagin, z innym zakończeniem, jest prześwietny i bardzo ciekawy xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeeejku jakie to jest ahh no nie wiem jak to napisać/powiedzieć. Kocham poprostu :*

    ~Mellody

    OdpowiedzUsuń
  7. aaaaa! wróciłyście nareszcie, moje ukochane, najlepsze autorki forever! Rozumiem sprawy ze szkołą, bo sama idę do 3 gimnazjum i testy i to wszystko. Chęci dużo, a czasu mało.
    Co do imagina - boski!
    Harry, ciapo, coś ty narobił, kurde?! Stresujesz mnie tylko i osiwieję szybciej...
    Kocham Was! ♥
    Melody

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeej! Cieszę się, że wróciłyście!
    Imagin PRZEboski! Masz ogromny talent, dla tego masz pisać dalej! A my będziemy na bieżąco obsypywać komplementami :)
    Co prawda liczyłam na inne zakończenie, ale to jest zaskakujące! Cała ta historia, jak na imagin jest dosyć oryginalna - I BARDZO DOBRZE! Pisz więcej!
    I to imię ... Caro ... Mmm.... Piękne ...
    Miłego końca wakacji! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jej myslałam, że będą razem ale i tak fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. kurde............dawno nie czytałam tak dobrego imagina. Jest świetny! Więcej taki, o to jest coś co kocham czytać. Uwielbiam Cię! Proszę pisz więcej takich ! Masz mega wielki talent. Ja sama tez pisze imaginy ale nie są tak doskonałe jak twoje. xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak ja kocham wasze imaginy ! <3
    Ten jest cudowny.. ale myślałam, że jednak się zejdą..No nic.. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaaaak ja kocham wasze imaginy ! <3
    Ten jest cudowny !
    Jednak myślałam, że na końcu sie zejdą..
    Pozdrawiam :) !

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3