piątek, 9 sierpnia 2013

Five Hundred Sixty - Nine

                                               podkład
Weszłam do salonu, gdzie na kanapie siedział mój ojciec, czytając najnowsze wiadomości jakie pojawiły się w gazecie. Naprzeciw mężczyzny w okularach na nosie siedziała moja matka rozwiązując krzyżówki. W pokoju panowała przeszywająca cisza, a oboje rodziców nawet nie zauważyło mojej i Liama obecności w tym samym pomieszczeniu.
Bałam się. Cholernie się bałam ich reakcji. Przecież tyle razy ostrzegali nas, że dopiero gdy będziemy po ślubie mamy zacząć planować powiększenie rodziny. A my co? Jak zwykle nieposłuszni i niepodporządkowani na jednym ze wspólnych weekendów, jakie spędziliśmy sami w Paryżu, wpadliśmy. Za sześć i pół miesiąca na świecie pojawi się dziecko moje i Payne'a. O ciąży wiem tylko ja i ojciec dziecka, natomiast nasi rodzice... to już inna bajka. Rodzice chłopaka podczas mojej ostatnie wizyty w ich domu zagadywali, że ich marzeniem są wnuki. Zrozumieliśmy przez to, że cieszyliby się z powiększenia rodziny, nie to co moi.
Odchrząknęłam, aby oznajmić matce i ojcu naszą obecność. Spojrzeli się na nas znacząco i wyczekiwali, aż odezwiemy się do ich dwójki choćby słowem. Patrzeli na nas i gdyby ich wzrok potrafił zabijać, pewnie już z Liamem leżelibyśmy martwi. Pomieszczenie dalej wypełnione było ciszą. Wszyscy zdążyliśmy już do niej przywyknąć. To rodzice w naszym rodzinnym domu wprowadzili taką dyscyplinę. Cisza miała panować całą dobę przez siedem dni w tygodniu. Nie można używać wulgarnych słów, a już broń Boże kogoś obrażać. To było nie do przyjęcia w naszym domu! Jednak chcąc, nie chcąc musiałam się do tych zasad zastosować. Uważałam, że to głupie, jednak rodzice, którzy rozczuleni byli na punkcie ładu, spokoju, porządku i harmonii oraz należeli od wielu pokoleń wstecz do cenionej nad wszystko arystokracji brytyjskiej, mieli odmienne zdanie niż ja.
Od tygodnia próbowaliśmy jakoś delikatnie dać im do zrozumienia, że spodziewamy się niemowlaka. Za każdym razem strach nas paraliżował i obiecywaliśmy sobie, że kolejnego dnia z pewnością to załatwimy. Nie dziś. Dziś koniecznie musieliśmy im o tym powiedzieć. Poczułam jak palce dłoni szatyna, splatają się z moimi, tworząc jedność i jednocześnie dodając mi otuchy.
- Chcieliśmy powiedzieć, że zostaniecie dziadkami. - powiedziałam cicho, jednak na tyle głośno aby mogli usłyszeć moje słowa. Z obawy przed ich reakcją spuściłam głowę ku ziemi i mocno zacisnęłam powieki.
- To już połowa trzeciego miesiąca. Dziecko rozwija się prawidłowo, nie występują żadne komplikacje. - dodał od razu po mnie szatyn, w tym samym czasie obejmując mnie w talii i delikatnie przyciągając do swojego ciała.
- Czy wy robicie sobie z nas żarty? - zapytał mój ojciec, odkładając gazetę na stół i wstając z wygodnego fotela.
- Jestem ciąży, tato. - po raz kolejny zabrałam głos w dyskusji, czego natychmiastowo pożałowałam.
- Nie uważacie, że to skrajna nieodpowiedzialność, zajść w ciążę w tak młodym wieku? (t.i.) ma dopiero 20 lat. - gestykulował rękoma ojciec, powoli stawiając małe kroki w naszą stronę.
- Na całym świecie, nawet w Londynie można spotkać młodszych rodziców od naszej dwójki. - mówił za nas oboje Liam.
- A co z waszą przyszłością? Jak wy to sobie wyobrażacie? Dalej będziecie się widywać kilka razy w tygodniu po parę godzin? - wtrąciła matka, stając tuż obok ojca.
- Planujemy zamieszkać razem i wspólnie wychować nasze dziecko. - uniosłam głowę, uważnie lustrując sylwetki rodziców.
- Co wy wiecie o wychowaniu i opiece nad dzieckiem, kiedy sami jeszcze jesteście dziećmi? - oburzył się tato. - (t.i.) zawsze marzyła o studiach na Oxfordzie. Zaczęłaby je już za cztery miesiące, ale z powodu ciąży to będzie niemożliwe! Później pracowałaby w szpitalu jako najwybitniejszy chirurg znany na całym świecie, a teraz zaprzepaści swoją życiową szansę!
- Studia nigdy nie były moim marzeniem, to było Twoje marzenie tato! Ja zawsze chciałam doświadczyć miłości, jakiej ani Ty, ani mama nawet minimalnie mi nie darowaliście. Chcieliście dorównać wszystkim tym, którzy są od was lepsi. Liam mnie kocha i nasze dziecko też. - wykrzyczałam prosto w twarz rodziców zaczynając przy tym płakać. Na moje słowa w oczach ojca pojawiły się iskierki furii i gniewu.
- Tego już za wiele. - podniósł głos. W milczeniu czekałam na to co powie następnie. - (t.i.) będzie studiować, czy się wam to podoba, czy też nie. Zaczniesz je od drugiego semestru akademickiego, a dziecko zaraz po porodzie trafi do adopcji.
- To przecież nasze dziecko i chyba mamy coś do powiedzenia w tej sprawie, nie uważa pan? - zwrócił się do mojego taty Liam.
- Ty chyba nie wiesz chłoptasiu jakim krzyżem jest wychowanie i opieka nad dzieckiem? Tak będzie lepiej. Dla was, dla nas i dla dziecka. - tato przystaną centralnie przed moim chłopakiem, a swój palec wskazujący umiejscowił pośrodku jego klatki piersiowej.
- W takim razie nic tu po nas. - oznajmił Payne. - (t.i.) zamieszka ze mną i jeśli państwo pozwolą pójdziemy spakować jej rzeczy i zaraz wychodzimy.
- Będziecie żałować tej decyzji! Jesteście jeszcze za młodzi! Przemyślcie sobie wszystko! - krzyczała matka, kiedy nasza dwójka kroczyła trzymając się za ręce po schodach na piętro, w kierunku mojego pokoju.

                                                                              *

Od dwóch tygodni mieszkam u Liama. Ta cała sytuacja z moimi rodzicami bardzo nas do siebie zbliżyła. Oczywiście, było mi bardzo przykro z powodu tych rygorystycznych decyzji, jakie mój ojciec podjął i narzucił nam je. Było mi również wstyd, że nie możemy być z Liamem szczęśliwi tak jak normalni ludzi.
- Jak Ty to sobie dalej wyobrażasz? - zapytałam wtulając się w jego tors, leżąc na kanapie w salonie i wspólnie z nim oglądając jakiś film z banalnym zakończeniem.
- Zadajesz trudne pytania. - zaśmiał się wpatrując w nasze splecione dłonie. - Będziemy taką rodziną, jak wszystkie inne. Urodzisz dziecko. Wspólnie je wychowamy. Pobierzemy się. Postaramy o kolejne. Będziemy szczęśliwi, bo mamy siebie, a my się kochamy. - cmoknął mój nos.
- Nigdy nie pomyślałabym, że zachowasz się w takiej sytuacji tak dojrzale. Nigdy nie pomyślałabym, że moi rodzice zachowają się tak dziecinnie. - posmutniałam, a na samo wspomnienie tego dnia chciało mi się płakać.
- Mam wyrzuty sumienia, że przeze mnie nie poszłaś na te studia. Stałabyś się kimś wykształconym, dobrze postawionym. Byłabyś sławna na całym świecie. Jak na razie to wszystko będzie niemożliwe. - szatyn spojrzał na mnie swoimi smutnymi oczami.
- To nie Twoja wina, kochanie. - pocałowałam go w policzek. - Jeśli chodzi o studia, to nigdy nie chciałam studiować na Oxfordzie.
- To wszystko moja wina słońce. - objął swoimi delikatnymi dłońmi moją twarz. - To przeze mnie spodziewasz się teraz dziecka. To z mojego powodu pokłóciłaś się z rodzicami. To z mojego powodu nie będziesz mogła korzystać z życia tak jak dawniej.
- Dziecko? To właśnie dzięki niemu i Twojej odwadze uwolniłam się od rodziców i tych ich wszystkich zaleceń na życie. Liam, skarbie, Ty też nie będziesz miał teraz kolorowego życia. Mamy siebie, to nam wystarczy, bo się kochamy. - nowy, wspólny rozdział w naszym życiu zapieczętowaliśmy pocałunkiem.
- Kocham Was. - szepnął, przykładając swoją rękę do mojego płaskiego brzucha.
- My Ciebie też. - uśmiechnęłam się i mocniej przylgnęłam do jego ciała.

                                                                              ~*~

Dla jasności - to, że są obecnie wakacje, nie oznacza, że imaginy będą pojawiać się bardzo często. Jakby nie było, za nami jest już 568 innych imaginów i pomysłów czasem brak, oczywiście w wakacje równiez odpoczywamy i jeśli jest dobra pogoda wiele czasu spędzamy na świeżym powietrzu. To a pro po licznych pytań skierowanych do mnie.
Cieszę się niezmiernie, że nasz blog jest tak czesto odwiedzany i mamy już ponad 400 obserwatorów! To dla nas, autorek wielkie wyróżnienie, a także motywacja do dzielenia się swoim talentem i wyobraźnią z innymi!
Przepraszam was za wszystkie błędy w imaginie, których nie zauważyłam. Mam nadzieję, że chociaż niektórym się spodobał i pojawi się kilka komentarzy!
Udanej reszty wakacji, bo z moich obliczeń wynika, że pozostało nam już jedynie 23 dni wakacyjnego szaleństwa! 

9 komentarzy:

  1. Na początku myślałam, że ojciec będzie kazał usunąć to dziecko, ale oddanie do adopcji też było "dobrym" pomysłem. Ogólnie imagin wyszedł cudnie, wszystkie autorki mają tutaj niesamowity talent :)
    Miłych 23 dni wakacji (CZEMU ONE TAK SZYBKO MIJAJĄ?) x

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękny imagin No tak zostało tylko 23 dni szaleństwa.(Dlaczego tak krótko???????????????)Zapraszam na ja-jestem-cudem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny imagin, też Ci życzę udanych wakacji! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny wyszedł przepięknie :) Czekam na następny :* .
    Zapraszam http://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  6. super !!!!!!!! rewelka :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3