wtorek, 6 sierpnia 2013

Five Hundred Sixty - Seven

Tytuł: I'm in love with you... and all these Little Things <3
Bohaterowie: T.I T.N, Marcel Styles
Ilość słów: 1822

Czarna czcionka - narrator
Zielona czcionka - Marcel
Niebieska czcionka - T.I
Pochyła czcionka - sumienie/przemyślenia
Troszkę przekleństw

Szkoła  - miejsce edukacji osób w przedziale wiekowym 6-19. Do jednej z placówek dla szczególnie uzdolnionych w Holmes Chapel uczęszcza niejaki  Marcel Harry Edward Styles. Chłopak ma lat 16 i mieszka w małym dwupokojowym mieszkaniu razem z mamą. Mimo iż szkoła jest prywatna i płatna, Marcelowi zapewniono pełne stypendium na całe trzy lata nauki. Jednak gdyby nastolatek wiedział, co liczy się w tej szkole, nigdy nie przyjąłby tych pieniędzy.
***
- Marcel, kotku wstawaj – usłyszałem tuż nad swoim uchem.
- Mamo – jęknąłem.
- Ja wiem kochanie, ale jeszcze tylko kilkanaście miesięcy i pójdziesz na wymarzone studia. Zrób to dla mnie – prosiła łamiącym się głosem.
Nie mogłem być samolubnym. Mama starała się, jak tylko mogła, chciała być ze mnie dumna. Nie mogłem dać jej powodu do smutku. Tu nie liczyło się moje szczęście, ale jej.
- Dobrze, już wstaję. Wyprasujesz mi koszulę? – spytałem opuszczając ciepłe łóżko.
- Kotku, a może dziś ubierzesz T-shirt i dżinsy? – zaproponowała. Westchnąłem ciężko spoglądając na nią spod burzy ciemnych loków.  -  Przepraszam.
- Nic się nie stało mamo.
***
Przekraczając mury tego ,,więzienia’’ odetchnęłam głęboko. To będą najgorsze miesiące twojego życia, T.I. No jakbym nie wiedziała! Wracając… Moi rodzice są sławnymi i rozchwytywanymi prawnikami, posiadają trzy kancelarie, mają sztab doradców, obrońców i innych takich pierdół. Co robimy w Holmes Chapel? Mama i tata postanowili otworzyć tutaj kolejne biuro, co wiązało się z przeprowadzką. I oto jestem! W szkole dla szczególnie uzdolnionych ze średnią 3.52 i zachowaniem poprawnym. Oh, mówiłam już, jaką pieniądze mają siłę?
Kiedy postawiłam pierwsze kroki  na szkolnym korytarzu, mnóstwo par oczu spojrzało na mnie i dokładnie prześwietliło wzrokiem. Przeszły mnie dreszcze. Pieprzone rentgeny w oczach. Rozejrzałam się w poszukiwaniu kogoś normalnego, kto wskazałby mi  gabinet  dyrektora, gdzie powinnam odebrać plan lekcji, plan szkoły i klucz do szafki.
Mój wzrok utknął na chłopaku stojącym w kącie z książką przed nosem. Miał na sobie białą koszulę i brązowy sweterek w rąby. Jego zielone oczy skryte były za grubymi szkłami kujonek, a bujne włosy zostały zaczesane do tyłu, tracąc swój urok. Zostawiłabym dziwaka w spokoju gdyby nie to, że czytał The Last Song, Nicolasa Sparksa, którego jestem największą fanką. Niewiele myśląc podążyłam ku nieznajomemu, przylepiając do twarzy mały, przyjazny uśmieszek.
- Cześć – zagadnęłam.
Chłopak uniósł wzrok znad książki i spojrzał na mnie zaniepokojony. Rozejrzał się badawczo wokoło i ponownie wbił we mnie porażające do głębi  zielone oczy.
- Kto ci kazał? – spytał unosząc jedną brew.
- Co? – powiedziałam patrząc na niego, jak na debila.
- Przepraszam – odpowiedział cicho. – Po prostu nie jestem tutaj zbyt popularny. Prawdę mówiąc, jestem pośmiewiskiem i zwykle ludzie gadają ze mną tylko dla beki.
- Oh, rozumiem. Ale ja po prostu chciałam spytać, gdzie jest gabinet dyrektora, a kiedy zobaczyłam tych półgłupków to chyba sam rozumiesz… I potem zobaczyłam ciebie w kącie, w dodatku z moją ulubioną książką – uśmiechnęłam się szeroko, na co chłopak odwzajemnił ten gest. Zobaczyłam w jego oczach błysk.
- Uwielbiam powieści Sparksa. Może dlatego jestem tutaj nielubiany – wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego. – Jestem Marcel  - oznajmił po chwili.
- A ja T.I.
- Chodź, zaprowadzę cię do tego gabinetu  - odparł podnosząc z ziemi swój plecak.
- Dzięki – mruknęłam jeszcze raz rozglądając się po korytarzu. Ugh! Znowu się gapili!
***
Idąc korytarzem z nowo poznaną koleżanką czułem, jak ludzie mierzą ją prześmiewczym i pogardliwym wzrokiem. Wszystko przeze mnie. Westchnąłem. Powiedzieć jej, czy nie? Powiedz! A co, jeśli mnie znienawidzi? Chcę mieć przyjaciela. Chcesz, żeby ludzie przez ciebie cierpieli?
T.I? – powiedziałem stając.
- Nom? – obrzuciła mnie krótkim spojrzeniem.
- Mmm… Może jednak powinnaś poprosić kogoś innego – rzuciłem najciszej, jak umiałem.
- Dlaczego? – spytała nie kryjąc zdziwienia.
- Po prostu.. – zacząłem, jednak nie było mi dane dokończyć.
Troy Adams – największe ciacho z pierwszych klas, rozgrywający w szkolnej drużynie futbolu amerykańskiego, znany również jako demon. Dziewczyny, nawet te starsze, miękną na jego widok. W rzeczywistości jest to pusty chłopaczek, który dostał się tutaj dzięki wpływowemu tacie.
- Po prostu z pasztetami się nie zadaje kochanie  - powiedział głośno, klepiąc mnie po plecach. Spuściłem głowę nie chcąc spotkać pytającego wzroku dziewczyny.
- Marcel? – zagadnęła.
- Błagam cię kochanie, zostaw go, bo uwierz mi, nie minie tydzień, a pożałujesz tego znajomości. Chcesz dzisiaj zjeść lunch z moją paczką kochanie? – bardziej stwierdził, niż spytał.
- Ja… Marcel, nie obrazisz się? – odparła.
- Co? Nie, oczywiście, że nie. Jestem przyzwyczajony.  Idź, miło było mi cię poznać – szepnąłem i szybkim krokiem ruszyłem ku wyjściu z budynku szkoły. Nie wytrzymałbym tam ani sekundy dłużej.
***
Z hukiem zatrzasnąłem  za sobą drzwi do mieszkania. Zrzuciłem z pleców torbę i kurtkę, zdjąłem buty i nie przejmując się tym, że ktoś może się potknąć o moje rzeczy pobiegłem do swojego pokoju, rzucając się na łóżko. Przytuliłem do siebie poduszkę i łkałem w nią kilka dobrych godzin. Koło godziny 18.00 z pracy wróciła mama. Widząc moje rzeczy porozrzucane na korytarzu, zaniepokoiła się i przyszła sprawdzić, co się ze mną stało. Szczerze? W tamtym momencie nie chciałem nikogo widzieć. Chciałem po prostu zniknąć.
***
Czasem każdy z nas miał taką zachciankę. Zniknę, kogo to będzie obchodzić. Otóż nie! Każdy z nas ma swoje miejsce na świecie, tylko czasem trudno je odnaleźć. Trzeba poszukać głębiej. Wtedy z pewnością nam się uda. Wystarczy tylko chęć i trochę optymizmu ;)
***
To dziwne, jak szybko ktoś potrafi zepsuć nasze życie. W Holmes Chapel zostaliśmy na dłużej, ale po roku znów musieliśmy wrócić do Londynu. Bolało, jak cholera. Ułożyłam sobie życie w nowej szkole z nowymi znajomymi, ale rodziców nie obchodziło moje szczęście. Po trzech latach w wielkim mieście ponownie przenieśliśmy się do Holmes Chapel, aby ratować podupadającą kancelarię.
Zostałam dobrze przyjęta przez moich dawnych znajomych, ale czegoś kogoś mi brakowało. Kogoś, z kim wymieniłam parę zdań, ale kto był dla mnie cholernie ważny.
- Hej, a co się stało z Marcelem? – spytałam Ellie podczas jednej z przerw.
- Marcel? Został przeniesiony do oddziału w Liverpoolu – oznajmiła obojętnie.
Poczułam dziwny uścisk w brzuchu, To była… tęsknota. Przez cały rok szkolny codziennie mijałam go na korytarzu, a teraz idąc do klasy lub na stołówkę czuję się tak samotnie. Brakuje mi jego obecności w murach tej szkoły… Brakuje mi jego całego.
***
Nim się obejrzałam nastał październik, a co za tym idzie? Przygotowania do jesiennego balu, który był tradycją naszej szkoły. Nie zaprzątałam sobie nim głowy, nie zamierzałam na niego pójść ze względu na brak pary. Nie to, że ktoś mnie nie zaprosił, po prostu nie miałam ochoty iść z tą konkretną osobą, mianowicie z Troy’em. Każda dziewczyna zabiłaby za zaproszenie od niego, ale ja go zlałam. Jestem z ciebie taki dumny!
- T.I, telefon! – krzyknęła mama z parteru.
Leżąc na łóżku odszukałam ręką komórkę, która znajdowała się obok lampki na stoliczku nocnym i przesunęłam palcem po ekranie, aby odebrać połączenie. Ah ta technologia, stacjonarny i komórka połączona. Co ja pieprzę! Za dużo tej technologii na jeden raz!
- Tak? – zaczęłam.
- T.I T.N? – odpowiedział mi nieznany, męski , lecz delikatny głos.
- To ja, mogę w czymś pomóc? – spytałam nie kryjąc zdziwienia.
- Właściwie, to musisz – odpowiedział roześmiany chłopak. Wykrzywiłam twarz w grymasie. Nienawidziłam, kiedy ktoś trzymał mnie w niecierpliwości. – Nazywam się Louis Tomlinson i uczęszczam do ostatniej klasy Szkoły dla szczególnie uzdolnionych w Londynie. Mój przyjaciel przyjedzie do was na bal, czy mogłabyś z nim pójść?
- Moment, czy ja dobrze rozumiem? – odparłam ze zdziwieniem. – Mam iść na bal z nieznajomym, ot tak?
- Nie do końca nieznajomym T.I – powiedział tajemniczo Tomlinson.
- Czy możesz do cholery wysławiać się trochę jaśniej? – podniosłam głos.
- Ttt… T.I? – usłyszałam.
Moje serce omal nie wyskoczyło z piersi, a telefon nie wypadł z rąk.
***
- Marcel? – spytała cicho.
- Czy.. Czy… Czy poszłabyś ze mną na jesienny bal? – rzuciłem drżącym ze zdenerwowania głosem. Spojrzałem błagalnie na Lou, który uśmiechnął się do mnie ciepło.
- Przykro mi Marcel, ale ja… nie mogę – usłyszałem.  Niby te kilka nic nie znaczących słów zabolało bardziej, niż wszystkie obelgi kiedykolwiek kierowane w moją stronę.
- Proszę… - wyszeptałem błagalnie. – Nie zawiodę cię – dodałem skomląc.
Nie mogłem dać za wygraną. T.I może nie wiedziała, ale znaczyła dla mnie cholernie dużo i zamierzałem o nią walczyć. Chciałem walczyć o jej miłość do mnie. Westchnęła do słuchawki.
- No dobrze Marcel, zgadzam się – odparła po dłuższej chwili.
- Naprawdę? – wykrzyknąłem uradowany, zaśmiała się słysząc mój entuzjazm.
- Tak, będę czekać o 19.00 przed salą, do zobaczenia – powiedziała wesoło.
- Do zobaczenia – rzuciłem przygryzając dolną wargę.
Nie zawiodę jej. Nie tym razem.
***
- I jak, dobrze wyglądam? – spytałem wchodząc do kuchni.
Mama odwróciła się w moją stronę, a kubek, który trzymała w ręce spadł na podłogę. Przyłożyła dłoń do ust. Była w totalnym szoku.
- Dziecko, to ty? – powiedziała podchodząc do mnie. Przeczesała ręką moje włosy, które dziś zostawiłem takie jak mam w naturze.
- Tak mamo, to ja, twój Marcel – zaśmiałem się.
- Jeśli ona się w tobie nie zakocha, to nie będzie nawet warta twojej uwagi kochanie. A teraz już jedź, zaskocz ją – uśmiechnęła się szeroko wypychając mnie za drzwi. – Trzymam za ciebie kciuki! – krzyknęła, kiedy zbiegałem po schodach do auta. Pomachałem jej po raz ostatni i ruszyłem do Cholmes Chapel.
***
19.00
19.05
19.20
19.35
T.I kurwa, czy ty nie widzisz, że twój kujonek cię wystawił do cholery jasnej?!
Zamknij się sumienie, on przyjdzie. On taki nie jest.  W sumie, czemu brzmię tak nieprzekonująco?
Bo wątpisz w swoje słowa, ślicznotko.
Nienawidzę cię! Ugh!
- T.I? – lekko zachrypnięty głos wyrwał mnie z ,,pogawędki’’. Zadrżałam odwracając się na pięcie.
- Marcel – w moich słowach można było uchwycić nutkę ulgi. – Przyszedłeś.
Co cię obchodzi, że przyszedł?! Czy ty widzisz jak on wygląda?!
O KURWA. Co do cholery?! Gdzie jego sweterek, gdzie okulary?! Gdzie Marcel i co z nim zrobiłeś?!
- Były korki – uśmiechnął się pod nosem mierząc mnie wzrokiem. – Pięknie wyglądasz.
- A ty… Zmieniłeś się – odetchnęłam unosząc kąciki ust ku górze.
- Na lepsze? – uśmiechnął się figlarnie spoglądając na mnie spod burzy brązowych loków.
- Zdecydowanie – odparłam.
Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę Sali gimnastycznej, z której dochodziły pierwsze dźwięki mojej ulubionej piosenki  Maroon 5 - She Will Be Loved w wersji balladowej. Kiedy chłopak otworzył przed nami drzwi, wszystkie spojrzenia zostały skierowane na was. Ludzie szeptali między sobą, a ja i Marcel dumnie wyszliśmy na środek parkietu. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on oplótł mnie swoimi dużymi dłońmi w talii.
Dopiero z tej perspektywy zobaczyłam, jaki jest perfekcyjny. Jego zielone oczy nienaturalnie błyszczały, a śnieżnobiałe zęby dumnie eksponował krzywy uśmiech uhonorowany dwoma dołeczkami.
- Lubię tę piosenkę – zaczął.
- Ja też, jest moją ulubioną – odpowiedziałam.
- T.I, ja… -spojrzał mi w oczy. – Ja… chyba się zakochałem – wyznał spuszczając wzrok. Zawstydził się.
- Naprawdę? Bo ja chyba też – rozmarzyłam się.
19-latek westchnął.  Czuł się chyba zrezygnowany. To było słodkie, nawiasem mówiąc.
- Życzę ci szczęścia z nim – wymusił uśmiech.
Pokręciłam z rozbawieniem głową po czym bez zastanowienia musnęłam usta chłopaka. On, lekko zdziwiony po dłuższej chwili odwzajemnił mój pocałunek. To była najlepsza chwila mojego życia.
***
Najlepsi.
Niepokonani.
Jedyni.
Niepowtarzalni.
Razem.



Czeeeść!
Witam was imaginem o Marcleu, aaaaaaaaaaaaaa!
Mam nadzieję, że wam się spodoba, liczę na mnóóóóóóóóóóóóóstwo komentarzy! ;) ~ @ahmydirection <3

18 komentarzy:

  1. Super jest ! No jestem strasznie szczesliwa ze taki napisalas. Chcialabym uslyszec innych slowa o nim ;)

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  2. Superowy, fajowy, extra nie do opisania. Zapraszam do mnie ja-jestem-cudem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. za każdym razem piszesz coraz lepsze imaginy a ja już myślałam, że to niemożliwe :) cudowny xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Maaaaaaaarceel! :D
    Moje małe Misiowe serduszko właśnie się rozpłynęło. Jak możesz?! Sprawę pogarszają jeszcze osoby z twittera, które teraz mi ożywiają interakcje, ale shh, twoja w tym zasługa jest największa :D
    Więcej taki Marcelowatych imaginów, błaaagam!
    O, mam pomysł na swojego imagina, huhuhu. W końcu. Dziękuję ci, ave ty!
    Weny, miłych wakacji i tak dalej i tak dalej x

    OdpowiedzUsuń
  5. czekam na kolejny z sexi Marcelem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. AAAAA! Uwielbiam imaginy z Marcelem xD Kocham wręcz :P ten był cudowny... czekam na więcej z tym uroczym kujonkiem xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahhaha, świetny, pod koniec uśmiechałam się jak głupia do sera! <3 Genialny :D

    OdpowiedzUsuń
  8. HOLMES CHAPEL ! więcej błędów nie widać. To najbardziej mnie razi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Imagin super :D I jeszcze bardziej super to ,że imagin jest o Marcelu! :D Mam tylko jedną ,maleńką uwagę. Holmes Chapel piszemy ,jak mi wiadomo, przez samo H ,nie CH ,postanowiłam to napisać ,bo już widziałam na tym blogu imagin z tym błędem :) Co nie zmienia faktu ,że imagin baaaardzo mi się podobał :) xx A teraz bardziej ogólnie: uwielbiam wasz blog ,a jego najmocniejszym atutem jest to ,że posiada tak wiele autorek (bardzo wybitnych ,z resztą :D) i dzięki temu imaginy są dodawane bardzo często i nie trzeba długo czekać na coś nowego ! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. http://onedirectionsoothemysoul.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ile jest was autorek?! Pytam się gdzie są Imaginy??!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczyć nie potrafisz?
      Szukaj, a znajdziesz.


      Sherrie

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3