poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Five Hundred Sixty - Six

Tytuł: I’m already torn…
Paring: Larry Stylinson.
Bohaterowie: Harry Styles, Louis Tomlinson.
Informacja: AU ─ Alternatywna Rzeczywistość. One Direction nie istnieje. Akcja dzieje się w Londynie.

Harry wolnym krokiem kierował się do swojego mieszkania. Dłonie schował w kieszeniach czarnych spodni i otulił się tego samego koloru bluzą. Spuścił głowę, chowając oczy pod okularami. Nagle na policzku poczuł kroplę deszczu. Spojrzał w górę, i patrząc na zachmurzone niebo, przypomniały mu się te dni. Widział je tak wyraźnie, jak jeszcze nigdy.

Delikatnie się uśmiechnął na widok chłopaka o brązowych włosach i niebiesko ─ szarych tęczówkach. Przysiadł się do niego, stawiając na brązowym stole dwie kawy. Spojrzał na jego smutne oczy i już wiedział, że coś jest nie tak.
─ Louis, co się stało? ─ spytał, marszcząc nos. Wziął do ręki kubek, po czym upił łyk.
─ Wyjeżdżam…
Smutek.
Harry z wrażenia wypluł kawę. Uniósł brwi, niedowierzając słowom Louis'ego. Pokręcił głową z szeroko otwartymi oczyma.
─ To żart, prawda? ─ Jego twarz wykrzywił grymas, a Louis'ego coś zabolało, widząc smutnego Harry’ego.
─ Tak, Harry ─ odpowiedział. Lou ucieszył się, gdy zauważył w oczach zielonookiego te charakterystyczne iskierki. ─ Może odwiedzimy nasze miejsce?
Styles pokiwał głową. Wstał od stołu, biorąc do rąk kawy i wyszedł z baru. W tym czasie Tomlinson podszedł do lady i zapłacił za napoje. Opuścił budynek, po czym odebrał jeden z kubków od Harry’ego. Splótł ich palce razem, ściągając brwi.
Tamtego dnia było bardzo słonecznie. A chłopakom nie przeszkadzało nawet to, że oboje są w ciemnych spodniach i bluzach. Liczyło się tylko to, że są razem.
Po około dwudziestu minutach doszli do niewielkiej łąki pokrytej mnóstwem kwiatów, obok której znajdowało się małe jeziorko. Harry usiadł na huśtawce, którą zawiesił tam z Louis'm parę miesięcy temu. Louis stanął za nią, po czym mocno pchnął. Styles zaczął się huśtać i śmiać. Momentami naprawdę zachowywał się, jak małe dziecko.
Szczęście.
─ Louis! ─ zawołał Harry, wciąż się huśtając. ─ Zawsze będziemy razem? ─ Huśtawka zwolniła, zaś Lou spojrzał na chłopaka.
─ Zawsze ─ szepnął, z trudem przełykając ślinę, po czym przypieczętował to pocałunkiem.
Ponownie popchnął Harry’ego, by ten wzniósł się na wysokość paru metrów. Po chwili Styles zeskoczył z kawałku drewna prosto do jeziora. Wzdrygnął się, gdy tylko zetknął się z zimną wodą. Po chwili wynurzył się i potrząsnął głową. Louis zaśmiał się, widząc jak Harry macha do niego rękami, żeby również skoczył. Niebieskooki wziął duży rozbieg, po czym skoczył do wody. Zanurkował wraz z Harry’m. Obserwował jego nieskazitelną twarz, i wypłynął.
─ Ścigamy się? ─ krzyknął Harry, oddalony od Louis'ego na kilka metrów.
─ Czemu nie?!
Lou zaczął płynąć w stronę zielonookiego. Niestety nie mógł go doścignąć. Harry był zbyt szybki. Zamknął oczy i się zatrzymał. Nie miał już siły. Czuł, że ręce mu odpadają, podczas gdy Harry płynął i płynął. Nagle stracił go z oczu. Przerażony Tomlinson jak najszybciej dotarł do miejsca, gdzie widział go po raz ostatni. Szybko zanurkował, i ujrzawszy Harry’ego ujął go pod pachami i się wynurzył. Błyskawicznie dopłynął do brzegu, po czym położył go na trawie.
Strach.
Kilka razy ucisnął jego klatkę piersiową i połączył ich usta, biorąc wcześniej głęboki wdech. Wdmuchnął tyle powietrza ile zdołał, mając cichą nadzieję, że Harry’emu nic nie będzie. Ponowił czynność jeszcze parę razy, myśląc, iż to już koniec. Nagle usłyszał kaszel. Zobaczył, jak z ust Harry’ego wypływa woda, a on sam kaszle. Louis pomógł mu się podnieść, po czym mocno przytulił.
Ulga.
Po chwili Louis oderwał się od Harry’ego z widoczną ulgą.
─ Wszystko dobrze? ─ spytał Loueh, odgarniając włosy z twarzy. Oddychał ciężko i głęboko. Harry pokiwał twierdząco głową. ─ Mhm… A teraz… Jak mogłeś być tak nieodpowiedzialny? Czemu wypłynąłeś na taką głębokość? Wiesz, jak się martwiłem?!
─ Lou… ─ wychrypiał Styles, marszcząc czoło. Ręką zmierzwił swoje włosy, po czym po prostu wtulił się w chłopaka. Zaskoczony Louis objął go i delikatnie pogłaskał po plecach.
─ Co? ─ mruknął wprost do ucha Harry’ego. Ten zadrżał, słysząc jego głos.
─ Nie krzycz już ─ poprosił, mocniej wtulając się w ciało brązowowłosego. ─ Nie lubię, jak to robisz…
─ Dobrze, już nie będę. ─ Louis mocniej objął Harry’ego.
Miesiąc później.
─ Co się stało, Louis? Przez telefon brzmiałeś strasznie… ─ powiedział Harry, od razu, gdy tylko wkroczył do mieszkania Louis'ego.
─ To koniec, Harry ─ szepnął Lou, spokojnie siedząc na kanapie. Był sztywny i niepewny tego, co robi.
─ O czym ty mówisz? Jaki koniec? ─ warknął zdziwiony Styles, podchodząc do niego.
─ Koniec nas. Przepraszam, po prostu cię już nie kocham.
─ J-jak to? Niemożliwe. Kłamiesz! ─ krzyknął wściekły Harry, rozbijając wazon, który stał  na szafce w salonie. Jego ręka zaczęła krwawić. Louis szeroko otworzył oczy i już chciał podejść do niego, kiedy Harry wybiegł z mieszkania, wykrzykując przeróżne wyzwiska.
Nienawiść.
Płacz.
Złość.
Krzyk.
Śmierć.
I miłość.
Miłość, łącząca dwoje ludzi…

Harry opuścił swoje mieszkanie. Biegł na cmentarz, aby spotkać miłość swojego życia. Po kilkunastu minutach dotarł na miejsce. Klęknął, po czym zaczął mówić:
─ Louis… Nie wiem, co mogę Ci powiedzieć. Przepraszam… To chyba najlepsze słowo. Nie wiedziałem, że zerwałeś ze mną, bo umierałeś. Gdybyś tylko mi o tym powiedział… Moglibyśmy spędzić razem te parę tygodni. To, co do Ciebie czuję jest niezwykłe. Kocham Cię najmocniej na świecie i nigdy o Tobie nie zapomnę. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to, co zrobię, ale ja już tak dłużej nie mogę. Nie mogę żyć, bez najbliższej memu sercu osobie…
Ostatni raz spojrzał na grób Louis'ego. Pobiegł w stronę wyjścia. Potem skierował się do centrum miasta. Biegł, ile sił w nogach. Dotarł tam równie szybko, jak wszedł na drogę. Zauważył to auto, ale nie próbował uciekać.
─ Mów do mnie szeptem. Uwielbiam, jak to robisz…
Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
To koniec tego życia, pomyślał.
A początek nowego…

Oddanie.

Imagine... Mój kochany Larry. Nie wiem kiedy kolejny. Postaram się coś napisać. x

8 komentarzy:

  1. moja reakcja to: znów tu jest Larry ;P ale, ale, nic w tym złego, dopóki pojawiają się takie subtelne imaginy :) przepraszam, ale jeśli chodzi o tę tematykę to lubię jak któryś bohater umiera :) no, a Twoje dzieło, jakkolwiek Larry to temat dla mnie drażliwy, bardzo przypadło mi do gustu ;)
    szkoda, że nie dodajecie imaginów z innymi bromance :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Larrry hmm...No co mogę powiedzieć? Imagin tak jak zawze świetny.Zapraszam do mniw ja-jestem-cudem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie paring tylko pairing. I byłabym bardzo wdzięczna, jeśli zaznaczały byście tak samo wyraźnie że jest bromance jak występowanie sceny +18 ;) Pozdrawiam Paulinka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paring to spolszczenie, ta forma jest dopuszczalna tak samo jak i oryginalne słowo.
      Jak byk pisze, ze Larry, to chyba jasne, ze bromance. Ludzie, myślcie trochę.

      Sherrir

      Usuń
  4. Znowu Larry? -,- nie wszyscy lubi o tym czytac. Nie byloby problemu gdyby nie byl to jedyna imagin z tegoo dnia. Napiszcie vcoc jeden o Elounor -,-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie pisz, skoro masz czas żeby narzekać.

      Sherrie

      Usuń
    2. No właśnie !! Imagin jest genialny !! Kocham Larry'ego i kocham ten blog i wszystkie autorki <3 to chyba najlepszy o Larrym jaki czytalam sero :* kocham was i szkoda, że usuwacie blog :'( pozdrawiam Kinga :*

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3