piątek, 2 sierpnia 2013

Five Hundred Sixty- Three

  Przy opisie wydarzeń z jesieni 2012 pojawia się scena zbliżona do erotycznej.
  Zayn bezsilnie osunął się po chłodnej ścianie zalewając swoje policzki kolejnymi łzami.  Potrzebował jej jak nikt inny na całym świecie. Pragnął jej bliskości, dotyku, tego jak wtapiała się w jego tors niczym bezbronne dziecko do ojca. Oni byli niczym czerń i biel na szachownicy – odmienni choć tworzyli całość. Ogół, który był idealny pod każdym względem, w nawet najmniejszym calu. Zadziwiali, intrygowali, szokowali. Skandal za skandalem, pocałunek za pocałunkiem.
  Mulat upijając kolejny łyk gorzkiej gorzały potarł kciukiem fotografię sprzed kilku lat. Przedstawiała ona uśmiechniętą {imię} siedzącą na czarnej klaczy, a obok niej dzielnie szedł Zayn. Chłopak wręcz dygotał na samą myśl o koniu, zwierzęta te zostały obdarzone falą nienawiści przez niego. Jednak takiego chłopaka pozostało tylko ze świecą w ręku szukać. To była jej pasja, coś, co dowartościowywało ją w każdym detalu.  Mulat dokładnie pamiętał pierwszy dzień w stadninie Hunterson’a.
- A co jeśli mnie kopnie? – Przez ciało Zayn’a przeszedł niemiły dreszcz.  – Takim zwierzętom się nie ufa…
- Zay! Czyż ty upadł na tą swoją nażelowaną głowę? To koń, k o ń. Te zwierzęta są wspaniałe – {imię}z wyrzutem popatrzyła na swojego towarzysza po czym z czułością pogłaskała młodego Pędziwiatra.
- No nie wiem…  – zirytowany Malik poprawił swoje idealnie ułożone włosy wzdychając.
  {Imię} wsiadła na kuca po czym z wielkim uśmiechem na twarzy odjechała ku małemu laskowi. Mulat mimo odrazy przełamał upartą część siebie zamieniając swojego niesfornego grymasa w uśmiech.
  Na samo wspomnienie chłopak zadrżał. To od tego się zaczęło.. gdyby nie pozwolił {imię} chociażby wsiąść na te stworzenia ona by żyła. Obwiniał siebie o to jak i o każdy błąd.
  Ponownie przechylił butelkę nalewając cieszy do kieliszka. Zatapianie smutku w alkoholu to chyba najlepsze wyjście jak dla tego pana. ”Tylko dwa kieliszki kochana!” jedne z wielu słów rzuconych na wiatr. Pierwszy, drugi, trzeci, świat zaczyna wirować.  
  Chłopak przełożył zdjęcia, teraz na wierzchu leżał czarno biały portret dziewczyny zrobiony latem dwa tysiące dwunastego roku.  
  Ciało dziewczyny drżało ze śmiechu co rusz sprawiając nagłe upadki, które śmieszyły Zayn’a. Para przechadzała się przez kolorowy ogród opuszczonej już willi na przedmieściach Liverpool’u. Przy murach posiadłości pięły się przeróżne odmiany bluszczu, a w niszczejących doniczkach emanowały róże oraz piwonie.  Pomiędzy porośniętymi mchem altankami, a  zarośniętym trawnikiem, który wręcz raził w oczy nieskazitelną bielą stokrotek rosły masy hibiskusów w przeróżnych odcieniach różu i pomarańczowego.
- Złap mnie! – krzyknęła brunetka wychylając się zza jednego z klonów.
  Mulat nie czekając ruszył w pogoń za ukochaną dając jej wielką przewagę. Chłopak wręcz uwielbiał dawać jej wygrać, a potem patrzyć na jej triumfującą minę.
  Kolejne wspomnienia, kolejne łzy.  Teraz chłopak tylko patrzył z pustką w oczach na kolejne zdjęcia porozrzucane po podłodze czekając, aż alkohol przejmie nad nim całkowitą władzę
- Jesień dwa tysiące dwunastego, tak.. to była chyba jesień – Zayn podrapał się po głowie spoglądając na następną fotografię.
  Widniał tam on, który wyraźnie trząsł się z zimna przez przemoczenie. Z głowy Malika spadały krople deszczu.
  - Widzisz! Mówiłam, że będzie burza! –brunetka wysyłała kolejną dawkę mocnej reprymendy w stronę chłopaka, który zbytnio nie przejmował się jej słowami.  
  Oboje weszli do małych sieni Zayn’a prowadzących do przestronnego salonu zdejmując mokre buty. Deszczowa woda dostała się do każdego zakamarka w jego ciele co nie tylko przyprawiało o niemiłe wstrząsy, ale i drażniący chłód.
- Och, błagam! Na litość boską, {imię}! – Zay wstał z krzesła ruszając w stronę dziewczyny. Powolnym krokiem co rusz zmniejszał odległość między nimi do momentu kiedy prawie stykali się zimnymi nosami. – Stałaś pod parasolką.
- Dziurawą – poprawiła lekko zniesmaczona  tym faktem.
- Miałaś na sobie moją bluzę, czapkę i…
-Och! – {imię} po raz kolejny dzisiejszego dnia zniecierpliwiona przerwała mu – Po prostu mnie pocałuj.
  Wiedziała do czego dążył. Może i Malik gra trudnego, ale zawsze musi się droczy, bez tego ani rusz!
  Zayn momentalnie zmniejszył  dystans między sobą, a lubą do minimum. Raptownie wpił się w jej usta przygwożdżając tym samy, do ściany. {imię} poprowadziła swoje zagubione dłonie na jego szyję jeszcze bardziej przybliżając (o ile to było możliwe) chłopaka do siebie. Ich mokre ciała napierały na siebie pragnąc więcej. Mulat złapał dziewczynę za pośladki podnosząc ją. Ta znowu oplotła swoje nogi wokół jego bioder nie przerywając ani na sekundę.
  Para w przeciągu kilku sekund znalazła się w sypialni chłopaka leżąc na wygodnym, dwuosobowym łóżku. {imię} leżała przyparta do materaca co rusz obdarowując nagi tors chłopaka. Ten zaś męczył się z diabelskim mechanizmem jakim jest zapięcie od stanika. Dość szybko się z nim uporał odrzucając gdzieś w tył.
- Dlaczego? – wyszeptał chowając twarz w dłoniach. On jest nikim, szarym, zwykłym próchnem, z którego nie zostanie nic.
  Chłopak podparł się na łokciach spoglądając na kłębiące się chmury. Nagły powiew wiatru cisnął po pomieszczeniu rozrzucając wszystkie zdjęcia. W ostateczności jedno spadło na kolana Zayn’a. To ostatnie żyjącej, uśmiechniętej dziewczyny, którą miłował i miłuje nadal.
  Dziewczyna ostatni raz pogłaskała Pędziwiatra w pełni gotowego do pokazu. Wszystko było dokładnie dopracowane, nawet najmniejszy szczegół. Brunetka poprawiła siodło po czym założyła brązowy kask na swoją głowę. Ostatni uśmiech w stronę Zayn’a. Ostatni raz na niego spojrzała. Przeniosła nogę przez grzbiet konia, usadowiła się tak, aby było jej jak najwygodniej. Jeden dźwięk. Ruszyła, po raz ostatni. W pewnym momencie galopu konia spłoszyło jakieś zwierzę.
Krzyki. Upadek. Ciemność
Zayn starannie poukładał wszystkie zdjęcia w szklanym pudełku ukochanej. Ułożył wszystkie fotografie chronologicznie  po czym cisnął zamkniętą skrytką o ścianę. Pudełko rozleciało się na miliony kawałeczków, a zdjęcia kolejno poopadały na zimną posadzkę.
  On nie chciał tak dłużej żyć. Złapał w garść tabletki nasenne i wodę mineralną do popicia. Leki szybko rozeszły się po ciele.
   Cierpienie. Tego stanu nie można opisać w żaden sposób. Każdy człowiek ma własną teorię co do tego i jej się trzyma. Czujesz ból, zarówno psychiczny jak i fizyczny. Uczucie zmęczenia, niepotrzebności. Tak zagubiony Zayn to interpretował.
  Żyletka miała być jego ostatecznością. Złapał ostrze w chudą dłoń przeciągając ją po skórze. Jedyne co poczuł to ból pomieszany z satysfakcją na widok krwi. Cierpiał, tego właśnie chciał. Purpurowa ciecz skapywała powoli na podłogę przynosząc halucynacje. Jego powieki stały się niemiłosiernie ciężkie.
Byłem. Jestem. Będę przy Tobie, kochana.
Ciało Zayn’a niebezpiecznie się zachwiało po czym runęło o grunt.

Przepraszam. Dziękuje. 

Edit: Jest! Dodany z opóźnieniem, ale cóż... moje problemy się kumulują. Inspiracja przyszła pewnej nieprzespanej nocy podczas rozmowy z moją przyjaciółką... Nasze dialogi zawsze dają mi do myślenia... Mam nadzieję, że się wam spodoba :) Miłych wakacji i do napisania! 
                                       nevermind   

6 komentarzy:

  1. smutne ale bardzo intrygujące

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak anonim powyżej. Mimo swojej prostoty, daje do myślenia. Zastanawia nad sensem życia, miłości. Przynajmniej w moim przypadku :)
    Czekam na kolejne świetne imaginy.
    Caroline xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. Piosenka do tego jest idealna, zakochałam się! Tematyka - omg, kocham cię za to <3 Nigdy, powtarzam NIGDY nie czytałam imagina, gdzie bohaterka lub bohater miało jako hobby jazdę konną! Jest to mój ulubiony sport i z bólem serca czytam wszystkie opowiadania o tańcu, siatkówce, piłce nożnej, ale nie o koniach, bo takich po prostu nie ma (dlatego postanowiłam to zmienić, pisząc moje opowiadanie, które jednym słowem jest beznadziejne, ale każda autorka tak uważa o swoich "dziełach" więc już kończę to bezsensowne wtrącenie zapisane w nawiasie; swoją drogą, to chyba będzie najdłuższy komentarz pozostawiony tu przeze mnie, ale mam bardzo dobry humor i nawet nie patrzę co piszę... okay, przestaję).
    Sam imagin jest prze-cu-do-wny! Wszystkie tutaj macie talent i każdy tekst mnie wzrusza, ugh. Z reguły nie jestem taką uczuciową osóbką, to aż dziwne, że przy waszych "krótkich opowiadaniach" w ogóle ukazuje jakieś uczucia, serio. Bezuczuciowy robot ze mnie, helloł.
    A więc życzę weny i słonecznych, miło spędzonych wakacji! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. smutny, tak jak ktoś napisał, daję do myślenia

    OdpowiedzUsuń
  5. Piosenka jest idealna do tego imagina. Jest przepiekny, bardzo smutny ,rycze od samego oczatku,ale jest przepiekny xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z moją przedmówczynią

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3