czwartek, 1 sierpnia 2013

Five Hundred Sixty - Two

 Witajcie kochani,
Jest godzina 5:22 i znad horyzontu właśnie wychyliło się słonko. Cholera! Na własne oczy widzę wschód słońca! Tyle ile mam lat, tyle nie widziałam wschodu słońca na śląsku. Dzisiaj z powodów raczej drastycznych postanowiłam to zmienić. Nie śpię od 2:30 i piję już drugą butelkę wody, a wszystko to z powodu bolących, jak jasna cholera, zębów. O już całe słońce wzeszło! 
Tam gdzieś w kopiach roboczych zostawiłam jednego bohomaza o Louisie i zamierzam go skończyć w najbliższym czasie. Ten gigant zaczął powstawać już w czerwcu o ile się nie mylę, a jest inspirowany rozmowami na twitterze z pewną mrówką.
Ps. To ma 9 stron w Wordzie. Tak, chwalę się. 
*przeklinają trochę chyba*

Dla najwspanialszej Izabelli

Dla [i.] był to dzień, jak każdy. Obudziła się rano w dość nietypowej pozie, zjadła szybkie śniadanie, wzięła naprzemiennie zimno-ciepły prysznic i ubrała się w starannie przygotowany zestaw ubrań. Następnie spakowała to torebki najpotrzebniejsze dla młodej kobiety przedmioty, zabrała aparat i wyszła z mieszkania. Wsiadła do swojego sportowego wozu i odebrała pierwszy sms z namiarami na gwiazdę, którą miała śledzić tego dnia.
Harry Styles. Chcę coś spokojnego
na początek dnia, więc jedź pod
jego hotel i czekaj, aż wyjdzie.
Odczytaj załącznik!
Zapowiada się spokojnie i bez dzikich pościgów. Wpisała adres do GPS w jej iPhonie i ruszyła w wskazanym kierunku. Po drodze wstąpiła jeszcze do ulubionej kawiarni, z której wyniosła dwa kubki kawy i pudełko donatów. Wreszcie znalazła się pod hotelem gwiazdora. Zaparkowała tak, aby mieć widok na wejście i przygotowała aparat. Pora się obudzić tym pachnącym napojem.
Wieczorem będzie na premierze
tego filmu z Aniston. Będziesz tam
i ty. Ubierz się dobrze i nie zrób
nam wstydu.
Kolejna wiadomość, kolejne wytyczne, a zdjęć zero. Czyżby pan Styles postanowił zaszyć się w hotelu do wieczora? Braknie mi słodkości proszę pana, niech pan wyjdzie z łaski swojej! Z resztą co to za dopisek na końcu?! Nie zrób nam wstydu. Przecież [i.] nigdy jeszcze nie zawiodła swojej agencji i zawsze wygląda dobrze! Dlaczego tego dnia akurat przywiązują do jej wyglądu jeszcze większą wagę? Stop! Panienka wyszła z hoteluuu! W samochodzie cicho pstryknął flesz. Dziewczyna otworzyła drzwi i wychyliła się z nich, aby lepiej uchwycić postać chłopaka. Obróć się! Patrz na mnie!
- Harry! - krzyknęła donośnie, a chłopak, jak na zawołanie podążył za dźwiękiem swojego imienia.
Pstryk. Mam cię! [i.] uśmiechnęła się pod nosem, widząc jak Styles kręci niezadowolony głową i odchodzi. Wsiadła do auta i z torby wyjęła swojego laptopa. Szybko przegrała zdjęcia i wysłała do agencji. Kilka minut później otrzymała odpowiedź.
Nie wiem, jak ty to robisz?
Ale póki się sprawdzasz
jest dobrze. Masz wolne
do wieczora. Za godzinę
wyślę ci, gdzie będzie ta
premiera.
Wieczór nastał szybciej, niż można się było spodziewać. [i.] chcąc zadowolić agencję przyodziała się w najbardziej obcisłe jeansy jakie posiadała, białą koszulę zapiętą pod samą szyję, wciśniętą w spodnie i białą marynarkę, która w pewnym momencie przechodziła w miętę. Na nogach oczywiście znalazły się perłowe szpilki, a w ręce niezastąpiony aparat. Ostatnie spojrzenie w lustro przy szafie i można wychodzić.
Los Angeles miała przestudiowane na pamięć. Niejeden raz krążyła po nim godzinami, aby zrobić jak najlepsze zdjęcia. Nie był to też pierwszy raz, gdy miała za zadanie fotografować tylko i wyłącznie Stylesa. Myślą państwo, że słynne zdjęcie Haylor na spacerze zrobiło się samo? Zaparkowała ulicę od kina. Praca.
Gwiazdor wkroczył leniwie na czerwony dywan, ukrywając dłonie w kieszeniach. Ktoś zrobi z tego szczegółu aferę. Ale potrzebuje zdjęć, a [i.] nie oszczędzała swojego aparatu. Stała tuż przy barierkach, miała najlepsze miejsce. Tylko te kilka minut i spada do domu.
Harry śmiał się i rozmawiał z reporterami. Wreszcie znalazł sposób na grzywkę, która kiedyś zasłaniała mu widok. Zaczesał do góry. Całkiem sprytne posunięcie.
- Jesteś pewna, że jesteś paparazzi? - zaśmiał się, delikatnie wskazując na [i.].
Dziewczyna odsunęła aparat od twarzy, ale nie przestała robić zdjęć - wyćwiczone pozy.
- Czemu ma być inaczej? - spytała, uśmiechając się zalotnie.
- Wyglądasz o wiele lepiej od tych panów - odparł. - I nie jesteś mężczyzną.
Fotografowie zgromadzeni obok wybuchli śmiechem. Każdy z nich wiedział jednak jak mściwa potrafi być [i.] i że jeśli zrobią to jeszcze raz zastrzeże sobie zdjęcia z imprezy.
- W takim razie proszę dla mnie jakąś ładną pozę, abyś dobrze wyglądał jutro na okładce - powiedziała, a chłopak spełnił jej prośbę.
- Miłego wieczoru - dodał na pożegnanie.
Dziewczyna podziękowała skinieniem głowy i cyknęła ostatnie fotki. Zszedł z dywanu. Bardzo dawno nie kończyła tak szybko roboty. Pójdzie spać o przyzwoitej godzinie i to w łóżku, nie w samochodzie.
Idź za kino. Szybko.
Co oni jeszcze wymyślą? Porwał w tany kelnerkę i mam sfotografować ich z ukrycia? Polecenie to polecenie. Poszła. Prześlizgnęła się miedzy kałużami i koszami, aż dotarła do zaułka za kinem. Pusto. Podeszła bliżej. Przeklęła pod nosem. Chciała się obrócić i iść, ale ktoś złapał ją za ramiona. Nie pisnęła nawet. Ten ktoś był zbyt delikatny.
- Przyszłaś - odezwał się niski męski głos.
- Skąd masz mój numer Styles? - zapytała bez ceregieli.
Puścił jej ramiona. Chłopaka zdziwiła jej bezpośredniość.
- Mam swoje sposoby - poinformował. - Mam też jeden, aby pozbawić cię tej pewności siebie skarbie.
- Doprawdy? - skrzyżowała ręce. - Jak?
- Moim urokiem osobistym.
[i.] prychnęła. Zbyt pewny siebie? Tylko on.
- I ustom, które czynią cuda - dodał uwodzicielsko, przyciągając ją do siebie.
Jej serce na moment zamarło, a oddech ugrzązł w gardle. Przed sobą miała o wiele większego i silniejszego mężczyznę. W dodatku cholernie przystojnego i seksownego mężczyznę. Harry uśmiechnął się zadowolony z reakcji, jaką od niej uzyskał.
- Jeśli wciąż musisz się za mną uganiać, jutro wybieram się do tego clubu. - Wetknął do kieszonki jej koszuli karteczkę. - Postaram się o jakiś skandal specjalnie dla ciebie - dodał półszeptem, zbliżając się do jej twarzy jeszcze bliżej.
Puścił ją, gdy zauważył, że wciąż nie oddycha tak, jak powinna. Wrócił do budynku. [i.] otrzepała się z niewidzialnego pyłu, aby się uspokoić i ruszyła w stronę samochodu.
Skoro będzie tam na 100%
to czemu i ty miałabyś tam
nie iść?  O nic się nie martw.
Po prostu ubierz się ładnie,
weź aparat i podsłuch na
wszelki wypadek. Zdjęcia z 
wczorajszej imprezy masz
zastrzeżone.
Punkt dla [i.]! Styles jest na topie, a skoro zastrzegli jej zdjęcia, dostanie więcej kasy. A co za tym idzie, kupi sobie więcej butów i torebek! Typowo damskie gadanie, nieprawdaż?
Zaparkowała po drugiej stronie ulicy.  Przygotowała aparat i zaczęła obserwować wejście. Bramkarz czujnym okiem patrzył na każdego kolejnego gościa i tylko nielicznym pozwalał na wejście do środka. Cholera, to jeden z najbardziej drogich klubów w Los Angeles! Zaraz tu przyjdą i będą wypytywać na kogo czeka!
Obserwacje przerwało pukanie w szybę. [i.] obróciła się przestraszona i ujrzała roześmianego Stylesa. Przycisnęła odpowiedni guzik, a szyba opuściła się.
- Musisz nieźle na mnie zarabiać, skoro jeździsz taką bryką - powiedział na powitanie.
Jego głos kipiał wręcz z zazdrości. [i.] wyczuła to.
- Może? Z resztą nie jestem jedyną osobą, która ma pieniądze za to, że jesteś.
Chłopak uniósł pytająco brwi.
- Na przykład cały management - odparła, wytykając język.
Harry westchnął. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Nie miał ochoty słyszeć ani słowa o swoich managerach.
- Będziesz tu tak siedzieć całą noc, czy pójdziesz się ze mną bawić? - spytał.
Dziewczyna, zaczęła mu się przypatrywać. O co tu chodzi?
- Chyba nie sądziłaś, że zrobię ci skandal na ulicy - uśmiechnął się zawadiacko i puścił oczko.
[i.] westchnęła, zamknęła okno i wyciągnęła klucze ze stacyjki. Schowała aparat do torby i wrzuciła go pod siedzenie. Odpięła pas i w kilka sekund stała już na chodniku.
- Więc chodźmy, moja droga - rzekł, podając dziewczynie rękę.
Prychnęła, widząc jego gest. Harry obrzucił ją oburzonym spojrzeniem.Teraz dostrzegł w pełni w co była ubrana. Na ramionach zawisła biała koszula i przedziwnym kroju, przez którą prześwitywał czarny biustonosz, wciśnięta była w czarne, skórzane szorty, a na nogach gościły... Trampki?
[i.] podeszła do bagażnika i otwarła go. Wyciągnęła z niego parę czarnych szpilek i zgrabnie założyła je na nogi zamiast conversów. Trzasnęła klapą bagażnika, brzęcząc bransoletkami.
- Wydajesz się jeszcze dziwniejsza, niż na początku - odezwał się chłopak, ponownie wyciągając doń dłoń.
- Mam to traktować, jak komplement? - spytała, gdy chwycił ją za rękę.
- Możesz to nawet potraktować, jako zaproszenie do łóżka.
- Myślę, że samo imprezowanie z tobą mi wystarczy - wytknęła do niego język, gdy przechodzili przez ulicę.
Club podzielony był na trzy sale. Dwie boczne, gdzie tańczyły tłumy ludzi i środkową, w której znajdował się bar. Wszędzie błyskały kolorowe światła, a na podestach tańczyły skąpo odziane kobiety. Muzyka zdawała się przesiąkać mury, które trzęsły się w jej rytm.
Nasza słodka parka bez problemów przeszła selekcję bramkarza i udała się wprost do baru.
- Co mam dla pani zamówić? - zapytał na ucho chłopak dziewczynę, która już kołysała się w rytm muzyki.
- Zdam się na twój gwiazdorski gust - odparła figlarnie.
Harry przecisnął się miedzy dwóch innych mężczyzn i złożył swoje zamówienie. W kilka chwil stał znów przy [i.] i podawał jej zielonego drinka. Podziękowała mu uśmiechem. Złapał ją za wolną rękę i prowadził w stronę jednej z sal tanecznych. Gdy już się tam znaleźli, zarzucił tą rękę na swoje ramię i bez żadnego ostrzeżenia, nawet spojrzenia, czy uśmiechu, wpił się w jej usta. Dziewczyna, z początku zaskoczona, zaczęła jednak oddawać jego pocałunki. Styles złapał ją za pośladek, co spotkało się z niezadowolonym jękiem [i.].
- Coś ci tu wibruje - zauważył chłopak, śmiejąc się cicho, gdy oderwali się od siebie.
- Cholera - syknęła i odebrała z ręki Harry'ego telefon.
Wiem, że jesteście w środku.
Nie nawal. Znasz zasady.
Gorzej niż cholera. Gorzej nawet niż jasna cholera.
-Przepraszam, muszę do łazienki - rzuciła szybko i zaczęła przeciskać się przez tłum, zostawiając swojego towarzysza.
Zabiją ją, albo zrobi to sama jeszcze dzisiaj. Mijała jeden z podestów. Chciała postawić na nim kieliszek z drinkiem, ale zamiast tego ktoś chwycił jej rękę i wciągnął wprost w objęcia wijących się tancerek. Pierwsze co przyszło jej do głowy to zeskoczyć, ale przypomniała sobie, że ma na sobie szpilki. Drogie szpilki. Potańczy chwilę i zejdzie schodkami. Kobiety złapały ją za biodra, aby zachęcić ją do kręcenia ciałem. [i.] rozpoczęła swój niby ponętny taniec, a gdy poczuła, że komórka w jej ręce znów wibruje, pożegnała się całusami w policzek z kobietami i zeszła z podwyższenia.
Chyba już to zrobiłaś. Czeka
cię kara. Chyba, że coś dla
nas zrobisz.
Wciąż szła w kierunku łazienki, gdy odpisywała na sms'a. Pierwszy raz pisała sms do swoich przełożonych. Nigdy nie było takiej potrzeby, aż do dzisiaj. Z resztą i tak ją pewnie wywalą, za spoufalanie się ze Stylesem. Życie paparazzi.
Znalazła się w mocno oświetlonym korytarzu, prowadzącym do łazienek. Czyżby tam na końcu w rogu obściskiwała się nowo poznana parka?
- Nie wierzę swoim pijanym oczom - przemówił ktoś za nią.
Zdecydowanie był to mężczyzna. Kobiety raczej nie posiadają niskich, mocno ochrypłych głosów. Słowa wymawiane z jego słów były ledwo słyszalne z tegoż powodu, iż osobnik ten przeszedł operację krtani właśnie przez...
- [i.]. Zawsze miło widzieć osobę, która zrujnowała twoje życie.
Dziewczyna obróciła się powoli, czując, że serce podchodzi jej do gardła i pulsowało szalenie, wprawiając w drganie całe jej ciało.
- Michael - szepnęła przestraszona i wzmocniła uścisk na swoim telefonie.
- W rzeczy samej - przyznał, lecz w jednym momencie z w miarę miłego głosu starego przyjaciela, z jego ust zaczęły sączyć się słowa przepełnione jadem. - Czy to nie czas zapłacić za błędy, co?
[i.] cofnęła się o kilka kroków, gdy padły pierwsze słowa. Jest już martwa. Już widzi swoje zdjęcie na nagrobku. Zapomnianym nagrobku pewnej polskiej dziewczyny, która bawiła się w paparazzi w Ameryce.
Mike* podszedł do niej bez lęków, złapał za ramię i pchnął w najbliższą ścianę. Dziewczyna odbiła się od niej, jak piłka tenisowa i uderzyła w przeciwną. Zachwiała się na szpilkach, zanim złapała za dziwną wypustkę w ścianie.
_________________________________
* Potraktujmy Mike, jako zdrobnienie Michael'a okej?
_________________________________
- Masz problem koleś?
Styles? Co ta wpatrzona w siebie panienka tu robi?
Mike przewrócił oczyma i obrócił się na pięcie w stronę Harry'ego od razu biorąc zamach, aby go uderzyć. Ten jednak chwycił w powietrzu jego rękę, co wprawiło w osłupienie [i.] jak i samego Michael'a. Harry wykręcił mu rękę i powalił na ziemię kopniakiem w udo. Miał ułatwione zadanie, bowiem jego przeciwnik był kompletnie pijany.
[i.] postawiła się na równe nogi i ciężko oddychając, strzepywała z siebie niewidzialny pyłek. Fuknęła gniewnie na próbującego wstać Mike'a i kopnęła go w brzuch. Mężczyzna padł znów na ziemię.
- Idę stąd - poinformowała i wyminęła dyszącego ze wściekłości Stylesa.
Ten przytrzymał ją za nadgarstek.
- Idę z tobą.
Oboje podążyli w stronę wyjścia z klubu.
Wnętrze samochodu oświetlały tylko uliczne lampy, rzucające żółtą poświatę. I gdyby rzucić na maskę auta kamerę, jak w filmach, dałoby się tylko dostrzec damskie palce na kierownicy i nosy wystające z mroku. Atmosfera była tak samo mroczna. Nie ważyli się do siebie odezwać, ani słowa wyjaśnienia. Nawet nucące coś radio nie było w stanie rozluźnić napięcia. Dziewczyna zacisnęła usta najmocniej, jak umiała, aby tylko się nie rozpłakać i wbiła ostry wzrok w jezdnię. Chłopak natomiast zastanawiał się, dlaczego wsiadł z nią do samochodu? Oby dwoje coś pili, a ona jest w dodatku wściekła. To może skończyć się źle. Kim był ten facet, który napadł na nią przed łazienkami? Jednocześnie cieszył się, że poszedł za nią i zdołał ją obronić. Teraz zostało mu tylko do wywnioskowania, gdzie [i.] go zawiezie.
Samochód zaparkowała na podziemnym parkingu. Dziewczyna wygrzebała zza siedzeń aparat i torebkę, następnie zamknęła pojazd jednym kliknięciem. Ruszyła za strzałkami do windy.
- A co ze mną?! - krzyknął Harry oburzony.
Zostawia go tak po prostu na opustoszałym parkingu w nie wiadomo jakiej części miasta i odchodzi?! [i.] zatrzymała się i obróciła w jego stronę. Przypatrywała mu się, pochylając głowę. Coś szumiało. Chyba alkohol. Rozchyliła usta.
- Chodź ze mną panienko - przemówiła najbardziej zmysłowym głosem, jaki kiedykolwiek opuścił jej usta i ponownie ruszyła w odpowiednim kierunku.
W Harrym coś drgnęło. Czy ona właśnie go obczajała? Czy właśnie zaprosiła go do siebie? Może wreszcie pora spełnić obietnicę? Pamiętał dokładnie, jak bała się, gdy rozmawiali za kinem. Jak próbowała grać twardzielkę. Wiedział od początku, że to tylko pozory. Że wcale nie jest tak pewna siebie, na jaką wygląda. Że jest tylko zagubioną dziewczyną z obcego kraju, która przyleciała tu po lepsze życie, czy coś. Ciekawość bierze górę. Chce zobaczyć, jak się zachowa, gdy będzie naga i bezbronna. Idzie za nią.
Mieszkała bardzo wysoko. Odgadł to po czasie, jaki spędził w windzie, przygważdżając ją do jej ściany. Dobrze całowała. Na początku była nieco przestraszona, ale gdy rozluźnił ją nieco, masując plecy, wczuła się w jego rytm. Miała bardzo miękkie usta i ciepłe policzki. A jej włosy pachniały kwiatami i męskim szamponem, co było całkowicie szalone dla Harry'ego. Nie sądził, że taka mieszanka może być tak podniecająca. Zadzwonił dzwoneczek i drzwi windy otworzyły się. Pociągnął ją za biodra na korytarz. Teraz jej pora. Ma go zaprowadzić do swojego mieszkania, gdzie dokończy tę ckliwą gierkę.
Ledwo przekręciła kluczyk w zamku. Nie potrafiła się skupić, przez męskie usta na swojej szyi. Dlaczego on tak na nią działa? Co się dzieje z jej nowo utkaną warstwą siły i samozaparcia? Znaleźli się w jej małym mieszkanku. Pokój do którego weszli był zlepką salonu, kuchni, jadalni i sypialni. Harry szybko wyczuł, gdzie [i.] śpi i zaczął kierować nimi w stronę rozłożonej kanapy. Stał za nią, więc z łatwością wyciągnął z jej ręki torbę z aparatem i torebkę. Znalazły się na podłodze obok stolika. Przyśpieszył jej oddech. Nie potrafiła opanować rąk błądzących między guzikami koszuli chłopaka. Nie potrafiła powstrzymać cichych jęków, gdy dłońmi odkrywał nowe partie jej ciała. Pozbawili się koszul. Złapał ją za pupę, a ona wskoczyła na jego biodra.
- I gdzie twoja pewność siebie panienko? - spytał, obracając się wkoło.
Zaśmiała się cicho, odgarnęła włosy do tyłu i złączyła ich usta. Chłopak przygryzł jej dolną wargę, po czym najostrożniej, jak potrafił położył ich na kanapie.
- Obyś miała dźwiękoszczelne ściany kochanie - wychrypiał do jej ucha, zatapiając rękę w jej spodenkach.
Chcielibyśmy, aby to skończyło się
wyłącznie na upomnieniu. Wierz nam,
że nie jesteś jedyną skuteczną osobą
w tej branży i jesteśmy w stanie Cię
kimś zastąpić. Skończ to zadanie.
[i.] odetchnęła głęboko, kończąc czytać wiadomość. Jeszcze ma pracę. Jeszcze jest bezpieczna. Chyba. Rzuciła okiem na uroczego chłopaka, śpiącego na jej kanapie. Zakopał się w kołdrze i wystawało z niej tylko wytatuowanie ramię i włosy. Uśmiechnęła się mimowolnie, przypominając sobie co zrobili w nocy. Następnie wzrok przeniosła na ekran komputera, stojącego na stoliku przed nią, na którym widniały zdjęcia, które mu wczoraj zrobiła. Nie przypominał tego Harry'ego Stylesa, z którym rozmawiała przez kolejne półtorej godziny o szparach między panelami i który przyciągał ją do siebie i całował w czoło za każdym razem, gdy chciała wyślizgnąć mu się i założyć majtki. Znów chichot.
- Co tam masz takiego śmiesznego laleczko? - spytał, nachylając się do jej policzka i zerkając na monitor.
Dziewczyna zatrzasnęła laptopa z trzaskiem plastiku. Jeszcze tego brakuje, aby wziął ją za wariatkę, która gapi się na jego zdjęcia. Usłyszała jego cichy śmiech, a zaraz potem poczuła usta na policzku. Zawstydziła się tego gestu i spuściła głowę. Znów się zaśmiał. Fuknęła.
- Jesteś po prostu śmiesznie urocza - szepnął do miejsca, gdzie spodziewał się znaleźć jej ucho, ale włosy mu zasłaniały.
Chłopak podsunął sobie jedno krzesło i usiadł obok dziewczyny. Chwycił jej dłonie, złożone na udach i uścisnął przyjaźnie.
- Powiesz mi kim był ten chłopak, którego wczoraj powaliliśmy w klubie?
[i.] przełknęła głośno ślinę. Nie chciała sobie przypominać o Mike'u i tego co się stało, jednak Harry zasługiwał na wyjaśnienia. Westchnęła.
- Kiedy tu przyjechałam Michael. - A więc ma na imię Michel, pomyślał Styles - Wynajmował mi pokój. Przystawiał się do mnie i mówił co ze mną zrobi, gdy już mnie posiądzie. Wystraszyłam się, powiedziałam znajomej, a ona załatwiła jakieś środki, czy coś, co mu miało na kilka godzin zabrać głos. Wyszło na to, że poparzyło mu przełyk i uszkodziło struny głosowe - powiedziała.
Nie było to dla niej łatwe, uwzględniając, że cudem udało jej się uniknąć pójścia za kratki. Pomogła jej polska ambasada i fakt, że zatrudnili ją jako paparazzi, a jej pracodawcy są bardzo wpływowymi ludźmi.
Harry'ego zamurowało. Jak to możliwe, że siedzi tu z nią? Czemu za takie coś nie jest już w więzieniu?
- Zanim zapytasz:  pomogła mi polska ambasada i moi szefowie. Podejrzewam, że liga obrony kobiet też maczała w tym palce.
Dłonie chłopaka jeszcze mocniej ścisnęły jej palce. Podniosła głowę i spojrzała na niego. Uśmiechał się ciepło, na co i ona się rozchmurzyła.
- Mi chyba tego nie zrobisz, co? - upewnił się.
Piąstka [i.] trafiła go w ramię.
- Przestań. Nigdy w życiu się już nie zgodzę na zabawę z takim gównem.
Chłopak puścił jej rękę, ale za to posadził ją sobie na kolanach.
- Naprawdę cię lubię, wiesz? - powiedział.
Niebywałe, że Harry zaproponował jej pomoc w skończeniu zlecenia. Zdradził jej gdzie się przyczaić, gdzie są przejścia i gdzie będzie dokładnie stał, aby ona zrobiła, jak najlepsze zdjęcia i miała tę robotę z głowy. Dziewczyna wtajemniczyła go w szczegóły jej zadania z dużą swobodą. Wręcz do niej niepodobną. Było pewne, że między nimi coś się działo, ale żadne z nich nie potrafiło odpowiedzieć na pytanie, co to było? Możemy się domyślać.
Potrzebny nam ładny chłopiec.
Może złapiesz go z piłką?
[i.] znalazła się na wzgórzu, z którego miała dobry widok na parking, na którym stały ich tourbusy. Usiadła na trawie ze zgiętymi kolanami i włączyła aparat. Na wyświetlaczu pojawiło się logo jego producenta. Z busa wyszło kilku mężczyzn, lecz żaden z nich nie był dla niej ważny. Czekała tylko na pięciu chłoptasi z boys bandu, a szczególnie tego jednego - najmłodszego.  Nie czekała długo, a Styles pojawił się tam, jak na zawołanie. Paradował sobie jedynie w spodniach, które opinał jego nogi tak bardzo, że niejedna modelka popadłaby w kompleksy. Spojrzał w górę na miejsce, gdzie spodziewał się zobaczyć znajomą dziewczynę i uśmiechnął się, widząc, że faktycznie tam jest. Jest tam i robi mu bezczelnie zdjęcia.
Eleanor - potrzebujemy jej.
Dziewczyna westchnęła i złapała się za czoło. Jeszcze jej tu nie widziała, skąd pewność, że w ogóle jest z nimi w Ameryce? Napisała do chłopaka. Ucieszyła się, gdy odpisał, że Eleanor jest w Europie. Cóż za pech agencjo! Minęła godzina, a [i.] miała tyle zdjęć, że jej karta pamięci powoli zaczynała protestować przed dalszym zapełnianiem jej. Wstała, więc ze swojego stanowiska i ruszyła stromym zboczem w dół.
Zniknięcie dziewczyny Harry odkrył bardzo szybko. Natychmiast zostawił piłkę w spokoju i popędził do furtki, którą mógł wydostać się z parkingu. Ostatni raz trzymał ją w swoich rękach parę godzin temu, a już czuję potrzebę dotknięcia jej raz jeszcze. Wyminął samochody ustawione wzdłuż ulicy samochody. Już widział jej białe, niskie conversy, już widział opinające jej pupę jeansy z podwiniętymi nogawkami, już widział jej białą koszulę bez rękawów. Był w stanie dostrzec nawet skrawek jej skóry tuż na paskiem spodni. Jeszcze tej nocy mógł ją tam dotknąć, a ona mogła się zaczerwienić.
W dwóch susach był tuż przy niej. Złapał jej wolną dłoń i pociągnął do siebie. Dziewczyna obróciła się do niego nieco wystraszona, a aparat ledwo co nie wypadł z jej rąk. Chwycił ją w ramiona i przycisnął swoje usta do jej ust. Tak samo miękkie, tak samo niewprawione.
Nie wiedział jednak, że popełnia jeden z największych błędów swojego życia. [i.] nie była jedynym paparazzi, który przyczaił się tego dnia przy ich parkingu. Nie wiedział też, że jeden z nich miał śledzić samą dziewczynę.
Uśmiechał się całą drogę do jej mieszkania. Jadąc taksówką starał się zapamiętać, ją jak najdokładniej, aby móc potem trafić tu sam. Uśmiechał się, gdy zadzierał głowę w górę, aby dojrzeć okna jej mieszkanka gdzieś tam na szesnastym piętrze. Uśmiechał się, gdy stał w windzie i kątem oka spoglądał na miejsce, gdzie stali całując się poprzedniego wieczora. Uśmiechał się idąc korytarzem i pukając w jej drzwi. Przestał, gdy mu otworzyła.
- Jestem martwa - rzuciła na powitanie i wróciła do wnętrza mieszkania.
Harry'ego coś zmroziło. Widział, że ma podkrążone oczy, chociaż starała się zakryć to makijażem. Czuł też w jej głosie i postawie, jaką przyjęła, że nie jest dobrze. Że może być cholernie źle.
- Co? - odparł, zamykając za sobą drzwi.
Patrzył, jak stała do niego tyłem majstrując coś przy sznureczkach zasłon. Chciała je rozwinąć, ale kilka żabek wypadło z prowadnicy skutecznie uniemożliwiając jej zasłonięcie widoku zza okna. Harry podszedł do niej i wyplątał jej palce z białego łańcuszka. Nie chciała, aby ją dotykał, więc szybko strzepnęła z siebie jego dłonie. On jednak nie dał za wygraną i ponawiał uścisk tak długo, aż przestała się stawiać i pozwoliła objąć się ramionom Stylesa. Rozpłakała się na nowo.
- Co się stało? - spytał cicho, gdy jej klatka piersiowa przestała nerwowo drgać.
- Nie poszłam do pierdla, bo moja agencja mnie wybroniła - załkała.
Myśli chłopaka zaczęły krążyć wokół [i.] w pomarańczowym uniformie, przemierzającej więzienne korytarze.
- Sama tego nie zrobię, więc Michael ponownie złoży na mnie pozew - dokończyła.
Gość z klubu, z którym szarpał się przed łazienkami. Odebrała mu głos.
- Dostanę dożywocie za swoją głupotę.
Harry westchnął cicho. Niech wreszcie wydusi z siebie co się dokładnie stało. Złapał ją za ramiona i odciągnął na tyle, aby mógł spojrzeć w jej czerwone od płaczu oczy.
- Co się stało?
Dziewczyna pociągnęła nosem, przeczesała rękę włosy i spojrzała bezradnym wzrokiem na swój strój. Czarne legginsy do kolan i szara bluza z kapturem w męskim kroju. Jednak dla Harry'ego dziewczyna wyglądała tak samo pięknie, jak na swoich wysokich szpilkach.
- Wyrzucili mnie - powiedziała. - Wyrzucili na zbity pysk.
Przez moment Styles próbował domyślić się, skąd ją wyrzucili. Jak mocno bił siebie w myślach, gdy wreszcie dotarło do niego, że [i.] straciła właśnie pracę, która gwarantowała jej wolność i poczucie bezpieczeństwa.
- Za co?
Zamiast odpowiedzi otrzymał bardzo grubą kopertę, wypełnioną zdjęciami ich popołudniowego pocałunki z każdym możliwym zoomem i z każdego możliwego kąta. Wściekły rzucił fotografiami o podłogę.
- To moja wina - odezwał się wreszcie. - Tylko i wyłącznie moja.
- Więc to przez ciebie pójdę do więzienia - szepnęła.
 Siedziała skulona na kanapie. Teraz była złożona i leżały na niej białe poduszki.
- Więc i ja cię z niego wyciągnę - zarządził i stanął wyprostowany.
[i.] zaczęła się zastanawiać, jakie pokłady optymizmu w nim siedzą. Ile będzie trwać jego przypływ odpowiedzialności i po której rozprawie powie jej, że nie potrafi jej pomóc i jest mu przykro. Albo nawet że nie będzie mu przykro. Będzie patrzył obojętnie, jak wsadzają ją do furgonetki i odwożą do zakładu karnego na długie lata. Być może na zawsze.
- Nie dasz rady. - Pokręciła przecząco głową. - Zrozum, że moja sytuacja jest tak beznadziejna, że tylko czekać, aż policja zapuka do moich drzwi z nakazem aresztowania.
- Nigdy nie mów nigdy, szczególnie, gdy jest się tym pierwszym - rzekł, co spotkało się ze zdziwionym wzrokiem dziewczyny. - Po prostu mi zaufaj, a spełni się twój amerykański sen.

Harry zatrudnił najlepszych adwokatów na wschodnim wybrzeżu.
Po półtora roku burzliwych rozpraw i medialnych walk między [i.], a Michelem dziewczyna została uniewinniona.
Sąd udzielił jej reprymendy i nakazał pokryć koszty operacji rekonstrukcji krtani Michaela, którą wywalczył dla niego jego adwokat.
Michael trafił na 6 lat do więzienia za naruszenie nietykalności osobistej, zastraszanie, próbę morderstwa i czarne grzeszki, które nazbierał sobie wiele lat wcześniej.
Harry i [i.] zaręczyli się i wzięli ślub.
Mieli dwójkę dzieci.
[i.] zginęła od postrzału w głowę w dzień wypuszczenia Michaela na wolność.


17 komentarzy:

  1. Ten imagin jest zajebisty i nie sadzilam ze sie tak skonczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojacieżniewierzę :o jak ty to robisz? *_*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaniemówiłam! ;o nie wiem co napisać...
    Imagin jest niesamowity... również nie sądziłam, że tak to się skończy...
    Ale imagin cud miód i malinka!

    OdpowiedzUsuń
  4. zapraszam na gust-of-truth.blogspot.com pojawił się Prolog, może Cię zainteresuje ;) x
    przepraszam za SPAM ~Franky

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest najlepszy imagin jaki czytałam. niesamowity pomysł rozpisanie go ułożenie zakończenie brak słów, szkoda tylko że bohaterka zmarła .
    Dziewczyno jesteś bogiem wyobraź to sobie sobie *____*

    OdpowiedzUsuń
  6. Łokciu! Co ty robisz, że twoje imaginy ZAWSZE są takie... ugh. Są takie świetne? Idealne? Śliczne? Prawdziwe? Aż mi słów zabrakło.
    Uwielbiam cię <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny!!! Po prostu brak mi słów, żeby opisać to jak bardzo jest dobry <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Te ostatnie slowa mnie przerazily. Ale imagin rewelacyjny ! Xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  9. Taki imagin potrafisz napisać tylko Ty! Nie ma co się powtarzać, jesteś niesamowita!

    Uwielbiam Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogoreczkuu<3 Jestem z Cb baardzo, bardzo dumna *,* To chyba znowu Twoj najlepszy imagin ! Pamietam jak czytalam jeden z Twoich pierwszych, chyba na reli z Olkiem to bylo... Juz wtedy pisalas zajebiscie... *,* Teraz... dziewczyno.. brak mi slow, by to opisac<3 Te szczegolnie dobrane slowa, ktore sprawiaja, ze czytelnik czuje emocje, ktore przezywa bohater, czy bohaterka... Te elementy zaskoczenia... Masz talent kochana... Nigdy nie przestawaj pisac, bo osobiscie Ci nakopie do dupy!<3 Jestem Twoja fanka lokciu, ale nadal czekam na imagin nie o 1D !<3

    OdpowiedzUsuń
  11. O.M.G. Jeden z najlepszych imaginów jaki kiedykolwiek czytałam! Naprawdę! ♥ Trzyma w napięciu do ostatniej chwili i czytam sobie i niby większości się spodziewam i końcówki też się spodziewałam i tu takie ostatnie zdanie xD Taki troll! Świetne! *o*

    OdpowiedzUsuń
  12. O. Ja. Jebię.
    Końcówka rozwala.
    O. Ja. Pieprzę.
    Kurde.
    Niesamowity!
    Kwktjrgowkjrmkgtfr...
    Brak mi słów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3