niedziela, 1 września 2013

Five Hundred Eighty - Two

,,The Last Song’’

Wiecie, jakie to uczucie kochać kogoś milion razy bardziej niż siebie samego? A wiecie jakie to uczucie kiedy wiecie, że ta osoba niedługo odejdzie?

Obudził mnie zapach. Najpiękniejszy ze wszystkich, jego zapach. Otworzyłam zaspane oczy, by ujrzeć nad sobą jego idealną, bladą, zmęczoną twarz. Jednak uśmiech wciąż miał ten sam, w oczy świeciły w ten sam, perfekcyjny i wręcz niemożliwy sposób.
- Wstajemy księżniczko – szepnął mi do ucha.
Kąciki moich ust lekko uniosły się ku górze tworząc słaby uśmiech. Zawsze nazywał mnie kochaniem, księżniczką, słońcem, skarbem , kiedy czuł się gorzej.
- To może mój książę ze mnie zejdzie? – spytałam retorycznie dźgając chłopaka palcem w brzuch. Zaśmiał się krótko, po czym przeturlał się na łóżko. – Jak się czujesz? – dodałam odrzucając na bok kołdrę.
Odpowiedziała mi cisza, co było wystarczającym potwierdzeniem tego, że z dnia na dzień było coraz gorzej. Westchnęłam przygryzając dolną wargę, aby spod moich powiek nie wydostały się łzy. To ja miałam być tą silną, nie mogłam pokazać mu, że jego choroba zabija nie tylko jego, ale też mnie.
- T.I? – zagadnął, kiedy już miałam wchodzić do łazienki. Odwróciłam głowę i kiwnęłam nią w jego stronę. – Wiesz, że bardzo cię kocham?
Momentalnie odwróciłam wzrok i niemal wparowałam do toalety zamykając drzwi na klucz. Zsunęłam się po nich na ziemię i dałam upust swoim emocjom, ale kiedy już ochłonęłam, wiedziałam, że nie możemy się poddać. Musimy walczyć do samego końca.
Kiedy opuściłam łazienkę, Niall’a nie było w sypialni. Odłożyłam piżamę na małą kanapę stojącą w rogu i wolnym krokiem wyszłam z pokoju w poszukiwaniu blondyna. Znalazłam do w kuchni, parzącego naszą ulubioną herbatę z goździkami. Potarłam ręce o siebie i przylgnęłam do pleców chłopaka.  Mogłabym przysiąc, że się uśmiechnął, chociaż nie widziałam jego twarzy.
- Co tu tak zimno? – odparłam odsuwając się od Irlandczyka.
- Chyba wyłączyli ogrzewanie na cały dzień – oznajmił podając mi kubek z ciepłym napojem.  – Co dziś robimy? – spytał obejmując mnie jedną ręką w pasie.
- Może maraton filmów? – powiedziałam wesoło.
- Czemu nie – wzruszył ramionami prowadząc mnie do salonu.
Usiedliśmy wtuleni w siebie, okryliśmy się ciepłym kocem i włączyliśmy telewizor. Na pierwszy ogień poszły komedie romantyczne, potem horrory i dramaty. Spędziliśmy tak siedząc cały dzień. Co jakiś czas szłam tylko zaparzyć herbatę na rozgrzanie, chociaż i tak czułam ciepło bijące od chudego ciała mojego faceta. Przez ten cały czas trzymał mnie za rękę. Jakby bał się, że właśnie teraz go zostawię. Nie zostawię. Nigdy.

- Kocham cię, nie chcę cię zostawiać, jesteś całym moim światem, jesteś wszystkim co mam, chcę żebyś o mnie pamiętała, kocham cię bardziej niż kogokolwiek innego – słuchałam.
Moje oczy były zamknięte, a i tak spod powiek wydostały się łzy. Dużo łez. Morze łez. Łkałam cicho w poduszkę, a on szeptał mi, ile dla niego znaczę. Zaciągnęłam się jego zapachem. Tym niepowtarzalnym, którego już niedługo nie będę mogła czuć.  Kaszlnęłam czując, jak jego mocne perfumy drażnią moje drogi oddechowe. Pierwszy raz to było takie przyjemne.
Odwróciłam się twarzą do Niallera i zacisnęłam pięści na jego koszulce, zamykając oczy. On objął mnie ręką w talii i przycisnął mocniej do swojego ciała. Słyszałam bicie jego serca. Słyszałam bicie naszego serca. Serca, które niedługo miało zamilknąć.
- Nie rób tego, proszę cię – szepnęłam.
Pocałował mnie tylko w czoło i dopóki nie zasnęłam głaskał moje długie włosy. Pragnęłam go. Pragnęłam jego dotyku. Pragnęłam usłyszeć Wszystko będzie dobrze, jak mówił na samym początku. Ale on dobrze wiedział, że nie lubię kłamstwa…

Mocniej wtuliłam się w poduszkę. Chciałam, żeby zastąpiło ją jego wiotkie ciało. Miał zaraz wrócić. Nie mogłam zasnąć bez niego. Był, jak mój talizman. Był motywacją do wstania z łóżka. Był… Był moim powodem, by być.  Moje powieki robiły się coraz cięższe i były zamknięte, kiedy łóżko ugięło się pod ciężarem jego ciała, a jego ręka spoczęła na moim biodrze. Odgarnął moje włosy z twarzy i przerzucił je na jedną stronę.
- Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żyła sobie piękna księżniczka T.I. Miała wielki dwór, mnóstwo poddanych i wielu przyjaciół, jednak brakowało jej księcia. Pewnego dnia, pod bramą jej królestwa zjawił się chłystek imieniem Niall. I kiedy tylko zobaczył piękną księżniczkę, jego serce wykonało kilka salt, fikołków i obrotów. Już wiedziało, że to będzie ta jedyna. Chłystek długo walczył o serce Królewny. Pewnego dnia , ku zdziwieniu wszystkich, zdobył je. Czuł się wtedy, jakby wszedł zupełnie sam na szczyt Mount Everest. Wiedział, że ma teraz przy sobie największy skarb na świecie, jej niesamowicie kruche i delikatne serce. Dnia, którego je dostał obiecał sobie, że nigdy nie pozwoli, aby się rozpadło. Jednak nie potrafił dotrzymać tej obietnicy – chłopak przerwał na chwilę i otarł rękawem bluzy swoje łzy. – Niestety poważnie zachorował i chociaż nie chciał, to wiedział, że pewnego dnia będzie zmuszony opuścić swoją księżniczkę. Próbował wszystkiego, by zostać z nią, jak najdłużej. Ale wiedział, że z każdym kolejnym dniem zbliża się ku końcowi. Jego życie zbliża się ku końcowi, ale nie jego miłość. Niedługo odejdzie i złamie serduszko swojej księżniczce – pogłaskał mnie po policzku, a ja zacisnęłam dłonie na poduszce. – Chociaż tego nie chce, musi to zrobić.
- Niall – szepnęłam.
- Tak kochanie? – odparł muskając swoimi wargami jej policzek.
- Jesteś wszystkim co mam. Nie możesz…
- Wiem słońce, wiem – westchnął kładąc swoją głowę na poduszce. – Śpij dobrze, kocham cię.
- Nie odchodź…

Jego krótki i płytki oddech przyjemnie drażnił mój odkryty kark. Uśmiechnęłam się lekko wiedząc, że jeszcze jest przy mnie, że jeszcze nie odszedł. Wiedziałam, że to jest kwestią czasu i niestety ta myśl coraz częściej nie pozwalała mi normalnie funkcjonować.

Ona poświęciłaby za niego swoje życie. Szkoda, że nie mogła.

- Nialler – szepnęłam wyswobadzając się z objęć chłopaka. – Wstawaj Horan! – krzyknęłam szturchając go.
- T.I… - mruknął wtulając twarz w poduszkę.
- Ej! Poduszka jest lepsza niż ja? – powiedziałam z udawanym smutkiem w głosie.
- Ja śpię skarbie– mruknął.
Zamarłam. Nazwał mnie skarbem. Jest słaby i… on nie ma siły wstać z łóżka. Nie, nie, nie!
- Niall, nie rób tego! – wrzasnęłam. – Ty nie możesz…
Chłopak niemal natychmiast, pomimo braku siły, podniósł się do pozycji siedzącej i przygarnął mnie do swojej piersi.
- Obiecałaś, że nie będziesz płakać. Słyszysz? – spytał. – Moje serce jeszcze bije. Bije, bo nie chce cię zostawiać.
- Nie umrzesz, nie? – spojrzałam na niego spod wachlarza ciemnych rzęs, westchnął.
- Wiesz, że umrę kochanie, nie możemy o tym nie myśleć, bo to się stanie. Przepraszam – szepnął całując mnie w głowę.
- Idź się prześpij, dobrze? Pogram sobie na gitarze na balkonie, zdrzemnij się – powiedziałam cicho, schodząc z kolan Horana.
Chwyciłam z biura zeszyt i ołówek, podniosła gitarę chłopaka stojącą w kącie sypialni i wyszłam na balkon zasuwając za sobą szklane drzwi.
Siedziałam tam cały dzień pisząc własną piosenkę. Piosenkę, którą miał usłyszeć tylko on. Nie byłam wybitną wokalistką, a na gitarze nauczył grać mnie mój chłopak. Wiedziałam, że wiele to dla niego znaczyło i nie mogłam mu odmówić. Skończyłam piosenkę po 21.00. Dumna z siebie odwróciłam się w stronę łóżka, gdzie leżał Niall.
Jego twarz była taka spokojna, ciało bezwładne. Prawa ręka zwisała z łóżka na ziemię, a… a klatka piersiowa się nie unosiła. Upadłam na ziemię kryjąc twarz w dłoniach. Nie zdążyłam się pożegnać. Nie zdążyłam powiedzieć mu, ile dla mnie znaczy. Nie zdążyłam…

Jeszcze nigdy nie widziałam tyle łez w jednym miejscu. Dziadkowie, rodzice, Greg z żoną, kuzyni, kuzynki, ciocie, wujkowie, chłopcy, fani, ludzie z branży muzycznej no i ja.  Wszyscy stoimy na cmentarzu obok trumny i… i błagamy, żeby wrócił. Ponownie załkałam podchodząc do mikrofonu. Mój wzrok napotkał stamtąd mnóstwo smutnych oczu.
- Ja… - zaczęłam, a w moim gardle stanęła gula. –Kochałam go.  Napisałam kilka przemów, ale chyba powiem to, co leży mi na sercu. Ostatnie miesiące Niallera, spędzałam u jego boku i widziałam, jak gasnął. Jednak było coś, co nigdy się nie zmieniało. Mimo tego, że schudł, że zbladł, że stracił siły, jego uśmiech wciąż potrafił rozpromienić cały pokój, a jego oczy wciąż świeciły tym samym blaskiem. Nawet  tego ostatniego dnia. Kiedy zobaczyłam, że odszedł, płakałam. Nie dlatego, ze było mi smutno. Płakałam, bo nie zdążyłam się pożegnać. Płakałam, bo bolało. Płakałam, bo wiedziałam, że będę tęsknić. Płakałam, bo miałam już nigdy go nie usłyszeć i płakałam, bo odeszła część mnie. Jak mówiłam, nie zdążyłam się z tobą pożegnać Nialler. Więc zrobię to teraz – powiedziałam i zeskoczyłam z drewnianego podestu.
Obok trumny leżała gitara, na której pisałam piosenkę. Ostatnią melodię, którą słyszały jego uszy, którą zapamiętał jego mózg.  Szarpnęłam struny gitary, a moje usta same zaczęły śpiewać.

Czuję cię, jesteś obok mnie, jeszcze, póki co
Parzysz herbatę o poranku, jest zimno i ręce drżą
Opowiadasz mi bajkę ulubioną, a księżniczką jestem ja
Złapałeś mnie za rękę i nie puszczasz, bo siły ci brak

A ja się boję tych poranków, samotnych jak, jak ja bez ciebie
Bo ja się boję, a wiem...

Że kiedy odejdziesz
Kiedy odejdziesz, a odejdziesz lada dzień
To wszystko w co wierzę
To wszystko w co wierzę tak nagle straci sens

A kiedy odejdziesz
A kiedy odejdziesz, a odejdziesz dobrze wiem
To wszystko w co wierzę
To wszystko w co wierzę tak nagle straci sens

Jeszcze szepczesz coś do ucha
I ja chcę w to uwierzyć
Chcę być jeszcze bliżej ciebie
Chociaż obok mnie leżysz
I duszę się twoim zapachem
I dławię się twoim oddechem
Tak niebezpiecznie
A boli mnie myśl, a boli mnie chwila
W której będziesz tu tak bardzo niekoniecznie

Bo ja się boję tych poranków samotnych jak, jak ja bez ciebie
Bo ja się boję, a wiem…

Że kiedy odejdziesz
Kiedy odejdziesz, a odejdziesz lada dzień
To wszystko w co wierzę
To wszystko w co wierzę tak nagle straci sens

A kiedy odejdziesz
A kiedy odejdziesz, a odejdziesz dobrze wiem
To wszystko w co wierzę
To wszystko w co wierzę tak nagle straci sens

Niebo, które wcześniej przysłaniały ciemne, brunatne chmury rozpogodziło się. Zza burzowych obłoków wyjrzało słońce, które padło wprost na moją twarz. Uśmiechnęłam się lekko wkładając gitarę do jego trumny.
- Podobało ci się, prawda? Do zobaczenia skarbie, bardzo cię kocham – szepnęłam odchodząc.


***
Hejeczka!
Więc wróciłam sobie z wakacji i mam 393091247023895623987563978 pomysłów na imaginy, a zero weny, zacnie, czyż nie? :)))))))))))))))))))))))))))
Ogólnie to zaczęłam pisać fanfiction i miło by było, gdybyście zajrzeli ;) O WŁAŚNIE TU :D
Piosenka, która została tu użyta jest autorstwa @wpatka, i tak, mam pozwolenie na użycie tej piosenki tutaj ;) Kocham, @ahmydirection <3

EDIT: DNVFDLBHVFOSDUGHVFOSDGHVFSDBVGSDHUGOUIWE DZIĘKUJĘ ZA TYLE WSPANIAŁYCH SŁÓW :''''''')

18 komentarzy:

  1. Normalnie się poryczałam ;,) Imagin jest boski!

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne! Aż się popłakałam. Nie lubię tych imaginów w których ktoś umiera. Zawsze są najsmutniejsze. Ale jest piękny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde. Popłakałam się..
    Piękny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowny, aż pociekły mi łzy <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Płaczę!
    Nigdy nie płaczę, czytając imaginy, bo mało jest osób, które piszą na tyle dobrze, żeby mnie wzruszyć. Ktoś powie co ja tam mogę wiedzieć? Ale żeby nie wiem jak świetny tekst to przecież najważniejsze są emocje! Dzięki Tobie płaczę! Masz OGROMNY talent, kochana! W tym imaginie nie ma jakiegoś zbędnego wymądrzania, takich nadmuchanych, nadętych przemów typu: "idź za głosem serca!", "jesteś sensem mojego życia!" i inne takie. Jest prosto, a tekst łapie za serce. Dziękuję!

    (Walnęłam taką mówkę, jakbym sama wygłaszała nadętą przemowę -,-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż stanęły łzy w oczach, więcej takich cudownych imaginów! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Płacze to jest takie wspaniałe <3

    OdpowiedzUsuń
  8. popłakałam się, jest wspaniały <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam kiedy imagin ma tyle emocji, poryczałam sie! Idealny!

    OdpowiedzUsuń
  10. nie ma to jak rozryczeć się przed rozpoczęciem roku szkolnego <3

    OdpowiedzUsuń
  11. DO U HEAR MY CRYING?
    Boże, to jest cudowne! Ja, ja... O Boże święty, dziewczyno, co ty ze mną robisz? Nie mogę oddychać wiesz? Przez ciebie sie tak poryczałam, że nie mogę oddychać.
    Okay, trochę się już uspokoiłam, ale łzy nadal ciekną.
    Stanowczo jest to jeden z moich ulubionych imaginów, mam go w zakładkach i ikonka bezczelnie mnie kusi, żebym na nią kliknęła. Ale nie mogę, bo się znowu poryczę. Ale i tak to zrobię, bo jestem słaba.
    Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  12. Ominęłam trochę,ale i tak mam łzy w oczach.
    Jakie to życie jest kruche i beznadzieje..

    OdpowiedzUsuń
  13. popłakałam się piękny *.*

    OdpowiedzUsuń
  14. oo matko, jest przepiekny, chyba nie musze mówić że się popłakałam jak zawsze xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  15. Za każdym razem mówię sobie, że nie będę płakac... I najgorsze jest to, że łamię obietnice.. bo widze w Nialleru mojego byłego chłopaka.. Te same błękitne oczy, słodki uśmiech i entuzjazm w każdym rozpoczętym dniu...Nie wybaczyłabym sobie gdyby coś stało się jednemu z nich a takie opowieści sprawdzają naszą reakcję na najgorsze z możliwych rozwiązań w naszym życiu... Czytałam wiele opowiadań, ale żaden nie poruszył mnie tak jak ten... Dziękuję, że jest ktoś taki jak Ty i zajmuje się tym co robi najlepiej - porusza i ociepla nasze serca... i zcala nas w jedną całosc.. Directioner... <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejku popłakałam się jak małe dziecko któremu zabrano lizaka. Imagin jest piękny <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Czesto pisze "płacze" a tak serio mam tylko łzy w oczach. Teraz ryczę, ryczę jak głupia, gluty spływają mi po twarzy. Ten imagin jest piękny. Wyobraziłam sobie mnie i mojego nażeczonego za pare lat. Kurwa ja bym popełniła samobujstwo. Kocham Cie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3