poniedziałek, 2 września 2013

Five Hundred Eigty - Four


Pojawiają się przekleństwa.

Pojawia się dużo przekleństw.
Pojawia się bardzo dużo przekleństw.
Pojawia się od ch*ja i trochę przekleństw.

Miłego czytania haha :)

   Tak kurewsko boli, kiedy w mgnieniu oka traci się cały świat. To, że dzisiaj jej nie ma, to tylko i wyłącznie moja pieprzona wina. Dopiero, kiedy odeszła uświadomiłem sobie, ile dla mnie znaczy. Nie jestem jednym z tych, którzy bez skrępowania wyznają swoje uczucia. Ale dla niej byłbym w stanie to zmienić. Dla niej, byłbym w stanie zrobić wszystko.

   Powtarzałem jej miliony razy, że akcje są niebezpieczne i choćby nie wiem co, ma mnie nie śledzić. Niestety Sharlen należy do ludzi ciekawskich i nieposłusznych. Zawsze siedziała w domu i czekała, aż wrócę z bitwy. Nie mam pojęcia, co jej strzeliło do głowy, żeby podczas najniebezpieczniejszej misji za mną pójść.
   Leżałem na łóżku, tępo wpatrując się w sufit. Znowu o niej myślałem, totalnie mną zawładnęła. Zerwałem się z łóżka i wszytko, co stało lub leżało na szafce nocnej zrzuciłem na podłogę. Nie chciałem już czuć poczucia winy. Ale powinienem. Powinienem zgnić w piekle za to, co się stało. Usiadłem z powrotem na materac i oparłem łokcie na kolanach, chowając twarz w dłoniach. Poczułem coś mokrego na rękach i policzkach. Kurwa, ja płakałem. Ja naprawdę płakałem. Tak cholernie mi jej brakowało. Brakowało mi jej oddechu, uśmiechu, dotyku, głosu. Brakowało mi wszystkiego, co był z nią związane.
- Ej, Zayn - usłyszałem. Podniosłem wzrok ku drzwiom, w których progu stał Erick. - Chcesz może pogadać? - zapytał z troską, na co kiwnąłem twierdząco głową.
   Chłopak zamknął drzwi i usiadł obok mnie. Długo lustrował mnie wzrokiem, podczas, gdy ja tępo wpatrywałem się w ścianę przede mną. Czekał, aż sam wszystko z siebie wyrzucę. Westchnąłem.
- Wiesz, jak to cholernie boli? Ta jebana świadomość, że twój największy skarb nie żyje przez ciebie? Zwykle potrafiłem przewidzieć coś, zanim to nastąpiło. Czemu nie przewidziałem, że za mną pójdzie? A czemu to, że ją kocham przewidziałem o wiele za późno... - dokończyłem szeptem całkowicie się rozklejając.
   Ryczałem, jak małe dziecko. Miałem w dupie to, że Erick pomyśli, że jestem mięczakiem. Ja wcale nie chciałem tak wiele. Chciałem tylko znowu mieć ją przy sobie.
- Zayn... - zaczął brunet. Spojrzałem na niego wyczekująco. - Jezu... - jęknął. - Tylko się złość, OK?
- Nie pierdol Williams, tylko mów o co chodzi! - krzyknąłem przeczesując palcami włosy, z frustracji pociągając za ich końce.
- Zayn... - chłopak nabrał powietrza, po czym gwałtownie je wypuścił. Chwilę jeszcze wahał się, ale sam nie mógł już zdusić tej informacji w sobie, więc krzyknął. - Cholera Malik ona żyje! - to podziałało na mnie, jak kubeł zimne wody. Miałem ochotę zabić go na miejscu, za to, co powiedział.
- Co ty pierdolisz?! - wrzasnąłem popychając go. Wstałem czując, że wszystkie moje mięśnie się napinają, a ja przestaję nad sobą panować.
- Ona jest teraz w gangu Kingsów Zayn! - odpowiedział mi, również podnosząc się z miejsca.
- Słyszysz się?! Ona nigdy by nam tego nie zrobiła! - krzyknąłem powstrzymując się od uderzenia przyjaciela.
- Ona gówno pamięta! Ledwo przeżyła ten wybuch, straciła pamięć, a Rick to po prostu wykorzystał! - usłyszałem. Kiedy Erick wypowiedział imię ,,Rick'' napiąłem się jeszcze bardziej. Zacząłem głębiej oddychać, starając się jakoś uspokoić.
- I czemu ja do kurwy jasnej o tym nie wiem?! - wrzasnąłem chyba najgłośniej, jak mogłem.
- Sam się dopiero dowiedziałem! Nie drzyj już na mnie mordy, tylko rusz dupę i coś zrób! - krzyknął mi prosto w twarz po czym z hukiem zamknął za sobą drzwi mojego pokoju.
   Chwyciłem poduszkę z łóżka i z całej siły cisnąłem nią o ścianę, jednak nie za wiele to dało. Chciałem wyładować na czymś swoje emocje. Ona żyje. Jest zdrowa i... i mnie nie pamięta. W dodatku jest po stronie moich największych wrogów - gangu ,,The Kings'', którzy zaraz po nas - ,,The Gold Kings'' rządzą tym miastem.
   Rick Steven, przywódca Kingsów dobrze wie, jakie są moje czułe punkty. Przekonałem się o tym, kiedy trzy lata temu... zabił moją siostrę. Tym razem nie pozwolę, żeby ten sukinsyn wykorzystał Sharlen. Zapłaci za to wszystko, co mi zrobił. Nie wyjdzie już z tego cało. Phh... O ile w ogóle z tego wyjdzie.
***
   Bronie były już w bagażnikach, a my ubieraliśmy kamizelki kuloodporne. W takich chwilach jak ta, poznaje się przyjaciół. Erick, Thomas, Adam, Cole, Mathew, Dylan, Paul, Robin, Brian i ja stanowiliśmy gang ,,The Gold Kings''. Byliśmy, jak maszyny do zabijania. Potrafiliśmy to zrobić szybko, bezboleśnie, nie zostawiając żadnych śladów, w dodatku nawet nie brudząc sobie rąk.
   Zegarek przypomniał mi, że jest już 24.30. Mamy dokładnie 47 minut, żeby zrobić z Kingsami porządek. Najlepiej atakować w nocy, bo oni nigdy się tego nie spodziewają, zwłaszcza, że nie mają pojęcia o tym, że wiemy o Sharlen, która jest z nimi.
***
   W powietrzu policzyłem do trzech, widząc, że Lucas, jeden z członków gangu ,,The Kings'' rusza w stronę okna. Chłopcy kiwnęli głowami na mój znak, a kiedy zobaczyłem, ze Lucas jest już minimalnie blisko, wycelowałem w niego i strzeliłem, rozbijając szklaną szybę. Chłopak padł na ziemię, a cały mój gang wszedł przez rozbite okno do domu. Rozejrzałem się jeszcze wokoło po czym również wskoczyłem do środka. Ja, Adam, Dylan, Brian i Mathew zostaliśmy na parterze, a Erick i reszta poszli na górę. Usłyszałem pierwsze strzały, za co uśmiechnąłem się w duchu.
   Wszedłem do kuchni, pusto. Chłopcy przejrzeli cały parter, nikogo nie było. Z piętra zbiegła reszta informując mnie, że wszyscy członkowie już nie żyją. Wszyscy, oprócz Rick'a. Nie znaleźliśmy też Sharlen.
- Kurwa mać, piwnica! - szepnąłem biegnąc w stronę wyjścia z domu.
   Cały gang pobiegł za mną. Okrążyliśmy budynek i znaleźliśmy wejście do podziemi. Wszyscy szybko tam weszliśmy i zaczęliśmy się rozglądać. W końcu znów stanęliśmy na środku jednego z piwnicznych pokoi oznajmiając sobie, że nikogo tu nie ma. Jednak w chwili, w której usłyszałem wrzask Sharlen nie byłem już tego pewien. Krzyczała moje imię. Słyszałem jej przerażenie. Zacisnąłem szczękę i odbezpieczyłem pistolet. To był jego ostateczny koniec. Powoli szedłem w kierunku, z którego dochodziły wrzaski. Był to ukryty pokój.
   Odwróciłem się i spojrzałem porozumiewawczo na Erick'a, który skinął głową w kierunku drzwi. Kopnąłem je, z hukiem opadły na ziemię. W pokoju strasznie śmierdziało. Było ciemno i zimno. Zobaczyłem otwarte piwniczne okno.
- Kurwa, te chuj znowu mi zwiał! - wrzasnąłem wystrzelając w sufit.
- Zzzz.... Zayn? - z końca pomieszczenia doszedł mnie cichy, przepełniony przerażeniem szept.
- Zaświeć światło - wyszeptałem do Adama, który stał najbliżej włącznika.
   Po chwili całe pomieszczenie rozświetliła wisząca na kablu, brudna żarówka. Skierowałem swój wzrok w kąt pokoju i zamarłem. Sharlen siedziała przywiązana do rury, ubrana była jedynie w cienką czarną sukienkę i tego samego koloru, wysokie szpilki. Jej kostki były poprzecierane od grubych sznurów, którymi prawdopodobnie była związana. Podszedłem do niej powoli i uklęknąłem przy niej, odgarniając kosmyk włosów z jej czoła. Patrzyła na moje ruchy z przerażeniem. Ona się mnie po prostu bała.
- Sharlen, to ja, Zayn. Nie zrobię ci krzywdy, obiecuję - szepnąłem odwiązując jej ręce.
   Wstałem i podałem jej rękę, aby również mogła podnieść się z zimnego betonu. Była blada, chuda i wycieńczona. Nie miała nawet siły wstać. Ponownie uklęknąłem, wsadziłem jej ręce za plecy i pod uda i podniosłem ją. Dziewczyna schowała twarz w zagłębieniu mojej szyi i objęła mnie ramionami. Delikatnie trąciłem ją nosem chcąc, aby zrozumiała, że w moich ramionach już nic jej nie grozi. Wyniosłem ją z piwnicy i położyłem na tylnych siedzeniach jednego z naszych trzech czarnych Lang-Rover'ów. Chłopacy w ogóle się nie odzywali. Asekurowali nas i rozglądali się w poszukiwaniu Rick'a.
   Wróciliśmy do domu po 03.00. Zaniosłem dziewczynę do mojego pokoju, rozebrałem jej sukienkę i położyłem w moim łóżku, okrywając kołdrą. Sam poszedłem pod prysznic, ubrałem dresy i T-shirt i usadowiłem się w fotelu, gdzie całą noc obserwowałem śpiącą Sharlen. Po 13.00 wymknąłem się na chwilę z pokoju, po coś ciepłego do jedzenia i picia, ręczniki i ubrania dla Len, kiedy już się obudzi.
   Postawiłem tacę z jedzeniem i piciem na szafce nocnej, a ręczniki i ciuchy rzuciłem niezdarnie na komodę. Usiadłem na skraju łóżka i znów wróciłem do obserwowania mojej dziewczyny. Mojego największego skarbu. Mojego życia. Mojego całego świata. Nie patrzyłem na nią już długo. Po trzech lub czterech minutach, Sharlen zaczęła się budzić.
   Otworzyła oczy i badawczo rozejrzała się po pomieszczeniu. W jej oczach mogłem ujrzeć strach, kiedy zorientowała się, że jest w samej bieliźnie.
- Sharlen, spokojnie... - powiedziałem cicho nie chcąc, żeby się przestraszyła. Spojrzała na mnie ze łzami w oczach, po czym rzuciła mi się na szyję. Zaczęła głośno płakać, a ja głaskałem ją po głowie i uspakajałem. - Już nie płacz kochanie, teraz jesteś bezpieczna wiesz? Już nikt cię nigdy nie skrzywdzi, ale nie płacz. Jestem przy tobie.
- Bałam się Zayn. Bałam się. Bałam się, że już więcej cię nie zobaczę - szepnęła ciaśniej otulając ramionami mój kark.
- Jestem tu Sharlen. Jestem i zawsze będę. Kocham cię, wiesz? - powiedziałem z lekkim uśmiechem na ustach, na co dziewczyna oderwała się ode mnie i zlustrowała mnie wzrokiem. - Ja naprawdę bardzo cię kocham - odparłem ponownie zamykając ją w szczelnym uścisku.
   Co się stało z Rick'iem? Podobno wyleciał do Ameryki Południowej. Z dala ode mnie. Był zwykłym tchórzem. Poprzysiągłem sobie, że kiedy jego noga jeszcze raz postanie na terenie Bradford, już stąd nie wyjdzie. Pozostanie tu na zawsze, kilka metrów pod ziemią.


To znowu ja :)
Nie mogłam nie wstawić wam imagina po tylu miłych słowach, które pojawiły się pod moim ostatnim imaginem. Szczerze powiedziawszy dotychczas uważałam tę pracę za swoją najlepszą i ,,chowałam ją'' na specjalną okazję, która nadeszła właśnie teraz :)
Jeszcze raz strasznie wam dziękuję i nawet nie wiecie, jak się cieszę, że moje historie wywołują u was takie emocje :)
EDIT: Aha, i dziewczyna ma na imię Sharlen, bo to imię mi się podoba haha :D Bo już widzę ktoś ma problemik ;)

15 komentarzy:

  1. Więcej takich imaginów o naszych złych chłopcach ;* Jesteś świetna

    OdpowiedzUsuń
  2. Super:* Kocham ten wątek "akcji";) Czekam na więcej;>

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Bo tak nazwałam główną bohaterkę :) x

      Usuń
  4. fast and furious, anyone notice? ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Do tego imagina strasznie mi pasuje piosenka "Jula - Ślad" :) Akurat sobie ją słuchałam i idealnie wpasowała się w imagin :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy ten "najlepszy" to ten, czy poprzedni, ale oba bardzo mi się podobają :)
    Niestety ja nie potrafię opisywać takich akcji jak tu, tak dobrze jak Ty - zaczynam się robić zazdrosna! ;D

    Nie męczą cię takie dłuuuuuuuuugie komentarze? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny styl! Gdy czytałam, zdałam sb sprawę, że wcale nie chcę, by to się skończyło. 3maj tak dalej!
    Ściskam
    Kiyoko
    Byłoby nieziemsko gdybym mogła poznać Twoją opinie na temat moich bazgrołów: leeetmeloveyou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Obys miała wiecej takich na "specjalne okazje" i oby te okazje zdarzały sie często ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest zajebisty! :D lubię Zayna jako niegrzecznego chłopca z Bradford ^^
    Imię piękne, masz rację :3 mnie też się podoba ;33
    Pozdrawiam słońce :3

    OdpowiedzUsuń
  10. z początku myślałam że to bedzie związane cos z 'szybcy i wsciekli' ;) ale mile mnie zaskoczylaś, bo juz myslałam że nie żyje.. i fajne zakończenie ;)

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  11. No kurwa to pojechałaś.... Dziewczyno, kurwa zajebiste. Tak przeglądam tego bloga pod hasłem - Zayn i proszę kurwa najlepszy z takimi słowami :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3