czwartek, 26 września 2013

Five Hundred Ninety-Five

-Cześć [T.I] możemy się dziś spotkać ?-jakie było moje zdziwienie kiedy po drugiej stronie słuchawki usłyszałam głos swojego byłego męża. 
-Co, tak chyba tak. Przyjedź do mnie koło piątej, powinnam już wrócić z pracy. Stało się coś ?-przyznam,że Liam nigdy nie dzwonił do mnie bez powodu, owszem rozstaliśmy się w przyjaźni, często widywaliśmy ale nigdy nie dzwonił do mnie z tak wystraszonym głosem. 
-Przyjadę. Cześć-do moich uszu doszedł przeciągły dźwięk przerwanego połączenie. Teraz jestem pewna,że nie będę się mogła skupić na papierkowej robocie. Całe sterta teczek z aktami leżała na biurku przede mną, do dziś powinnam zapoznać się przynajmniej z trzema najbliższymi sprawami. Zawód adwokata jest czasem bardzo wymagający i czasochłonny. Cały czas po głowie chodził mi Liam. Moja druga miłość, po trzyletnim okresie narzeczeństwa stanęliśmy na ślubnym kobiercu by już rok później spotkać się w sądzie.Od tego czasu nie spotykałam się z nikim na poważnie tak samo zresztą jak Liam. 
-Witaj [T.I]-do mojego gabinetu wszedł mój wspólnik-cudownie wyglądasz-usiadł na czarnym skórzanym fotelu i nalał sobie szklankę wody.
-Dziękuję Ci bardzo-uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-To kiedy nas opuszczasz ?
-Za jakieś pięć miesięcy, ale nie na długo-zaśmiałam się odkładając pióro.
-Rodzisz i wracasz ?
-Dokładnie tak, a teraz wybacz, muszę już iść-zgarnęłam swoją torbę oraz płaszczyk. Jak na maj było i tak chłodno-cześć-pocałowałam Johna w policzek i opuściłam kancelarię. Muszę przyznać,że John był moim długoletnim znajomym. I to właśnie on reprezentował mnie podczas rozpraw. Całe szczęście,że Liam nie robił problemów. Wsiadłam do stojącego na podziemnym parkingu samochodu i skierowałam się do pobliskiego marketu. W końcu jakoś trzeba ugościć byłego męża.

Jak jej to wszystko powiedzieć. Muszę w końcu to zrobić, nie mogę tego dłużej trzymać w sobie. To samo wykończy mnie wcześniej. Stoję przed mahoniowymi drzwiami, kiedyś naszego wspólnego mieszkania. Spłaciła mnie więc wszystko jest jej. To co jej zrobiłem przed ślubem było największą głupotą mojego życia za którą teraz przyszło mi płacić. Nie czekając dłużej zapukałem w drzwi by po chwili ujrzeć ją ubraną w szeroką szarą sukienkę oraz buty na obcasie. Zawsze elegancja. 
-Wejdź-drzwi otworzyły się szerzej.
Mieszkanie nic się nie zmieniło.Wszystko pookładane było tak samo jak w dzień kiedy zabierałem stąd swoje rzeczy. Na szafce stało nawet nasze ślubne zdjęcie.
-Przygotowałam nam kolację-wskazała na stół-myślałam,że będziesz głodny.
Cała ona, opiekuńcza względem innych. Na stole stały dwa talerzyki, lazania oraz deska przeróżnych serów. Zdziwił mnie jednak tylko jeden stojący kieliszek do wina oraz szklanka na wodę. Zasiadłem na swoim stałym zawsze miejscu zaraz naprzeciwko niej. Nalała sobie szklankę wody z cytryną a ja napełniłem swój kieliszek czerwonym wytrawnym winem. Raz od czasu człowiekowi wolno.
-Muszę Ci coś wyznać-spojrzałem obracając w palcach srebrny widelec-mam raka, umieram [T.I].
Kiedy tylko wydusiłem to z siebie, trzymane przez nią widelec upadł na talerzyk a ona wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. Wystraszyła się. Bała się.
-Wszystko dobrze ?-położyłem swoją dłoń na jej-[T.I]
-Tak..tak, chyba tak. Jak to możliwe Liam ?
-Nie wiem, ale musiałem komuś to powiedzieć,przepraszam,że padło na Ciebie.
-Liam nie mów tak, ze wszystkim możesz do mnie przyjść, teraz trzeba coś zrobić, musisz się leczyć! Jesteś potrzebny rodzicom, chłopakom a nawet mnie!-zerwała się z krzesełka-zrobię wszystko żeby Ci pomóc rozumiesz ? Nie pozwolę Ci umrzeć!

Stało się to co było nieuniknione. Od tygodnia jestem na zwolnieniu lekarskim aż do porodu. Dokładnie tydzień temu ostatni raz rozmawiałam z Liamem. Od tygodnia jestem w trakcie poszukiwań najlepszego onkologa. Nie powiedziałam mu o ciąży ?Bo co mu powiem,że poddałam się zabiegowi in vitro bo tak bardzo pragnęłam dziecka ? Siedziałam z laptopem na kolanach, w dresie, szukając odpowiednich klinik . Wszystko przebiegało by sprawniej gdyby nie dzwonek sprowadzający mnie na ziemię. Bez trepek ani nawet skarpetek przeszłam po zimnych płytkach otworzyć drzwi zmarzniętemu Liamowi. 
-Co tu robisz ?-pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się na myśl. Ściągnął kurtkę i wszedł do salonu zaśmieconego papierami. Usiadł na kanapie a ja w między czasie udałam się do kuchni zrobić nam ciepłej herbaty. 
-Byłem w kancelarii, powiedzieli mi,że jesteś na zwolnieniu, przez ponad pół roku!-w jego głosie dało się wyczuć zdezorientowanie oraz nutkę złości.
-Nie mam wyjścia-postawiłam kubki z herbata na stoliku. Do tej pory miałam jeszcze jego kubek z Toy Story. Jedna z wielu rzeczy, których nie spakowałam mu kiedy się pakował. Jak na przykład parę ulubionych przeze mnie jego koszulek, czy flakonik perfum a nawet głupiego jaśka. 
-Stało się coś ?
-Nie chciałam Ci mówić, jeszcze nie teraz-odłożyłam łyżeczkę którą mieszałam swój napój-ale jestem w ciąży. Szczerze ? Żałuję  że nie nagrałam jego reakcji, najpierw wypluł zawartość swoich ust prosto na mój puchaty dywan a potem jego twarz przybierała różna odcienie czerwieni. 
-Co ? Kto jest ojcem ?
-Moje dziecko ma to szczęście i nie ma taty. 
-Nie chcesz powiedzieć,że....
-Tak właśnie to chcę powiedzieć!-nie potrzebnie się uniosłam-zawsze chciałam dziecka, chciałam mieć dziecko z Tobą ale wyszło jak wyszło.
-Gdybym nie....
-Nie ma co gdybać Liam, stało się. Teraz się trzeba zająć Tobą-położyłam dłoń na jego kolanie. Trzeba pomóc mu pokonać tą okropną chorobę. 

3 miesiące później

-Jak to przerwałeś leczenie ?-spytałam kręcąc się w tą i z powrotem po salonie w mieszkaniu.
Dwa tygodnie temu wróciliśmy ze Szwajcarii,gdzie mają najlepsze kliniki specjalizujące się w dziedzinie onkologii. Liam przechodził chemioterapię, brał silne leki, które miały pomóc mu w walce z rakiem a teraz tak po prostu oznajmia mi,że przerwał leczenie!
-Nie mam dla kogo żyć, to wszystko nie ma sensu. 
Rozerwę go! Sama pozbawię go życia. Mnie nie wolno się denerwować. Siódmy miesiąc to już nie przelewki. 
-Masz. Masz masę fanów, masz rodzinę!-kucnęłam przed nim.
-Możesz mi wytłumaczyć dlaczego tak Ci zależy ? W końcu spotkała mnie kara za to co Ci zrobiłem!
-Nie proszę Cię nie zaczynaj, dobrze ? Mimo wszystko jesteś dla mnie ważny. Byłeś moim mężem. 

Siedziałem wmurowany patrząc w jej lśniące od łez tęczówki. Nigdy nie spodziewałem się po niej,że usłyszę,że jestem nadal dla niej ważny. 
-Mogę Ci w końcu wszystko wyjaśnić ?-złapałem ją za chłodne dłonie.
-Nie wiem,czy chcę tego słuchać-odwróciła głowę patrząc na okno. Dobrze pamiętam dzień kiedy wybieraliśmy mieszkanie. To ona zdecydowała się właśnie na ten apartament. Ze względu na widok z okna. Ona była szczęśliwa a dla mnie liczyło się tylko to. 
-Proszę-szepnąłem-z Sophie...dobrze wiesz,że znaliśmy się trochę dłużej. To nie było specjalnie. Chwila zapomnienia.
-Chwila ?-w jej głosie dało się wyczuć kpinę.
-Kilka chwil, nie chciałem żebyś się dowiedziała. Nikt miał się nie dowiedzieć. 
-Liam, rany, wy mieliście mieć dziecko! Zdradziłeś mnie przed samym ślubem a potem przyrzekałeś w kościele miłość. 
-Najbardziej pragnąłem dziecka z Tobą!-złapałem jej czerwone policzki w dłonie. Z oczu kapały jej łzy. Tak samo jak na rozprawie. Wiem jak bardzo ją zraniłem. Pamiętam dzień kiedy w szpitalu, dowiedziała się prawdy. Najgorsze,że nie ode mnie, tylko od narzeczonego Sophie. To była później istna rzeź. Nie dostałem w twarz, nie wykrzyczała mi nic. Spakowała tylko walizki i kazała się wynosić. Co prawda widywaliśmy się później. Wspólnie znajomi a później już stosunki czysto przyjacielskie. 
-Liam proszę przestań. Nie wracajmy do tego, było minęło. Teraz się trzeba zająć Tobą i Twoim zdrowiem. 
-Ja już nie będę zdrowy.
-Nawet tak nie mów. 
-[T.I] pozwól mi być ojcem dla Twojego dziecka.
Spontaniczna decyzja, nieprzemyślana.  Jednak najtrafniejsza,jaka tylko mogła mi przyjść teraz do głowy. Spojrzała na mnie przestraszona, kręcąc głową. 
-Nie wiem Liam...
-[T.I] ja i tak umrę. 
I to wystarczyło. Rozpłakała się na dobre, wtulając w moje ramiona. 

4,5 miesiąca później

Ciągle zastanawiałam się nad propozycją Liama. Nie wiem czy powinnam się godzić. Z nim każdego dnia jest coraz gorzej jednak stara się udawać przed nami wszystkimi,że jest dobrze. Bierze coraz więcej leków które nie przynoszą skutków. Nie klasyfikuje się do operacji jak na razie. Guz jest jak na razie nie do wycięcia. Siedziałam nad papierami konsultując sprawę Johna. Jeszcze niecałe 14 dni i powitam na świecie swojego synka. Nie wstydzę się tego,że mam dziecko z próbówki. Najważniejsze,że będę je kochać i wychowam go na dobrego człowieka. Zmęczenie dawało mi się we znaki. Wczorajszy wieczór spędziłam na rozmowach z Liamem. Przez ostatni czas widywaliśmy się prawie codziennie. Chciał mi nawet towarzyszyć podczas zajęć w szkole rodzenia jednak odmówiłam. Znów mamy taki sam, a nawet lepszy kontakt niż wcześniej. Cały ten dzień upłynął by mi lepiej, gdyby nie telefon od mojej byłej teściowej z prośbą o przyjazd do mieszkania Liama. Uświadomiła mnie ostatnio,że na zawsze już zostaniemy małżeństwem. Pośpiesznie założyłam na siebie ciążowe ciuchy i skierowałam się na parking do swojego auta. Droga minęła mi bardzo przyjemnie na słuchaniu starych przebojów zespołu Liama. Z chłopakami widziałam się osobiście kiedy prosiłam ich, by jakoś wpłynęli na decyzję Payne. Nie zdążyłam się nawet zorientować jak znalazłam się pod apartamentowcem w którym mieszkał Liam. Drzwi otworzyła mi teściowa wyglądająca jak cień człowieka. Nawet nie wiedziałam,że kobieta jest w Londynie.
-Witaj [T.I]-przywitała się ze mną uściskiem, czym mnie zaskoczyła-ciąża Ci służy-wymusiła uśmiech który przyozdobił jej twarz. Weszłam do mieszkania które znałam już jak swoje. Wszędzie porządek, jak na samotnie mieszkającego mężczyznę. 
-Liam śpi-wytłumaczyła mi-chciałam z Tobą porozmawiać a nie mogę go zostawić samego. Jest źle.
Wiedziałam,że jest źle ale nie do tego stopnia. Przecież jeszcze wczoraj byliśmy razem w centrum.
-Więc słucham-objęłam dłońmi brzuch. Dziecko zawsze dawało o sobie znać w mieszkaniu Liama, jak by chciało coś zakomunikować. 
-Wiem o co poprosił Cię Liam, wiem też,że nie dałaś mu jeszcze odpowiedzi ale proszę Cię [T.I] jako matka, zgódź się. Daj mu jakikolwiek powód do walki. Proszę Cię jak matka matkę-położyła dłoń na mojej. 
-Karen ja....zgadzam się-szepnęłam roniąc pojedyncze łzy. Głośny, przyśpieszony oddech sprawił,że obydwie odwróciłyśmy głowy. Liam stał blady jak ściana, i przytrzymując się futryny patrzył prosto na mnie. 
-Naprawdę ?-spytał ledwo słyszalnie.
-Tak, naprawdę-szepnęłam i przytuliłam się do jego wychudzonego ciała. 

Siedziałam na jego łóżku a jego głowa spoczywała na moich nogach. Palami przeczesywałam jago rzadkie włosy. Gdyby nie jego oddech, mogłaby myśleć o najgorszym.
-To wszystko to kara za to co Ci zrobiłem-zacisnął dłoń na moim kolanie-okłamywałem Cię a potem przyrzekałem Ci wierność.
-Ci...nie myśl o tym teraz.
-Jesteś najwspanialszą rzeczą jaka mi się w życiu przytrafiła.
-Proszę Cię, nie mów tak, jakbyś się ze mną żegnał.
-Kocham Cię [T.I]-spojrzał na mnie do góry, przejeżdżając dłonią po policzku-zawsze będę Cię kochać.
-Wiem Liam-zamrugałam powiekami mimo to wydostało się na zewnątrz kilka łez.
-Nie płacz proszę, chce Cię zapamiętać uśmiechniętą-szepnął a jego oczy powoli się zaczęły zamykać.
-Liam-lekko nim potrząsnęłam jednak na nic się to nie zdało-Karen, dzwoń po karetkę-krzyknęłam głośniej zdając sobie sprawę jak cenna jest każda minuta. 

2 tygodnie później 

Sam nie wiem jakim cudem. Co się takiego stało, wydarzyło. Według lekarzy byłem już jedną noga na tamtym świecie ale jednak coś trzyma mnie tu na ziemi. Dokładnie 9 dni temu zostałem poddany kolejnej chemioterapii by trzy dni później mieć operację wycięcia guza. Lekarze określają to jako cud, jednak ja wiem,że to tylko i wyłącznie zasługa miłości [T.I] do mnie i jej wybaczenie. Jeszcze sobie poleżę trochę pod kroplówkami w szpitalu oraz pod bacznym okiem specjalistów. Jednak wiem,że mam dla kogo walczyć i żyć. Louis, Harry, Zayn i Niall mimo swoich spraw, nadal mnie odwiedzają. Podoba mi się to,że jest tak jak jeszcze kilka lat temu, że znów trzymamy się razem. Zegarek wybił godzinę trzecią a [T.I] jeszcze nie ma. Zawsze była punktualnie jednak zamiast niej do sali dotarła zdyszana mama. 
-Stało się coś ?-spytałem widząc łzy na twarzy rodzicielki.
-[T.I] urodziła, masz syna-i właśnie w takich chwilach, serce chce opuścić klatkę piersiową.  Tego momentu chciałem dożyć. 


Po dwóch dniach od porodu mogłam opuścić mury szpitala. Karen kursowała pomiędzy onkologią a ginekologią która na całe szczęście należała do tego samego szpitala. Liam czuł się coraz lepiej, co sprawiało,że na mojej twarzy gościł nieustanny uśmiech. Mały zapięty w nosidełku. Tak jak się umówiłam z tatą przyjechałam po mnie do szpitala, jednak chciałam jeszcze żeby Liam od razu zobaczył Szkraba.Sprawę z nazwiskiem załatwiliśmy jeszcze u notariusza przed operacją Liama, jak to on stwierdził na wszelki wypadek. 
-Daj ja go wezmę, nie możesz się przemęczać-ojciec przejął ode mnie ponad cztero kilowe szczęście-idziemy do Liama ? 
-Tak tato.
-Wiedziałem,że tak postąpisz. Nadal go kochasz ?
Kiwnęłam dla potwierdzenia tylko głową. Wiedziałam,że nie potępia on żadnej z mojej decyzji, tylko uparcie, na złość mamie będzie mnie wspierał. Kiedy weszliśmy do sali Payne, siedział on na łóżku patrząc w okno. Karen siedziała przy łóżku przeglądając jakąś gazetę. Obydwoje odwrócili głowy kiedy starałam się zamknąć za sobą cicho drzwi. Liama twarz od razu przyozdobił promienny uśmiech, który towarzyszył mu od momentu, kiedy dowiedział się,że zgadzam się by został prawnym ojcem Małego. 
-Cześć-przywitałam się z nim, całusem w policzek, zahaczając o kąciki jego ust. 
-Cześć.
Tata podał mi Malca którego zdążył wyjąć z nosidełka. Stanął obok Karen na końcu sali, obserwując naszą trójkę. Liam wyciągnął do mnie ręce a ja ostrożnie oddałam mu chłopczyka. 
-Chciałam przedstawić Ci Liama Juniora-uśmiechnęła się do mężczyzny, któremu po policzkach spływały łzy. 
-Witaj syneczku-złożył pocałunek na czółku małego-Kocham Cię [T.I] 
Uśmiechnęłam się do niego, cicho wypowiadając te same dwa słowa i dalej wpatrywałam się w obrazek, który mam nadzieję będzie towarzyszył mi codziennie. 

3 lata później

-Mami, mami, odź-blondynek podleciał do mnie chwytając się kawałka ciążowej sukienki-odź, obacys coś.
Denerwowałam się,że Junior nie mówi jeszcze poprawnie tylko po swojemu. Liam mnie uspokajał,że zacznie sam mówić kiedy będzie chciał. Bronił swojego oczka w głowie jak nie wiem co. Na moim palcu, na powrót tkwi złota obrączka. Przed Bogiem zawsze będziemy już małżeństwem,więc sformalizowaliśmy nasz związek w Urzędzie. Za cztery miesiące drugi raz zostaniemy rodzicami, tym razem jednak dziewczynki. 
-Mami-krzyknął z ogrodu Junior. 
Co oni we dwóch znów wykombinowali ? Ta ciąża jest bardziej męcząca niż pierwsza. Liam stara się odciążyć mnie z połowy obowiązków jednak wytwórnia sama się nie poprowadzi. Raka pokonał na zawsze i nie dał się my tak łatwo. Mamy przed sobą długie i owocne życie. Najpierw spełnienie w pracy, potem w rodzicielstwie a później, kiedy będziemy na emeryturach będziemy bawić i rozpieszczać wnuki. 
-Tato, zlobil domek-wskazał na mały domek na drzewie w ogrodzie. 
Liam wsadził Juniora do chatki a mnie objął w pasie przyciągając do siebie. 
-Kocham Cię [T.I] i maleństwa też-pocałował mnie w głowę-dałaś mi nadzieję.
-A Ty dajesz mi szczęście-wtuliłam się w jego pierś i obydwoje patrzyliśmy na naszą szczęśliwą pociechę. Oby całe życie było takie. 


Napiszę,że pomysł zaczerpnięty na podstawie "Barw Szczęścia" jednak nie miałam sumienia postąpić z Liamem tak jak oni z Ksawerym.  Pisałam to ponad dwa tygodnie jak ni dłużej. Przepraszam za błędy i mam nadzieję,że choć trochę wam się spodoba.

PS. Dziś złożyłam deklarację maturzysty, więc jestem już Maturzystką;D

14 komentarzy:

  1. Jejjjka ale slodki ;) haha za rok tez mnie czeka maturka... powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, tylko tyle jestem w stanie napisać. Wiem, że pewnie oczekujecie czegoś lepszego ale eh, nie jestem dobra w opisywaniu uczuć.
    Gratulacje, maturzystko! Dasz radę! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Poplakalam sie... Od razu pomyslalam ze to z Barw Szczescia! Lepiej jednak przyczytac takie cos o swoim idolu. Czekam na kolejnego imagina !

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio jestem na topie z 'Barwami szczęścia', więc wiem o co chodzi. Miałam nadzieję, że nie zakończysz tej historii jak w serialu i nie zawiodłam się. Wspaniale przedstawiłaś swój pomysł. Chwila relaksu w dobrym towarzystwie takiego imagina zawsze na tak, zwłaszcza po ciężkim tygodniu.
    Pozdrawiam xx
    Ps. Też mam w tym roku maturkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no własnie, czytającv imagin myslałam akurat o tym odcinku, którego wiidziałam ;) ciesze sie że go nie zabiłaś. naprawde myślałam że tak sie skończy, juz miałam łzy w oczach, ale wszystko poszło dobrze xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, jest cudowny *-* nie oglądam barw szczęścia, ale ten imagin jest taki awwwwowy *-* :D
    Cudnie napisane :')

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie podczas czytania pomyślałam, że pomysł na to opowiadanie został zaczerpnięty z Barw Szczęścia i cieszę się, że nie postąpiłaś z Liamem tak, jak tam postąpiono z Ksawerym ;) Co do opowiadania, to świetne, masz talent, wielki talent ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. jej świetny jest :)
    i powodzenia na maturze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. o matko, przepiękny! uwielbiam takie smutne z wesołym zakończeniem. :D

    a co do matury - też w tym roku pisze. niestety. xd
    już teraz życzę powodzenia! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejki <33 Popłakałam się ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. aww ... ♥
    barwy szczęścia ♥ ale mogłaś zakończyć tak
    samo , ale to szczegół.. ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Od razu wiedzialam ze to na podstwaie ,,barw szczescia " ;D piekny :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3