poniedziałek, 30 września 2013

Five Hundred NInety- Six

L
-Pamiętasz, jak pierwszy raz się spotkaliśmy?- spytała, leżąc na łóżku szpitalnym przeraźliwie chuda i niewyobrażalnie blada brunetka, której włosy straciły znacznie na ilości, i której ciemne oczy wydawały się nienaturalnie błyszczeć.

-Oczywiście- chłopak siedzący obok łóżka na twardym składanym krześle z uporczywością maniaka wpatrywał się w te czarne oczy, jakby pragnął zobaczyć w nich wszystkie wspomnienia ukochanej.

~*~

Popularna londyńska kawiarnia. [T.I.] nie mogła się nadziwić jak mogło się tu zmieścić tyle osób, które musi obsłużyć. Godziny lunchu to naprawdę ciężka pora pracy, ale przynajmniej zawsze wpadnie jakiś większy napiwek.

W sumie tylko to powstrzymywało dziewczynę przed roztrzaskaniem tacy o podłogę i wybiegnięciem byle dalej od tego zgiełku. Niestety, [T.I.] nie mogła sobie pozwolić na takie posunięcie. Studia kosztują, więc każdy grosz się liczy.

Zacisnąwszy zęby, dziewczyna w ciągu dwóch godzin zebrała około setki zamówień, które potem przynosiła do odpowiednich stolików, uważając jednocześnie, żeby nikogo nie polać gorącą kawą albo nie ubrudzić kremem z eklerki.

Około godziny czternastej ilość klientów gwałtownie się zmniejszyła. Ludzie wracali do swoich zajęć w wielkich oszklonych biurowcach, które idealnie było widać z okien kawiarni. Przyglądając się tym swego rodzaju drapaczom chmur, [T.I.] zbierała ze stolików szklanki, filiżanki, talerzyki i sztućce. Uzbierawszy duży stos, obróciła się w stronę kuchni, pragnąc tam to wszystko zanieść. Nadal przyglądając się widokom zza okna, poczuła, że cała taca leci jej z rąk, a ona sama spada w dół. Na szczęście do upadku nie doszło za sprawą czarującego blondyna z przenikliwymi niebieskimi tęczówkami. Chłopak okazał się tak sprawny, że złapał w jedną rękę tacę, a drugą powstrzymał upadek brunetki.

-Dziękuję bardzo.- powiedziała [T.I.], kiedy już wstała i odebrała z rąk blondyna tacę.

-Ależ nie ma za co.- chłopak uśmiechnął się, a dziewczyna poczuła, że miękną jej nogi i że chyba przewróci się jeszcze raz.

~*~

-Tak, jestem straszną niezdarą.- westchnęła brunetka, nadal leżąc na szpitalnym łóżku.

-Ale to mnie w tobie strasznie pociąga.- blondyn skradł szybkiego całusa dziewczynie- Ta twoja niewinność i delikatność. Ale jednocześnie jesteś taka kobieca…- chłopak nachylił się ku szyi brunetki i wciągnął mocno powietrze, które miało zapach szpitala, ale przebijał się przez niego słodki aromat wanilii.

~*~

Niecierpliwe spoglądanie na zegarek co pięć sekund, żeby sprawdzić, czy to już godzina dziewiętnasta, powoli stawało się w tamtym momencie tikiem nerwowym Nialla. „Przyjdzie czy nie przyjdzie?” cały czas taka myśl krążyła po głowie blondyna.

W końcu nastał ten moment. Cichy dźwięk dzwoneczka oznajmił, że ktoś otwierał drzwi do malutkiej uroczej kawiarenki. Tym kimś okazała się oczywiście [T.I.], na której widok wnętrzności Nialla wykonały salto.

Chłopak wstał, podszedł do dziewczyny i od razu do jego nozdrzy wdarł się przyjemny, słodki zapach wanilii. Jej osobisty akcent.

-Hej, dobrze, że jesteś.- powitał ją, po czym zaprowadził do wynajętego stolika.

-Jak mój szef się dowie, że dofinansowuję konkurencję, to chyba mnie wywali.- zaśmiała się brunetka, chłopak jej zawtórował.

Śmiech sprawił, że Niall stał się rozluźniony i już po chwili rozmawiał z [T.I.] tak, jakby znali się od wieków, a nie jak gdyby poznali się przed tygodniem.

Przez całe spotkanie, które oboje nie śmieli nazwać randką, blondyn wpatrywał się jak zauroczony w towarzyszącą mu brunetkę. Z zaciekawieniem słuchał o jej pracy i jej studiach. Te zwykłe codzienne rzeczy oczarowywały chłopaka do tego stopnia, że nie mógł oderwać wzroku od jego zdaniem najpiękniejszych oczu świata.

~*~

Chłopak ułożył głowę na ramieniu leżącej brunetki, cały czas jednocześnie siedząc na krześle. Paręnaście minut później [T.I.] usłyszała rytmiczne spokojne oddechy blondyna. Dziewczyna zaczęła wpatrywać się przez okno w widok na Londyn pod osłoną nocy, delikatnie głaskając tak uwielbiane przez siebie włosy chłopaka.

~*~

-Naprawdę są farbowane?- dziwiła się brunetka, przejeżdżając dłońmi po bujnej czuprynie Nialla, który w odpowiedzi kiwnął głową, wstał i poszedł w sobie znanym kierunku, po to, by kilka minut później wrócić z zielonym pudełkiem w ręku, mówiąc:

-Ale chyba czas na lekką odnowę kolorku, nie sądzisz? Ten już się trochę starł.- dodał marudnie, na co [T.I.] wybuchła śmiechem.

Trochę inaczej wyobrażała sobie spędzenie tego popołudnia. Wpadła do blondaska po zajęciach na uczelni, żeby spędzić z nim trochę czasu, oglądając jakiś nowy film Woody’ego Allena. A tu niespodzianka. Kto normalny najpierw wyskakuje z wiadomością, że włosy są farbowane, a potem sam każe je sobie farbować? Hmmm… Nikt normalny.

Ale zarówno Nialla, jak i [T.I.] nie można było zaliczyć do osób normalnych. Oni byli wręcz nienormalni, na szczęście w ten pozytywny sposób.

Sposób, przez który godzinę później chłopak miał na głowie swój odnowiony blond, a [T.I]  kilka nowych pasemek w tym samym kolorze, żeby upodobnić się do swojego przyjaciela.

Tak, przyjaciela. Spędzali razem mnóstwo czasu od trzech miesięcy. Dokładnie od kiedy dziewczyna wpadła na niego w kawiarni. Oboje bali się przekroczyć granicę, której nikt nie ustanawiał, ale która była i nie pozwalała na żadne inne relacje oprócz przyjacielskich.

~*~

Niall obudził się przez gwałtowny ruch pod szpitalną kołdrą swojej ukochanej. Podniósł głowę i poczuł, jak zdrętwiały mu wszystkie mięśnie karku. Rozmasował je prawą dłonią, po czym przeciągnął się i spojrzał na zegarek. Była 2:45 w nocy.

Dziękował w duchu dyżurującym pielęgniarkom, że pozwoliły mu zostać przy szpitalnym łóżku na całą noc. Miał gdzieś bolące zdrętwiałe mięśnie, miał gdzieś niewygodę. Ważne było, że był tam. W szpitalu. Obok Niej.

~*~

-Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem?- spytała, leżąc na kocu rozłożonym na jakiejś łące, rozkoszując się zapachem późno październikowego rześkiego powietrza.

-Teraz już wiem.

-Hej!- dziewczyna lekko uderzyła go w ramię w ramach kary za swoje słowa.

Zapadła cisza, a Niall poczuł, że musi coś powiedzieć:

-A ty wiesz, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką?

-Teraz już wiem- odgryzła się brunetka, po czym oboje się zaśmiali.

I znowu zrobiło się cicho. Nagle chłopak poczuł jak [T.I.] przytula się do jego boku. Wtedy już wiedział, że nie może pozwolić odejść tej dziewczynie. Że będzie zawsze obok niej, że będzie ją wspierał. Wiedział też, że nie może wyjawić jej swoich uczuć, to by zniszczyło ich przyjaźń.

~*~

Nagle usłyszał,  jak otwierają się drzwi do salki, w której się znajdował. Weszła pielęgniarka niosąca po pachą gruby granatowy koc. Kobieta lekko puknęła chłopaka w ramię.

-Trzymaj. – podała mu koc-Okryj się. Musisz się przespać.

-Nie, niedawno się obudziłem.- blondyn roztarł swoją twarz dłońmi.- Co z nią?- spytał, wskazując na śpiącą na łóżku szpitalnym brunetkę.

Pielęgniarka podeszła do aparatury stojącej za łóżkiem, wcisnęła odpowiednią sekwencję różnokolorowych przycisków, potem wpatrywała się przez chwilę w niezrozumiałe dla Nialla cyfry i symbole.

Kobieta głęboko westchnęła i zwróciła się do blondyna z podpuchniętymi oczami:

-Musisz mieć nadzieję. Nadzieja jest najważniejsza.- poklepała chłopaka pokrzepiająco, po czym wyszła z salki.

~*~

Był grudzień. Śnieg udekorował cały Londyn, który wyglądał wtedy jak wyjęty z bajki. Nikt z najstarszych żyjących w tym mieście nie pamiętał, żeby kiedykolwiek wyglądało ono tak pięknie.

Ale blondyn szykujący właśnie kolację dla dwóch osób, nie miał czasu na przyglądanie się temu fenomenowi natury. Bardziej interesowało go to, czy zapiekanka, którą tak lubiła [T.I.] będzie jej smakować.

Kiedy wyciągnął danie z piekarnika uważał, żeby sobie nie poparzyć palców. Udało się! I po chwili opakowywał żaroodporne naczynie w folię aluminiową, zgasił światło w mieszkaniu i już był na dole, przed blokiem. Wsiadł w samochód i czym prędzej ruszył, żeby zdążyć na osiemnastą. I znowu się udało!

Równo o osiemnastej przekraczał progi uroczego mieszkanka [T.I]- dziewczyny, która zawróciła Niallowi w głowie do tego stopnia, że chłopak nie mógł tego dłużej ukrywać przed nikim. Zwłaszcza przed sobą samym.

Właśnie dlatego umówił się z brunetką, która tego wieczoru wyglądała naprawdę czarująco. Miała na sobie czerwoną prostą sukienkę, która tak dobrze pasowała do jej karnacji…

-Hej, Niall, słuchasz mnie?- spytała trochę z pretensją dziewczyna po obszernym sprawozdaniu, co się działo przez czas, kiedy się nie widzieli.

-Przepraszam… Zamyśliłem się.- chłopak potarł swoje czoło- [T.I.], słuchaj. Ja już nie mogę tak dłużej…

-Ale o co ci chodzi?- zdziwiła się brunetka.

-O to, że… Ja… Ty… - zaczął się jąkać- Przyjaciele… Nie… Ach, inaczej…- Niall wstał i wiedziony przeczuciem, podszedł do [T.I.] i po prostu ją pocałował.

Spodziewał się, że odepchnie go, krzycząc na niego, ale stało się zupełnie inaczej. Dziewczyna gorliwie oddała pocałunek, przysuwając się bliżej.

-Tyle na to czekałam…- wyszeptała po chwili, przeczesując swoimi palcami jego włosy.

-Ja też…- odparł chłopak, przytulając ją do siebie jak najcenniejszy skarb.- Przyjęłaś to lepiej niż się spodziewałem. W mojej wyobraźni leżałem na ulicy wykopany niczym pies.

-Bez przesady- zaśmiała się dziewczyna.- Nie jestem aż tak brutalna…

-O, nie- chłopak przejechał dłonią po jej rozgrzanym policzku- Jesteś idealna.

~*~

I idealna została. Mimo że leżała teraz na łóżku szpitalnym i spała niespokojnie. Niall nie mógł spać, cały czas okrywając się kocem od pielęgniarki. Przypatrywał się swojej ukochanej, myśląc o tym, co mógł dla niej zrobić. Przypomniał sobie jak powiedziała mu, co jej jest. W sumie mu nie powiedziała, sam z niej to wydusił.

~*~

-Niall, musimy się rozstać. To koniec- te słowa wstrząsnęły chłopakiem. Myślał, że to jakiś nieśmieszny żart.

Ale chyba to jednak nie był żart, bo [T.I.] biegła już przed siebie przez park. Blondyn nie chciał uwierzyć w to, co się działo. Ruszył w pogoni za ukochaną, ale nie zdążył. [T.I.] była na drugiej stronie ulicy, przez którą w tamtym momencie jak na złość przejeżdżało jakieś wesele.

Zły na samego siebie Niall poczekał, aż wszystkie samochody przejadą, a potem pobiegł dalej przed siebie, pragnąc złapać brunetkę i wyjaśnić to całe, jego zdaniem, nieporozumienie.

Niestety, [T.I.] znikła z jego widoku. Jednak chłopak szybko pobiegł do swojego samochodu, żeby pojechać do mieszkania dziewczyny.

Chwilę potem dzwonił do drzwi z numerem 7. Jak się spodziewał, [T.I.] nie otworzyła mu, ale chłopak usiadł na ziemi i powiedział głośno:

-Będę siedział pod tymi cholernymi drzwiami, dopóki mi nie powiesz, o co w zasadzie ci chodzi.

I faktycznie, siedział pod drzwiami jakieś dwie godziny, aż w końcu usłyszał charakterystyczny szczęk zamka. [T.I.] wyjrzała, chcąc sprawdzić, czy Niall cały czas tam jest. I był.

-[T.I.] do jasnej cholery, wyjaśnij mi, dlaczego.- spojrzał na nią tymi swoimi czarującymi oczami, a ona odpowiedziała twardym bardzo nieswoim głosem:

-Mam innego. Nie chcę cię znać. Nie kocham cię, kłamałam.- i zamknęła drzwi przed nosem blondyna, ignorując jego wołania i dźwięk dzwonka u drzwi.

Niall w końcu wrócił do swojego mieszkania, ale nie odpuścił. Następnego dnia postanowił ją śledzić. Jemu samemu wydawało się to głupim pomysłem, ale usprawiedliwił się, że „na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone”. Czatował na dziewczynę pod jej blokiem w pożyczonym samochodzie. Patrzył, jak wsiada do taksówki i ruszył za nią.

Dojechali do kliniki onkologicznej. [T.I.] weszła do środka, a Niall wpatrywał się w wejściowe drzwi, uważając, żeby nie przegapić momentu wyjścia brunetki. Wreszcie jakieś trzy godziny później wyszła cała z niej cała zapłakana. Blondyn nie mógł patrzeć na to, więc po prostu wysiadł z samochodu, podbiegł do niej i z całej siły przytulił, nie zważając na słowa z poprzedniego dnia.

[T.I.] wyrywała się, ale on coraz mocniej ją trzymał. Chwilę potem dziewczyna już sama wtulała się w chłopaka, a on pozwalał wypłakać się w jego nową kurtkę, głaszcząc ją i szeptając uspokajająco.

-Chodź, usiądźmy tu.- wskazał na ławkę stojącą nieopodal.

Usiedli, nic nie mówiąc. Kiedy [T.I.] była zdolna mówić, blondyn spytał, co się stało i dlaczego z nim zerwała.

-Jestem chora… Ja mam białaczkę, Niall. Tak to pewne. –uprzedziła pytanie chłopaka- Wczoraj dostałam wyniki badań.

-I tylko dlatego chciałaś ze mną zerwać?- spytał, patrząc w jej oczy.

-Bałam się, że mnie znienawidzisz- na co chłopak ponownie przytulił ją do siebie, szepcząc prosto do ucha:

-Co ty pleciesz? Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Poradzimy sobie z tą chorobą.

-Niall, jak to poradzimy? Muszę mieć przeszczep szpiku albo chemioterapię. Na przeszczep czeka się miesiącami, a chemioterapię przeżywa 15% chorych.- zaszlochała [T.I.]

-Nie martw się, damy sobie radę.- chłopak spojrzał jej głęboko w oczy- I pamiętaj, ja cię nie zostawię z tym samą.

~*~

Dotrzymał słowa. Nie zostawił jej. Czuwał przy jej szpitalnym łóżku i w tamtym momencie, kiedy niebo nad Londynem zwiastowało nadchodzący świt, przypomniał sobie słowa pielęgniarki:  Musisz mieć nadzieję. Nadzieja jest najważniejsza.”

Więc Niall miał tę nadzieję i trzymał się jej, tak jak rozbitek dryfujący na morzu trzyma się deski ze statku, którym jeszcze dzień wcześniej pływał.

Wiedział, że musi walczyć za ich oboje. Wiedział też, że [T.I.] nie miała siły. Strasznie zbladła, łatwo było o siniaka na jej kruchym ciele, a część jej niegdyś bardzo bujnych włosów wypadła. Dziewczyna uważała, że wygląda okropnie, ale Niall cały czas twierdził, że jest piękna.

Miał świadomość, że chemioterapia, której miała być poddana [T.I.] jest ciężka, ale wierzył. Tak cholernie wierzył, że jej się uda, że IM się uda. Że zrealizują te wszystkie plany.

~*~

-A jak wyzdrowiejesz, to zabiorę cię na wakacje. Takie długie wakacje. Najlepiej na Barbados.- uśmiechnął się do brunetki, która odwzajemniła uśmiech. To właśnie tam zawsze chciała polecieć.- A potem się z tobą ożenię. I będziemy mieli trójkę dzieci. Nie, piątkę dzieci. I jeszcze wielki dom z ogrodem. I oczywiście weźmiemy psa ze schroniska. Takiego biszkoptowego labradora. I… I… Dlaczego się śmiejesz?- spytał z udawaną pretensją w głosie, patrząc jak [T.I.] zwija się ze śmiechu.

-Ja się nie śmieję.- otarła łzę radości i przytuliła się do Nialla- Po prostu akcentuję, że zapomniałeś o kominku w salonie.

-Ach tak, kominek. Jak mogłem o tym zapomnieć?- klapnął się w czoło dłonią chłopak.- To przecież takie ważne…

~*~

-Kochanie, będziesz miała swój kominek, nie martw się- pogładził brunetkę po dłoni, przyciskając ją do swojego policzka.

-Byle dobrze grzał, pamiętaj- przypomniała [T.I.] zachrypniętym po śnie głosem.

-Dobrze, nie zapomnę…- uśmiechnął się Niall. Wiedział, że po nieprzespanej nocy musiał wyglądać okropnie.

Na chwilę oboje zamilkli. Wiedzieli, że to jest ta chwila. Za godzinę przyjadą po nią, żeby wkłuć w nią kroplówkę z różną „chemią”. Pierwszą, najgorszą.

Niall nie mógł wtedy przy niej być, więc starali się, żeby nie marnować czasu.

Kiedy wreszcie zabrali [T.I.] do innej salki, Niall siedział jak na szpilkach. Wyczytał, że podczas pierwszych chemii organizm człowieka może różnie zareagować. Modlił się, żeby wszystko skończyło się dobrze.

Wtedy przed oczyma przebiegły mu wszystkie momenty z życia od czasu poznania [T.I.]. Po chwili doszedł do wniosku, że to po prostu musi się udać.

-Jeszcze pojedziemy na Barbados- szepnął sam do siebie i uspokojony zasnął na krześle stojącym na korytarzu po prawie całej nieprzespanej nocy.


Udało się.

[T.I.] pomyślnie przeszła pierwszą  chemioterapię. Potem następną i jeszcze jedną  i znowu kilka następnych. Był taki moment, że lekarze tracili nadzieję, ale Niall cały czas ją miał. I to właśnie dzięki nadziei chłopaka [T.I.] wyzdrowiała całkowicie niecały rok później.

Potem wszystko potoczyło się według planów. Pojechali na Barbados, tam Niall oświadczył się swojej ukochanej. Właśnie planują ślub, a [T.I.] ma dla swojego narzeczonego niespodziankę. Za siedem miesięcy powiększy im się ich rodzina…

Ciekawe, czy Niall przewróci się tak samo jak [T.I.]  w pierwszym dniu ich znajomości?
____________________________________
Hej, tu Madeleine.
Nie było mnie tu trochę, ale trzecia gimnazjum to nie przelewki, a jeśli dodatkowo jesteś już zgłoszona do kilku konkursów, to naprawdę nie jest lekko, ale chyba wiecie, o czym ja mówię...
Mam nadzieję, że połapiecie się co i jak.
Pozdrawiam i do napisania.

14 komentarzy:

  1. Oj miśku, ja też trzecia gim i już jestem zgłoszona do czterech konkursów o.O
    Imagin jest cudowny, mistrzowski, uroczy, rozczulający, piękny, zajebisty :') *-*
    Świetnie napisany, dobrze się czyta i jest z moim ukochanym blondaskiem, więc duży plus :D
    I szczęśliwe zakończenie, a ja uwielbiam happy endy ^^
    Super! Naprawę :3 strasznie mi się spodobał ;)
    Pozdrawiam cieplutko ;)

    http://i-love-you-vampire.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. ta ja też trzecia gimnazjum i jak na razie mnie nie interesuje :)
    a co do imagina podoba mi się bardzo *o*

    OdpowiedzUsuń
  3. Imagin jest piękny ! Po prostu nie można tego opisać.. Jest śliczny <3 /Aguu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest piękne i znakomite !! <<3 popłakałam się ;')

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest świetne, uwielbiam takie imaginy, ooprkhyfj ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. jest cudowny ! cała ta fabuła, te ich wspomnienia, te słowa, porównania - pasują tu idealnie. jestem zachwycona xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  7. Rewelacja :)
    bardzo mi się podoba i chwała ci za szczęśliwe zakończenie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejkuu. *,* Piękne :,) Cały czas wręcz się modliłam, żeby jednak wszystko skończyło się dobrze. :) I bardzo się cieszę, że tak było. :D Mistrzowskie no. :D Świetnie przedstawione wspomnienia. :) Bardzo mi się podoba. ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest po prostu piękne ! Ja też miałam nadzieję, żeby było wszystko dobrze :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3