wtorek, 17 września 2013

Five Hundred Ninety -One


*Mogą pojawić się przekleństwa.
- L-Louis - za jąkałam się widząc jego postać stojącą w progu tuż obok mnie.
- [t.i], odłóż ten pistolet. - jego głos był pełny przerażenia, ale i współczucia.
- Nie mogę, to już zaszło za daleko. Zabiję go i będzie po sprawie. Nie musisz się niczego obawiać. - poczułam  łzy w kącikach moich oczy, ale uparcie trzymałam je w miejscu, nie mogę teraz płakać.
- Kochanie, nie musisz tego robić, poradzimy sobie. Uciekniemy, ale po prostu odłóż ten cholerny pistolet! - wysyczał przez zaciśnięte zęby i postawił krok do przodu. Sprawnie załadowałam magazynek i przyłożyłam  lufę do głowy związanego mężczyzny leżącego na ziemi. W  powietrzu unosiła się niepokojąca aura. Muszę to zrobić, przecież to wszystko jego wina. To on mnie do tego zmusił. Zaniosłam się szlochem i przymknęłam powieki, z których automatycznie popłynęła słona ciecz.

~Dobę wcześniej~

- [t.i], jesteś naszą najlepszą agentką, dlatego to zlecenie  wędruje właśnie do ciebie - mój pracodawca wręczył mi białą kopertę, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ten podarunek to jak złoty medal za wygrane zawody albo statuetka dla reżysera za sukcesywny film. Przez kilka sekund obracałam ją w palcach, lecz po chwili sprawnie rozerwałam papier. Kilka dokumentów dotyczących wynagrodzenia odłożyłam na blat biurka i sięgnęłam po dane ofiary. Z zawahaniem odwróciłam zdjęcie w swoją stronę, a uśmiech zamienił się grymas zaskoczenia i zdezorientowania. To nie może być prawda. Otworzyłam szerzej usta, a moja dolna warga niebezpiecznie zadrżała. Przeniosłam wzrok na wszystkich zgromadzonych. 
- Coś się stało? - czyiś głos przywołał mnie do rzeczywistości. Wymusiłam sztuczny uśmiech i grzecznie przeprosiłam. Im bardziej oddalałam się od głównego pomieszczenia agencji tym mój krok stawał się szybszy. Nie może kurwa być! Wbiegłam do toalety i zakluczyłam drzwi. Otaczały mnie jasno niebieskie ściany, srebrne umywalki oraz wiszące nad nimi lustra. Uniosłam dygoczącą dłoń do ust, z których wydobył się cichy jęk. Louis. To Louis jest moją ofiarą. Mam zabić mojego najukochańszego pod słońcem chłopaka?! Nie! Wybrałam na klawiaturze komórki numer do przyjaciółki po czym kliknęłam zieloną słuchawkę. Sygnały - to pieprzone czekanie! 
- Halo? 
- Alice! Dzięki bogu! Jesteś w agencji? Mniejsza z tym! Jesteś chodzącym regulaminem, powiedz mi co się stanie gdy nie przyjmę zlecenia?! - krzyczałam pojedyncze wyrazy do słuchawki. Bałam się, tak bardzo się bałam, a ja przeciez nigdy się nie boję.
- Ehm.. z tego co wiem wędruje ono do następnej osoby, ale co się dzieje? - wyszeptała, prawdopodobnie ją obudziłam, pewnie odsypiałam po całonocnej akcji. Słysząc jej słowa poczułam kolejne łzy wędrujące po policzkach. Rzuciłam krótkie "pa" i rozłączyłam się. Kto jest zleceniodawcą? Pytanie przemknęło mi przez myśl, przecież jeśli zlikwiduję źródło problemy, będę mogła ochronić Lou. Jeździłam palcem po kartce szukając danej wzmianki, jednak nic nie znalazłam. Jak to kurwa możliwe?! Sprawdziłam jeszcze raz i ponownie. NIC. Czy suma jest aż tak wysoka, że ten człowiek mógł pozostać anonimowy? Przełknęłam głośno ślinę, jednak dziwna gula nadal pozostawała w gardle. To strach [t.i], ale przed czym? Przed utratą Tomlinsona? Czy może obawa o własne życie? Co ty pieprzysz ? Dla niego zrobię wszystko. Wszystko co mogę, ale ktoś uderzył w piętę Achillesa. Bo nigdy nie opuszczę agencji.

Zsunęłam ze stóp buty i na paluszkach przedarłam się przez korytarz. Pistolet trzymany pod bluzką lekko uciskał mnie w żebra. Szybkim ruchem dłoni wykonałam znak krzyża i wkroczyłam do salonu. Pusto. Idziemy dalej, kuchnia. Tak samo jak wcześniej. Pozostała sypialnia. Omijając kilka schodów wdrapałam się na górę. Drzwi były lekko uchylone, a chłopak leżał wraz z książką na łóżku. Poczułam ogromny ucisk w sercu, tak jakby coś rozrywało je na kawałeczki. Nasze spojrzenia złączyły się.
- Jezu, ale cicho chodzisz w ogóle cię nie słyszałem - uśmiechnęła się całując czubek mego nosa. 
- Naprawdę? Nie miałam takiego zamiaru - kłamczuszek.  Wtuliłam się w jego ciało i oparłam głowę na ramionach. Tak bardzo go kocham, ale nie mam innego wyjścia. 
- Tak mi przykro, kochanie - wyjąkałam zapłakana. Odsunęłam się i wyciągnęłam spluwę spod bawełnianego materiału. Otworzył gwałtownie oczy i odsunął się krok w tył.
- Nie żartuj sobie, co ty wyprawiasz?! - krzyknął i spróbował wytrącić mi broń z rąk. Nie dał rady. Wybuchłam jeszcze większym płaczem jednak dalej, uparcie w niego celowałam.
- Dostałam na ciebie zlecenie muszę cię zabić Louis. Mówiłam ci, że moja praca nie jest normalna. Jestem agentką, inaczej zwaną płatną zabójczynią. Tak bardzo cię kocham, ale nie mam wyboru. Przepraszam.
- [t.i]! - przeszył mnie spojrzeniem, które wtargnęło i zaszyło się w wnętrzu mojego umysłu. Te jego piekne, niebieskie tęczówki i błyszczące kasztanowe włosy, które tak ubóstwiam. Poddałam się. Opuściłam ręce i odrzuciłam od siebie pistolet. Zanosząc się szlochem opadłam na kolana. Chwilę później wtulałam się w jego silne ciało. Został ze mną mimo wcześniejszych wydarzeń. Bo cie kocha idiotko. 

- Nie ma innego wyjścia? Na pewno macie jakąś lukę w regulaminie. - wybełkotał jedząc jednocześnie.
- Jeśli pozbyłabym się zleceniodawcy, to umowa zostałaby przerwana. Pozostaje tylko jeden problem. Ten ktoś zataił swoją tożsamość, nie mam pojęcia kto to jest.
- Może popytasz w agencji? Na 100 procent znajdzie się osoba, która coś wie. - pomyślałam przez chwilę i uznałam, że ma rację. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni telefon i zadzwoniłam do najbardziej zorientowanej osoby. Prezes.
- Słucham cię [t.i]. Zdecydowałaś się wykonać zlecenie?
- W tym rzecz, mógłbyś mi zdradzić kto je złożył? - powiedziałam najsłodszym głosem, na jaki w tej chwili mogłam się zdobyć. 
- Haha, dla ciebie wszystko, to ja jestem zleceniodawcą agentko. Ja chcę śmierci Louisa Tomlinsona. Powiedzmy, że  kiedyś mi zaszkodził i .. - rozłączyłam się nie czekając na kontynuacją. To koniec, to definitywny koniec.Przycisnęłam do twarzy poduszkę i krzyknęłam najgłośniej jak umiałam. 

~Dobę później~
- Wiesz dlaczego twoje zlecenie, aż tak bardzo mnie dotknęło? Bo dotyczyło mojego chłopaka jebany skurwysynie. Coś mi mówi, że dobrze o tym wiedziałeś, więc teraz pozostało tylko jedno. Zdychaj! - wydarłam się i nacisnęłam spust czarnego gnata. Po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk wystrzału, a mężczyzna padł na ziemi. Z satysfakcją obserwowałam płynącą krew. Udało się, ochroniłam Lou. 
- Wszystko będzie dobrze skarbie - Louis objął mnie od tyłu i ucałował w szyję. Poczułam dreszcze na dole kręgosłupa. Dobrze wiedziałam, że  nie będzie. Właśnie zabiłam właściciela agencji płatnych zabójców, mojego szefa. Choćby mnie mieli szukać do usranej smierci to będa to robić bo muszę ... musza mnie zabić.
- Zabiją mnie, zapewne już po mnie jadą - rzekłam obojętnym tonem, a chłopak tylko mocniej się we mnie wtulił. - ale wiesz co? Przynajmniej zlecenie zostało zerwane.
- Uciekniemy, zobaczysz. Przeżyjemy kochanie. - pocałowaliśmy się i czym prędzej wybiegliśmy z budynku. 
Może mamy jakies szanse? Sprawdźmy.

_______________________________
Wybaczie, że taki bezsensowny, ale dawno nic nie dodałam ;( To wszystko przez szkołę, strasznie cisną. 
Zapraszam do siebie :  KLIK
Pozdrawiam i zachęcam do komentowania! <3 <3 xx

6 komentarzy:

  1. Wspaniały...do tego jeszcze wrecking ball, o Boże...

    OdpowiedzUsuń
  2. jaki dynamicznyy xDD ale świetnyy *.* może napisałabys 2 część? jestem bd ciekawa co zdarzy się dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest niesamowity! Trzyma w napięciu, ten koniec wprawiający w refleksję i atmosfera. W dodatku motyw broni. Ostatnio są to moje klimaty. Cudowny, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  4. oo kurna, genialny jest ! x

    K.CL

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3