środa, 18 września 2013

Five Hundred Ninety Two

-Jess, idź do niego. Przecież nic ci się nie stanie.

-Ale ja się boję- dziewczyna spojrzała w dół.

-Nie masz czego, głupia- wysyczałam przez zaciśnięte zęby, zastanawiając się, jak można bać się tak banalnej czynności- Przecież to tylko chłopak.

Jess nic nie odpowiedziała, nadal grzebiąc widelcem w zawartości swojego talerza.

-Jeśli ci odmówi jest największym tępakiem w szkole.- dodałam, pragnąc dodać otuchy swojej przyjaciółce, która tylko lekko się uśmiechnęła, ale po chwili wstała i niepewnym krokiem ruszyła w stronę położonego na drugim końcu stołówki stolika.


-Hej, zobacz, kto idzie.- zagadnąłem Toma siedzącego obok mnie. Mój przyjaciel podniósł wzrok i mimowolnie uśmiech wkroczył na jego twarz gdy zobaczył powoli zbliżającą się do naszego stolika Jessicę, czyli dziewczynę z przeciwnej klasy.- No stary, nie siedź tak.- klepnąłem go dłonią w plecy, dając mu do zrozumienia, żeby ruszył za blondynką, która właśnie zawróciła w stronę swojego miejsca obok [T.I.].
Tom faktycznie pobiegł za dziewczyną, ale kiedy znalazł się obok niej, przywitał się i już zaczerwienił. Będzie dobrze.


Cholera, nie jest dobrze.-przemknęło mi przez głowę, kiedy obserwowałam jak Jess i Tom rozmawiają ze sobą, a właściwe próbują rozmawiać. To po prostu katastrofa. Zamiast prosto i konkretnie zaproponować wspólne wyjście na spotkanie, ona leciała w kulki i bezsensownie uciekała wzrokiem na wszystkie możliwe strony.

Denerwowałam się, bo przecież tą dwójkę ciągnęło do siebie od dłuższego czasu. Pasowali do siebie i każdy, kto ich znał, mógłby to potwierdzić.

Trzeba było im pomóc. Zastanawiałam się jak i już po chwili w mojej mózgownicy zaczął tworzyć się klarowny plan.


Spojrzałem na plan lekcji. Mimo tego, że był już grudzień, nie znałem swojego rozkładu zajęć, z którego jasno wynikało, że miałem hiszpański. Lubiłem tą lekcję. Nasza nauczycielka- pani Marquez umiała wszystko zrozumiale wytłumaczyć, a dodatkowo miała świetne podejście do uczniów. Żartowała, rozmawiała jak człowiek z człowiekiem, a nie jak uczeń z nauczycielem.

Wziąłem swój plecak i udałem się więc pod klasę hiszpańskiego. Nasz rocznik był podzielony na dwie grupy- podstawową i rozszerzoną. Na swoje szczęście uczęszczałem do tej drugiej. Było tam sporo naprawdę ładnych dziewczyn z przeciwnych klas. Szczególnie fajna była Mary- wysoka blondynka z zabójczo długimi nogami. Nagle poczułem szarpanie za materiał mojej bluzki w paski.

Okazało się, że to [T.I.]. Dość niska brunetka z kręconymi włosami i piwnymi oczami. Lubiłem ją. Znaliśmy się od przedszkola, tam nawet nazywano nas zakochańcami, ale w szkole nas rozdzielono: trafiliśmy do oddzielnych klas.

-Louis! Czy ty mnie słyszysz?- spytała, spoglądając na mnie spod tych swoich czarnych rzęs.

-Tak, słyszę cię.- odparłem hardo.

-No, mam nadzieję.- pociągnęła mnie w kąt korytarza.- Słuchaj, jest sprawa. Chodzi o Jessicę i Toma…

-Kojarzę ludzi...- potarłem brodę na znak zamyślenia, jednak [T.I.] nie przerwała swojego monologu.

-Każdy widzi, że od dłuższego czasu ich do siebie ciągnie. A znasz ich przecież… Oboje nie zrobią żadnego kroku, żeby się do siebie zbliżyć…

-Więc wpadłaś na genialny plan wyswatania tej dwójki- przerwałem i dokończyłem jej myśl.

-Dokładnie. I ty mi w tym pomożesz.- klasnęła w dłonie, zwracając na siebie wzrok większości naszej klasy, więc ściszyłem głos:

-Ale dlaczego ja?

-Jesteś przyjacielem Toma, czyż nie?- potwierdziłem, kiwając głową, ale [T.I.] kontynuowała- Więc zakładam, że chcesz dla niego jak najlepiej, prawda?- znowu potwierdziłem. – No, to masz odpowiedź na swoje pytanie, swoją drogą bardzo głupie pytanie.

-Dobra, załóżmy, że się zgadzam. Tylko co miałbym dokładnie robić?- spytałem, przeczesując dłonią swoje włosy, jednocześnie robiąc na nich jeszcze większy nieład.

-No, dokładnie to nie wiem- dziewczyna odparła szczerze, a ja roześmiałem się- Po prostu musimy stworzyć odpowiednie warunki. Idealne…

-Idealne do zakochania się?- podpowiedziałem.

-Dokładnie. Widzę, że się rozumiemy.- [T.I.] chciała jeszcze coś dodać, ale przerwał jej stukot obcasów pani Marquez, która otworzyła drzwi do klasy przyniesionym kluczem.

Wszedłem do pomieszczenia, siadając na swoim zwykłym miejscu obok Roba. Kiedy wypakowywałem książki, zauważyłem małą zgniecioną w kulkę karteczkę. Rozłożyłem ją i przeczytałem:
Spotkajmy się dzisiaj. O 17 w kawiarence „Pod Złotą Różą”. Wymyślimy jakiś sensowny plan.
[T.I.]

Spojrzałem na dziewczynę, która odwróciła się w moją stronę i pokiwałem głową. Ona w odpowiedzi pokazała OK i zatopiła się w czytaniu zadania z podręcznika. Postanowiłem pójść w jej ślady, nie chcąc podpaść pani Marquez. W międzyczasie zastanawiałem się, dlaczego dałem się w to wciągnąć.


Równo o godzinie siedemnastej wkroczyłam w progi kawiarni Pod Złotą Różą. Ściany pomalowane były na kolor ciemnoczerwony. Dodatkowo ozdobiono je motywem złotych krzaków róży. Logiczne, przecież nazwa skądś musi się wziąć, prawda?-pomyślałam, krocząc pomiędzy stolikami, przy których siedziało mnóstwo par, co tworzyło romantyczną atmosferę. Ale przecież nie przyszłam do kawiarni w sprawach romantycznych. No, w każdym razie nie w swoich romantycznych sprawach.
Przy jednym ze stolików stojących w kącie salki siedział Lou.

-Szczerze, myślałam, że się spóźnisz.- zwróciłam się do chłopaka, wyrywając go jednocześnie z zamyślenia, które spowodowane było prawdopodobnie obecnością kelnerki z krótkiej spódniczce.

-Dziękuję za miłe słowa powitania.- mruknął sarkastycznie, ale wstał i z manierami gentelmana odsunął mi krzesło, żebym mogła usiąść.

Kiedy przechodził obok mnie, mogłam mu się dokładnie przyjrzeć. Ubrany był w swój legendarny zestaw, czyli biały T-shirt w poziome niebieskie paski, czerwone spodnie i tego samego koloru szelki. Mimo że chodził tak ubrany prawie codziennie, tego popołudnia wyglądał bardziej wyjątkowo.

-Hej, [T.I.].- chłopak zamachał mi ręką przed oczyma- Słuchasz mnie?- spytał, spoglądając na mnie badawczo.

-Tak, słucham… Zamyśliłam się-otrząsnęłam się ze swoich rozmyślań.

-OK. Pytałem, w jaki sposób chcesz niby wyswatać tę dwójkę. Przecież nie przyprowadzimy jedno do drugiego i nie powiemy, że mają się zacząć całować, nie?

Roześmiałam się, a Louis mi zawtórował. Musiałam przyznać- trafił w czuły punkt. Nie wiedziałam jak się za to zabrać i na razie nie zanosiło się, żeby w jakiś sposób spłynęło na mnie natchnienie w tej sprawie.
Jednak natchnienie przyszło wraz z białą porcelanową filiżanką i pasującym do niej talerzykiem.

-Zamówiłem dla nas kawę i ciastko.- wyjaśnił Lou, a ja spojrzałam na kelnerkę, która powiedziała mi, co właściwie będę piła i jadła.

-Waniliowe cappuccino z nutką cynamonu.- i to dosłownie, bo na górze napoju usypana była nuta z brązowej przyprawy- A na talerzyku gości anielskie serduszko. Lekkie jak puch- mrugnęła okiem i zostawiła mnie sam na sam z Louisem i kawiarnianym deserem.

Zaraz zabrałam się za to serduszko obsypane puszystym cukrem pudrem, bo wyglądało niezwykle apetycznie. Okazało się, że ze środka ciastka wypłynęło czerwone nadzienie. Rozkoszując się deserem, w międzyczasie myślałam nad planem wyswatania Jessici i Toma.

Odłożyłam łyżeczkę na brzeg talerzyka i sięgnęłam ręką po filiżankę. Spojrzałam na cynamonową nutę, a potem na ciastko, które w tamtym momencie miało kształt nadgryzionego serca.

Nuta, serce…

I wtedy mnie olśniło.

-Wiem! Bal!


-Możesz rozwinąć swoją myśl?- spytałem siedzącą naprzeciwko mnie [T.I.]. -Nie nadążam.

-Chodzi o bal zimowy. Moglibyśmy go zorganizować…

-O, nie nie…- wpadłem w słowo brunetce- Przecież ja mam dwie lewe ręce do takich robótek…- westchnąłem.

-To nic. Poradzimy sobie. Poza tym za organizację takich rzeczy dostajesz dodatkowe punkty u organizującego bal nauczyciela. W tym przypadku pani Spencer-  [T.I.] mnie podeszła .I to naprawdę sprytnie. Pani Spencer uczyła chemii, a ja tego przedmiotu nie lubiłem i nie rozumiałem, więc argument dziewczyny był bardzo przekonywujący.

Kiedy już ustaliliśmy, że jednak wchodzę w ten ryzykowny plan balowego wyswatania naszych przyjaciół, przeszliśmy do innych szczegółów. 

Następnego dnia od razu udaliśmy się do rzeczonej pani Spencer, żeby wyrazić swoje zainteresowanie organizacją balu zimowego. Dokładnie takich słów użyła [T.I.], a ja ledwo powstrzymywałem się od śmiechu.

W końcu pani Spencer orzekła, że pozwala nam na całe przedsięwzięcie, tylko musimy do poniedziałku dostarczyć jej kosztorys i plan.

-Bardzo dokładny plan- dodała nauczycielka, a kiedy miała zamiar odejść w swoją stronę, odwróciła się do nas i powiedziała- Cieszę się, że w końcu ktoś się za ciebie wziął, Tomlinson.- po czym udała się szybko do pokoju nauczycielskiego, a ja i [T.I.] rozeszliśmy się pod swoje sale lekcyjne.

Przez cały angielski zastanawiałem się nad słowami naszej chemiczki. Nigdy nie sprawiałem jakiś szczególnych problemów, jeśli już to bardziej zajmowałem się żartami i wycinaniem dowcipów, ale w jakiś granicach. No, czasem wystawiłem za te granice duży palec u nogi, ale nigdy więcej. Ostatecznie nie zrozumiałem wypowiedzi nauczycielki chemii, ale uznałem, że ta kobieta zawsze była dziwna…

Po lekcjach napisałem do [T.I.] w sprawie tego całego kosztorysu i planu imprezy. W końcu trzy dni na stworzenie czegoś dobrego od zera to trochę mało, nie? Zwłaszcza, że jeśli Ten Na Górze robił dosłownie wszystko przez sześć dni…


Po piątkowych lekcjach umówiłam się z Louisem, że spotkamy się u mnie następnego dnia.  Jednak w sobotę rano z przerażeniem stwierdziłam, że mój pokój całkowicie nie nadaje się na przyjęcie Lou. Wcześniej dwie czy trzy bluzki i para spodni leżące na krześle nie stanowiły dla mnie żadnego problemu. Książki i zeszyty rozłożone w nieładzie na biurku też specjalnie mi nie przeszkadzały, ale teraz poczułam gwałtowną potrzebę wysprzątania całego pokoju na błysk.

Skończyłam dosłownie kwadrans przed tym, jak Tomlinson wkroczył w progi mojego domu. Udało mi się przekonać tatę, żeby zabrał mojego młodszego brata i siostrę do babci, jednak mama została w mieszkaniu i kiedy usłyszała dzwonek u drzwi zaraz pobiegła, żeby otworzyć . Od razu na wejściu zasypała Louisa tekstami typu: Boże, Louis! Jak cię dawno tu nie było! Zmężniałeś, chłopie! Albo A czym zajmują się teraz twoi rodzice?

Na szczęście zdołałam wyrwać chłopaka stamtąd zanim mama na dobre się rozkręciła w swoim przesłuchaniu. Zaprowadziłam go do mojego pokoju na piętrze. Lou nawet nie zdążył usiąść, a w drzwiach mojej sypialni pojawiła się mama z ciastem, katonem soku, a nawet , o zgrozo!, chipsami.

-To nie przeszkadzajcie sobie, dzieci. Jak byście jeszcze coś chciały, to [T.I.] wiesz, co gdzie jest. Ja idę na zakupy, wrócę za godzinę. Na razie!

-Do zobaczenia!- odkrzyknęliśmy jej wspólnie, a mama zamknęła za sobą drzwi.

-To co? Możemy zaczynać?- spytał Lou, siadając nieśmiało przy biurku. Przejechał wzrokiem po wypucowanym niedawno blacie mebla i zauważył zieloną ramkę:

-Masz jeszcze to zdjęcie?- zagadnął, wskazując palcem fotografię przedstawiającą mnie i Louisa na przedszkolnym balu przebierańców. On był wtedy Czerwonym Rangerem, a ja Czerwonym Kapturkiem. Mieliśmy może po pięć czy sześć lat.

-Nie mam serca go nigdzie przenieść- przybliżyłam się, żeby spojrzeć dokładniej na zdjęcie.- Dwanaście lat temu byłam zdecydowanie inna- stwierdziłam i w myślach dodałam I zdecydowanie ładniejsza.

-Nic się nie zmieniłaś. Nadal jesteś tak samo niska- zaśmiał się chłopak, ale miał rację. I na zdjęciu, i w rzeczywistości byłam niższa od Lou o prawie całą głowę. Po chwili Tomlinson dodał- A tak w ogóle, to nadal tak samo ładnie się uśmiechasz.

W pokoju zastała na chwilę cisza, którą bałam się przerwać, ale Louis zrobił to za mnie:

-To co? Jedziemy z tym koksem?

-Zależy jaki masz na myśli.

-A jaki proponujesz?- zapytał ze śmiechem chłopak.

-Niestety, nie mam ani jednego, ani drugiego na składzie.- stwierdziłam, wyciągając kartki i jakieś pisaki z szuflady.

-To z braku laku proponuję jednak jechać z planem planu. Chore nie?

-Trochę…

I cóż dużo mówić. Na początku szło nam nawet sprawnie i ustaliliśmy kilka rzeczy, ale od słowa do słowa wyszło tak, że mówiliśmy o temacie balu, a nagle zorientowałam się, że rozmawialiśmy o moim ulubionym filmie, który potem oczywiście obejrzeliśmy.

Koniec końców nastała godzina osiemnasta, a my byliśmy w czarnej norze z wszelkimi przygotowaniami. Jedyne, co udało nam się osiągnąć to zjedzenie dwóch paczek chipsów i trzech talerzy ciasta mojej mamy, Wypiliśmy też chyba cztery kartony soku. Ale ogółem byliśmy zadowoleni ze spotkania.

Na szczęście udało nam się uporać ze wszystkim następnego dnia, kiedy to ja przyszłam do Louisa. Napisaliśmy kosztorys. Ustaliliśmy motyw przewodni imprezy. Nawet pokusiliśmy się o rysunki wystroju Sali. A co! Jak się bawić, to się bawić!


Kiedy nazajutrz oddawaliśmy pani Spencer te kilka kartek z owocami mojej i [T.I.] pracy, mina nauczycielki była bezcenna.

-Jestem pod wrażeniem!- stwierdziła po przejrzeniu „dokumentów”- Nie spodziewałam się czegoś takiego po tobie, Tomlinson.

-Wie pani, ma się te zdolności-gdy to powiedziałem, usłyszałem za sobą chrząknięcie [T.I.]- Przepraszam… MAMY te zdolności. Tak lepiej?- zwróciłem się do mojej towarzyszki, a kiedy dziewczyna kiwnęła głową, pani Spencer, nie wiedzieć czemu, roześmiała się.

-Dobra, dzieciaki. OK, młodzież- poprawiła się, widząc nasze spojrzenia- To tylko połowa pracy za wami. Jeszcze trzeba wykonać wasze założenia. Macie jeszcze- spojrzała na kalendarz wiszący na przeciwległej ścianie- Dziewiętnaście dni. Dacie radę.- poklepała nas po naszych barkach, po czym wyszła na korytarz.

Od tego momentu zaczęła się nasza harówka. Widywałem się z [T.I.] prawie codziennie. Po zajęciach w szkole szybko (i niedokładnie!) odrabiałem lekcje, po czym pędziłem do brunetki, żeby dogadać szczegóły. W międzyczasie jeszcze podjudzałem Toma, żeby zagadywał do Jessici, bo przecież to dla nich zgodziłem się na organizację tego balu.

Jednak trzeba było przyznać. Spodobał mi się taki tryb życia. Nie wiedzieć czemu przed każdym spotkaniem z [T.I.] barykadowałem się w łazience, czesząc się i używając znacznych ilości perfum.
W końcu nadszedł dziewiętnasty grudnia-piątek, przeddzień balu, kiedy to mieliśmy razem z [T.I.] udekorować salę gimnastyczną. Oczywiście pani Spencer oddelegowała nam do pomocy kilkoro uczniów, sama też pomagała.

Dobre kilka godzin zajęło nam przemienienie sali gimnastycznej w śnieżną krainę- główny temat balu. Królowały odcienie bieli: ściany były całe w piórkach, puszkach, płatkach czy innym białym puszystym czymś. Dodatkowo gdzieniegdzie wisiały serca  wykonane z drutu oblepionego białymi dużymi piórkami. Taka mała aluzja dla Jess i Toma. Jeśli mam być szczery, zamawiałem je w firmie organizującej wesela, ale co tam…

Następnego dnia od samego rana byłem podekscytowany wieczorną imprezą. Miałem nadzieję, że nasz misterny plan wyswatania Jessici i Toma wypali… Ale czego nie robi się dla przyjaciół?


Kiedy przekroczyłam próg szkoły, usłyszałam muzykę przenikającą wszystkie ściany. Mijałam ubrane w wystawne sukienki (a właściwie suknie: z marszczeniami, falbankami, koronkami) dziewczyny i zaczęłam żałować, że włożyłam białą prostą sukienkę do kolan. Po chwili poprawił mi się humor, bo przypomniałam sobie o cekinach i marszczeniach na moich plecach układających się w kształt skrzydeł.

Całkowicie zapomniałam o sprawach ubioru i makijażu, kiedy weszłam do Sali gimnastycznej. Wyglądała teraz po prostu prześlicznie. Jak w bajkowej śnieżnej krainie. Musiałam przyznać, że poprzedniego dnia, kiedy udekorowałam salę wraz z Louisem i kilkoma innymi osobami, nie wyglądało to nawet w połowie tak fantastycznie jak wtedy.

Był kwadrans po siedemnastej, więc na razie była wręcz znikoma liczba tańczących. Wyłapałam wzrokiem Jessicę stojącą przy stoliku z sokami i delikatnym ponczem.

-Hej, Jess! Podoba ci się sala?- spytałam przyjaciółkę.

-Tak, bardzo.- obróciła się twarzą ku mnie- O Boże! Wyglądasz genialnie!

-Dzięki, ty też- spojrzałam na jej bladoróżową sukienkę, która pasowała do jej karnacji i koloru włosów.

Porozmawiałyśmy chwilę, a potem dyskretnie wskazałam palcem na drzwi wejściowe.

-Zobacz, kto tam stoi…- zaświergotałam cicho.


-Hej, Tom, zobacz tam przy stoliku z ponczem.- wskazałem ręką mojemu przyjacielowi miejsce, gdzie stała Jessica i [T.I.]- Idź, pogadaj z nią.- zachęciłem kumpla, lekko go popychając.

[T.I.] widząc, co się święci dyskretnie odeszła od swojej przyjaciółki, a podeszła do mnie.

-Łał…- samo wyrwało się z moich ust, gdy zobaczyłem [T.I.] ubraną w śliczną białą sukienkę, która z tyłu miała marszczenia na kształt anielskich skrzydeł. Jej zwykle rozpuszczone kręcone brązowe włosy tym razem były ułożone w koka z tyły głowy, a delikatny makijaż podkreślał piękne ciemne oczy.- Cudownie wyglądasz.- powiedziałem zamiast powitania. Głupek!

-A tobie do twarzy w garniturze- uśmiechnęła się dziewczyna i podeszła do mnie, żeby poprawić mi krawat- O, tak lepiej.

I nagle nie wiedziałem, co powiedzieć czy zrobić, a kiedy spojrzałem w oczy [T.I.] poczułem ciepło rozchodzące się w okolicy moich policzków, a mój wzrok popędził podziwiać czubki moich czarnych butów.  Na szczęście nie trwaliśmy tak zbyt długo, bo usłyszałem za sobą głos pani Spencer:

-Jestem z was dumna! Zobaczcie, jak wszyscy się bawią.

Chemiczka miała rację. W Sali wszystkie pary wywijały zgodnie z rytmem puszczanej przez wynajętego DJ-a muzyki. Nikt nie podpierał ścian, a jeżeli już ktoś nie tańczył, to znajdował się przy stoliku z przekąskami i ponczem.

Pani Spencer pogadała jeszcze chwilę z nami, a potem ujrzała naszego nauczyciela muzyki, zarumieniła się, przeprosiła nas i się ulotniła.

Razem z [T.I.] spojrzeliśmy się na siebie i wybuchliśmy śmiechem.

Po chwili zebrałem się w sobie i poprosiłem [T.I.] do tańca. Rzuciliśmy się w wir muzyki, robiąc sobie przerwy na napicie się soku czy ponczu, ewentualnie żeby odsapnąć. Jakoś nie miałem ochoty zmieniać mojej partnerki do tańca, nawet widząc wyczekujące spojrzenia ponoć najładniejszych dziewczyn w szkole.
W towarzystwie [T.I.] czas mijał miło, ale szybko. Po jakiś trzech godzinach świetną zabawę przerwała pani Spencer:

-Uczennice i uczniowie! Jak się bawicie?- głośny pisk zapewnił ją, że naprawdę dobrze- Więc podziękujcie [T.I.] [T.N.] i Louisowi Tomlinsonowi. To oni zgłosili się i zorganizowali cały bal.


Po tych słowach usłyszałam oklaski chyba wszystkich osób znajdujących się w Sali. Czułam się trochę niezręcznie, ale uśmiech sam cisnął mi się na usta, a kiedy mój wzrok spotkał wzrok Louisa, uśmiechnęłam się jeszcze bardziej.

-Więc teraz nadszedł moment wyborów króla i królowej balu. W kącie Sali stoi pudło, do którego wrzucacie karteczki z imieniem i nazwiskiem osób, które według was nadają się na króla i królową. Oczywiście karteczki i wszelakie pisaki też tam znajdziecie.- pani Spencer oddała mikrofon, a DJ włączył kawałek, który lubiłam. Jednak to nie była pora na taniec, to była pora na uruchomienie swoich kontaktów.
Wystarczyło parę rozmów i wynik głosowania na króla i królową balu był oczywisty, ale potwierdziła go pani Spencer niecałą godzinkę później.

-Ogłaszam wszem i wobec, że królem balu został Tom Lynch, a królową Jessica Simpson.

No, cóż. Wybory na parę królewską były dopełnieniem naszego chytrego planu wyswatania tej dwójki. Po otrzymaniu koron, Jess i Tom zatańczyli wolną piosenkę, a potem gdzieś zniknęli.

Louis też gdzieś zniknął. Odnalazł się kwadrans później, kiedy to przyszedł do sali z wielkim uśmiechem. 
Szybko do mnie podbiegł, chcąc przekazać dobrą wiadomość:

-Jess i Tom się całują za salą. Widziałem ich!

-To świetnie! Stój, podglądałeś ich?- nie kryłam zdziwienia.

-Oj tam… Grunt, że nasz plan się udał.- chłopak machnął ręką- Możemy się nazwać Swatami Roku!

-Tak, będę to sobie pisać przed nazwiskiem zamiast magistra.- zaśmiałam się, a potem ruszyłam w tan, oczywiście z Louisem.


Trzy miesiące później…
W tym roku wiosna przyszła wyjątkowo o czasie. Dwudziestego pierwszego marca zaświeciło mocniej słońce i ostatnie połacie śniegu zniknęły. Wszędzie było słychać śpiew ptaków i głośne bicie zakochanych serc przechadzających się wraz ze swoimi właścicielami po parkach…


Była sobota, więc postanowiłem zadzwonić do [T.I.]. Umówiłem się z nią w parku, do którego zawsze chodziliśmy. Od pamiętnego balu minęło mnóstwo czasu, ale mimo to widywałem się często z brunetką. Czy to spacer w parku, czy to ciastko w kawiarni, czy nowy film w kinie. Jakiś pretekst zawsze się znajdzie.
Wreszcie ujrzałem ją na horyzoncie. Była ubrana w swój czerwony płaszcz, w którym było jej tak do twarzy. Do tego czapka, szalik i ciepłe kozaki na nogach. Cała [T.I.].

-Hej, zmarzluchu- powitałem dziewczynę.

-Cześć, nie śmiej się. Nie chcę być chora na czas egzaminów.

-No co ty! Przecież do egzaminów jeszcze kupa czasu.- podrapałem się po głowie, oczywiście mentalnie.

-Ale muszę robić powtórki.

-Po co? Ty masz wszystko w małym palcu.

-Ale czy ja mówiłam, że muszę robić powtórki sobie? Ktoś musi cię tej chemii w końcu nauczyć.- i ruszyła, zostawiając mnie w tyle, a ja przetwarzałem to, co powiedziała.

-Hej! -pobiegłem za brunetką, przytulając ją mocno od strony pleców i uniemożliwiając jej ruch.

Osobiście mógłbym tak stać wieczność, mając obok siebie taką osobę, jaką była [T.I.]. Dzięki naszym spotkaniom poznałem ją jeszcze raz. Znałem jej wszystkie zalety i wady, choć tych drugich miała zdecydowanie mniej. Wiedziałem, że lubiła kolor czerwony, znałem jej ulubione ciasto i nauczyłem się je piec. Wiedziałem, jakich kosmetyków używa do swoich włosów, wiedziałem, jaką porę roku lubi, wiedziałem, gdzie chciałaby pojechać na wakacje, wiedziałem też, że boi się ciemności i ma kompleksy na punkcie swojego brzucha (całkiem niesłusznie).

Ona też wiedziała o mnie wręcz wszystko. Wiedziała, że nie znosiłem fasolki po bretońsku, wiedziała, że nie znosiłem chemii, wiedziała, że chciałbym zostać piosenkarzem, wiedziała o moich dziwactwach, sekretach i marzeniach.

-Wiesz, chciałabym tak stać wiecznie- szepnęła po chwili.

-Wyjęłaś mi to z ust.- odpowiedziałem równie cicho.

Po chwili jednak złapałem jej dłoń w moją i ruszyliśmy parkową ścieżką ze żwiru chrzęszczącego pod stopami.
Wtedy zastanawiałem się często, co tak naprawdę łączyło mnie z [T.I.]. Czy to była przyjaźń, czy już coś więcej?

Bałem się przyznać przed samym sobą, że dzień bez tej dziewczyny, to dzień stracony. Nie mogłem wytrzymać na miejscu, nie wiedząc, gdzie była, co robiła, czy coś jej się działo. Czułem się przywiązany do niej do tego stopnia, że gdyby gdzieś znikła, to poruszyłbym niebo i ziemię, a nawet podziemie, żeby ją tylko znaleźć.

Chyba naprawdę się zakochałem. Stało przede mną pytanie: powiedzieć jej czy nie?

Nie musiałem na nie odpowiadać, bo nagle poczułem ciepłe usta [T.I.] na swoich. Całowała mnie, była ze mną w tym opustoszałym parku, a ja jak głupek nic nie robiłem, tylko najzwyczajniej w świecie stałem bez ruchu.

Po chwili ciepłe usta zniknęły, a ja usłyszałem ciche „Przepraszam!” i prawie osiemnastolatka już biegła przed siebie.

Co ty robisz? Biegnij za nią, dupku!- jakiś głos dostał się do mojej świadomości, a ja posłuchałem, chcąc w porę dogonić brunetkę.

Udało mi się. Złapałem szybko jej rękę, obróciłem dziewczynę i wręcz wpiłem się w jej usta. [T.I.] po chwili oddała pocałunek, którym oboje pragnęliśmy powiedzieć drugiej osobie, co czujemy.

Czułem niesamowitą euforię rozlewającą się po całym moim ciele. To było jak balsam na wszystkie moje troski i zmartwienia.

-Mam tylko do ciebie prośbę. Więcej ode mnie nie uciekaj, dobrze?

Osiemnastolatka skinęła głową, a ja zobaczyłem łzy na jej twarzy.

-Czemu płaczesz?- spytałem, przejeżdżając kciukami po jej policzkach, pragnąc zebrać wszystkie słone krople.

-Ze szczęścia. Tylko tak na przyszłość: jak chcesz mnie pocałować, to po prostu to zrób, a nie stój jak słup, dobrze?

Nie skończyła mówić, bo moimi ustami objąłem jej usta.

-Stosuję się do poleceń, droga pani.

Roześmiała się, a ja razem z nią. Uwielbiałem widzieć uśmiech na jej twarzy i te radosne świetliki w oczach.

Po chwili wziąłem ją za rękę i wróciliśmy do domu.

Razem.

W drodze powrotnej planowałem podziękować Jess i Tomowi. Gdyby nie oni, to [T.I.] nigdy by do mnie nie przyszła w sprawie ich wyswatania i zorganizowania balu…


A morał tego imagina jest krótki i niektórym znany:
Kto kogoś wyswata, ten sam będzie wyswatany”

__________________________­­­­­­­­­­­­­­­­­­­
Hej, tu Madeleine.
Dawno mnie tu nie było i nie zdziwiłabym się, gdybyście mnie wylały.
Przepraszam, że tyle czasu nic nie zamieszczałam, ale to z powodów niezależnych ode mnie- nie mam dostępu do Internetu już ponad półtora miesiąca (zepsuty router, który w naprawie jest równy miesiąc i tydzień), na szczęście znalazłam sposób na dodanie tego imagina- zrobiłam to w szkole przed lekcjami.
Mam nadzieję, że praca się podoba.
Do napisania.


13 komentarzy:

  1. Cudowny imagin :3 Aż się uśmiechałam gdy go czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny styl, też miałam podniesione kąciki ust do góry. :D Naprawdę dobrze piszesz <3

    OdpowiedzUsuń
  3. genialny imagin! jeden z najlepszych jakie tutaj czytałam. świetny! + ten pomysł na imagin jest nowy, a nie taki oklepany, jeżeli rozumiesz o co mi chodzi. jest super napisany :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny imagin! Uwielbiam imaginy z podziałem na "ona" i "on". A ten był jeszcze taki słodki. :>

    OdpowiedzUsuń
  5. hahaha ! morał jest idealny, nie ma co ;) prześwienty imagin, ubóstwiam xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  6. dokładnie, zgadzam się z powyższym komentarze IDEALNY! dziewczyno, masz talent, ten imaing jest wspaniały oby takich więcej podziwiam cie i jednocześnie kocham za to co robisz :* PS z polaka z wypracowań zapewne masz same 6 ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudny imagin <3 O morale już nie wspomnę ;)
    Do czytających mój nudny komentarz!
    Mam do was bardzo ważną sprawę. Pamiętacie akcje #PolandNeedsTMHTour ? Głupie pytanie...jasne, że pamiętacie! Była przez 3 dni w trends!!! To dla nas wielki sukces. Zapewne już wiecie, że zostały ogłoszone nowe daty koncertów 1D. Niestety na liście nie ma Polski. Zróbmy wszystko żeby chłopcy przyjechali do naszego kraju. Powtórzmy styczniowe akcje. Sprawmy żeby chłopcy zobaczyli #PolandNeedsWWATour. Sprawmy, żeby chłopcy zobaczyli, że nam zależy. Pokarzmy, że Polish Directioners się nie poddają i trwają do końca. Jeśli to czytacie, proszę przekażcie to dalej w jakikolwiek sposób.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bisty imagin naprawdę masakra musisz pisać takich więcej :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3