sobota, 5 października 2013

Five Hundred Ninety - Seven

Zamówienie @Nikisia

(jeśli piosenka się skończy, automatycznie powtórzy się jeszcze raz) 

Pojawia się kilka "przekleństw"
#NOH8

 - Wiesz [T.I]? Kiedyś wybuduję dla nas dom. Będziemy mieli dwójkę dzieci. Syna i córkę. Syna pierwszego, żeby mógł się opiekować naszą małą księżniczką. Będziemy razem szczęśliwi już zawsze.

Piękne słowa, prawda?
Każda dziewczyna marzy o tym, aby je usłyszeć.
Ja miałam to szczęście i okazję. Jednak czy warto się z nich cieszyć, skoro osoba, która je wypowiedziała nie dotrzymała obietnicy? Nie wywiązała się z obowiązku bycia wsparciem i pocieszeniem dla drugiej połówki?

Bujałam się na drewnianej huśtawce, co chwilę odpychając się nogą od nieco już spróchniałego podłoża.
Plaża, morze, ja. Tego mi właśnie było trzeba. Potrzebowałam spokoju. Musiałam uporządkować swoje myśli.
O czym myślę? A o czym innym można myśleć jak nie o życiu?
A tak konkretnie to o moim związku?
Jesteś zapewne nastolatką, która jak większość szaleje na punkcie mojego chłopaka. Chodzisz na jego koncerty, śmiejesz się z jego żartów, wygłupów, płaczesz gdy śpiewa swoje wzruszające solówki, czekasz z niecierpliwością na każdą płytę lub niespodziankę. Kochasz go tak mocno jak ja. Kochasz go tak mocno, że nienawidzisz mnie.
Twierdzisz, że nie jestem w stanie dać mu szczęścia. Być może. Twierdzisz, że ty uszczęśliwiła byś go bardziej ode mnie. Być może. Twierdzisz, że nasz związek to tylko jakaś beznadziejna ustawka, ale nie wiesz jak jest naprawdę. Nie wiesz co ja czuję do niego, co on czuje do mnie. Przykro mi, bo nie jestem ci w stanie tego wyjaśnić. Ale jedno jest pewne... Dopóki uczucie pomiędzy nami nie wygaśnie do końca, nigdy go nie zostawię.
- Bu... - usłyszałam radosny szept tuż nad moim uchem. Momentalnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który dosłownie powiększał się z każdą sekundą
- Nie powinieneś być z chłopcami w studio? Nagrywacie przecież nową płytę.
- Zaraz do nich wracam. Wpadłem tylko na sekundę, bo przypomniałem sobie, że dzisiaj mija równe dwanaście miesięcy, czyli jeden cały rok, przeliczając, to będzie 365...
- Oj, bądź już cicho mój matematyku i po prostu mnie pocałuj i obiecaj kolejny wspólny rok. - Zaśmiałam się, na co on z rozbawienia pokręcił tylko głową, następnie szybko się do mnie przybliżył i delikatnie musnął moje usta.
- Muszę iść. - Wyszeptał opierają swoje czoło o moje - Nie czekaj na mnie. Wrócę późno.
Przytaknęłam na zgodę głową i spuściłam wzrok na swoje palce. Poczułam jeszcze jak niemalże niewyczuwalnie gładzi mój policzek, po czym rusza do drzwi balkonowych.
- Lou! - krzyknęłam za nim z żalem i desperacją w głosie. Czułam, że byłam już bliska płaczu.
- Tak?
- Ja... - przerwałam, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć - Powodzenia.
Uśmiechnął się pod nosem na moje słowa i ruszył dalej.
Myślisz, że jest mi łatwo? Że moje życie jest kolorowe i cukierkowe, bo Louis Tomlinson jest moim chłopakiem?
Otóż wcale tak nie jest. Ciągłe rozłąki, wspólne wakacje raz w roku przez tylko i wyłącznie siedem dni. Nadal uważasz, że moje życie, w zasadzie życie którejkolwiek z dziewczyn chłopaków, jest usłane różami?
W takim razie jesteś w błędzie...

Zaśmiałam się pod nosem na to wspomnienie. Pamiętam wszystko. Każdy szczegół, dosłownie jakby to miało miejsce przed chwilą.
Co mnie bawi najbardziej?
To w jaki sposób myślałam te dwa lata temu. Głupio, ale i jednocześnie mądrze.
Wspomnienie wydaje się być przyjemne. Faktycznie jest. Ale przecież zawsze musi pojawić się jakieś ale...

Usłyszałam głośny trzask drzwi, który wybudził mnie ze snu. Szybko narzuciłam na siebie bluzę i w tempie ekspresowym znalazłam się na dole.
- Kto ty? - wymamrotał ledwie zrozumiale
- Louis, ty jesteś schlany na amen... - stwierdziłam, tym samym podchodząc do niego, aby pomóc mu wstać
- Zostaw mnie dziwko! Nie chcę i nie potrzebuję pomocy od takiej szmaty jak ty!
- Lou, chodź do sypialni.
- Oczywiście! - krzyknął, jako tako stając na nogach - Mam ci zrobić dzieciaka żebyś mnie później zostawiła i cyckała ze mnie kasę! O, co to, to nie!
- Ten alkohol wyżarł ci mózg chyba już doszczętnie. Po co tyle piłeś?! - uniosłam się
- Będę pił tyle, ile mi się żywnie podoba. Nie będziesz mi rozkazywać! Rozumiesz to!
Między nami zapanowała cisza. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Nigdy nie był aż tak rozwścieczony.
- Pytam się, czy to rozumiesz, a jak pytam, to oczekuję odpowiedzi. - Oznajmił przez zaciśnięte zęby, tym samym mocno ściskając mój nadgarstek.
Syknęłam z bólu gdy zaczął go wykręcać. Chciałam się wyrwać, ale był za silny.
- To boli. Puść, Lou, proszę. -  Błagałam będąc już bliska płaczu
- Pytam się, czy rozumiesz?
- Tak.
Na moją odpowiedź chłopak uwolnił moją dłoń z uścisku i zaczął się we mnie wpatrywać martwym wzrokiem. Po chwili poczułam silne uderzenie w policzek. Na początku nie za bardzo wiedziałam co się dzieje, ale po chwili dotarło do mnie wszystko. Louis mnie uderzył.
- Nie pozwolę siebie tak traktować. - Oznajmił, po czym chwiejnym krokiem ruszył na górę do sypialni.
Przez kilka minut stałam oszołomiona, w jednym miejscu. Dopiero po minionym czasie powędrowałam za nim wzrokiem. Louis Tomlinson właśnie mnie uderzył. Człowiek, którego kocham nad życie i któremu nigdy nie wyrządziłabym krzywdy, właśnie zastosował wobec mnie przemoc.
Wolnym krokiem przeszłam do salonu, gdzie następnie opadłam na kanapę.
Zaczęłam o wszystkim intensywnie myśleć. Dlaczego to zrobił? O czym mówił? Co miał na myśli? Co zrobiłam ja? Czy to winna tylko i wyłącznie alkoholu?
Tyle pytań, a na żadne nie jestem w stanie odpowiedzieć.
Mój wzrok spoczął na czarnym telefonie, który leżał na stoliku nocnym. Szybko chwyciłam go do ręki, odblokowałam ekran i wybrałam numer pierwszego lepszego chłopaka z zespołu
- Halo? - usłyszałam jego zaspany głos i przeciągłe ziewnięcie, na którego dźwięk mimowolnie się zaśmiałam - Jest tam kto?
- Emm, tak, tak. Cześć Niall, tu [T.I].
-  Mhmmm... Wcześniej się nie dało?
- Przepraszam cię, że dzwonię w środku nocy, ale Louis wrócił do domu kompletnie pijany i mówił jakieś głupoty, które teraz cały czas mnie męczą i pomyślałam, że... Że może ty coś wiesz.
Usłyszałam czyjeś kroki w przedpokoju. Sekundę później ukazała się w nim sylwetka Tomlinson'a, który zmierzał właśnie do kuchni.
- Halo, [T.I], jesteś tam? - usłyszałam zaniepokojony głos przyjaciela
- Tak, tak, przepraszam.
- Wszystko w porządku?
- Tak..
- Nie sądzę. Powinienem przyjechać?
- Nie, nie trzeba. Chciałam tylko...
- Z kim rozmawiasz? - przerwał mi znajomy głos w tym momencie przepełniony furią. Momentalnie przerwałam połączenie i rzuciłam telefon na miejsce koło siebie
- Z nikim.
- Uważasz mnie za jeszcze bardziej głupiego? – zakpił
- Dzwoniłam do Niall'a.
- Po co...
- Chciałam tylko...
- A może z nim też romansujesz, co? Wcale bym się nie zdziwił. - Przerwał mi, po czym odwrócił się na pięcie aby wrócić do pokoju.

Wspomnienie bolesne. Pierwszy raz bolał najbardziej. Fizycznie jak i emocjonalnie. Z każdym kolejnym uderzeniem było coraz to lepiej. Możecie mi nie wierzyć, ale taka jest prawda. Starałam się wtedy myśleć o czymś przyjemnym, a nie o tym, że przybywa mi nowych siniaków, czy też moja dolna warga jest ponownie rozcięta. To po pierwsze, a po drugie... Wiedziałam co mnie czeka. Byłam na to przygotowana.

- Brad, ja... Potrzebuję twojej pomocy. Błagam cię, przyjedź.
- [T.I], co się stało. Jesteś roztrzęsiona.
- Po prostu przyjedź najszybciej jak się tylko da. - Wyszeptałam przez łzy po czym rzuciłam komórkę na drugą poduszkę. Przekręciłam się na drugi bok, przez co dosłownie zawyłam z bólu. Dzisiaj Louis przeszedł samego siebie. Z kolei ja postanowiłam przestać milczeć.
Po około piętnastu minutach usłyszałam pod domem silnik samochodu Brad'a, który niemalże z prędkością światła wpadł do domu.
- Na miłość boską, [T.I]! - krzyknął gdy tyko mnie zobaczył. Żwawym krokiem podszedł do łóżka i przukucnął tak, że patrzeliśmy sobie w oczy
- Brad, to trwa od prawie tygodnia. - Zaczęłam, zanosząc się jeszcze większym płaczem - Ja nie mówiłam o tym nikomu, bo miałam nadzieję, że to jednorazowe zajście. Zrozum, Lou nigdy taki nie był.
- Ćśiii... Już. Spokojnie. - Uspokajał mnie delikatnie głaszcząc po głowie
- Ubzdurał sobie, że go zdradzam. Brad, ja go kocham, ale nie mogę tak dłużej żyć.
- Nie będziesz. Obiecuję ci to.

Obiecałam sobie, że dopóki uczucie między nami nie wygaśnie, nigdy go nie zostawię. Nie dotrzymałam obietnicy. Przypuszczam, że Lou się w tym wszystkim zagubił. Kochał mnie tak mocno jak ja jego, jednak jakieś plotki przysłoniły mu na chwilę to uczucie.
Do dzisiaj często go widuję na ulicach Nowego Jorku. Nawet poza okresem tras. Czasami się nawet do mnie uśmiechnie, pomacha. Taki mały gest, a sprawia, że moje serce raduje się tak jak kiedyś.
Ma nową dziewczynę. Nie powiem, że jestem tym załamana. Nie. Pomimo, że nadal kocham go do szaleństwa, jestem szczęśliwa, że znalazł sobie kogoś z kim spędza wolne wieczory, z kim może porozmawiać. Jednak najważniejsze dla mnie jest to, że jest szczęśliwy. Widok jego szczerego uśmiechu jest bezcenny. Nie wyobrażam sobie niczego piękniejszego.

- Pasażerowie lotu 543 z Londynu do Nowego Jorku proszeni są o poddanie się odprawie biletowej.
Razem z Brad'em ruszyliśmy za tłumem ludzi, który razem z nami leciał do Stanów. Nie miałam wyboru. Musiałam się od tego uwolnić, a wiedziałam, że jeśli nie zrobię tego teraz, nie zrobię tego nigdy.
- [T.I]! - usłyszałam załamujący się głos z drugiego końca terminalu. Gwałtownie odwróciłam się w jego kierunku. Nie kontrolując się ani trochę, biegiem rzuciłam się w jego stronę. Po chwili już znalazłam się w jego mocnym i ciepłym uścisku. Tym jak za dawnych dni.
- Przepraszam cię. Tak bardzo przepraszam. - Mówił przez łzy głaszcząc mnie po głowie - Proszę cię, wybacz mi. Tylko tego pragnę.
- Wybaczam ci Lou, wybaczam.
- To znaczy, że wrócisz ze mną do domu?
Na jego słowa zamarłam. Oderwałam się od niego i spojrzałam w przekrwione, opuchnięte od płaczu oczy.
- Nie, Lou. Przepraszam cię, ale ja... Nie mogę.
Widziałam, że to co powiedziałam go zraniło. Że rozerwało mu serce na strzępki. Jednak nie miałam wyboru. Musiałam.
Nie powiedział nic. Jedynie znowu mocno mnie przytulił.
- Wiedz tylko jedno. Kochałem cię, kocham i mimo wszystko, nie ważne kogo poślubię, zawsze będę cię kochał. - Wyszeptał, po czym po raz ostatni mnie pocałował i puścił. Pozwolił odejść.

Spojrzałam na z druzgotanego chłopaka stojącego za szybą. Wyciągną telefon, do którego szybko zaczął coś wpisywać. Po chwili poczułam wibrację, tym samym stwierdzając, że SMS jest od niego. Szybko przejechałam palcem po ekranie i wcisnęłam znaczek koperty...

,,Wiesz [T.I]? Kiedyś wybuduję dla nas dom. Będziemy mieli dwójkę dzieci. Syna i córkę. Syna pierwszego, żeby mógł się opiekować naszą małą księżniczką. Będziemy razem szczęśliwi już zawsze.
Kocham cię, Louis"

---------------------------------------------
 Moje słoneczka kochane!
Wiem, zawaliłam... Nie było mnie tu prawie miesiąc... ZAWALIŁAM...
Nie będę się tłumaczyć, bo to nie ma sensu, a poza tym moje problemy, to moje problemy. Nie będę wam tu zawracać głowy.
Imagin nie miał być taki do końca (według zamówienia), ale uznałam, że będzie lepszy od tego, który zaczęłam gdzieś tam pisać. Jakoś tak bardziej mi się podoba (co nie znaczy, że jest jakimś bóstwem idealnym...)
Pisałam go wczoraj/dzisiaj w nocy z powodu bezsenności :) Tak, oto ja :) Nie śpię po nocach, tylko piszę :) Dzięki Bogu mam Word'a w telefonie :)
Post taki trochę dziwny, trochę w zasadzie nie trzymający się kupy, ale... Mam jednak nadzieję, że jest w miarę zrozumiały :)
P.S. PRZEPRASZAM, ŻE NIE POTRAFIĘ NAPISAĆ CHOCIAŻBY JEDNEGO, PORZĄDNEGO WYCISKACZA  ŁEZ :'(


22 komentarze:

  1. Ryczę ; c świetne !

    OdpowiedzUsuń
  2. Imagin jak zawsze piękny ! <3 Macie tak ogromny talent i chyba nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Nie piszcie, że wam nie wyszedł bo każdy imagin na tym blogu jest niesamowity ! I obiecuje sobie, że jak kiedyś was spotkam uderzę was za to ! BO MACIE OGROMNY TALENT KTÓREGO CHYBA NIE DOSTRZEGACIE ! Pozdrawiam i życzę dużooo weny :) !

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie potrafisz napisac wyciskacza łez? Dziewczyno ja tu beczę, a ty mi z takim tekstem wyjeżdżasz?
    Proszę o więcej takich, kocham takie! Jest cudowny, jeden z lepszych jakie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zdecydowanie najlepszy jesteś cudowna dziewczyno! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Żartujesz prawda? Ty nie umiesz napisać porządnego wyciskacza łez? Dziewczyno ja płakałam jak to czytałam :c jestem z Ciebie cholernie dumna ;* <3 mam nadzieję że będzie 2 cz. :) A najlepszy był sam koniec <33

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny! Tylko tyle ... wiedz, że jest piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny , nie wiem czemu ale płacze ;** :)

    OdpowiedzUsuń
  8. PISZ KOLEJNĄ CZĘŚĆ BŁAGAM !

    OdpowiedzUsuń
  9. DZIEWCZYNO, TO NAJPIĘKNIEJSZY IMAGIN JAKI CZYTAŁAM! JEST ŚWIETNY!

    OdpowiedzUsuń
  10. czy zawaliłas? oj nie sądze.. mega sie popłakałam, piekne słowa na koniec, zastanawiają mnie tak troche.. moze druga część ? xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojej.. akurat słucham JB - As long as you love me i.. ta piosenka idealnie wpisuje się w klimat tego imagina. Kurcze.. popłakałam się ^-^ I nie pisz, że nie potrafisz pisać wyciskacza łez, bo ten imagin to właśnie to ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaki świetny <3

    http://closertotheedgeblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Płaczę :'( to było piękne

    OdpowiedzUsuń
  14. O jejuniu, to było takie śliczne.
    Jesteś głupia czy głupia? "P.S. PRZEPRASZAM, ŻE NIE POTRAFIĘ NAPISAĆ CHOCIAŻBY JEDNEGO, PORZĄDNEGO WYCISKACZA ŁEZ :'(" PISZESZ ŚLICZNIE I POŁOWA CZYTAJĄCYCH W TYM JA NA TYM RYCZAŁA, WIĘC SZAR AP.
    Kochamy Cię x

    OdpowiedzUsuń
  15. boze placze :c to bylo smutne :c

    OdpowiedzUsuń
  16. Ryczęę!! Piękne to.. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozkładasz mnie na łopatki...cudo.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3