niedziela, 27 października 2013

Six Hundred-Three

Część pierwsza

"Pięćdziesiąt dni (bez) wiary"

Dzień pierwszy

Jestem Liam, Liam Payne. Mam dziewiętnaście lat, niedługo dwadzieścia, jestem członkiem najsławniejszego boybandu na świecie, oraz posiadaczem największego szczęścia i nieszczęścia na świecie. Pozytywną stroną mojego życia jest [T.I], jak i Olivier, nasz mały synek, który lada dzień się urodzi. Niestety od niedawna borykam się z problemem, o którym nie wie nikt. Mam załamanie nerwowe. Wszystko ciąży na moim sercu, nie mając dokąd uciec. Nie wytrzymuję, muszę to z siebie wyrzucić. Więc witaj, Pamiętniku. Nazwę Cię Faith, dobrze? Faith - wiara. Wiara w lepsze jutro.

Dzień drugi

Faith, nie wiem jak sobie z tym radzić. Widzę coraz więcej obelg na twitterze - i nie tylko - w moją stronę. Mówią, że nie pasuję do zespołu, że jestem brzydki, głupi, naiwny, że chłopcy mnie wykorzystują, że miłość mojego życia, z którą oczekujemy dziecka, mnie nie kocha, że dziecko będzie skrzywdzone... Roi się od takich obelg. Nie radzę sobie z tym. Słowa mają ogromną moc, lecz za bardzo ranią. Dlaczego dostrzegam tylko te negatywne rzeczy, skoro dookoła roi się od pochwał i oświadczyn w moją stronę? A może dlatego, że ta garstka ludzi, którzy ranią innych wytykają wszystkie błędy nie są zapatrzone we mnie? Nie wierzą we mnie. Nie wybaczają mi błędów. 

Dzień trzeci

Rano poczułem co to jest prawdziwy alkohol. Gdy przeczytałem obszernego twitlongera, zapragnąłem większej swobody. Nie pozwalała mi na to chora nerka, jednak musiałem. Musiałem, zrobiłem to. Ludzie mówią, że jest to dobry sposób na zapomnienie. Mają racje. 

Dzień czwarty

Znowu wypiłem, tym razem więcej. Gdy wróciłem do domu, [T.I] mnie nie poznała. Jednak mi się spodobało, chciałem więcej.

Dzień piąty

Zamieniam się w automat, jedyne o czym myślę, to picie. 

Dzień szósty

~brak notatki~

Dzień siódmy 

Wybacz Faith, że wczoraj nic nie napisałem. Nie miałem sił, za bardzo się upiłem. Czwarty raz z rzędu. [T.I] postawiła mi ultimatum: albo ona i dziecko, albo alkohol. Wybrałem ja, co prawda, z wielkim bólem. 

Dzień ósmy 

Do internetu wyciekły zdjęcia pijanego MNIE. Pogorszyłem sprawę, Faith, pogorszyłem. Niektóre fanki odwróciły się ode mnie, od One Direction. Wszystkiemu winny jestem ja. Muszę jak najszybciej przeprosić chłopców. Ale czy coś takiego, jak wiara, jeszcze jest? Faith? Proszę Cię, powiedz mi, tylko Ty możesz to wiedzieć. Czy istniejesz?

Dzień dziewiąty

Udałem się do naszego kompleksu, który niedawno opuściłem. Chłopaki przyjęli mnie z otwartymi ramionami, dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że nie odzywałem się do nich przez ponad (!) miesiąc. Faith, jestem okropny. Jednak oni mi wybaczyli i doradzili. Zawsze mieli złote serce.

Dzień dziesiąty

Magazyn E! News znowu napisał o mnie... o moim załamaniu. Faith, nie istniejesz. Nie ma czegoś takiego, jak wiara. Jest ona pojęciem względnym, lecz w wielu wypadkach zupełnie nie trafnym. Dla mnie, od dzisiaj, nie ma czegoś takiego. Faith, żegnaj. Teraz jesteś tylko kartką papieru. Wcześniej byłaś dowodem na to, że wszystko będzie dobrze. Że kiedyś otworzę niebieski, zapisany zeszyt, zobaczę, że wszystko się ułożyło... Że... Nie wiem, co myślałem. Faith, dla mnie już nie istniejesz.

Dzień jedenasty

Coraz bardziej pogrążam się w swoich smutkach i zamykam się w sobie. Wczorajsza porażka przytłoczyła mnie. Pokonała mnie doszczętnie, nie zostawiając nic po sobie.

Dzień dwunasty

Właśnie dowiedziałem się, że człowieka można zniszczyć, lecz nie pokonać. Zawsze zostaje cień nadziei. Chociażby ostatni promyczek, czyli moi przyjaciele.

Dzień trzynasty

Moje wpisy robią się coraz krótsze. Tak samo jak sens życia. Trzynasty dzień, trzynasty wpis. Może pechowy?

Dzień czternasty

Nie radzę sobie ze sławą. Jestem na każdym kroku kontrolowany. Oficjalnie nie jestem członkiem One Direction. Teraz jest ich czterech, plus jeden ja, stojący na uboczu i przypatrujący się wszystkiemu. Dziś sięgnąłem po narkotyki, a konkretniej, Marihuanę. Nie wiedziałem nigdy wcześniej, że działa ona tak kojąco. Mam nadzieję, że się nie uzależnię. Chociaż... wszystko mi jedno. [T.I] jest silna, da sobie radę beze mnie. Huh, będzie jej lepiej beze mnie.

Dzień piętnasty

Zatracam się. Marnuję siebie, marnuję swoje życie. Marihuana... znowu po nią sięgnąłem. Jest świetnym sposobem na zapomnienie o wszystkim. Szczególnie o tym, że na twitterze straciłem sześć milionów obserwujących, a co dopiero fanów...

Dzień szesnasty

~brak  notatki~

Dzień siedemnasty

Wczoraj również sięgnąłem po marihuanę, lecz [T.I] zaczęła rodzić. Do szpitala przyjechałem naćpany, czego strasznie żałuję. Popsułem ten dzień nie tylko sobie i mojej ukochanej, lecz małemu Olivierowi. Co mu będę opowiadał, gdy będzie większy? Swoją drogą jest przystojnym chłopczykiem. Urodę odziedziczył po mamusi, w głębi duszy modlę się, żeby charakter też, żeby nie był taki słaby, jak ja. Jednak ma coś po mnie, przenikliwy wzrok i pieprzyk na szyi. Dziś Olivier ma dwa dni i żółtaczkę. Typowe dla niemowląt.

Dzień osiemnasty

Pokochałem mojego synka. Jego rączka zacisnęła dziś mój kciuk, natomiast jego twarzyczka lekko się rozjaśniła. Mały pokazał swoje dziąsła, natomiast jego czekoladowe oczy szukały we mnie tacierzyńskiej miłości. Mały jest mądry, wiem to. Chociażby dlatego, że dzisiaj w południe szukał problemu, przyczyny mojego smutku. Czuł to. Tak powiedziała pielęgniarka. [T.I] jest zbyt słaba na rozmowę. A doliczając mój wybryk z narkotykami... wolę się jej nie pokazywać na oczy. Wszystko popsułem. Jednak syn dodaje mi siły. Widać to... chociażby po dłuższych wpisach? Możliwe. 

Dzień dziewiętnasty

Zasnąłem na krześle szpitalnym, o czym dały o sobie znać moje kości. Czuję ogromną potrzebę "skonsumowania" marihuany. Tęsknię za tym ziołem, jestem rozdarty, rozkojarzony i... nieobecny. Prawie opuściłem mojego Olivierka. [T.I] porozmawiała ze mną, postawiła mi kolejne ultimatum. Już drugie. Ale czy dam radę? Czy dam radę Faith Pamiętniku?

Dzień dwudziesty

Dzisiaj Olivier kończy piąty dzień bycia na tym okropnym świecie. Nie biorę go na ręce, za bardzo boję się, że spadnie mi. A co, jeżeli [T.I] zobaczy mnie w takim stanie? Potrzebuję... marihuany. Staję się robotem. Gelder, położna opiekująca się naszym Olivierkiem, stwierdziła, że jestem nieobecny. Cóż, "worki" pod oczami nie poprawiają sytuacji.

Dzień dwudziesty pierwszy

Rozmawiałem z [T.I], biedulka, boi się o mnie. Nie powinienem jej zamartwiać, tym bardziej w jej stanie. Prosiłem, żeby nie przejmowała się mną, moimi problemami... a wyzdrowieję. Sam. Obiecałem jej. Mam osobistą motywację, ale czy mi się uda? Nikt nie wie, co przechodzę. Zaczęło się od moich babskich humorków, przez które zraniłem fanów. Potem była sytuacja na Meet and Greet (odtrącenie przez fankę, poprosiła mnie, żebym nie był na zdjęciu), transparenty z napisami "we hate you, Liam!", a skończyło się na... milionach wyzwisk i załamaniu nerwowym. Nie daję sobie rady. 

Dzień dwudziesty drugi

[T.I] wraz z Olivierem wyszli dziś ze szpitala. Malutki zadomowił się w swoim łóżeczku, ponieważ ciągle śpi i nie chce z niego wychodzić. Chłopcy z 1D przyszli nas odwiedzić, Harry zabrał mnie na rozmowę. "Otrząśnij się człowieku!" - krzyczał. Ale nie dotarło to do mnie. Dlaczego? Bo jestem zapatrzonym swoje problemy dupkiem. Tak, potrafię się do tego przyznać. Teraz, siedząc tu i pisząc, mam ochotę uderzyć w coś, jednak nie mogę tego zrobić. Minęły dwadzieścia dwa dni, odkąd tu piszę. Czy to pomogło? Nie, jest jeszcze gorzej.


Dzień dwudziesty trzeci


Uciekłem. Stchórzyłem. Zwątpiłem. Zagubiłem się. Poddałem się. Wyjechałem i zamówiłem TEN towar. Marihuana. Parę dni samemu z proszkiem to to, czego potrzebuję. Przepraszam.


Dzień dwudziesty czwarty - trzydziesty

~brak notatki~

Dzień trzydziesty pierwszy

Dwa dni po mojej "ucieczce" znalazł mnie Niall, namierzył mój telefon. Cholera. Zostaliśmy parę dni w wynajętym domku, oczywiście wcześniej Horan uprzedził [T.I], że żyję. Próbował przegadać mi do rozumu, jednak na nic. Ja zdecydowałem - nie dorosłem do roli ojca i narzeczonego. Zrobiłbym lepiej, gdybym od nich odszedł raz na zawsze. Gdy się kogoś kocha, daje się mu wolność i dba o jego bezpieczeństwo, prawda? Więc dlaczego mieliby być skazani na mnie i na moje napady? Jedyne, co potrafiłbym robić, to palenie i picie. 
Powróciliśmy do domu, [T.I] od razu wpadła w moje ramiona, a ja przywitałem się z moim synkiem. Nie wziąłem go na ręce, pomimo błagalnego wzroku narzeczonej i Oliviera. Strach opanował całe moje wnętrze.
Do tej pory to chyba moja najdłuższa notka.

Dzień trzydziesty drugi

Znowu zatęskniłem za alkoholem, więc białym rankiem wymknąłem się z łóżka i poszedłem do barku. Co zastałem? Puste półki. Ze złości, odruchowo, uderzyłem całą siłą w szklane drzwiczki. Szkło roztrzaskało się i poraniło moją rękę. Poczułem drobinki drażniące moje dłonie i wielki, prawdziwy ból. Spodobało mi się. Zacząłem krzyczeć, gdyż ból być niemiłosiernie wielki. Jednak moja dusza się cieszyła. [T.I] zbiegła na dół i przestraszyła się. Od razu zadzwoniła po karetkę, po mimo mojego sprzeciwu. Wtedy zrobiłem coś, czego nie powinienem nigdy zrobić. Uderzyłem ją. 

Dzień trzydziesty trzeci

Po zostaniu na obserwacji i usunięciu najmniejszej drobinki szkła z mojej dłoni oraz zabandażowaniu jej, zostałem wypisany do domu. Właśnie jadę samochodem z [T.I] i małym Olivierkiem. Widok sinego i podrapanego (przez szkło na mojej dłoni) policzka mojej ukochanej strasznie mnie przeraził i dostarczył mi wyrzutów sumienia. Czy ona mi to wybaczy?

Dzień trzydziesty czwarty

Kobieta mojego życia o złotym sercu mi wybaczyła. Zatroszczyła się o mnie jak nikt inny i właśnie jemy rodzinne śniadanie. Piszę teraz tu, a ona z zaciekawienia ciągle wypytuje się mnie, co ja właściwie bazgrolę. Nie może się dowiedzieć, a co więcej - przeczytać tego.

Dzień trzydziesty piąty

Wszystko zaczęło się powoli układać, drugi raz w moim życiu wziąłem synka na ręce. Tym razem się nie bałem (no, może troszeczkę), Olivier nawet posłał mi piękny uśmiech. W moich oczach pojawiły się łzy, co [T.I] uwieczniła na zdjęciu. Kiedyś będziemy wspominać te dni. Oby nigdy się nie skończyły.

Dzień trzydziesty szósty

Pomimo pięknego, rodzinnego poranka u boku mojej żony zatęskniłem za moją kochanką - marihuaną. W garażu szybko skosztowałem proszku i powróciłem do domu. [T.I] póki co nie zauważyła, ponieważ zamknąłem się w łazience. Teraz jest super! Wszystko widzę przez różowe okulary!

Dzień trzydziesty siódmy

[T.I] domyśliła się, że znowu wziąłem proszek i wyrzuciła mnie z domu. Teraz, z jedną walizką i póki co pełnym portfelem, idę do sklepu i piszę to. Zamierzam kupić alkohol, dużo alkoholu. I może tabletki... Przepraszam.

Dzień trzydziesty ósmy

~brak notatki~

Dzień trzydziesty dziewiąty

Nocuję u Harry'ego. On nie wie, że piję. Naiwny, myśli, że leżę i opłakuję. Robię to, ale z domieszką mojego przyjaciela i kochanki. Alkoholu i marihuany, którą ciągle udaje mi się sprowadzić. Gdy ma się znajomości, ma się dostawę o północy pod same drzwi. 

Dzień czterdziesty

Jest coraz gorzej. Marihuana i alkohol zamiast dać mi ukojenie, pogarszają wszystko. Prawie nic nie jem, Harry zaczyna mieć podejrzenia. Muszę szybko coś wymyślić. Tylko jak? Gdy wszystko jest bez sensu.

Dzień czterdziesty pierwszy

Porozmawiałem z Harrym, to on uspokoił szum w mediach o mnie i moich wybrykach. Znowu porozmawiał z [T.I], która mi wybaczyła, jednak zdecydowała, że będzie lepiej, jeżeli zostanę na razie u Harry'ego. Jestem za to mu cholernie wdzięczny.  W zamian za to, obiecałem Harry'emu, że ograniczę używki. 

Dzień czterdziesty drugi

Odwiedziła mnie [T.I] z synkiem. Stęskniłem się za nim. Za jego uśmiechem, którym znów mnie obdarował. Za jego rączkami, które znów uścisnęły mój palec. Czyżby wszystko powoli się układa? Teraz piszę to z uśmiechem na twarzy. Popijam alkohol w mniejszej ilości i planuję wydatki na nowy dom.

Dzień czterdziesty trzeci

 Przepraszam Harry, że nie dotrzymałem obietnicy. Przepraszam Harry, że znowu sięgnąłem po używki w większej ilości. Przepraszam [T.I], że robię się nieobecny. Przepraszam Olivierze, że niszczę ci dzieciństwo.

Dzień czterdziesty czwarty

Odrzuciłem dzisiejsze spotkanie z moją narzeczoną, nie chcę, żeby widziała mnie w takim stanie. Louis zabrał ją na krótkie wakacje, za co jestem mu wdzięczny. Od czego ma się przyjaciół? Wracam do marihuany i picia...

Dzień czterdziesty piąty

~brak notatki~

Dzień czterdziesty szósty

Wybacz pamiętniku, że wczoraj nie napisałem, ale nie miałem sił. Teraz też nie mam, ale piszę po to, żeby się chyba pożegnać... Marihuana nie poprawia mi humoru. Wszystko jest bez sensu. Kolejne wyzwiska na twitterze i tajemnicze telefony. Nie radzę sobie.

Dzień czterdziesty siódmy

Harry nade mną czuwa, nie mogę nic zrobić.

Dzień czterdziesty ósmy

Dostałem dzisiaj zdjęcie z wakacji. [T.I] z Olivierem wygląda wręcz idealnie, synek jest bardzo podobny do mnie. Jestem zmęczony. Wypiję trochę alkoholu i idę spać

Dzień czterdziesty dziewiąty

Skończył mi się alkohol, więc po kryjomu, gdy Harry musiał jechać na konferencję prasową, wymknąłem się do sklepu i zakupiłem jeszcze więcej alkoholu. Tyle, na ile było mnie stać. Wypiłem strasznie dużo i idę na spacer!

Dzień pięćdziesiąty

Nie radzę sobie. Mam dość. Jest coraz gorzej, nienawidzę siebie i całego świata. Na kartce leży całe pudełko tabletek, a obok półtora litrowa wódka.
Mam je w buzi.
Biorę do ręki wódkę.
Piję.
Stało się.
Gorzkie... ugh
Czuję się senny, niech ten pamiętnik będzie listem pożegnalnym dla wszystkich moich przyjaciół i rodziny.
Idę spać, dobranoc na zawsze.

~*~

TA DAAAA! Patrycja powraca z nowym imaginem i wielkim szczęściem, ponieważ w końcu go ukończyła (zaczęła na początku sierpnia...)
Mam nadzieję, że jest w miarę dobry, bo nieźle nad nim ślęczyłam i poświęciłam fizykę ^^ To nie koniec tej historii (w sensie imagina), ponieważ szykuję drugą część. Tak, rozmawiałam z Elizą. Tak, zgodziła się. Tak, będzie druga część.
Miłej nauki i pobytu w szkole :) Możecie spotkać się na twitterze z tym imaginem (@harrehomie), ponieważ zamierzam go umieścić w twitlongerze. Trzymajcie się #muchlove

16 komentarzy:

  1. Liam, ogarnij się! Masz narzeczoną i dziecko!
    Już nie mogę się doczekać kolejnej części :D x

    OdpowiedzUsuń
  2. o.O Już nie mogę się doczekać drugiej części ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod naprawdę OGROMNYM wrażeniem. Ten imagin zwaliłby mnie z nóg gdybym nie siedziała. Nie przepadam za imaginami w formie pamiętników ponieważ zazwyczaj są naprawdę kiepskie ale twój, mówię to z ręką na sercu, jest najlepszym jaki kiedykolwiek czytałam. Czekam niecierpliwie na drugą część :)

    @NightCaroline

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow.To jest super. Takie cholernie życiowe. Za życiowe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bozee hahahahahaaha jakas kpina! Mam pytanie. Ile masz lat? I jakim cudem nie wiesz, ze marihuana to nie proszek? To ziolo.... myslisz ze , marihuanę sie wciaga? Ja sie pali w postaco jointow....i ni3 jest sionie uzalezniajaca....napewno nie jak w przypadku liasia...wszystjo byll by cudowne i suuupwr imagin ale z marihuana zjebalas...haha ciuuuum! Pisz bo masz talent :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowite... Czytając to miałam łzy w oczach i mimo, że powtarzałam sobie "Dość !! Nie będę tego dalej czytać !!" - czytałam. Imagin niezwykle wpijający się w psychikę. Naprawdę trzeba nie małego talentu by odzwierciedlić tyle emocji w zdaniach.
    Podziwiam cię za to !! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Poplakalam się ;.; cudo!

    OdpowiedzUsuń
  8. JEJKU, UWIELBIAM TWOJE IMAGINY! *_* Nie chcę obrazić naszych współpracownic, ale dziewczyno, ty masz talent najprzeogrmoniejszy (tak, właśnie wymyśliłam to słowo) pod całym wielkim słońcem! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. to jest najlepszy imagin jaki kiedykolwiek czytałam :) oj cos mi się zdaję, że druga częśc będzie jeszcze lepsza :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam!!! Taki wyjątkowy, inny. Trafił w moje serce. Dziewczyno masz talent ;) /Paulinka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszy raz czytam takiego Liama i... podoba mi się :) Czekam na drugą część x

    OdpowiedzUsuń
  12. Huehuehue fajny blog. Będę wpadać częściej ;d
    Zapraszam do mnie http://la-vie-est-cruelle.blogspot.com/ ;p

    OdpowiedzUsuń
  13. O mój Boże... Genialny pomysł. O_O

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3