niedziela, 10 listopada 2013

Six Hundred-Five

* mogą pojawić się przekleństwa


Ciała wirujące na parkiecie. Głośna muzyka dudniąca z głośników i alkohol płynący w moich żyłach. To jest to - zabawa. Przygryzłam wargę otrzymując kolejnego drinka, jego ananasowy posmak idealnie przypasował kubkom smakowym, a procenty szybko dały o sobie znać. Skrzywiłam się lekko i z niemałymi problemami wstałam z siedzenia. Mimo, że nogi trzęsły mi się jak galareta, postanowiłam postawić kilka kroków, nieustające zawroty głowy zmusiły mnie do oparcia się o ścianę w kolorze ciemnej czerwieni. Wszystko wydawało się takie bajeczne. Wyszczerzyłam zęby w duży uśmiech i kołysałam głową w rytm muzyki. Wakacje, skarbie! Jeszcze trzy shoty temu zastanawiałabym się gdzie zniknęła moja przyjaciółka albo jak wrócę do domu, ale teraz? Teraz liczyła się tylko ta chwila, ona oraz przystojny barman. Ciacho.
- Czemu taka laska podpiera ścianę? - ktoś wyszeptał nieznanym dotąd głosem wprost do mojego ucha. Po chwili poczułam dłonie obejmujące mnie w talii. Czyjś oddech łaskotał mnie w szyję.
-  A co? Chcesz mi potowarzyszyć? - zachichotałam niczym kilkuletnia dziewczynka i odwróciłam się twarzą do mężczyzny. Jego ciemne włosy ułożone były w tak zwany "artystyczny nieład", brązowe oczy błyszczały od nadmiaru alkoholu.
- Tobie zawsze.. - pociągnął mnie na parkiet i bez zastanowienia dołączyliśmy do grona wijących się ciał. Czułam narastającą adrenalinę, mimo, że ręce nowo poznanego chłopaka w kółko jeździły po moich pośladkach udawałam, że tego nie zauważam, skoro się bawimy to na całego, prawda? 
- Chodźmy w bardziej ustronne miejsce - wykrzyczał i pobiegliśmy do tylnego wyjścia. Nigdy nie byłam w tej części klubu. Ciemno, zimno - przecież nadal byłam w zwykłej małej czarnej, a na dworze jest zaledwie siedem stopni! Zatrzęsłam się i głośno wypuściłam powietrze z ust. Brązowooki przyparł mnie do ściany, a jego ciało uniemożliwiało mi odejście. Po zetknięciu z lodowatą powierzchnią poczułam dreszcze na całym ciele. Nagle jakby wrócił mi rozum, muszę uciekać! Kurwa! Próbowałam go odepchnąć - na marne, próbowałam przejść dołem - na marne, próbowałam krzyczeć - głos uwiązł mi w gardle. Zginę, to kurwa mój koniec. 
- Puść mnie! Ja nie chcę! - mówiłam roztrzęsionym głosem, pierwsze łzy powoli spływały po moich policzkach powodując jeszcze większą panikę. On jednak był tym rozbawiony, pożądanie zabłysło w jego tęczówkach, po chwili jego dłonie znalazły się na mojej piersi i mocno ją ścisnęły. Syknęłam - to jedyne co mogłam zrobić gdyż przyparł do moich ust swoimi. Kopałam, odpychałam i piszczałam - nic to nie dawało. 
- Proszę przestań - zaszlochałam, czułam obrzydzenie za każdym razem gdy mnie dotykał. Brunet chciał włożyć rękę pod moją sukienkę lecz była ona zbyt obcisła - cóż, nic sobie z tego nie zrobił i rozerwał materiał jednym szarpnięciem.
- Dziewczyna kazała ci przestać, nie słyszałeś? - ten głos, tak bardzo znajomy. Ale.. czy to na pewno on? Może straciłam przytomność. Nie, jednak nie, oprawca też go słyszał ponieważ drastycznie napiął wszystkie mięsnie.
- Co mówiłeś? - obrócił się lecz nadal trzymał mnie przy ścianie jedną ręką. Skierowałam swój wzrok na wybawiciela, tak, nie myliłam się, to on. Harry. Jęknęłam kiedy chłopak uderzył mnie w brzuch łokciem, zsunęłam się na ziemie i zwinęłam w kulkę. 
- Och, więc teraz ją bijesz? Boże, ale z ciebie pojeb. - loczek wypowiedział słowa i eleganckim krokiem doszedł do nas. Będąc cały czas w ruchu, wymierzył zasadzistego kopniaka prosto w brzuch brązowookiego. Nie widziałam dokładnie co się działo, mogłam sobie tylko to wyobrażać. Głośne jęki i stęknięcia, po chwili mój niedoszły gwałciciel leżał na ziemi, a z jego nosa oraz wargi lała się krew. O boże. Zostałam podniesiona na równe nogi, zachwiałam się i spojrzałam zapłakanym wzrokiem na swojego byłego chłopaka. Na jego plecach znajdował się czarny, zamszowy płaszcz, a na szyj bawełniany, granatowy szalik. Bosko.
- Nic ci nie jest? - spytał chłodnym tonem, nie słysząc odpowiedzi przetarł dłonią kark i wziął mnie na barana jakbym nic nie ważyła. Było mi zimno, moja sukienka była rozerwana, a twarz brudna od rozmazanego makijażu. Mimo wszystko czułam się bezpiecznie, bezpiecznie w jego ramionach. Opanuj się [t.i]! To twój były chłopak! Może i były, ale uratował mi życie. Znaleźliśmy się w jego samochodzie, skórzane tapicerki lśniły czystością, nie na długo. 
- Zrobił ci coś? - zapytał spoglądając w moją stronę, w odpowiedzi kiwnęłam przecząca głową  i przygryzłam dolną wargę aby tylko się nie rozpłakać. - [t.i]! 
Wzdrygnęłam się i spojrzałam w te przepiękne zielone tęczówki. 
- Jesteś idiotką! Po co tu przyszłaś? 
- Bo chciałam sie rozerwać.
- Nigdy więcej nie chodź do klubu sama, dobrze wiesz co się dzieje po alkoholu. Jedziemy do mnie.
- Harry! - krzyknęłam ostatkiem sił.
- Co?
- Dziękuje - wyszeptałam i położyłam głowę na jego ramieniu. Styles wziął mnie w objęcia i przykrył swoim płaszczem. 

Załuję, tak bardzo żałuję, że z nim zerwałam. Może jeszcze da się to naprawić. Może to właśnie był znak od Boga, że musimy się zejść. Znak, że [t.i i t.n] i Harry Styles muszą być razem.

________________________________________________________________________________
Hej hej hej ;33
Boże jak mnie tu dawno nie było, wyrodna Ann.! 
Przepraszam i mam nadzieję, że ktoś mnie jeszcze pamięta. Ma dużo spraw na głowie więc imaginy nie będą pojawiać się zbyt często - bynajmniej ode mnie.

Zapraszam do mnie : KLIK

Kocham was, Ann.

5 komentarzy:

  1. och jak słodko!

    Super imagin! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnyy weź daj 2 część xdd ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Zrobił ci coś" wkurwiłam się na Harrego "kurwa on mnie zgwałcił!" "aaaaa no tak. Sorry ze przeszkodziłem. Pa!" ucałował mnie i zostawił samą, zgwałconą na ulicy
    XD hahhahahahahah fajne?

    OdpowiedzUsuń
  4. bedzie 2 częśc ? cudo jak Twój blog ! xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3