sobota, 21 grudnia 2013

Six Hundred - Fifteen

Świąteczna gorączka, świąteczne zakupy, ten nagły szał w jaki wpadają ludzie, aby sprawić przyjemność swoim bliskim chociażby drobnym upominkiem.
Uwielbiam święta. Ich rodzinną atmosferę. Niestety nie zawsze mam okazję się z nich cieszyć. Przecież to oczywiste, że mój szef nie pozwoli mi spędzić świąt z rodziną. Nie obchodzi go to, że sama wychowuję córkę. Że ona za mną tęskni kiedy mnie nie ma. No ale oczywiście. Nick Grimshaw nie ma potomków, jego rodzice nie żyją. Jedynym towarzystwem dla niego są znajomi, z którymi co roku włóczy się po nocnych klubach.
Chociaż raz mógłby przejąć moją audycję. Chociażby ten jeden jedyny raz. Ale nie. Dla niego spicie się jak wieśniak jest ważniejsze niż szczęście jakiegoś błahego dziecka, że jego mama w końcu mogła spędzić z nim święta.
- Dokładnie za cztery dni święta. Czas, który przeważnie spędzamy z najbliższymi. Od początku grudnia ludzie już szaleją z zakupami, ale... Dzisiaj nie o tym. - Zaśmiałam się - Nie będzie kazania od specjalistów jak uniknąć wydawania kosmicznych sum pieniędzy lub jak rozsądnie dobrać prezent. Nie. Dzisiejszym gościem jest we własnej osobie Rita Ora, która opowie nam jak ona spędza święta, kiedy i jak robi zakupy. Czym przeważnie się kieruje. To już za piętnaście minut u naszego wspaniałego i niezastąpionego Nick'a Grimshaw'a w zastępstwie za wczorajsze Breakfast Show. Ja się z wami żegnam i mówię do zobaczenia. I oczywiście udanych zakupów życzę. - Oznajmiłam następnie wyłączając mikrofon i puszczając kolejną świąteczną piosenkę. Ściągnęłam z uszu słuchawki i dopiłam końcówkę swojej zimnej już herbaty.
- No [T.I], muszę cię pochwalić. - Usłyszałam rozbawiony głos szefa, który właśnie zmieniał mnie za stanowisku.
- Pochwalić? Mnie? A to niby za co?
- Za twoją pozytywną energię. - Oznajmił zadowolony - Na twoich audycjach zawsze liczba słuchaczy diametralnie skacze do góry. Podnosisz nam statystyki.
- Oj, daj spokój, Grimshaw. Ja tylko wykonuję swoją pracę.
- Mimo wszystko chcę ci to jakoś wynagrodzić.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Nicholas Grimshaw chce kogoś wynagrodzić? I tym kimś jestem ja? Jest pięknie i cudownie, ale obudźcie mnie. Nie chcę później cały dzień chodzić przybita z powodu jakiegoś idiotycznego snu.
- W wigilię dostajesz wolne. - Powiedział następnie zajmując moje poprzednie miejsce.
Na jego słowa moje oczy rozszerzyły się do granic możliwość. Dyskretnie uszczypnęłam swoją dłoń, aby sprawdzić czy aby na pewno nie śnię.
- Witam, witam. - Zaczął przyjemnym ciepłym głosem - Jak już wcześniej [T.I] zapowiedziała, teraz świąteczne playlisty przejmuję ja. Jest z nami w studio Rita Ora, która właśnie teraz, specjalnie dla was, będzie odpowiadać na wasze pytania, które możecie zadawać na bbc radio 1, lub na naszej stronie na facebook'u oraz twitter'rze. A już teraz, specjalnie na zamówienie Ally Mitchel, Train w piosence Shake Up Christmas. Mam nadzieję, że umilimy ci świąteczne zakupy chociaż trochę. - Zaśmiał się następnie włączając odpowiednie przyciski.
- Ty mówiłeś na poważnie? - wtrąciłam zanim zdążył się odezwać
- No tak. Należy ci się wolne. A poza tym cały czas mi tym smęcisz, więc chciałem mieć spokój. Chociaż odrobinę. - Wywrócił oczami, obracając się na krześle przodem do mnie.
- O mój Boże, Nick! Jesteś po prostu niesamowity! Uwielbiam cię! Jesteś najlepszym szefem na świecie! - krzyknęłam jednocześnie rzucając mu się na szyję
- Dobra, dobra, bo jeszcze zmienię zdanie. - Zaśmiał się donośnie - Pozdrów córkę.
- Nie no, kto by pomyślał, że święta potrafią zmienić nawet takiego zimnego bałwana jak ty.
- No widzisz, cuda się zdarzają. It's Christmas time. - Zacytował słowa piosenki - Idź już. Zaszalej na zakupach.
- Jak by mnie było jeszcze na to stać.
- A to te zażalenia już nie do mnie. - Zaśmiał się
- No wiem, wiem. - Westchnęłam - Dziękuję ci jeszcze raz. Do zobaczenia. - Uśmiechnęłam się następnie szybko wybiegając z pomieszczenia. Ubrałam w biegu szalik i płaszcz. Szybko dobiegłam do samochodu następnie w te pędy do niego wsiadając i odpalając. Pomimo, że do najbliższego centrum handlowego było niespełna dziesięć minut, liczne korki znacznie utrudniły mi dojazd.
Po niecałej godzinie oglądałam już sklepowe wystawy, przystrojone świątecznymi ozdobami. Moją uwagę przykuł ogromny, pluszowy miś, który aż prosił się aby go kupić. Od razu pomyślałam o córce. Tak bardzo chciała mieć dużą maskotkę. Bez zastanowienia weszłam do sklepu i poprosiłam sprzedawcę o zabawkę. Zapakował go do dużej torby. Następnie po wcześniejszej zapłacie ruszyłam uśmiechnięta po resztę prezentów.

Weszłam do jednego ze sklepów z ubraniami, aby tym razem kupić coś dla siebie. Chodziłam z torbami między wieszakami, poszukując jakiejś wyjątkowej sukienki.  Wzięłam ze sobą kilka kreacji po czym ruszyłam z nimi do przymierzalni. Wszystkie były śliczne, ale najbardziej uwiodła mnie czarna, przed kolano, z rękawem 3/4 oraz rozcięciem na plecach. Szybko przebrałam się z powrotem w swoje ubrania, po czym ruszyłam do kasy aby za nią zapłacić.
- Halo? - zapytałam gdy tylko odebrałam telefon - Cześć Susan. Właśnie jestem na zakupach. Tak. Mam już prezenty dla wszystkich. Teraz kupiłam coś dla siebie i będę wracać do domu. - Uśmiechnęłam się do sprzedawcy następnie odbierając od niego torbę i chwytając pozostałe. - Nie uwierzysz. Nick Grimshaw dał mi wolne. W wigilię. No tak, tak. Też nie wierzę. - Zaśmiałam się, wkładając torby do bagażnika. Coś mi jednak nie pasowało. Było ich za mało. O jedną. I to w dodatku tą największą. - Sus, przepraszam cię, ale zapomniałam wziąć prezentu ze sklepu dla małej. Zadzwonię jak będę już w domu. Cześć. - Rozłączyłam się po czym szybko pobiegłam do ostatniego sklepu, w którym byłam.
- Przepraszam bardzo. Przed sekundą kupowałam u państwa sukienkę i chyba zostawiłam tutaj jedną torbę.
- Tak, racja. - Uśmiechnęła się do mnie dziewczyna, która jeszcze niedawno sprzedawała mi ubranie - Ale wziął ją jakiś mężczyzna. Powiedział, że panią znajdzie.
Westchnęłam i przymknęłam oczy.
- Oczywiście, dziękuję. - Oznajmiłam cicho następnie ruszając do wyjścia. Rozejrzałam się dokoła, mając nadzieję, że gdzieś w tym tłumię dostrzegę znajomą torbę.
Tak, może jeszcze mrówek sobie poszukam. Chociaż to zapewne było by o wiele łatwiejsze niż znalezienie osoby, której nawet nie znam.
Leniwym krokiem ruszyłam do kawiarni następnie zamawiając gorącą czekoladę z chili.
Wpatrywałam się w parę jednocześnie obracając kubek w palcach, cały czas myśląc co z robię z prezentem dla córki. Kątem oka zauważyłam jak koś staje koło mojego stolika. Niechętnie podniosłam swój wzrok na osobę. Widok nieco mnie zdziwił ale i rozbawił.
- To chyba należy do pani. - Usłyszałam radosny głos zza torby, która zakrywała jego tułów, pozostawiając widoczne jedynie nogi.
- Czyżby prezent sam do mnie przyszedł. - Zaśmiałam się na co zza pakunku niepewnie wychyliła się uśmiechnięta od ucha do ucha twarz - Lou! - krzyknęłam radośnie następnie szybko wstając i mocno go przytulając - Nawet nie wiesz jak się cieszę. Myślałam, że ten misiek przepadł już na dobre.
- Stałem za tobą w kolejce, ale nie chciałem ci przeszkadzać, bo widziałem, że rozmawiasz przez telefon. A prezent był w zasadzie tylko pretekstem.
- Pretekstem? - uniosłam brew, jednocześnie odstawiając dużą torbę na bok
- Już dawno chciałem się z tobą spotkać. - Uśmiechnął się - Stęskniłem się za moją ulubioną prowadzącą.
- Wiesz, że wystarczy tylko włączyć taki przycisk w samochodzie, albo telefonie i masz mnie codziennie od 1 pm do 4.30 pm? - zaśmiałam się tym samym siadając na swoim miejscu
- Ale to nie to samo. Mogę? - wskazał na krzesło naprzeciwko
- Jasne.
Chłopak ściągnął swoją kurtkę i dosiadł się do mnie następnie przywołując kelnera i zamawiając kawę orzechową.
- Widzę, że przygotowania na święta idą u ciebie pełną parą.
- Daj spokój. - Westchnęłam, upijając łyk swojej czekolady - Dopiero dzisiaj dowiedziałam się, że będę miała wolną wigilię. Kupiłam prezenty, ale jeśli chodzi o jedzenie, jestem daleko w tyle. Nie wiem jak się z tym wyrobię.
- Może ci pomóc?
- Daj spokój. Masz swoje życie. Swoją rodzinę.
- Do Doncaster jadę dopiero za dwa dni. A pomóc tobie to czysta przyjemność.
- Oj już nie przesadzaj. - Zaśmiałam się nieco speszona, wbijając wzrok w swój napój - Wiesz, od zawsze kojarzyłeś mi się z takim radosnym, uczynnym elfem. I chyba coś w ty jest.
- Elfem? - zaśmiał się - Tego jeszcze nie słyszałem. No pij szybko jeśli chcesz zrobić zakupy i przygotować jedzenie. To nie jest wcale takie łatwe jak się wydaje. - Pospieszał mnie tym samym wstając i chwytając swój kubek oraz dużą torbę z misiem.

- Tylko bądź cicho. - Szepnęłam, wchodząc po cichu do mieszkania - Mała nie może się dowiedzieć, że...
- Mama! - krzyknęła dziewczynka, prędko do mnie biegnąc
- Że wróciliśmy? - dokończył za mnie, cicho się śmiejąc.
Wzięłam córkę na ręce i szybko przeszłam z nią do kuchni aby nie widziała prezentów.
- Cześć skarbie. - Cmoknęłam ją w policzek - Wujek już poszedł?
- Przed chwilą. Powiedział, że ciocia jest w szpitalu i że będę mieć kolegę do zabawy. - Tłumaczyła, nawet nie rozumiejąc swoich słów - O co chodziło, mamusiu?
- Ciocia będzie miała dzidziusia. - Uśmiechnęłam się szeroko - Wieczorem do nich zadzwonimy. - Pocałowałam ją krótko w usta. W tym samym momencie do kuchni wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak
- Louie! - krzyknęła radośnie, szybko wyswobadzając się z mojego uścisku następnie biegnąc do niego
- Cześć księżniczko. - Wziął ją na ręce i okręcił się z nią wokół własnej osi - Ile to już masz latek, co? Ostatnio jak cię widziałem byłaś taka. - Pokazał mikroskopijną wielkość swoimi palcami, na co dziewczynka się zarumieniła i wtuliła w niego mocno - Stęskniłem się za tobą, szkrabie.
- Mamo, a Lou zostanie z nami?
Na jej słowa odebrało mi mowę. Nie mam pojęcia dlaczego. Może dlatego, że tak naprawdę, w głębi duszy chciałam żeby z nami został. Ale przecież to było niemożliwe.
- Nie skarbie. - Odchrząknęłam - Louis jedzie do swojej rodziny. Do mamy, sióstr.
- Szkoda. - Oznajmił zawiedziona, spoglądając na mnie, jednocześnie bawiąc się koszulką chłopaka - Mogę bajkę?
- Tak. - Uśmiechnęłam się - Jakieś specjalne życzenia?
- Potwory i Spółka! - krzyknęła uradowana następnie wyskakując z ramion chłopaka, szybciutko pędząc do salonu
- Zaraz wrócę. - Zaśmiałam się - Rozpakuj zakupy jeśli możesz.
Ruszyłam na córką do pokoju, po drodze zabierając płytę z półki. Siedziała na kanapie, mocno przytulając szmacianą lalkę. Włożyłam płytę do odtwarzacza i włączyłam bajkę następnie siadając koło małej. Położyła główkę na moich kolanach i zaczęła się wpatrywać w telewizor. Przeczesałam palcami jej włosy i ucałowałam w policzek.
- Chcesz coś do jedzenia, albo do picia?
- Nie mamusiu.
Zaśmiałam się cicho pod nosem następnie delikatnie wstając z sofy. Podłożyłam jej pod głowę jaśka po czym przeszłam z powrotem do kuchni. Chłopak właśnie wrzucał do garnka marchewkę i groszek.
- Dziękuję ci za pomoc Lou. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
- To naprawdę żaden kłopot, [T.I]. Robię to z czystą przyjemnością. - Uśmiechnął się szeroko, nie odrywając wzroku od garnka, do którego wrzucał warzywa. - Ile ona ma już lat?
- Sześć.
- Sześć? Naprawdę? - zapytał zaskoczony, uśmiechając się delikatnie pod nosem - To niesamowite jak szybko zleciało. Przecież pamiętam jak ona miała zaledwie trzy lata.
Zaśmiałam się cicho pod nosem jednocześnie wrzucając do miski składniki na pudding.
- Peet się odzywał?
Spojrzałam na niego przelotnie, przygryzając z nerwów dolną wargę.
- Emmm... Nie. Znaczy wiem tylko, że jest nadal w Stanach. Chyba ma tam narzeczoną. - Wzruszyłam ramionami - Zabiera małą na wakacje. W zasadzie mnie to cieszy, bo nie będzie siedzieć sama w domu, skoro ja przez całe dwa miesiące będę siedzieć w radiu.
- Wiesz, zaskakujesz mnie coraz bardziej. Ja na twoim miejscu już dawno bym się załamał.
- Przecież dobrze wiesz, że nie mogę. - Zaśmiałam się jednocześnie wyglądając do salonu - Mam kogoś kto mimo wszystko mnie uszczęśliwia. - Oznajmiłam następnie powracając do mieszania składników. Przełożyłam masę do formy i włożyłam ją do wcześniej nagrzanego piekarnika.
- Wiesz, nie zdawałem sobie sprawy ile taka mała osóbka może wnieść do życia radości. Znaczy, zawsze wiedziałem, że dzieci są kochane. Ale nigdy bym nie przypuszczał, że potrafią zamienić nawet najgorsze dni w twoim życiu w te najlepsze.
- Nie potrafię sobie wyobrazić, że mogło by jej przy mnie nie być. - Szepnęłam, wyciągając z torby produkty na kolejne potrawy.
Upiekliśmy jeszcze razem ciasteczka po czym przeszliśmy po cichu do salonu, gdzie dziewczynka spokojnie spała. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do jej pokoju następnie przykrywając kołdrą i całując delikatnie w czoło. Wzięłam po drodze wino oraz dwa kieliszki i usiadłam na kanapie obok Lou. Otworzył butelkę i nalał napoju do kryształowych naczyń.
- Jeszcze raz ci za wszystko dziękuję. - Uśmiechnęłam się do niego, kładąc głowę na oparciu kanapy  - Jesteś wspaniałym przyjacielem.
- Elfem. - Poprawił mnie rozbawiony na co również się zaśmiałam
- No tak Elfiku.
Upiłam łyk alkoholu i zaczęłam wpatrywać się w jego czerwoną barwę.
- [T.I], mam do ciebie pytanie.
- Tak? - spojrzałam na niego
- Nie miałabyś ochoty spędzić ze mną Sylwestra?
- Z przyjemnością Lou, ale jestem wtedy w pracy. - Skrzywiłam się - Może innym razem. - Dodałam nieco zawiedziona, odwracając wzrok
- W takim razie spędzimy je w radiu. Chcę je spędzić ze wspaniałą osobą, a nie sam, tylko we wspaniałym miejscu.
Na jego słowa momentalnie szeroko się uśmiechnęłam. Ponownie na niego spojrzałam, dając mu krótkiego całusa w policzek następnie kładąc głowę na jego ramieniu.
- Z przyjemnością, Lou.

------------------------------------------------
Hej misiaczki moje kochane x
Taki świąteczny imagin ode mnie. Nie wyszedł tak jak chciałam, no ale cóż... PRZYNAJMNIEJ NIE FUNDUJĘ WAM KOLEJNEGO SMUTNEGO JAK TO OSTATNIO MIAŁAM W NAWYKU :) chociaż może lepiej jakbym tylko smutne pisała... chyba wychodzą mi lepiej :/ ale whaterver...
Od razu mówię, że będzie jego druga część :) Zapewne pojawi się w okolicach Sylwestra x
Skoro zbliżają się święta, chcę wam życzyć dużo zdrowia, szczęścia, spełnienia wszyściutkich marzeń. Ciepłych, radosnych i ZDROWYCH świąt x (u mnie niestety z tymi zdrowymi będzie kiepsko -.-)
Jeżeli macie chwilę wolnego czasu wpadnijcie do mnie na Dark Angel z Harry'm (jako fotograf) w roli głównej :)
Ostatnio też napisałam one shot'a, więc jeżeli lubicie czytać bromance i jeżeli lubicie #Zarry'ego, zapraszam was na House Of Boys. (na tym samym tm powinien się za niedługo pojawić one shot z #Zouis'em lub/oraz z bliźniakami Styles x)
Całuski, żabcie x




6 komentarzy:

  1. Jejejejej, jaki cudowny *-*
    Na początku myślałam, że imagin napisany na podstawie filmu ,,Listy do M.'', ale nawet jeśli, to wyszedł ci cudnie :33
    Masz rację, Louis kojarzy się z takim dobrym elfem :D
    Cudny imagin, wesołych świąt ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny ;* Wesołych i wgl. czego tam sb życzysz :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny! Troszkę inspirowany filmem "Listy Do M' ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. nie chcę nic mówić ale w regulaminie jest dokładnie napisane że nie dodaje sie partowców -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ale za zgodą Elizy można takiego dodać pod warunkiem,że składa się tylko i wyłącznie z dwóch części. :)
      Pozdrawiam.

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3