wtorek, 17 grudnia 2013

Six Hundred - Thirteen

Żyje w cieniu samotnej dziewczyny
Głos ma tak cichy, nie słyszysz go
Zawsze mówi, ale nikt jej nie słyszy...

Wpatrywała się w swoje lustrzane odbicie, robiła to każdego dnia. Nie lubiła swojej twarzy, swojego ciała. Chciała być jak ona, jak ta głupia krowa, która owinęła go sobie wokół małego palca. Chciała mu się wreszcie podobać, chciała, by ją wreszcie zauważył.
Zegarek zabrzęczał, natychmiast poderwała się do okna, w wiadomym dla niej celu. Uniosła do góry bordową zasłonę, uśmiechając się przy tym delikatnie. Śledziła zachłannie każdy jego ruch, to, jak poprawia brązowe, seksowne loczki, jak przełącza w telefonie na ulubioną piosenkę zespołu Coldplay i jak posyła zaznajomionej staruszce słodki uśmiech oprawiony w urocze dołeczki.
Wiedziała, że tu będzie. Siedemnasta trzynaście. O tej godzinie zawsze biegł obok jej domu, trenował do charytatywnego meczu, w którym brał udział. 
Chłopak rozejrzał się dookoła, a gdy ją zauważył, pomachał jej i posłał słodki uśmiech. 
Blondynka szybko przywarła do ściany i puściła firankę, by później znowu do niej podejść i móc ostatni raz tego dnia spojrzeć na swojego księcia z bajki.
Gdy zniknął z jej pola widzenia, uśmiech zszedł z bladej i zmęczonej twarzy. Znów stanęła przed odbijającym szkłem i wykrzywiła usta w grymasie. 
- Czemu nie mogę być idealna? - mruknęła sama do siebie. Jeszcze raz spojrzała na niebieskooką karykaturę przed sobą, po czym wzięła zamach i z całej siły uderzyła w znienawidzoną rzecz. Upadła na kolana, cicho przy tym szlochając. Wyjęła z małej szafki butelkę spirytusu i polała nim po krwawiącej ręce. Syknęła głośno, ale nie przejmowała się bólem, była już do niego przyzwyczajona.
Dlaczego on jej nie zauważał? Codziennie śledziła go wzrokiem, wiedziała o nim wszystko, naprawdę wszystko.
A on nie wiedział nawet, że istnieje ktoś taki jak [T.I].

Królestwo izolacji, jej własnych myśli. Wygląda na to, że była tu królową....

- Słuchasz mnie w ogóle? - Elena pokiwała ręką przed twarzą dziewczyny. [T.I] otrząsnęła się z amoku i spojrzała zdezorientowana na wiecznie rozgadaną brunetkę, która westchnęła ciężko. Przywykła do tego, że [T.I] była cicha, dziwna i wiecznie zamyślona, było to dla niej trochę denerwujące. W końcu młoda, dziewiętnastoletnia dziewczyna powinna cieszyć się życiem, prawda? Ale nie ona, nie ta drobna blondynka, z wygasłymi od płaczu tęczówkami. Ona nie cieszyła się życiem. Bo co to za życie, w którym nie ma cienia miłości?

Możesz to zobaczyć, jeśli uchwycisz jej spojrzenie
Wiem, że jest dzielna, ale zamknięta w sobie
boi się mówić, ale nie wie dlaczego...

Posuń się, ciamajdo! - jeden z obrzydliwych osiłków popchnął ją na metalowe szafki, idąc w kierunku sali chemicznej. Odbiła się od nich z hukiem i zacisnęła szczękę, byle tylko się nie rozpłakać. Niby była do tego przyzwyczajona, ale nadal bolało. Chciała być obojętna wobec raniących ją słów i czynów, ale nie mogła. Była przecież tylko człowiekiem. Drobną i kruchą dziewczyną, która nie była niczemu winna.
Przetarła niepomalowane oczy, już od dawna nie używała makijażu. Niby po co? Nie zauważał jej, nie musiała się stroić.

Miała dużo czasu, by zachowywać się tak, jak przystało na jej wiek...

Nie masz żadnych koleżanek, unikają cię jak ognia. Wyjdź gdzieś, [T.I]! Jesteś młoda. Siedzisz w domu i wyglądasz przez okno, mogłabyś zrobić coś szalonego. Zachowujesz się jak stara, zgorzkniała baba. Nie dziwię się, że nie masz przyjaciół. 
Rzuciła łyżką do talerza, nawet nie zaczynając posiłku. Pomknęła po schodach na pierwsze piętro, gdzie mieścił się jej mały, utrzymany w kolorach lawendy, pokój. Przekręciła kluczem w drzwiach i rzuciła się na łóżko, w którym i tak prawie w ogóle nie spała. Nie mogła spać. Nawiedzały ją koszmary, rzucała się jak opętana, choć wcale taka nie była. 
Ojciec miał rację. Nikt oprócz poczciwej Eleny jej nie lubił, chociaż czarnowłosa przyjaciółka również traciła do niej cierpliwość. Wiedziała, że długo nie wytrzyma i kiedyś zostawi ją samą sobie. Nie chciała tego, chciała znowu być tą roześmianą i rozgadaną [T.I], która nie zaprzątała sobie głowy przystojnym szatynem o zielonych tęczówkach, który nie zwraca na nią najmniejszej uwagi.

Czy nadal nie jest wystarczająco dobra, by się mu spodobać? 

Patrzyła na niego uparcie, gdy siedział w ławce obok niej. Jej zdaniem był taki perfekcyjny. Idealne włosy, idealna twarz, ideale ciało, idealne ubrania, idealny uśmiech, idealne wszystko, absolutnie wszystko.
- Możesz się, kurwa, przestać na mnie gapić? - warknął, wyraźnie wkurzony zachowaniem dziewczyny. - Jak chcesz, to możemy umówić się po szkole. - powiedział już nieco łagodniej, na co serce blondynki omal nie wyskoczyło z piersi. - Czekaj na mnie pod starym dębem przy bramie. - puścił jej oczko i wstał od ławki, biorąc przy tym plecak i wychodząc z klasy. Niebieskooka wypuściła wstrzymany, nawet nie wiedząc kiedy, oddech. Zamrugała kilkakrotnie i uszczypnęła się w chude przedramię. 
To jednak nie sen.
Harry Styles chce się z nią spotkać.

Czuła się wielka, ale wyglądała tak maleńko...
Chciał najlepszej, więc przepraszam, ale to nie do końca ona.
To jest wszystko, czym mogła być. 

Po geografii pędem rzuciła się w stronę drzwi wyjściowych. Nie kontrolowała uśmiechu, który cisnął się jej na twarz. Ominęła Elenę, stojącą przy szafkach w osłupieniu. Było dla niej dziwne, że [T.I] się uśmiecha.
Stanęła pod drzewem i wzrokiem szukała bujnej czupryny, która należała do najprzystojniejszego mężczyzny na ziemi. Jest.
Podszedł do niej nonszalancko i oparł dłoń o korę drzewa, tuż obok jej głowy. 
- Słuchaj, chciałem dać ci do zrozumienia, żebyś się ode mnie odpierdoliła. Raz na zawsze. Nie śledź mnie, nie patrz na mnie. Są lepsze od ciebie. Myślisz, że nie wiem o twojej obsesji na moim punkcie? Jesteś chora psychicznie, zakała ludzkości. Najlepiej by było, jakbyś w ogóle nie istniała. - warknął i zmrużył oczy. Uderzył z pięści w dąb i odszedł, zostawiając ją w osłupieniu i w pewnym rodzaju...żalu?
Niepotrzebnie się tu pchała.

Biegła za szybko i za dużo ryzykowała...

Pędem rzuciła się w stronę lasu. Miała dość wszystkiego. Miała dość swojego życia, życia, które nie było takim, jakie sobie wymarzyła. Chciała uciec od problemów, chciała odciąć się od świata.
Usiadła pod jednym ze starych drzew i podkuliła kolana pod brodę. Często tu przychodziła. Mogła w spokoju pomyśleć i popłakać, nie narażając się na ciekawskie spojrzenia i złośliwe komentarze.
Chciało jej się płakać z własnej głupoty.
Przetarła mokre od łez policzki i kolejny raz załkała głośno. Naiwna, głupia małolata. 
Jej zdaniem Harry ma rację, jest niepotrzebna, bezużyteczna, zakała ludzkości. 
Ale pytanie tylko, czy takie osoby nie mają prawa do życia?

Proszę, proszę, proszę
Możesz powstrzymać ogień?
Możesz o nią zawalczyć?
Nie możesz powstrzymać ognia,
Ale możesz o nią zawalczyć.

 Gdy zapadł zmrok podniosła się z zimnej już gleby i zarzuciła plecak na ramiona. Otrzepała spodnie z mchu i naciągnęła na zmarznięte dłonie rękawy granatowej bluzy. Powoli szła w kierunku szkoły, by później móc przejść przez skrzyżowanie i iść do domu.
Odwróciła się gwałtownie, gdy coś dużego posmyrało ją po nodze. Spojrzała w dół i zobaczyła dwa ślepia i ślinę lecąca z pyska. Zwierze zaczęło głośno szczekać i ujadać, skacząc przy tym po dziewczynie. Blondynka przeżegnała się w duchu i czekała tylko, aż pies rzuci się na nią i rozerwie na strzępy.
- Brutus! Zostaw! - przed blondynką pojawił się młody chłopak, który wziął psa na smycz i pogroził mu palcem, na co zwierze się zmieszało. - Przepraszam za niego, po prostu lubi poznawać nowe osoby, niekoniecznie w miły sposób. - blondyn przeczesał ręką włosy, ukazując przy tym umięśnione ramiona, okryte fioletową bluzą. - Niall jestem. - wyciągnął rękę w stronę niebieskookiej, na co ta szerzej otworzyła oczy i nieśmiało odwzajemniła gest. - Co robisz o tak późnej porze w tym lesie? Jest ciemno, zimno i niebezpiecznie. - pociągnął za smycz od psa, gdy ten chciał skoczyć na towarzyszkę chłopaka. 
- Ja..um...ja...muszę już iść. - wyminęła szybko niebieskookiego chłopaka i ubrała kaptur na głowę. 
- Przynajmniej powiedz, jak masz na imię! - krzyknął za nią, ale odpowiedziało mu tylko echo i deszcz, który powoli zaczął spadać z nieba, znacząc przy tym mokre ślady na czole i ubraniach. I jego, i jej.

Ból, bez miłości
Ból, nie miała go dość
Ból, lubiła go otrzymywać
Bo raczej wolała czuć ból, niż kompletnie nic

Siedziała na parapecie i oglądała krople deszczu spływające po szybie. Padało od trzech dni, a ona od trzech dni nie wychodziła z domu. Piła jedynie zieloną herbatę i wycierała łzy w chusteczki lub w poduszkę, która przesiąknięta już była słoną cieczą.
Chciała gdzieś pójść i już nigdy nie wrócić, chciała zapomnieć o szmaragdowych tęczówkach, które tak często śniły się jej po nocach, a słowa ich właściciela wracały do niej ze zdwojoną siłą. Jesteś chora psychicznie, zakała ludzkości. Najlepiej by było, jakbyś w ogóle nie istniała.
Może rzeczywiście była zakałą, która nie powinna żyć, chodzić po świecie?

Potrzebowała kogoś, kto będzie ją kontrolował,
Potrzebowała kogoś, kto będzie ją powstrzymywał
Zmieniłaby swój kierunek
I ocaliłaby się zanim...
Potrzebowała kogoś, kto będzie ją kontrolował
Potrzebowała kogoś, kto będzie ją poganiał
Zmieniłaby swój kierunek
I ocaliłaby się, zanim by odeszła...

W czarnej sukience usiadła pod drzewem, pod tym samym, co kilka dni temu, gdy poznała blondyna o lazurowych tęczówkach.
Przerzuciła rozpuszczone włosy na prawe ramię i tępym scyzorykiem wyryła na nadgarstku siedemnaście kresek, które układały się w jedno imię, w imię jej księcia z bajki, a jednocześnie oprawcy, przez którego tutaj była. 
Rzuciła zerdzewiałym nożem gdzieś w dal i wyjęła spod czarnego płaszcza cienki, a jednocześnie wytrzymały sznur, na którym chciała zakończyć swoje życie.
W swoich czarnych tenisówkach przeszła odległość, która dzieliła ją od dużego drzewa, które na pewno nie złamałoby się pod jej, prawie żadnym, ciężarem.
Zawsze był dobra w chodzeniu po drzewach, więc i tym razem, pomimo utrudniającego wszystkiego deszczu, wyszła na największą gałąź i przewiązała przez nią linę, robiąc na końcu pętelkę, która, dzięki ciężarowi jej ciała, miała się zacisnąć.
Stanęła na śliskiej odnodze drzewa i spojrzała w dół.
No dalej, [T.I], to tylko jeden skok.
Przymknęła powieki i głośno wypuściła powietrze. Zacisnęła piąstki i przygotowywała się do skoku.
- Hej, co robisz?! - otworzyła jedno oko i zobaczyła tego samego psa i tego samego właściciela zwierzęcia.
- Mam na imię [T.I]. - odpowiedziała na jego pytanie. - Żegnaj, Niall. - uśmiechnęła się do niego i zeskoczyła, kończąc przy tym swoją ziemską wędrówkę. 
Nie mogła się zatrzymać, niebiosa wiedzą, że próbowała...
Dziwne tylko, że przy ostatnim wydechu nie widziała twarzy Harry'ego, ale morskie, głębokie tęczówki Nialla i jego słodki uśmiech, który tak bardzo utkwiły jej w pamięci.
- [T.I]! - pochylił się nad jej bladym ciałem i zaczął cicho łkać. 
Kochał ją.
A może ona jednak miała szansę na miłość? 

Dzień dobry dniu
Przepraszam, że jej tam nie ma.

Na szkolnym boisku znowu rozbrzmiewa dzwonek
Deszczowe chmury znowu nadchodzą
Nikt Ci nie powiedział, że ona nie oddycha?

Proszę, proszę, wybacz jej
Ale nie wróci już więcej do domu
Może pewnego dnia podniesiesz wzrok
I ledwie świadomy powiesz sam do siebie
Czy czegoś nie brakuje?
Nie będziesz za nią płakał, wiem
Już dawno o niej zapomniałeś
Czy jest aż tak nieważna?
Czy jest aż tak mało znacząca?
Czy czegoś nie brakuje?
Czy nikt za nią nie tęskni?

To zabawne, jak ten dystans
Sprawia, że wszystko wydaje się małe
I lęki, które kiedyś ją kontrolowały
Nie mogą się już do niej dostać.
Tutaj w górze, pośród zimnego, rzadkiego powietrza
Wreszcie może oddychać
Wie, że zostawiła za sobą życie, lecz zbyt jej ulżyło, by się smucić.



~*~

Hej, hej :33
Jak się pewnie domyślacie - jestem nową autorką na blogu, przyjętą przez nabór, a to imagin, który wysłałam ^^
Mam na imię Monika i jak tylko podeślę Sherrie maila z informacjami o mnie, to dowiecie się trochę więcej ^^
Mam nadzieję, że posty, które będę tu zamieszczać, przypadną wam do gustu i zostawicie pod nimi trochę komentarzy z waszą opinią ;))
A jeśli chcielibyście przeczytać więcej mojej twórczości, to zapraszam na mojego bloga: http://i-love-you-vampire.blogspot.com/, gdzie piszę opowiadanie z 1D z odrobinką magii ;))

Do następnego ;33

13 komentarzy:

  1. nie lubię smutnych zakończeń... ale i tak superr ;****

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepszy imagin jaki kiedykolwiek czytałam!

    OdpowiedzUsuń
  3. KOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAM <33333

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dośćże z Niallerem to jeszcze... OMG!! Niesamowity mimo zakończenia... Przez ciebie płakałam!! Jak dziecko!!
    Matko gratuluję talentu <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny imagin ;') Na końcu popłakałam się :) Czekam na następne :D

    OdpowiedzUsuń
  6. w moim przypadku to także, najlepszy imagin jaki kiedykolwiek czytałam
    jest piękny, smutny i ... niesamowity
    siedzi w tobie ogromny talent
    to było piękne

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu płaczę przez ciebie. ;'((
    Świetny imagin ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. O jejciu, niesamowite! Masz talent, dziewczyno! No i witamy w rodzince! :)
    Mogę wiedzieć jakich tekstów piosenek użyłaś w tym dziele? Wiem, że na pewno jest to "Little Me" Little Mix, ale nie wydaje mi się, żeby to była ta sama piosenka :)
    Genialne, naprawdę.

    Pozdrawiam i czekam na kolejne twoje cuda <3 x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Evanescence - ,,Hello'' i ,,Missing'', Three Days Grace - ,,Drown'', Demi Lovato - ,,Let it go'', no i właśnie ,,Little me'' ;)

      Usuń
    2. I jeszcze Three Days Grace - ,,Pain'' :p
      Ja niektóre teksty trochę przerobiłam xdd

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3