poniedziałek, 30 grudnia 2013

Six Hundred - Twenty

Pomysł @Wiolcia
(nie napisałaś, z którym z chłopaków chcesz tego imagina, więc wybrałam sama x)

Krzyk.
To jedyny odgłos, który słyszałam codziennie przez dwanaście godzin bez przerwy.
Ludzie przebywający tutaj nie są normalni. Są... Jakby opętani.
Nie potrafisz do nich dotrzeć. Zamienić z nimi chociażby jednego słowa. 
Jedyne co potrafią, to krzyczeć. W przestrzeń, w lustro, prosto w twarz.
Jeśli mam być szczera, ta praca mnie przerasta. Bycie pielęgniarką w psychiatryku zdecydowani nie jest tym o czym marzę. Jednak potrzebuję pieniędzy, a to była jedyna rzecz, którą mogła mi załatwić ciotka.
Niby nic trudnego. Przynieś podaj, pozamiataj, przygotuj odpowiednią dawkę leków. 
Praca sama w sobie nie wymagająca nadzwyczajnych umiejętności. Jednak psychikę musisz mieć mocną. Inaczej sam zamienisz się w nich. Inaczej sam staniesz się opętany.
Oczywiście wiem, że to nie jest wina tych wszystkich ludzi. Każdy z nich został dotknięty w jakiś sposób przez los. Nie mam im tego za złe. Ja się po prostu ich boję.
Ze szpitala psychiatrycznego ludzie nie wychodzą. Oni zostają tu do śmierci.
Nie wykonasz operacji, nie naprawisz serca ani umysłu. Oni sami muszą tego chcieć. To oni muszą chcieć się wyleczyć.
Niestety do nas trafiają już osoby, którym nie da się pomóc.
- [T.I], przygotuj salę. Mamy nowego pacjenta.
Nowy pacjent, kolejne krzyki do kompletu. 
Westchnęłam ciężko i ruszyłam do ostatniej sali w korytarzu. 
Zmieniłam pościel następnie układając ją na łóżku. Poprawiłam jeszcze półki, które były nieznacznie przekrzywione, po czym ruszyłam do wyjścia.
Niespodziewanie zderzyłam się z osobą, która miała zamiar wejść do pomieszczenia. W mgnieniu oka się schyliła i podniosła moją teczkę, która wypadała mi z rąk.
Chłopak był młody, mniej więcej w moim wieku. Zapewne nowy student przyszedł na staż.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się w podziękowaniu, na co jego kąciki nieznacznie uniosły się ku górze
Bez słowa przeszedł koło mnie i zamknął drzwi od pokoju.
Chwila, moment. On tu będzie mieszkał?
Szybkim krokiem przeszłam do pokoju dla pielęgniarek gdzie moja ciocia właśnie spokojnie popijała kawę.
- Ciociu, mam pytanie. - Zamknęłam drzwi, szybko do niej podchodząc i siadając naprzeciwko - Jak się nazywa chłopak z sali 53?
- [T.I], wiesz że nie mogę ci tego powiedzieć.
- Ale ciociu, proszę. - Jęknęłam - Tylko imię i nazwisko. Nic więcej.
Kobieta spojrzała na mnie z politowaniem. Jednak ja nie dawałam za wygraną. Ciężko westchnęła i przeszła do szafki, gdzie znajdowały się kartoteki wszystkich pacjentów. Wyciągnęła jedną z wielu, dużych, szarych kopert.
- Liam Payne. - Odczytała następnie na mnie spoglądając - Po co ci to wiedzieć?
- Nie wyglądał mi na chorego. - Wzruszyłam ramionami - Na początku wzięłam go za stażystę.
- Nikt nie wygląda tu na chorego. - Zaśmiała się, odkładając z powrotem papiery - Będziesz cię nim zajmować.
- Co?
- To będzie twój pierwszy podopieczny. Jesteś już wystarczająco dojrzała.
- Ale ciociu.
- Żadne ale ciociu. Jesteście w tym samym wieku, więc to może nawet i lepiej na niego wpłynie. Będzie to wszystko znosić spokojniej niż cała reszta. Idź podać mu leki. Zestaw standardowy. - Rozkazała następnie siadając na swoim miejscu i upijając kolejny łyk kawy - No już. Szybko.
Niechętnie wstałam i ruszyłam do pokoju obok, który był pełen szafek z lekami. Chwyciłam jedno plastikowe pudełeczko i zaczęłam wrzucać do niego odpowiednie tabletki. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do pomieszczenia tym samym przykuwając moją uwagę.
- Przepraszam, szukałem toalety.
- I sądzisz, że znajdziesz ją w pokoju z napisem nieupoważnionym wstęp wzbroniony? - zaśmiałam się cicho - Wejdź. - Oznajmiłam następnie powracając do swojej poprzedniej czynności. Kątem oka zauważyłam jak chłopak niepewnie do mnie podchodzi. - Jesteś Liam, prawda?
- Tak. Skąd wiesz?
- Będę się tobą zajmować.
- Ty? - zaśmiał się cicho - Jesteś dosyć młoda jak na lekarza. Powiedziałbym nawet, że za młoda.
- Według mojej cioci wystarczająco dojrzała. - Wytłumaczyłam rozbawiona następnie podając mu tabletki i kubek z wodą - To jest twoja południowa porcja. Najpierw bierzesz czerwone, później niebieskie i na końcu białe.
- A ta brązowa?
- Trzymasz ją na czarną godzinę, kiedy będzie ci smutno. - Zaśmiałam się - To czekolada.
- Wszystkich tu tak karmicie? - Zapytał rozbawiony, biorąc pierwszą tabletkę do ust
- Nie. Masz ode mnie po prostu taki jakby gratis. 
- Jestem jakiś wyjątkowy?
- Na tle tych wszystkich ludzi? Tak. - Szepnęłam. Usłyszałam przeraźliwy krzyk na co mimowolnie podskoczyłam ze strachu
- Spokojnie. - Starał się mnie uspokoić
- Powinnam być już przyzwyczajona. - Uśmiechnęłam się niemrawo, spuszczając wzrok. 
Chłopak stanął bliżej mnie i niepewnie położył dłonie na moich ramionach.
- Jesteś bezpieczna. - Szepnął 
- Nie powinno cię tu być.
- Sama pozwoliłaś mi tu wejść. - Zaśmiał się na co ja mu zawtórowałam 
- Nie o to mi chodzi. Nie powinno cię być w psychiatryku. Nie pasujesz tu. Ty nie jesteś opętany. Co tu robisz?
- Chciałem się odciąć od ludzi, którzy mnie krzywdzą.
- Myślisz, że tu będzie lepiej? Liam, stąd nikt nie wychodzi żywy. Oni umierają przez własne myśli. To jest okropne. - Oznajmiłam roztrzęsiona - Nie mogłeś wybrać innego miejsca? Jakiegoś domku na bezludnej wyspie? 
Poczułam jak unosi mój podbródek tak, że byłam zmuszona na niego spojrzeć.
- Martwisz się mną?
- Oczywiście, że tak. - Szepnęłam - Liam, to nie jest normalne co się tutaj dzieje.
Na moje słowa gwałtownie się ode odsunął. Spojrzałam na niego pytająco.
- Przepraszam. - Wymamrotał następnie biorąc leki i ruszając do wyjścia

- [T.I] ile razy będziesz mnie jeszcze tym męczyć? - wywrócił oczami - Mija już trzeci miesiąc i codziennie przypominasz mi o tym co najmniej ze dwadzieścia razy.
- Będę ci o tym przypominać dopóki stąd nie odejdziesz.
- Już ci mówiłem, nie mam gdzie odejść.
- Liam, musisz kogoś mieć. Nie wierzę, że...
- Przestań! - przerwał mi - Nie chcę wracać do nikogo! Chcę być sam! Sam! Rozumiesz!
Na jego nagły wybuch agresji od razu doskoczyli do nas dwaj studenci. Jednak ja szybko zatrzymałam ich ręką.
- Dobrze. W takim razie bądź sam. - Oznajmiłam powstrzymując ostatkiem sił swoje łzy. 
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie, aby jak najszybciej schować się w gabinecie.
- [T.I]! - krzyknął za mną, jednak dwójka chłopaków skutecznie go zatrzymała.
Weszłam do pokoju gdzie już nie hamowałam łez. Usiadłam na krześle pod oknem i schowałam twarz w dłoniach.
- Co się stało? - usłyszałam głos cioci. Chwilę później przede mną kucała - Skarbie?
- Chcę skończyć z tą pracą. Już nie wytrzymuję. - Wysyczałam następnie rozpinając kitel i rzucając go na podłogę. Chwyciłam swoją torbę i szybko zmieniając buty po raz ostatni weszłam do przeklętej, wielkiej apteki. Włożyłam do plastikowego kubeczka kilka tabletek po czym ruszyłam do ostatniej sali w korytarzu. Weszłam bez pukania na co chłopak, gdy tylko mnie zobaczył, wstał i zaczął do mnie podchodzić. 
Zrobiłam krok w tył jednocześnie wyciągając w jego kierunku tabletki. 
On tylko westchnął i odebrał leki.
Wyciągnęłam z torby kopertę również  mu ją wręczając.
- Tutaj są pieniądze. Nie starczy na długo, ale na miesiąc wynajęcia jakiegoś pokoju u staruszka w Londynie, na pewno. 
- [T.I], proszę. Wysłu...
- Nie Liam. - Przerwałam mu - Od teraz nie będę cię już męczyła. Przejmie cię ktoś inny. Chociaż mam nadzieję, że jednak wykorzystasz te pieniądze na coś dobrego. Ja odchodzę.
- Co? Nie, [T.I], błagam cię, nie. Nie możesz mi tego zrobić. Błagam, nie zostawiaj mnie. Przynajmniej nie ty. - Dodał szeptem, patrząc na mnie ze łzami w oczach. 
W tym momencie przypomniały mi się jego słowa, podczas naszego pierwszego spotkania.
Zdecydował się na szpital psychiatryczny, bo nie chciał aby ktokolwiek go skrzywdził.
- Liam, ja...
- Ćśśś. - Uciszył mnie, pokonując dzielący nas dystans, chwytając moją twarz w dłonie i czuje, ale zarazem desperacko całując. Bez zawahania oddałam pocałunek, przyciągając go do siebie najbliżej jak tylko potrafiłam. - Ucieknij ze mną. - Wyszeptał, odrywając się ode mnie. Pogładziłam jego policzek następnie muskając delikatnie jego usta. Zarzuciłam mu na głowę kaptur i chwyciłam jego dłoń, najszybciej jak tylko potrafiłam wychodząc z pokoju. Szedł przy mnie ze spuszczoną głową aby żadna z pielęgniarek go nie rozpoznała.
W tym momencie zaczynał nowe życie. Lepsze. Bez bólu. Bez cierpienia.
Bez krzyku.

-------------------------------------------------
Witajcie skarby :) 
To ja x
Przepraszam was, ze tak rzadko tu bywam, ale ostatnio mam pewne kłopoty ze zdrowiem :/ Dlatego też dodawałam dwa imaginy miesięczne aby zmieścić się w wymogach :/ 
Mam jednak nadzieję, że szybko się to zmieni :)
Miałam napisać drugą część imagina z Lou, ale... To był chyba totalny niewypał :/
Za to znalazłam to dzisiaj w pomysłach, a ja kocham pisać psychopatyczne rzeczy więc bum szakalaka tadam oto i jestem xd 
Teraz ja, jak to ja zareklamuję mojego bloga (Harry Styles jako fotograf) Dark Angel
tumblr gdzie piszę wszystkie shot'y, całą resztę opowiadań, oraz mini series My All Stories gdzie jak na razie możecie przeczytać shot'y z Ziall'emZouis'em, oraz Zarry'm.
UWAGA! PRZYJMUJĘ PROMPT'Y, więc jeżeli macie jakieś pomysły na bromance (i nie tylko) to piszcie x
Pisałam już do naszej kochanej adminki, która zajmuje się wyglądem i informacjami, ale widocznie jest baaaardzo zajęta:
Życzę wszystkim czytelnikom oraz autorkom udanego Sylwestra i świetnego przywitania nowego roku x
Całuję x

9 komentarzy:

  1. super imagin. myślę, że dobrze zrobiłaś 'wsadzając' Liama, bo żaden inny by nie pasował.
    ♥ ♥ ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, jest taki romantyczny! Wspaniały!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten imagin jest po prostu ZAJEBISTY, serio. A jeszcze z Liamem to już wgle :D
    Strasznie mi się podoba, i jeszcze ten kiss na końcu - och, ach :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow .. Te emocje sa tak opisane normalanie jak bys sama to przezyla a teraz ja sie czuje jakbym tam byla

    OdpowiedzUsuń
  5. świetnie piszesz. zapraszam do mnie : http://cecilia-zayn.blogspot.com/ mile widziane komentarze :) :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zastanawia mnie tylko dlaczego opis szpitala psychiatrycznego to totalny bullshit.

    Moony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mnie to zastanawia. Boże, kiedy te opisy czytałam to byłam na skraju wytrzymałości. Imagin jest ogólnie napisany dobrym stylem, widać że autorka ma wprawę oraz potencjał, ale te zdania określające szpital psychiatryczny mnie totalnie zniechęciły, ponieważ jest to przerażającą nieprawdą. Sama byłam w takim szpitalu i nigdy nie słyszałam żadnych krzyków, co najwyżej płacz na korytarzu od czasu do czasu. I czepiam się tego tylko dlatego, że później w głowach ludzi, którzy czytają takie rzeczy, tworzy się fałszywe zdanie na temat takiego miejsca, podczas gdy jest ono w każdym calu takie, jak inne szpitale.

      Usuń
  7. o jejku ! zrealizowałaś mój pomysł ! i opisałaś jeszcze lepiej niż ja to sobie wyobrażałam ! dziękuję ! jesteś wspaniała <3 / wiolcia

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3