Ogłoszenia

1. Pilnie poszukiwana osoba, która potrafi robić kategorie na blogu, proszę o kontakt jeśli ktoś potrafi się tym zająć! (gg:2203710)

2. Oficjalnie otwieramy nabór, z miłą chęcią przyjmiemy pięć nowych autorek. Imaginy możecie wysyłać na: k.furmanek3@gmail.com

3. Do autorek: Regulamin uległ małej zmianie, prosimy autorki o zapoznanie się z nim.

wtorek, 14 maja 2013

Four Hundred Sixty - Five

Zrobić dziecko i zostawić. Tylko na tyle stać mężczyznę … Chyba raczej chłopaka, bachora, który pomimo tego, że jest pełnoletni nie potrafi samodzielnie podejmować decyzji i zwraca się o pomoc do przyjaciółki, z którą spędza jakże upojną noc .
Właśnie taki jest Niall. Tak, tak. TEN przesłodki Niall Horan z ONE DIRECTION. Wszystkim by się wydawało, że kłamię. Ale niby po co. Jaki miałabym powód żeby krzywdzić osobę, którą pomimo wszystko nadal kocham …


Niall …

Nie widzieliśmy się tyle lat. Ledwie pamiętam kolor twoich oczu. Pomimo, że są zdjęcia, one nigdy nie ukażą ich prawdziwego odcienia.
No cóż … Od naszego ostatniego spotkania minęło 15 lat. Dużo rzeczy się zmieniło. Mam inną pracę. Lepiej płatną w każdym bądź razie. Przeprowadziliśmy się do domu jednorodzinnego na obrzeżach Londynu. Jest dokładnie taki o jakim marzyliśmy.
Mathew za miesiąc kończy 16 lat. Patrząc na niego i twoje stare zdjęcia wnioskuję, że jesteście do siebie naprawdę bardzo podobni. Po mnie ma tylko usta. Reszta należy w zupełności do ciebie.
Powiem ci, że z wiekiem stawał się coraz bardziej samodzielny i opiekuńczy i przypuszczam, że gdyby się  dzisiaj zapytał, czy może się wyprowadzić, zgodziłabym się bez problemu. Wiem, że dałby sobie sam radę. Matty mi ciebie po prostu zastępuje. Wiesz … Chciałabym żebyś go kiedyś poznał. Tak samo jak i on ciebie. Niby mówi, że mu na tym nie zależy, ale ja wiem , że jest inaczej. Przepłakał przez to niejedną noc.
Nie będę się dłużej rozpisywać, bo i tak jutro napiszę kolejny list …

Twoja na zawsze, [T.I].

xxx

Pisanie listów … Ostatnimi czasy to moje regularne, wieczorne zajęcie. Piszę je, ale nie wysyłam. Bo po co ? Przecież nie wiem gdzie ty teraz w ogóle mieszkasz. Nie mam z tobą ŻADNEGO kontaktu. Nie to, że ja go nie chciałam, czy też nie szukałam. To ty przed nim uciekałeś. Widocznie go nie potrzebowałeś. Żyło ci się wygodnie z myślą, że gdzieś tam, w jakimś zakątku Anglii żyje twój syn. Chociaż skąd mogłeś wiedzieć czy faktycznie żyje. Czy nie umarł.
Listów napisałam już ze 100 ? 1000 ? Nie wiem … Nie liczę. Po prostu pisze i chowam do pudełka. Mathew mówi, że to idiotyczne. Ma rację. Każe mi zapomnieć, ale ja nie potrafię. Jest mi ciężko. I to cholernie, ale …
- Mamo ! Wróciłem ! – usłyszałam głos syna, na którego dźwięk momentalnie schowałam zapisaną kartkę do pudełka z  pozostałymi – Gdzie … O nie … Znowu to robiłaś …
- Co ? Ja ? Nie … O czym ty mówisz ?
- Mamo … Nie mam czterech lat żeby nie wiedzieć co się dzieje, a co najważniejsze żeby nie widzieć, że kłamiesz … Wytłumacz mi jedno … Po co ty to robisz ? Po co piszesz te wszystkie listy do ojca, skoro ich nie wysyłasz … Jaki jest w tym sens ? – zaśmiał się jednocześnie siadając koło mnie na kanapie, następnie otulając swoim ramieniem
- Nie ma w tym sensu, Matty . – Uśmiechnęłam się pod nosem – Piszę je, bo w ten sposób to wszystko odreagowuję . Przelewanie emocji na papier. Nigdy nie miałeś takiej potrzeby ?
- Ja tam emocje topię w nożnej, albo śpiewaniu .
No tak. Zapomniałam wspomnieć, że Matty też kocha śpiewać i grać na gitarze. Ale to nic. Napiszę o tym jutro …
- Mamciuuu …
- No gadaj czego chcesz …
- Oj no ale dlaczego zaraz czego chcesz ? – oburzył się
- Bo jak słyszę mamciu, mamusiu, mamuniu, to już wiem, że coś się święci. A więęęęc?
- No bo Andy chce wyciągnąć nas na weekend nad jezioro. On ma tam domek. I chciałbym jechać. Mogę ?
- A nas to znaczy kogo ?
- No on, ja, Molly, Eva, Steve i Lora.
- Możesz jechać, ale … Żadnych głupot … Jasne ?
- Okej ! Dzięki mamo ! Kocham cię ! – krzyknął uradowany, po czym pocałował mnie w policzek i pobiegł na górę.
Mój mały Matty. Znaczy się … Już nie taki mały. W końcu za niedługo będzie miał 16 lat. Strasznie szybko to zleciało. A jeszcze dobrze pamiętam jak się urodził. Jak zaczynał raczkować. Jak wypowiedział swoje pierwsze słowo …
Szkoda, że tego nie widziałeś. Nie mogłeś … Nie chciałeś …

- Masz wszystko ?
- Tak mamo ..
- Ale jesteś pewien ?
- Tak … - oznajmił lekko zirytowany gdy po raz setny pytałam się go, czy ma wszystko co potrzebne
- To dobrze. Trzymaj się. Uważaj na siebie i …
- Tak … Nie utop się, psikaj się tym czymś na komary co i tak nie działa, nie pij alkoholu, nie bierz narkotyków, nie rozmawiaj z obcymi i broń Boże za nimi nie idź i …
- W zasadzie – tym razem to ja mu przerwałam – To chciałam ci powiedzieć żebyś się dobrze bawił, ale skoro wymieniłeś tyle rzeczy których nie powinieneś robić to … Ja nie mam nic przeciwko … - uśmiechnęłam się
- Mamoooo …
- No dobra … Idź już, bo koledzy czekają.
- Okej. Dzięki jeszcze raz, że się zgodziłaś … A może jednak powinienem zostać …
- Nie. Masz jechać i koniec kropka …
- Dasz sobie sama radę ?
- Tak kochanie. Mamusia jest już dużą dziewczynką. Mam prawie 34 lata, więc można w zasadzie powiedzieć, że jestem stara jak świat. – Zaśmiałam się
- Ale pamiętaj, że jakby coś się działo to masz dzwonić, tak ?
- Mathew … Posłuchaj mnie … Jesteś moim synem i masz dopiero 16 lat …
- Jeszcze 15.
- Ale za niedługo będziesz miał 16. Jesteś moim synem a nie moim mężem. Nie możesz cały czas się mną zajmować. Musisz mieć też czas dla siebie.
- Ale się o ciebie martwię … - oznajmił, mocno mnie przytulając
- Wiem kochanie. Ale jak już powiedziałam. Jestem duża i sobie poradzę. Nie masz się przez ten weekend czym zamartwiać. Masz się dobrze bawić, zrozumiano ?
- Tak. Ale pamiętaj, że jeżeli coś by się działo ..
- Zadzwonię. – Przerwałam mu – Możesz być tego pewien.
- No … To jestem trochę spokojniejszy. Dobra … W takim razie ja uciekam, bo znajomi się już pieklą. – Zaśmiał się słysząc klakson samochodu
- Zmykaj. I pamiętaj. Dam sobie radę. Nie myśl o mnie.
- Dobrze. Do zobaczenia w niedzielę.
- Pa, pa.
Matty wziął jeszcze torbę, po czym wyszedł z domu zamykając za sobą drzwi. Zostałam sama na całe trzy dni. Nie byłam zła. Nie. Wręcz przeciwnie. Potrzebowałam trochę spokoju, a Mathew wypoczynku i rozrywki w postaci chociażby tego wypadu. Naprawdę zastępował mi męża, a miał dopiero niecałe 16 lat. To niełatwe wyzwanie, zwłaszcza dla tak młodego człowieka jakim jest mój syn.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Pewnie ta ciamajda czegoś zapomniała. Skąd ja to wiedziałam ?
Szybko pobiegłam do przedpokoju, aby chwilę potem wysłuchiwać co mam przynieść chłopakowi z pokoju.
Kiedy otworzyłam drzwi … Faktycznie … Był to Mathew, ale … Jakiś taki jak nie on … Coś mi się w nim nie zgadzało. Starszy i to chociażby o całe swoje 16 lat i usta … Nie te same …
- Cześć [T.I] … - odezwał się chłopak stojący przede mną
- Chwila, moment … To że pozwoliłam ci jechać z przyjaciółmi nad jezioro nie znaczy, że możesz mi już mówić po imieniu chłopcze …
Matty tylko się zaśmiał po czym spojrzał na mnie, napotykając mój wzrok, tym samym wywołując u mnie dreszcze rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa. Coś jest na serio nie tak. No bo bądźmy szczerzy … TAKA reakcja na SYNA ?
- Czyli to prawda, że jesteśmy do siebie podobni … Jak dwie krople wody … - uśmiechnął się jeszcze szerzej
- N-nie … Nie, nie, nie, nie … To nie może być prawda. To … Nie możesz być ty … Ty nie jesteś TYM Niall’em Horan’em z Mullingar. Nie jesteś tym słodziutkim Irlandczykiem z zespołu ONE DIRECTION. Ty jesteś tylko moim synem i robisz sobie z matki żarty, tak ?
- No właśnie nie. To ja … Niall …
W tym momencie mnie zamurowało już do końca. Stałam w bezruchu tylko i wyłącznie patrząc w oczy chłopaka. Wewnątrz emocje mnie dosłownie rozrywały. Nastąpił jeden wielki wybuch przez co wszystko zaczęło się ze sobą mieszać. Żal, smutek, zazdrość, złość, nienawiść, a także radość, szczęście, nadzieja … miłość … Wszystko się ze sobą łączyło tworząc jedną wielką mieszaninę uczuć. Nie wiedziałam czy mam mu zamknąć drzwi przed nosem. Czy na niego nawrzeszczeć … Lub może go zabić za te wszystkie lata, czy też rzucić mu się na szyję, pocałować i powiedzieć jak bardzo za nim tęskniłam, jak bardzo mi go brakowało, jak bardzo go kocham …
- Słuchaj … Mogę wejść ? Chociaż na chwilę. Chcę pogadać ..
- Emmm … Jasne … Wejdź … - oznajmiłam, następnie gestem ręki zapraszając go do środka.
Chłopak przeszedł w głąb domu a ja podążyłam za nim . Kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi . O czym chciał rozmawiać … Przecież nie było go przy mnie … Przy NAS przez dobre 16 lat i nagle zachciało mu się rozmawiać ? O czym do cholery !
- No to … O co chodzi ? – zapytałam opanowanym, wypranym z emocji głosem. Przynajmniej starałam się aby tak brzmiał
- Słuchaj [T.I] … Wiem, że mnie nienawidzisz … Najpierw zaszłaś przez moją nieuwagę w ciążę, później ja cię zdradziłem z Niną, a na końcu zostawiłem cię samą z wychowaniem dziecka. Zrujnowałem ci życie. Nie odzywałem się. Nie zajmowałem się synem, pomimo iż powinienem … Nie wspierałem cię. Wiem … Nawaliłem. I to totalnie . Zawiodłem jako facet, partner, ojciec … Nawet jako przyjaciel, bo ten prawdziwy nigdy by nie zostawił przyjaciółki z czymś takim na pastwę losu. Wolałem karierę od szczęścia jakim jest rodzina. Tak, wiem … Wcześnie się obudziłem, co ? – zapytał łamiącym głosem – Ale uwierz mi, że gdybym potrafił cofnąć czas … Zrobiłbym zupełnie inaczej. Wiem, że jest za późno na te usprawiedliwienia … Chciałem tylko żebyś wiedziała, że … Żałuję … Nie śmiem cię prosić o wybaczenie, bo wiem, że i tak nic z tego. Gdybym był na twoim miejscu też bym tak postąpił. Mam nadzieję, że jednak kiedyś dostanę zasłużona karę za to co wam zrobiłem. No to, to jest już chyba wszystko … Przekaż Matty’iemu, że go kocham i że przepraszam. Ciebie też przepraszam z całego serca. I … Ciebie też kocham. Tak mocno, że przekraczam wszystkie możliwe granice tego uczucia … Wiem, że tego nie okazywałem … Byłem głupi … A więc [T.I] … Żegnaj … - oznajmił płacząc, następnie odwracając się na pięcie i ze spuszczoną głową ruszając do wyjścia.
- Niall … Zaczekaj ! – krzyknęłam za nim.
Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie oczami przepełnionymi bólem i smutkiem. Podeszłam do niego i zaczęłam delikatnie ocierać łzy z jego policzków. Następnie położyłam swoją dłoń na jednym z nich i szybko zmniejszając odległość pomiędzy nami pocałowałam go . Chłopak objął mnie w pasie i przycisnął do siebie. Zaczął delikatnie pogłębiać pocałunek. Po chwili się od siebie oderwaliśmy i spojrzeliśmy głęboko w oczy. Następnie mocno się do siebie przytuliliśmy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłam. – Wyznałam, tym samym dając upust emocjom .
- Ćsiii … Nie płacz. Jestem przy tobie. I już nigdy cię nie zostawię. Obiecuję.
Powoli się od niego odkleiłam aby móc ponownie na niego spojrzeć. Tym razem w jego cudownych, błękitnych oczach gościły radość, szczęście i potężna, szczera miłość.
Wplótł palne swojej dłoni w moje, a następnie pociągnął mnie do salonu. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy nadrabiać zaległości.
Pokazywałam mu zdjęcia Mathew’a. Opowiadałam mu o nim. Z każdym nowym wspomnieniem śmialiśmy się coraz bardziej. W tej chwili miałam wrażenie, że wszystko dobrze się ułoży.

- Mamo ! Wróciłem ! – usłyszałam głos syna.
Właśnie było niedzielne popołudnie. Razem z Niall’em siedzieliśmy w salonie i cieszyliśmy się swoją obecnością. Na dźwięk głosu syna obydwoje zerwaliśmy się z kanapy na równe nogi, a następnie powolnym krokiem ruszyliśmy do przedpokoju.
- Holoooo ! Jest tu kt … - przerwał widząc mężczyznę koło mnie. Potrząsnął głową z niedowierzania, po czym spojrzał w lustro wiszące koło niego. Następnie swój wzrok ponownie skierował na nas – Dlaczego mam wrażenie jakbym widział siebie za jakieś 10 lat ?
- Mathew … To jest … Niall … Twój ojciec …
Na słowa Niall i ojciec oczy chłopaka rozszerzyły się jeszcze bardziej. Nie ze zdziwienia, a ze złości.
- Co on tu robi ?! Ja nie potrzebuję ojca ! Ja w ogóle nie mam ojca ! Dla mnie mój ojciec umarł 16 lat temu !
- Matt … Posłuchaj … - zaczęłam jednocześnie podchodząc do syna, następnie zaczynając głaskać go po głowie w celu uspokojenia – Wiem, że jest to dla ciebie szok, ale nie próbuj mi wmówić, że nie chcesz i że nie potrzebujesz taty. Ja wiem, że przepłakałeś przez jego brak niejedną noc. Ja nie jestem głucha ani ślepa. A poza tym nie myślisz, że to najwyższa pora, abyś zaczął żyć jak swoi koledzy, a nie tak jak dorosły mężczyzna ?
- Ale mamo … Mi to nie przeszkadza … - oznajmił szeptem, opierając czoło o moje. Po jego policzkach zaczęły spływać łzy – Ja nie potrzebuję tego wszystkiego. Po prostu chcę żebyś była szczęśliwa. Nie chcę żebyś cierpiała. Chcę cię po prostu przed tym uchronić.
- Wiem kochanie. Ale Niall wrócił. Żałuje. Szczerze. Wiem to, bo znam go dłużej niż ty.– Uśmiechnęłam się pocieszająco – Potrafię zobaczyć kiedy kłamie.
Chłopak spojrzał przez ramię na swoją starszą kopię. Wyminął mnie i stanął z nim twarzą w twarz. Był nieco niższy, ale nie za bardzo go to teraz obchodziło .
- Wróciłeś. - Zaczął – Chcesz zostać. Mama ci wybaczyła. Ale to nie znaczy, że ja też to zrobię …
- Wiem o tym. Możesz mnie nienawidzić za to, że was zostawiłem . Że się z wami nie kontaktowałem. Wiem, że na zaufanie ciężko się pracuje, ale zrobię wszystko żebyś kiedyś mimo wszystko mnie pokochał. Nie odpuszczę. Będę walczył do końca …
Po jego słowach młodszy chłopak zaczął płakać jeszcze bardziej. Po chwili mocno przytulił Niall’a, a twarz schował w zagłębieniu jego szyi. Tata zaczął go delikatnie głaskać po plecach, jednocześnie delikatnie się z nim kołysząc.
- Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało przez te wszystkie lata. Jak bardzo cię potrzebowałem. I pomimo wszystko nie potrafię ci nie wybaczyć, bo cię kocham. Mimo, że poznałem cię dopiero teraz … Kocham cię tato … - oznajmił, po czym wtulił się w mężczyznę jeszcze mocniej.
Od tamtej pory minęły dwa lata. Przez ten czas dużo się zmieniło. Mathew zaczął żyć jak swoi przyjaciele, a jego poprzednie miejsce zajął Niall. Opiekował się naszą  dwójką najlepiej na świecie. Stał się wspaniałym ojcem i cudownym mężem. Ślub wzięliśmy kilka miesięcy po jego powrocie. Od tamtej pory wszystko nareszcie zaczęło wyglądać i układać się tak jak powinno. Od tamtej pory, Niall już nigdy nas nie zostawił … Już zawsze był tylko i wyłącznie z nami.
-------------------------------------
Cześć wszystkim :)
Dzisiaj z mojej strony takie coś z Niall'em :)
W czwartek postaram się jakoś zmobilizować i napisać ten pomysł od M.Knowles.
Później oczywiście zabiorę się za prośbę Alex i Alan :)
Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie zrobienie TC ... Po wakacjach zacznę pisać nowe opowiadania i miał to być taki live stream, na którym bym mniej więcej powiedziała jak to wszystko widzę i bla, bla, bla. Odpowiadałbym też na pytania, jeżeli ktoś by je miał :)
Ale ... I tak pewnie nikogo by nie było, więc raczej się nie odbędzie -.-
Jeśli jednak byłyby jakieś chętne osoby, to napiszcie :) Dodałabym najwyżej info pod piątkowym postem ...
Do następnego ;*



niedziela, 12 maja 2013

Four Hundred Sixty - Four


Rodzice...To oni powinni zadbać o dobro swoich dzieci, ich dobre wychowanie. To oni powinni nauczyć ich odpowiedzialności, uczciwości i prawdziwej miłości. Przede wszystkim powinni stanowić dla swojego potomstwa fundament, podporę nie do zdarcia. W końcu w każdej rodzinie tak jest. Wyjątkiem była moja.
Kiedy miałam zaledwie 4 lata rodzice rozwiedli się. Doprowadziło do tego ciągłe pijaństwo mamy oraz fakt, iż była niewierna ojcu. Na moje szczęście sąd przekazał tacie pełne prawo do opieki nade mną, to znaczy, że od czasu rozwodu miałam u niego zamieszkać. Tak też było. Wyprowadziliśmy się z centrum Londynu do prowincjalnego miasteczka o nazwie Doncaster. Początkowo mocno zraziłam się do taty, nowego miejsca zamieszkania. Zamknęłam się w sobie. Tata zmienił pracę, aby ciągle nie wyjeżdżać, tylko zostać ze mną. Starał się, spędzał ze mną cały swój wolny czas. Nigdy nie związał się z żadną kobietą, twierdził, że od jego rozstania z mamą należy już tylko do mnie, w prawdzie byłam jego jedynym dzieckiem, w dodatku córką o której zawsze marzył.
Pomimo iż był bardzo troskliwym i opiekuńczym rodzicem, był też moim przyjacielem. Miałam w nim ogromne wsparcie, pomoc, osobę, która potrafiła wysłuchać i doradzić. Pokazywał mi ten lepszy świat. Starał się aby i mój świat był piękniejszy.
Dzisiaj, mam 18 lat. Niecałe dwa tygodnie temu tata zmarł. Od dłuższego czasu chorował na raka, jednak za późno podjął się leczenia. W dniu swojej śmierci powiedział słowa, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci : '' To, że człowiek umiera nie znaczy, że przegrał. Oznacza to zwycięstwo nad samym sobą... ''.

~*~

Mroźne, grudniowe przedpołudnie. Kilka minut temu przyszłam na grób taty. Jestem tutaj drugi raz od kiedy on odszedł. W dalszym ciągu nie potrafię pogodzić się z tym, że jego już nie ma. Że jego płomyk zgasł. Że nie było dla niego żadnego ratunku...Mówią ludzie, że nadzieja umiera ostatnia. I chyba właśnie moja nadzieja umarła. Mówi się też, że nadzieja jest matką głupich. Być może to prawda, ale uważam, że lepiej być głupim i mieć nadzieję, niż być mądrym i nie okazywać uczuć...
Z kieszeni płaszczu wyciągnęłam pudełko zapałek. Zapaliłam jedną, po czym od jej żaru zapaliłam znicz. Po raz kolejny złożyłam ręce do modlitwy, tyle, że tym razem rozmawiałam z tatą. Może i brzmi to niemądrze, ale tak, prowadziłam dialog z nieżyjącym ojcem.
- Czemu mi to zrobiłeś? Dobrze wiedziałeś, że potrzebuję Twojej pomocy... - słona ciecz, która nagromadziła się pod moimi powiekami spłynęła po policzkach dając ulgę oczom.
- Nie zrobił Ci tego specjalnie...Każdy z nas czasami zostaje wystawiony na próbę. - usłyszałam za sobą zachrypiały męski głos. Kroki stawiane na zmarzniętej, puchowej pierzynie i dotyk dający nieopisaną ulgę. Nie patrzyłam na mojego rozmówcę. Swój otępiały wzrok wbijałam w wygrawerowane na nagrobku imię i nazwisko taty oraz datę narodzin i śmierci. Chłopak wykonał znak krzyża, po czym skupił się na modlitwie. Milczeliśmy, a kiedy ponownie się przeżegnał odwróciłam twarz zalaną łzami w jego kierunku.
- Wiem jak bardzo boli Cię strata Twojego ojca. Uwierz mi, wiem co to znaczy mieć kogoś przy sobie, a później nauczyć się żyć bez niego. Równo dwa lata temu również straciłem tatę. Nie potrafiłem przyjąć tego do świadomości, wmawiałem sobie, że on żyje, tylko wyjechał gdzieś daleko i już nigdy go nie zobaczę. Później chciałem poczuć ulgę i zaczęła się moja przygoda z narkotykami. Teraz żałuję, że tak postępowałem. Mam nadzieję, że nie popełnisz mojego błędu. - powiedział co leży mu na sercu. Analizowałam każde jego słowo, aż udało mi się z siebie wykrztusić :
- Przykro mi...Na prawdę bardzo mi przykro. Może i jestem samolubna myśląc tylko o sobie, ale jak rozważę sobie ile ludzi jest w podobnej sytuacji do mojej, to... - nie potrafiłam powiedzieć ani słowa więcej, a po mojej twarzy zaczęły spływać po raz kolejny słone łzy. Chłopak widząc mój płacz, zbliżył się do mnie i przycisnął mnie do swojej piersi.
- Wszystko się ułoży. Zobaczysz, tylko daj losowi na to szansę. Bądź cierpliwa...Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy (T.I.). - mówił nadal mnie tuląc
- Skąd znasz moje imię? Przecież nie mówiłam Ci jak się nazywam. - zdziwiłam się
- Kilka domów dalej obok Ciebie mieszka moja mama z siostrami. Opowiadała mi, że w okolicy zamieszkała młoda dziewczyna, która ma ponoć bardzo dobry kontakt z moim rodzeństwem. - uśmiechnął się lekko. - Ty mnie nie znasz, pewnie widzisz mnie po raz pierwszy na oczy, a to dlatego, że nie mieszkam tutaj. Na co dzień przebywam w Londynie. Tam mam mieszkanie. W sumie to nawet tam rzadko bywam. Tu jestem pierwszy raz od 3 miesięcy. Powoli zaczynam zapominać te wszystkie piękne miejsca jakie znajdują się w sąsiedztwie. Jeśli będziesz miała ochotę to Ci je pokażę.
- Z wielką przyjemnością, ale może dopiero na wiosnę jak nie będzie już śniegu? - spojrzałam na niego ocierając łzy
- I właśnie tutaj jest pewien problem. W połowie lutego wyjeżdżam na kilka miesięcy. Nie będzie mnie ani w Doncaster, ani w Londynie, ani nawet w Anglii. - spochmurniał.
- Jeszcze to kiedyś nadrobimy. - powiedziałam przyjaźnie. Było mi już trochę zimno, jednak nie zachowałabym się kulturalnie, gdybym sobie poszła. Zaczęłam ocierać dłonie, tak żeby choć troszeczkę bardziej się ogrzać.
- Widzę, że jest Ci zimno. - zdjął swój szal i owinął mi go wokoło szyi. Materiał był jeszcze ciepły, dzięki czemu nieco szybciej się zagrzałam. - Teraz powinno być lepiej.
- Dziękuję Ci bardzo.
- Nie ma za co. Wracaj już do domu, nie ma sensu żebyś tutaj marzła.
- Zaczekam na Ciebie. Wrócimy razem. - bardziej rozkazałam niżeli zaproponowałam. Chłopak przytaknął i ruszył do grobu swojego taty.

~*~

Weszliśmy do ciepłego przedpokoju. Rozebraliśmy się i poszliśmy w głąb budynku.
Niosąc gorącą czekoladę w kubkach do pokoju gościnnego, kątem oka ujrzałam, że mój towarzysz nadal stoi w holu i przygląda się wiszącym tam zdjęciom. Wszystkie przedstawiały mnie. Najpierw jako noworodek, później jako przedszkolak, kolejne pokazywały mój pierwszy dzień w szkole, inne natomiast mnie jako nastolatkę. Było ich mnóstwo. Czasami kiedy przechodziłam przez hol patrzyłam na te zdjęcia z nadzieją o to, że te czasy jeszcze powrócą. Że znowu będę miała przy sobie tatę, będę dzieckiem, które nie martwi się o jutro.
- Nadal nie wiem jak masz na imię. - powiedziałam, kiedy chłopak zaszczycił mnie swą obecnością wchodząc do salonu i siadając tuż obok mnie.
- Zupełnie zapomniałem. - stuknął się w czoło. - Miło mi. Jestem Louis.
Uśmiechnął się przyjaźnie wyciągając i kierując ku mnie swoją dłoń. Kilka sekund później uścisnęłam ją delikatnie, mamrocząc pod nosem niezrozumiałe słowa.
- Obiecałaś,że pokażesz mi album ze zdjęciami. - dodał
- Zaczekaj tutaj. Zaraz przyjdę, tylko przyniosę z mojego pokoju ten album. - wstałam z kanapy ruszając w stronę schodów prowadzących na piętro. Zdawało mi się, że czułam na swoim ciele wzrok Louisa, aczkolwiek mogło być to tylko złudzenie. Z szafki nocnej wyciągnęłam ów przedmiot i ponownie zeszłam na dół. W duchu uśmiechałam się sama do siebie, ponieważ przyjaźń jaka zrodziła się pomiędzy mną, a Louisem zamieniła się w silniejsze uczucie, miłość. Bynajmniej było tak z mojej strony.
Zegar wiszący na ścianie wybył godzinę 22:00. Chłopak, którego poznałam dzisiaj w dość nietypowej sytuacji nadal był przy mnie. Ogarnęło mnie ogromne zmęczenie, któremu nie byłam się w stanie oprzeć. Oglądaliśmy jakąś denną komedię romantyczną, ale i tak bardziej śmieszyły mnie komentarze Tomlinsona niż fabuła filmu. Oparłam głowę o ramię chłopaka i nawet nie wiedziałam kiedy odpłynęłam w krainę snu.
Obudziło mnie, dopiero delikatne układanie na łóżku w wykonaniu szatyna. Wzdrygnęłam się lekko przestraszona, jednak po chwili zajarzyłam o co chodzi. Odchyliłam powieki i wzrokiem zaczęłam wodzić za chłopakiem. Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Ujrzałam jak zasłania rolety w oknie. Przyglądałam się mu chwilę, czego on ewidentnie nie zauważył, ponieważ zaczął zmierzać w kierunku drzwi wyjściowych z mojego pokoju. Gdy jego ręka nawiązała bliższy kontakt z klamką ja postanowiłam, że jednak się odezwę.
- Louis... - szepnęłam cicho. Aż tak cicho, że byłam pewna, iż chłopak do którego mówiłam zdołał usłyszeć tylko jakiś bełkot.
- Tak? - odwrócił się w moją stronę, lekko uśmiechając. - Stało się coś? Potrzebujesz czegoś?
- Nie, to znaczy tak...Zresztą mało ważne. A Ty, dokąd idziesz? - zapytałam
- Jak to gdzie? Do domu... - powiedział, jakby było to coś nadzwyczaj oczywistego. - Jest już prawie 23:00. Pewnie chcesz odpocząć, masz za sobą ciężki dzień, a jutro czeka na Ciebie kolejny dzień pełen wrażeń...
- Proszę...Wiem,że głupio to zabrzmi, ale zostań ze mną. Tutaj. Nie wracaj do domu. - dodałam robiąc ''maślane oczy''. - To będzie ostatnia rzecz, o jaką mam czelność Cię prosić...
- Jeżeli tego właśnie chcesz... - odpowiedział niepewnie. - Więc skoro mam tutaj zostać, to zrób mi trochę miejsca. Wolę spać z Tobą, w ciepłym łóżku, niż w zimnym salonie.
Przesunęłam się, robiąc tym samym przestrzeń dla szatyna. Chłopak położył się zaraz obok mnie. Moja głowa spoczęła na jego barku, a jego męskie ramię objęło mnie i przyciągnęło bliżej do siebie. Wpatrywaliśmy się w sufit nic nie mówiąc. Poprzez milczenie przekazywaliśmy sobie najistotniejsze informacje takie jak bardzo jest nam źle, że dziękujemy za swoją obecność.
- Wiesz...Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że spotkam taką osobę jak Ty i będę mógł tak wiele się od niej nauczyć to bym mu nie uwierzył. Teraz wiem, że warto wierzyć. Że warto pogłębiać swoją wiarę. Dziękuję Ci za to i za wiele innych wniosków jakie dzięki Twojej obecności zrozumiałem, ale o których nigdy się nie dowiesz...
- Ty mi dziękujesz? - nie dowierzałam. - To ja powinnam podziękować Tobie za to, że pojawiłeś się w moim życiu w tym właśnie momencie kiedy prawie podupadłam na duchu. Kiedy chciałam poddać się bez walki. Dziękuję Ci, że otworzyłeś mi świat na innych, na problemy, które mają Ci wszyscy ludzie w moim otoczeniu. Po prostu dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję Ci za Twoją obecność.
- Nie chcę psuć nastroju, ale to wszystko co mówimy brzmi tak, jakbyśmy widzieli się ostatni raz i właśnie w tym momencie się żegnali... - powiedział po chwili milczenia
- A co jeśli naprawdę tak będzie? Jeśli to jest nasze ostatnie spotkanie? - dopytywałam się niczym małe dziecko. Na samą myśl, że los okazałby się znowu tak srogi dla naszej dwójki, moje emocje stały się silniejsze ode mnie i moje policzki zrobiły się wilgotne...
- Nie mów tak. Nie możesz. - rozkazał ocierając swoją delikatną dłonią moja twarz.



~~~~~~~~~~
Dawno nie dodałam żadnego postu, więc postanowiłam to zmienić! Ostatnio nie miałam ani czasu, ani weny na pisanie, chociaż miałam wiele pomysłów.
Mam cichą nadzieję, że komuś spodoba się ten imagin. Napisałam go kilka miesięcy temu, ale zapomniałam o nim, dlatego też dodaję go dopiero dziś.
Pochwalę się również, że przed tygodniem, dokładnie 4 maja minął rok od kiedy udzielam się na blogu. Dziękuję wszystkim, którzy czytają moje imaginy, komentują je, tym samym dając mi motywację do dalszego pisania.
Przepraszam za wszystkie błędy jakie pojawiły się w powyższym poście i sądzę, że na przełomie kilku dni pojawi sie następny imagin :) 

sobota, 11 maja 2013

Four Hundred Sixty - Three

Pomysł Anonima
(Jeśli M. Knowles tu jest, to proszę ... Przeczytaj to, co jest po imaginem)
Moja ciocia organizuje letnie kolonie dla dzieci, które odbywają się co roku w Szkocji. Z tej racji, że skończyłam 18 lat, siostra mojej mamy zatrudniła mnie jako opiekuna.
Po pierwszym tygodniu ciocia poinformowała nas, że szykuje niespodziankę i jutro się dowiemy co to jest.
Oczywiście dzieci jak to dzieci, zaczęły o wszystko wypytywać.
M: Ale sobie mama teraz załatwiła. - Zaśmiał się Mitchel-mój kuzynByliśmy w tym samym wieku, ale on i tak wywyższał się, że jest starszy (taaa ... o dwa dni ...)
Jest dla mnie jak brat. Zawsze się mną opiekuje. Dziewczyna, która go kiedyś poślubi będzie na prawdę wielką szczęściarą .
T:No ... Bałagan totalny
E: Proszę pani, proszę pani ! A co to będzie za niespodzianka ? - zapytała mnie mała Emily
T: Nie mam pojęcia. Nam też nic o tym nie wiadomo.
E: Proszę pana !
M: Emily, my na prawdę nie wiemy, a nawet gdyby to i tak nie moglibyśmy ci powiedzieć, bo zepsulibyśmy cały urok niespodzianki .
Dziewczynka posmutniała.T: Nie martw się. Jeszcze tylko kilka godzin i dowiesz się co to za tajemniczy gość. Emily aż zabłyszczały oczy, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech.E: ALICE ! - krzyknęła po czym pobiegła do koleżanki
M: Ale kit wcisnęłaś ...
T: Nieprawda. Ciocia mówiła, że tą niespodzianką jest jakaś osoba. Nie powiedziała tylko kto.
M: No to w takim razie nie było mnie wtedy z wami.
T: Byłeś, tylko że spałeś ...
M: No mówię przecież , nooo ...
T: Taaaa ... A słuchaj ... Ty na prawdę musisz wyjeżdżać ?
M: No niestety. Jeszcze muszę papiery na studia donieść i takie tam ... Wiesz ... Nie każdy załatwia takie sprawy od razu po odbiorze świadectw, tak jak ty .
T: Ale dzięki temu mam wolne wakacje, a nie tak jak na przykład ty. - zaśmiałam się
M: Ciiiicho ....
T: Oczywiście ... Ale ja nie chcę żebyś wyjeżdżał ...
M: Nie martw się. Wrócę za dwa tygodnie. Na moje miejsce przyjedzie na pewno ktoś lepszy.
T: Nawet tak nie mów ! Ciebie nikt nie jest w stanie zastąpić.
Dzień minął bardzo szybko. Głównie polegał na zabawie z dziećmi. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy, a tu już kolacja, mycie, bajka i spanie.
Następnego dnia dzieci były bardzo podekscytowane. Chodziły bez przerwy z miejsca na miejsce, zero zabawy, zero jedzenia ... Jak nie one.
M: Niech to coś w końcu przyjedzie, bo nam dzieci wykończą ...Ledwie wypowiedział to zdanie, pod ośrodkiem pojawił się wielki autobus.
Dzieci zaczęły krzyczeć i piszczeć. Od razu zaczęły biec w stronę pojazdu. My czyli opiekunowie staraliśmy się jakoś je ogarnąć, ale nasze starania zdały się na nic. Usłyszeliśmy jeszcze większe piski. Kiedy dotarliśmy na miejsce już wiedzieliśmy czym były spowodowane. Z autobusu wysiadła cała 5-tka chłopaków z ONE DIRECTION. Dzieci od razu ich otoczyły, ale im to najwyraźniej nie przeszkadzało. Widać było, że wszyscy, bez wyjątków kochają takie małe szkraby.
C: No już smyki ! Dosyć ! – ciocia zaczęła się przeciskać przez tłum – Dajcie chłopcom przejść.
P
o jakiś 10 minutach ktoś zadzwonił na podwieczorek, więc dzieci szybko na niego pobiegły.
Ja i Mitchel byliśmy zaskoczeni  Nie przypuszczaliśmy, że ciocia zgotuje nam TAKĄ niespodziankę.
C: A więc moi drodzy – zwróciła się do chłopaków – To są [T.I], Mitchel, Clara, Max, Tom, Ryan, Sophia i Mary. – Wskazywała na nas po kolei
1D: Cześć. – Przywitali się
C: Louis – kontynuowała ciocia – będzie zastępował Mitchel’a podczas jego nieobecności, czyli [T.I] … Robisz z Lou wszystko. Tak jak z Mitch’em
M: No to powodzenia. – Powiedział mi na ucho mój ukochany kuzyn … Zobaczy … Kiedyś mi za ten wyjazd zapłaci …
C: Mitchel, jesteś już spakowany ?
M: Tak mamo.
C: W takim razie przynieś tu swoje bagaże, bo Louis na pewno chciał by się powoli rozpakować  Mam nadzieję , że zostawiłeś po sobie porządek …
T: No nie wiem czy zdążył posprzątać po wczorajszej nocy. – Zaśmiałam się na co chłopak szturchnął mnie łokciem uśmiechając się przy tym szeroko
C: Wolę nie wchodzić w szczegóły …
M: I lepiej nie wchodź. – Zaśmiał się przytulając mnie mocno
T: Idioto ! Udusisz mnie ! – zaczęłam mu się wyrywać
M: No dobra … Chodź  Pomożesz mi.
Kiedy znieśliśmy na torby 4-ka chłopaków szła już do swojego domku. Z ciocią stał tylko Louis.M: Mamo, jestem gotowy.
C: No to jedziemy. [T.I] powiedz Clare, żeby zrobiła wszystko co jest wypisane na tej kartce, która wisi na tablicy. Ty zajmij się Louis’em. Oprowadź go po ośrodku, wieczorem po okolicy, poznaj z dziećmi z jego kempingu. Ja powinnam wrócić za dwa dni  Też mam jeszcze kilka spraw do załatwienia w Londynie. Mogę na ciebie liczyć, prawda ?
T: Tak. Jasne.
C: No to jestem spokojna. – uśmiechnęła się – To my jedziemy
M: Pa pszczółko.
T: Pa żabciu. – Pożegnaliśmy się. Jeszcze mocno się przytuliliśmy, a po 5 minutach już ich nie było.
Szliśmy w milczeniu. No bądź co bądź, ale wspólnych tematów to my raczej nie mamy …
T: Dobra … Tutaj będziesz mieszkał. Wchodź  – wskazałam na drzwi. Kiedy weszliśmy do środka zaczęłam mówić dalej – Tam jest twój pokój. Idź i zostaw walizki  bo nie ma sensu żebyś je nosił w tę i z powrotem.
Chłopak przytaknął, po czym posłusznie poszedł do wskazanego przeze mnie pomieszczenia. Był strasznie małomówny. Nie spodziewałam się tego po nim. Przecież z tego co pamiętam, to on był tym najbardziej głośnym, gadatliwym i zabawnym członkiem zespołu.
L: A ilu chłopców mam pod opieką ? – usłyszałam jego głos. Odwróciłam się. Stał zaraz naprzeciwko mnie. Tym razem zobaczyłam jego twarz z bliska. Rzeczywiście … Był przystojny  Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie , co ja od razu odwzajemniłam.
T: Jak na razie pięciu.
L: Czyli ?
T: Jeden chłopiec chce …
C: Proszę pani, ja jednak zostaję ! – przerwał mi Carol – Dzień dobry panu. A cieszy się pani ?
T: I to bardzo. Super, że zostajesz. Brakowało by mi ciebie.
C: Naprawdę ? – zrobił maślane oczy
T: Tak. – Zaśmiałam się – A teraz biegnij do reszty
L: Ach te dzisiejsze dzieci … Bez przerwy zakochane. – Zaśmiał się Lou
T: Mi to mówisz ? Mam pod opieką dziewiątkę dziewczyn. Bez przerwy złamane serca ... A skoro Carol zostaje masz całą piątkę .
L: Super ! – uśmiechnął się chłopak
T: Tylko żadnych uczuciowych rozmów po nocach.
L: Ależ oczywiście … No chyba  że poprosi o kilka informacji na twój temat to …
T: Louis ! – przerwałam mu
L: No okej … Tak się tylko z tobą droczę …
T: Jasne … Dobra … Chodź. Pokażę ci resztę ośrodka. Tam – wskazałam na domek naprzeciwko – mieszkają Harry  Liam, Niall i Zayn, więc macie blisko, ale pamiętaj … Imprezy nie za ostre, dopiero wtedy kiedy dzieci zasną i oczywiście u chłopaków. Jadalnia jest tam, izolatka tam …
L: IZOLATKA ?! – przerwał mi
T: Tak. – Zaśmiałam się – Jeżeli któreś z dzieci jest chore, zaprowadzasz je do izolatki żeby reszta się nie zaraziła.
L: Aha … Dobra. Rozumiem. A ty gdzie mieszkasz ?
T: Tutaj. Zaraz koło ciebie.
L: No to fajnie.
T: Dobrze, że się cieszysz. – Zaśmiałam się – Jak będziesz miał jakiekolwiek pytania to przychodź. A teraz chodź. Poznasz swoich chłopaków z kempingu.
Zeszliśmy na dół gdzie dzieci właśnie kończyły jeść podwieczorek. Oczywiście kiedy zobaczyły Louis’a wpadły w szał.
T: HEJ ! – krzyknęłam, na co dzieci nieco się uspokoiły i skupiły swoją uwagę na mnie – Teraz wszyscy pójdziecie z panią Clarą. Zostaną ze mną tylko chłopcy z 5-tki. Reszta idzie
Odczekaliśmy jakieś 10 minut.
T: Chłopcy. To jest Louis Tomlisnon  Będzie teraz waszym nowym opiekunem, ponieważ wasz poprzedni pan musiał pilnie wyjechać. Oczywiście to, że macie innego opiekuna nie zmienia tego, że macie przestrzegać wszystkich zasad i pomagać panu Tomlinson’owi, jasne ?
Ch: Tak proszę pani.
T: No to dobrze. A teraz idźcie się bawić.
L: Wow … Jesteś ostra, ale za razem łagodna. Widzę, że działa to na dzieci.
T: I to jak. – Zaśmiałam się
Wytłumaczyłam jeszcze Louis’owi całą resztę i przypomniałam o wieczornej odprawie. Później poszliśmy na kolację, a po niej zajęliśmy się dziećmi z naszych kempingów.      
***
H: Ale Lou ! Ty masz mieć wakacje, a nie tak z pracy do pracy !
L: Harry … Zaufaj mi. Ja wiem co robię. Przecież jestem dorosły, tak ? A poza tym taki trening dużo mi da w przyszłości. Będę wiedział jak się opiekować dziećmi i w ogóle.
H: Ale przecież ty już to wiesz. W końcu opiekowałeś się młodszym rodzeństwem, tak ? No więc co cię tak nagle wzięło ?
L: Po prostu czuję, że spotka mnie tam coś ciekawego, rozumiesz ?
H: Taaaa …. Chyba tylko żaba pod kołdrą … No ale nic. Twój wybór … Wiedz tylko jedno. Jedziemy z tobą …
L: Nie Harry … To nie jest dobry pomysł. A poza tym oni nie mają już miejsc.
H: Owszem, mają. Rozmawiałem z tą panią . Powiedziała, że poznanie ONE DIRECTION będzie dla dzieciaków wielka frajdą, a o dom mamy się nie martwić.
L: Skoro tak to wygląda to okej. – Zaśmiałem się . W sumie chyba by mi brakowało tej bandy moich kochanych idiotów ...
Kiedy nadszedł dzień wyjazdu Harry jeszcze z 5000000000 razy pytał się mnie, czy jestem pewien tego co robię. Ja jednak uparcie trzymałem się swojej wersji. Po prostu chciałem żeby te wakacje były inne od poprzednich. Nie chciałem znowu się wylegiwać i nic nie robić. Tym bardziej, że już nie mam z kim … Tak … Rozstaliśmy się z Eleanor. Uznaliśmy, że dalsza gra nie ma sensu. Za długie rozstania … Jednak nadal się przyjaźnimy.
Podróż była naprawdę długa i nużąca tym bardziej, że kierowca naszego tour-bus’a jechał przez jakieś wsie i doliny twierdząc, że będzie krócej … Mhmmm ... Chyba w drugą stronę ...
Kiedy w końcu dotarliśmy dzieci się na nas dosłownie rzuciły. Nam to nie przeszkadzało, bo wszyscy je po prostu uwielbialiśmy. Przez tłum zaczęła się przeciskać jakaś kobieta. To ona była organizatorką całych kolonii. Usłyszeliśmy dzwonek. Myśleliśmy że coś się stało, ale okazało się, że to tylko podwieczorek. Przeszliśmy do grupy ludzi, która na nas najwyraźniej czekała.
C: A więc moi drodzy – zwróciła się do nas– To są [T.I], Mitchel, Clara, Max, Tom, Ryan, Sophia i Mary. – Wskazywała po kolei. Ja jednak zatrzymałem się na jednej osobie. Mianowicie na [T.I]. Była jakaś taka … Inna. Miała w sobie coś takiego … Coś czego szukałem od dawna a jeszcze nigdy u dziewczyny tego nie znalazłem. Niestety była już chyba zajęta. Z tego Mitchel’a to prawdziwy szczęściarz … Okazało się, że jest synem Margaret. Tak właśnie miała na imię ta kobieta. To jego właśnie miałem zastępować. Kiedy Margaret i Mitch wyjechali, [T.I] zaczęła oprowadzać mnie po ośrodku. Nie mogłem nic powiedzieć. Głos mi się po prostu zawiesił. Nie chciałem palnąć niczego głupiego, bo nie chciałem żeby pomyślała sobie o mnie jakiejś głupoty, ale kiedyś w końcu trzeba się odezwać, prawda ? Oczywiście wybrałem sobie taki moment, że hej ! Dzieliło nas może z jakieś 6 cm ? Mogę się założyć, że jak zwykle uśmiechałem się jak głupi do sera.
Z każdą minutą dziewczyna zaskakiwała mnie coraz bardziej … Nie wiem jak to możliwe, ale chyba się zakochałem . Wiem, że za krótko się znamy, ale ja … Ja to po prostu czuję.
Po kolacji dzieci miały jeszcze chwilę na zabawę na świeżym powietrzy, więc postanowiłem pójść na chwilę do chłopaków.
Z: O ! Kogóż ja tu widzę w naszych progach … Louis ? Czy to ty ? – zaczął żartować
L: Ha, Ha, Ha … Bardzo śmieszne …
H: Oj … Dajcie mu spokój. – Zaczął mnie bronić
L: Nie no … Teraz ja muszę … Harry ? Czy to ty ?
H: Tak, to ja i wiem też, że może cię to trochę zdziwić, bo to w zasadzie ja najbardziej wybijałem ci ten wyjazd z głowy, ale zobaczyłem dzisiaj, że naprawdę tego chciałeś, więc skoro to ma cię uszczęśliwić … Boże … Mówię jak bym był twoją dziewczyną …
Z,N,Li: Larry is real …
Na te słowa wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Ja i Harry … No co tu dużo o nas można mówić … Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi od samego początku i w zasadzie określenie Larry jest po części prawdziwe. Może nie tak bardzo jak niektórzy fani myślą , ale myślę, że na miano najlepszych przyjaciół też zasługuje .
N: Słuchaj Lou … Wpadnij jak już dzieciaki zasną. No przyjść i pogadać chyba ci wolno co nie ?
L: Tak. To mi akurat wolno. – Zaśmiałem się – Dobra. To ja lecę. Za jakieś 2 godziny będę, a jak nie to znaczy, że te małe piranie mnie zeżarły.
Kiedy wyszedłem od chłopaków poszedłem po dzieci z mojego kempingu. Kazałem im się umyć. Ja sam poszedłem do swojego pokoju i zacząłem się wypakowywać. Po półtorej godziny byli już gotowi do spania. Przeczytałem im jeszcze bajkę, a po 20 minutach sam poszedłem się umyć. Ubrałem piżamę i po cichu wyszedłem z domu. Do przyjaciół nie miałem daleko. Mieszkali naprzeciwko mnie. Myślałem czy by jeszcze nie wstąpić po [T.I], ale chyba jej nie było.
N: No nareszcie ! A już chcieliśmy ci pogrzeb załatwiać !
L: Nie … Jest w porządku. Piranie najadły się na kolacji. – Zaśmiałem się
Li: No to co robimy ?
H: Ja proponuję butelkę, bo mam kilka ciekawych wyzwań.
Z: Nie … Błagam … Tylko nie to … Ostatnio po grze w butelkę moje włosy aż płakały z cierpienia.
H: Zemsta za wieszak była słodka. – Oznajmił pocierając rękę o rękę … Tak … Oni i ich głupie zakłady. Po prostu są niemożliwi …
L: Nie no … Ja myślę, że to dobry pomysł .
H: WIDZISZ ZAYN ! Czterech na jednego … Przegrałeś !
Z: Najwyżej będę UFO … Trudno … - zaśmiał się
Usiedliśmy na podłodze, wzięliśmy jakąś butelkę i zaczęliśmy grę. Nie padło jeszcze żadne zadanie. Same pytania. Kiedy Harry zakręcił wypadło na mnie.
H: No to co wybierasz ?
L: Hmmm … ZADANIE !
Z: Lou nie ! Bo będziesz zielony ! Za dobrze znam Harry’ego ..
L: Trudno … Jak się bawić to się bawić …
H: I takie podejście mi się podoba … A skoro już mówimy o zabawie to … - zastanowił się chwilę – Masz uwieść, a później przespać się z kimś z kolonii.
L: Nie zrobię tego.
H: Sam chciałeś.
L: Ale jak ja to mam niby do cholery zrobić, skoro tu są same dzieci !  
H: A kadra ? Na przykład ta … jak jej tam było … O ! [T.I] ..
Na sam dźwięk jej imienia zakrztusiłem się powietrzem.
L: Nie Harry. Nie zrobię tego. To się nie uda …
H: Cykor … Boisz się … Mięczak … Strach cię obleciał … Szkoda ci jej … Albo chwila … Ty się w niej zabujałeś !
L: Dobra skończ już ! Zrobię to …
H: ON JĄ KOCHA ! JA NIE MOGĘ ! ALE TY NA SERYJNIE ?!
L: Nie ! Nikogo nie kocham. Zrobię to tylko dlatego, żebyś mi dał spokój. Kiedy ?
H: Masz tydzień …
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Liam wstał i je otworzył.
T: Cześć. Jest u was może Louis ? – usłyszałem charakterystyczny głos, na którego dźwięk od razu mnie paraliżowało. Szybko pobiegłem do przedpokoju – O widzę, że jesteś … Chyba zapomniałeś o czymś …
L: Ja ? O czym niby ?
T: Odprawa ?
L: Ach tak … Faktycznie. Przepraszam. - Mówiłem, jednocześnie łapiąc w biegu bluzę z wieszaka. Dołączyła do nas cała reszta.
H: O ! Cześć słodka !
T: Hej …
Za tą słodką miałem ochotę go zabić. Kiedy to zobaczył zaczął się śmiać.
H: No dobrze Louis … Przepraszam. Życzę wam udanej NOCY ! – krzyknął
L: Zamknij się … Nie zwracaj na niego uwagi. On taki jest. – Wytłumaczyłem dziewczynie na ucho, jednocześnie wyprowadzając ją na dwór.
T: Wiesz … Zdążyłam to zauważyć. – Zaśmiała się
L: Jeszcze raz przepraszam za tą odprawę.
T: Nie ma sprawy. Nic się nie stało. Ja też czasami zapominam. Wiesz … Zmęczenie robi swoje …
Na spotkaniu głównie omawialiśmy dzisiejszy i jutrzejszy dzień. Wydawało by się, że to nic takiego, ale jednak spotkanie się dłużyło i dłużyło … Była już 1 w nocy a ono nadal trwało. Poczułem, że ktoś bierze mnie pod rękę i się do mnie przytula. Była to [T.I]. Nie spodziewałbym się czegoś takiego z jej strony. Oczywiście nie miałem nic przeciwko. Objąłem ją ramieniem, a wtedy ona przytuliła się do mnie całego. Nie przypuszczałem, że ten moment nastąpi tak szybko.
Narada skończyła się o 2:30 nad ranem. Odprowadziłem jeszcze [T.I] do domu, pożegnałem się z nią, a po 15 minutach już spałem w swoim łóżku.  
-------------------------------------------------
Od razu tłumaczę o co chodzi we fragmencie:
Z: Nie … Błagam … Tylko nie to … Ostatnio po grze w butelkę moje włosy aż płakały z cierpienia.
H: Zemsta za wieszak była słodka.
Kiedy Harry wytatuował sobie wieszak, Zayn niedługo po tym zrobił pasemko (albo na odwrót ... btw.). Na FB, strony pisały posty pt.: A oni co ... Jakieś zakłady, czy jak ? itp., dlatego postanowiłam to wykorzystać.
Jest to partowiec. Linki do reszty części podam na dole.
Był on pisany daaaaaaaaawno temu. Jakoś rok minie za niedługo. Wtedy nie byłam doświadczona w pisaniu tak jak mniej więcej teraz, przez co jest on trochę nudno opisany.
Na przykład ta część to jakaś masakra. W kolejnych jest trochę lepiej.
Kolejna sprawa ... Jest on MASAKRYCZNIE długi ... Ma 4 części :/ (na początku były 3, ale czytelnicy nie pozwolili mi na takie zakończenie + wpadłam na nowy pomysł zakończenia, więc takim oto sposobem powstała część 4) Ostatnia była pisana niedawno, więc będzie chyba trochę lepiej ujęta/opisana ...
Jedno jest pewne. MAM NAPISANE O WIELE LEPSZE PRACE ....

Teraz sprawa do M. Knowles ... Miałam pisać dla ciebie imagina ... Napiszę go. Przepraszam za zwłokę. Co prawda mam czas do 18.05. Chciałam żeby to był mój dzisiejszy post, ale nie wyszło ;(  Jednak obiecuję ci, że czy mi się to podoba, czy też nie, napiszę go ... Całuję + nie gniewaj się na mnie :)
Do napisania :)

Part 2
Part 3
Part 4









  

piątek, 10 maja 2013

Four Hundred Sixty-Two

Pomysł - Madeleine
Piosenka
- [T.I], tak będzie lepiej...
- Chyba dla was! Pomyśleliście, jak ja się czuję? Wracam do domu po tygodniu, a wy mi mówicie, że się rozwodzicie? Dziękuję wam. Dziękuję za zniszczone dzieciństwo. Nienawidzę was - huknęłaś, po czym wybiegłaś z pokoju dziennego. Mocno trzasnęłaś drzwiami, słysząc jak rodzice Cię wołają. Dopiero wróciłaś z obozu. Twoi rodzice powiedzieli, że już się nie kochają i niestety muszą się rozstać. Czujesz się temu winna. To Ty uciekałaś, sprawiając tym samym kłótnie rodziców o to, że są nieodpowiedzialni. To Ty wywoływałaś wiele awantur w szkole, przez co musieli przyjeżdżać do szkoły, co wiązało się z kłótnią. Byłaś rozdarta. Z jednej strony ich kochałaś i nie chciałaś ich rozwodu. Natomiast z drugiej, nienawidziłaś. Chciałaś się wymknąć, zabawić, zapomnieć o wszystkim. Przypomniałaś sobie o balu maskowym. Organizowany był w Hyde Park, w centrum Londynu. Twoja przyjaciółka namawiała Cię na to, ale jej nie ulegałaś. Aż do tamtej chwili. Szybko chwyciłaś telefon i wykręciłaś do niej numer.
- [I.T.P], ubieraj się, idziemy się zabawić. Za pół godziny u mnie - powiedziałaś, nie dając jej dojść do słowa. Rozłączyłaś się i podbiegłaś do szafy. Szybko wyciągnęłaś błękitną, krótką sukienkę, szpilki Twojej mamy oraz maskę. Razem z zestawem poszłaś do łazienki. Opłukałaś twarz zimną wodą, po to, aby zacząć ją malować. Nałożyłaś podkład, puder i szminkę. Oczy zostawiłaś w spokoju - przecież i tak będziesz miała maskę...
~*~*~*~
Na balu była wspaniała atmosfera. Spodziewałaś się szybkich piosenek, lecz tam były powolne. Jednak odpowiadało Ci to. Mogłaś wszystko przemyśleć, cichutko popłakać. Tak, to łez potrzebowałaś najbardziej, one dawały Ci upust emocjonalny. Do tego piękne światła i drzewa w Hyde Parku... Twoja przyjaciółka zniknęła. Pewnie bawiła się, zawsze stawiałyście balowanie na pierwszym miejscu. Lecz tamtego wieczoru było inaczej - magicznie. Czułaś potrzebę spokoju, tamtym razem siedziałaś cichutko na ławeczce i pochlipywałaś. Nagle poczułaś męskie perfumy. Charakterystyczne, jednak dla Ciebie nie znane. Przekręciłaś głowę na bok i zauważyłaś chłopaka. Miał on na sobie czarny garnitur oraz kwiatka w kieszonce. Było widać, że strój był za duży. Rękawy opadały mu ponad dłonie. Na nogach miał dziurawe trampki. Pomimo, że były strasznie nie dopasowane, według Ciebie wyglądał cudnie. Na jego twarzy była maska. Żałowałaś tego, ponieważ chciałaś ujrzeć jego twarz. W półmroku dostrzegłaś jego czekoladowe oczy. Niewyraźnie, lecz ujrzałaś. Chłopak również spojrzał się na Ciebie, mimowolnie na Twojej twarzy pojawił się uśmiech. Przywitaliście się, brązowooki podał rękę, a Twoją musnął ustami. Poczułaś motylki w brzuchu, czyżbyś zakochała się w nieznajomym chłopaku w garniturze?
- Cześć, jestem Zayn - odezwał się.
- Cześć, ja [T.I] - powiedziałaś nieśmiało.
- Dlaczego płaczesz? Słyszałem cię nawet pod tamtym drzewem. - Chłopak wskazał palcem na piękną roślinę.
- Długa historia.
- Mam czas, zatańczysz? - Przytaknęłaś i po chwili bujałaś się w objęciach chłopaka do rytmu piosenki. - Opowiesz mi coś o sobie?
- Tylko co? Nie mam ciekawego życia. Od małego byłam pod opieką cioci, bo rodzice od rana do wieczora pracowali, a noce zarywali na imprezach. Miałam ich tylko na godzinę przed pracą. Ciocia umarła, miałam szesnaście lat, praktycznie cały czas byłam w domu i opłakiwałam stratę najważniejszej dla mnie osoby. Dużo wagarowałam, uciekałam, sprawiałam problemy w szkole, a przed chwilą dowiedziałam się, że moi rodzice się rozwodzą. Taki mój życiorys w pigułce. Twoja kolej - wydyszałaś zmęczona. Dlaczego? Ponieważ mówiłaś to, jak maszyna do pisania. Chłopak ledwo Cię zrozumiał.
- No więc mamy podobnie - westchnął. - Rodzice alkoholicy, trzy siostry, cały dom na mojej głowie, zero pieniędzy i garnitur od wujka, który waży sto dwadzieścia kilogramów. Dorabiam czasami na ulicy śpiewając. Szkołę opuściłem po trzeciej gimnazjum, a raz zostałem z niej wyrzucony za bójki. Odkładam pieniądze na tatuaże, tyle.
- Bad Boy?
- Po prostu fan tatuaży i piercingu.
- Witaj w klubie. Masz już jakieś? - zapytałaś. Czułaś, że Zayn jako jedyny Cię zrozumie. Nawet [I.T.P] uważała, że to chore pomysły.
- Nie, brak funduszy. Ale planuję rękaw na przedramieniu i kolczyki w uchu. Ewentualnie parę rysunków na klatce piersiowej. A ty?
- Mam. Planuję więcej. - Pokazałaś chłopakowi znak nieskończoności na nadgarstku i jaskółki na karku. Zayn był pod wrażeniem. - Mam też kolczyk w pępku, ale go nie pokażę. - Cicho się zaśmiałaś wraz z chłopakiem. Zmieniliście temat, zaczęliście rozmawiać o piłce. Tak ja Ty był za FC Barceloną. Obydwoje ani razu nie wspomnieliście o sprawach rodzinnych, nie mieliście najmniejszej ochoty na opowiadanie o tym. Te tematy za bardzo was bolały.
Mijały minuty, może nawet godziny, jednak wy nadal rozmawialiście i tańczyliście w rytm piosenki. Nie mogłaś oderwać wzroku od jego oczu i ust - tylko tyle widziałaś, ponieważ reszta była przykryta tymi cholernymi maskami... Ale nie ściągnęliście ich ani razu. Chcieliście się polubić za wygląd wewnętrzny, nie zewnętrzny. Na ujawnienie twarzy przyjdzie jeszcze czas...
- A miałaś kiedyś chłopaka? - zapytał.
- Miałam, paru. Jednak nigdy nie było to nic poważnego, nawet się nie całowałam. Więc wiesz jak było... Rączka i para na pokaz. Teraz jak na to patrzę, to się trochę wstydzę, ponieważ po prostu chciałam się przypodobać środowisku. A ty?
- Nie, nie miałem chłopaka - powiedział, na co zaczęłaś się śmiać. - Miałem dziewczynę, *Perrie, ale zdradzała mnie. Po jakimś czasie zorientowałem się, że tylko się mną bawiła. Zakończyłem ten chory związek. Teraz siedzi z dwójką dzieci.
- Twoimi?
- Hahaha, nie! - wykrzyknął. - My ani razu nie byliśmy w łóżku. Wiedziałem, że to nie jest ta jedyna... Cały czas na nią czekam, ale myślę, że już ją znalazłem. - Poczułaś ukłucie w sercu. Nie potrzebnie robiłaś sobie nadzieję, skoro on kocha inną... Ale nie wiedziałaś jednego. To TY byłaś dla niego tą jedyną. Zayn, tak jak Ty, doświadczył miłości od pierwszego wejrzenia. Chciałaś już odchodzić, jednak chłopak przyciągnął Cię bardziej do siebie, po czym złączył wasze usta. Na początku byłaś zdziwiona i miło zaskoczona, jednak później oddałaś pocałunek. Wasze języki wiły się w rytm piosenki, a Ty czułaś szczęście. W końcu. Nareszcie. Nareszcie byłaś zdolna się uśmiechnąć. Po pewnym czasie oderwaliście się od siebie. Patrzyłaś w jego maskę, pragnąc, aby ją zdjął. Nagle na niebie zabrzmiały pioruny. Krople zaczęły moczyć wasze ubrania, natomiast błyskawica sprawiła pożar. Szybko pobiegłaś do swojego samochodu i wraz z [I.T.P] odjechałaś. Gdy weszłaś do domu, rozpłakałaś się. Nie wiedziałaś kim był Zayn, gdzie mieszka, jak ma na nazwisko, nic nie wiedziałaś oprócz jego imienia...
Minęły dwa miesiące. Twoi rodzice byli już po rozwodzie, a po brązowookim chłopaku ani śladu... Jedyne co po sobie zostawił, to wspomnienia i dziura w sercu. Skończyłaś pisać notkę w pamiętniku, który zaczęłaś pisać po tym feralnym wydarzeniu... Dzisiejsza pogoda była piękna, słoneczna. Jednak dla Ciebie to był kolejny, szary dzień bez Zayn'a. Całkowicie odizolowałaś się od świata, nie rozmawiasz z mamą, z którą zamieszkałaś. Jedyne co masz to pamiętnik, wspomnienia i listę dołujących piosenek. [I.T.P] zostawiła Cię. Uznała, że za bardzo się zmieniłaś i cały czas wspominasz chłopaka. Powiedziała, że wasza przyjaźń nie miała już sensu. Cicho westchnęłaś i sięgnęłaś po portfel. Potrzebowałaś trochę cukru, a znając Twoją mamę nie kupiła jej, pomimo, że wiele razy jej o tym przypominałaś. Zarzuciłaś na siebie bluzę i ubrałaś vansy. Wybiegłaś z domu nic nie mówiąc rodzicielce. I tak by się nie zorientowała. Przeszłaś przez światła i minęłaś zatłoczone alejki Londynu. Weszłaś do sklepu i chwyciłaś czekoladę. Stałaś w dwumetrowej kolejce. Nic dziwnego, skoro przecenili mięso muszą być tłumy. Poczułaś nagle zapach. Zawsze i wszędzie byś go rozpoznała. Charakterystyczny, już dla Ciebie znany, najważniejszy na świecie.
- Zayn...? - mruknęłaś pod nosem. Chłopak się odwrócił. Tak, to te czekoladowe oczy... Zobaczyłaś jego twarz. Idealny charakter, przystojny, chłopak ideał. Byłaś pewna, że to on.
- [T.I]... Dwa miesiące... - odpowiedział po chwili ciszy. Potem tylko poczułaś smak jego ust i dłonie na Twojej talii. W końcu go znalazłaś... W końcu odnalazłaś swoje szczęście.

*Bardzo lubię (ba, kocham) Perrie, ale tutaj przedstawiłam ją jako tą złą. NOH8, ja ją uwielbiam, to tylko na potrzeby imaginu :))
Wybacz Madeleine, że musiałaś tyle czekać, jednak nauka pochłania mój cały czas, a do tego jeszcze mój własny blog z opowiadaniem. Zaczęłam pisać dzisiaj na telefonie na niemieckim, więc jakoś poszło :D Mam nadzieję, że się spodobał :))
Imagin dedykowany Tobie, Madeleine, oraz Olivii, mojemu kochanemu ziemniakowi, który ma jutro urodziny! Najlepszego kochana, stara dupo! <3
Teraz prośba do was! Czy moglibyście mi wygrać konkurs? :)) https://twitter.com/Pataaaa99/status/331821373532020736 <- Wystarczy kliknąć RT, nic więcej :)) Za każdy głos dziękuję! Możecie nawet do mnie napisać, zrobię wam shoutout lub ocenię profil :)) To na tyle, paa <3

Four Hundred Sixty-One

[I.T.S]-imię twojej siostry. 


-Ciociu...ciociu-rozchyliłam zaspane oczy i w ciemności spotkałam błękitne oczka mojego siostrzeńca-boję się spać sam,mogę z Tobą ?-spojrzał na wolne miejsce koło mnie.
Z delikatnym uśmiechem odchyliłam kołdrę by malec mógł wspiąć się na łóżku i wygodnie się położyć.
Moja nieodpowiedzialna siostra już któryś raz w miesiącu zostawia u mnie malca by wyjść ze znajomymi się zabawić, oczywiście tylko wtedy kiedy jej narzeczonego a ojca James'a nie ma w domu.
-Ciociu przytulisz ?-zaszczebiotał pięciolatek.
Przysunęłam się do niego i mocno przytuliłam. Swoje zimnie stópki wplątał w moje. Kochałam tego brzdąca.
-Mamusia chyba mnie nie kocha-malec odwrócił się twarzą do mnie.
-Kocha Cię-zgarnęłam jego grzywkę z oczu.
Był tak podobny do swojego ojca. Cały Liam.
-To by ze mną była-pociągnął noskiem-tęsknie za tatą.
-Skarbie tata wróci niedługo-pocałowałam go w czółko-idź spać, dobrze ?
-Szkoda ciociu,że ty nie jesteś moją mamusią-mocniej przylgnął do mnie swoim ciałem-dobranoc.
Moja siostra powinna być z siebie dumna. Ona chyba nie dorosła do roli matki, choć była ode mnie starsza. Przytuliłam się do drobnego ciałka James;a i sama poszłam w jego ślad z powrotem zapadając w sen.

~*~

-Ty chyba oszalałaś, nie oddam Ci go.
-To mój syn-jęknęła zataczając kółko w moim salonie.
-A mój siostrzeniec, syn mojego przyjaciela i niestety nieodpowiedzialnej siostry.
-Chce go zabrać do domu.
-Nigdzie go nie zabierzesz, za dwa dni przyjedzie po niego Liam a ty idź do siebie trzeźwieć,żebyś miała siłę wieczorem na kolejną imprezę-fuknęłam w jej stronę.
-Pożałujesz tego gówniaro-syknęła w moją stronę i wyszła trzaskając drzwiami.
Wróciłam do salonu w którym James na puchatym dywanie bawił się swoimi wyścigówkami.  Mały był taki rozkoszny, słodko marszczył brwi kiedy coś nie wychodziło po jego myśli. Na całe szczęście był podobny do swojego ojca, i z wyglądu jak i z charakteru.
-Mama mnie nie chce ?-podniósł głowę znad zabawek kiedy zorientował się,że na niego patrzę.
-Mama Cię kocha-podeszłam do niego i ucałowałam wierzch jego dłoni-ale chyba nie masz nic przeciwko spędzania czasu ze mną ?-podejrzliwie na niego spojrzałam.
-Kocham Cię ciociu-szepnął malec i wtulił się w zagłębienie między moją szyją.
-Ja Ciebie też brzdącu-zaśmiałam się i pocałowałam go w czubek głowy.

~*~

-Tata !-zawołał wesoło malec rzucając samochodem o panele i podbiegając do Liam'a.
Payne wziął go na rękę i okręcił dookoła,całując przy tym w policzki małego. Łza szczęścia zakręciła mi się w oku kiedy tak patrzyłam na jego przywitanie z synem. Liam to wspaniały facet i odpowiedni kandydat na męża. Szkoda,że moje siostra nie doceniała skarbu jaki miała.
-Chodź pozbieramy rzeczy i uciekamy od cioci-zaśmiał się brunet.
-Nawet mi się nie ważcie-pogroziłam im palcem-zapraszam na ciastko.
Liam odstawił go na ziemię i ramię w ramię ze mną ruszył do kuchni. Oparł się o szafki w kuchni i przyglądał jak każdemu z osobna szykuję kawałek sernika kupionego w pobliskiej cukierni z sosem czekoladowym i gałką lodów waniliowych.
-Dziękuję-szepnął,nieśmiało się przy tym uśmiechając-gdyby nie Ty, jestem Twoim dłużnikiem [T.I].
-Przestań-położyłam dłoń na jego ramieniu-jesteśmy prawie rodziną-uśmiechnęłam się do niego.
-Wiem-przyciągnął mnie do siebie i przytulił-szkoda,że to nie Ty jesteś matką mojego dziecka-szepnął-jesteś ideałem kobiety, miła, urocza, opiekuńcza a zarazem diabelsko pociągająca.
-Liam-szepnęłam wpatrując się w jego oczy-co to ma znaczyć ?
-Szkoda,że To nie Ciebie pokochałem jako pierwszą-westchnął i wyszedł do salonu do syna.

~*~

-Często Ci go tak podrzucała ?-spytał się Liam obserwując James'a bawiącego się na placu zabaw w parku.
Od godziny siedzieliśmy na ławce tak jak to robiliśmy wieki temu i rozmawialiśmy. Jak starzy przyjaciele. O problemach, smutkach oraz o naszych radościach.
-Zawsze jak wyjeżdżałeś w trasę.
-Tak mi głupio, nie wiedziałem-szepnął.
-To jej powinno być głupio-złapałam go za dłoń.
-Gdybym wiedział, nie wylatywałbym tylko byłbym na miejscu w Londynie.
-Ona nie dorosła do roli matki. Jest starsza ode mnie a zachowuje się jak nastolatka której w głowie tylko imprezy.
-Jesteś taka dojrzała [T.I]. Szkoda,że Twoja siostra taka nie jest i już nie będzie.
-Czemu ?
-To już nie jest ta sama osoba-szepnął.
W ramach pocieszenie mocniej ścisnęłam jego dłoń a on splótł nasze palce. Od razu na mój uśmiech wkradł się uśmiech.
-Tak bardzo Cię potrzebuję-spojrzał na mnie a  w jego oczach zalśniło pożądanie.

~*~

-Od jak długo ją pieprzysz ?-wrzasnęła moja siostra do Liam'a mierząc naszą dwójkę wzrokiem.
-Wystarczająco długo,żeby wiedzieć,że jest kimś dla mnie ważnym-odpysknął się jej chłopak.
Stałam i wpatrywałam się w kłócąc się parę jak oszołomiona. Skąd ona się dowiedziała,że my...
-A ja ?-pokazała na siebie-jestem matką Twojego dziecka.
-Ciszej bo go obudzisz-upomniałam ją zabierając pierwszy raz głos od jej pojawienia się w moim mieszkaniu.
-Zamknij się szmato-syknęła w moją stronę-pogadamy później. To mnie powinieneś wielbić i kochać.
-Już dawno Cię nie kocham-odparł bez uczucia Liam przyciągając mnie do siebie-już od dawna między nami nic nie ma.
-A dziecko ?
-Oczywiście będziesz mogła odwiedzać małego, nie zabronię mu kontaktu z matką.
-Nie odbierzesz mi dziecka !-krzyknęła wyprowadzona z równowagi.
-Nie muszę,sama mi go oddałaś.
-Jeszcze,zobaczymy-syknęła kierując się do wyjścia-pożałujecie tego-wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami.
Liam podszedł do mnie i położył dłonie na moich biodrach. Nasze czoła stykały się ze sobą. Na szyi czułam jego gorący oddech.
-Przeprasza  za to.
-Nie musisz-uśmiechnęłam się gładząc jego policzek na którym znajdował się kilkudniowy zarost.
-[T.I]-mruknął-Kocham Cię.
 Moje serce stanęło ze szczęścia a w brzuchu zatrzepotało skrzydełkami tysiące motyli.
-Ja Ciebie też Liam-skradłam mu pocałunek i poszłam sprawdzić czy James śpi.

~*~

-Na mocy prawa orzekam: Nieletni James Liam Payne syn Liam i [I.T.S] będzie pod stałą opieką ojca.-słuchając wyroku sądu trzymałam Liam'a za rękę dodając mu tym samym otuchy. Moja siostra siedziała naprzeciwko w nas ze swoim pełnomocnikiem i rzucała w nas piorunami-matka będzie mogła odwiedzać syna po ówczesnym ustaleniu wszystkiego z ojcem. Na dzisiaj to koniec, dziękuję państwu.
Po odsłuchaniu wyroku na twarzy Liam'a pojawił się uśmiech zwycięstwa.
-Nie mogło być inaczej-przyciągnął mnie do siebie kiedy wyszliśmy z sali rozpraw i pożegnaliśmy się z naszym adwokatem.
-Przecież Ci mówiłam-pocałowałam go w nos na co ten się zaśmiał.
-Gratuluje-koło nas zmaterializowała się [I.T.S]-zniszczyłaś mi rodzinę-spojrzała na mnie wzrokiem przepełnionym złością.
-Sama ją sobie zepsułaś. Nie doceniałaś tego co masz więc ja to doceniłam-spojrzałam na bruneta stojącego
 za mną.
-Nie jesteś już moją siostrą-szepnęła i opuściła gmach sądu.
Spojrzałam na uśmiechniętego Liam'a. James zostaje z nami. Na zawsze i na wieczność.
-Teraz jesteśmy rodziną-zaśmiał się brunet muskając moje usta-jedną wielką rodziną.
Zaśmiałam się pod nosem. Ma rację, jesteśmy rodziną. Silną rodziną którą łączą nierozerwalne więzi.
-A więc chodźmy po członka naszej rodziny-zaśmiałam się ciągnąc go za rękę.
Ona nie doceniła, ja zyskałam. Tak to jest jak nie potrafi się odnaleźć szczęścia i miłości.

Szału nie ma, dupy nie urywa a staniki nie latają ;D Fabuła jednego z moich ostatnich snów,według mnie jest taki inny...

Co do imagina z Zayne'm, nie mogę napisać partowca, ale..ale postaram się coś wymyślić.  

Ps. Przepraszam za błędy. :* 

czwartek, 9 maja 2013

Four Hundred Sixty

*You ain’t gotta worry it’s an open invitation
I’ll be sittin’ right here real patient
All day all night I’ll be waitin’ standby
Can’t stop because I love it, hate the way I love you
All day all night maybe I’m addicted for life, no lie.


- Nienawidzę Cię! - Krzyknęłam na chłopaka - zniszczyłeś mi życie, rozumiesz? Nie rozumiem jak mogłam być taka naiwna i zakochać w kimś takim - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Ale, [T.I], ja Cię kocham... - spuścił głowę.
- Nie wierzę Ci. Po prostu... nie wierzę.
- [T.I] - szepnął - pozwól mi to wytłumaczyć.
- Czy kochałeś mnie, podczas tego jak zabawiałeś się z Perrie? Czy kochałeś mnie, gdy szeptałeś do jej ucha czułe słówka? Czy kochałeś mnie, wtedy, kiedy z nią przebywałeś? - złapałam jego podbródek w taki sposób, by popatrzył prosto w moje oczy - odpowiedz na pytanie - rozkazałam - kochałeś mnie wtedy? - Jedyne co dostałam jako odpowiedź to spuszczony wzrok - tak myślałam. Myślę, że to tyle w tym temacie. Żegnam.

I’m not too shy to show I love you, I got no regrets.
I love you much to, much to hide you, this love ain’t finished yet.
This love ain’t finished yet…
So baby whenever you’re ready…


Kolejne łzy wypłakiwane w poduszkę. Kolejny potok tego, czego od tak dawna nienawidzę. Nie znoszę płakać, ponieważ chcąc nie chcąc właśnie w taki sposób okazuję swoją słabość. Ale to przez niego. Naprawdę go pokochałam. Naprawdę chciałam spędzić z nim resztę życia. Był czymś w rodzaju tlenu. Potrzebowałam go, by żyć, by oddychać. Ale teraz - gdy go zabrakło - umieram. Oczywiście jest to pojęcie bardziej względne, a nie prawdziwe, ponieważ jak widać nadal żyję, choć moje serce i dusza już dawno umarło. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Szepnęłam cicho 'proszę', a gdy się otworzyły zobaczyłam w nich swojego jak i Jego przyjaciela - Liama. Podszedł do mnie i mocno mnie do siebie przytulił. Tego właśnie potrzebowałam.

- Wypłacz się - wyszeptał mi do ucha - wiem co przeżywasz. Rozumiem Twój ból.
- Liam... to tak strasznie boli - jeszcze mocniej się w niego wtuliłam i kolejny już raz wybuchłam niepohamowanym płaczem - czemu mi to zrobił? Czemu zabawił się moim kosztem? Dlaczego, nie powiedział, że po prostu ją kocha? Dlaczego dawał mi nadzieję, wiedząc, że nie będzie w stanie mnie pokochać, obdarzyć taką miłością, jak ja jego? Powiedz mi, dlaczego?
- Ponieważ, do tej pory wierzył, że Cię kocha. Rozmawiał ze mną ostatnio - spojrzałam na Liama - było mu źle, z tym, że Cię oszukuję, ale nie potrafił Cię zranić, nie chciał tego. On naprawdę Cię kocha, ale nie tak... nie tak, jak kogoś z kim miałby iść przez życie. Powiedział mi, że chciałby tylko przyjaźni.
- Przyjaźni... - prychnęłam - wątpię, czy to jeszcze możliwe.
- Posłuchaj mnie - brunet złapał mój podbródek w dłonie i spojrzał w moje oczy pełne łez - wszystko jest możliwe. Wszystko, bez wyjątku. Wystarczy, że tego chcesz, że obie strony tego chcą. Będzie Ci trudno, to jasne, ale przetrwasz. Pamiętaj, że choćby nie wiem co zawsze będę obok i będę Cię wspierać, tak jak Ty to robiłaś, gdy podczas mojego kryzysu z Danielle.
- Dziękuję, Li - mocno go przytuliłam. Jego perfumy... były ukojeniem dla mojego nosa, a jego głos, dla moich uszu.

**Don't even know when,  
I could get addicted to his voice,
from his sight,
from his smile filled with true happiness.
Just like that ... I loved him with all your heart.


Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Wszystko - bez wyjątku. Z Liamem spędzałam każdy wolny czas. Pocieszał mnie jak nigdy. Z początku wydawało mi się, że stałam się dla niego kimś więcej niż przyjaciółką, aczkolwiek nie chciałam tego dopuścić do myśli. Za bardzo mi zależało na tej przyjaźni, by tak po prostu ją zniszczyć. Któregoś dnia przyszedł do mnie, bardziej zdenerwowany niż zwykle. Podszedł do mnie i czule mnie przytulił. Staliśmy ta w objęciach kilka, może kilkanaście minut. Po czym spojrzał na mnie i rozpłakał się. Rozpłakał jak dziecko. A ja nie wiedziałam, co mam w tamtej chwili zrobić.  Po prostu odwzajemniłam jego uścisk i wciągnęłam zapach jego perfum.

- Liam, co się stało? - Zapytałam chłopaka marszcząc brwi.
- ***Danielle... ona jest w ciąży - pomyślałam, że to absurd, by z takiego powodu płakał, bo chyba powinien się cieszyć, że będzie ojcem z osobą, którą jak mam nadzieję, kocha? - Ale to... to nie moje dziecko.
- CO? - Rozszerzyłam szeroko oczy nie wiedząc co mu teraz odpowiedzieć - mój Boże, Liam! - Mocno przytuliłam chłopaka, by wesprzeć go w jakiś choćby minimalny sposób - tak mi przykro.
- Zdradziła mnie... - powtarzał w kółko -... zdradziła mnie. Zdradziła mnie. Zdradziła mnie.
- Liam, Liaś, Liamku - próbowałam go jakoś ogarnąć, bo wydawał się być jak w transie - nie martw się. Nie pokazuj słabości. Rozumiesz? Pokaż, że jesteś silny. Zachowaj się, tak, jak na mężczyznę przystało. Zajmij się Danielle i maleństwem, gdy się urodzi. Jesteście dla siebie stworzeni, wiesz? - Chłopak zamknął na chwilę oczy, zacisnął pięści, po czym z powrotem otworzył swoje piękne oczy. Złapał mój podbródek w obie dłonie i po chwili poczułam jego usta na swoich. Całował tak czule, tak wspaniale, tak... przyjemnie. Nie chciałam tego kończyć, a mimo to ktoś musiał to przerwać. Oderwałam się od chłopaka, słysząc swój i jego przyśpieszony oddech.
- Przepraszam... - wyszeptał, po czym napięcie się odwrócił i wyszedł z pokoju, a potem z domu.

It was then that I felt that I loved him,
Then I felt that I had to live for.
After just one kiss,
one touch of his lips,
I fell in love with someone again.


- Czemu uciekasz? Czemu się bronisz przed prawdziwą miłością? Dlaczego kolejny raz, ktoś daję mi nadzieję, a potem tak po prostu odchodzi, co? - Zapytałam bruneta, który właśnie na rękach miał tygodniowe maleństwo, którego niedługo nazwiskiem będzie Payne. 

Minął już prawie rok, mój kontakt z Liamem był sporadyczny. Dlatego, że od czasu pocałunku starałam się go unikać, a on mnie. Ale teraz wiedziałam, że to z nim pragnę być do końca życia. Danielle odeszła zostawiając go samego z dzieckiem. Nie radziła sobie będąc matką małego dziecka, bo jakby nie patrzeć sama aż tak bardzo dorosła to ona nie była, skoro zostawiła tak wspaniałego chłopaka. 

- Nic nie rozumiesz - westchnął - wejdź, to pogadamy - wpuścił mnie.
- Ja doskonale rozumiem. Boisz się - odparłam - boisz się, że albo ktoś Cię skrzywdzi, albo Ty skrzywdzisz kogoś. Myślisz, że tego nie znam? Od tego pocałunku moje życie obróciło się o kolejny 180 stopni. Przez Ciebie. Bo Cię pokochałam, a nie mogliśmy być razem. 
- Pokochałaś mnie? Ale... jak to?
- Dzięki Tobie stałam się normalniejsza, po zakończeniu związku z Zaynem. Po tym, jak mnie oszukiwał, byłam nie do wytrzymania. Ty jako jedyny cierpliwie przy mnie byłeś i wspierałeś mnie w trudnych momentach. Wiem, że dobrze Ci poradziłam, żebyś wrócił do Dan i zaopiekował się maleństwem, ale teraz tego cholernie żałuję, bo przez to straciłam szansę na bycie szczęśliwą. Z Tobą. Jeśli zechcesz, to mogę wyjść i na zawsze zniknąć z Twojego życia, ale najpierw powiem Ci dwa słowa. Kocham Cię - musnęłam jego usta i już miałam zamiar wychodzić, gdy usłyszałam jego głos.
- Nie odchodź. Tyle czasu czekałem, by usłyszeć to od Ciebie. Teraz, gdy moje marzenie się spełniło, nie chcę być odeszła. Nie chcę kolejny raz Cię stracić - zbliżył się i ujął mój podbródek w jedną dłoń, po czym delikatnie musnął moje usta - też Cię kocham.

A ja poczułam, że od teraz nareszcie mogę być szczęśliwa.

___________________________________________________________
*Selena Gomez - Come & get it
** Tekst, który wymyśliłam na potrzeby imagina
*** Lubię Danielle, nic do niej nie mam. Było to potrzebne do imagina.
No hello!
I jak tam wam mija czwartek? Zaszczyciłam was imaginem, który na lekcji geografii przyszedł mi do głowy.
Jak wam się on podoba?
Proszę o szczere opinie na jego temat
Zapraszam was jeszcze na kilka blogów <1> (nowy blog, o miłości, która nie ma prawa istnieć) <2> (blog o Zaynie, wcześniej reklamowałam)  <3> (w tym potrzebujemy z koleżanką jednej dziewczyny do jednej z bohaterek, także zgłaszajcie się do 'konkursu' bo być może byście z nami pisały bloga) prosze o komentarze i do napisania...
Martyna

środa, 8 maja 2013

Four Hundred Fifty - Nine

Pomysł @DancingAjkaF

Imagin zawiera treści nieprzeznaczone dla osób niepełnoletnich. Czytasz na własną odpowiedzialność. Nie chcesz, nie czytasz.
#NOH8 

Co myślisz gdy słyszysz słowa mój pierwszy raz ? Zapewne coś cudownego, pięknego i przyjemnego. Coś co przeżywa się tylko raz z tym jedynym.
Kiedy przyjaciółki opowiadały mi o swoim pierwszym stosunku, brzmiało to wprost idealnie. Zero bólu, czysta przyjemność.
Niestety nie zawsze tak to wygląda ...

- A to w jaki sposób się ze mną obchodził ... Prawdziwy mężczyzna ... - westchnęła Catlin
- Zrobiliście to od razu ?
- No coś ty ?! - skarciła Sarę - Na początku poszliśmy na taki mały spacer po parku. Taki wiesz ... Full romantic. Później poszliśmy do mnie, napiliśmy się trochę wina i na końcu same wiecie ...
- Mam tylko nadzieję, że się zabezpieczyliście ...
- Jakaś ty głupia Sara. Na pewno trzeba mi teraz dzieciaka. Właśnie [T.I] ... Jak tam nasz przystojniaczek Harry ?
- W porządku ... - oznajmiłam krótko, wpatrując się w podłogę
- Myśleliście już o czymś poważniejszym niż tylko całuski i takie tam ?
- Nie rozmawialiśmy jeszcze o sprawach aż tak intymnych ..
- No to może weź w końcu wyjdź z inicjatywą, bo ci ucieknie ... - wtrąciła Cat
- A ja go chętnie przygarnę. - Dodała Sara, po czym razem z drugą donośnie się zaśmiała
- Zamknij się ... - wycedziłam przez zęby, po czym zeskoczyłam z parapetu. Podniosłam torbę z ziemi i zarzuciłam na ramię.
- Oj [T.I] ... Nie bądź zazdrosna. Wiedz tylko, że każdy chłopak ma swoje potrzeby, które chcesz, czy też nie, ktoś musi zaspokoić. O ... O wilku mowa. - Rzuciła zalotnie, widząc chłopaka, który właśnie całował mój policzek.
- Pozwolicie, że już porwę moją dziewczynę. Też chciałbym z nią spędzić trochę piątku ...
- Jasne. Tylko wykorzystajcie ten czas dobrze. Z tego co wiem, to jej rodzice wyjechali na cały weekend ...
- Co ? - zapytał lekko zdezorientowany
- Chodź już. - Rozkazałam. Następnie chwyciłam go mocno za rękę i ruszyłam w stronę wyjścia. Opuszczając budynek szkoły poczułam ulgę. I to wielką.
- Nadal nie potrafię zrozumieć dlaczego się z nimi zadajesz ... - zaczął, oplatając moją małą dłoń swoimi długimi palcami - Mają 18 lat, a wyglądają co najmniej na 26. Przespały się już chyba z całą męską częścią naszego liceum, a ty ? Nie nakładasz tony makijażu, jesteś miła i sympatyczna, jesteś ....
- Inna. - Wtrąciłam
- To czyni cię wyjątkową. Nie rozumiem dlaczego nie chcesz w to uwierzyć ...
- Bo to nieprawda. Wszyscy jesteśmy tacy sami.
- Po prostu nie chcę żebyś się stała taka jak one ... - wyszeptał, mocniej ściskając moją dłoń.
Między nami zapanowała niezręczna cisza. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Jednak w pewnym momencie nasunęło mi się na myśl pewne pytanie.
- Harry ... Czy ... Czy tobie zależy tylko na seksie ?
- Słucham ? - zapytał nie za bardzo wiedząc co odpowiedzieć
- Jeżeli bym ci powiedziała, że na razie nie chcę robić ... Tego ... Zostawiłbyś mnie ?
- [T.I], posłuchaj. - Zaczął, tym samym stając przede mną - Ja kocham cię do szaleństwa. Nie widzę świata poza tobą. Niektórzy zaczynają to już uważać za chore, jednak ja nie zwracam na to uwagi. Nie chodzi mi o seks. Nie jest to dla mnie priorytetem w związku. Skąd w ogóle ten pomysł, że mógłbym cię z tego powodu zostawić ? - zapytał, delikatnie gładząc mnie po policzku
- Sara i Catlin powiedziały, że powinnam wyjść w końcu z inicjatywą, bo każdy chłopak ma swoje potrzeby, które ktoś musi zaspokajać ..
- I właśnie dlatego nie chcę, żebyś się z nimi zadawała ... Robią ci wodę z mózgu, a ty wierzysz w każde ich słowo. One są chore przez duże 'Ch' ...
- Tak myślisz ? - zaśmiałam się
- Ja to wiem. - Uśmiechnął się, następnie czule mnie całując - Twoi rodzice na serio wyjechali ? - zapytał, tym samym rozdzielając nasze usta
- Tak. Do Paryża. Romantyczny weekend we dwoje ... Chcesz u mnie zostać ?
- No już myślałem, że nie zapytasz ... - zaśmiał się, obejmując mnie ręką w pasie.

Przekręciłam klucz w zamku, tym samym zamykając na noc drzwi frontowe.
Przeskakując co drugi stopień dotarłam na górę. Weszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam z szafy czystą piżamę, po czym ruszyłam do łazienki.
- Harry, idę pod prysznic ! - krzyknęłam
- Okej ! Nie śpiesz się ! - wydarł się z dołu, jak to zazwyczaj miał w zwyczaju.
Moja wieczorna toaleta nie była jakoś wybitnie długa. Po 20 minutach siedziałam już u siebie w pokoju, na moim podwójnym, wielkim łóżku.
Kiedy chłopak się odświeżał zaczęłam myśleć o słowach przyjaciółek. Może faktycznie miały rację. Może w końcu powinnam oddać się Harry'emu. Pozwolić mu na robienie ze mną co mu się żywnie podoba.
Sięgnęłam po szklankę z wodą. Opróżniłam ją za jednym zamachem.
- [T.I] ... Wszystko w porządku ? Jesteś jakaś blada ... - oznajmił z troską, jednocześnie siadając przede mną po turecku.
- Jest okej ...
- Na pewno ?
- Tak. Jak dresy ? - szybko zmieniłam temat
- Trochę za duże, ale ogólnie nie mam żadnych zastrzeżeń. - Uśmiechnął się
Obydwoje weszliśmy pod kołdrę. Położyliśmy się tak, że patrzeliśmy sobie w oczy. Za każdym razem gdy w nie spoglądałam, rozpływałam się. Ogarniał mnie spokój. Wiedziałam, że nigdy mnie nie skrzywdzi. Że zawsze mnie ochroni.
Przybliżyłam się do niego i czule pocałowałam. Nie potrafiłam się oprzeć. Poczułam jak się uśmiecha. W ułamku sekundy znalazł się nade mną, podpierając się rękami po obydwóch stronach mojej twarzy.
Ponownie przeszywaliśmy spojrzeniami siebie nawzajem. Jednak po chwili, chłopak pochylił się nade mną i ponowił wcześniej przerwany pocałunek. Z każdą sekundą stawał się on coraz bardziej zachłanny i pogłębiany przez naszą dwójkę. Zarzuciłam swoje ręce na kark Harry'ego i zaczęłam się bawić jego niesfornymi lokami. Zaśmiał się cicho na ten gest.
- [T.I] ... To nie są zabawki. - oznajmił pomiędzy pocałunkami. Na te słowa zatopiłam jedną z dłoni w jego włosach. Oderwałam się od niego, co go nieco zdziwiło. Przeniosłam swój wzrok na jego klatkę piersiową. Idealnie wyrzeźbiona. Było po nim widać, że dużo czasu spędza na siłowni. Niejeden chłopak w szkole zapewne mu zazdrościł tych perfekcyjnych zarysowań. Moja chłodna ręka niepewnie powędrowała do jego rozgrzanego torsu. Delikatnie przejechałam po nim opuszkami palców. Usłyszałam jak głośno wypuszcza powietrze. Spojrzałam na jego twarz. Jego powieki były zaciśnięte, a usta lekko uchylone. Ponowiłam swój ruch. Nigdy bym nie przypuszczała, że mój dotyk potrafił go doprowadzić do takiego stanu. Moja dłoń zaczęła zaznaczać jego zarysowane mięśnie brzucha. Zatrzymałam się na gumce od dresów. Nie pozwolił mi zejść niżej.
- [T.I], nie rób niczego, czego możesz później żałować.
- Harry pozwól mi. Ja ... Wiem ci robię. Zaufaj mi. - Wyszeptałam, cały czas patrząc w jego szmaragdowe tęczówki. Powoli puścił moją rękę, tym samym dając mi tak zwaną wolną rękę. Zsunęłam z jego bioder szary materiał, którego chłopak ostatecznie pozbył się całkowicie. Przełknęłam ciężko ślinę, gdy ujrzałam delikatne wybrzuszenie na jego bokserkach. Przejechałam po nim delikatnie kciukiem. Jego pięści automatycznie zacisnęły się na mojej poduszce. Zahaczyłam palcem o główkę, na co z ust chłopaka dało się wychwycić cichy, przerywany jęk.
- Zrób to jeszcze raz ... - poprosił
Mój kciuk ponownie przejechał po całej jego długości, tyle że tym razem bardziej zdecydowanie. Wzdrygnął się. Otworzył oczy i spojrzał na mnie. Chwilę później zachłannie wpił się w moje usta. To nie były te same pocałunki co zazwyczaj. Te były inne. Przepełnione namiętnością, pożądaniem i pragnieniem poczucia bliskości drugiej osoby. Z czasem zaczął obdarowywać pocałunkami moją szyję, gdzieniegdzie przygryzając jej delikatną skórę. Skrzywił się na widok przylegającego do mojego ciała top'u, który w tym momencie stanowił dla niego przeszkodę. Zsunął się na wysokość mojego brzucha. Powoli zaczął podwijać materiał koszulki, tym samym muskając swoimi rozgrzanymi ustami nowo odkrytą skórę. Zatrzymał się pod piersiami. Najpierw złożył po jednym pocałunku przez bawełnę, na każdej z nich, a następnie pozbył się górnej części mojej piżamy, już do końca. Jego źrenice rozszerzyły się do granic możliwości, widząc moje wpół nagie ciało. Jego wargi od razu powędrowały do sutków. Cicho westchnęłam, gdy poczułam jak zatacza na nich kółka swoim językiem. Nie uszło to jego uwadze. Kąciki jego ust delikatnie uniosły się ku górze. Idealnie zdawał sobie sprawę jaką przyjemność mi sprawiał. W pewnym momencie oderwał się od moich piersi i zaczął schodzić niżej. Poczułam jak delikatnie dmucha na zewnętrzną stronę mojego prawego uda. Rozchylił lekko moje nogi. Jego dolna warga otarła się tym razem o ich wewnętrzną stronę. Na ten gest mimowolnie zadrżałam, a wzdłuż kręgosłupa przeszedł paraliżujący dreszcz.
Zaczął je delikatnie muskać. Jednak po chwili klęknął i zastąpił swoje usta ręką. Delikatne opuszki chłopaka doprowadzały mnie do obłędu. Zacisnęłam pięści na prześcieradle i przymknęłam powieki. W tym momencie nie kontrolowałam już swoich jęków. Mój oddech momentalnie stał się szybszy. Nie potrafiłam zebrać myśli. Nie byłam do końca pewna co my robimy, jednak wiedziałam jedno. Pragnęłam więcej. Poczułam jego długie palce na gumce moich spodenek, których po kilku sekundach i tak już nie miałam na sobie. Leżałam przed nim zupełnie naga. Analizował każdy najdrobniejszy szczegół mojego ciała. Miałam wrażenie, że starał się je doskonale zapamiętać. Zaczął składać delikatne pocałunki na moim podbrzuszu. Wstrzymałam oddech, gdy poczułam, jak pokrywa nimi całą moją kobiecość. Otworzyłam powoli oczy. Ujrzałam jego cudowną, anielską twarz tuż nad swoją.
- [T.I] ... Na prawdę. Nie musimy.
- Ale ja chcę. - Wyszeptałam, następnie go całując. Temperatury naszych ciał gwałtownie wzrastały. Pożądanie oraz podniecenie jak i  ciężkie powietrze wypełniało cały pokój. Odgarnęłam z jego czoła kilka wilgotnych kosmków, zaczesując je do tyłu. Z drobną pomocą pozbyłam się jego czarnych bokserek, które aktualnie leżały gdzieś na drugim końcu pokoju. Chłopak oderwał się ode mnie i pochylił nad swoimi ubraniami złożonymi po drugiej stronie łóżka. Zobaczyłam jak z kieszeni dżinsów wyciąga srebrną saszetkę. Rozerwał opakowanie zębami i wyciągnął z niego prezerwatywę, którą następnie nałożył na całą długość członka.
- Na początku będzie trochę boleć. Staraj się rozluźnić. - Oznajmił. Na jego słowa automatycznie oblała mnie fala strachu, co od razu zauważył - To nie jest najlepszy pomysł ...
- Harry ... Chcę spróbować.
- Ale później może nie być odwrotu.
- Zaryzykuję. - Szepnęłam, następnie go całując na znak mojej pewności. Poczułam jak powoli i delikatnie zaczyna we mnie wchodzić. Od razu wygięłam się z bólu. To uczucie było zupełnie inne niż tamto, które wywoływał u mnie kilka minut temu. Wtedy całe ciepło rozlewało się po moim ciele. Teraz nie czułam niczego innego oprócz potwornego bólu. Wchodził jeszcze głębiej. Pomimo wszelkich starań nie potrafiłam się przyzwyczaić. Nie potrafiłam się rozluźnić.
Zaczął się poruszać. Jego ruchy były powolne i delikatne, jednak i tak wywoływały to nieprzyjemne uczucie.
- Rozluźnij się. - Szeptał co jakiś czas. Starałam się chociaż udawać, że wszystko jest w porządku. Stało się to jednak niewykonalne, gdy zaczął przyspieszać. Moje powieki zaczęły piec. Mocno je zacisnęłam, aby nie wylać ani jednej łzy. Jednak to nic nie dało. Po moich policzkach zaczęły spływać małe, słone kropelki. Nie mogłam już dłużej znieść tego bólu.
- Harry, przestań. Proszę.
On jednak nie zareagował. Popadł tak jakby w trans. Z każdą sekundą przyspieszał coraz bardziej.
- Przestań. Harry ! To boli !
Błagania i krzyki rozpaczy nadal nic nie dawały. Łzy tak samo.
Bo jak mógł coś zobaczyć, kiedy miał zamknięte oczy ? Przekręciłam głowę za bok i przygryzłam  mocno dolną wargę, aby zacząć myśleć o innym bólu. To jednak także nie pomogło. Poczułam coś ciepłego w swoim wnętrzu. W ty samym momencie po domu rozniósł się dźwięk głośnego przekleństwa, pochodzącego z ust chłopaka. Skończył.
Leżałam z głową odwróconą na bok. Nie potrafiłam na niego spojrzeć. Byłam także wyczerpana. Każdy ruch sprawiał mi ból. Harry opadł na miejsce obok. Ostatkami sił naciągnęłam na siebie chłodną kołdrę. Poczułam jak materac się ugina i po chwili ponownie prostuje.
Kątem oka spojrzałam na to co robił. Ubierał się w swoje ubrania. Po kilku minutach już go nie było. Zostawił mnie samą ...

Teraz siedzę sama, z pudłem chusteczek na kolanach. Od tamtego felernego wydarzenia, Harry nie dał znaku życia. Ale przecież ja nie chciałam żeby odchodził. Pragnęłam żeby został. Właśnie wtedy potrzebowałam go jak nigdy dotąd. Nie mam pojęcia dlaczego tak to się potoczyło. Może dlatego, że wszystko za bardzo idealizowałam. A może dlatego, że Harry nie potrafił zachować granic i nie radził sobie z samokontrolą.
Ostrzegał mnie. Mówił, że może nie być odwrotu. Prosił mnie, błagał. Nie chciał tego robić. Ale oczywiście ja pozostałam nieugięta. Za wszelką cenę chciałam pokazać tym dwóm pudernicom, że wcale nie jestem od nich gorsza.

Usłyszałam dźwięk dzwonka.
- Otwarte. - Krzyknęłam. Tylko na tyle było mnie stać. Usłyszałam ciche zatrzaśnięcie drzwi. Otarłam łzy i wydmuchałam nos, aby jako tako wyglądać. Moje źrenice rozszerzyły się, gdy w przejściu zobaczyłam Harry'ego. W tym momencie chciałam się zerwać z kanapy i rzucić mu na szyję. Powiedzieć jak bardzo tęskniłam, jak bardzo go potrzebuję. Po prostu wypłakać się w jego ramionach jak małe dziecko. Poczuć, że jestem już bezpieczna.
- Twoich rodziców jeszcze nie ma ? - zapytał łamiącym się głosem
- Wrócą dopiero wieczorem.
- A ... Okej ...
Nie ruszył się. Cały czas stał w miejscu, wpatrując się w swoje białe trampki. Pewnie spodziewał się, że wyrzucę go stąd z hukiem. Jednak ja nie miałam zamiaru tego robić.
- Harry, możesz podejść ? - poprosiłam. Niemal z prędkością światła przeszedł przez salon, aby usiąść tuż koło mnie. Czułam, że stara się być ostrożny. Przypuszczam, że nie spodziewał się mojego ruchu. Mocno się w niego wtuliłam. Od razu odwzajemnił mój gest, tym samym chowając swoją twarz w zagłębieniu mojej szyi. Poczułam jak po mojej skórze spływają ciepłe kropelki.
- Tak bardzo cię przepraszam. - Wyszeptał przez łzy
- Nie. To moja wina. Ty tego nie chciałeś, a ja cię zmusiłam.
- Ale to ja uległem ! - krzyknął, jednocześnie podnosząc głowę i spoglądając w moje oczy - To ja sprawiłem, że cierpiałaś. To przeze mnie płakałaś. To ja sprawiłem ci ból.
Nie potrafiłam nic odpowiedzieć. Przyciągnęłam jego głowę do swojej klatki piersiowej i najmocniej jak tylko mogłam przytuliłam. Poczułam jak jego ramiona oplatają moje biodra. Siedzieliśmy tak w ciszy, dopóki chłopak się nie uspokoił. Wtedy oderwał się ode mnie i ponownie spojrzał w oczy. Przyłożyłam dłoń do jego wilgotnego policzka i zaczęłam delikatnie gładzić go kciukiem. Lekko przekręcił głowę, tak że swoimi ustami musnął moją rękę.
- Wiesz co bolało jeszcze bardziej ? - zaczęłam - Myśl, że cię straciłam. Że odszedłeś ode mnie już na zawsze. To było nie do zniesienia.
Jego oczy momentalnie się zaszkliły. Bez zastanowienia czule go pocałowałam. Nie chciałam żeby obawiał się czegokolwiek
- Obiecaj mi, że już nigdy mnie nie zostawisz. I że zawsze będziesz mnie kochał taką, jaką będę. - Szepnęłam, opierając swoje czoło o jego
- Obiecuję. I will love you till the end of time ...

--------------------------------------
Nie jestem mistrzynią w pisaniu tego typu imagin'ów. Taki był podany pomysł. Myślałam, że sobie z nim poradzę, ale cóż ... Chyba przerosłam myślami własne umiejętności :/
Sprawdzałam go wczoraj. Nie powinno być błędów, jednak jeżeli się znalazły to przepraszam. Jestem wykończona, a jeszcze muszę przepisać scenariusz na jutrzejsze dni angielskiego + ... TO BYŁ DLA MNIE NA PRAWDĘ CIĘŻKI I NIE NAJPRZYJEMNIEJSZY DZIEŃ, dlatego z góry przepraszam.
Do soboty ;)