wtorek, 30 kwietnia 2013

Four Hundred Fourty - Six

Tego imagina chcę zadedykować mojej przyszywanej, najukochańszej pod słońcem siostrzyczce.
Klaudia ... To dla ciebie :) Mam nadzieję, że się spodoba :)

- No spójrzcie tylko na nią. – Westchnąłem, wpatrując się w młodą kelnerkę rozmarzonym wzrokiem – Czyż nie jest cudowna ?
- To [T.I]. – Oznajmił Harry
- Co ?! Skąd wiesz ?!
- Emmm … Jej imię jest napisane na plakietce ? – zapytał retorycznie – Zaczekaj. Zaraz dowiemy się o niej czegoś więcej … Przepraszam. – Zwrócił się do jednej z pracownic, uśmiechając się słodko.
Tak. Harry zdecydowanie był najlepszy z naszej piątki, jeśli chodzi o dziewczyny. Zawsze wiedział jak zagadać.
- Chciałbym się dowiedzieć czegoś o tej pięknej, młodej damie. – Kontynuował wskazując dyskretnie palcem na  dziewczynę.
- To [T.I]. Jedna z naszych najlepszych śpiewających kelnerek.
- Naprawdę ? – zapytałem ożywiony
- Tak. Z resztą możecie przekonać się sami. [T.I] ! – krzyknęła, na co nastolatka spojrzała w naszą stronę. Moje serce od razu zaczęło bić mocniej. – Pozwól na chwilę.
Dziewczyna zjawiła się przy naszym stoliku w przeciągu dosłownie kilku sekund.
- Możesz wyśpiewać naszym gościom dzisiejsze danie główne ? – poprosiła
Zaczęła śpiewać piosenkę o obiedzie. Nie liczył się dla mnie tekst, tylko to z jaką lekkością wydobywała z siebie dźwięki. Śpiewała niesamowicie.
- Wow. – Wydukałem będąc pod wielkim wrażeniem jej głosu – Gdzie się nauczyłaś tak śpiewać ?
- Ćwiczę w zasadzie codziennie. Śpiewam w zespole.
- Serio ? Ja też.
- Tak, wiem. Jesteś Niall Horan.
- Kto ? – zapytałem zdezorientowany
- Niall Horan. Z zespołu One Direction. Świta coś ?
- No wiem. – Stwierdziłem jakby to było oczywiste. Spojrzałem na moich przyjaciół. Byli cali czerwoni od duszenia w sobie śmiechu. Dopiero teraz dotarły do mnie moje słowa – Znaczy się … Tak. Ja wiem. Po prostu … Emmm … Wiesz …
- Taaaak. Jasne. No to co. Życzycie sobie coś ?
- Ja poproszę może to danie główne. – Odezwał się Liam
- Tak, tak. Dobry wybór. – Zgodziła się z nim reszta.
- Dobrze. – Odpowiedziała, notując zamówienie w małym zeszycie. Następnie swój wzrok przeniosła na mnie. Totalnie się rozpłynąłem. – A ty Niall ?
- Słucham ? – zapytałem, tym samym powracając z obłoków na ziemię
- Czy chcesz coś do jedzenia.
- Emmm. Tak. To … To co reszta. – Westchnąłem zawiedziony samym sobą. Kiedy dziewczyna się oddaliła, schowałem swoją czerwoną twarz w dłoniach. – Na serio byłem aż tak żenujący ?
- Wolisz usłyszeć kłamstwo, czy prawdę ? – dopytywał Louis
- Kłamstwo.
- W takim razie nie było znowu aż tak źle. – Zaśmiał się. Gdy usłyszałem jego słowa miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Dlaczego zawsze, kiedy na kimś mi zależy, muszę wyjść na kompletnego idiotę.
- Powiedz mi Styles, jak ty to robisz, że jesteś po prostu sobą, przy każdej możliwej dziewczynie.
- Wiesz Niall … To kwestia genów, śmiałości, odwagi. Może i jesteś odważny na scenie, bo wtedy przemawiasz muzyką, ale na co dzień … Nie obraź się na mnie, ale jesteś jak mały kurczak, który boi się wszystkiego co go otacza.
- Ale jak ja mam się zmienić ?
- Trening czyni mistrza. No już. Idź do niej i zaproś ją na randkę.
- Nie, nie, nie. Ja nie dam rady.
- Niall … - westchnęli wszyscy jednocześnie
- No dobra. Idę już.
Niechętnie podniosłem się ze swojego miejsca i leniwym krokiem ruszyłem w stronę lady za którą stała [T.I]. Gdy zauważyła, że ktoś się zbliża podniosła swój wzrok, którym od razu mnie przeszyła. Z resztą nie pierwszy już dzisiaj raz.
- Cześć. Emmm … Co tam ? – zapytałem, tym samym panikując
- Wiesz … Rozmawialiśmy ostatnio jakieś 5 minut temu. Przez ten czas niewiele się zmieniło.
- No tak. Głupie pytanie. Zapomnij. Mówiłaś coś o tym, że śpiewasz w zespole.
- Tak.
- W jakim ?
- Nazywamy się SqlMates. Nazwa wymaga jeszcze dopracowania, ale jak na razie nie zaprzątamy sobie nią głowy. Gramy trochę pop’u, trochę rock’a. Wszystkiego po trochu.
- Super. Chciałbym was kiedyś usłyszeć.
- Może kiedyś będziesz miał okazję. – Zaśmiała się, biorąc jednocześnie świeżo przygotowane zamówienie. Dostarczyła je do odpowiedniego stolika, po czym do mnie wróciła.
- Wiesz … Może ci się to wydać tandetne, ale … Chciałabym żeby ktoś kiedyś coś dla mnie zaśpiewał. – uśmiechnęła się, po czym mnie wyminęła i przeszła do kuchni. Ja natomiast wróciłem do stolika.
- I jak było ? – zapytał Harry
- D…Dobrze …
- Zaprosiłeś ją na randkę ?
- Zapomniałem ! – krzyknąłem, następnie uderzając głową o blat
- Niall, Niall, Niall … - zaczęli szeptać nerwowo, jednocześnie mnie trącając. Leniwie się podniosłem. Dostrzegłem uśmiechniętą od ucha, do ucha dziewczynę
- Mogę się zapytać co ty robisz ? – zapytała rozbawiona
- Ja … Emmm … To znaczy … Sprawdzałem … Wytrzymałość swojej … Znaczy się … Wytrzymałość … Stołu ? – odpowiedziałem ostrożnie
- Uwierz mi, że jest solidny. Natomiast nie powiedziałabym, tego samego o twojej głowie. – Wskazała na zaczerwienione miejsce, z którego powoli sączyło się niewiele krwi – Chodź. Opatrzę ci to. – Oznajmiła pociągając mnie za rękę
- Niall … Błagam cię nie spapraj tego … - szepnął Harry, po czym puścił do mnie oczko, aby dodać odrobinę otuchy.
Dziewczyna zaprowadziła mnie na zaplecze. Wyciągnęła z apteczki potrzebne rzeczy, po czym usiadła naprzeciwko mnie i delikatnie zaczęła dezynfekować ranę wodą utlenioną. Patrzyłem cały czas na jej spokojną twarz. Przez to w ogóle nie czułem bólu.
- [T.I] … Nie chciałabyś … - zawiesiłem na chwilę. Niall jesteś odważny, jesteś odważny. Dasz radę, dasz radę. Jesteś od… NIE JESTEM ODWAŻNY ! – Przyjść jutro na nasz koncert?
- Emm … Jasne. – Uśmiechnęła się, następnie powracając do swojego wcześniejszego zajęcia- Już. Myślę, że do jutra opuchlizna zejdzie. Gdyby coś, to użyj trochę więcej pudru i podkładu.*
- Nie ma sprawy. Dam sobie radę. – Zaśmiałem się – Bilety zostawię jutro rano w restauracji.
- Zostaw je u Norry. Rano mnie nie ma.
- Szkoda. Miałem nadzieję, że zobaczymy się przed show. Ale nic. Przyjdź najwyżej po zakończeniu, za kulisy. Powiem ochronie, że przyjdzie moja przyjaciółka.
- Przyjaciółka … - zaśmiała się
- A…a n…nie ? – zapytałem nerwowo
- Znamy się dopiero pół godziny.
- A ty już zdążyłaś mi opatrzyć mi czoło. – Odpowiedziałem na co dziewczyna się zaśmiała.
- Tak. To na pewno musi być przyjaźń. Dobra. Idź do stolika. Zaraz przyniosę wasze zamówienia.
- I jak ? – zapytali jednocześnie, kiedy do nich wróciłem
- Przyjdzie jutro na koncert. Umówiliśmy się, że przyjdzie za kulisy.
- No to gratuluję ! – poklepał mnie po ramieniu Harry
- Kurcze … Chciałbym coś dla niej zrobić. Ale nie mam pojęcia co.
- Nie powiedziała ci co by chciała żeby ktoś dla niej zrobił ?
- Mówiła, że marzy o tym aby ktoś zaśpiewał tylko i wyłącznie dla niej …
- No i ty jeszcze nie wiesz co robić ?! Ty to chyba na serio jesteś tępy. – Skomentował Zayn
- Oczywiście ! Jutro na koncercie zadedykuję jej piosenkę ! Dzięki chłopaki. Nie wiem co bym bez was zrobił.
- Londynie … Jesteście wspaniali. Z resztą jak zwykle. Jeszcze nigdy nas nie zawiedliście. Z wami zawsze jest dużo zabawy. Teraz oddam głos Niall’owi, który zapewne chciałby komuś powiedzieć coś ważnego.
Po słowach Liam’a fanów ponownie ogarnęła ekstaza. Krzyki naszych imion, piski dziewczyn. To co zwykle.
Ponownie ogarnął mnie strach. Głos uwiązł w gardle. Przełknąłem ciężko ślinę.
- Niall. – Ponaglił mnie
Spojrzałem na dziewczynę, która stała w pierwszym rzędzie. Czekała na to. Czekała na to co powiem. Nie potrafiłem. Stchórzyłem.
- Teraz czas na Little Things … - wypowiedziałem szybko. Fani ponownie zaczęli krzyczeć. Szarpnąłem struny gitary, tym samym rozpoczynając piosenkę. Mój wzrok znowu na nią powędrował. Stała tam. Była rozczarowana. W tym momencie serce mi pękło. Gdy nasze spojrzenia się spotkały szybko opuściła głowę. Jednak ja dokładnie ujrzałem jej łzy. To przeze mnie. Czekała na to, że zadedykuję jej piosenkę, a ja najzwyczajniej w świecie tego nie zrobiłem. Jestem idiotą. Zobaczyłem jak się wycofuje. Odchodziła. A ja nie mogłem nic zrobić.
Dzisiaj chyba pobiłem rekord w zaśpiewaniu swojej solówki, tym samym poganiając całą resztę zespołu. Nie mieli mi jednak tego za złe. Wiedzieli o co chodzi.
Gdy piosenka się skończyła, szybko zbiegłem ze sceny za kulisy. Zostawiłem swoją gitarę na stole i najszybciej jak  tylko mogłem, wybiegłem tylnym wyjściem. Dziewczyna właśnie opuszczała arenę.
- [T.I], zaczekaj ! – krzyknąłem za nią. Odwróciła się w moją stronę. Widziałem, że płakała. Szybko jednak otarła łzy. Pobiegłem do niej i stanąłem twarzą w twarz.
- Powinieneś być na koncercie.
- On może zaczekać. Przepraszam cię.
- Nie, Niall. Myślałam, że … Tak w zasadzie to ja sama nie wiem co myślałam. Jestem głupa. – Powiedziała, po czym odwróciła się z zamiarem odejścia. Jednak ja jej na to nie pozwoliłem. Chwyciłem ją za rękę i odwróciłem ponownie w swoją stronę. Nasze splecione razem palce pasowały do siebie idealnie.
- Proszę cię. Zostań. To nie miało tak wyglądać. Uwierz mi. Ja po prostu ..
- Niall, nie tłumacz się. – Przerwała mi – Zapomnijmy o tym wszystkim. Najlepiej by było jakbyśmy zapomnieli o sobie. O tym, że się poznaliśmy. Będzie mi łatwiej.
- Będzie ci łatwiej co ?! – krzyknąłem przez łzy
- Odejść. – Wyszeptała.
Wyrwała rękę z mojego uścisku, po czym uciekła. Po raz ostatni zobaczyłem jej spojrzenie gdy wsiadała do taksówki.
Z nieba jak na zawołanie lunęła ściana deszczu. Nie potrafiłem się ruszyć. Nie docierało do mnie to co się właśnie stało.
Dopiero po kilku minutach ruszyłem wolnym krokiem do wejścia, którym wyszedłem. Swoją obecnością od razu zwróciłem uwagę chłopaków.
- I jak ? – zapytał Louis
- Ona … Ona odeszła.
- Niall … Tak mi przykro … - wyszeptał, tym samym mocno mnie przytulając
- Chyba powinniśmy zakończyć nasz koncert … - oznajmił Zayn
- Nie. – Zaprotestowałem – Nie możemy zawieść naszych fanów. Zróbcie pytania z twitter’a. Ja się przebiorę i za chwilę wrócę. – Powiedziałem, po czym ruszyłem do garderoby.
Ściągnąłem z siebie mokre ubrania i ubrałem te suche. Nie mogłem pogodzić się z myślą, że przez moją głupotę straciłem to co było dla mnie najważniejsze. A może nie wszystko jest jeszcze stracone. Naprawię swój błąd. Oby tylko nie było za późno.
Następnego dnia znowu poszedłem do restauracji, w której pracowała [T.I]. Niestety nie zastałem jej tam.
- Cześć Norra. Jest może [T.I] ?
- Emm … Jakby to powiedzieć. Ona … Wyjechała …
- Jak to ?! Gdzie ?!
- Do LA. Wytwórnia płytowa podpisała z zespołem kontrakt. Nie była pewna czy jechać. Trzymała ją tu pewna osoba. Chyba nie musze ci tłumaczyć kto. – Spojrzała na mnie wymownie – Jednak wczoraj wieczorem coś się wydarzyło, że gwałtownie zmieniła zdanie. Nie mam pojęcia o co chodziło. Nie chciała mi powiedzieć. Może ty wiesz ?
- Tak. I to doskonale. O której miała samolot …
- Coś chyba 6:30 rano.
- Dzięki wielkie. – Podziękowałem, po czym niczym strzała, wybiegłem z budynku.
Od razu pojechałem na lotnisko i wykupiłem najbliższy lot do Los Angeles.
Po kilku godzinach byłem już na miejscu.
Tak w zasadzie to co mi po tym, że jestem w tym samym mieście co [T.I], skoro nawet nie wiem gdzie ona teraz jest.
W tym momencie postanowiłem wykorzystać swoje znajomości.
- Cześć Emet. Mam do ciebie prośbę. Czy mógłbyś sprawdzić do jakiej wytwórni należy zespół SqlMates ? … Mhmmm … Możliwe, ale ich poprzednia nazwa brzmiała SqlMates ? … Tak. To na pewno o ten mi chodzi. A teraz czy mógłbyś sprawdzić w jakim hotelu się zatrzymali … Aha … Aha … Okej … Mhmmmm … Tak. Dzięki wielkie. Cześć.
Rozłączyłem się i szybko złapałem taksówkę. Podałem kierowcy adres, a chwilę później byłem już pod hotelem. Nie znajdował się on daleko od lotniska. Szybko wjechałem na 12 piętro i odszukałem pokój [T.I]. Zapukałem, jednak nikt mi nie otworzył. Pewnie nadal była w studiu. Usiadłem na schodach, które znajdowały się naprzeciwko drzwi i zacząłem czekać. Około 11 wieczorem usłyszałem jej głos. Właśnie wychodziła z windy. Ujrzałem ją. Otwierała pokój.
- Cześć. – Odezwałem się, jednocześnie podnosząc ze stopni. Dziewczyna odwróciła się w moim kierunku
- Niall. Co ty tu robisz ?
- Wiesz … Wtedy na koncercie stchórzyłem i … I zapomniałem czegoś powiedzieć. Zapomniałem czegoś zrobić. Chciałbym nadrobić zaległości. – Oznajmiłem, następnie wyciągając swoją gitarę z futerału – [T.I], tą piosenkę dedykuję tobie. Jej słowa dokładnie odzwierciedlają co czuję.
Your hands fits in mine
Like it’s made just for me
But bear this in mind
It was meant to be
And I’m joining up the dots with freckles on your cheeks
And it all makes sense to me
I won’t let this little things slip out of my mouth
But if I do
It’s You
Oh, it’s you they add up to
I’m in love with you
And all these little things
You’ll never love yourself half as much as I love you
You’ll never treat yourself right, darling, but I want you to.
If I let you know I’m here for you
Maybe you’ll love yourself like I love you, oh.
I won’t let this little things slip out of my mouth
But if I do
It’s You
Oh, it’s you they add up to
I’m in love with you
And all your little things
Śpiewając, cały czas patrzyłem w oczy [T.I]. Już na samym początku, kiedy po raz pierwszy wprawiłem struny w ruch, dostrzegłem w nich łzy, które teraz swobodnie spływały po jej policzkach. Odłożyłem gitarę na jednym ze schodków i zszedłem niżej, aby stanąć bliżej dziewczyny.
- Niall. Ja nie wiem co powiedzieć.
- Nie mówi nic. Po prostu pozwól mi się pocałować. – Wyszeptałem, ocierając słone kropelki z jej policzków. [T.I] przybliżyła się do mnie, po czym złożyła na moich ustach czuły i delikatny pocałunek. Był zupełnie taki sam jak ona. Po chwili oderwała się i mocno we mnie wtuliła.
- Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego.
- Mówiłaś, że chciałabyś żeby ktoś zaśpiewał piosenkę specjalnie dla ciebie. To było twoim marzeniem. Ja chciałem je spełnić. – Uśmiechnąłem się, następnie delikatnie muskając jej usta.
- Dziękuję ci.
- [T.I] czy … Umówiłabyś się ze mną ?
- Zapraszasz mnie na randkę ?
- Chyba tak …
- W takim razie z przyjemnością. – Uśmiechnęła się
- Wiesz … Ty też spełniłaś dzisiaj moje marzenie. – Zaśmiałem się po czym przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
 ---------------------------------------*sądzę, że jest to jasne i oczywiste, ale na wszelki wypadek napiszę wyjaśnienie. Na scenę, niezależnie czy kobiecie, czy mężczyźnie, robi się tzw. makijaż sceniczny. Opiera się on głównie na podkładzie (takim specjalnym. Od razu mówię … JEST OKROPNY) i pudrze. Ewentualnie kobiety, używają dodatkowo cieni do powiek, kredek do oczu, szminek itp. Mężczyźni czasami też, ale to już w teatrach. Ich makijaż zależy także od sztuki i granej przez nich postaci.
 
Pisząc tego imagina inspirowałam się jednym z odcinków serialu Austin&Ally.
Ugh … Ten weekend u taty stanowczo źle na mnie wpłynął … Za dużo Disney Channel. Zdecydowanie :)  
Prawie całe trzy dni oglądania Hanny Montany, Czarodziei z Waverly Place, Powodzenia Charlie, Austin’a&Ally oraz całej reszty, i proszę bardzo … Wychodzi nam coś takiego.
Mam nadzieję, że jednak przypadnie wam do gustu :) 

Jeżeli pojawiły się jakiekolwiek błędy (nie powinny, ale wiadomo jak to jest) strasznie przepraszam.
Kolejnego imagina postaram się dodać wieczorem, w niedzielę. Jednak nie obiecuję. Po prostu wyjeżdżam na całą majówkę i nie będę miała dostępu do internetu ... Za to postaram się napisać coś z pomysłów (HA ! Word w telefonie jak zwykle ratuje tyłek xD) i dodać w niedzielę, jeżeli wrócę odpowiednio wcześnie. Jeśli nie, to dodam go po prostu w poniedziałek :)

Odpocznijcie ...
Całusy ;*

Four Hundred Fourty-Five

Pomysł Cassie_Cath. Mam nadzieję, że się spodoba.
Martyna:D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Scena, światła, widownia, jury - to na mnie czeka już jutrzejszego dnia. Spytasz czy czuję strach? To mało powiedziane. Zawsze bałam się wychodzić na scenę - miałabym się ośmieszyć, przed trylionem widzów? Nie ma mowy. Nie w tym życiu. Spytasz więc, co tu robię? Cztery słowa - MUZYKA TO MOJE ŻYCIE - dotarło? Mam nadzieję. Od maleńkiego muzyka uczestniczyła w moim życiu. Mama niegdyś sławna piosenkarka, tata gra na pięciu instrumentach, brat śpiewa w jakimś marnym zespole, a siostra jest nauczycielką muzyki. Sam/a rozumiesz, muzyka jest częścią rodziny - to jak szósty członek w rodzinie. Obecny w każdej sytuacji.W każdym momencie życia. Myślę, że to wystarczający powód dla którego strach idzie na drugi brzeg, a wygrywa odwaga. Ale co ma być, to będzie - prawda? Prawda.

Przyszedł ten dzień. Miałam numer 2903, co powodowało u mnie coraz to większy stres. Również powodował go fakt, iż zaśpiewam piosenkę One Direction - Moments. Co jeśli znajdą się hejterzy? Wiem, że w tym wykonaniu jestem wręcz doskonała, aczkolwiek przez ten stres mogę pomylić się w którejś zwrotce.

Nagle usłyszałam swój numer. Przełknęłam ślinę i popatrzyłam na swoją rodzinę. Byli ze mną wszyscy. Patrzyli z szerokimi uśmiechami i miną typu 'dasz sobie radę, [T.I], wierzymy w Ciebie' co dodawało mi odwagi, więc już nieco pewniej wstałam i wyszłam na scenę. Przede mną było ponad sto, czy więcej osób na widowni, oraz ich troje. Kuba Wojewódzki, Czesław Mozil, Tatiana Okupnik - osoby, które zdecydują o mojej karierze jako wokalistki. Czy mi się uda? Mam nadzieję... muszę podołać temu wyzwaniu.

- Przedstaw się - zaczął Kuba.
- Jestem [T.I], mam [T.W] i mieszkam w [T.M] - uśmiechnęłam się.
- Nie bój się, my nie gryziemy - zaśmiała się Tatiana.
- Dobrze, już nie będę - wszyscy zaczęli się zaśmiali.
- Co nam zaśpiewasz? - spytał Wojewódzki.
- Piosenkę One Direction - Moments.
- Dajesz - Czesław.

Zaczęła grać muzyka. Wzięłam wdech, a chwilę później wypłynęły ze mnie pierwsze słowa.

- Shut the door
Turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try
Heart beats harder
Time escapes me
Trembling hands touch skin
It makes this harder
And the tears stream down my face

If we could only have this life for one more day
If we could only turn back time

(...)

You know I'll be
Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today  - zakończyłam.

- Hm... to był mocny wykon, podobał mi się - skomentował Kuba - ja jestem jak najbardziej na tak.
- Ja również. Masz świetną barwę głosu, taką inną, przyjemną - uśmiechnęła się Tatiana - jestem na tak.
- Podoba mi się ta piosenka, a Twoje wykonanie jej było bardzo fajne, więc jestem na tak - Mozil.
- Trzy rzy tak, przechodzisz.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się szeroko i cała w skowronkach wyszłam z hali.

Kolejne dni były bez zmian, no oprócz tego, że moje konto na twitterze było zapchane wiadomościami, a liczba followersów znacznie wzrosła. Tylko jedna wiadomość mnie zainteresowała bardziej niż reszta. Przeżyłam szok widząc kto jest jej nadawcą. Sam Zayn Malik do mnie napisał - a to już coś.

'Cześć. Widziałem na you tubie film z polskiego X Factora z Twoim wykonaniem naszej piosenki. Jestem pod wrażeniem wykonu i chciałbym Cię bliżej poznać.'

Nie wiedziałam co odpisać, po prostu zatkało mnie. To było świetne uczucie. Taka gwiazda do mnie napisała - szok.

'Hey. Naprawdę nie wiem co odpisać, nie sądziłam że ktokolwiek z waszego zespołu do mnie napiszę, a jednak. Cieszę się, że spodobało Ci się moje wykonanie waszej piosenki - to wiele dla mnie znaczy. Ja również chętnie Cię poznam'

Wyślij. On - wielki, sławny i bogaty gwiazdor, napisał do mnie - zwykłej nastolatki, marzącej o wielkiej karierze wokalnej. To jest niemożliwe. Jestem taka szczęśliwa, po prostu nie da się opisać tego uczuciami jakimiś słowami.

'Nie tylko ja uważam, że wyszło Ci świetnie, ale i reszta chłopców. Wiem, że mieszkasz w Polsce, ale czy nie chciałabyś się ze mną spotkać? Tzn. ze mną i resztą chłopców? Wysłalibyśmy Ci bilety i mogłabyś mieszkać z nami przez tydzień.'

Zatkało. Kolejny raz zatkało. Szok i zdziwienie to nie wszystko co mnie w tej chwili dotyka. Miałabym spędzić z nimi tydzień? Siedem, okrągłych dni? To spełnienie moich marzeń, snów... po prostu jestem w ogromnym szoku.

'Ja... jestem w szoku, ale nie boisz się? Jestem przecież całkowicie obcą Ci osobą.'

'Czego mam się bać? Czuję jakbyś po prostu była taką damską wersją mnie. Po prostu czuję ogromną chęć poznania Ciebie. Inaczej bym Ci tego nie proponował. To jak? Wysyłać bilety?'

'Wysyłać, wysyłać. Z chęcią przyjadę, a rodzina na pewno się zgodzi. Muszę zejść już z laptopa, więc do zobaczenia xx'

'Lot masz jutro o 1 nad ranem Twojego czasu. W Londynie będzie około 4 nad ranem naszego czasu, auto będzie na Ciebie czekać, a w nim niespodzianka. Do zobaczenia'

I takim oto sposobem, właśnie w tym momencie jestem w Londynie. Lotnisko. Zobaczyłam faceta w garniturze z kartką mojej nazwy na Twitterze. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się szeroko.

- Hello. I am [T.I] - facet spojrzał na mnie, po czym nie zmieniając ponurej miny zaprowadził do limu - wow. This car look... wow - byłam po wrażeniem wyglądu auta.

Idealnie czyste, czarne, a w środku zupełnie jak z bajki. Jestem chora - zachwycam się limuzyną.
Na kanapie w aucie było pudełko pizzy, a w niej kartka na której pisało.

'Cześć! Tu One Direction. Oto pizza dla Ciebie, zjedz ją zanim Niall Junior się do niej dorwie. Pewnie zastanawiasz się kim jest Niall Junior. Jest to pies, który siedzi zapewne zamknięty w łazience, ponieważ ciągle brudzi. Możesz łatwo się domyślić, dlaczego Niall Junior, tak więc do zobaczenia za godzinę. Liam, Louis, Niall, Harry i Zayn pozdrawiają

Ps. Chcę mi się jeść ~ Niall
Ps.2 Niall, przestań się wydurniać ~ Liam
Ps.3 Nikt mnie nie rozumie;__; ~ Niall/

Zaśmiałam się na widok tej kartki. Poczułam zapach pizzy, po czym otwierając pudełko wzięłam kawałek. Usłyszałam szczekanie dochodzące z łazienki. Otworzyłam drzwiczki, a chwilę później ze środka wybiegł mały buldog. Słodziak. Niall Junior zaczął mnie lizać po palcach u prawej dłoni. Zaśmiałam się, ponieważ łaskotało mnie to. Spojrzałam na okienko przy kierowy, otworzyłam je i uśmiechnęłam się do pana w garniturze.

- Panienka czegoś potrzebuję? - zapytał odwzajemniając uśmiech.
- Nie, dziękuję - zaczęłam się rozglądać po całej okolicy, przez okno - chociaż, wie pan co? Pokazałby mi pan, gdzie tu są najlepsze centra handlowe?
- Tuż za rogiem. Pan Malik, Styles, Tomlinson, Horan i Payne pani pokażą.
- A gdzie oni teraz są?
- Mają wywiad.

Niedługo potem byłam już w budynku. Pan John (kierowca) powiedział, że właśnie będzie po nich jechał, więc nie później niż za dwadzieścia minut będą już w domu.

Rozglądałam się po domu, był wystrojony bardzo nowocześnie. Zaczęłam chodzić wzdłuż korytarza na którym były zdjęcia chłopaków z różnych okazji. Jedno, które najbardziej mnie zainteresowało, to zdjęcie chłopców jako młodzi nastolatkowie za czasów X Factora, tylko nie pamiętałam z którego odcinka. Tak się zamyśliłam, że nawet nie usłyszałam jak ktoś do mnie podchodzi, o czym dowiedziałam się chwilę później.

- To my, na drugim odcinku na żywo - drgnęłam na dźwięk tego głosu, odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Zayna - przepraszam, że Cię przestraszyłem. Nie chciałem.
-Spokojnie, nic się nie stało. Tak w sumie to i ja przepraszam, nie powinnam była tu wchodzić. To nie mój dom, przecież - zrobiło się niezręcznie.
- Spoko, nie martw się. Od teraz przez cały tydzień, to jest Twój dom - uśmiechnął się ślicznie.

Przyznam się bez bicia, że wszystkich kocham mocno, ale to właśnie Zayn najbardziej zawładnął moim sercem. Te czekoladowe oczy, usta, które aż proszą się o pocałunek, uśmiech jakby jego patrzenie na tą rzecz było czymś niepodważalnie najważniejszym w jego życiu. To niezwykłe. Tak samo jak to, z jaką pasją cała piątka oddaję się muzyce - to jest dla nich najważniejsze. I właśnie między innymi dlatego są moimi autorytetami. Chciałabym śpiewać z taką pasją, oddaniem muzyce, z takim wdziękiem jaki mają w sobie. Mulat podszedł do mnie i mnie przytulił. Tak po prostu.

- Cieszę się, że wreszcie mogę Cię spotkać - oczarował mnie sobą jeszcze bardziej, a uśmiech kolejny z resztą, jaki mi posłał... nigdy takiego u niego nie widziałam - nie mogłem wysiedzieć w miejscu na tym wywiadzie, dobrze że nie był on na żywo - oboje się zaśmialiśmy.
- Ja również nie mogłam się doczekać - pokazałam swoje dołeczki w uśmiechu - to dla mnie zaszczyt i nie mam pojęcia jakim cudem to spotkało akurat mnie.
- Takie sprawy spotykają tylko wyjątkowe osoby, a ja nie mam wątpliwości, że taką osobą jesteś Ty - ujął mój podbródek w dłoń i chwilę później poczułam, jak jego usta dotykają moich.

Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. A przecież to dopiero pierwszy dzień, jak jestem w Londynie. Dotyk jego ust, czułe szepty do ucha, randki, kolację... nigdy tego nie zapomnę.
______________________________________________________________________
Cześć! Chwilę się męczyłam nad tym imaginem, ponieważ nie wiedziałam jak to rozwinąć, ale mam nadzieję, że spodobało wam się i będzie dużo komentarzy. Co tu jeszcze? Życzę wam fajnej majówki, oraz zapraszam na prolog, który co prawda miał być 7 czerwca, ale ja po prostu nie mogłam czekać. Główni bohaterzy: Zayn Malik jako Zayn Malik i Barbara Palvin jako Chloe Jacobs. Krótka historia o miłości, której istnienie jest wprost niemożliwe przez różne okoliczności. Komentujcie, dodawajcie się do obserwatorów. Serdecznie zapraszam na http://love-will-find-you-anyway.blogspot.com/
Martyna

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Four Hundred Fourty-Four

Jak myślisz, jak jest po śmierci? Może jesteśmy wtedy zwykłymi duszami unoszącymi się w przestworzach? Może zostajemy w swoich ciałach, jedynie tylko stajemy się zjawiskami paranormalnymi? Zjawami? Jest jeszcze szansa, że wierzysz, że po śmierci, wcielamy się w kogoś innego, czyli tak naprawdę nadal żyjemy. Ja jednak po śmierci wylądowałam w czyśćcu. Utknęłam. Może opowiem wam o moim życiu przedśmiertnym? Byłam jedną z tych osób które, miały wszystko pod dostatkiem. Miałam wszystko co chciałam. Śmiało można stwierdzić, że było usłane płatkami róż. Jednak nie potrafiłam tego docenić. Nie doceniałam ciężkiej pracy rodziców. Pracowali przecież na to, bym wychowywała się w lepszych warunkach niż oni. Chcieli bym miała wszystko, nie chodziła głodna i brudna. A ja? Ja byłam niewdzięcznicą. Dlatego teraz znajduję się tutaj. Mogę podróżować po świcie, zobaczyć każdy najmniejszy zakątek naszej planety, lecz co mi to da, skoro i tak nie żyję? Nie mogę się z nikim podzielić moimi wrażeniami. Potrzebuje przewodnika, osoby która nie odeśle ku światłu. Znajduje się ona tutaj. W Londynie. Jest jedną z tych ośmiu milionów osób. Pytanie brzmi jednak jak ja znajdę tą osobę? Wśród tylu ludzi. Nie będzie prosto. 

- Jesteś świadoma swojego życia? Wiesz, że takie życie nie jest godne nieba? Jeśli nie chcesz iść do podziemia, a do raju, musisz nam coś obiecać. Przyrzec przed całą radą, że puki nie wykonasz zadania, nie zrozumiesz swojego błędu, nie otworzysz bramy niebieskiej. Jesteś na to gotowa?

- Jestem pewna, że chcę być dobra,  już zawsze. Nie chcę być tym kim byłam do tej pory. Przysięgam oto uroczyście przed Wami, najmądrzejszą, świętą i jedyną Radą Raju Niebieskiego.
- Przyjmujemy twoją przysięgę. Od dziś będziesz zjawą na ziemi , zrozumiesz swoje zachowanie, zło którym emanowałaś. Jednak jedna osoba pomoże Ci tu wrócić już na zawsze. Ten jeden człowiek,został naznaczony przed kilkoma laty przez Twojego Anioła Stróża, teraz on jako jedyny może Ci pomóc. Jako jedyny na ziemi będzie mógł Cię zobaczyć, tak go poznasz. Zapamiętaj to i możesz już odejść.

Stanęłam przy mostu. Rzeczka wolno płynęła na północ, uderzając przy tym o kamienie wystające z wody. Znalazłam ją przez przypadek. Znudzona ciągłym szukaniem, chciałam odpocząć od wielkomiejskiego tłoku, pomyśleć, tak znalazłam to niesamowite miejsce. Nie wiem jak tu doszłam. Znalazłam się tu gdy poczułam taką potrzebę. Z każdej strony otaczające mnie drzewa, wyciszają. Dodają siły do dalszego działania. Moim ulubionym miejscem tutaj, był ledwo trzymający się mostek. Drewno z którego był zrobiony było spróchniałe  a niektórych desek po części brakowało. Wszystko tutaj wyglądało na stare, ale za to jakie piękne.


Podróżując po Ziemi, co jakiś czas będziesz odkrywać siebie na nowo. Nie tylko duchowo, ale także materialnie. Z czasem i coraz większą poprawą odkrywać będziesz w sobie pewne umiejętności. Pewne dary. Są one nagrodą. Każdy otrzymuje od Aniołów inne dary, jak najlepiej pasujące do jego osobowości i charakteru. Z czasem przekonasz się o swoich...

Dźwięk łamanej gałązki, delikatne kroki szelest liści. Słyszałam wszystko bardzo dokładnie. Jak rada zapowiadała, jednym z moich darów był lepszy słuch. Wyostrzał się zazwyczaj wtedy gdy byłam sama. Nie przeszkadzały mi dochodzące dźwięki. Ciekawość jednak wygrywa. Odwracam głowę w stronę dochodzących dźwięków i lekko opieram ją o kolana. Po chwili moim oczom ukazała się postać. Posturą przypomina chłopaka na oko w moim wieku jeśli tak mogę powiedzieć.Gdy wyszedł na środek polanki, dzięki słońcu padającemu na chłopaka mogłam dokładniej go zobaczyć. Wyższy ode mnie dobrze zbudowany szatyn, o ciemniejszym odcieniu skóry, jak zgaduje mulat. Ubrany w zwykłą bluzkę i naciągniętą na nią czerwoną koszulę w kratę. Wyglądał uroczo. Rozejrzał się delikatnie po otaczającym naszą dwójkę świecie. Nie liczę, że mnie zauważy, to prawie nie możliwe. Spojrzał w moją stronę, powoli podchodząc do mostka. Poruszał się lekko, pełen gracji stawiał krok za krokiem. Zamyślony. Usiadł idealnie przede mną.  Jego oczy patrzyły się w moje.
- Czemu tu siedzisz? Sama. W dodatku w taki zimny dzień? Jesteś jedynie w letniej sukience. 
Siedziałam w szoku. On mnie widział? Jak to możliwe? Jest tylko jedna odpowiedź na to pytanie. Przez to zbił mnie z tropu. Nie wiedziałam co powiedzieć, nie rozmawiałam z nikim o spotkania z Radą. 
- To ty mnie widzisz? - spytałam by się upewnić - Wiesz siedzę tak i myślę nad tym jak jest w Niebie, w Raju do którego chciałabym trafić. Mam już dość tułaczki po świecie...
- Czemu tak mówisz? całe życie przed Tobą. Jesteś przecież taka młoda ! - oburzył się chłopak.
- Mnie tu niema. Jestem tylko zjawą, duszą wędrującą po świecie, której jedynie Ty możesz pomóc. - cicho zaprzeczyłam.
- Ale jak? 
- Nie wiem... Zostałeś naznaczony przez mojego Anioła, aby mnie zmienić, wysłać ku światłu.
- Zmienić Cię? Czemu? Nic nie rozumiem... - odparł zdezorientowany. - Nawet Cię nie znam...
- Jestem [T.I], mam i już zawsze będę mieć 19 lat. Za życia nie byłam dobrą osobą, dlatego zostałam skazana na wędrówkę po świecie póki nie spotkam naznaczonego, czyli jak okazuje się Ciebie. Rozumiem że może o być nieco dziwne, spotkać zjawę.
- Jestem - przełkną ślinę - jestem Zayn, jak ty mam 19 lat. Jestem członkiem pewnego, znanego zespołu, a zarazem zwykłym chłopakiem, który chce spełniać swoje marzenia i pomagać innym.
- Dlatego mój Anioł Cię naznaczył, chciał abyś wykonał swoje zadanie. Jesteś dobrym człowiekiem, dlatego chciałabym byś tego dobra mnie również nauczył. Jeśli będziesz gotowy, będziesz miał czas, pomyśl o mnie, a przybędę. 
Lekko wstałam i zaczęłam odchodzić. Zostawiłam go samego. Chciałam, żeby to przemyślał. Sam. W ciszy i spokoju. Gdy odchodziłam musiał zauważyć, że w pewnym momencie po prostu zniknęłam  Rozmyłam się w powietrzu.

***

Znów o niej myślę. Już kolejny raz. Znamy się, a raczej ją uczę już od pół roku. Jest taka inna. Miła, piękna i nigdy nie będzie moja. Dzięki niej zacząłem doceniać to co mogę stracić. Nauczyłem ją żyć chwilą i jak kochać innych. Chciałem wypełnić swoje zadanie, choć z drugiej strony nie chciałem jej stracić. Przecież gdy do końca zrozumie swoje błędy odejdzie. Już na zawsze, a ja tego nie chce. Długo wmawiałem sobie, że jest tylko moją przyjaciółką i uczennicą. Myliłem się. Ja się w niej zakochałem. Tak cholernie mi na niej zależy. Wiem jak to brzmi. Członkowi jednego z najpopularniejszych zespołów na świecie zależy na zjawie. Na wędrującej duszy. To wręcz nierealne. Wydaje się niemożliwe, a jednak. Proszę Cię [T.I], przyjdź, musimy porozmawiać... Długo czekać nie musiałem, zjawiła się znikąd w moim pokoju.
- Chciałeś się ze mną widzieć Zayn - powiedziała swoim anielskim głosem, przy tym mnie dekoncentrując
- Tak. Musimy porozmawiać, a raczej ja muszę Ci coś powiedzieć... 
Coś się stało? – spytała niepewnie.
- Nie, skądże, tylko uświadomiłem sobie, jedną bardzo ważną rzecz. Odnalazłem się dzięki Tobie w swoich uczuciach. – mówiąc cały czas zbliżałem się do niej, nasze twarze dzieliły milimetry, aż w końcu stanąłem, spoglądając jej głęboko w oczy. - Chciałem Ci powiedzieć, że Cię kocham. Mówię to poważnie, pomimo zaistniałej sytuacji. Jesteś tak cudowną osobą, że trudno się Tobie oprzeć. Po prostu się w Tobie zakochałem.- chwyciłem ją za rękę i delikatnie ją pocałowałem, następnie zbliżyłem swoje usta do jej ust i delikatnie je musnąłem. W odpowiedzi dostałem głębszy pocałunek i przepiękny uśmiech [T.I]. Tak bardzo ją kochałem. Niestety nic nie trwa wiecznie. Oparliśmy swoje czoła o siebie, nadal patrząc sobie w oczy z wymalowanymi uśmiechami na twarzach.
- Wiesz, że nie możemy być razem? To jest nierealne. – odezwała się szeptem [T.I]
- Wiem, jednak chciałbym Ciebie na zawsze. Chciałbym Cię chronić, całować, przytulać. Mieć świadomość że jesteś tylko moja. Dawać Ci miłość.
- Zayn, to takie kochane. Jestem tylko Twoja, nikogo innego, będę czekana ciebie w niebie, w naszym wymarzonym raju. Tam będziemy razem już na zawsze. Jednak się nie śpiesz do mnie. Ja poczekam, a życie nie. Wiem już co straciłam i Ty nie możesz powtórzyć mojego błędu. Żyj chwilą, nie oglądaj się wstecz, idź przed siebie do końca i pamiętaj że też Cię kocham.
- Kocham Cię [T.I], nie odchodź ode mnie. Proszę. – wyszeptałem.
- Muszę. Może pokochasz kogoś innego? Nie będę zła, chcę byś był szczęśliwy.
Kolejny raz zatopili się w pocałunku, ostatnim, pożegnalnym, czułym. [T.I] odeszła do nieba, Zayn wypełnił zadanie. Co się teraz z nimi dzieje? Ona wyczekuje go w niebie. Została jego Aniołem, pilnuje by czynił dobro. On nadal śpiewa, dla niej. Spełnia swoje marzenia, stara się być szczęśliwy, lecz nie zapomniał. Dalej pamięta o [T.I]. Czeka dnia gdy się spotkają i będą razem już na wieki.

Kiedy jesteś obok mnie,
Ziemia staje w miejscu,
czując mocne bicie naszych serc.
Roztopimy każdy lód, rozpalimy gwiazdy,
Nasza miłość będzie, tak gorąca jak pierwszego dnia.

____________________________________________________________________________
Tego imagina z całego serduszka dedykuje  Majkelina22, która twierdzi że moja twórczość nie jest tak beznadziejna jak ja uważam. Dziękuję Ci kochana ♥  Mam nadzieję że wam się spodoba, pisałam go kilka dni, a natchnął mnie Mickiewicz. Ja i moje skojarzenia :) Miłego czytania i do następnego ♥

niedziela, 28 kwietnia 2013

Four Hundred Fourty-Three

Pomysł: @emhoran
W imaginie pojawi się scena +18, ale poinformuję o niej, przed jej zaczęciem.

Westchnęłam, wysiadając z czarnej limuzyny należącej między innymi do mojego brata - Louis'a. Przed sobą miałam właśnie dużą willę, która również należała między innymi do mojego brata. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy nagle zobaczyłam narzeczoną Lou'iego - Eleanor. Podbiegła do mnie i mocno przytuliła, na co obie się zaśmiałyśmy.

- Jak ja Cię dawno nie widziałam, młoda - cmoknęła mnie w policzek.
- Ja Ciebie też, stara - wybuchłyśmy śmiechem - gdzie mój brat i reszta hołoty?
- Mają wywiad, ale za to są Dan i Pez - uśmiechnęła się szeroko - chodź, bo dziewczyny już nie mogą się doczekać żeby Cię zobaczyć.
- Stęskniłam się za nimi - stwierdziłam nadal się śmiejąc.

Weszłyśmy do środka, gdzie przywitały mnie zapachy dochodzące z kuchni. Wchodząc do salonu zobaczyłam Danielle i Perrie rozmawiające i śmiejące się z czegoś. Podeszłam do nich i obie szeroko przytuliłam. Lekko przestraszone chwilę potem odwzajemniły uścisk.

- Co tam u was, dziewczynki? - zagadałam.
- Dobrze, nawet bardzo dobrze, a co u Ciebie młoda Tomlinson? - uniosła brew Perrie.
- Fajnie, tęskniłam za wami - wszystkie trzy się zaśmiałyśmy, a do pokoju weszła Eleanor, która trzymała coś za plecami.
- A więc droga, [T.I]. Oto - pokazała mi pudełko - spóźniony prezent, od nas trzech, dla Ciebie.
- Ojejku, nie musiałyście przecież - przytuliłam i cmoknęłam wszystkie trzy w policzek, po czym wzięłam się za rozpakowywanie prezentu, w którym były drogie perfumy od Christiny, srebrny naszyjnik i list na którym pisało 'odczytaj tylko wtedy, jeśli będziesz smutna, przygnębiona i zła na cały świat' na co popatrzyłam na nie pytającym wzrokiem.
- Zrób tak jak jest na liście. Prosimy - poprosiła Danielle.
- Okey - zgodziłam się.

Zaczęłyśmy rozmawiać na różne sprawy. Wszystko po kolei. Dziewczyny były niesamowite. Kochałam je jak własne siostry. Były dla mnie wsparciem w każdym możliwym momencie mojego życia. Jestem im za to wdzięczna. Nagle do domu wpadła piątka głąbów, którzy przepychali się tylko po to by, jako pierwsi mnie przytulić.

- Louis jest moim bratem, ma pierwszeństwo - powiedziałam, na co czwórka jęknęła a Lou radosny podszedł do mnie i zaczął mnie przytulać.
- Moja kochana siostrzyczka mnie odwiedziła - zaczął skakać po korytarzu śmiejąc się jak opętany - tęskniłem, wiesz?
- Ja również - cmoknęłam go w policzek, a następnie podszedł do Eleanor i ją pocałował. Kolejny był Harry, który mocno mnie przytulił - oooo, mój Stylesik kochany - cmoknęłam go w policzek, na co on się zaśmiał.
- Teraz moja kolej - zrobił minę dziecka, Zayn i tupnął nogą, po czym podszedł do mnie i również dostał ode mnie całusa w policzek. Potem był Liam, a na końcu... Niall.

Blondyn o ślicznych niebieskich oczach, na których widok, serce mi przyśpiesza, oddech staje się płytszy, a nogi miękną jak gąbka. Blondyn, który już na pierwszym spotkaniu totalnie zawładnął moim sercem i moją duszą. Ten, którego chciałabym kiedyś móc bez opamiętania całować, przytulać nie czekając na jego pozwolenie. Tego, którego kocham do szaleństwa, a który nie kocha mnie. Przykre, prawda? Uśmiechnęłam się do chłopaka, co odwzajemnił i podszedł do mnie wtulając się w moją szyję. Przeszedł mnie dreszcz, gdy ten tylko mnie dotknął. To nie może być jedynie zauroczenie. Rumieńce wskoczyły na moją twarz, a ja sama próbowałam ogarnąć swój stan na jego widok.

- Tęskniłem... - szepnął mi do ucha, w taki sposób, że tylko ja to słyszałam. Uśmiechnęłam się pod nosem i cmoknęłam go w policzek. Niby tylko jeden całus, ale nikt nie wiedział ile uczuć w niego dałam.
- Ja też - puścił mnie, po czym  lekko zarumieniony wziął mnie za rękę i poszliśmy do salonu, gdzie czekali na nas już wszyscy. Momentalnie puściliśmy nasze dłonie i usiedliśmy na przeciwko siebie unikając wspólnych spojrzeń. Tak naprawdę nie mam pojęcia dlaczego. Nic się właściwie nie stało. Zwykłe, przyjacielskie powitanie. Ale mimo to zdaję mi się, że i jemu było trochę niezręcznie. Tak jakby to wszystko nie powinno mieć miejsca. Rozumiecie? Tak jakby nam to było zabronione.

Przez kilka kolejnych dni, było całkiem dobrze, a nawet genialnie. Dlaczego? Zaraz wam opowiem. W poniedziałek, czyli dokładnie cztery dni od mojego przyjazdu, miałam zostać sama w domu z Niallem, ponieważ reszta miała gdzieś pojechać, ale nie chcieli mnie zostawiać samej więc Horan zgłosił się na ochotnika, że zostanie ze mną. Cieszyłam się niemiłosiernie, że sam na to wpadł. Zawsze to kilka godzin dłużej w jego towarzystwie. Nie wiedziałam, że to się aż tak rozwinie. Oglądaliśmy razem filmy, śmialiśmy się, rzucaliśmy popcornem, żartowaliśmy z bohaterów filmu. Było tak jak zawsze chciałam - magicznie. Z każdą chwilą dłużej spędzoną w jego towarzystwie czułam, że kocham go jeszcze bardziej. Koło jedenastej wieczorem poszłam wziąć prysznic. Nagle ktoś zapukał do drzwi łazienki.

- Tak?
- To ja, Niall. Mogę na chwilę? Tylko coś wezmę - usłyszałam głos zza drzwi.

Uwaga! Scena +18 (nie chcesz - nie czytaj. Będzie napisane gdzie koniec)

Zakryłam ciało dużym ręcznikiem, wyszłam spod prysznica i otworzyłam drzwi. Przede mną stał Niall w samych bokserkach - najwidoczniej również wyszedł spod prysznica na górze - rozczochranych włosach i z uśmiechem na ustach. Nie wiem co mną wtedy zawładnęło, ale zbliżyłam się do niego i go pocałowałam. Lekko zdziwiony, dopiero po chwili go odwzajemnił. Chwilę potem nasz dotąd delikatny pocałunek, zamienił się w namiętny, zachłanny i pełen pożądania. Wziął mnie na ręce i w dalszym ciągu całując zaczął nieść do jego pokoju. Położył mnie na łóżku, po czym ściągnął ze mnie ręcznik. Czułam się dziwnie, gdy on tak na mnie patrzył, podczas gdy ja leżę przed nim całkowicie naga i obnażona. Chłopak oblizał usta, a chwilę później zaczął całować moje usta, a następnie zaczął schodzić coraz niżej. Szyja, piersi, brzuch. Gdy zbliżył się do mojej lewej piersi, czułam się tak świetnie. Ten dreszcz podniecenia, jego dotyk na mym ciele. Uśmiechnęłam się figlarnie, po czym nas odwróciłam. Teraz to on leżał, a ja byłam nad nim. Zaczęłam całować jego tors, również schodząc coraz niżej. Oblizałam usta na widok jego namiotu na bokserkach. Zaczęłam je zsuwać, a chwilę potem wyleciał z niego naprężony i twardy już penis. Był ogromny, a ja jeszcze nigdy tego nie robiłam, co powodowało, że zaczynałam się bać. Niall się uśmiechnął, po czym wskazał na swoją męskość, a ja głośno przełknęłam ślinę. Delikatnie wzięłam go do buzi, a raczej jego początek. Zaczęłam ssać, a blondyn stękał i kręcił. Brałam go nieco pewniej do buzi ssąc jeszcze bardziej, mocniej i intensywniej. Horan prawie krzyczał.

- Taaak... [T.I] rób tak dalej... aaaaach... oooooch... jak dobrze - jęczał, a mnie to jeszcze bardziej podniecało. Chwilę potem zastygł, a z penisa wydobyła się biała ciecz, zwana potocznie spermą. Wypiłam ją i była nawet smaczna - czas się odwdzięczyć - uśmiechnął się, po czym zbliżył do mojej kobiecości i zaczął ją obcałowywać, a ja czułam się jak w raju.

Wywijał językiem na różne strony powodując, że czułam się genialnie, fenomenalnie i nie wiem jak jeszcze. Wszedł językiem głęboko, tak że chwilę potem dostałam orgazmu. Nigdy jeszcze tak się nie czułam, chciałam więcej i więcej.

- Wejdź we mnie - prosiłam mając rozmarzoną minę.

Chłopak nałożył na penisa prezerwatywę, zbliżył go do mojej kobiecości, zaczął go wsuwać głębiej i głębiej. Bolało. Cholernie bolało, ale było pod pewnym względem to również przyjemne. Doszedł do końca. Poruszał się coraz szybciej, a ja byłam mega podniecona. Czułam jak penis blondyna pulsuje, i że zaraz wystrzeli z niego sperma. Chciałam jej w środku, ale wiedziałam, że przez to mogę zajść w ciąże, a nie chciałam być jeszcze matką. Wyszedł ze mnie i oblał mój brzuch swoim nasieniem.

- Chcę więcej... - błagałam - pieprz mnie Horan.
- Kocham Cię, [T.I] - szepnął.

Położył się, a ja nadziałam się na jego penisa i zaczęłam po nim skakać i ujeżdżać go, jak konia. Tym razem skończył we mnie, a ja miałam nadzieję, że nie będzie z tego dziecka. Opadliśmy zmęczeni na łóżko i wtuleni w siebie zasnęliśmy.

Koniec sceny +18

Obudziłam się kilka godzin później. Popatrzyłam na zegarek na którym była godzina 3 nad ranem. To znaczy, że reszta pewnie już dawno wróciła. Mam nadzieję, że nie wchodzili do pokoju, bo miałabym przesrane u Louisa. Po raz kolejny zasnęłam.
Poczułam jak ktoś głaszcze mnie po policzku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętego Nialla. Przeciągnęłam się, a następnie czule go pocałowałam.

- I jak tam? - zapytał.
- Genialnie - zaśmiałam się - jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze. 
- I vice versa, [T.I] - zbliżył się, po czym zaczął mnie namiętnie całować.
- Gdzie wszyscy?
- Nie wrócili jeszcze. Lou napisał mi, że będą dopiero jutro popołudniu, bo im się przedłużyło.
- Czyli jesteśmy sami? Do jutra? - poruszałam śmiesznie brwiami.
- Dokładnie.

Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Spojrzałam na zdziwionego Horana, który ubrał bokserki i poszedł otworzyć. Usłyszałam nagle czyjś dziewczęcy głos. Nałożyłam szlafrok na siebie i poszłam zobaczyć kto to. To co tam ujrzałam przeszło moje najśmielsze myśli. Niall całował się z jakąś brunetką. Zaraz... czy to nie jest Demi Lovato?

- Tęskniłam kotku - powiedziała do niego.
- Ja za Tobą też, Demi - odpowiedział, a mnie do oczu napłynęły łzy.

Zsunęłam się po ścianie i zaczęłam płakać. Jak on mógł? Powiedział mi, że mnie kocha. Straciłam z nim swoje dziewictwo. Nic to dla niego nie znaczy? Jak ja mogłam być aż tak głupia? Dlaczego sobie na to pozwoliłam.
Wbiegłam do mojego tymczasowego pokoju i zaczęłam się pakować. Bezsilnie opadłam na łóżko, czując, że chyba nie dam rady. Dopakowałam ostatnie rzeczy. Do pokoju wszedł Niall i zszokowany patrzył co robię.

- Czemu się pakujesz?
- Czemu nie powiedziałeś mi, że kogoś masz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie - i czemu powiedziałeś mi, że mnie kochasz? Jak mogłeś mnie oszukać. Wiedziałeś, że coś do Ciebie czuję, wykorzystałeś to. Straciłam z Tobą dziewictwo, kochałam Cię... czy to nic dla Ciebie nie znaczy?
- [T.I] to nie tak... - podszedł do mnie, próbował mnie przytulić, ale ja jedynie walnęłam go w policzek.
- Nienawidzę Cię, rozumiesz? Nienawidzę - zapięłam walizkę i wyszłam z pokoju.

Przed wyjściem z domu ostatni raz popatrzyłam na Nialla, który poszedł za mną i jedynie rzuciłam mu smutne spojrzenie, po czym wyszłam trzaskając drzwiami.
Byłam w taksówce. Łzy leciały mi po policzkach, a ja nie mogłam złapać oddechu. Przypomniałam sobie o liście od dziewczyn. Wyjęłam go z torby i otworzyłam.
Droga, [T.I]!
Skoro czytasz ten list, znaczy to, że jesteś zdołowana, smutna i zła.
Zapewne również dowiedziałaś się, że Niall chodzi z Demi. Tylko nie znasz całej prawdy, od początku do końca.
My Ci ją wyjaśnimy. Otóż Niall i Demi to ustawka, tak naprawdę nie są razem. Jeśli coś wskazywało na to, że są razem, to zapewne obok były paparazzi. Oni są tylko przyjaciółmi.
Wiemy, że go kochasz. Wiemy również, że i on kocha Ciebie.
Wszyscy to wiedzieli, tylko wy nie chcieliście przyznać się sobie nawzajem, o uczuciach.
W liście dołączone są bilety na dwutygodniowe wakacje w Peru. Jedź tam. 
Wypocznij, odśwież umysł, będzie dobrze.
Harry, Zayn, Perrie, Liam, Danielle, Louis i Eleanor. 

Chyba skorzystam z tego i tam pojadę.

~*~

Minął tydzień od tego feralnego wydarzenia. Gadałam z Louisem, który powiedział, że choć nie wie co się stało to chce bym była szczęśliwa, a to szczęście może dać mi tylko Niall. Powiedział też, że Horan jest w strasznym stanie psychicznym i nie robi nic, prócz picia alkoholu, dołowania się i płaczu. On płacze? Sam jest sobie winny. Gdyby mi o wszystkim powiedział, nie byłoby afery. 
Westchnęłam cicho, wypiłam łyk wina i położyłam się na kanapie nucąc sobie jakąś piosenkę. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, oraz walenie w nie. Ociężale wstałam, po czym otworzyłam je. Przede mną stał Niall z ogromnym bukietem róż. Uśmiechnął się przepraszająco i wszedł do środka.

- Za nim cokolwiek zrobisz, wysłuchaj mnie chociaż - poprosił - nie powiedziałem Ci, bo bałem się. Sam nie wiem czego. Że Cię stracę? Że stracisz do mnie szacunek? Możliwe. Kocham Cię od zawsze, odkąd Cię pierwszy raz ujrzałem. Pamiętam każdą chwilę spędzoną w Twoim towarzystwie, wiesz? Dokładną datę, godzinę... wszystko. Zapisuję to sobie - pokazał zeszyt - gdy powiedziałaś mi wtedy, że ty coś do mnie czujesz, że to wykorzystuję byłem i szczęśliwy, bo okazało się, że odwzajemniasz moje uczucie i zdołowany, że mogłaś pomyśleć, że ja Cię wykorzystuję. To, że właśnie ze mną straciłaś dziewictwo czyni mnie jeszcze bardziej szczęśliwego, bo to znaczy, że jestem dla Ciebie ogromnie ważny. Kocham Cię i nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć, prócz tego, że to właśnie z Tobą pragnę spędzać każdą chwilę, i że...
- Zamknij się Horan - uciszyłam go - wystarczyło, że powiesz, że przepraszasz i że kochasz - zbliżyłam się do niego i czule go pocałowałam.

A co do reszty, chyba możecie sobie wyobrazić co było dalej...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wybaczcie, jeśli komuś nie pasowała scena +18, po prostu pomyślałam 'czemu nie' i tak to powstało.
To już bodajże drugi albo trzeci pomysł, który zrealizowałam. Zostały mi jeszcze dwa.
Jak wam się spodobało? Dziękuję za wasze wszystkie komentarze, które powodują, że ja po prostu płaczę ze szczęścia. To dla mnie wiele znaczy, że wam się podoba moja twórczość.
Jeśli chcecie poczytać coś mojej twórczości, to zapraszam na bloga, którego premiera odbędzie się 7 czerwca.
Jest to 7-8 rozdziałowy blog w roli głównej Zayn Malik jako Zayn Malik i Barbary Palvin jako Chloe Jacobs. 
Proszę o komentarze i dodawanie się do obserwatorów.
Martyna.

Four Hundred Fourty-Two

Pomysł Katyyyyy. Mam nadzieję,że Ci się spodoba. 

~*~

-Harry, jesteś pewny że mogę się do was wprowadzić ?-kolejny raz zadałam bratu to uporczywe pytanie. Ale to chyba dobrze,że chciałam być szczera.
-Mówiłem Ci,że tak-zaśmiał się patrząc prosto przed siebie-skończyłaś szkołę z bardzo dobrymi wynikami. Należy Ci się.
-A Twoi przyjaciele ? Nie mają nic przeciwko ? Nie chce wam przeszkadzać w pracy nad nowym albumem. No Harry powiedz coś-oburzyłam się patrząc na jego roześmianą twarz.
-Oni są wniebowzięci i przestań marudzić-poprawił grzywkę opadającą na czoło-jesteśmy na miejscu-zatrzymał się na podjeździe po ogromną willą.
No tak, uroki bycia gwiazdą. Jedną z najbardziej pożądanych przez nastolatki zespołów.
Niepewnie otworzyłam drzwiczki od samochodu i postawiłam stopy na podjeździe.
-Witam [T.I i N], przyrodnią siostrę Styles'a w naszych skromnych progach.
Przed dom wyszła roześmiana banda przyjaciół mojego przyrodniego brata którą widziałam pierwszy raz w życiu.
-Bardzo skromnych-mruknęłam pod nosem.
-Jestem Zayn-podszedł do mnie mulat o przepięknych brązowych oczach-mam nadzieję,że będzie nam się razem miło mieszkało-uśmiechnął się ukazując rząd idealnie białych zębów.
Też mam taką nadzieję, pomyślałam a do chłopaka tylko ciepło się uśmiechnęłam.

~*~

-[T.I] gdzie wychodzisz ?-do pokoju wpdał Harry.
Stałam właśnie przed lustrem i poprawiałam fryzurę szykując się na co sobotnią imprezę w gronie Malika i jego przyjaciół.
Siedzę już u swojego brata od miesiąca i to właśnie z Zayn'em najlepiej spędza mi się czas. Chodzimy razem na imprezy, na zakupy a jak nic nam się nie chce siedzimy w domu i oglądamy filmy.
-Na imprezę-odpowiedziałam malując usta czerwoną szminką.
Końcowy efekt był fantastyczny. Czerwono krwista sukienka, czarne platformy i idealny makijaż.
-Z Zayn'em ?-oparł się o ścianę krzyżując ręce na piersi-chyba się nie zakochałaś ?
Zakochałam ? Ja się chyba właśnie w nim zakochałam.
-Nie,oczywiście,że nie-wyminęłam go i wyszłam z pokoju kierując się do sypialni Malika.
-Wyglądasz bombowo-zaśmiał się Malik kiedy otworzyłam drzwi.
-Idziemy ?
-Tak już, chodź-pociągnął mnie za rękę

Głośna muzyka, alkohol lejący się strumieniami, dookoła ludzie obściskujący się w kątach, dym papierosów unoszący się w powietrzu. Jeden z najlepszych klubów w Londynie. Wywijałam właśnie na parkiecie po n-tym już drinku w rytm skocznej muzyki. Nie zwracałam uwagi na patrzących się ludzi, no tak nie codziennie spotyka się wstawioną młodszą siostrę brytyjskiej gwiazdy i to na dodatek w towarzystwie jego przyjaciela, który zniknął mi z polu widzenia.
-Może zatańczymy razem ?-poczułam czyjąś rękę na swojej pupie i nieprzyjemny oddech na szyi.
-Nie dzięki-krzyknęłam próbują być głośniejsza niż muzyka.
Jednak natręt nie zrozumiał przekazu. Jego dłonie bezczelnie błądziły po moim ciele a odór alkoholu owiewał moją twarz. Próbowałam się wyrwać jednak na marne. Natręt w pewnym momencie odwrócił głowę w drugą stronę.
-Czego-syknął do kogoś za swoim plecami-zajęty jestem.
Zielone światło świeciło wprost na twarz chłopaka który był moim zbawicielem. Zayn.
-Ta dama chyba nie ma ochoty na tańce z kimś takim-żachnął Zayn.
-Słuchaj no gówniarzu-odwrócił się w jego stronę mężczyzna przy okazji puszczając mnie-ja chyba lepiej wiem czego ta mała pragnie.
-Nie wydaje mi się-zaśmiał się Zayn i wymierzył mu prosto w twarz.

-Dlaczego to zrobiłeś ?-zapytałam Zayn'a który siedział na krzesełku w kuchni a ja przemywałam mu rozcięty łuk brwiowy wodą utlenioną.
W klubie wywołała się niezła bójka  Ochrona wyprosiła mnie i Zayn'a a tamten facet jak nigdy nic dalej został w klubie. Dopiero po czasie właściciel zdał sobie sprawę kogo wyrzucił ze swojego lokalu ale mimo przeprosin Zayn obiecał,ze jego noga w klubie już nigdy nie postanie.
-Ał-zawołał chłopak-szczypie-syknął.
-Wiem Zayn-mruknęłam.
Wyjęła z apteczki plaster i zakleiłam ostrożnie ranę starając się nie sprawić większego bólu chłopakowi.
-Więc czemu to zrobiłeś ?
-Bo mi się podobasz. Cholernie mi się podobasz-uśmiechnął się i nieśmiało pocałował.

~*~

-I jak Ci się podobały wakacje z Zayn'em ?-zaśmiał się Harry-ach ten nasz romantyk.
Spojrzałam na mojego przyrodniego brata który leżał na moim idealnie pościelonym łóżku w czasie kiedy ja zgrywałam zdjęcia z Grecji. Podobało mi się i to bardzo...tylko liczyłam na to,że Zayn powie mi,że mnie kocha. Cholera...jesteśmy razem już cztery miesiące a on nie powiedział tego ani razu.
-Było....było fajnie.
-Ej siostra co jest ?
-Nic, naprawdę.-spróbowałam się uśmiechnąć ale jestem pewna,że wyszedł z tego grymas.
-Przecież widzę, cholera [T.I] powiedz-zszedł z łóżka i stanął za krzesełkiem na którym siedziałam-nie płacz.
-Nie płaczę Harry-starłam dłonią jedną samotną łzę.
-Wszystko będzie dobrze siostra-pocałował mnie w czubek głowy-wyszłaś tu okropnie-zaśmiał się kiedy na monitorze zobaczył moje zdjęcie na wielbłądzie.
-Dzięki bracie, zawsze można na Ciebie liczyć.
-Do usług.

-[T.I] o co Ci chodzi ?
-Mnie ? Ja nie wiem na czym stoję Zayn. Nie wiem kim dla Ciebie jestem. Nic nie wiem-spojrzałam na chłopaka który stał na balkonie i gasił papierosa.
-Przecież wiesz że...
-Że co Zayn ? Że Ci się podobam ? Podobać to Ci się może bluzka w sklepie. Że Cie kręcę ? Kręcić się mogą włosy Harrego.
-[T.I].
-Nie, Zayn. Odezwij się jak sobie przemyślisz kim tak naprawdę dla Ciebie jestem.-skierowałam się do drzwi.

~*~

Od trzech dni siedzę na Krecie wspominając dwa tygodnie spędzone tu z Malikiem. Samotnie zwiedzałam wyspę przypinając sobie jego oraz to jak bardzo go kocham. Na co ja głupia liczyłam ? Że gwiazda mnie pokocha ? Poinformowałam brata o swojej kolejnej podróży i nikogo więcej.
Siedziałam na gorącym piasku i wpatrywałam się w spokojną wodę.
-[T.I]-usłyszałam za sobą znajomy głos.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Zayn'a. Podniosłam się z podłoża i zahipnotyzowana wpatrywałam się w chłopaka. Przyleciał. Zależy mu. Chyba.
-Tak się bałem-pierwsze co zrobił to mocno mnie do siebie przyciągnął i objął-tak się o Ciebie martwiłem.
-Skąd..skąd wiedziałeś,że tu jestem ?-poczułam zapach jego perfum.
-Harry.
-Zayn..ja.
-Nie [T.I]-przerwał mi chłopak-te trzy dni bez Ciebie, ja wariowałem. Wiem jestem idiotą. Ani razu nie zapewniłem Cię o swoim uczuciu, miałaś prawo się tak zachować.
-Zayn ja naprawdę...
-Posłuchaj [T.I] jest jedyny sposób żeby zapewnić Cię o mojej miłości-sięgnął dłonią do kieszeni i klęknął na prawe kolano-nie musimy od razu brać ślubu. Kocham Cię [T.I], kocham Cię jak wariat i chce żebyś została moją żoną.
Zaskoczona zakryłam usta dłonią. On mnie kocha i chce żebym została jego żoną. Mnie.
-Zayn ja..-szepnęłam-ja się zgadzam.
Zayn wsunął pierścionek na mój palec i chwycił mnie w objęcia. Cała wyspa zaczęła wirować. Byłam szczęśliwa. Tak cholernie szczęśliwa.

Wkurzyłam się i tak jakoś zebrałam się w sobie i napisałam :) Mam nadzieję że jest w miarę ogarnięty i do przyjęcia ?:) Przepraszam za błędy i do następnego :) 

sobota, 27 kwietnia 2013

Four Hundred Fourty - One

Pomysł @DancingAjkaF


22.09.2012 ; 4:35 pm.

Kolejny dzień. Kolejna doba. Kolejna godzina, minuta, sekunda tego bezbarwnego życia.
Wszyscy uważają, że przelatuje nam między palcami. Jak dla mnie to płynie ono za wolno.
Gdyby ktoś wszedł w historię mojej internetowej przeglądarki, mógłby się przerazić i to nie na żarty. Co drugi termin był związany z samobójstwem.
Jak na razie nie mam odwagi żeby je popełnić, ponieważ nie chce opuszczać osoby, którą kocham całym sercem. Tylko i wyłącznie Harry trzyma mnie przy życiu. On jako jedyny wprowadza do niego cień barw na to szare tło.
Jednak muszę się przygotować odpowiednio wcześnie. Przecież on prędzej czy później także ode mnie odejdzie. Jak wszyscy …

Kolejne popołudnie, które spędzam na pisaniu pamiętnika. Kolejna strona zapisana innym tekstem, jednak o tym samym przesłaniu.
To nie tak, że chcę umierać bez powodu. Jestem po prostu za bardzo zmęczona życiem. Wiem, że jestem jeszcze bardzo młoda, ale pomimo to przeszłam bardzo dużo.
Moi rodzice … Co tu dużo o nich mówić. Biznes był ważniejszy od własnego dziecka. Nigdy ich nie było w ważnych dla mnie chwilach. Nie potrafili mi poświęcić chociażby 5 minut. Ja naprawdę nie wymagałam dużo. Jedynie buziaka na dobranoc. Niestety nigdy się go nie doczekałam.
Przewróciłam stronę, aby rozpocząć nowe zdanie. Niechcący przecięłam się ostrą krawędzią kartki na nadgarstku. Syknęłam z bólu, jednak po chwili poczułam ulgę. Tak jakby wszystkie moje problemy odeszły w niepamięć. Spojrzałam za cieniutką, czerwoną linię z zaciekawieniem.

To coś nieznanego
Słodycz i szał

Nie przypuszczałam, że jeden przypadek może tak bardzo pomóc. Odłożyłam zeszyt na stół i pobiegłam do łazienki. Wyciągnęłam z szafki nowe żyletki Harry’ego i odpakowałam jedną z nich. Przyjrzałam się jej dokładnie. Światło odbijało się w jej metalicznej postaci. Chwyciłam ją pewniej, a następnie przyłożyłam do nadgarstka. Wykonałam delikatnie cięcie, nad tym poprzednim. Ponownie to samo uczucie. Ulga. Tym razem przycisnęłam cienką blaszkę mocniej do skóry. Moje ciało momentalnie zrobiło się za ciężkie do utrzymania. Zjechałam po ścianie na podłogę.
- Na dzisiaj wystarczy [T.I] … - powiedziałam sama do siebie.
Odczekałam jeszcze chwilę, aby do siebie dojść. Po minionym czasie wstałam, schowałam jeszcze nierozpakowane żyletki do szafki, natomiast swoją ukryłam w mojej kosmetyczce.
Opłukałam zimną wodą zakrwawioną rękę, którą następnie zabandażowałam. Ściągnęłam poplamioną koszulkę. Wrzuciłam ją do pralki, natomiast na swoje ciało narzuciłam szary sweter Harry’ego. Uwielbiałam chodzić w jego ubraniach. Zawsze, niezależnie od tego czy były świeżo wyprane, czy już noszone, były przesiąknięte jego zapachem, który tak jakby dawał mi siłę, aby następnego ranka jednak się obudzić.

Dzisiaj za domem rozgląda się ten
Kto ulicę domem zwał

Uciekłam od rodziców. Nie potrafiłam z nimi dłużej wytrzymać pod jednym dachem. Pierwszą noc spędziłam w londyńskim metrze. Dopiero następnego dnia postanowiłam coś ze sobą zrobić. Poszłam do pracy. Później zaczęłam studia, na których poznałam mojego obecnego chłopaka. Wynajęliśmy wspólne mieszkanie.
Pewnie większość ludzi  nie potrafi pojąć dlaczego próbuję się zabić. Przecież moje życie jest wprost idealne. Tu jednak nie chodzi o teraźniejszość. Tu chodzi o moja przeszłość.
Odkąd pamiętam w mojej rodzinie były konflikty, których chcąc, bądź też i nie, byłam świadkiem.
Jeśli chodzi o szkołę, to w środowisku moich rówieśników nie zostałam przyjęta najlepiej. Zawsze byłam tym przysłowiowym workiem do bicia.
Moja samoocena gwałtownie spadała, aż doszło do całkowitego braku samoakceptacji. Tak, nie akceptuję siebie, nawet pomimo słów Harry’ego. Po prostu nie potrafię. Widzę w sobie tylko i wyłącznie kogoś, kto nie zasługuje na nic dobrego. Kogoś, kto jak najszybciej powinien się usunąć z drogi innym.
W końcu doszło do tego, że zachorowałam. Na bulimię. W zasadzie z własnej woli.
Nawet nie myślę o tym żeby się leczyć. Im szybciej wykończę swój organizm tym lepiej.

O naszych snach nikt nie wie...
Zbudź mnie już czas na samotność i żal

Harry oczywiście o niczym nie wie. Przed nim udawałam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gdyby się dowiedział, od razu zmusiłby mnie do poddania się leczeniu, a ja naprawdę tego nie chcę.
Harry jest wspaniałym chłopakiem i zasługuje na wspaniałą dziewczynę. On twierdzi, że to ja nią jestem. Niestety ja tego zdania nie podzielam.
Powinien mieć kogoś kto na niego zasługuje. Kogoś kto da mu wsparcie, gdy go będzie potrzebował. A co ja mogę zrobić ? Ja sama potrzebuję pomocy. Nie będę w stanie pomóc jemu, skoro nie potrafię sama sobie.

Nikt nie zna mnie i ciebie
Oto jest powód marzenia

Cały czas się zastanawiam dlaczego jeszcze ode mnie nie odszedł. Chciałam mu to ułatwić. Wywoływałam potężne kłótnie o bzdety. Dosłownie. Jednak zawsze kończyło się to tylko na kilku krzykach. Po 15 minutach już siedzieliśmy wtuleni w siebie na kanapie.
W zasadzie to ja go mogłam zostawić, ale tam gdzieś głęboko, jednak tlił się ten płomyczek nadziei, który zakładał, że Harry pozostanie ze mną na zawsze.

O tak, to ciała nasze winne są
Ich sny
Po nocach się śnią
Noc aż drży
Kiedy my
Cicho opadamy z chmur
I szepcze srebrzysty nasz chór
'Oooooooooooooo ...'

- Na dzisiaj koniec [T.I] … - powiedziałam sama do siebie, jednocześnie zamykając zeszyt. Podniosłam się z kanapy. Podeszłam do wysokiego regału z książkami. Stanęłam na taborecie i odłożyłam brudnopis na samą górę, gdzie od kilku miesięcy było jego stałe miejsce. Następnie przeszłam do kuchni. Wstawiłam wodę w czajniku, a do kubka nasypałam liściastej herbaty. Usłyszałam jak drzwi mieszkania się otwierają, a następnie szybko zamykają. Po chwili poczułam na swoim policzku lodowate usta.
- Harry … Jesteś zimny … - zaśmiałam się, jednocześnie wyrywając z jego uścisku, w którym zdążył już uwięzić moje ciało
- Nie dostanę nawet króciutkiego całuska ? – zapytał zasmucony, z miną zbitego szczeniaka
- No chodź tu.
Na moje słowa szeroko się uśmiechnął i w ułamku sekundy znalazł się przede mną. Szybko się nachylił, aby po chwili czule mnie pocałować.
Poczułam jego zimne, duże dłonie na moich biodrach.
- Harry ! Błagam cię ! Wiesz, że nie znoszę zimna !
- Przepraszam. – Zaśmiał się, po czym po raz ostatni złożył na moich ustach krótki pocałunek
- Chcesz herbaty ?
- Tak. – Wyszczerzył się jak pięcioletnie dziecko. Ten chłopak naprawdę potrafił nanieść koloru na płótno życia. Szkoda tylko, że kiedy znikał, przeszłość bardzo szybko je zamazywała szarością. – Co dzisiaj robiłaś ? – zapytał, tym samym siadając na krześle przy stole i porywając jedno ciastko z talerzyka
- Różne rzeczy … Uczyłam się do egzaminów, ogarnęłam trochę nasz pokój, bo przypominał on jedną, wielka krainę makulatury. Poza tym to nic .. No na pewno nie wychodziłam na dwór … - zaśmiałam się
- [T.I] … Na zewnątrz jest +10 stopni. Nie przesadzaj znowu …
- Jak dla mnie to o 15 stopni za mało.
- Ach, no tak. Przecież ty musisz mieć tropiki żebyś była usatysfakcjonowana.
- Wystarczy mi +20 …
Na moje słowa obydwoje się zaśmialiśmy.
- Ładnie wyglądasz w tym swetrze …
- Dzięki … - odpowiedziałam speszona. Zawsze tak reagowałam na jego komplementy. Usłyszałam jego cichy chichot wywołany zapewne moją reakcją. Po chwili poczułam jak jego silne ramiona oplatają moją talię. Oparł swoją brodę na moim ramieniu i zaczął się delikatnie kołysać.
- Dlaczego zawsze się peszysz, kiedy powiem ci coś miłego ? – wyszeptał rozbawiony
- Bo tak już na mnie działasz … Nie zmienisz tego …
Na moje słowa ponownie się zaśmiał, po czym złożył na moim policzku soczystego buziaka. Następnie powrócił do swojej poprzedniej pozycji z brodą na moim ramieniu.
- Wiesz, że cię kocham, prawda ? - zapytał
- Tak.
- I że nigdy cię nie zostawię.
- Harry … - zaczęłam, odwracając się do niego przodem. Jedną dłoń położyłam na jego karku, a drugą zaczęłam się bawić jego włosami – Nie obiecuj mi rzeczy niemożliwych.
- Ja mówię prawdę [T.I]. Zawsze z tobą będę. – Wyszeptał, tym samym opierając swoje czoło o moje. Tą przyjemną chwilę czułości przerwał gwizd czajnika. Chłopak szybko zakręcił gaz i długo oraz namiętnie mnie pocałował. Jeszcze nigdy nie zrobił tego w taki sposób. Ten pocałunek był przepełniony silnym uczuciem, ale i desperacją oraz strachem. Wiedziałam, że były one spowodowane moją osobą. To przeze mnie był zdesperowany. To ja sprawiłam, że się czegoś obawiał.
Poczułam jak jego palce powoli wplątują się w moje. Od razu odwzajemniłam ten uścisk.
Pod moimi przymkniętymi powiekami zaczęły się gromadzić łzy.
Jak ja mogłam krzywdzić tak wspaniałego człowieka jakim był Harry. Jak ja go mogłam tak traktować. Nie zasługuję na niego nawet w najmniejszym stopniu. Im szybciej zejdę mu z drogi, tym mniej krzywdy zdołam mu wyrządzić.

- Gdzie ty to wszystko mieścisz dziewczyno … - zaśmiał się kiedy pochłaniałam kolejną kanapkę
- Nie wiem …
- Ty jesz za dwoje, a wcale nie tyjesz … Czy to jest w ogóle możliwe ?
- Tyję, tylko że ty jak zwykle tego nie widzisz … - oznajmiłam. Odłożyłam talerz do zmywarki, po czym zmierzyłam do naszego pokoju. Wyjęłam z szafy dres, w który szybko się przebrałam. Związałam włosy w wysokiego kucyka. W tym samym momencie do pokoju wszedł Harry. Szybko opuściłam ręce i naciągnęłam na nadgarstki rękawy bluzy.
- Znowu idziesz biegać ? – zapytał najwyraźniej niezadowolony tym faktem
- Wrócę zanim się obejrzysz … - uśmiechnęłam się, po czym dałam mu krótkiego całusa w policzek. Następnie go wyminęłam i opuściłam pokój. W korytarzu założyłam jeszcze buty. Zauważyłam, że chłopak bacznie mi się przygląda. Modliłam się tylko żeby przypadkiem niczego nie zauważył.
Wyprostowałam się. Uśmiechnęłam się do niego ostatni raz, po czym wyszłam z mieszkania.
Pobiegłam do pobliskiego parku, gdzie było miejsce do wykonywania ćwiczeń na świeżym powietrzu.
Na każdym z wynalazków spędziłam po pół godziny. Następnie wykonałam jeszcze pięć okrążeń wokół parku.
Około 12 w nocy wróciłam do domu.
Od razu skierowałam się do naszej sypialni. Na łóżku dostrzegłam spokojnie śpiącego, cudownego chłopaka. Kiedy był pogrążony we śnie, wyglądał jak małe, niewinne dziecko, pomimo, że miał już prawie 19 lat.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Cicho zamknęłam drzwi, aby go nie obudzić. Następnie wolnym krokiem skierowałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz, po czym uklękłam przed sedesem. Palicami jednej ręki chwyciłam moje włosy, z kolei palce drugiej powędrowały do moich ust. Po chwili cała zawartość mojej kolacji została przeze mnie zwrócona. Spłukałam za sobą wodę. Chwyciłam do ręki szczoteczkę i pastę. Dokładnie umyłam zęby oraz twarz. Następnie ściągnęłam z siebie ubranie. Odwinęłam bandaż, który wyrzuciłam do kosza. Weszłam pod prysznic, aby zmyć z siebie ciężar dzisiejszego dnia.
Owinięta ręcznikiem podeszłam do lustra. Spojrzałam w swoje odbicie. Podkrążone oczy, gdzieniegdzie wybroczyny na policzkach. Wyglądałam okropnie. Wyciągnęłam z szafki nowy opatrunek, którym owinęłam poraniony nadgarstek. Założyłam na siebie koszulkę Harry’ego, której rękawy były idealnie za duże.
Po raz ostatni upewniłam się, że zostawiłam po sobie porządek, a następnie ruszyłam do pokoju.
Bezszelestnie wślizgnęłam się pod kołdrę, tak aby nie wyrwać chłopaka ze snu. Po chwili poczułam jak przywiera do moich pleców i oplata mnie swoją ręką w pasie. Delikatnie musnął ustami moją szyję. Następnie mocniej się we mnie wtulił i ponownie odpłynął do krainy snów.

Rano obudziły mnie potworne mdłości. Szybko zerwałam się z łózka i pobiegłam do łazienki. Wymiotowałam wodą. Czemu tu się dziwić. Kolację zwróciłam wieczorem, a od tego czasu niczego nie jadłam.
- [T.I], wszystko w porządku ? – zapytał, tym samym kucając przede mną
- Tak. Po prostu coś mi musiało zaszkodzić. Albo po prostu za dużo wczoraj zjadłam … - oznajmiłam z bladym uśmiechem. Szybko wstałam w celu umycia zębów. Harry cały czas mi się przyglądał. Widziałam po jego minie, że się o mnie martwił.
- Nie wyglądasz najlepiej. Zostań dzisiaj w domu. Odpocznij jeden dzień.
- To nie jest potrzebne …
- Proszę … - westchnął, przymykając przy tym na chwilę powieki
- Jak sobie życzysz …
Zanim wyszedł na uczelnię, przygotował mi jeszcze herbatę oraz jakieś leki.
W zasadzie cały dzień przeleżałam w łóżku. Nie jadłam ani nie piłam. Jedynie przygotowany rano napój, żeby nie było niepotrzebnych zmartwień.
  
Chorobę było mi ukrywać coraz ciężej. Bardzo często wymiotowałam podczas obecności Harry’ego. Tłumaczyłam, że to nic takiego, ale on z każdym dniem wierzył mi coraz mniej. Martwił się o mnie. Nie chciał żebym cierpiała. Jak na razie uważał, że jest to tylko wirus, ale bądźmy szczerzy … Przecież taka infekcja nie może trwać w nieskończoność.

Puls szalony goni
Wstał nowy świt

,,[…] pozostanie ze mną na zawsze.
Zamknąłem zeszyt i odrzuciłem jak najdalej od siebie. Usiadłem na kanapie i zacząłem się wpatrywać w przestrzeń. Nie wierzyłem w to co waśnie przeczytałem. To nie może być prawda.
Schowałem twarz w dłoniach i najzwyczajniej w świecie rozpłakałem się jak małe dziecko.
Nie chciałem tego czytać, jednak coś mnie tknęło. Coś mi mówiło żebym otworzył ten cholerny zeszyt i dowiedział się tej okropnej prawdy. Usłyszałem jak drzwi sypialni się otwierają. Wiedziałem, że biegnie do toalety. Wolnym krokiem podszedłem do pamiętnika. Podniosłem go, po czym skierowałem cię do pomieszczenia, w którym przed chwilą zniknęła dziewczyna.
Oparłem się o framugę i patrzyłem jak wymiotuje wodą, bo niczym innym nie była już w stanie.
- Paskudny ten wirus, co ? – zapytałem jak gdyby nigdy nic
- Do najlepszych to on nie należy …
- Hmmm … A może to wcale nie wirus, tylko na przykład, no nie wiem … Bulimia ?
Dostrzegłem na jej twarzy zakłopotanie
- Bulimia ? Skąd ten pomysł ? – zapytała, nerwowo się uśmiechając
- Wiesz … Znalazłem taki bardzo ciekawy fragment … Poczekaj … Tylko go znajdę. – Oznajmiłem tym samym wyciągając zza pleców zeszyt – O, jest … ,,W końcu doszło do tego, że zachorowałam. Na bulimię. W zasadzie z własnej woli.
Nawet nie myślę o tym żeby się leczyć. Im szybciej wykończę swój organizm tym lepiej.
Bardzo interesujący był też ten kolejny ,, Harry oczywiście o niczym nie wie. Przed nim udawałam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gdyby się dowiedział, od razu zmusiłby mnie do poddania się leczeniu, a ja naprawdę tego nie chcę.”. To takie miłe, że o mnie wspomniałaś … - dodałem załamującym się głosem. Po moich policzkach ponownie zaczęły spływać łzy

Ty lśniącym okiem zaglądasz do okien
Dorosły jesteś jak nikt

Wiem, że nie zachowałem się najdojrzalej, ale [T.I] postąpiła dokładnie tak samo.
- Skąd to masz …
- Wyobraź sobie, że znalazłem to zupełnie przez przypadek. Gdyby nie to, że szukałem swoich notatek na regale, do teraz nie wiedziałbym o istnieniu tego czegoś. Cały czas uważałbym, że złapałaś jakąś grypę żołądkową, a ty nadal żyłabyś w kłamstwie.
- Harry, to nie tak … - mówiła również płacząc
- A jak ! – krzyknąłem – Z tego co tu napisałaś, to nie miałaś mi zamiaru o tym powiedzieć ! Chciałaś się sama wykończyć ! Pisałaś, że niby chcesz tylko i wyłącznie mojego dobra … Czy ty wiesz, jak ja bym się czuł gdybym cię stracił ?! Gdybyś odeszła ?! Z przyjemnością sam bym sobie odebrał życie. Tyle razy ci mówiłem jak bardzo jesteś dla mnie ważna, ale oczywiście musiałaś wyimaginować sobie coś sama. Coś co nigdy nie było, nie jest i nie będzie prawdziwe !
Zacząłem do niej powoli podchodzić. Chwyciłem jej rękę i odwinąłem do góry rękaw. Zauważyłem na jej nadgarstku bandaż. Niedbale go rozwiązałem, po czym rzuciłem na ziemię. Moim oczom ukazała się jej drobna ręka, w czerwonych, cienkich kreskach. Na sam widok do moich oczu napłynęła kolejna fala łez.
- Co ja zrobiłem źle. Co przeoczyłem, że nie zobaczyłem, że z tobą się coś dzieje. Przecież musiało być w twoim zachowaniu coś, co pozwoliłby mi dostrzec to, że jesteś chora. Że masz bulimię.

O naszych snach nikt nie wie.
Zbudź mnie już czas na samotność i chłód

- To co przeczytałem było dla mnie jak kubeł zimnej wody. Myślałem, że cię znam. Że wiem o tobie prawie wszystko. Jednak okazało się, że żyję z osobą, która jest mi zupełnie obca. Czuję się jakby mi się przyśniło to, że byłaś taka jaka byłaś, a po przebudzeniu powróciłem do rzeczywistości, w której osoba, którą kocham całym sercem jest poważnie chora i chce umrzeć.

Nikt nie zna mnie i ciebie

- Ty wiedziałaś o mnie wszystko, a pomimo to i tak uważałaś, że jestem inny. Nigdy nie udawałem przed tobą kogoś innego. To właśnie przy tobie zawsze byłem sobą. Przy innych grałem. To inni mnie nie znają.
Jeśli chodzi o ciebie to już wiem, że ciebie nie zna nikt. Ale teraz pytanie. Czy ty znasz samą siebie. Czy ty wiesz, kim tak naprawdę jesteś …
Otarłem swoje policzki z łez. Jednak na nic to się nie zdało bo na ich miejsce wpłynęły nowe. Odwróciłem się, po czym jak najszybciej wybiegłem z mieszkania.

Oto jest powód marzenia

25.03.2013 ; 5:43 pm.

Mam 19 lat. Jednak nie zawsze czuję się dorosły.
Kiedy przeczytałem zawartość zeszytu, w którym sam teraz piszę miałem wrażenie, że byłem małym, przerażonym chłopcem, który stracił to, co było dla niego najważniejsze.
Czułem jak cały świat, w jednej sekundzie się zawalił. Wszystko zniknęło w jednej chwili. Moje zachowanie nie było odpowiedzialne. [T.I] mogła sobie przecież zrobić krzywdę. Już i tak była na granicy nerwowej wytrzymałości.
Pamiętam, że zastałem ją nieprzytomną w łazience. Zemdlała z wycieńczenia. W drodze do szpitala modliłem się żeby tylko wyszła z tego cało. Nie przeżyłbym gdyby mnie zostawiła. Gdyby ode mnie tak po prostu odeszła.
Zdecydowała się leczyć.
Obiecałem jej, że przejdziemy przez to razem. I przeszliśmy.

- Harry, idziesz ? – usłyszałem zniecierpliwiony głos dziewczyny – Elena i Trevor nie będą czekać na nas całych wieków …
- No już … - zaśmiałem się.
Zamknąłem zeszyt, który chwilę później chwyciłem w rękę. Szybkim krokiem skierowałem się do wyjścia, gdzie czekała na mnie [T.I].
- Ślicznie wyglądasz. – Oznajmiłem, tym samym oplatając jej talię ramieniem. Dziewczyna na moje słowa delikatnie się uśmiechnęła oraz zarumieniła, co próbowała ukryć – Nie rób tego. – Wyszeptałem, chwytając jej podbródek tak, aby mogła na mnie spojrzeć – Zawstydzona wyglądasz jeszcze piękniej. – Zaśmiałem się, następnie czuje ją całując.
- Co chcesz z tym zrobić ? – zapytała wskazując na brudnopis
- Zostawię to … Na przykład tutaj … - powiedziałem, tym samym zostawiając przedmiot pod drzewem i ruszając dalej.
- Ktoś to może przeczytać …
- I dobrze. W tym zeszycie został przedstawiony obraz prawdziwej miłości, której nic nie było w stanie pokonać. Ten ktoś będzie nam za to wdzięczny. Zobaczysz … - zaśmiałem się, ponownie czuje i namiętnie całując moją najwspanialszą księżniczkę na świecie, bez której nie wyobrażam sobie życia.

O tak, to ciała nasze winne są
Ich sny
Na jawie się śnią
Wielka czerń
Naszych serc
Zanuci żałośnie wśród chmur
I szepnie srebrzysty nasz chór
'Oooooooooooooo ...'

O tak, to ciała nasze winne są ...


------------------------------------------
*Tekst napisany kursywą to słowa piosenki z musicalu Przebudzenie Wiosny. Jest to tłumaczyenie. Oryginał to Guilty Ones.
Na pierwszy rzut oka, może się wydawać, że tekst piosenki ma się nijak do treści imagina. Jednak jeżeli wczytamy się w niego głębiej i pomyślimy trochę nad jego innym znaczeniem, dostrzeżemy, że tak na prawdę te obydwie rzeczy mogą mówić o tym samym.
Tekst piosenki musimy po prostu potraktować/czytać w przenośni :)

Jeżeli ktokolwiek mieszka w okolicach Chorzowa, to serdecznie was zapraszam do Teatru Rozrywki.
Spektakle są zaplanowane na maj :) Na prawdę warto. Muzyka jest cudowna <3
Ja będę na pewno na każdym, więc kto wie ... Może się zobaczymy :)

Co do imagina. Nie wiem czy mniej więcej o coś takiego chodziło, czy też nie. Po prostu taki pomysł miałam na tego jednoparta. Mam nadzieję, że jednak się spodobał :)
We wtorek kolejny imagin z mojej strony :)