niedziela, 26 stycznia 2014

Six Hundred Thirty-One

Leżę tutaj już od dziewięciu lat 
Nie mogę nic powiedzieć, ruszyć ręką ani wstać 
Sprawny umysł mam, jednak martwe ciało 
Wszystko słyszę i czuję, po prostu wegetuję 

- Cześć [T.I], przyniosłam ci kwiaty, twoje ulubione, czerwone róże - ktoś przejechał dłonią po mojej, pewnie bladej jak kartka, ręce. - Jak się dzisiaj czujesz? U nas dobrze, Matt żeni się za dwa tygodnie, to wręcz niepojęte, że twój starszy brat wreszcie dorósł - w pokoju rozległ się cichy śmiech szatynki. Przynajmniej dla mnie została brązowowłosą. Mam nadzieję, że mama nie zmieniła koloru, a na jej plecy dalej opadają brązowe fale. - Rozmawiałam dzisiaj z lekarzami, [T.I], oni mówią, że nie ma nadziei... - chciałam wykrzywić usta, słysząc ciche łkanie rodzicielki. Chciałam ścisnąć ją za rękę i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że niedługo się obudzę, że nareszcie powiem jej wszystko, czego nigdy jej nie powiedziałam. Chciałam ją znowu przytulić, pogadać o typowych dla nastolatki problemach, z którymi ona radziła sobie wręcz doskonale, bo sama kiedyś była nastolatką. Chciałam powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham. Chciałam podziękować za to, że dała mi życie, że zawsze była przy mnie...Zamiast tego mogłam tylko leżeć i krzyczeć w środku. Mogłam wyobrażać sobie, jak robię smutną minę i wspieram ją pocieszającym gestem. Mogłam wyobrazić sobie wszystko, nawet mamę, która jeszcze dziewięć lat temu prawie codziennie chodziła w bordowym swetrze i piła ulubioną, szałwiową herbatę z lekko nadłamanego kubka, z którym wiązała jakieś ulubione wspomnienie i do którego miała szczególny sentyment.
Jak teraz wyglądasz, mamo?
Kiedy wreszcie otworzę oczy i cię zobaczę?
Nigdy?
Chyba nigdy.

Pamiętasz mamo, jak tuliłaś mnie do snu? 
A teraz tylko ból i pokój zawsze pełen róż 
Każdego dnia jednego tylko chcę 
Błagam was, zlitujcie się i zabijcie mnie 

Przykro mi, nic się nie zmieniło - ktoś grubym i męskim głosem skierował te słowa do mojego ojca i matki, którzy stali gdzieś niedaleko mnie.
- Żadnej poprawy? Nic? - zapytał mój tata łamiącym głosem. Nigdy nie płakał. Musiałam doprowadzić go do katastrofalnego stanu.
- Przykro mi. Nie odpowiada na żadne bodźce, nie otwiera oczu, nic nie mówi, nie krzyczy, nie rusza nawet małym palcem u ręki - odpowiedział na pytanie ojca, a ja chciałam mu pokazać, że umiem samodzielnie wstać i zrobić fikołka w powietrzu, że potrafię powiedzieć wszystko, co wiem, że mogę wyrecytować pięcio-zwrotkowy wierszyk i tabliczkę mnożenia, którą miałam zdać pani od matematyki następnego dnia, którego niestety nie doczekałam cało - Trzymamy ją już bardzo długo. I dla nas, i dla państwa jest to pewnie bardzo męczące...
- Nie! - krzyknęła płaczliwie kobieta, chwytając mnie gwałtownie za rękę, wbijając przy tym długie i lekko poobgryzane paznokcie w skórę. Jęknęłam w duchu i przeklęłam w myślach, chcąc strzepnąć jej smukłe palce z mojego nadgarstka. - Proszę jej nie odłączać! Proszę nie zabijać mi córki!
- Proszę pani, nic innego nie możemy zrobić..
- Jesteście lekarzami, do cholery! Podobno najlepszy szpital w kraju, jak nie na kontynencie! - warknął mój ojciec, a mama pewnie pokiwała głową, jako że zgadza się z jego słowami.
Czemu nie chcecie mnie zabić?
Zabijcie mnie.
Ja już nie chcę żyć.
Przynajmniej nie w taki sposób.

W natłoku myśli wielu chłopców miałam 
I w niejedną wielką podróż wyruszyłam 
Wiem, że ty naprawdę to przeżyłaś
A ja po prostu śniłam, ja po prostu śniłam 

Ktoś głośno odsunął krzesło obok mojego niewygodnego łóżka, niszcząc tym dźwiękiem moje biedne uszy. Pieprzony ktoś.
- Cześć księżniczko - nachylił się nade mną i cmoknął lekko moje czoło, a później policzek.
Cześć, Niall. - wyszeptałam w myślach, uśmiechając się przy tym szeroko. Przynajmniej w środku, bo na zewnątrz moja twarz pozostała niewzruszona, nijaka.
- Wygraliśmy ten mecz, rozumiesz? Mam stypendium! - zaśmiał się głośno uradowany, a ja cieszyłam się z tego jak głupia. Mój kochany przyjaciel spełnia marzenia, kiedy ja bezczynnie leżę, przywiązana do łóżka i podpięta do dziesiątek aparatur. - Szkoda, że nie pojedziesz ze mną na studia. Byłoby fajnie, nie? Mielibyśmy razem pokój i pewnie codziennie chodziliby nas uciszać, bo zawsze masz głupawki w najbardziej nieodpowiednich porach - zachichotał cicho. - Zawsze chciałaś pojechać na Florydę, prawda?
Chciałam otworzyć oczy i pokiwać głową na 'tak'. Chciałam na niego popatrzeć, przeczesać dłonią jego brązowe włosy, które podobno zaczął farbować na blond osiem lat temu. Zobaczyć te białe ząbki, na których był jeszcze niedawno aparat, a teraz nie ma już nic. Chciałam przytulić mojego najlepszego na świecie przyjaciela, który jeszcze kilkanaście dni temu przyznał mi się do tego, że za mną cholernie tęskni.
- Pewnie słyszałaś, że chcą cię odłączyć? - westchnął ciężko. - Nie chcę cię stracić, [T.I], nie chcę... - urwał, jakby chciał przygotować mnie na coś ciężkiego, szokującego. - Ja nie mogę znieść myśli, że stracę najukochańszą osobę, że któregoś dnia, gdy tu przyjdę, to zastanę jedynie puste łóżko i te pieprzone, zaschnięte róże, które codziennie ci przynoszę. Czemu nie możesz się obudzić i uczynić mnie najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi? Przecież bym ci pomógł, przecież byśmy sobie poradzili, wiesz o tym, prawda? - westchnął głośno - Mam nadzieję, że gdy wrócę... - znowu urwał, odchrząkując. - Bo wiesz, [T.I], wyjeżdżam na tydzień. Nie chcę, ale chłopaki z drużyny i ich dziewczyny jadą na wakacje do Kalifornii i biorą ze sobą Jess, a wiesz, że ona zawsze mi się podobała no i pomyślałem, że ty możesz się już nie obudzić, a ona jest na wyciągnięcie ręki... - kaszlnął cicho i pociągnął nosem. Czy on płakał? - Chodzi o to, że muszę sobie ciebie kimś zastąpić, chociaż wiem, że jesteś niezastąpiona, ale [T.I], oni chcą cię zabić, rozumiesz? A ja nie chcę być wiecznie sam, czekam na ciebie dziewięć lat, a ty nie wydałaś z siebie najmniejszego dźwięku. Przez te dziewięć lat ani na ułamek sekundy nie otworzyłaś oczu. Ja nie mogę tak dłużej. Czuję się tak, jakbym był do ciebie przywiązany, jakby męczyło mnie pewnego rodzaju poczucie winy... Ja chcę się wreszcie zakochać, obdarzyć jakąś dziewczynę takim samym uczuciem, jakim obdarzyłem ciebie. Rozumiesz? - przysunął się na krześle, chwytając delikatnie moją lewą dłoń. - Kocham cię. Ja cię tak cholernie mocno kocham, [T.I] - wyrzucił płaczliwie, a moje serce zabiło kilka razy mocniej, o czym na chwilę poinformowały maszyny. Na tak krótką chwilę, że nikt się tym nie zainteresował.
Chłopak wstał z krzesła i nachylił się nade mną, ujmując moje policzki w duże dłonie. Musnął swoimi ustami moje spierzchnięte wargi, szepcąc przy tym kolejny raz, że mnie kocha.
- Przepraszam, [T.I], muszę już iść - wyszeptał, a kilka jego słonych łez spadło na moje policzki. - Pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. Nic nas nie rozłączy.
Trzaśnięcie drzwi i rozpacz, która zapanowała moim ciałem i umysłem.
Czemu nie mogłam odwzajemnić pocałunku?
Czemu nie mogłam go zatrzymać?
Czemu, do cholery, nie mogłam powiedzieć mu, że też go kocham?

Codziennie pytam, czy kiedyś to się skończy 
I nienawidzę słów: ,,Nic nas nie rozłączy" 
Codziennie modlę się, byś zabrał mnie ze sobą 
Ludzie nie mają prawa, ludzie zabić mnie nie mogą

Panie Boże, nie każ mi dłużej tutaj leżeć, weź mnie wreszcie do siebie. Ja już nie wytrzymuję - mówiłam w myślach regułkę, będąc słabą i wyczerpaną.
Mój organizm od kilku dni nie przyjmował pokarmu w kroplówkach. Czułam, że powoli nadchodzi ten dzień, że wreszcie odejdę z tego świata i zacznę nowe, lepsze życie tam na górze. Zaznam spokoju. I ja, i moi bliscy.
- [T.I], nie martw się, to pewnie chwilowe. Zaraz pewnie ci się polepszy i wszystko znowu będzie w porządku. Będziesz sobie leżeć i czekać na kolejną próbę wybudzenia. A jak i to nie pomoże, to poczekamy do następnej i następnej, aż wreszcie staniesz na nogi - moja mama dalej była pełna nadziei, codziennie wmawiała mi, że będę normalnie funkcjonować, w co ja ani trochę nie wierzyłam. - Myszko, będzie dobrze, naprawdę. Obiecuję, że jeszcze doczekam się twojego wesela - zachichotała. - Obudzisz się i znowu będziemy rozmawiać przy kubku kakao, tak jak kiedyś - dalej trajkotała, a ja nagle bardzo dziwnie się poczułam. Jedna z maszyn wydała dziwny, przeraźliwy pisk, przez co do sali wpadło kilka osób.
- Co się dzieje? - matka krzyknęła rozhisteryzowana, ale jedna z doktorek szybko ją uspokoiła.
Ktoś nagle mocno uszczypnął mnie w rękę, przez co odruchowo zacisnęłam lekko pięść i podniosłam powieki.
- Mamo... - wychrypiałam niewyraźnie dawno nieużywanym głosem, zwracając przy tym uwagę wszystkich. - Powiedz Niallowi, że...że też go kocham - wyszeptałam, zamykając przy tym oczy.
Krzyk, płacz, panika, histeria i długi, przeraźliwy pisk - ostatnie rzeczy, które słyszałam.

Pip, pip, pip, pip.
Piiiip.



__________________________

Heeejooo :O
Przepraszam, że ten imagin taki kiepski, ale nie mam czasu na napisanie czegokolwiek z sensem, a trza się zmieścić w normie :// Wgle ten miesiąc miałam i dalej mam tak zawalony, że masakra jakaś ://
Soryy za błędy, ale niesprawdzony, bo nie mam czasu :OO
Jak się wam nudzi i macie chęć to zapraszam do siebie: http://i-love-you-vampire.blogspot.com/ ;) jak wam się choć trochę spodoba, to możecie zostawić komentarz, czy coś ;p
Baaaj ;)

15 komentarzy:

  1. Dalej nie rozumiem, dlaczego leżała w śpiączce od 9 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne są przyczyny śpiączki, może bohaterka miała te dziewięć lat temu wypadek? ;)

      Usuń
    2. Jeśli by nie było żadnej poprawy w ciągu kilku miesięcy to już dawno by ją odłączyli, a nie dopiero po dziewięciu latach.

      Usuń
    3. Jeszcze niedawno trabili w gazetach i telewizji o tym, że jakiś facet wybudził się ze śpiączki po sześciu czy ośmiu latach :o i zależy też od rodziny, czy chcą odłączyć :o
      A tak poza tym, to na imagin wpadłam słuchając tej piosenki, a jej oryginalny tekst to ,,Leżę tutaj już od piętnastu lat...", więc i tak skróciłam o sześć xdd

      Usuń
  2. Jezu, piękny imagin. I jeszcze ta piosenka. Śliczne. :)
    Dużo weny życzę. ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiepski? Błędy? GDZIE?
    Jest świetny, słonko! Tak mnie trochę zatkało, jak go przeczytałam... Aż mi się łezka w oku zakręciła...

    OdpowiedzUsuń
  4. Imagin cudowny.. chyba dzisiaj za bardzo jestem uczuciowa, bo.. łzy mam w oczach.. ;') + uwielbiam twój blog, jest genialny! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. czemu smutny ? ;c Ale taki oryginalny

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej nominowałam twój blog do: Liebster Blog Award. Więcej info u mnie http://girlswithonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne :)
    Kurcze dawno tak dobrego imagina nie czytałam ;)
    Mogłabys zrobić 2 część ?
    Bardzo proszę ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. God *_* Ty zawsze masz takie cholernie dobre pomysły ❤

    OdpowiedzUsuń
  9. Łzy - "Anastazja"?
    Zawsze mam łzy w oczach po tej piosence... A do tego doszedł Twój imagin... Pod koniec serio aż mi się zachciało troszkę płakać...
    Imagin piękny.. ŻADNYCH błędów nie zauważyłam, więc....
    Świetny... ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3