piątek, 31 stycznia 2014

Six Hundred Thirty - Seven

Wieczór - cisza - spokój.
Odludzie
Ja - ty - my.
I nic innego się nie liczy.
Czas się zatrzymał.
Nie mamy pojęcia, która godzina, jakiego dnia, którego miesiąca, a tym bardziej którego roku.
Już od dawna nie widzieliśmy się z najbliższymi.
Dlaczego?
Bo uciekamy. Przez cały czas. Nigdzie nie zatrzymaliśmy się na dłużej niż na tydzień.
Te częste wyjazdy były spowodowanie niczym innym jak tylko i wyłącznie troską.
Troską o najbliższych.
Jednak oni nie dawali za wygraną. Nie tracili nadziei.
Ja i [T.I] uciekliśmy.To nie było spontaniczne posunięcie z naszej strony. Bardzo dobrze wiedzieliśmy co robimy. Czego chcemy.
Uciekliśmy, bo chcieliśmy spokoju.
Owszem, zdajemy sobie sprawę, że naszym czynem zraniliśmy najbliższych, ale czy zostając z nimi, czy krzywdzilibyśmy ich mniej niż teraz?
Czasami myślę co by było gdybyśmy wrócili, lecz bardzo szybko powracam na ziemię i zaczynam kolejną ucieczkę.
Jest o nas głośno wszędzie. Na całym świecie.
W dużych miastach nie bywaliśmy już od dawna. We wsiach coraz rzadziej.
Jedynym spokojnym i bezpiecznym miejscem dla nas, jest takie jak to.
Łąka, szczere pole, z dala od ludzi, z dala od cywilizacji.
W zasadzie nie potrzebuję niczego więcej do szczęścia. Wystarczy mi ona.
Zastanawiam się tylko, jak długo wytrzymamy.
- O czym myślisz? - zapytała, jednocześnie po raz kolejny sprowadzając mnie z obłoków na ziemię
- O tym co będzie z nami za kilka lat...
- Czy to jest w tej chwili naprawdę aż takie ważne? - zaśmiała się delikatnie, następnie kładąc na trawie
- Nie, ale.. Jestem ciekawy co będzie dalej. No bo przecież kiedyś trzeba będzie zacząć żyć normalnie. - Oznajmiłem, kładąc się obok
- Normalnie? Na tym świecie? Przepełnionym problemami i złem? Nie, dziękuję.
Między nami zapanowała cisza, którą zakłócał jedynie cykot świerszczy.
[T.I]... Sam już nie wiem kim dla mnie była. Najlepszą przyjaciółką na pewno, ale czy aby tylko?
Łączyło nas w zasadzie wszystko. Nawet data urodzin. Jednak nigdy nie powiedziałem jej o moich wahaniach uczyć, które były spowodowane właśnie jej osobą.
- [T.I]? - zacząłem, jednocześnie przerywając nasze milczenie
- Hmmm? - mruknęła odwracając głowę w moją stronę, tym samym krzyżując nasze spojrzenia.
Podniosłem się lekko i podparłem na przedramieniu, nadal wpatrując się w spokojne i szczęśliwe oczy dziewczyny.
- Czy jest gdzieś takie miejsce, w którym będzie zupełnie inaczej niż tu?
Przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie, po czym spojrzała w górę. Mój wzrok od razu powędrował za nią.
- Myślisz, że tam faktycznie jest inaczej? Lepiej? - dopytywałem
- Czy tak jest, nie wiem, ale przypuszczam, że tak. Przecież tam królem jest Bóg, a on nigdy nie pozwoliłby, aby jego poddani cierpieli.
- Masz rację. Też się głupio pytam. A... Pamiętasz jak... Jak się poznaliśmy?
- Oczywiście, że tak. Pamiętam każdą wspólnie spędzoną chwilę. - Odpowiedziała ze szczerym i szerokim uśmiechem na ustach.
- Naprawdę?
- Tak.
- A uwierzysz, że przez te szesnaście lat nie pokłóciliśmy się ani razu?
- To tylko świadczy o tym, że ta więź, która istnieje między nami jest naprawdę silna.
Tym razem to ja się uśmiechnąłem. W trybie natychmiastowym znalazłem się nad nią, jednocześnie podpierając się rękoma po obu stronach jej twarzy.
- [T.I], powiedz mi, ale tak szczerze. Kim ja dla ciebie jestem? Ile ja dla ciebie tak naprawdę znaczę?
- Gdybym powiedziała, że jesteś tylko przyjacielem, skłamałabym. - Odpowiedziała przeszywając mnie swoim ciepłym i przepełnionym uczuciem spojrzeniem. Przygryzła delikatnie dolną wargę na co ja zacząłem zmniejszać dzielący nas dystans. - A znaczysz dla mnie wiele. W zasadzie jesteś całym moim światem. - Wyszeptała po czym złączyła nasze usta w namiętnym, przepełnionym miłością pocałunku.
Jedną dłoń wplątała w moje włosy, którymi zaczęła się leniwie bawić, z kolei drugą przyłożyła do mojego policzka, delikatnie go gładząc.
- Spełniłeś właśnie moje największe marzenie. - Wyszeptała kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy
- A masz jeszcze jakieś?
- Tak. Chciałabym stąd uciec. Ale już na zawsze.
- Mogę ci w tym jakoś pomóc?
- Możesz uciec ze mną. - Oznajmiła po czym krótko mnie pocałowała.
Nie byłem w stanie wydusić z siebie ani słowa. Po prostu skinąłem głową.
Pomogłem dziewczynie wstać. Złączyłem nasze palce i ruszyłem za nią.
Szła w kierunku miasta, co mnie nieco dziwiło. Nie miałem zielonego pojęcia co chciała zrobić.

- Masz. - Wręczyła mi kartkę papieru i długopis. - Myślę, że powinniśmy napisać do rodziców jakiekolwiek wyjaśnienie. Nie mogą nas przecież szukać do końca swojego życia.
Drżącą dłonią chwyciłem przybory i podszedłem do parapetu, na którym położyłem kawałek papieru.
Przepraszam...
Nawet nie wiem co napisać. Przecież jedno słowo nie załatwi całej sprawy.
Zawiodłem. Zawiodłem wszystkich. Uciekłem. Stchórzyłem. 
Nie mam kompletnie nic na swoje usprawiedliwienie. Zachowałem się kompletnie nieodpowiedzialnie. 
Pewnie myślicie, że chcę wrócić i błagać o przebaczenie. 
Po części tak jest.
Chcę abyście mi wybaczyli. Potrzebuję tego.
Ale nie wrócę. Nie mogę. Nie potrafię.
Chcę prosić o jeszcze jedno. Nie szukajcie mnie dłużej, bo to nie będzie miało sensu. Od dzisiaj wątpię żeby ktokolwiek mnie znalazł. 
Mamo, nie płacz, proszę. Nie jestem wart twoich łez. Tato, opiekuj się nią. Nie może się załamać. Ucałujcie ode mnie rodzinę. Przeproście wszystkich. 
No i oczywiście reszta zespołu. 
Wyściskajcie ich. Również przeproście. Wiem, że to przeżyli. Że mnie  szukali. Że nie tracili nadziei i że byli z wami. Z moja rodziną. Przez ten cały czas.
Kocham was...
Ocierając łzę spływającą po moim policzku złożyłem kartkę na pół i włożyłem do koperty, którą następnie zakleiłem oraz zaadresowałem. 
- Gotowy? - zapytała łamiącym się głosem
- Tak.
Dziewczyna chwyciła moją dłoń i powoli podeszła ze mną do skrzynki pocztowej. 
Obydwoje wrzuciliśmy do niej listy. [T.I] od razu się do mnie przytuliła i rozpłakała jak małe dziecko.
Ja też nie szczędziłem łez. Nie w tym momencie.
Staliśmy tak z dobre piętnaście minut. Jednak nie przeszkadzało nam to. Nie baliśmy się.
Na ulicy, oprócz nas, nie było żywej duszy. 
Zegar pocztowy wybił drugą w nocy, na co odrywając się od siebie, spojrzeliśmy na niego.
- Wiesz, chyba muszę ci złożyć życzenia. - Zaśmiała się - Wszystkiego najlepszego. Dziś są twoje urodziny. Sprawdziłam datę na poczcie.
- W takim razie tobie też wszystkiego najlepszego. - Uśmiechnąłem się po czym delikatnie musnąłem jej usta - Musimy iść. Już czas.
Dziewczyna tylko przytaknęła. Chwyciłem jej dłoń i ruszyłem z nią wolnym krokiem na środek ulicy. Po chwili obydwoje leżeliśmy na asfalcie, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. Poczułem jak jej szczupłe palce wplątują się w moje. Automatycznie odwróciłem głowę w jej kierunku, na co spotkałem się z jej cudownym uśmiechem. 
- Wiesz, zawsze chciałam położyć się na ulicy. - Zaśmiała się - Możesz sobie pomyśleć, że to głupie, ale...
- Nie. - Przerwałem jej - To nie jest głupie. W zasadzie to gdzieś tam skrycie też o czymś takim marzyłem. - Zachichotałem cicho. - [T.I], a co jeśli nadjedzie jakiś samochód?
- Wtedy stąd uciekniemy. Uciekniemy i zostawimy wszystko za sobą. Zaczniemy od nowa. Lepiej, w lepszym miejscu.
Usłyszeliśmy szum, na co od razu odwróciliśmy wzrok w kierunku, z którego nadchodził. Ujrzeliśmy w oddali dwa jasne światła, które stopniowo się do na przybliżały.
Spojrzałem na dziewczynę ze strachem, na co ona tylko mocniej ścisnęła moją dłoń.
- Kocham cię Niall. - Szepnęła
W tym momencie przez myśl przeleciały mi wszystkie wspomnienia najwspanialszych chwil mojego życia.
Następnie nastała ciemność.
Czy coś czułem? Nie. 
Zero bólu, zero strachu.
Zwyczajna pustka.

--------------------------------------------------------
Ostatnio robiłam porządki w swoim pokoju i znalazłam to w teczce z moimi pierwszymi pracami. 
Przerobiłam to nieco no i wyszło coś takiego. 
Wiem, że nie jest to najlepsza praca na tym blogu oraz że jest prosta i banalna (czytając wymagania co poniektórych) no i smutna, ale nie mam pojęcia co się ze mną ostatnio dzieje. Nie potrafię zrobić niczego dobrze. Nie potrafię usiąść i napisać czegokolwiek porządnego i z sensem :(
Przepraszam was za to...

8 komentarzy:

  1. Ej, serio, weź mnie nie denerwuj. Ten imagin jest cudowny, a w dodatku jeszcze z Niallem, przez co już w ogóle jestem w nim zakochana *-*
    Nie mów, że dzieje się z tobą cos złego - każdy ma jakieś chwile słabości :o
    Ale co do imagina, to serio jest świetny :3 lubię, jak z przyjaźni rodzi się miłość i jest ten słodki całus, achhh ^^
    Zdania swojego nie zmienię - jesteś jedną z najzdolniejszych pisarek na tym blogu i zawsze uwielbiałam i będę uwielbiać twoją twórczość :3 xx

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny :)
    kiedy zaczniesz pisać Frozen?

    mam pytanie do Elizy: kiedy mogę spodziewać się odpowiedzi na e-mail?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Forezn, Frozen, Frozen... Jak by to napisać... Frozen jest... frozen...
      Zatrzymałam się na połowie czwartego rozdziału i od wakacji niczego nie napisałam :( dlatego zabrałam się za DA... Postanowiłam z Frozen'a zrobić mini series lub krótkie opowiadanie (w zależności ile rozdziałów wyjdzie)
      Myślę, że za niedługo zacznę je kontynuować, a znajdziesz je na myallstories-majkelina22.tumblr.com :)

      Usuń
  3. ymyslalam ze to taki urodzinowy dla Harrego, a tu Niall! I tak boski ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. inny ale mi się bardzo podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam przekonana że to o Zayn'ie a tu - BOOM - SZOK - Niall !! Sprawdziłam w połowie lektury i natychmiast wszystko nabrało innych barw... niesamowity :D Naprawdę wspaniały chociaż inny i smutny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny... Aż świat nabiera różnokolorowych barw. Osobiście kocham smutne imaginy i bardzo się cieszę że wybrałaś taką tematykę.

    Piękny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3