niedziela, 26 stycznia 2014

Six Hundred Thirty

Była zima.
Kilka dni przed świętami.
Małe miasteczko jak zwykle tętniło życiem w tym czasie.
Prezenty dla najbliższych, składniki na świąteczne potrawy. Na ulicach aż roiło się od kupców, arystokracji, a także zwykłych ludzi, którzy starali się dostać jak najlepsze towary.
Był też i on. Mały chłopczyk sprzedający zapałki.
Chodził po tej ulicy codziennie, odkąd skończył trzy lata.
Jego rodzina ledwie wiązała koniec z końcem. Ojciec był stolarzem. Wydawałoby się, że zawód wyjątkowy i bardzo dobrze płatny. Jednak odkąd zaczęły powstawać sieciowe sklepy z meblami, zamówień zaczynało być coraz mniej. Nikt nie chciał przepłacać. Wolał mieć cztery, beznadziejne krzesła w cenie jednego porządnego.
Matka zajmowała się domem, o ile tak można było nazwać mały pokoik na poddaszu opuszczonej kamienicy, które z każdym rokiem nadawało się coraz to mniej do zamieszkania.
Louis był jedynakiem. Nie miał przyjaciół, ponieważ nigdy nie miał okazji zamienić z rówieśnikiem chociażby słowa. 
Jego życie nie było tak beztroskie jak innych dzieci w jego wieku.
Zamiast latem biegać po placu zabaw, on sprzedawał zapałki. Zamiast zimą lepić bałwana, on sprzedawał zapałki.
Okrągłe 365 dni sprzedawał zapałki...
- Co tu robisz chłopcze? - usłyszał głos mężczyzny, na którego dźwięk podniósł główkę, aby na niego spojrzeć
- Sprzedaję zapałki. Kupi pan pudełko? - wyciągnął rączkę z jednym opakowaniem do góry
- Zmiataj do domu. Jest zimno.
- Kupi pan pudełko? - powtórzył pytanie, jednak mężczyzna tylko przeklął pod nosem i ruszył dalej.
Tak wyglądał każdy dzień.
Chłopiec się cieszył kiedy sprzedał chociażby dwa opakowania.
Ludzi nie obchodził los biedaków. Myśleli tylko i wyłącznie o własnym nosie. Liczyli się dla nich tylko oni sami.
Louis usiadł na kamieniu przed dużą willą i zaczął się wpatrywać w obrazek za oknem. 
Dziewczynka w mniej więcej jego wieku stroiła choinkę razem z tatą, śmiejąc się przy tym w niebo głosy. Podbiegła do okna, zawieszając na nim jakąś ozdobę. W tym samym momencie jej wzrok zatrzymał się na chłopcu, którego policzki były niemalże sine od zimna. Niepewnie do niego pomachała, na co Lou szeroko się uśmiechnął. 
Szybko zerwała się z miejsca, gdzieś znikając, na co jego mina od razu zrzedła. Podciągnął kolana pod brodę i objął nogi rączkami. Po jego policzku spłynęła samotna łza, która zatrzymała się w połowie, powoli zamarzając.
Po kilku minutach drzwi domu się otworzyły. Dziewczynka ubrana w czerwony kubraczek i berecik ostrożnie schodziła po oblodzonych schodach, niosąc kubek w dłoni.
Podeszła do chłopczyka i podała mu kakao.
- To dla ciebie. Wyglądasz jakby było ci zimno. - Uśmiechnęła się. Louis spojrzał na nią niepewnie, jednak jej radosne spojrzenie tylko go zachęciło.
Upił łyka ciepłego napoju, czując jak powoli go rozgrzewa.
- Pyszne. - Oblizał usta - Dziękuję.
- Co robisz? - usiadła na kamieniu obok niego
- Sprzedaję zapałki.
- A co to zapałki? - zmarszczyła nosek, na co serce Lou zabiło nieco szybciej
- To takie cieniutkie patyczki zakończone siarką. Kiedy ją potrzesz o coś szorstkiego, wtedy się zapala i daje ciepło.
- Pokażesz mi? - zapytała ożywiona. Wzięła od chłopca kubek, aby mógł wyciągnąć małe pudełeczko.
Chwycił w paluszki jedną zapałkę i odpalił ją, trzymając przed nosem dziewczynki, która wpatrywała się w nią jak zaczarowana.
- To niesamowite ile taki mały przedmiot może nam dać. Ogrzewa nas, chroniąc przed zimnem. Zapala świece, tym samym dając światło abyśmy nie bali się ciemności. Ale trzeba je odpowiednio wcześnie zgasić. Aby one nie mogły zgasić nas. - Zdmuchnął płomień i wrzucił spaloną zapałkę w śnieg.
- Jak masz na imię?
- Louis, a ty.
- [T.I]. Mój miś nazywa się tak samo. - Uśmiechnęła się nieśmiało - Gdzie mieszkasz?
Wskazał na ruderę, na drugim końcu ulicy.
- Ale przecież musi być ci tam zimno.
- I jest. - Spuścił wzrok - Ale nie mamy pieniędzy na cokolwiek innego.
- Zaczekaj tutaj na mnie. - Zeskoczyła z kamienia i szybciutko pobiegła do domu.
Nie ruszał się z miejsca. Czekał na nią.
Godzinę.
Dwie.
Trzy.
Zdążył wypalić trzy pudełka zapałek. Jedno, na każde sześćdziesiąt minut. Wiedział jednak że więcej mu już nie wolno.
Potarł dłońmi o swoje ramiona starając się je rozgrzać, jednak bezskutecznie. Zaczął się czuć senny. Zsunął się z kamienia  i usiadł na śniegu.
Jego powieki samoczynnie zaczęły opadać, aż w końcu chłopiec zasnął.
- Tato, tam! - krzyknęła wskazując paluszkiem na skulonego pod kamieniem Louis'a.
- Zaczekaj tutaj. - Zatrzymał ją kiedy chciała zbiec po schodach.
Przebiegł przez ulicę i ukucnął przed chłopcem. Przyłożył dłoń do jego policzka, którą natychmiast zabrał.
Był jak sopel lodu.
- Halo, chłopczyku, obudź się. - Potrząsnął jego ramieniem jednak bezskutecznie - Louis, otwórz oczy.
Jednak on cały czas spał.
Jego wyraz twarzy był spokojny.
Na ustach błąkał się nawet cień uśmiechu.
Jednak nie obudził się już więcej.
Zasnął na zawsze.

-------------------------------------------------
! IMAGIN PUBLIKOWANY W NIECO INNEJ POSTACI NA MOIM TM !
Link do imagina Natalii, który został dodany kilka godzin przed moim
Jest krótki, wiem. Jest bez happy end'u, to też wiem. Płakałam pisząc go jak głupia. To głupie, wiem, ale na Dziewczynce Z Zapałkami zawszę płaczę, więc dla mnie nie miało to znaczenia czy imagin jest napisany dobrze, czy nie. Sama myśl o historii doprowadza mnie do płaczu :(
Co do pomysłu Book Lover, wiem że piszę go już dokładnie 21 dni. Zaczynałam go nawet dzisiaj. Ta notka miała być właśnie tym imaginem, ale mój nastrój nie pozwala mi napisać niczego co jest zabawne, szczęśliwe. Jeszcze na tej zumbie ukatrupiłabym przypadkowo któregoś z bohaterów i tyle by było.
Postaram się go napisać jak najszybciej i dodać w nadchodzącym tygodniu.
Nie będę się tłumaczyć z mojej miesięcznej nieobecności (jestem pod wrażeniem, że jeszcze mnie nie wywalono) tutaj, bo zapewne nikt nie ma zamiaru tego słuchać... Użalać się nad sobą to powinnam w samotności.
Tak się zaczęłam zastanawiać ostatnio w nocy, czy w ogóle moja obecność w tutejszej załodze ma jeszcze sens :/ mam wrażenie, że każdy kolejny one shot, imagin, rozdział opowiadania jest coraz to gorszy...
Naprawdę nie chciałabym odchodzić zwłaszcza teraz, kiedy mam pozałatwiane wszystkie sprawy i będę mieć więcej czasu na pisanie i dodawanie czegokolwiek. Tylko po prostu zastanawia mnie fakt, czy ma to sens, skoro się staczam?


8 komentarzy:

  1. Oooooo ja nie mogę, poryczałam się jak dzieciak :(((
    Coraz to gorszy? Chyba coraz to lepszy! Ten imagin jest cudowny, naprawdę! Nie staczasz się i przestań wypisywać głupoty, bo to nie prawda :// Serio, świetnie piszesz... :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Czemu smutny ? ;( Ale i tak sliczny

    OdpowiedzUsuń
  3. Eliza wróciła i nagle zaczęły pojawiać się imaginy... hmmmm, podejrzane nie prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Cholera, wy macie taki talent, no *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty też masz ogromny talent. Jesteście dla mnie wzorem... Kocham Was i wasze imaginy... <3

      Usuń
  5. Pięknyyyy <3 Wy to mavie talent do sprawiania aby człowiek płakał godzinami. Przy tym zalałam się łzami

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny *.* akurat z mojej ulubionej bajki z dzieciństwa... Cudowny... Boski i nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3