niedziela, 12 stycznia 2014

Six Hundred Twenty-Five

 Pisane przy tym

Strzał. Czerwona plama,coraz bardziej powiększająca się na białym materiale, drogiej sukni. Jej bezwładne ciało upadające prosto w moje ramiona i ten histeryczny śmiech. Śmich TEJ która odebrała mi cały świat.

Zerwałem się z łóżka do pozycji siedzącej. Palce zatopiłem w przydługich włosach. Spojrzałem na śpiącą obok siebie brunetkę która spokojnie oddychała. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała a jej twarz zdobił lekki uśmiech. Za niecałe dziewięć godzin dziewczyna zostanie moją żoną i moje marzenie się spełni. Będę najszczęśliwszym facetem na świecie już w momencie kiedy wypowie TAK. Upewniając się,że [T.I] nic złego się nie stało a to był tylko nic nie znaczący się sen, położyłem się na swoje miejsce i przytuliłem drobne ciało swojej ukochanej.

-Wierzysz w sny ?-[T.I] postawiła przede mną filiżankę parującej kawy.
Od razu przypomniałem sobie sen który nawiedził mnie ostatniej nocy. Oczywiście,że wierzyłem w ich spełnienie ale niekoniecznie tego.
-Nie wiem-odpowiedziałem sięgając po filiżankę-śniło Ci się coś szczególnego.
-Śniło mi się życie u Twojego boku-zaśmiała się-aż do śmierci.
-Inaczej być nie może-uśmiechnąłem się a ona przesłała mi w powietrzu całusa.

-Liam przestań się denerwować-Harry szturchnął mnie w ramię. Nerwowo zaciskałem dłonie w pięści. Czułem w kościach,że wydarzy się dziś coś złego. Stałem pod kościołem w towarzystwie chłopaków. Reszta gości zgromadzona była już w świątyni. Czekaliśmy tylko i wyłącznie nie przyjazd [T.I] i jej ojca.
-Młody wyglądasz jakbyś miał nam zaraz odlecieć-zaśmiał się Zayn.
-Wszystko jest okej-odpowiedziałem drżącym głosem.
-Spokojnie, jak do tej pory Młoda od Ciebie nie uciekła teraz tego nie zrobi-zakpił Niall.
-Miała na to całe trzy lata-dołączył do niego Louis i całą czwórką stali i nabijali się ze mnie pod kościołem.
-Zamknijcie się idioci-warknąłem-jadą-uśmiechnąłem się widząc nadjeżdżającą białą limuzynę z moją przyszłą żoną w środku.

-Ja [T.I] biorę sobie Ciebie Liamie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz,że Cię nie opuszczę aż do śmierci-powtórzyła płynnie za kapłanem. Jej głos nie zadrżał ani razu, za to w kącikach oczu widziałem zbierające się łzy. Z głębi kościoła dochodziło ciche pochlipywanie naszych matek a za moim uchem nawet Harry uronił łzę.
-Ja Liam biorę sobie Ciebie [T.I] za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz,że Cię nie opuszczę aż do śmierci-nie byłem gorszy od mojej wybranki. Poszło mi to równie dobrze jak jej.
-Liamie przyjmij tą obrączkę na znak mojej miłość i wierności-wsunęła drżącą dłonią obrączkę na mój palec.
-[T.I] przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości i wierności-i czym by była cała ta uroczystość gdyby przebiegła bez żadnych utrudnień ? Gdyby wszystko było okej ? Oczywiście niczym! Więc obrączka z brzękiem upadła na kamienna posadzkę turlając się prosto pod nogi zaskoczonej [T.I] Dziewczyna przydeptała ją lekko butem a potem pozwoliła bym założył jej biżuterię na palcu. Nie wierz w durne przesądy idioto.

 Przyjęliśmy życzenia od gości i wraz ze świadkami udaliśmy się na szybką, pamiątkową sesję zdjęciową. [T.I] promieniała szczęściem a kiedy ona była szczęśliwa mi nie potrzebne było nic innego. Kiedy znaleźliśmy się na sali każdy z gości stał już z kieliszkiem szampana i czekał tylko na nasze przybycie. Dj życzył wszystkim udanej zabawy. Pierwszy taniec z żoną należał do mnie a potem mogłem tylko patrzeć jak uśmiechnięte wiruje w ramionach innych obecnych tutaj facetów. Tańczyłem właśnie ze swoją teściową która oderwała mnie od chłopaków którzy chcieli się tylko ze mną napić. Mama [T.I] mnie uwielbiała więc i ja nie miałem nic do niej. Nie wiem kiedy podszedł do mnie Paul i położył mi dłoń na ramieniu. Przeprosiłem grzecznie mamę obiecując jej jeszcze taniec i odszedłem z nim na bok gdzie nikt nam nie mógł przeszkodzić. Uśmiechnąłem się widząc [T.I] z kieliszkiem w ręku u boku Louisa i Zayna. Te dwa patafiany upiją mi żonę.
-Liam, Sophie uciekła z zakładu wczoraj wieczorem-i teraz wiedziałem,że pijana [T.I] to najmniejszy problem dzisiejszego wieczoru.
-Wzmocnij środki ostrożności ona nie może się tu dostać-rzekłem do niego i oddaliłem się w kierunku żony.

Sophie. Sophie uciekła. Sophie uciekła z zakładu. Sophie uciekła z zakładu psychiatrycznego. Sophie uciekła z zakładu psychiatrycznego przeze mnie. Trafiła tam po tym jak zostawiłem ją dla [T.I]. A dokładniej po tym jak porwała dziewczynę i próbowała zabić bo jak stwierdziła Skoro ona nie może mnie mieć to [T.I] też. Została wtedy uznana za niepoczytalną a teraz tak po prostu stamtąd uciekła. Cholera. Udając,że nic się nie stało rozmawiałem z gośćmi, bawiłem się z żoną i wyczekiwałem godziny dwunastej.
-Kocham Cię Liamku- szepnęła dziewczyna kiedy znów trafiła w moje ramiona. Nie odpowiedziałem jej tylko złączyłem nasze wargi w namiętnym pocałunku. W koło nas kręcił się kamerzysta a [T.I] zatopiła palce w moich włosach. Chwilę namiętności przerwał nam Dj oznajmiając,że wybiła odpowiednia godzina i czas na oczepiny.

Los wybrał sobie przyszłe osoby które w najbliższym czasie staną na ślubnym kobiercu. Welon złapała kuzynka [T.I] a moja mucha poleciała w ręce Nialla z którego cały czas śmiał się teraz Harry z Louisem planując kolejny już wieczór kawalerski.
-Mam dla Ciebie małą niespodziankę-szepnąłem [T.I] na ucho. Nałożyłem jej moją marynarkę żeby nie zmarzła i wyprowadziłem do ogrodu. Reszta gości wyszła razem z nami podziwiać specjalny prezent dla mojej ukochanej żony. Słychać było strzał ale na niebie nie pojawił się wcale żaden z pirotechnicznych napisów wykonanych specjalnie na tą okazję. Za to nim się zorientowałem musiałem złapać bezwładnie opadające ciało [T.I]. Na jej sukience tworzyła się dokładnie taka sama plama krwi jak w moim śnie. [T.I] zamrugała kilkakrotnie powiekami.
-Nie zasypiaj mała...hej, nie zamykaj oczu słyszysz!-do moich uszu dochodził dźwięk rozmowy. Ktoś wzywał karetkę.
-Liam....zawsze będę Cię kochać-szepnęła dziewczyna i zamknęła swoje przecudne oczy oddając ostatni oddech. Z głębi drzew doszedł do mnie histeryczny śmiech i dźwięk wybuchu fajerwerków. Na niebie ukazało się kolorowe serce z imieniem [T.I] i datą dzisiejszego dnia. Dnia kiedy straciłem najważniejszą osobę w swoim życiu.

Wierzę,że jeszcze spotkamy się. W kolejnym życiu odnajdę Cię!

Przepraszam za błędy.

14 komentarzy:

  1. To takie smutne :(
    Świetny imagine! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie, nie, nie! No czemu ty to tak zakończyłaś? ;__; to nie miało tak być, nie, nie, nie! No weź no ;__;
    Cudny imagin, aż mi łzy napłynęły do oczu, kiedy było o tych fajerwerkach :'(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając końcówkę tak po prostu doznałam szoku O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego dobrego szoku ? Czy szoku, o Boże ale to jest beznadziejne ? :)

      Usuń
  4. Nie ! Jak moglas ja zabic ? Ale i tak swietny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedyne co mi się nie podoba to to, że ta ,,zła" miała na imię Sophie, skojarzyło mi się to z dziewczyną Liana. Poza tym imagin super, masz talent! ;) x

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten imagin.... i ta piosenka....
    Boże to jest wspaniały imagin!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Taki realistyczny, że ja pierdole!
    Kocham, kocham, kocham!!!!
    Buziaki xx.

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże cudowny *.* płacze :'(((

    OdpowiedzUsuń
  8. o boże, boże, aż mnie ciary przeszły jak przeczytałam o tym, że Sophie uciekła z psychiatryka. Ale ten koniec NIE NIE NIE!!! JA TU RYCZĘ :C julu

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniały! Zapraszam do mnie http://littlemixonedirectionija.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna strona! Właśnie tego typu informacji szukałam :) Dziękuję Ci bardzo :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3