sobota, 11 stycznia 2014

Six Hundred Twenty-Four

 Pojawiają się wulgaryzmy.

-Wydaje Ci się,że leży odpowiednio ?-odłożyłam katalog z sukniami ślubnymi i spojrzałam na Eleanor stojącą przed lustrem.
-Jest perfekcyjna, ja bym już nic nie poprawiała-uśmiechnęłam się w jej kierunku.
-Dziękuję Ci [T.I] za całą pomoc przy zaplanowaniu tego wszystkiego, bez Ciebie nie dalibyśmy sobie z Louisem rady.
-Dalibyście sobie spokojnie,ale tak już moja rola jako świadkowej-zaśmiałam się.
-Louis miał szczęście mając Cię u swojego boku przez prawie całe dzieciństwo -po wypowiedzianych przez Calder słowach niemal z wrażenia połknęłam żutą przez siebie gumę. Boże dziewczyno żebyś Ty tylko wiedziała to nigdy byś nawet nie zamieniła ze mną już słowa.
-Zawsze się mną wyręczał. Teraz będzie miał od tego Ciebie-zaśmiałam się.
-Rozumiem,że będziesz w piątek na wieczorze panieńskim ?-spytała kiedy wyszła z przymierzalni. Dziś ostatnia przymiarka przed sobotą. To już w tą sobotę.
-Chciałabym ale mam dyżur w szpitalu.
-Nie możesz się z nikim zamienić ?-spojrzała na mnie z nadzieją w oczach. Dziewczyno ja regularnie pieprzę się z Twoimi narzeczonym! Nie patrz tak na mnie.
Tak właśnie. Jestem panienką do posuwania. Louis kiedy ma ochotę na jakiś ostrzejszy numerek dzwoni do mnie a ja choćbym miała zaraz planową operację zawsze znajdę dla niego dziesięć minut by dać mu się szybko zerżnąć. Nawet w jego luksusowym samochodzie na szpitalnym parkingu. Zresztą gdzie my tego nie robiliśmy. Chyba tylko tam gdzie mogli by nas fotoreporterzy złapać.
-To co jedziemy do mnie ? Louis zapewne nie może się doczekać.
-Jasne-zaśmiałam się i wsiadłam do jej samochodu, podarowanego przez Louisa.

Weszliśmy do ich dużego domu. Z salonu dochodziły dźwięki fortepianu na którym grał Louis. Nawiasem mówiąc tam też się pieprzyliśmy. A to tylko dlatego,że Louisowi nie chciało się iść na kanapę czy nawet na podłogę. Schody po których wchodziła Calder po przywitaniu z narzeczonym też zostały przez nas ochrzczone.
-Cześć-podeszłam do niego a on mnie przytulił. Jego dłoń zjechała po moich plecach i wyladowała na tyłku.
-Gdyby nie ona tam na górze zerżnął bym Cię tu i teraz-zaśmiał mi się do ucha i odsunął słysząc kroki wracającej Calder. Przez jakiś czas było mi żal Eleanor. Traktowałam ją jak przyjaciółkę. Ale byłam uzależniona od Louisa. Uzależniona od jego dotyku, od jego ciała, od niego całego.
-Co planujesz skarbie na wieczór kawalerski ?-Eleanor usiadła na białej jak śniego kanapie.
-Nie wiem, Harry z Zaynem pewnie coś wymyślą.
-Byleby be żadnych panienek-zaśmiała się Calder a ja czułam na sobie wzrok Louisa. Patrząc tak na tą dwójkę wspominałam moment kiedy taki układ się między nami zaczął. To chyba było w ostatniej klasie, dokładniej chyba po balu a raczej w jego trakcie. Tak swój pierwszy raz przeżyłam z najlepszym przyjacielem w szkolnej toalecie. Później już robiliśmy to regularnie nawet jak któreś z nas było w związku. Louis zawsze znajdywał sobie panienki z którymi mógłby się kochać, mnie miał do pieprzenia. Wiedziałam na co się piszę, zgodziłam się być tą drugą. Nie kocham Louisa i nie pokocham. Jest dobrze tak jak jest.
-Wiecie co ja będę się zbierać-spojrzałam na nich-do zobaczenia.

Siedziałam na izbie przyjęć kręcąc się na krzesełku. Nie było dzisiaj za bardzo teraz tu robić. Nie znoszę nocnych dyżurów. Od dwóch dni nie widziałam się z Louisem. Unikam go jak ognia, nie odbieram telefonów, nie odpisuję na wiadomości.
-Cześć-odwróciłam się w kierunku skąd dochodzi głos. W drzwiach stał Liam.  
-Stało się coś ?-zdziwiłam się. Nikt z nich nigdy nie odwiedział mnie w szpitalu, no chyba,ze jako pacjent.
-Byłem u Ciebie w mieszkaniu ale Cię nie było więc został mi szpital-zaśmiał się.
-Siadaj-wskazałam mu głową druge krzesło.
-Wiesz prosiłem Louisa o Twój numer, ale nie chciał mi podać. A mam do Ciebie prośbę.
-Jak to Louis nie chciał dać Ci mojego numeru ?-zdziwiłam się. Ciekawe czemu.
-Chciałem się zapytać...czy nie chciałabyś towarzyszyć mi na ślubie Louisa i Eleanor.-speszył się a na jego policzki wkradły się rumieńce.
-Liam...nie wiem czy pamiętasz ale jestem druhną Els, ale z przyjemnością wybiorę się tam z Tobą -uśmiechnęłam się i złapałam go za rękę.

-Jak to idziesz na mój ślub z Liamem-Louis uderzył pięścią w stół w mojej jadalni.
-Normalnie-odpowiedziałam trzymając kubek z gorącą herbatą w dłoni-nie wiem o co robisz  tyle zamieszania.
-O to,że idziesz z moim przyjacielem!-oburzył się.
-Z tego, co jest mi wiadomo Twój przyjaciel jest wolny-zaśmiałam się. 
Louis zmrużył oczy i zmierzył mnie wzrokiem. Poczułam się jak zwierzyna na celowniku. Gdyby to jego niebieskie spojrzenie mogło zabijać już leżałabym martwa. Tego jestem pewna.
-Nie igraj sobie ze mną [T.I]-podszedł i kucnął przede mną kładąc dłonie na moich kolanach.
-Louis nie mów,że jesteś zazdrosny-zaśmiałam się-Tomlinosn za dwa dni na Twoim palcu zagości obrączka a Ty będziesz ślubował Eleannor przed Bogiem, rodzicami i jakimiś innym ludźmi wierność, rozumiesz ?
-Co chcesz przez to powiedzieć ?-spojrzał na mnie zdziwiony. Nie rozumiał! On naprawdę nie rozumiał co mam mu do przekazania.
-Loui nie będziemy się widywać, nie na takich zasadach jak do tej pory. Eleanor to za dobra dziewczyna i nie zasługuje na coś takiego.
-Teraz zaczęłaś się nią przejmować ?-mocniej zacisnął palce na moim kolanie.
-Obiecaliśmy sobie coś. Bez zakochania, tylko czysta przyjemność. A wszystko kiedyś się kończy.
Tomlinson podniósł się z podłogi i wyszedł z mojego mieszkania trzaskając drzwiami. Niech pokazuje sobie nerwy, na mnie wrażenia tym nie zrobi.

-I wtedy Ty wyskoczysz z takiego wielkiego tortu-Harry gestykulował na środku szpitalnego korytarza.
-W przebraniu króliczka-zaśmiał się stojący obok Zayn-wiesz krótkie spodenki odsłaniające pośladki, krótka bluzeczka i królicze uszy.
-Będzie fantastycznie- klasnął w dłonie jego młodszy przyjaciel.Liam stał obok z nich z założonymi rękoma i milczał wpatrując się we mnie.
-Co ćpaliście ? Na głowę upadł jeden z drugim ? Skierowanie na prześwietlenie wypisać ?-spojrzałam na nich oczekując,że zaraz powiedzą,ze tak tylko sobie żartują ale nic takiego się nie wydarzyło.
-Mówimy całkiem poważnie, prawda Liam ?-mulat szturchnął milczącego chłopaka.
-Co...a tak poważnie-odpowiedział nadal będąc w swoim własnym świecie. 
-Nie zgadzam się! Nie ma mowy! Nie patrz tak nam mnie Styles-jeknełam kiedy spojrzał na mnie z miną szczeniaka-cholera....
-Wiedziałem,że się zgodzisz. Dla Louisa zrobisz wszystko -zaśmiał się usatysfakcjonowany powodzeniem swojej misji.

Stałam przed ogromnych rozmiarów tortem z którego miałam wyskoczyć. Poinformowana wcześniej przez Harrego o wszystkim Eleanor stwierdziła,że to bardzo dobry pomysł i życzy mi udanej zabawy wśród tych napalonych samców.
-Pakuj się słodka-Harry wleciał na zaplecze zataczając kółeczko. Podejrzewam,że reszta towarzystwa była w podobnym stanie co młody. Wykonałam jego polecenie i po chwili wieziona byłam na główną salę, wynajętą specjalnie na ten wieczór. Na ustalony sygnał wyskoczyłam ze słodkości prosto przed oczami Louisa. Byłam prawie,że naga a on przy wszystkich pożerał mnie wzrokiem, zresztą nie tylko on. Kiedy panowie nacieszyli oczy, jedynie myślący Liam pomógł mi wyjść. Kiedy położył dłonie na moich biodrach przeszedł mnie bardzo przyjemny dreszcz. Moje ciało reagowało tak wcześniej tylko i wyłącznie na dotyk Louisa. Pan Młody podał mi kolorowego drnika i objął mnie w pasie przyciągajac do siebie.
-Co zrobimy z tak przyjemnym wieczorem ?-przygryzł płatek mojego ucha.
-Będziesz dalej świętował ostatnie chwilę swojego kawalerstwa Louis, ale ja Ci się nie oddam-odpowiedziałam odsuwając się od niego-udanej zabawy Louis-szepnęłam i zaczęłam rozglądać się za Liamem.  Siedział koło baru i popijał whisky.
-Co tam mój partnerze ?-oparłam się o blat koło jego krzesełka. Odstawił szklankę na bok i odwrócił się w moją stronę. Nie był pijany ale trzeźwy też nie. Zdjął swoją marynarkę i nałożył ją na moje nagie plecy.
-Jak długo to trwało ?-spytał kładąc dłonie znów na moim ciele.
-Trwało co ?-spytałam nieświadoma jego pytania.
-Twój romans z Louisem.
-Skąd...skąd Ty wiesz ?
-Widać to było na kilometr, poza tym raz was przyłapałem [T.I]-odpowiedział-i wiesz co ? Nigdy nie traciłem nadziei na to,że kiedyś będziesz moja.
Nie zdążyłam odpowiedzieć po poczułam jego usta na swoich a do moich nozdrzy dostał się zapach jego perfum wymieszany z papierosami i alkoholem.

Telefon uporczywie dzwonił a ja nawet nie potrafiłam go zlokalizować. Z łazienki dochodziło wesołe pogwizdywanie Liam który właśnie brał prysznic. Od jakiś pięciu minut powinnam być u Eleanor którą odwiedzić miała fryzjerka i kosmetyczka. Jednak niespodziewanie plany lekko się pokrzyżowały gdyż niecałe 10 minut temu wyszłam a raczej wyrwałam się z uścisku Liama któremu mało było po wczorajszej a raczej dzisiejszej nocy. Założyłam na stopy vansy w momencie kiedy ubrany Liam wyszedł z łazienki. Zgarnęłam pokrowiec z sukienką oraz pudełko z butami i podałam wszystko Liamow.
-Musisz zawieźć mnie do Calder, natychmiast-zaśmiałam się i cmoknęłam go w usta.
-Jutro tak szybko mi nie ucikniesz-zaśmiał się wychodząc z mojego mieszkania.

Uroczystość w kościele sprawnie przeszła w uroczystość weselną. Wszystko było dokładnie jak to sobie zaplanowała panna młoda. Wypełniłam swoje obowiązki i mogłam poświęcić czas Liamowi. Wirowałam z nimi na parkiecie. Czasami trafiałam też w ramiona innych gości. Współczółam Eleanor która nie mogła nawet na chwilę zejść z parkietu bo od razu wracała na niego z kimś innym.
-Młodemu chyba nie odmówisz-do stolika podszedł Louis wyciągając dłoń w moją stronę.
-Oczywiście,że nie-podałam mu rękę i pozwoliłam prowadzić się na parkiet. Tańczyliśmy w rytm muzyki. Louis był świetnym tancerzem.
-Ładnie razem wyglądacie-szepnął mi do ucha-Liam promienieje.
-Cieszę się-odpowiedziałam.
-Chcę żebyś była szczęśliwa [T.I].
Uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w policzek. Skończyliśmy swój taniec a pan odpowiedzialny za przebieg całej imprezy poinformował,że nadszedł czas na oczepiny. Odpięłam welon z włosów Eleanor i podałem go jej. W okół niej ustawił się chętne panny a sama młoda wypchnęła jeszcze mnie w ich kierunku. Z głośników dochodziła cicha muzyczka. Eleanor bujała się w rytm muzyki, Louis zakrył jej oczy. Kiedy muzyka ucichła dziewczyna rzuciła kawałek drogiego materiału który wpadł prosto w moje dłonie. Parę osób wybuchnęło śmiechem, nie muszę nawet zgadywać kto się do nich zaliczał. Kiedy jedna z dziewczyn wpinała mi welon, o muszkę Louis walczyło paru kawalerów. W ostateczności walkę wygrał Liam!
-Mamy nową parę młodą-ozajmił jeden pan z orkiestry.
Liam podszedł do mnie i wyciągnął dłoń. Obowiązkowo musieliśmy zaprezentować pierwszy taniec.
-Mam nadzieję,że kiedyś będziemy tańczyć już jako prawowite małżeństwo-zaśmiał się.
I wtedy wiedziałam już,że jestem zakochana. Zakochana w osobie którą znam od kilku dobrych lat i z którą gotowa jestem spędzić resztę życia. Szczęśliwego życia.

Nie wiem jak to określić. Ni to dobre ni złe. Hahah, szału nie ma, dupy nie urywa a staniki nie latają. Przepraszam pewnie za masę błędów których nie wyłapałam a zapewne są. Musze się wam pochwalić, mam 3 z fizyki! Ja...normalnie szaleństwo, jak dobrze pójdzie może skończę edukację licealną z 4 ? Hahha, jestem na etapie poszukiwania pomysłu na fryzurę, na studniówkę....grrr.
I nadal martwię się o Thomasa ;(

9 komentarzy:

  1. Wow *-* Nic wiecej nie umiem powiedziec . Nigdy nie czytalam czegos takiego , super !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Twoje imaginy, a ten miał w sobie coś magicznego, co nie pozwalało przerwać czytania. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy bym się tego po Lou nie spodziewała :D ale jak zawsze wszystko dobrze się skończyło :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! wielkie JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJUUU.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3