sobota, 4 stycznia 2014

Six Hundred Twenty Three

Louisie!

Być może powinnam napisać „Kochany Lou!”, ale nie umiem cię już tak nazwać.
Od kilku miesięcy czułam się w twoim towarzystwie bardzo nieswojo, ale nie dałam tego po sobie poznać. Myślałam, że to przejściowe- wiesz, kobiece huśtawki nastrojów itd. Na dodatek półtora miesiąca temu poznałam kogoś. I wtedy zrozumiałam. To nie ty jesteś mi przeznaczony, tylko On.

Wiem, że jestem tchórzem, nie mówiąc ci tego prosto w twarz, ale nie mogłam, nie chciałam, nie umiałam…

Bałam się, że cię zranię. Być może tym listem ranię cię jeszcze bardziej, ale nie mogłam inaczej.

W każdym razie wybacz mi ten sposób zerwania, zapomnij o mnie i nie szukaj mnie. Zmieniam miasto i zaczynam od zera. Z Nim.

Eleanor


W zeszły poniedziałek El zostawiła mi ten list. Z początku myślałem, że to jakiś głupi żart, ale nie. To wszystko okazało się prawdą. Najprawdziwszą prawdą w najprawdziwszej rzeczywistości, z której nie mogę się obudzić.

Trwałem już tak dziesięć dni. Dziesięć cholernie długich dni, w których zmieniałem się we wrak człowieka.

Właśnie siedziałem przy stole w kuchni, w prawej ręce trzymając otwartą puszkę mocnego piwa, a w lewej feralny czytany przeze mnie chyba po raz tysięczny list, którego treść znałem już na pamięć.

Kilka minut później, usłyszałem szczęk kluczy w zamku. Ożywiłem się. Przecież mimo wszystko to mogła być Eleanor!

Nadzieja na pojawienie się mojej miłości prysła niczym bańka mydlana, kiedy usłyszałem znany mi męski głos należący do Harry’ego. Miał klucze do mojego mieszkania i często do mnie wpadał, więc nawet nie wstawałem z krzesła.

-Hej, Lou! Czemu nie odbierałeś telefonów? O, Boże! Co tu się stało?- spytał, wchodząc do kuchni.

Nie zdziwiłem się pytaniem mojego przyjaciela. W końcu nie sprzątałem w mieszkaniu od… No.

-Co tu się stało?- loczek powtórzył pytanie, na które w odpowiedzi podałem mu list zostawiony przez moją już byłą dziewczynę.

Kiedy chłopak skończył, zgniótł kartkę i wyrzucił ją do kosza stojącego w kącie pomieszczenia.

-Ej! Co ty robisz?- zaprotestowałem zachrypniętym głosem nieużywanym od kilku dni.

-Stary, czas o niej zapomnieć! Zostawiła cię, trudno, musisz to przeboleć.- powiedział gwałtownie, po czym usiadł, naprzeciwko mnie i zmienił ton na łagodniejszy- Wiem, że to nie jest łatwe, chłopie. Jednak nie możesz robić z siebie czegoś takiego!- gestem dłoni pokazał, że mam się przejrzeć w lustrze wiszącym po mojej lewej stronie.

Swoje odbicie mnie przeraziło. To przecież nie mogłem być ja. Widziałem w lustrze postać z poszarzałym odcieniem skóry, z ogromnym zarostem na twarzy i przetłuszczonymi włosami.

-I co?- spytał po chwili Harry- Chciałbyś wyglądać tak przez całe swoje życie przez dziewczynę?

Pokręciłem głową i powiedziałem:

-Ale to była ta jedyna…

-Co ty gadasz?!- lekko potrząsnął mną za ramiona- Louis, tego kwiatu, to pół światu. Nie obejrzysz się, a już będziesz miał następną.- nie widząc mojego odzewu, potarł prawą dłonią swój podbródek w geście zamyślenia i powiedział- Dobra, robimy tak: ty idziesz na górę się ogarnąć, a ja tu posprzątam. Potem cię gdzieś zabieram.

-Gdzie?- spytałem, wpatrując się w kumpla.

-Zobaczysz potem. A teraz wynocha mi na górę!- wskazał schody, dając mi do zrozumienia, że muszę go teraz słuchać.

Równo o godzinie 21, przekroczyłem próg klubu JuJu. Towarzyszyli mi Harry, a także Niall, który akurat nie miał nic do roboty. Ruszyliśmy przez tłum tańczących ludzi. Młode kobiety rzucały nam niby ukradkowe spojrzenia, które uporczywie przenikały moje ciało. Fajnie było wiedzieć, że wzbudza się czyjeś zainteresowanie, ale mimo to nie czułem się najlepiej i pragnąłem znaleźć się jak najdalej od panującego w tym pomieszczeniu zgiełku.  A kiedy przypomniałem sobie list od Eleanor, nagle ogarnęła mnie ogromna wściekłość. Przecież byłem z tą dziewczyną ponad rok, a ona wyskakuje mi z tym, że kogoś poznała.

Szczerze, zniszczyła mnie tym. Zrujnowała cały świat, w którym żyłem. Z nią. A teraz jej nie ma. Miałem ochotę krzyczeć, zniszczyć coś… Wszystkie uczucia, którymi ją darzyłem zniknęły bezpowrotnie. Nie ma już ich. Zastąpiła je straszliwa nienawiść i… chęć zemsty. Poza tym nie było nic. Nic innego się nie liczyło. Byłem wypalony uczuciowo w kategorii miłości.

Moje myślenie w taki sposób mogło być spowodowane drinkami podawanymi mi co chwilę przez Nialla i Harry’ego, ale ponoć alkohol umożliwia ukazanie swoich prawdziwych uczuć.

Jeżeli to prawda, to znaczy, że naprawdę jestem… w zasadzie nie wiem, kim. Wiem tylko, że muszę się odegrać za to, co zrobiła mi Eleanor. Już nawet wiedziałem jak, a w pamięci miałem słowa Harry’ego „Louis, tego kwiatu, to pół światu. Ani się nie obejrzysz, a będziesz miał następną”.

-Hej. Zatańczymy?- zwróciłem się kilka minut później, kiedy odszedłem od naszego stolika, do jakiejś dziewczyny siedzącej samej przy barze.

-Oczywiście.

Kiedy razem poszliśmy na parkiet, spostrzegłem Harry’ego i Nialla, którzy trzymali w górze kciuki na znak aprobaty dla tego, co robię.

Przetańczyłem z dziewczyną kilka kawałków, po czym zamówiłem jej drinka.

-Ale w sumie to nie wiem nawet, jak masz na imię.- zagadnąłem ją, jednocześnie spoglądając w jej oczy.

-[T.I.] No, tylko teraz wypadałoby, żebyś ty się przedstawił.- zauważyła brunetka.

-Aż się dziwię, że nie znasz mojego imienia…- powiedziałem, zniżając ton mojego głosu i jednocześnie przybliżając się do niej.

-Wiesz, trudno go nie znać, kiedy twarze twoja i twoich kolegów widnieją na każdym kolorowym magazynie, Louis- stwierdziła, kładąc nacisk na ostatnie słowo.

-Fanka?- spytałem, chwytając w dłoń swojego drinka.

-Można tak powiedzieć.

Odłożyłem na blat baru swoją szklaneczkę, nachyliłem się do ucha [T.I.], całkiem przypadkowo je muskając i powiedziałem:

-Jesteś najspokojniejszą Directioner jaką ostatnio spotkałem, wiesz?

-A ty jesteś najbardziej bezczelnym chłopakiem jakiego ostatnio spotkałam, wiesz?- użyła moich słów i lekko odepchnęła mnie od siebie.

Zaskoczyła mnie. No, cóż nie tak to miało wyglądać. A może miało?

-[T.I.], przepraszam, jeśli to wyglądało na tani podryw, ale…

-Wyglądało to tak, jakbyś chciał mnie po prostu zaciągnąć do łóżka. A tak do twojej wiadomości- teraz ona z kolei nachyliła się ku mnie i szepnęła- Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo.

Cholera, znowu mnie zaskoczyła. Coś czułem, że naprawdę będzie ciężko…

-Widzę, że faktycznie chciałeś mnie tylko przelecieć. No, cóż… Nic tu po mnie- po chwili mojego milczenia wstała z wysokiego krzesełka i już miała zrobić krok, kiedy złapałem ją za przegub ręki:

-Nie [T.I.], nie idź. Przepraszam, po prostu nie wiedziałem co powiedzieć… Jesteś naprawdę szczera.

-Większość ludzi się tego boi.- przyznała.

-Ja tam jestem odważny.- powiedziałem, powodując śmiech u brunetki. Ja sam się uśmiechnąłem.
Całą noc spędziłem z [T.I.]. Tańczyliśmy w klubie, poszliśmy na spacer do parku i odprowadziłem ją do jej domu. Dała mi swój numer.

Już następnego dnia zadzwoniłem do niej. Umówiliśmy się na naszą pierwszą randkę. Kilka dni później na drugą, siódmą, dziesiątą…

Zleciał maj, czerwiec, zaczynał się lipiec. A ja znów umówiony byłem z [T.I.] Cieszyłem się na to spotkanie. Nie z powodu samej [T.I.], ale bardziej z jej uczuć do mnie. Wiedziałem, że coś do mnie czuje, może nawet się we mnie zakochała.

To znaczyłoby, że wszystko idzie zgodnie z moim idealnie obmyślanym planem, według którego ta randka miała być wyjątkowa. Najpierw byliśmy w kinie, potem w parku, a na koniec podwiozłem ją moim samochodem pod jej dom.

-To może wejdziesz do środka, co?- zagadnęła, spoglądając na mnie spod jej wymalowanych ciemnych jak heban rzęs.

-Jeżeli nie masz nic przeciwko, to bardzo chętnie.- pocałowałem ją, a ona pociągnęła mnie w stronę drewnianych drzwi wejściowych jej domu.

Ledwie przekroczyliśmy próg, już pozbywaliśmy się wzajemnie naszych ubrań. Nie mogłem zaprzeczyć, że była piękną dziewczyną i była dodatkowo miała naprawdę fajną osobowość i charakter, ale to, co mną w tamtym momencie kierowało, nie było szczególnym uczuciem do [T.I.], tylko zwykłym pożądaniem i instynktem.

Po upojnej nocy pełnej namiętności i wyznaniu mi miłości przez [T.I.] szybko zbierałem swoje ciuchy porozrzucane po praktycznie całym domu dziewczyny.

Kiedy już się ubrałem, zacząłem szukać kawałka kartki i długopisu. Szybko wyskrobałem krótką notkę:

[T.I.]!

Dziękuję za wczorajszą noc. Było naprawdę cudownie.

Jednak teraz nasze drogi się rozchodzą.

Louis

P.S. Nie myśl, że to przez ciebie. Po prostu musiałem to zrobić.
P.S.2 Nie szukaj mnie.

Wziąłem swoją kurtkę i wyszedłem z jej domu, zostawiając liścik na stole kuchennym. Zupełnie jak Eleanor mi kilka miesięcy temu…

Ale właśnie taki był mój plan. Znaleźć dziewczynę, rozkochać w sobie, przespać się z nią i rzucić. Brutalne? 
Być może. Jednak ja wreszcie wypełniłem swoją chęć zemsty. I wreszcie zrozumiałem, kim stałem się po rzuceniu mnie przez El.

Kimś, kto najpierw dokładnie planuje, potem działa z premedytacją i na koniec wieńczy swe dzieło mocnym i zapadającym w pamięć akcentem.

Terrorystą. Terrorystą serc.

Tym właśnie jestem.

I tym pewnie już zostanę.


Na zawsze.

___________________________________________
Witajcie, kochane!

Ostatnio pisałam tu parę miesięcy temu. Aż się dziwię, że mnie nie wywaliłyście, naprawdę...
Dzisiaj znalazłam ten imagin na swoim komputerze. Wysłałam to kiedyś na konkurs na autorkę, ale wtedy się nie udało. Teraz postanowiłam zamieścić ten tekst, bo naprawdę nie mam czasu na napisanie czegoś od nowa, choć pomysłów nie brakuje. Koniec półrocza, projekty do oddania i zajęcia dodatkowe robią swoje.

Madeleine 
PS. Na następny raz chciałybyście może coś nadprzyrodzonego?

11 komentarzy:

  1. Cudowny *_____* Masz talent dziewczyno

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam napisać coś mądrego ale jako iż nie za bardzo wychodzi mi przelewanie myśli na papier, czy też komputer napiszę tylko tyle:
    Ten imagin jest genialny, oderwanie od tych wszystkich opowiadań w których to będą razem do końca, bla bla bla, good job.
    @NightCaroline

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny <3
    spodziewałam się innego zakończenia, a tu proszę ! super ;)
    wszystkie twoje imaginy które napisałaś są genialne i uwielbiam je czytać <3
    Życzę weny :*

    P.S bardzo chętnie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. :O:O Kochammm <3 Zrobisz druga czesc?

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej :) Ten Blog został nominowany do VBA :) Gratulacje :*
    http://feelmagicbemagic.blogspot.com/2014/01/versatile-blogger-award-kochani-z.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Super , zrob druga czesc ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne... Zapraszam na:
    www.alex-story-of-my-life.blogspot.com
    Dopiero zaczynam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Imagin genialny, jak zawsze z resztą *.* Chciałabym Was również zaprosić na mojego bloga. Nie jest o 1D ale mam nadzieję, że Was zachęci. Są dopiero 2 posty ale mam nadzieję, że będziecie stałymi gośćmi :) http://opowiastkizborowiackiejchatki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczerze... to nie spodziewałam się takiego zakończenia... o,O No bo Lou potraktował tę dziewczynę okropnie. Co on sobie w ogóle ubzdurał?! Jak chciał się mścić, to czemu na niewinnej dziewczynie? Zaszokował mnie ten imagin...
    Czekam na kolejną część.

    http://niallerfanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny. Będzie kolejna część? Mam nadzieję ze tak <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3