środa, 29 stycznia 2014

Six Hundred Thirty-Six

Give Me Faith

Kolejny dzień, kolejna nadzieja. Ile ich było? Chyba żaden człowiek nie byłby w stanie policzyć. T.I jak zwykle siedziała na tarasie i piła poranną kawę, podziwiając wschód słońca. Chciała, aby zza horyzontu wyłoniła się znajoma, pewnie bardziej postawna, niż kiedy wyjeżdżał, sylwetka. Wyczekiwała tej chwili dwa długie i samotne lata. Jednak wciąż miała nadzieję. To właśnie ona podtrzymywała w myśli, że Liam wróci.
Kiedy słońce pojawiło się na błękitnym niebie, T.I weszła do domu. Codziennie przemierzała korytarz, na którego ścianach wisiały jej ulubione, oprawione w białe, drewniane ramki, fotografie. Każdego razu, kiedy im się przyglądała, do jej głowy wpadało mnóstwo pytań.
Czy już wtedy wiedział, że wyjeżdża?
Wiedział, że będzie musiał ją zostawić?
Myślał, jak wielką krzywdę jej zrobi?
T.I wiedziała, że Liam był szlachetnym i honorowym człowiekiem. Dlatego z zadziwiającym spokojem przyjęła do wiadomości informację o wyjeździe chłopaka do Afganistanu. Nie sądziła jednak, że będą to ponad dwa lata bez jakiejkolwiek wieści o ukochanym. Nie wiedziała, czy wciąż powinna czekać, czy pogodzić się z jego odejściem. Była kompletnie zagubiona we własnym życiu.
Fotografia za fotografią.
Wspomnienie za wspomnieniem.
Krok za krokiem.
Łza za łzą.
T.I nie chciała dłużej żyć w niepewności. Nie potrafiła jednak zapomnieć i żyć, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Jakby miłość, która powstała między nimi nigdy nie miała miejsca. Jakby nie istniała.
Dziewczyna wyszła z domu. Miała na sobie idealnie wykrojoną, prostą czarną sukienkę i tego samego koloru baleriny. Ciemne, długie, proste włosy opadały na prawe ramię, a nieśmiertelnik dumnie zdobił je pierś. Podążała w dół ulicy, gdzie stał mały, drewniany kościół.Modliła się tam każdego ranka i wieczora. Weszła do świątyni i klęknęła przed samym ołtarzem. Przeżegnawszy się odmówiła pacierz, a następnie usiadła w jednej z ławek.
- Panie Boże... Nie mogę już dłużej na niego czekać. Proszę Cię, Panie. O jeden, choćby najmniejszy znak, że moje czekanie jest warte zachodu. Proszę, żeby Bóg pomógł odzyskać mi moją nadzieję, moją wiarę. Proszę, żeby Bóg sprowadził go do mnie z powrotem. Amen.
Wybiegła z kościoła. Żwawym krokiem szła w kierunku swojego domu, ocierając łzy spływające po jej zarumienionych policzkach. Zatrzymała się. Zmrużyła oczy. W świetle promieni słonecznych zdawało jej się dostrzec wysoką, muskularną postać, ubraną w wojskowy mundur. Puściła się pędem w tamtą stronę. Nigdy nie wierzyła w cuda. Tamtego dnia to się zmieniło. Stała teraz z nim twarzą w twarz. Nie zmienił się ani trochę. Mimo ponad dwóch lat jego oczy wciąż błyszczały nienaturalnym blaskiem, a kąciki ust unosiły się formując niemoralnie piękny uśmiech.
T.I płakała, Liam przyglądał się jej z ogromnym szczęściem wymalowanym na twarzy. Wpadła w jego ramiona, a on objął ją mocno i podniósł do góry. Dziewczyna biła Liama w plecy. Czując jego zapach i dotyk, była pełna. Wróciła druga, dawno zaginiona połowa jej serca.
Nie jestem w stanie powiedzieć, ile tak trwali. Minutę, może dwie, może dzień, miesiąc, a może i całą wieczność. Nawet kiedy z nieba lunął deszcz, oni nie zmienili swojej pozycji.
- Shh, nie płacz - szepnął, sam ocierając jedną se swoich łez. Postawił dziewczynę na ziemię. Przyglądał jej się. Schudła, była też trochę bledsza. Mimo to wciąż była tą samą T.I, w której dwa lata temu Liam zobaczył cały swój świat. I nadal go w niej widział. - Wciąż nosisz mój nieśmiertelnik - zauważył uśmiechając się pod nosem, a dziewczyna chwyciła naszyjnik w dłoń i ścisnęła go mocno, wzruszając ramionami.
- Był ostatnią rzeczą jakiej dotknąłeś, zanim wyjechałeś - bąknęła.
- T.I? - zagadnął, a ona podniosła na niego wzrok. - Dziękuję - wyszeptał, po czym znów wziął ukochaną w ramiona i nagle się rozpłakał. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego w jakim piekle żyłem przez ostatni czas. Nie masz pojęcia jakie to uczucie, kiedy ludzie giną na twoich oczach. A potem musisz powiedzieć im, że już nigdy nie zobaczą tej osoby, że oddała życie za innych. Wiele razy mogłem umrzeć, byłem o włos od śmierci. A wtedy przypominałem sobie, że jesteś i czekasz na mnie w domu. Dawałaś mi siłę.
- Przestań - powiedziała cicho. - Dla mnie piekłem było czekać te cholerne lata, aż wrócisz. Nie wiedziałam czy żyjesz, czy pamiętasz, że jestem. Codziennie podliłam się do Boga, żeby mi cię oddał. Modliłam się o tę chwilę. Każdego, pieprzonego dnia - załkała w ramię Payne'a, a on pocałował ją w czoło i ciaśniej objął ramionami.
Jak zakończyła się historia Liama Payne i T.I T.N? Bardzo szczęśliwie. Chłopak nie wrócił na służbę. Wzięli ślub, mieli trójkę wspaniałych dzieci, a potem wnuki. Zestarzeli się razem. Byli jednymi z nielicznych, którym udało się przejść przez coś takiego.
Liam był pewien, że to dzięki przeznaczeniu. Ale T.I wiedziała, że to za sprawą Boga. Dzięki modlitwie i wierze.
Dzięki temu, że Pan dał jej nadzieję.


Oh God, to chyba najnudniejszy imagin, jaki napisałam;_;
Mam nadzieję, że w ogóle dotarliście do końca, choć nie byłabym zdziwiona, gdyby tak się nie stało.
Chyba się wypaliłam. Nie potrafię napisać nic lepszego niż to. Jeden imagin piszę 4 miesiące, gaaah. Cholernie głupio jest być zakochanym:(
Zapraszam na mojego nowego bloga, właśnie wstawiłam prolog;) TUTAJ

8 komentarzy:

  1. Popłakałam się! To było cudowne! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten imagin jest taki inny i dzięki temu wspaniały! Wreszcie ktoś napisał coś oryginalnego, jakaś odmiana wśród tych wszystkich oklepanych historyjek ze spacerqami po plaży w tle.
    Czytając miałam łzy w oczach ... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok.. akurat się popłakałam czytając ten imagin. Jest taki.. realistyczny. Jak na moją wyobraźnię.. po prostu.. cudowny <3 zyczę Ci duuużo weny w pisaniu kolejnych imaginów :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nudny? Nudny?! Dziewczyno, on jest po prostu cudowny! Nieoklepany, wzruszający i jeszcze napisany przez ciebie! Ja jakbym się wzięła za taką historię, to bym ją pewnie zchrzaniła :o Jest serio świetny <3 i nie, nie wypalasz się, dalej zajebiście piszesz - miałam łzy w oczach :')

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zgodzę się z Tobą w kwestii "najnudniejszego" imaginu. Jak takie słowa mogły wyjść z Twojej klawiatury? Każdemu co pewien czas zmienia się styl pisania, a i uczucia takie jak zakochanie jeszczcze wzmagają tę sytuację :)
    I jeszcze pytanko. Czemu "cholernie głupio jest być zakochanym"? Zawsze miałam wrażenie, że to piękny stan. Sama jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam, ale z opowieści kuzynek i kumpeli wynikało, że jest naprawdę fajnie :)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Madeleine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. gdybys tylko bardziej rozwinela mysl cierpienia dziewczyny i to co przezywal Liam jak byl w Afganistanie czy nawet przeciagnela rozlake to imagin bylby lepszy, aczkolwiek podoba mi sie fabula i to ze bohaterka odnalazla ukochanego poprzez Boga :)

    zapraszam na bloga fearissoclose.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie rozumiem... Jak mogłaś napisać "najnudniejszy" ??? Jest świetny, cudownie się przy nim płacze ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3