niedziela, 9 lutego 2014

Six Hundred Forty - Five

(koniecznie)


Londyn. Wielka metropolia licząca blisko 8,174 ludzi. Uliczne korki, chodniki pełne ludzi. Ludzi śpieszących się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo za czym.
Za sławą?
Pieniędzmi?
Wyimaginowanym szczęściem?
I pośród tego całego chaosu ONA. Biegnie przez centrum miasta przepychając się pomiędzy ludźmi. Kilka razy upadła bo słone łzy nagromadzone w jej oczach przysłoniły jej pole widzenia.
Wiecie jak to jest kiedy wydaje wam się, że wasze życie, chociaż takie pospolite, zwykłe i przewidywalne jest tym, czego naprawdę potrzebujecie? Kiedy myślicie, że wszystko pójdzie po waszej myśli?
Zakończenie szkoły.
Studia.
Praca.
I nagle to wszystko znika. Znika przysłonięte przez czarne chmury
Rozpacz.
Smutek.
Cierpienie.

[T.I] siedziała w salonie i oglądała jeden z ulubionych seriali. W pewnej chwili usłyszała samochód zatrzymujący się na podjeździe. Wstała z kanapy kierując się do przedpokoju. To samo uczyniła jej mama która wyszła z kuchni, w dłoniach wciąż trzymając naczynie żaroodporne. Wspólnie udały się do drzwi. Dziewczyna miała nadzieję, że to jej przyjaciel skończył wcześniej pracę w studiu i postanowił ją odwiedzić.  Obie w tym samym czasie, przez szybę w drzwiach, zobaczyły dwóch mężczyzn wysiadających z pojazdu. Mieli na sobie odświętne mundury. Rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. To matka dziewczyny upuściła naczynie. [T.I] odwróciła się na pięcie i wybiegła z domu przez drzwi znajdujące się w kuchni.

Właśnie w tamtej chwili jej świat się zawalił. Jedna minuta i już nic nie było na swoim miejscu.
Biegła przed siebie w kierunku jednego z londyńskich wieżowców. Jedyne czego potrzebowała to jego. Louisa.
Mijała kolejnych ludzi.
Samotnych.
Zakochanych.
Rodziny.
Nikt nie wyglądał na poruszonego. Każdy zajęty swoimi sprawami, problemami. Co rusz obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem. Kilka kobiet wyraziło swoją opinię na temat jej kultury. Ale to nie miało w tej chwili znaczenia.
Była już niemalże przy budynku kiedy po raz kolejny na kogoś wpadła. Tym razem nie zakończyło się to upadkiem. Silne ramiona objęły ją. Poczuła tak dobrze znany zapach. Teraz, będąc przy nim, rozpłakała się jak małe dziecko.
- On nie żyje Louis! Mój tata nie żyje
Płakała uderzając swoimi drobnymi piąstkami w tors chłopaka. A ten stał i pozwalał jej na to. Bo ona właśnie tego w tej chwili potrzebowała.

Obudziła się w pokoju. Nie swoim ale równie znajomym. Pokój jej przyjaciela. Wstała z łóżka i skierowała się w stronę drzwi. Następnie zeszła na parter. Z kuchni dochodziły ściszone, męskie głosy. Powoli weszła do pokoju. Byli tam wszyscy. Liam, Zayn, Niall, Harry i Louis. Wszyscy jak na zawołanie, skierowali swój wzrok na jej osobę.
- [T.I] – szepnął blondyn i już po chwili znajdowała się w jego ramionach.
- Przepraszam za to zamieszanie. Muszę już iść, mama na pewno się martwi.
- Wie, że tu jesteś. To ona zadzwoniła do mnie zaraz po tym jak wybiegłaś z domu. Dlatego wpadłem na ciebie na chodniku – wytłumaczył jej Louis, zalewając jednocześnie kubek wrzącą wodą. – wypij – powiedział podając jej go. Kawa.
Kolejne minuty spędzili w ciszy. Chłopcy po jakimś czasie zaczęli opuszczać kuchnie. Został tylko Lou. Wstał i podszedł do dziewczyny stojącej przy zlewie obejmując ją.
- Jeśli tylko chcesz, możesz zostać tu jak długo zechcesz. Uważam jednak, że powinnaś być teraz przy swojej mamie. Ona też potrzebuję wsparcia. Mogę przeprowadzić się na parę dni do was. Pomóc wam we wszystkim.

Najgorszy dzień jej życia. Żołnierze ubrani w swoje najlepsze mundury. Seria strzałów na cześć jej ojca. Trumna wykonana z ciemnego drewna opuszczana kilka metrów pod ziemię. Ksiądz odmawiający modlitwę.  Dowódca oddziału składający flagę Wielkiej Brytanii na dłonie jej mamy. Ludzie wygłaszający przemowy. „Był wspaniałym człowiekiem” „Odważny żołnierz”, „Wymarzony przyjaciel”.

Stała wtulona w jego ramiona na płycie lotniska.
- Nie leć – błagała mocząc łzami jego mundur.
- Muszę. Dostałem taki rozkaz. – tłumaczył jej spokojnie. Tak samo robił to kilka lat temu gdy leciał na misje. Wtedy miała być to ostatnia. Dlaczego więc tydzień temu przyszedł do niego list z ponownym powołaniem?
- Obiecaj, że wrócisz – powiedziała odsuwając się na tyle by móc patrzeć wprost w jego niebieskie oczy. Dokładnie taki sam kolor miała ona.
- Nie będę brał czynnego udziału w walce. Mam tylko szkolić młodych – starał się wymigać od tej obietnicy. Obietnicy której nie miał pewności, że dotrzyma. – Zawsze będę przy tobie. Bez względu na wszystko. – to były jego ostatnie słowa. Potem ucałował jej czoło i odszedł na odprawę. Wtedy widziała go po raz ostatni.

Poczuła dotyk na swoim ramieniu
- Musimy już iść
Rozejrzała się dokoła. Cmentarz był już pusta. W oddali widziała swoją mamę, przytuloną do pani Tomlinson, w otoczeniu chłopaków z zespołu.
- Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz – powiedziała patrząc w oczy chłopaka
- Obiecuję ci [T.I] – po chwili po raz kolejny znalazła się w jego ramionach. 


___________________________
Coś krótkiego. Coś co w ogóle nie było planowane. Powstało pod wpływem chwili. 
Co o tym myślicie?
Lubicie imaginy w których nie ma wątku miłości do któregoś z 1D?
W której osobie lubicie czytać?
Czekam na wasze opinie, żeby wiedzieć co pisać na przyszłość ;) 

12 komentarzy:

  1. pierwsza jej <3 lece czytać

    OdpowiedzUsuń
  2. Poplakalam sie ;c

    OdpowiedzUsuń
  3. Imagin fajny, pomysł genialny;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super ale gdyby byli parą byłoby lepiej ;3 ♡♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Ok.. wstaję.. patrzę.. nowy imagin.. czytam.. słucham piosenki, którą kazałaś włączyć.. płaczę.. ejj a nie chciałam się rozklejać od samego rana :D Cudowny imagin. Jeśli chodzi o twoje pytanie to czasami jest fajnie jak część prowadzi narrator, a część główny bohater. Czekam na kolejne imaginy ^-^

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny imagin. Zdecydowanie wolę czytać, gdy jest napisane w pierwszej osobie, ale w trzeciej też jest spoko. Wątki przyjaźni też są świetne. Życzę, aby wena Ci sprzyjała! x

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny imagin, bardzo mi się podoba.x

    http://emotionless-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest świetne, popłakałam się ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Płaczę. To było piękne. Naprawdę.
    Czemu rzeczywistość potrafi od czasu do czasu uderzyć we mnie? Za każdym razem coraz mocniej. Czytając to miałam w głowie swoje życie. Życie którego nie ma. Są rodzice. Kocham ich. Ale. Zawsze jest to ale...
    To było piękne,naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Płaczę. To było piękne. Naprawdę.
    Czemu rzeczywistość potrafi od czasu do czasu uderzyć we mnie? Za każdym razem coraz mocniej. Czytając to miałam w głowie swoje życie. Życie którego nie ma. Są rodzice. Kocham ich. Ale. Zawsze jest to ale...
    To było piękne,naprawdę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3