niedziela, 2 lutego 2014

Six Hundred-Seven Part Two

Pierwsza Część.

Muzyka nigdy nie będzie odpowiednia. Pogoda nigdy nie będzie sprzyjająca. Kakao nigdy nie będzie ciepłe. Trzecią godzinę siedzę i męczę ten sam temat książki. Zachciało mi się studiować, to teraz trzeba się męczyć na ostatnim już roku. Wymarzony tytuł był już na wyciągnięci ręki, coraz bliżej. Jednak nie potrafiłam skupić się na nauce. Nialler tłukł się niemiłosiernie garnkami doprowadzając mnie do białej gorączki. Nie byliśmy parą, a gdzie tam! Ja i on ? Nigdy! Mieszka u mnie najlepszy przyjaciel bo sąsiad go zalał, rozumiecie ? Bo ja nie. Od trzech dni znoszę jego kucharskie eksperymenty, a mój organizm krzyczy głośne STOP! Nie zdziwił mnie więc dym wydostający się z mojej kochanej, skromnej i w uroczym stylu urządzonej kuchni.
-Przykro mi, dziś musi Cię zadowolić pizza ewentualnie jogurt-usiadł ścierając pot z czoła. W fartuchu wyglądał przekomicznie.
-Mam nadzieję,że otworzyłeś okno żeby przewietrzyć ?-odłożyłam książkę "Psychologia, czyli jak postępować z ludźmi"
-Oczywiście pani psycholog-uśmiechnął się sięgając po pilot.
Psycholog, zawód idealna dla osoby która nie umie poradzić sobie z własnymi problemami, najlepiej pomaga rozwiązać je innym.  Uwielbiam dzieci i to właśnie im będę pomagać, psycholog dziecięcy.
-Jutro masz obronę ?-pyta nadal wpatrując się w australijską wersję MasterChefa. Niespełnione ambicje kucharz. Horan choć na swój wiek, nadal ma mentalność kilkuletniego dziecka.
-Ymhym- odpowiadam nadal pochłonięta książką. W prawdzie wcale nie muszę powtarzać, to tylko chyba takie zajęcie żeby zbytnio nie myśleć o Louisie.
-No to wieczorkiem pijemy-zaśmiał się zacierając ręce.
-Chciałbyś-ostudziłam jego zapał-a teraz zamów coś do jedzenie, zgłodniałam-zażądałam i skierowałam się zamknąć okno w kuchni, bo jednak robiło się trochę zimno. Kiedy Horan zamawiał posiłek dla naszej dwójki ja prosto z kuchni poszłam otworzyć drzwi do których ktoś dzwonił. Za nimi stał uśmiechnięty posłaniec z bukietem pomarańczowych róż.
-[T.I i N] ?
-Tak.
-Proszę tu pokwitować-złożyłam podpis na wskazanym miejscu i odebrałam kwiatki-dziękuję-młodzieniec uśmiechnął się i schodami zbiegł na dół. Zamykając drzwi zaczęłam liczyć aż naliczyłam się 44 róż. Między kilkoma znalazłam ozdobny liścik. Wraz z Julie trzymamy jutro kciuki za ciocię. Mam nadzieję,że niedługo się zobaczymy, tęsknie Louis x  Uśmiechnęłam się sama do siebie przypominając sobie co oznaczają właśnie tego koloru róże pożądanie, ciekawe tylko czy on zdawał sobie sprawę jak ważny okazał się dla mnie być.

Wyszłam z uczelni głęboko oddychając. Już z daleka widziałam samochód Horana oraz opierającą się o niego resztę ekipy. Może trochę się z nimi podroczę ? Tak to świetny pomysł!Udając smutek schodziłam stopień po stopniu kierując się w stronę trzech aut.
-I jak ?-doleciał rozemocjonowany Horan-no mów żeż!
-Nie obroniłam-szczeki opadły im do ziemi a ja wybuchnęłam głośnym śmiechem,ich miny bezcenne!
-O ty wredna-usłyszałam za sobą jego zachrypnięty głos oraz poczułam ręce na swojej tali-nas tak oszukiwać ?
-Louis-pisnęłam i odwróciłam się w jego stronę. Nadla trzymał mnie w tali-co Ty tu robisz ?
-Myślałaś,że nie będę świętował sukcesu przyjaciółki ?
Uśmiechnęłam się, co było chyba wystarczającą odpowiedzią.Tomlinosn oparł swój podbródek na moim ramieniu szczerząc się od ucha do ucha.
-To co balujemy w zaciszu domowym we własnym gronie czy idziemy do jakiegoś klubu-Harry zacierał dłonie.
-Domóweczka- wszyscy oprócz mnie ryknęli chórem. Nialler pojechał swoim samochodem wraz z Zaynem oraz Perrie. Harry pojechał z Liamem, Sophie oraz Carrie a ja postanowiłam towarzyszyć Louisowi. Zdziwił mnie brak Julie oraz jej nosidełka w samochodzie Tomlinsona.
-Gdzie mała ?-spytałam zapinając pasy, stęskniłam się za tym maleństwem przez ten tydzień kiedy nie było ich w Londynie.
-Zostawiłem ją na trochę w mamy-przekręcił kluczyk w stacyjce-czas w końcu wziąć się w garść-spojrzał na mnie w lusterku i ruszył za Harrym. Jechaliśmy prawie w ciszy gdyby nie cicho grające radio w tle. Rozpoznałam ich głosy, płyta z piosenkami które wykonywali w Xfactorze. Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc w okno.Jazdą zrównaliśmy się ze Stylesem. Lokowany zaczął robić głupie miny siedząc z tyłu na miejscy pasażera. Żeby nie spoglądać na poczynania błazna, odwróciłam głowę opierając ją na zagłówku w stronę kierowcy. Skupiony patrzył na drogę marszcząc lekko czoło.
-Dokąd jedziemy ?-ewidentnie nie była to jazda do mojego mieszkania.
-Do mnie, ty masz sąsiadów a tam będziemy mieli trochę luzu.
-Kiedy wracasz do Doncaster ?
-Nie szybko, chce trochę ogarnąć siebie samego, a potem przywieźć małą. Jeżeli oczywiście chcesz możesz ze mną jechać w weekend do niej-uśmiechnął się nadal patrząc na drogę.
-Jasne, a tak w ogóle dziękuje za kwiatki, są śliczne, nie musiałeś-przypomniałam sobie i różach stojących na parapecie w mojej sypialni.
-Nie przesadzaj, to drobiazg-może dla Ciebie drobiazg,ale dla mnie coś więcej Louisie.

Oparta o balustradę na balkonie wpatrywałam się w granatowe niebo, pozbawione tej nocy gwiazd. Zimne powietrze dobrze robił na mój organizm w którym krążył alkohol. Z głębi domu leciała muzyka a oblewanie mojej obrony zamieniło się w gruby melanż. Alkohol lał się strumieniami, parkiet na środku salonu oblegany przez amatorskich tancerzy.
-Masz dość ?-obok mnie stanął Louis. Zaczerpnęłam powietrza które zmieszało się z jego perfumami. Palił papierosa.
-Nie, tak tylko chciałam odetchnąć świeżym powietrzem-skłamałam.
-Dzieje się coś ?-uważnie mi się przyjrzał pociągając ostatni raz, pokręciłam przecząco głową z uśmiechem przyklejonym do twarzy-chyba nie odmówisz mi tańca-wyciągnął w moim kierunku dłoń. Ujęłam jego dłoń i dałam się poprowadzić na środek jego salonu który zastępował parkiet. Jak na złość Dj Malik puścił wolną muzykę i sam oddał się w taniec ze swoją wybranką. Zarzuciłam Louisowi ręce na szyję i wtuliłam się w jego klatkę piersiową a on trzymał mnie w mocnym uścisku. Głowę schował w moich włosach nucąc cicho słowa lecącej piosenki. Było mi tak dobrze,szkoda tylko,że do czasu.
-Odbijany ?-ni stąd ni zowąd wyrósł przed nami Horan. Nawet nie usłyszałam kiedy zmieniła się piosenka. Louis z westchnieniem oddał mnie w ręce blondyna i oddalił się w stronę stoliczka z alkoholem.
-Wyglądaliście tak słodko-zaśmiał się Niall obracając mnie w prawo-musiałem to zrobić, inaczej skończylibyście tam u góry-zaśmiał się i przyciągnął mnie siebie łapiąc jedną ręką u dole pleców i odchylając mnie do tyłu. Przysięgam dosypię mu czegoś do jedzenia.
Taniec z Niallem, później kolejka i kolejne wygłupy już razem ze wszystkimi. Do końca ani razu nie znalazłam się już w ramionach Louisa, zostało mi tylko ukradkowe spojrzenia w jego kierunku oraz przyłapywanie go na tym samym.

Obudziłam się pomieszczeniu które na pewno nie było moją sypialnią. Duże łóżko, biało turkusowe ściany, pusta toaletka oraz duże podwójne drzwi. Sypialia Louisa i Eleanor. Dokładnie znam każdy kąt tego pokoju, sama pomagałam dziewczynie wybrać wszystko do niego.W łóżku nie było nikogo oprócz mnie, w ogóle nie pamiętam jak się tu znalazłam. Podniosłam się do pozycji siedzącej podnosząc kołdrę do góry, nadal byłam we wczorajszym nie do końca skompletowanym ubraniu. Brakowało tylko marynarki którą sama ściągnęłam. Podniosłam się z louisowego łóżka. Zeszłam po schodach do salonu w którym panował idealny porządek, zegarek wskazywał parę minut po dwunastej. Oparłam się o futryny kuchni i tak jak Louis kiedyś obserwował mnie krzątającą się po kuchni, zrobiłam to samo. Podrzucał właśnie naleśnika na patelni który jednak spadł prosto na podłogę pod jego stopy. Louis syknął kiedy rozżarzona patelnia dotknęła jego dłoni i również upadła na podłogę robiąc przy tym hałas.
-Cholera- zaklną pod nosem. Doskoczyłam do niego i natychmiastowo wsadziłam dłoń pod zimną wodę. Stał i patrzył na mnie jak na zjawisko. Zapewne wyglądam jak tysiąc nieszczęść. Zakręciłam wodę i pociągnęłam go w stronę krzesła. Usiadł nadal patrząc na mnie, sięgnęłam po apteczkę. Wyjęłam z niej krem na oparzenia i obrzeki, gazik i bandaż.
-Co ja bym bez Ciebie zrobił ?-spytał kiedy kończyłam jak najdelikatniej zawijać jego dłoń.
-Zapewne stałbyś i zwijał się z bólu, gotowe-spojrzałam na swoje dzieło.
-Dziękuję. Dziękuję za wszystko [T.I].
-Nie musisz Lou. Pójdę się ogarnąć i wracam do domu- przeczesałam dłonią włosy.
-Tak myślałem...że może chcesz jechać ze mną do Doncaster ? Jest weekend, wrócilibyśmy w poniedziałek.
-Myślę,że to bardzo dobry pomysł-uśmiechnęłam się lekko-ale wcześniej pojedziemy do mnie. Zjedliśmy usmażone wcześniej naleśniki, Louis naszykował sobie świeże ciuchy i pojechaliśmy do siebie. Oczywiście nie obyło się bez obgadania przez dwie starsze sąsiadki tego,że kolejnego gacha sprowadzam sobie pod dach, że wstydu nie mam i tak dalej. Z mieszkania dochodziły odgłosy telewizora, zapewne Nialler znów oglądał programy kulinarne. Tak też właśnie było,siedział na kanapie z kubełkiem lodów truskawkowych i oglądał coś po niemiecku. Nawet nie zauważył kiedy we dwójkę weszliśmy do salonu.
-Poczekaj, za pięć minut wracam-szepnęłam do Louisa i poleciałam do swojego pokoju się spakować. Włozyłam trzy komplety czystej bielizny, dwie pary spodni, trzy bluzki, piżamę oraz jakąś ciplejszą bluzę. Na siebie narzuciłam skórę oraz zmieniłam baleriny na trampki. Z łazienki wzięłam jeszcze kosmetyczkę i byłam gotowa do drogi. Z mała walizką stanęłam koło kanapy.
-Nialler wrócę w poniedziałek i mieszkanie ma być całe, jasne ?-kiwnął głową i machnął na mnie dłonią wgapiając się dalej w telewizor. Louis wziął ode mnie bagaż i skierowaliśmy się do samochodu znów mijając starsze panie.
-Pojedziemy jeszcze w jedno miejsce ?-spytał kiedy siedzieliśmy w aucie. Kiwnęłam głową na tak, co oznaczało zgodę. Nie podejrzałam,że tym miejscem będzie cmentarz. Stoimy właśnie ramię w ramię przed pięknym nagrobkiem Els.
-Wiesz kochanie, staram się pozbierać po Twoim odejściu i nie było by to możliwe gdyby nie [T.I]-co on w ogóle mówi ?-pamiętasz jak mi się śniłaś ? Chyba spełniło się to o co mnie prosiłaś-sięga po moją dłoń którą ujmuje i przybliża do swoich ust, składa na niej delikatny pocałunek a moje serducho wariuje-chce żeby właśnie [T.I] była tą z którą dane będzie spędzić mi resztę życia i wiem,że Ty chcesz dla mnie tego samego.
Trzymajcie mnie bo zaraz zemdleję. Umrę chyba.
-[T.I] kocham Cię-staje twarzą w twarz ze mną-i wybacz,że w takim miejscu ale chciałem żeby ona też była przy tym obecna. I choćbyś Ty nie czuła nic do mnie. Poczekam, mogę czekać aż do śmierci.
-Nie potrzebnie Loui, bo ja też Cię kocham-przybliżyłam się do niego i musnęłam jego wargi. Pierwszy raz w życiu byłam czegokolwiek pewna. Że kocham Louisa Tomlinsona.

Późnym popołudniem dojechaliśmy do Doncaster. Louis jak na dżentelmena przystało otworzył drzwi,wczesniej wyciągając nasze bagaże. Z torbą zawieszoną na ramieniu oraz moją małą walizką trzymając się za dłonie doszliśmy do drzwi które automatycznie się otworzyły.  Stanęła przed nami jego mama w fartuchu. Widziałam ją już kilka razy.
-Louis-ucałowała go w dwa policzki-witaj [T.I]-pamiętała mnie.
-Dzień Dobry-uśmiechnęłam się delikatnie puszczając dłoń jej syna. Wpuściła nas do środka skąd dochodziły rozmaite zapachy.
-Tak czułam,że przyjedziesz. Upiekłam szarlotkę,mam nadzieję,że lubisz [T.I]-spojrzała w moją stronę.
-Uwielbiam.
-Mamo gdzie jest mała ? Chcielibyśmy się z nią przywitać.
-Jest u góry, czyli jesteście razem synku ?-spytała otwarcie patrząc co chwilę na mnie. Moje poliki przybrały zapewne rumiany kolor gdyż piekły niesamowicie.
-Jesteśmy-skwitował krótko Louis łapiąc mnie za dłoń.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę synku,no idźcie po mała i zejdźcie na obiad.
Uśmiechając się weszliśmy po schodach do dawnego pokoju Louisa.
-Witaj w rodzinie [T.I]-Louis musnął delikatnie moje usta-kocham Cię.
-Ja Ciebie też.

Leżałam z głową na nogach Louisa w salonie państwa Tomlinson. Julie już dawno spała, nakarmiona i wykąpana. 
-Kocham Cię- szepnął bawiąc się moimi włosami. Mruknęłam w odpowiedzi a on się cicho zaśmiał żeby nie obudzić śpiących domowników.
-Tam na cmentarzu mówiłeś,że śniła Ci się El.
-Bo śniła-odpwiedział nawijając sobie pasmo włosów na palce.
-Mnie też się śniła, myślisz,że to przeznaczenie ?
-Kochanie, my musieliśmy być od dawna sobie pisani-zaśmiał się.
-Louis wiesz co oznaczają pomarańczowe róże ?-spojrzałam na niego.
-Jeżeli pytasz czy Cię pożądam to odpowiedź jest oczywista-nachylił się i pocałował mnie w usta-nawet bardzo.

9 miesięcy później

Jaka jest możliwość zaliczenie wpadki już przy pierwszym razie z facetem którego się kocha ? Zabezpieczenia swoją drogą ale żeby zawiodły trafiło mi się pierwszy raz. Takiego pecha to mogę mieć tylko i wyłącznie ja. Nie Louis, bo to przecież nie on w męczarniach leży na porodówce i wśród krzyków bólu próbuje wydać na świat owoc naszej miłości.  Stoi sobie obok mnie i trzyma za dłoń. Dmucha zimnym powietrzem w twarz po której spływa strużka potu. 
-Jeszcze tylko raz-słyszę głos lekarki. No przecież wiadomo,że Pan Gwiazda nie pozwolił mi chodzić do mojego lekarza. Nie będę przed nikim innym rozkładać nóg, jak to mądrze stwierdził. Ostatni głośny okrzyk bólu zmieszany zaraz z głośnym płaczem mojego dziecka.
-Może tatuś odetnie pępowina ?-pielęgniarka podała zdenerwowanemu Louisowi sterylne nożyczki. Pełen obaw jednak idealnie wykonał swoje zadanie.Po chwili pielęgniarka położyła na mojej piersi małą dziewczynkę. Mamy drugą córeczkę.
-Kocham Cię-Louis pogłaskał mnie po włosach i pocałował w czoło-kocham Was-szepnął.
-Możemy nazwać ją Eleanor ?-spytałam mając nadzieję,że się zgodzi. Chciałam by właśnie nosiła takie imię, bo to dzięki zmarłej przyjaciółce  pojawiła się na świecie.
-Eleanor T.I Tomlinson.

Stała i przypatrywała się szczęściu TEJ dwójki. Z uśmiechem na ustach patrzyła na szczęście swojego męża który odnalazł sens życia po jej śmierci.
-Eleanor możemy już iść ?-koło niej zmaterializowała się druga postać ubrana podobnie-wykonałaś swoją misję. 
-Są szczęśliwi. Nic tu po mnie. 
-Teraz My musimy zadbać o swoje szczęści. Oni dadzą sobie radę, zresztą sama widziałaś. Calder uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła w swoją niebiańską podróż. Louis i T.I będą szczęśliwi. Szczęśliwi razem do śmierci.

Mam nadzieję,że się podoba i że nie ma aż tak strasznie dużo błędów. Wreszcie to skończyłam. Mam ferie ale nie mam co się cieszyć bo dużo nauki przede mną , już za 91 dni matura </3 Są tu jacyś fani siatkówki/skoków ? ;> 

Edit: Jeżeli lubicie czytać imaginy/opowiadania o skoczkach, siatkarzach zapraszam was na mój nowo powstały blog (co prawda z innym nickiem ale nadal to ja) mam nadzieję,że się w tym sprawdzę tak jak do tej pory tutaj i że wpadniecie w wolnym czasie. Zapraszam  TUTAJ.

8 komentarzy:

  1. Siatkowka <3 A co do imagina to wzruszajcy , super <3

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnyyyy!!!!!!!!!! :******

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku naprawdę cudowny :) Wzruszający i ciepły naprawdę świetny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. jejku. kiedy zobaczylam, ze to druga czesc, to zaczelam sie cieszyc, jak nienormalna. uwalbiam Cie za tego imagina, cudowny jest <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne.xx

    http://emotionless-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Powaliłaś mnie na kolana z tą częścią i powiem szczerze, że to mój ulubiony imagin :) !
    Chciałam skomentować twój blog o skoczkach itp., ale nie mam konta wiec piszę tutaj. Uważam, że to świetny pomysł z pisaniem imaginów o sportowcach, a nie tylko 1D. Nie ma tego wiele w sieci, ale sposób w jaki piszesz sprawia, że jesteś bezkonkurencyjna. Tak trzymać! xx

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3