poniedziałek, 31 marca 2014

Six Hundred Sixty-Eight


     Dzisiaj był pierwszy dzień mojej nowej pracy. W sumie nigdy wcześniej nigdzie nie pracowałam, więc był to dzień w mojej pierwszej pracy w życiu! Wcale nie podnosiło mnie to na duchu. Od rana latałam jak opętana, wszystko wypadało mi z rąk. Trochę głupio by było, gdyby podczas mojej prezentacji gitara wyleciała mi z rąk! Nie mogłam do tego dopuścić, jednak nie miałam zbyt wiele czasu. Zostały mi tylko 3 godziny na wyszykowanie się i dojazd. Krzyczałam sama na siebie, bo nie wiedziałam kompletnie co mam robić! Wzięłam szybki prysznic, po czym pędem pobiegłam do garderoby. Wygrzebałam z niej moje ulubione czarne rurki, do tego koszulkę ze Star Wars'ów, skórzaną kurtkę i granatowe New Balance. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy pozostawiłam w 'artystycznym' nieładzie. Chwyciłam swoją gitarę i wyszłam w pośpiechu. Oczywiście jak to ja, czekałam około 30 minut na taxi, bo nie byłam dobra w ich łapaniu... wrodzone sieroctwo, niestety. 
     Do studia dotarłam 5 minut przed umówionym czasem. W drzwiach przywitał mnie Paul, z którym miałam już przyjemność się poznać. Poinformował mnie, że chłopacy już za mną czekają, i że on już spada. Chwila... co?! Jak to spada?! Zostawia mnie tu samą?! Zaczęłam panikować. Nawet się nie pożegnałam. Stałam tam jak upośledzone dziecko i wpatrywałam się w najzwyklejsze drzwi od studia. Chaos jaki zapanował wtedy w mojej głowie był nie do opisania. Kompletny odjazd! Po chwili jednak się ogarnęłam i jakoś weszłam do środka. Tachałam za sobą mojego ukochanego akustyka, który zdążył już się obić o kilka rogów. Nagle ujrzałam drzwi 'do piekła', zza których dobiegały przeróżne odgłosy, niektóre nawet przerażające. W końcu co jest bezpiecznego w tym ogromnym świecie dla drobnej blondynki, w dodatku dość nieśmiałej? No co? No nic! Nie zważając na maniery, bez pukania, weszłam do studia po czym zapanowała grobowa cisza. Dziwna sytuacja. 
     - Cześć. Jestem [T.I]. Emm... miałam się dzisiaj z wami spotkać... - powiedziałam cicho wlepiając swój wzrok w jakiś punkt na ścianie. 
     - Ah no tak! Nasza nowa gitarzystka! Jestem ciekawy co z Ciebie będzie kobitko! - podszedł do mnie niebieskooki brunet i klepnął mnie przyjacielsko w ramię. Szczerze? Nie wiedziałam który jest kim, nie rozpoznawałam ich, a co dopiero słuchać ich piosenek? - Jestem Louis. To jest Liam, Zayn, Harry i... Niall? - zaczął ich po kolei przedstawiać na moje szczęście. 
     - Niaaaaall! Do cholery jasnej przyłaź tu! - wydarł się lokowany chłopak. Harry bodajże? Chyba tak. 
Nagle zza drzwi ujawnił się blondyn w samych bokserkach trzymający kawałek pizzy w ręce. Nie żeby coś, ale niezbyt komfortowo się z nim witało. Dodam, że wybrał powitanie przez przytulenie... 
     Po dość długiej 'pierwszej' rozmowie, która była naprawdę dziwna, bo pytali mnie o sprawy bardziej prywatne, a niżeli te zawodowe, przeszliśmy do grubszych rzeczy. To znaczy do grania. Chłopacy dali mi nuty do "Little things". Miałam to zagrać i w dodatku ZAŚPIEWAĆ. O tym nie było mowy w umowie! Głosu nie miałam jakiegoś bardzo złego, ale nie lubiłam śpiewać tak wprost, jeszcze w małym towarzystwie. Peszyłam się wtedy strasznie. Wzięłam gitarę i usiadłam przeglądając wszystkie kartki z wielką dokładnością.
     - Prościzna. - powiedziałam do siebie, jednak na tyle głośno, że wszyscy to usłyszeli. Zaczęłam grać i śpiewać. Olałam to, że patrzy się na mnie pięcioro chłopaków i po prostu wczułam się w swoją robotę. Odcięłam się od reszty świata skupiając całą swoją uwagę na tym utworze. Kiedy skończyłam powoli odłożyłam gitarę i spojrzałam na chłopaków. Po ich minach mogłam stwierdzić, że są niezbyt zadowoleni. Uśmiech momentalnie zszedł z mojej twarzy. 
     - O kurcze. - powiedział nagle Liam. 
     - Ej to było... wow. - dodał Louis. 
     - No dziewczyno. Nie myślałem, że będziesz taka dobra! - krzyknął Zayn. Po tych słowach poczułam, że się czerwienię. Okropny burak wkradł się na moje policzki. Spuściłam wzrok, żeby ogarnąć emocje. 
     - Zatrudnię Cię na moją osobistą gitarzystkę. - palnął nagle Niall.
     - Stary, przecież Ty sam grasz na gitarze. - Harry burknął jak obrażone dziecko.
     - No, ale ja nie jestem taką anielską istotką, od której głosu mam ciarki. - nie lubiłam takich sytuacji. Nigdy nie wiedziałam co mam zrobić. Czy się śmiać, czy płakać, czy stać, czy robić cokolwiek? Speszyłam się, no bo co innego mogłam zrobić.
     - Bez przesady... - pisnęłam. Nastała przytłaczająca chwila ciszy. Nagle trójka chłopaków zerwała się i pożegnała, mówiąc, że idą na jakąś imprezę. No spoko. Zostałam z Harrym i Niallem. Nie wiedziałam co mam robić, więc się rozsiadłam. Wtem zaczęło się przesłuchanie... masz chłopaka? Ile masz lat? Gdzie mieszkasz? Dasz swój numer telefonu? Czym się jeszcze interesujesz? Umówisz się ze mną? 
     - CO?! - prawie wyplułam herbatę, którą miałam w ustach. Otworzyłam szeroko oczy i lekko otworzyłam usta ze zdziwienia. 
     - Spytałem czy chciałabyś się ze mną umówić? Jutro wieczorem? - brunet uśmiechnął się, przez co ukazały się jego słodkie dołeczki. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a Niall wyszarpnął swoją kurtkę z wieszaka i wyszedł z trzaskiem drzwiami. 
     - A temu co? - zdziwiłam się. 
     - Pewnie się gdzieś spieszy. - odpowiedział. - To jak? Jutro 19? Podjadę po Ciebie. 
     - Nawet nie odpowiedziałam. - zaśmiałam się. - Pasuje. 
W tym samym momencie wzięłam gitarę i zaczęłam pakować ją do futerału, po czym ubrałam kurtkę. 
     - Idziesz już? Myślałem, że... no wiesz. Poznamy się trochę? - uśmiechnął się niewinnie.
     - Mam dzisiaj dużo roboty. Jutro będzie na to czas. - uśmiechnęłam się i wyminęłam go w drzwiach. - Pa! 
Szybko zbiegłam ze schodów. Postanowiłam pójść pieszo do domu. Cały czas myślałam o jutrzejszym dniu. Już teraz czułam w sobie stres i adrenalinkę. Jednak w mojej głowie piętrzyła się jeszcze jedna myśl. Dlaczego Niall tak gwałtownie wyszedł i nawet się nie pożegnał? Podejrzana sytuacja. W sumie znałam ich od kilku godzin, a z jednym jestem umówiona na randkę. Dla mnie to była bardzo dziwna sytuacja. 
~*~
   Obudziłam się sama. Mój kochany budzik znów mnie zawiódł. Wprawdzie jeszcze nie pracowałam, ale spać do 14 to przesada! Dopiero kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, które mnie przeraziło, więc może dlatego mój mózg zaczął pracować, przypomniałam sobie o dzisiejszej randce. No, jeżeli w ogóle można to tak nazwać. Może to tylko wyjście w celu zapoznania się? No nie wiem, w końcu go nie znam... Kiedy ogarnęłam w miarę swój wygląd i zjadłam dość obfite śniadanie, a raczej obiad, po czym wyszłam na ogród. Mogłam tam przesiadywać godzinami, a w szczególności kiedy do leżenia miałam hamak. Nic więcej do szczęścia nie potrzeba. 
   Kiedy tak leżałam i popijałam karmelowo-waniliową herbatkę przypomniałam sobie, że o godzinie 19 muszę być gotowa. Moje oczy prawie wypadły ze swojego miejsca. Pognałam do domu i spojrzałam na zegarek. Miałam tylko 3 godziny. Jak ten czas minął! Pobiegłam do łazienki wziąć obfity prysznic. Potem zajęłam się suszeniem włosów, strojem. Ubrałam białą koszulkę z dżetami w kształcie gwiazdek, do tego czarne rurki z zamkami na nogawkach i białe converse. Pomyślałam, że dołożę do tego moją skórzaną kurtkę i voila! Wreszcie przyszedł czas na makijaż! Zawsze robiłam go delikatnie, tak jak i teraz. Zrobiłam tylko kreski szarym cieniem do powiek. Wszystko prezentowało się naprawdę super. Aż zdziwiłam się, że taki niekształtny figurowo brzydal może się sobie spodobać! Kiedy zeszłam na dół zostało mi 5 minut. "Uff... w samą porę!" - powiedziałam sama do siebie. Ledwo usiadłam na kanapie, a moim uszom dał się słyszeć dzwonek do drzwi. Wstałam i poprawiłam się patrząc w swoje odbicie w lustrze. Wciągnęłam kurtkę i wyszłam. WOAH. Moje serce jeszcze chyba nigdy tak nie biło! Czułam jakby zaraz  miało mi rozerwać żebra, mięśnie, skórę i pokazać się całemu światu!
     - Hej. - uśmiechnął się, przez co znów było widać jego świetne dołeczki. Miałam ochotę wpakować tam palca! - Pięknie wyglądasz.
Zdębiałam... nienawidzę takich sytuacji, ugh.
     - Cześć. Dziękuję. - wydukałam z siebie.
   Chłopak zabrał mnie do parku, gdzie nad stawem czekał już kocyk, świeczki i posiłek. Niebo było bezchmurne przez co wszystkie gwiazdy były widoczne, a gdzieniegdzie pojedyncze spadały. Nie wyobrażałam sobie, że on może być aż taki romantyczny.
Przez cały czas rozmawialiśmy ze sobą, poznawaliśmy się i śmialiśmy. Potem zaproponował spacer po parku, który o tej porze wyglądał naprawdę tajemniczo i pięknie. W pewnym momencie Harry musnął moją dłoń swoją. Nie wiem czy to było przypadkowe, ale przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Chwilę później było to samo. Historia lubi się powtarzać.
     - Nie za zimno Ci? - zapytał opiekuńczo. Fakt, było trochę mroźnie, ale jakoś mi to nie przeszkadzało.
    - Jest Ok. Cieplutko. - odpowiedziałam. Za chwilę Harry narzucił na mnie swoją ciepłą katanę. - Teraz tobie będzie zimno.
     - Przeżyję jakoś. - uśmiechnął się, po czym zatrzymał. Spojrzałam w jego szmaragdowe tęczówki i odpłynęłam. Nie mogłam się oderwać od jego hipnotyzującego wzroku. Staliśmy tak w ciszy i wzajemnie gapiliśmy się sobie w oczy. Dopiero po chwili zorientowałam się, co się właśnie dzieje i spuściłam wzrok czując, że się czerwienię. Chłopak chwycił mój podbródek i delikatnie go podniósł, żebym znów spojrzała w jego oczy.
     - Pocałuj mnie. - powiedział bez żadnych zahamowań. Co ja teraz miałam zrobić? Chryste Panie! PANIKA SIĘ ZACZYNA. O nienienienie... Musiałam się ogarnąć i przestać myśleć w ten sposób. No i powybijać te upierdliwe motyle, które trzepotały w moim brzuchu. Nie minęło jednak długo, bo bez zastanowienia stanęłam na palcach, żeby chociaż trochę dosięgnąć do jego twarzy i stało się. Mieć swój pierwszy pocałunek po takiej romantycznej randce, w takim miejscu, przy blasku księżyca, no i bonusowo z Harrym Stylesem?! WOAH. Chyba wygrałam życie. Wszystko tak radośnie wirowało, świat nabrał kolorów, a ja domagałam się więcej, chociaż wiedziałam, że na razie to wystarczy. JAKI CZADZIOR. Ogarnęłam umysł i nieśmiało się uśmiechnęłam. Jeszcze jakąś chwilę chodziliśmy i rozmawialiśmy o swoim życiu. Harry był naprawdę inny. Znałam go z opisów tabloidów, a tu okazało się, że jest romantycznym, opiekuńczym i normalnym chłopakiem. Sława wcale go nie zmieniła, a ci cali 'paparazzi' powinni zainteresować się swoim życiem, a nie czyimś i w dodatku pisać o nim same bzdury. Było mi ich trochę szkoda z tego powodu.

*~*Miesiąc później...*~* 

   Próby do kolejnej trasy lecą pełną parą. Jeszcze trochę i czeka mnie mój pierwszy raz... na scenie z nimi oczywiście! Harry został moim chłopakiem, świetnie nam się razem żyje. Z chłopakami bardzo dobrze się dogadujemy. Czasami jednak zastanawiam się czy Niall naprawdę taki jest. Zdawał się być wesołym, zabawnym chłopakiem, a on ciągle siedzi taki smutny, ponury i niechętny do czegokolwiek. Martwię się czy wszystko z nim OK. 
     - Lecimy dzisiaj na imprezkę. Jedziecie z nami? - zaproponował Liam wraz z Louisem. 
     - Ja odpadam. Idę do Perrie. - Zayn zrobił dziwny wyraz twarzy i wszyscy zrozumieli o co chodzi. Kupa śmiechu! 
     - Może też pójdziemy? - Harry zwrócił się w moją stronę. Nie miałam ochoty ubierać się w kiecki, czy jakieś krótkie szorty. Byłam zmęczona, obolała i niewyspana. Kobiece sprawy, każdy zrozumie... 
     - Niee, dzisiaj odpada. Źle się czuję. - odpowiedziałam, a na pocieszenie dostałam słodkiego buziaka. - Możesz iść sam, tylko wiesz. Opanowanie! - w pomieszczeniu zapanował śmiech. Niall tylko delikatnie się uśmiechnął nic poza tym. Co jest?! Chłopaki opowiadali, że zawsze to on śmiał się najgłośniej. Wyszło na to, że mnie okłamali, albo coś mu się stało. 
     - Niall, a Ty? Powinieneś się rozerwać. 
     - Sory, jakoś nie mam ochoty. - burknął i znów ukrył się za "swoją ścianą". Skoro on nie idzie i ja również nie to... tak! To świetna okazja, żeby z nim porozmawiać! Może wreszcie dowiem się o co chodzi! Tak [T.I], jesteś genialna! 
Tylko czekałam aż wszyscy zrobią wylot z chałupy, żeby zacząć przesłuchanie. Kiedy tak się stało już miałam zacząć, kiedy nagle ten wstał i wyszedł.
     - Ej gdzie lecisz? - spytałam zdezorientowana. 
     - Do góry. 
     - Nie dokończysz filmu? 
     - Nie. - fascynująca rozmowa.
     - Niall co jest? - usłyszałam ciszę. Tak, od dzisiaj ciszę da się usłyszeć! - Niall? 
Zza rogu wyłonił się blondyn z zaszklonymi oczami. Usiadł w tym samym miejscu i zaczął oglądać swoje Supry, które nawet były spoko. Patrzyłam na niego wyczekującym spojrzeniem. Nie spieszyło mi się. Widziałam, że chce powiedzieć o co chodzi, więc dałam mu czas na przygotowanie. 
     - Chodzi o... o was. 
     - O 'was'? W jakim sensie? - zdziwiłam się. 
     - No o Ciebie i Harrego. 
     - Okej, a co z nami? 
     - Serio nie zauważyłaś? - zaskoczył mnie. Czego miałam nie zauważyć?! CZEGO?
     - Alee... - powiedziałam niepewnie. - czego? 
     - Jak ja mogłem być taki głupi. Przecież to logiczne. Mniejsza z tym, chyba jednak pójdę do góry. - wstał  gwałtownie, a ja rzuciłam się, żeby złapać go za rękę. Odwrócił się zdezorientowany, po czym znów usiadł. 
     - Niall, powiedz mi o co chodzi, ja się serio o Ciebie martwię. 
     - Ehh... - głośno przełknął ślinę. - Dobra chcesz wiedzieć wszystko, to Ci powiem. Tylko potem mnie nie oskarżaj za to, że nie wiesz co zrobić. - teraz zupełnie zgłupiałam. Czy Harry mnie zdradza? Ma coś na sumieniu? Czułam, że epilepsja mojego serca powoli się zbliżała. - W dzień kiedy do nas przyszłaś i kiedy ujrzałem Cię pierwszy raz... chciałem już zawsze patrzyć na Ciebie, chciałem czuć twoją bliskość, chciałem przy tobie być, ale... nie jako przyjaciel. 
     - Czekaj, czekaj, co?! 
     - Pozwól mi skończyć. - dodał szybko. - Naprawdę nie wierzyłem, że miłość od pierwszego wejrzenia istnieje, ale przekonałem się, że tak. No i kiedy Harry zapytał Cię o spotkanie, to już wtedy wiedziałem, że straciłem właśnie kobietę swojego życia. Wiem, może brzmi to strasznie kretyńsko i samolubnie, ale jak na was patrze to tak cholernie boli. Chciałbym nie mieć serca, żeby ono już tak nie cierpiało. 
A, więc to tak. To ja byłam powodem jego smutków. To przeze mnie wiecznie roześmiany Niall Horan zamienił się w ponurego chłopaka zawieszonego w swoim świecie. Łzy napłynęły mi do oczu. Czułam się cholernie strasznie z tym uczuciem, że to wszystko przeze mnie. Siedzieliśmy sporo czasu w ciszy. Musiałam sobie wszystko poukładać. W końcu wybrałam ostateczną decyzję. 
     - Wiesz co? Chyba najlepiej by było gdybym nigdy nie pojawiała się w waszym życiu. Myślę, że nie będę mogła z wami pracować, ani spędzać z wami czas, bo to zbyt przytłaczające. Podjęłam już decyzję i...
     - [T.I], nie! Proszę Cię, nie rób tego! - mówił błagalnym tonem. 
     - Powiedz chłopakom, że zrywam kontrakt, że to jednak nie dla mnie. Przekaż Harremu, że z nami też... - nie mogłam tego powiedzieć. Tak strasznie go kochałam. Zakochałam się w nim, tak potwornie zadurzyłam. Głupia ja, sama łamię sobie serce, łamię sercę Harremu i Niallowi, a w dodatku niszczę pracę tylu osób. - koniec. Jeżeli będzie pytał dlaczego, powiedz mu, że się pogubiłam. 
     - Przecież go kochasz. [T.I] nie rób tego ze względu na tą sytuację. Przejdzie mi, już jest nawet Ok. Proszę Cię. 
     - Kocham i ciężko mi będzie, ale dam radę. Znajdę inną pracę, może sama zacznę coś tworzyć. Kto wie? - łzy popłynęły mi po policzkach. Chwyciłam kurtkę i skierowałam się w stronę wyjścia. Nie zdążyłam ich jednak otworzyć, bo blondyn strasznie mocno mnie przytulił. Płakałam jak małe dziecko. Wybeczałam się chyba za wszystkie czasy. 
     - Może kiedyś... - powiedziałam cicho. Znów dałam mu nadzieję. 
     - Będziemy czekać, a Harry w szczególności. No i przepraszam, bo to przeze mnie. - powiedział z lekkim uśmiechem. 
     - To moja wina. Ja wam narobiłam takiego syfu. Przeproś ich za to i powiedz, że ich kocham. 
Odsunęłam się od niego i otworzyłam drzwi. Kiedy zeszłam z niezbyt wysokich schodów odwróciłam się i posłałam mu przyjacielski, szczery uśmiech. - Żegnaj Niall...
Skończyło się. Wszystko co najlepsze. Być może będę tego żałować. Będę się obwiniać, że popełniam największy błąd swojego życia i zapewne tak się stało. W końcu każdy uczy się na błędach, ale czy taki błąd można naprawić? Nie wiem... może kiedyś się przekonam? Może to wszystko powróci? Może... może wreszcie poukładam sobie to tak, że zdołam wrócić do tych chwil? Wszystko jest możliwe... 
________________________________

Uff! Wreszcie się uporałam! Tak na 'Prima Aprilis', który wprawdzie jest jutro, no ale mniejsza. Mam nadzieję, że się spodoba. Hmm... w sumie miał być fajniutki, wesolutki, bo wiosna i te sprawy, ale postanowiłam zmienić fabułę w środku pisania i mam nadzieję, że się połapiecie o co kaman. Chociaż częściowo haha! No to miłej lektury kochani! :) 

4 komentarze:

  1. Masz strasznie dziecięcy styl. Proste, nierozbudowane zdania, zbyt szybkie przechodzenie z akcji do akcji i jeszcze to zachowanie bohaterki - jak dziecko. Popracuj trochę nad tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Tak miało być, bo dostałam taki pomysł. Nie wszystko musi zawsze wyjść ;)

      Usuń
  2. Nie nie nie. :'( To miało się inaczej skończyć. Ja się nie zgadzam...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3