poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Six Hundred Eighty-One

Wysoki szatyn stał w oknie i obserwował deszcz uderzający o szyby. Niebo płakało za niego. On nie miał na to siły, albo nie chciał. Tego wieczoru na zawsze stracił coś najcenniejszego w jego życiu. Stracił to przez swoją głupotę i już nie miał nawet siły walczyć o jej miłość. Nie wyrywał jej z dłoni kolejnych ciuchów które ona chowała do walizki która leżała na ich wspólnym łóżku. Na tym łóżku przez które przewijały się inne kobiety które w ogóle nie powinny mieć wstępu do ich sypialni. Stał bezczynnie w salonie i czekał. Tylko sam nie był pewnie na co czeka. Stracił jedyną kobietę którą tak naprawdę pokochał, której ślubował. Ślubował przed Bogiem i nie dotrzymał obietnicy, nie był wierny-zdradzał. Nie był uczciwy-oszukiwał. Dopóki śmierć ich nie rozłączy-umarła jej miłość do niego. Odwrócił się od okna kiedy usłyszał obcasy uderzające o stopnie schodów.
-T.I-szepnął widząc żonę. Nie wyglądała tak jak zawsze, jej twarzy nie zdobił szeroki uśmiech, jej oczy nie promieniały na jego widok. Widoczne były sińce pod oczami,choć widać było,że starała się je ukryć. 
-Harry-szepnęła starając się by głos jej się nie załamał. 
-Odchodzisz ?-chłopak podniósł do góry głowę przygryzając wargę. 
-Przykro mi Harry.
-Kocham Cię, T.I
-A czy kochałeś mnie wtedy kiedy pod Tobą leżały inne kobiety ?
Nie musiała mówić już nic innego. Chwyciła w dłoń rączkę walizki i skierowała się do drzwi. Na szafce pod lustrem odłożyła złotą obrączkę i wyszła cicho zamykając drzwi. Kończąc ich wspólną bajkę.  

Wspomnienie tamtego wieczoru wróciło do niego w momencie kiedy spacerował po parku. Spacer jak jeden z wielu na który chodził codziennie od jakiegoś czasu. Ostatni raz T.I widział siedem miesięcy temu na ostatniej rozprawie rozwodowej aż do teraz. Teraz kiedy sobie spacerował alejkami w ciemnych okularach zauważył ją siedzącą na jednej z ławek. Nie zmieniła się prawie nic,ale tego Harry nie był w stanie tego dostrzec z daleka. Zauważył za to stojący przy niej wózek. Dziecięcy wózek. Szybko podjęta decyzją było to by podejść do niej. Ale co miałby powiedzieć ? Co noc śniły mu się jej zapłakane oczy, jej smutna twarz. Ona szepcząca mu ciche nienawidzę Cię. Niepewnie bo niepewnie podszedł do ławki i przystanął z boku. Chciał tylko usłyszeć jej głos. Spojrzeć w jej może szczęśliwe oczy i odejść. Odejść nadal będąc w niej zakochany.
-Witaj T.I
Kobieta ściągnęła z oczu okulary i spojrzała na niego. Nie pomylił się,nigdy nie pomyliłby jej z żadną inną. Nigdy.
-Harry-szepnęła a w jej głosie wyczuć można było strach. Czekała na kogoś ? Może na nowego faceta ? Harry nie przeżyłby widoku jego ukochanej w ramionach innego.
-Chciałem się tylko przywitać i zapytać co u Ciebie-dyskretnie spojrzał na wózek. Kątem oka zauważył uśmiechniętą buźkę dziecka i duże zielone oczy. Malec mógł mieć góra cztery miesiące nie więcej.
-Wszystko w jak najlepszym porządku.
Harry w myślach odliczył dziewięć miesięcy trwania ciąży i maksymalnie pięć wieku dziecka. Więc T.I była jeszcze w ciąży kiedy byli małżeństwem, więc albo to jego dziecko, albo T.I nie była taka święta za jaką ją miał.
-T.I..
-Wybacz Harry, ale muszę nakarmić Toma.
I nim zdążył mrugnąć jej już nie było. Tom. Prawdopodobnie miał syna.

-I spotkałem ją w parku, z dzieckiem.
Harry siedział na kanpie w domu swojego przyjaciela i zdawał mu relację z dzisiejszego dnia.
-Nie wiedziałeś,że T.I była w ciąży ?-zdziwił się Louis i upił łyk piwa.
-Nie wiedziałem nawet,że została w Londynie, a Ty wiedziałeś ?
-Stary to najlepsza przyjaciółka Eleanor więc to nawet ja wiozłem ją do szpitala jak zaczęła rodzić u nas w salonie.
-I nic mi nie powiedziałeś ?-oburzył się szatyn. No bo jak on mógł mu nie powiedzieć,że jego była żona spodziewa się dziecka ?
-Stary, za to co jej zrobiłeś powinien nieźle obić Ci ryj, dobrze wiesz,że T.I jest dla mnie jak siostra-przypomniał mu ostro Louis. Zresztą nie tylko on jeden był na niego wkurwiony. Każdy uwielbiał i podziwiał T.I za to,że związała się z kimś kto skakał z kwiatka na kwiatek. Liam tego samego wieczoru był u niego by pogadać po męsku, do tej pory Harry ma bliznę na czole.
-A nie wiesz może czyje to dziecko ?
-Harry nawet gdybym wiedział i tak bym Ci nie powiedział. T.I wiele się przez Ciebie nacierpiała,zostaw ją i Toma w spokoju.

Nie mógł zostawić jej w spokoju. Wyciągnął każde zdjęcie z okresu niemowlęcego. Jego oczy był niemal takie same jak tej małej istotki. Wszystko wskazywało na to,że Harry stracił nie tylko T.I ale również dziecko o którym zona nie zdążyła mu powiedzieć. Śmiało mógł nazwać się teraz idiotą. Nie miał z nią żadnego kontaktu, a na pomoc ich wspólnych przyjaciół nie mógł liczyć. Na pomoc gemmy też nie, dowiedział się,że siostra wiedziała o wszystkim ale nie poinformowała go bo sobie na to zasłużył. Rodzice nie odwrócili się od niego tylko dlatego,że był ich synem którego jednak wychowali inaczej. Tak więc musiał sobie radzić sam. A gdzie można spotkać matki z dziećmi ? W parku. Codziennie odwiedzał park,ale nie natrafił na nią ani razu. Kiedy myślał,że nic się nie wydarzy,szczęście postanowiło do niego powrócić. Widział ją już od razu. Znów siedziała na ławce tyle,że tym razem miała chłopca na kolanach. Poprawiając fryzurę oraz okulary podszedł do niej. Nie stanął obok ławki tylko kucnął przed nią a raczej przed małym Tomem.
-Witaj maluszku-pomachał przed nim pluszowym samochodzikiem.Chłopiec popatrzył na niego a potem uśmiechając klepnął rączkami w jego policzek. Nie rozpłakał się,to dobry znak.
-T.I-spojrzał na kobietę. Na jej twarzy malował się strach,ból i cierpienie.Oczy zachodziły łzami, drżała jej warga i dłonie.
-Harry, nie psuj mi wszystkiego co zbudowałam bez Ciebie.
Dlaczego ona to mówi ? i dlaczego po jej policzkach spływają znów łzy. Znów przez niego.
-Powiedz mi tylko czy to mój syn-spojrzał na malca który nadal siedział na kolanach mamy trzymając w rączkach maskotkę.
-Po prostu odpuść Harry.

Nie odpuścił. Nie mógł. T.I odchodząc z parku nie zauważyła,że zostawiła smoczek na ławce, a Harry sprytnie to wykorzystał. Dal jej spokój na trzy tygodnie, nie chodził do parku, czekał tylko na wyniki badań. Raz tylkoo poszedł za nią by sprawdzić gdzie mieszka. Wypytał o nią sąsiadów skoro nie mógł liczyć na pomoc przyjaciół. Była sama,tylko tyle pragnął wiedzieć.I teraz właśnie trzymał to upragnioną kopertę, która była dla niego najcenniejsza. To co będzie tam napisane nie będzie dla niego żadnym wyrokiem a powodem do szczęścia. Zgodność genetyczna pewna w 100% i tyle wystarczyło by wróciły siły do walki. Nie tylko o T.I ale jeszcze o jej synka. O ich synka.

Dobijał się do drzwi. Dzwonił dzwonkiem. Nic, cisza. W oknach nie paliło się żadne światło. Tak jakby jej tu nie było.
-Panie-to ta sama kobieta którą prosił o informację-spakowała się,zabrała syna i pojechała.
Podziękował i wsiadł w samochód. Do jednej osoby która mogła wiedzieć o planach T.I. Eleanor. Musi wiedzieć jakie plany ma jej przyjaciółka a on ze względu na syna ma prawo wiedzieć. Zaparkował pod domem Tomlinsonów i jak burza wyleciał z auta. Nie zważał,że wchodzi do kogoś,wszedł bez pukania i wleciał do salonu.
-Eleanor-krzyknął. Nie musiał długo czekać. Dziewczyna zeszła z góry trzymając coś w dłoniach.
-Gdzie ona jest ?-podleciał do niej jednak ona się cofnęła.
-Nie wiem Harry. Nie zasługiwałeś nigdy na nią ani teraz na małego.
-Wiem...wiem to.
-Ona ułoży sobie życie bez Ciebie, ty też to zrób-wyciągnęła w jego kierunku dłoń-kazała Ci to przekazać.
-Eleanor proszę.
-Wybacz Harry. W tym nikt z nas Ci nie pomoże.
Wyszedł przyciskając do piersi kopertę. Stracił ją. Stracił ich już na zawsze.

Harry!

Wiem już,że Ty wiesz. Uciekam jak tchórz. Uciekam bo wiem,że nie będę w stanie znosić Twojej obecności. Kocham Cię tak bardzo jednocześnie nienawidząc. Masz syna. Mamy synka. Nie pozbawię Cię możliwości uczestniczenia w jego życiu,tylko jeszcze nie teraz. Kiedyś. Później. ułożę sobie wszystko w głowię i wrócę. Nie proszę abyś na mnie czekał, bo wiem,że nie będziesz w stanie. Czekaj tylko na Toma, on nie musi cierpieć przez nasze błędy. 
Twoja T.I 
Ps. Oddam Ci więcej niż bedziesz chciał.Jeszcze razem będziemy się śmiać.Z tego co było,z grzechów i kłamstw.Wciąż pamiętam Twój uśmiech sprzed lat


Ktoś chciał Harrego jest i Harry. Święta,święta i po świętach.Do dni mojej zagłady pozostało 13 dni, więc jak nic nie pojawi się tu więcej mojego, to wybaczcie!

Przepraszam za jakikolwiek błąd.

8 komentarzy:

  1. Nie czytałam tak świetnej pracy od dłuższego czasu :D
    Cudeńko <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny , bardzo mi si ę podoba. Gratuluję pomysłu i talentu.

    OdpowiedzUsuń
  3. TY MAŁA MAŁPKO, ,,P.S-em'' ZŁAMAŁAŚ MI SERCE ;_;
    TAK STRASZNIE UWIELBIAM TĘ PIOSENKĘ<3
    A imagin świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny blog *-*

    Zapraszam na opowiadanie - Zayn Malik jako nauczyciel angielskiego https://firstforbiddenlove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. http://syrenkaharriel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudo. Poryczałam się. Fajnie by było jakby była dalsza część jak bohaterka wraca

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3