niedziela, 20 kwietnia 2014

Six Hundred Seventy-Seven

Dosyć ostre słownictwo :)


Chcę zabrać Cię gdzieś tak, abyś wiedziała, że mi zależy
Ale jest tak zimno i nie mam pojęcia, dokąd

Przyniosłem Ci bukiet żonkili ze śliczną wstążką
Ale nie zakwitną tak, jak to było ostatniej wiosny

-H-harry? Możesz przyjechać? N-nie daję sobie rady...- wypłakałam w słuchawkę.
-Ehmm... Kurczę...-usłyszałam w słuchawcę brzęk paska do spodni.. i jęk dziewczyny- Będe za piętnaście minut, ok?- usłyszałam w końcu.
-Dziękuję... -szepnełam z ulgą. 
Odłożyłam telefon i spojrzałam na ten bałagan. Mały dalej płakał. James, wróć!, zawołałąm w myślach.


I pragnę Cię pocałować, sprawić, abyś czuła się dobrze
Ale jestem zbyt zmęczony, by dzielić się nocami
Chcę płakać i pragnę kochać
Ale wypłakałem moje wszystkie łzy

-Dziękuję, że tu jesteś. - powiedziałam i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Objął mnie swoimi szerokimi ramionami, ale odrazu puścił gdy tylko usłyszał płacz Toma.
Wbiegł po schodach wprost do błękitnego pokoiku.
Gdy weszłam zobaczyłam jak przytula go jak własnego syna. 
Chłopiec odrazu się uspokoił.
-Co się stało? -wychrypiał odwracajać sie przodem do mnie.
-Ja... Onn... - znów wpadłam w gorzkie ramiona smutku i łez.
-Ja bym Cię nigdy nie zostawił...- powiedział w końcu odkładając bruneta do łóżeczka.
-Harry, dobrze wiesz, że...
-Nie, nie wiem! -przerwał mi- zostawiłaś mnie dla niego mimo moje zaangażowania, moich starań. Byłem z tym sam. A teraz? Teraz ty jesteś w tej samej sytuacjii. I ja tu jestem. Zamiast posuwać tamtą jebaną laskę którą udało mi się wyrwać, bo po twoim odejściu zachowywałem się jak samotnik! Pierdolony samotnik, którego zostawiła jego miłość! -wrzasnął w końcu.
Tom się przebudził, zagrymasił i znów zasnął.
-Zraniłąś mnie...- powiedział powoli.
-Ja... Tak mi przykro...- plątałam się we włąsnych słowach.
-Nie, nie jest ci przykro. Ty się z nim pieprzyłaś kiedy ja płakałem. Płakałem codziennie, od rana, do wieczora.
Nie dzwoń więcej. Chyba, że do Toma. Cześć.
Wyszedł.

A jeśli ktoś Cię skrzywdzi, zechcę walczyć
Lecz moje ręce były połamane o jeden raz dużo
Więc użyję głosu, będę cholernie nieprzyjemny
Słowa zawsze zwyciężają, lecz wiem, że i tak przegram.


Przepraszam, za brak imaginó, ale pracowałam nad nimi u siebie na komputerze i w zanadrzu mam trzy :)
Ten imagin jest wstępem do maratonu imaginów z Edith ;D
Więc to tyle... Komentujcie, piszcie, oceniajcie :)

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY ALE SĄ... ŚWIĘTA! ^^

HAPPY EASTER, LOVE YAA <3 XX






















7 komentarzy:

  1. Szkoda,że krótki ale i tak wspaniały ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd taka nagła zmiana? Najpierw od tak przyjeżdża, przytula jej synka, po czym zmienia zdanie na - nie dzwoń więcej? Przecież od razu widać, że z chłopczykiem musi go łączyć jakaś "bliższa relacja", więc nie rozumiem, jak może ją tak po prostu zostawić?
    Może to dla mnie zbyt głębokie :/
    Ale oprócz tej jednej uwagi bardzo fajny, i te teksty po prawej stronie! Są Twoje? Bo bardzo mi się podobały. Chyba pierwszy raz natknęłam się na "wiersze" w imaginie, które mi się podobały i które zrozumiałam :)

    KONIEC tego nudnego komentarza ;D
    życzę wesołych świąt i czekam na kolejne imaginy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie ;] I strasznie krotki

      Usuń
    2. Moze gdyby ich rozmowa była ciut dłuższa to jego nagła zmiana nastroju stałaby sie bardziej uzasadniona :/ nie wiem :/

      Usuń
    3. Te teksty to piosenka Toma Odella. Wtrace sie xd

      Usuń
  3. Czekam na kolejne x
    Ale nawet spoko

    OdpowiedzUsuń
  4. JAK MOGŁAŚ TO TAK SKOŃCZYĆ?!

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3