środa, 30 kwietnia 2014

Six Hundred Eighty-Seven

~*~
Nerwowo przygryzałam wargę, chodząc po małym pomieszczeniu w kościele, zastanawiając się, czy aby na pewno robię dobrze. W takim dniu nie powinnam mieć wątpliwości prawda? A jednaj sama do końca nie wiem czy robię dobrze.

Wygładziłam rękami biały materiał sukienki. Zafarbowanie kilka tygodni wcześniej, zgodnie z beznadziejną - moim zdaniem - umową długie blond loki układały się delikatnie na moim prawym ramieniu, idealnie wręcz komponując się ze wzorkami na sukni.

Zabawnie, sama wyglądałam wręcz idealnie i nie czułam się z tym dobrze. Zresztą, kto czuł by się zadowolony, mając na twarzy tone różnych specyfików podobno upiększających? A tak, przepraszam. Moja "nowa rodzina", która wyglądała idealnie za każdym razem.

Próbowałam uspokoić serce, które z każdą minutą biło coraz mocniej. Miałam wrażenie, że za chwilę po prostu wypadnie mi z piersi.

Bałam się. Cholernie się bałam tego, co stanie się kiedy jakoś powiem przysięgę, która zniszczy całe moje dotychczasowe życie. Już teraz mdliło mnie, to co miałam przejść zaraz po ślubie, nie mówiąc nic, o rzeczach, o jakich nie miałam pojęcia.

Usłyszałam delikatną melodię ze środka kościoła i spanikowałam. Teraz mam tam iść? Przecież ja wcale tego nie chce. Nie mam ochoty być kimś kto tylko ładnie wygląda!

- [T.I]. - moja mama poklepała mnie po policzku. - Jeśli się rozmyślisz, przed kościołem czeka taksówka, w której masz wszystkie potrzebne rzeczy. Ciuchy, dokumenty, pieniądze. Jeśli tylko ci się coś nie spodoba, to zawsze możesz wyjść z kościoła i wsiąść do tej taksówki. Zawiezie cię na lotnisko, a tam masz samolot do Londynu, do Eleny.

Popatrzyłam na nią kompletnie oszołomiona. Miałabym wylecieć w miejsce, gdzie ciągle pada deszcz? W miejsce, w którym nikt nie będzie mnie szukał?

- Mamo jesteś genialna. - wyszeptałam ścierając łzę z policzka. No Vivienne, teraz musisz tylko spieprzyć sprzed tego ołtarza w odpowiednim czasie, tak, żeby nikt cię nie złapał.

Policzyłam w myślach do dziesięciu, po czym dumnym krokiem i fałszywym uśmiechem na ustach weszłam do środka kościoła, starając się wyglądać na opanowaną i jednocześnie zlokalizować gdzie kto siedzi. Na moje szczęście rodzice Drew'a siedzieli w miejscach najbardziej oddalonych od trasy, jaką musiałam przebiec, żeby się od nich uwolnić.

To nie było tak, że z Drew'em było coś nie tak. W zasadzie był całkiem fajny, kiedy byliśmy sami. Ale jeśli w grę wchodzili jego rodzice to robił wszystko dokładnie tak, jak mu kazali. Moja własna matka dowiedziała się dopiero wczoraj jak jest naprawdę.

Straciłam poczucie czasu, myśląc o tym jak może wyglądać moje życie, kiedy się już od nich wszystkich uwolnię. Będę szczęśliwa.

- [T.I] czy bierzesz tego tu Drew'a za męża, i ślubujesz mu miłość oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?  - głos księdza poniósł się echem po kościele, a ja pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co zrobić.

- Ja... Ja... Przepraszam. - wyjąkałam i puściłam się begiem wzdłuż kościoła. Nie korciło mnie nawet, żeby się odwrócić. Jedyną rzeczą na jakiej się skupiałam była taksówka, która odjechała z piskiem opon kiedy zatrzasnęłam za sobą drzwi.

 Zabawne jak szybko potoczyło się wszystko dalej. Nie minęła nawet godzina, a siedziałam przebrana, w wygodne ciuchy, bez makijażu w samolocie. Dokładnie wtedy ostatni raz widziałam miejsce, w którym się wychowałam. Miejsce, które kochałam całym sercem.

Po wylądowaniu czułam się niesamowicie śpiąca. Taszcząc za sobą dwie walizki i torbę podręczną, modliłam się, żeby się nie potknąć. Widząc uśmiechniętą Elenę, w moim sercu pojawiła się nadzieja, że tutaj mi się uda.

- Cześć młoda. - słysząc perlisty śmiech mojej ciotki, starszej zaledwie o dziesięć lat, miałam ochotę wybuchnąć niepohamowanym śmiechem. - To co, teraz jedziemy spać? - Elena chwyciła jedną z walizek, i zaczęła ciągnąć ją za sobą.

- Nie. Tak właściwie to jest jeszcze jedna rzecz, jaką bym chciała zrobić. - powiedziałam cicho wlokąc się za nią, a jej uniesiona brew utwierdziła mnie w przekonaniu, że mogę zrobić dokładnie to, na co mam ochotę. - Chcę zafarbować włosy.

- Blond ci się znudził? - zaśmiała się. - To co może teraz niebieski?

- Dokładnie tak. - uśmiechnęłam się, ale tak naprawdę.

~*~
Słońce grzało niemiłosiernie mocno, a ja jak na złość byłam ubrana dość ciepło. Ciągle nie mogłam przyzwyczaić się do typowo brytyjskiej pogody. No ale jakim cudem rano było zimno jak cholera, a teraz jest tak gorąco?

Starając się nie potknąć zmierzałam szybko do najbliższej kawiarenki modląc się, żeby była klimatyzowana. Weszłam do środka w myślach wychwalając tego, kto stworzył klimatyzację i skierowałam się w stronę wolnego stolika, ale niemożliwością by było gdybym nie zaliczyła spotkania z podłogą. Moja koordynacja ruchowa była dość, no dobra Bardzo beznadziejna, więc przechodząc obok stolika, o który oparta była gitara potknęłam się o własne nogi i przewracając przy tym gitarę miło przywitałam się z podłogą.

- Świetnie. - mruknęłam próbując wstać. Znikąd pojawiła się nade mną ręka, którą chwyciłam. Niestety moje szczęście nie pozwoliło mi nie wyjść z tego upadku zdrową. Kiedy stanęłam na nogi poczułam przeszywający ból w kostce, przez co straciłam równowagę (znowu) i spadłam na chłopaka, który pomógł mi wstać.

- Wszystko okej? - zapytał próbując ustawić mnie do pionu. Syknęłam głośno czując pulsujący ból w mojej kostce.

Podniosłam głowę do góry, chcąc powiedzieć, że boli mnie kostka, ale kiedy mój wzrok napotkał dwie hipnotyzujące, niebieskie tęczówki, przez które zaniemówiłam.

Były tak dziwnie znajome, ale całkiem inne.

Zatroskane spojrzenie przeszyło mnie na wskroś, a czas jakby się zatrzymał. Nie obchodził mnie ból w kostce. Z zapałem skanowałam twarz chłopaka, starając się nie pominąć żadnego szczegółu. Bałam się odezwać, myśląc, że niebieskie tęczówki znikną.

Nie czułam bólu, ani łez płynących po moich policzkach. Widziałam tylko dwie przepiękne niebieskie tęczówki. Chwila, kiedy się w nie wpatrywałam trwała wieki.

- Ja... Boli. - wydukałam, zezując na kostkę.

~*~
Widziałam go. Widziałam jak bez pośpiechu przeglądał gitary starając się wybrać tą idealną, w czym pomagał mu Tom. Miałam cholerną ochotę podejść i podziękować mu, za zawiezienie mnie wtedy do szpitala, ale w związku z faktem, że było to trzy miesiące temu odpuściłam.

Przeczesałam palcami niebieskie loki, których dziś wyjątkowo nie chciało mi się prostować i rozejrzałam się po pomieszczeniu jeszcze raz, starając się wymyślić coś, czym mogłabym poprawić jego wygląd.

Dekorowanie wnętrz wcale nie jest taką łatwą pracą, zwłaszcza dla kogoś kto nie ma wykształcenia w tym kierunku. Gdyby nie fakt, że cała ta firma dekorująca głównie wnętrza nie należała do Eleny, już dawno bym wyleciała. No bo spójrzmy prawdzie w oczy, żadnego talentu w tym kierunku to ja nie mam.

- I jak, wymyśliłaś coś? - Tom pojawił się przy kasie z gitarą w ręku, a za nim szedł blondyn, który swoim wyglądem oczarowywał wszystkich.

- Jeśli myślisz, że osoba bez uzdolnienia w danej dziedzinie w ciągu dziesięciu minut wymyśli i przedstawi cały plan wystroju, to jesteś w błędzie. A teraz z łaski swojej zamknij się i rób co masz robić. - syknęłam zdenerwowana.

Usłyszałam ciche parsknięcie śmiechem za mną, po czym odwróciłam się i zmierzyłam blondyna, który z niewiadomych mi przyczyn sprawiał, że moje kolana miękły, zimnym wzrokiem, na co wbił we mnie spojrzenie tych swoich niebieskich tęczówek. Cholernych niebieskich tęczówek.

- Problem jakiś? - uniosłam brew przyglądając się chłopakowi, który podniósł ręce do góry w geście niewinności.

~*~
  Mocno wtuliłam się w chłopaka, chcąc uniknąć jakiegokolwiek błysku aparatu skierowanego w moją stronę. Doskonale wiedziałam, że nie tak miało to wszystko wyglądać, ale jego rozpoznawalność jednak robiła swoje. W ciągu dziesięciu minut od zdjęcia z fanką przed restauracją pojawiło się setki ludzi z aparatami czekających aż wyjdziemy.
   - Wszystko będzie dobrze skarbie. - Niebieskie tęczówki chłopaka wpatrywały się we mnie, jakby oczekując tego, że zaraz się przełamię i każę mu wyjść samemu. - Pamiętaj nie ruszaj głową pod żadnym pozorem.
   Mocno zacisnęłam ręce wokół jego szyi, pisnęłam cicho, kiedy jak gdyby nigdy nic podniósł mnie i wyniósł z budynku.
   Zapach perfum, wymieszany z zapachem jego skóry stworzył nieprzyzwoicie cudowną mieszankę. Wdychając ją, nie miałam ochoty wsiadać do żadnego samochodu i tak po prostu pojechać do mieszkania. Mogłabym zostać w tym miejscu, w jego ramionach, wdychając ten zapach choćby do końca życia.

~*~
Obudziłam się krzycząc coś niezrozumiałego. Nienawidziłam tego snu, który pomimo wszystkiego śnił mi się niemal codziennie. Zawsze taki sam.
Wszystkie ważne dla mnie osoby stojące w szeregu i uśmiechające się do mnie. Wszystko jest wspaniale. Moi rodzice, brat, przyjaciółki, on. Kiedy nagle zaczynają znikać. Wszyscy. Jeden po drugim, zabierając ze sobą światło, aż w końcu zostaję sama w ciemności.
   - Kochanie, już dobrze. To tylko zły sen. - jego głos powoli mnie uspokaja. Chłopak powtarza te dwa zdania jak mantrę, a ja mu wierzę. Powoli usypia mnie nucenie nieznanej mi piosenki.

~*~
 - Kochanieee! - niebieskooki przeciągnął zabawnie ostatnią literę przytulając mnie do siebie. - Nigdzie nie idziesz. - mruknął w moją szyję, po czym zaczął rozplątywać mnie z szalika.
   - Nie ma takiej opcji. Muszę wrócić do domu. - zaśmiałam się widząc jego naburmuszoną minę.
   - Zawsze tak mówisz. - wytknął mi tonem obrażonego dziecka. - Dlaczego po prostu ze mną nie zamieszkasz? Było by dużo prościej. - przewrócił oczami.

~*~
Z zamkniętymi oczami leżałam na kanapie wsłuchując się w dźwięki gitary i cichy śpiew Niall'a. Uwielbiałam kiedy to robił. Stwarzał krótkie nic nie znaczące piosenki, z których czasem śmiałam się do upadłego, bo pomimo tego, że melodia była idealna, to tekst był beznadziejny.

- [T.I]... - skierowałam twarz w stronę chłopaka. - Chyba nie powinniśmy tego robić. - powiedział cicho.

- Czego robić? - otworzyłam oczy, przypatrując się jego zmieszanej minie.

- Tego wszystkiego. - w jego oczach pojawiła się obojętność. - Przecież to i tak się nie uda. Prędzej czy później i tak każde pójdzie w inną stronę.

Zabolało.

Starałam się doszukać w jego oczach żartu, lub czegokolwiek innego, co pomogłoby mi uwierzyć, że ty tylko jedno wielkie kłamstwo. Nie chciałam myśleć, że naprawdę to mówi.

- To nie ma szans [T.I], my nie mamy szans. - wbił swoje błękitne tęczówki w gitarę.  - Będzie lepiej jak już pójdę.

Podniosłam się do pozycji siedzącej, ciągle przyglądając się jego twarzy. Robił wszystko, żeby tylko nie popatrzyć mi w oczy i to raniło mnie najbardziej.

Dokładnie po niecałych dziesięciu minutach zostałam sama, w pustym domu. Nie hamowałam już łez, po prostu pozwoliłam im spływać po moich policzkach jedna po drugiej. W myślach błagałam Boga, żeby to był jakiś głupi żart, albo sen, z którego za chwilę bym się obudziła. 


_________

too jest część tego, co napisałam kiedyś, przy okazji jakiegoś ff, które znikło z sieci, bo muszę go troszkę poprawić. 
nie dałam rady napisać nic, przez to, że miałam egzaminy. totaalne urwanie głowy.
mam już niby zaczęte dwa imaginy, więc wydaje mi się, że teraz pójdzie szybciej ;) 

8 komentarzy:

  1. O Jezus Maria jakie zajebiste *-* Nie mam słów

    OdpowiedzUsuń
  2. ooww to jest genialne :P a czy kiedy je poprawisz czy coś jest szansa, ze zobaczymy tą historie w calości? no bo przecież nie oszukujmy się - on nie moze jej tak zostawic, bo byłoby nam smutno :( buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taak, powoli sie za to biorę i obiecuję, że jak skończę to wstawię tutaj link :)

      Usuń
  3. P. S. To "małe pomieszczenie w kościele" to zakrystia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi chodziło raczej o coś w rodzaju przedsionka, jak w takich typowych amerykańskich filmach :)

      Usuń
  4. Ej, a ja tak czytam i mówię ,,skąd to znam?'' a to''Half a Heart' ty mała cwaniaro! ;p <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haahahahaha XDDD ej, nie jestem mała, mogę się założyć, że jestem wyższa od Ciebie :D

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3