sobota, 19 kwietnia 2014

Six Hundred Seventy-Six

                                                                                            *Koniecznie włącz*

"Tłum ludzi, a sa­mot­ność, to smut­ne... Człowiek długo pot­ra­fi pa­miętać, nieby­wale długo... Myślałeś, że miłość Cię ura­tuje, a ona zmiażdżyła Twe ser­ce... Pa­miętasz? Ach tak, jak mógłbyś pa­miętać... Tyl­ko nie umieraj wewnątrz, tak trud­no tam zmar­twychwstać, wiem... 
Nie umieraj, bo czymże by­libyśmy, gdy­by nie ból... 
Nie do­ceni­libyśmy szczęścia, które cze­ka... Na pew­no czeka..."


     Mijały dni, tygodnie, miesiące, a ja? No tak... nadal zamknięta w swoim świecie, upadła dusza. Tak bardzo siebie nienawidzę. Nie chcę żyć, ale co da mi śmierć? Moja dusza pozostanie, a nie o to mi chodzi. Chcę zniknąć, chcę po prostu przestać istnieć, gdziekolwiek. Za dużo zła wyrządziłam, upadłam i nie potrafię się podnieść. Już za późno... mój czas minął... 

"Cza­sem wys­tar­czy za­led­wie spoj­rze­nie w oczy, aby wróciły wszys­tkie wspom­nienia...
na­wet jeśli te oczy są tyl­ko na zdjęciu..."

     Pamiętam ten dzień jak nigdy. Deszczowy, ponury, tak jakby przewidział co się zdarzy. Nie... nie potrafię nawet o tym myśleć, mimo iż śni mi się co noc, mimo iż mam to ciągle przed oczyma. A może to był tylko przypadek? Nie... nikt przypadkowo nie oddaje za kogoś życia. Ale przecież to ja... to ja powinnam oddać za niego życie, za wszystkie moje winy, grzechy. Może Bóg w ten sposób chce mnie ukarać? Za dużo myśli naraz, kolejna blizna, kolejny siniak, kolejny kieliszek...

"W każdej baj­ce jest trochę miłości
W mo­jej baj­ce już nie ma miej­sca na miłość...
Mo­ja baj­ka jest ok­rutna i smutna..."

     Poszliśmy po prostu na spotkanie. Zwykła kolacja w naszej ulubionej restauracji. Teraz żałuję, że jestem takim okropnym człowiekiem. Dlaczego uwierzyłam tabloidom, a nie jemu?! Nienawidzę siebie za to! Kolejne cięcie, kolejny kieliszek, brak sińców... 

"Smut­ny nasz los gdy miłość za­mienia się w złość. "

     Przez przypadek przeczytałam tą gazetę. Nie wiem dlaczego, ale byłam pewna, że piszą tam prawdę. Idiotka! Nie chciałam robić mu awantury, ale musiałam z nim o tym porozmawiać. Zaczęłam delikatnie, po prostu się wypytałam, a jego zamurowało... pamiętam jak łzy napływały mi do oczu, jak powoli moje serce się łamie. On wtedy rzekł, że to nieprawda. Kłamią... blefują... hochsztaplerzy... Nie uwierzyłam. Powiedziałam tylko jedno zdanie, którego cholernie żałuję, które nie wyszło z mojego serca... zwykłe puste słowa, które tak naprawdę nic nie znaczyły... "Nienawidzę Cię!" Jak ja mogłam?! Jak?! Kretynko! Kolejne blizny, kolejne siniaki, kolejne łyki mocnej wódki, kolejne tabletki...


"Może trze­ba tak długo płakać aż w końcu ze łza­mi wypłynie z nas cały ten smutek?
Resztki miłości,
Nienawiści...
Oczyści­my sie z uczuć, sta­niemy sie obojętni...

Może wte­dy życie będzie mniej bolesne...?"

     Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Jestem okropna. Zła... nienawidzę siebie! Nie powinnam żyć, nie powinnam mieć duszy... nigdy nie powinno mnie być. Nigdy. Po tych słowach po prostu wstałam i wyszłam, a on pobiegł za mną. Padał deszcz, ale wtedy nie to było moim problemem. Byłam zaślepiona jakimiś gównianymi artykułami, które blefowały na każdym kroku, ale ja i tak... uwierzyłam im. Jak małe dziecko, uwierzyłam. Debilka! Wtedy usłyszałam jak mnie woła. "A co mi tam..." pomyślałam jak ostatnia ździra bez uczuć. Stanęłam, a wtedy on wbiegł i popchnął mnie. Upadłam na chodnik, usłyszałam pisk opon i... Idiotka! To wszystko przez Ciebie! Kolejne tabletki popite alkoholem, kolejne blizny, nadal nic? Czyżby śmierć miała tyle pracy?

"Łam mo­je ser­ce, łam na drob­ne ka­wałeczki, a ja i tak będę cze­kał na Ciebie. Mi­mo iż marzył będę o niemożli­wym przy każdym naszym spot­ka­niu, Ty zro­bisz zaw­sze to sa­mo, a ja odejdę smut­ny
i roz­cza­rowa­ny za każdym ra­zem licząc, że zacho­wasz się inaczej wo­bec moich uczuć, bo miłość nie jest rozsądna i pot­ra­fi po­pełniać w kółko i na śle­po te sa­me błędy." 

     Leżał na jezdni, leżał i się nie ruszał. Podbiegłam i ryczałam. Za późno na płacz kretynko! To tylko i wyłącznie twoja wina! Chwilę potem przyjechała karetka. Reanimowali go, przyszli do mnie i spytali czy to dla mnie ktoś bliski. Kazali mi się pożegnać. "Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Te słowa nic nie znaczyły... nie wiem dlaczego to powiedziałam... Kocham Cię..." poczułam jak delikatnie ściska moją dłoń, jednak nadal był nieprzytomny. Słyszał mnie? "Uratował pani życie. Szlachetny człowiek..." - powiedział do mnie jakiś facet. Faktycznie. Uratowałeś mnie... oddałeś za mnie życie, ale po co? "Dziękuję Ci, dziękuję... kocham Cię." Znów poczułam ściśnięcie dłoni, trochę dłuższe niż poprzednie. Miałam nadzieję, że przeżyjesz, ale Ty tylko dałeś mi znak... pożegnałeś się. Pisk. Twoje serce przestało pracować. "Proszę Cię nie zostawiaj mnie! Przepraszam! Tak strasznie przepraszam!" Na nic mi były te krzyki. Ostatni raz się przytuliłam, ostatni raz pocałowałam... wtedy ostatni raz widziałam Cię żywego. To wszystko moja wina! Kilkanaście tabletek i pół litra wódki powinno załatwić sprawę. Co jest? Dlaczego to nie działa?!

"Człowiek jak puzzle składa się z licznych ele­mentów i żeby te ka­wałki przed­sta­wiały cu­dow­ny a nie smut­ny ob­raz to pot­rze­ba jed­ne­go bar­dzo ważne­go ele­men­tu tej całej układan­ki. To ser­ce i miłość dru­giej osoby."

     Pogrzeb odbył się kilka dni później. Lało tak mocno, jak w ten dzień. Kiedy dotknęłam twoją trumnę i pożegnałam się z tobą... poczułam, że jesteś, że mnie nie opuściłeś. Byłeś obok mnie. Czułam twój zapach, czułam twoją obecność. A może ja po prostu zwariowałam? Może sumienie nie pozwalało mi funkcjonować? Niee... sumienie nie ma nic do tego, to moja zniszczona dusza. Ona potrzebuje zgładzenia...
Całe pudełko tabletek, dwa litry alkoholu. Oh, chyba działa. Widzę dziwne światło, a czy nie powinnam widzieć czerni? Czuję śmierć, czuję narastający ból. Może moja dusza wyparuje? Nie chcę już żyć, nie chcę też istnieć jako dusza. Proszę, zniszczcie mnie, siły śmierci, zniszczcie... Czerń, oh to już chyba koniec. Przepraszam najdroższy, kocham Cię...

"Widzisz smut­ny ko­niec tej miłości, ale przy­pom­nij so­bie wspa­niały początek."

__________________________________

Cześć kochani! Jejku, jak długo mnie tutaj u was nie było! :D Wreszcie naszła mnie wena, może niekoniecznie pod panujący nastrój świąt, no ale, zawsze coś. Szczerze to płakałam jak to pisałam i dla mnie to dziwne, ponieważ nigdy aż tak nie odczuwałam własnej twórczości :o. Bohatera wybierzcie sobie sami, nawet się postarałam o to, hoho! :D No i czekam na opinie w komentarzach :). 

Życzę wam Wesołych Świąt spędzonych w gronie rodziny! Radosnych dni, nie tylko w święta, ale i cały rok, abyście zawsze się uśmiechali! Alleluja i do przodu! :) 

6 komentarzy:

  1. Proszę cię... To jest CUDNE ;* płaczę. Widzę jak łatwo można stracić ukochaną osobę. Ten imagin jest... Jest najlepszym imaginem, który w życiu przeczytałam, bo prawdziwy. Uwierz mi, bo ja pisze imaginy, i je czytam i to bardzo dużo
    Tez życzę radosnych świąt. Zebys pisala wiecej takich cudownych imaginow ;3 bd wpadać częściej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woah! Dziękuję za takie cieplutkie słowa :**
      No i jeszcze raz Wesołego Jajka! XD

      Usuń
  2. Boże.. to jest najlepszy imagin jaki czytałam! Już dzisiaj plakałam, wmówiłam sobie, że nie będę płakać, a tu wchodzę, czytam.. i ryczę :( To wszystko jest takie prawdziwe jenyy..
    Tobie i całej załodze z tego bloga życzę udanych świąt, zdrowia, a przede wszystkim duuuuużo weny!
    Kocham was <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Plakac mi sie chce ;c

    OdpowiedzUsuń
  4. PIĘKNIE PISZESZ <3 nie wiedziałam xD :*

    OdpowiedzUsuń
  5. http://syrenkaharriel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3