poniedziałek, 12 maja 2014

Six Hundred Ninety Four

Imagin miejscami zawiera niecenzuralne słowa.

Chłopak spoglądał ukradkiem na dziewczynę, która chichotała pod nosem wraz ze swoją przyjaciółką, idealnie czując na sobie jego wzrok.
- Hej, Lou! - przywołał go, tym samym przenosząc na niego swoje spojrzenie - Louis, podejdź do [T.I] i zapytaj się jej czy nie chciałaby ze mną chodzić. - Szepnął mu na ucho, na co szatyn tylko wybuchnął głośnym śmiechem - Ciszej idioto! Patrzą się na nas.
Harry skinął ukradkiem na dwie czternastolatki, które wpatrywały się w nich z zauroczeniem, chichocząc cicho cały czas.
- Jak wyglądam? - spojrzał na bruneta, zaczesując swoje roztrzepane włosy na jedną stronę
- Jak pajac, czyli tak jak zazwyczaj. No idź już. - Pogonił go, jednocześnie siadając na ławce i przygryzając nerwowo wargę, patrząc uważnie na swojego przyjaciela i reakcję dziewczyny.
- Ona mówi, że jeśli ci zależy, to masz sam do niej przyjść. - Wzruszył ramionami, zajmując miejsce obok niego - Harry, po co ci to? Po co ci dziewczyna?
- Bo teraz wszyscy z kimś chodzą. Nie chcę być gorszy. - Zmarszczył czoło - A poza tym podoba mi się już od przedszkola. - Westchnął rozmarzony, przypominając sobie uśmiechniętą od ucha do ucha trzylatkę w dwóch warkoczykach i niebieskiej sukience w groszki
- Ja i tak uważam to za idiotyzm. - Jęknął zniesmaczony, tym samym sprowadzając bruneta z obłoków na ziemię
- Louis, trzymaj kciuki.
- Nie myśl, że się wysilę. - Burknął, składając dłonie na klatce piersiowej, uważnie obserwując przyjaciela, który powolnym i niepewnym krokiem zmierzał w kierunku sąsiedniej ławki
- Cześć, [T.I]. Mogę? - wskazał na wolne miejsce. Nastolatka skinęła głową z uśmiechem, jednocześnie dając przyjaciółce do zrozumienia, aby zostawiła ich na chwilę samych.
Blondynka wstała szybko i pobiegła do szatyna, który cały czas siedział ze skwaszoną miną, starając się go jakoś rozweselić, co również się jej udało.
- Więc... - Zaczął, odchrząkując chrypkę - [T.I], chciałabyś zostać moją dziewczyną?
- No nie wiem. - Wzruszyła ramionami, odwracając głowę, aby nie zauważył jej dorodnych rumieńców - A co będziesz robił jako mój chłopak?
- Będziemy ze sobą spędzać dużo czasu w szkole. Co sobotę możemy wychodzić na spacer albo do kawiarni na herbatę, albo na te ciastka z marmoladą, które tak bardzo lubisz. Więc?
- A będziesz mnie kochał? Nie będziesz się mnie wstydził? - Odwróciła się do niego przodem, patrząc prosto w jego oczy, na co chłopak tylko skinął głową - Na pewno?
- Tak. Obiecuję.
- W takim razie się zgadzam. - Uśmiechnęła się szeroko, całując go w policzek.
Chłopak zamrugał kilka razy, czując jak jego oddech się skraca, a serce dosłownie wariuje ze szczęścia.
- Ja muszę już iść. 
- To ja cię odprowadzę. - Uśmiechnął się szeroko, wstając razem z nią i chwytając jej dłoń, następnie machając przyjaciołom i ruszając z [T.I] do domu.


*

- Wiesz już co będziesz robił w wakacje? - Szatyn poprawił pasek swojej torby, spoglądając ukradkiem na przyjaciela
- Prawdopodobnie ojciec znowu załatwi mi pracę w kopalni. - Westchnął, przeczesując niezdarnie swoje loki - Dlaczego pytasz?
- Myślałem, że wybieracie się z [T.I] w jakieś romantyczne podróże. - Wywrócił oczami, automatycznie zaciskając mocniej palce na pasku teczki - Naprawdę nadal tego nie rozumiem. Dlaczego w ogóle z nią jesteś? Wokół jest tyle świetnych dziewczyn. Ona jest taka grzeczna i poukładana, że aż mi niedobrze. - Oznajmił, marszcząc przy tym czoło - Nie to co jej koleżanka. - Poruszył znacząco brwiami
- A ty pamiętasz chociaż jej imię, czy po prostu ją przeleciałeś i na tym się skończyło? - uniósł brew, patrząc wyczekująco na Louisa, który zaczął się zastanawiać nad odpowiedzią
- Wiesz, ona przynajmniej nie żyje w celibacie jak ta cała twoja dziunia.
- Louis dosyć. - Uciął go, tym samym gwałtownie się zatrzymując - Mam już tego dość. Od prawie czterech lat, dzień w dzień trujesz mi o tym jaki to błąd popełniam. Cały czas wmawiasz mi jaki to ja jestem nieszczęśliwy z [T.I], ale wiesz co? To ty tak uważasz! Nigdy nie zapytałeś się mnie o zdanie! Wiesz, sądziłem, że przyjaciele powinni sobie pomagać i wspierać się nawzajem, a nie podcinać sobie skrzydła!
- W takim razie ty nie widzisz tego, że ona rozbija naszą przyjaźń?! - uniósł się - Zobacz co się z nami stało, Harry! To nasza pierwsza kłótnia od pieprzonych osiemnastu lat naszej przyjaźni! A przez kogo?! Przez tą twoją grzeczną i poukładaną dziwkę, która nawet przelecieć ci się nie daje!
- Nawet nie mogę na ciebie patrzeć! - wykrzyczał mu prosto w twarz, następnie mocno uderzając jego policzek i odchodząc szybkim krokiem, tym samym zostawiając zdezorientowanego i załamanego przyjaciela samego.

*

- Harry, to już drugi miesiąc. - Westchnął, chodząc za chłopakiem niczym jego cień - Błagam, odezwij się do mnie. - Jęknął zrozpaczony - Harry, jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś jak mój brat. Jesteś moją rodziną. Chociaż nawet oni nie są w stanie zrozumieć mnie tak jak ty. Przecież my wymieniamy się zdaniami bez słów. 
Jednak brunet ani drgnął na jego wypowiedź. Pozostawał neutralny przez cały czas.
Zmarszczył czoło, słysząc dźwięki gitary, dochodzące ze szkolnej sali muzycznej.
Schował swoje świadectwo do teczki, po czym bez zastanowienia ruszył przed siebie, zupełnie zapominając o biegnącym za nim przyjacielu.
Ostrożnie wszedł do pomieszczenia, tym samym przysłuchując się rozmowie chłopaków z równoległej klasy.
- Nie... To w ogóle nie pasuje do całej reszty. - Brunet westchnął, przeczesując swoje idealnie ułożone włosy - Terapia i doktor w piosence? Naprawdę?
- A dlaczego nie? - wtrącił się, tym samym przywołując wszystkie spojrzenia na siebie - Zależy co macie dalej.
- No właśnie nie mamy nic. - Burknął, upijając łyk wody, wyglądając zdenerwowany przez okno
- Mogę zobaczyć? - przygryzł nerwowo wargę, spoglądając niepewnie na blondyna, który mimo jego obaw, w mgnieniu oka podał mu kartkę z kilkoma linijkami tekstu.

My mother told me I should go and get some therapy
I asked the doctor, "Can you find out what is wrong with me?

- ,,What is wrong with me". - Szepnął pod nosem, jednocześnie siadając w ławce, obracając przez chwilę ołówek w palcach, jednocześnie zastanawiając się nad dalszą treścią piosenki. Po chwili zaczął zapisywać małe literki na wolnym miejscu, tym samym kończąc całą pierwszą zwrotkę - Może coś takiego? - zapytał, podsuwając im kartkę pod nos
- Potrafiłbyś to zaśpiewać? - jeden z nich spojrzał na niego z nadzieję
- N-nie. Ja nie potrafię śpiewać.
- A grasz na czymś? - zapytał ponownie 
- Coś tam brzdękam na gitarze, no ale...
- Skoro potrafisz chociażby ją nastroić, to znaczy, że śpiewać też potrafisz. - Brunet się wtrącił, tym samym siadając za bębnami - Tempo jest takie. - Stuknął kilka razy pałeczkami, po czym pozostała dwójka zaczęła wydobywać dźwięki ze swoich gitar elektrycznych - A to były chwyty i basy. - Zaśmiał się, puszczając oczko do przyjaciół - Poradzisz sobie. Wyglądasz na bystrego. - Uśmiechnął się, następnie ponownie zaczynając utwór.
Po kilku taktach chłopak wziął głęboki oddech i zaczął śpiewać, tak jak podpowiadało mu serce i rozsądek. Uwielbiał to od dziecka, ale jakoś nigdy nie miał okazji pochwalić się swoimi możliwościami. 
Dośpiewując do zwrotki od razu refren, który wpadł mu po drodze do głowy, zakończył swój mały popis.
- Jak masz na imię? - zapytał, tym samym podchodząc do niego
- H-harry... - odpowiedział niepewnie, tym samym ściskając jego dłoń
- Ja jestem Zayn. To Liam i Niall. Wiesz, szukamy wokalisty do zespołu i może przyjąłbyś tę propozycję? Naprawdę świetnie sobie radzisz.
- Ja... Ja nie wiem czy to dobry pomysł. - Odpowiedział, zmieszany, tradycyjnie przygryzając swoją dolną wargę
- Harry, bierz co ci dają. - Usłyszał głos swojego przyjaciela, na którego spojrzał zaskoczony - Więcej takiej propozycji możesz nie dostać.
- No, ja... No dobra. - Westchnął, następnie uśmiechając się szeroko
- Pierwszy koncert jest za tydzień. 
- Próby mamy codziennie.
- Musisz nauczyć się kilku kawałków. - Zasypywali go masą informacji, co przerwała dopiero radosna brunetka, która rzuciła się chłopakowi na szyję
- Harry, nareszcie cię znalazłam. - Krzyknęła z radosnym uśmiechem, całując jego policzek - Wszędzie cię szukałam.
- Widzę, że ktoś tu ma dziewczynę. - Blondyn poruszył znacząco brwiami, na co chłopak tylko jeszcze bardziej się zmieszał, odrywając [T.I] od siebie.
- Ale to nie jest moja dziewczyna. - Szybko zaprzeczył, robiąc spory krok w bok - Nawet nie znam jej imienia.
- Co? Co ty wygadujesz? - zmarszczyła czoło, nie wiedząc o co mu chodzi
- Uczepiła się mnie miesiąc temu i cały czas za mną lata. To naprawdę irytujące. - Wywrócił oczami, na co dziewczyna spuściła tylko wzrok
- Miałam nadzieję, że chociaż ty nie jesteś kłamcą.
- Nie dramatyzuj, mała. 
Na jego słowa tylko zaśmiała się bezsilnie na jego słowa, hamując łzy ostatkiem sił, szybko ruszając do drzwi.
*

- Cześć, [T.I]! - uśmiechnął się szeroko, podbiegając do niej
- Och, czyli teraz już pamiętasz moje imię, tak?
- Ej, nie gniewaj się za to. - Zmarszczył czoło, chwytając jej dłoń, którą natychmiast wyrwała, zanim zacieśnił uścisk - Jesteś żałosny, Styles.
- No błagam cię. Musiałem to powiedzieć.
- Bo co? Bo się mnie wstydzisz przed nowymi kumplami? No tak, pewnie o swojej obietnicy sprzed czterech lat też zapomniałeś. Bo to przecież już istna prehistoria!
- [T.I], uspokój się. - Stanął przed nią, jednocześnie zatrzymując dziewczynę - Ja naprawdę nie chciałem. Ja... Ja nie wiedziałem co robię. Ja... Naprawdę przepraszam. Błagam cię, wybacz mi.
- To mnie zabolało, Harry. - Westchnęła spuszczając wzrok, na co brunet tylko mocno ją objął, całując w czubek głowy
- Obiecuję, że nie zrobię tego więcej. - Szepnął, na co dziewczyna tylko szeroko się uśmiechnęła - Za dwa dni gramy koncert z chłopakami. Naprawdę cieszyłbym się gdybyś na niego przyszła.
- Skoro jestem twoją dziewczyną, chyba nie mam innego wyboru. - Zaśmiała się, całując go krótko - Harry, może przyjdziesz dzisiaj do mnie? Jestem sama w domu przez cały weekend. Moglibyśmy porozmawiać na spokojnie. Spędzić razem trochę czasu.
- Odpowiedź brzmi zawsze 'tak', jeżeli tylko ty tam będziesz...

*

- Lou, co tu robisz? - zapytał, tym samym siadając obok niego na murku
- Wyszedłem się po prostu przewietrzyć. - Wzruszył ramionami, wypuszczając dym z ust - I co teraz będzie? Jesteś już żonaty, za chwilę urodzi ci się dziecko. Boże, ty masz dopiero dziewiętnaście lat. - Zaśmiał się gorzko, strzepując z papierosa popiół - I co teraz będzie? Z zespołem? Ze mną? Z naszą przyjaźnią?
- Louis, to że moje życie się zmieniło, nie znaczy, że odrzucę wszystko na bok. Jakoś będę musiał zarabiać na rodzinę, więc na pewno zostanę z zespołem. Z resztą [T.I] też tego chce. A my? Zawsze będziesz moim braciszkiem. - Zaśmiał się - Niezależnie od sytuacji.
- Obiecujesz mi to?
- Oczywiście.
- W takim razie wystaw rękę.
- Co?
- Wystaw rękę. - Powtórzył, wyciągając z kieszeni małą fiolkę
- Ty... Ty chyba żartujesz. Louis, miałeś z tym skończyć.
- No weź, ostatni raz. Na przypieczętowanie obietnicy. Obiecałeś mi.
- Ale nie tak. - Zmarszczył czoło, próbując wstać, jednak ten zwinnie pociągnął go do siebie w dół
- Obiecałeś. - Szepnął, patrząc mu prosto w oczy, tym samym rozpakowując strzykawkę oraz zaciskając skórzany pasek tuż pod jego łokciem.
Odczekał chwilę, po czym wbił igłę w uwydatnioną żyłę przyjaciela, na co ten syknął, zaciskając mocno powieki. Następnie to samo zrobił ze sobą, kolejno mocno przytulając chłopaka.
- Jak bracia. Już na zawsze. - Szepnął mu do ucha

*

- Tato? - Wychylił niepewnie główkę zza drzwi garderoby, powoli i po cichu podchodząc do kanapy, gdzie leżał dwudziestosześcioletni mężczyzna - Tato. - Szepnął, szturchając go lekko w ramię - Tato wstań, nie żartuj. - Powiedział nieco głośniej, jednak brunet nie ruszył się nawet na minimetr. Chłopiec westchnął, ściągając mu kapelusz z twarzy, na co ten tylko zerwał się z sofy i wziął syna na ręce, biegając z nim po garderobie i śmiejąc się przy tym donośnie z pisków chłopca - Tata, puść! - krzyczał radośnie, machając nóżkami
- Magiczne słowo. - Odpowiedział z szerokim uśmiechem, wybiegając z nim na korytarz
- Tata, proszę!
Harry zatrzymał się gwałtownie, poprawiając sobie synach w ramionach, który od razu oplótł jego szyję rączkami.
- Tato, miałeś mi dokończyć opowiadać o wujku Lou. - Zmarszczył nosek, bawiąc się lokami taty, które czasami zastępowały mu zabawki
- A na czym stanęliśmy? - zapytał, siadając z nim w kulisach na jednej z wielkich, czarnych skrzyń
- Na tym jak bawiliście się w Indian. - Oznajmił, z szerokim uśmiechem, otwierając szerzej zafascynowane oczka.
Chłopak zaśmiał się na jego reakcję, sadzając sobie jego młodszą kopię na kolanach i zaczynając opowiadać o swoim przyjacielu.
Przyjacielu, którego teraz tak strasznie mu brakuje.
- Dlaczego teraz go tutaj nie ma? - wydął wargę, rozglądając się dokoła - Obraził się, że mnie masz?
- No coś ty. - Ucałował go w czółko - Louis cię uwielbiał. Pomimo, że na początku nie był zachwycony tym, że będę miał takiego wspaniałego synka, pokochał cię od pierwszego waszego spotkania. Od tamtej pory pogodził się z twoją mamą i codziennie przychodził po ciebie, aby nam pomóc i zabrać cię chociażby na spacer. Niestety nie ma go tu teraz z nami, ale na pewno opiekuję się tobą z nieba, wiesz? Pilnuje cię, abyś nie wplątał się w tarapaty, żebyś był bezpieczny. Zapewniam cię, że dba o to idealnie.
- Harry, za minutę wchodzisz na scenę! - krzyknął, tym samym przerywając mu rozmowę
- Już? Tak szybko? - Wyjrzał ukradkiem na widownię, gdzie pod sceną stały tłumy fanów, czekając tylko i wyłącznie na niego - Lou, wyjdziesz ze mną?
- Ja? - spojrzał na niego zdziwiony - Ale tato, ja nie umiem śpiewać.
- To samo mówiłem kiedy twoi wujkowie zaproponowali mi współpracę, a teraz co? - zaśmiał się całując go w czółko, następnie biorąc na ręce i wychodząc z nim na scenę - Dzisiaj mam ze sobą małego pomocnika. - Powiedział do mikrofonu, na co tłum zaczął krzyczeć jeszcze głośniej.
Chłopiec wtulił się w niego mocno, zawstydzony chowając twarz w zagłębieniu jego szyi - Zachęćcie go jakoś do śpiewania. - Uśmiechnął się szeroko, obniżając statyw, stawiając małego bruneta na scenie i kucając przy nim, jednocześnie dając znak kolegom, że mogą zaczynać. 
- Zaśpiewaj razem ze mną. - Szepnął mu na uszko, na co chłopiec przytaknął, poprawiając się na miejscu. Po chwili Niall zagrał pierwsze akordy piosenki, tym samym dając im kilka taktów na wejście.


Hey girl I'm waiting on ya, I'm waiting on ya
Come on and let me sneak you out
And have a celebration, a celebration
The music up, the windows down

Chłopiec wtulił się mocno w tatę, na co brunet tylko się zaśmiał, wyciągając mikrofon ze statywu i podnosząc się z chłopcem, pozwalając publiczności dokończyć.
Kochał to. Kochał jego życie.

*

- Nick błagam cię... Tylko jedną fiolkę. - Wydukał, nie odstępując mężczyzny na krok - Nick błagam.
- A z czego mi zapłacisz, Styles? - zaśmiał się szyderczo, odwracając do niego przodem - No z czego?
- Wszystko ci oddam. Błagam. Muszę coś zażyć.
- Co się stało z twoim odwykiem? Nie obiecałeś przypadkiem czegoś żonie, synowi? Nie pamiętasz już?
- Nick, do cholery! - krzyknął, przygryzając mocno wargę
- Klękaj. Już.
Chłopak bez zastanowienia upadł na kolana, nerwowo przeczesując swoje włosy.
- Popatrz tylko jak nisko upadłeś. - Oznajmił kręcąc głową z niedowierzaniem, następnie patrząc na drobną brunetkę, która stała w drzwiach - I to nie przede mną. Przed własną rodziną. - Westchnął, wyciągając z kieszeni strzykawkę i fiolkę z amfetaminą - Brzydziłbym się sobą dając ci to abyś powoli umierał na oczach żony i dziecka. Nie zasługujesz na nich, Styles.
- Błagam cię. - Szepnął, zaciskając mocno powieki z bólu fizycznego jak i psychicznego
- Nick, daj mu to. - Oznajmiła drżącym głosem, podchodząc do nich szybko - On się wykończy.
- On i tak umrze. - Szepnął, rzucając narkotyki na ziemię, następnie szybko wychodząc z garderoby
- Musi wyjść. - Niall przeczesał nerwowo włosy - Musi wyjść i zaśpiewać. Wszyscy już czekają.
- Podnieście go. - Rozkazał, na co Liam wraz z blondynem niemalże od razu doskoczyli do chłopaka, podnosząc go z ziemi i zaciągając na scenę.
Dziewczyna siedziała w kulisach, patrząc na cały koncert ze strachem, obracając nerwowo strzykawkę w palcach.
- Jesteś zadowolony, Lou? - szepnęła pod nosem, nie powstrzymując już łez - O to ci chodziło? Zabrałam ci przyjaciela, dlatego teraz ty odbierasz go mi? - Wytarła szybko łzy, słysząc głosy chłopaków z zespołu, którzy położyli Harry'ego na czarnej skrzyni, która stała za kulisami.
[T.I] drżącymi dłońmi rozpakowała strzykawkę i nabrała do niej odpowiednią ilość płynu, następnie dostarczając go do jego organizmu.
Odrzuciła wszystko na bok, następnie kładąc jego głowę na swoich kolanach, bawiąc się delikatnie jego lokami, na co on tylko przymknął powieki, wtulając się w nią na tyle ile sił mu pozostało.
Cała piątka siedziała w ciszy, którą przerywały tylko krzyki fanów z widowni. 
Umierał w miejscu dla, którego żył. Umierał w miejscu, dla którego się urodził.

- W takim razie dziadek jest teraz tam na górze? Z wujkiem Lou? - zapytał, spoglądając na niego oczami, które tak bardzo przypominały mu ojca
- Zapewne tak. - Westchnął z uśmiechem, poprawiając kołderkę synka - Opiekują się teraz tobą tak jak kiedyś mną.
- Tatusiu, a masz gdzieś zdjęcie wujka i dziadka?
Brunet przytaknął, wyciągając z kieszeni swój portfel i pokazując mu zdjęcie dwójki przyjaciół, które oprócz wspomnień było jego jedyną pamiątką.
- Wygląda tak jak ty. - Zmarszczył czółko, wskazując na mężczyznę z burzą loków na głowie. Następnie spojrzał na chłopaka zaszklonymi oczkami, starając się opanować drżenie wargi  - Tato, ty też nas tak zostawisz?
- Harry, oczywiście że nie. - Westchnął, następnie mocno przytulając pięciolatka - Wyglądam jak dziadek, mam po nim dobre serce i wiele cech, ale z charakteru jestem zdecydowanie podobny do twojej babci. - Zaśmiał się, całując go w drobne kędziorki - Bardzo kocham ciebie i mamę i nie wyobrażam sobie, że mógłbym was zostawić. Człowiek uczy się na błędach, wiesz? Było mi strasznie przykro kiedy dziadek odszedł, ale wyciągnąłem z tego lekcję na przyszłość i jego błędu na pewno nie popełnię.
- Czyli zostaniesz z nami na zawsze?
- Najdłużej jak się tylko da. - Zaśmiał się, następnie układając go na miejscu i całując delikatnie w czółko - A teraz śpij, smyku. Jutro musisz mieć dużo siły. Pierwszy dzień przedszkola po wakacjach. - Uśmiechnął się, pstrykając go w nosek, następnie podając misia i gasząc lampkę nocną.
Wstał po cichu i udał się do wyjścia, zamykając za sobą bezszelestnie drzwi.
Schylił się, aby podnieść zdjęcie, które wypadło z jego portfela i wpatrując się w nie przez chwilę z uśmiechem, odwrócił je i odczytał drobną wiadomość od wujka, adresowaną do jego taty.
Gdybym miał szansę przeżyć życie jeszcze raz,
nigdy nie wpakowałbym się w to gówno.
- Bardzo za tobą tęsknie, tato. - Westchnął, przejeżdżając delikatnie kciukiem po fotografii, następnie szybko ją chowając, tym samym powracając do swojego codziennego, jednak idealnie ułożonego życia, którego nigdy nie zamieniłby na żadne inne.

---------------------------------------------------------
Cóż, wracam do was po dosyć długiej przerwie. Już po egzaminach i bierzmowaniu, więc w końcu postanowiłam się wziąć w garść i otoooo jestem :) (chociaż i tak wątpię w to, że ktoś tu jeszcze o mnie pamięta. Tyle nowych i utalentowanych dziewczyn do nas doszło...)
Co do wersji LWWY na koncercie w imaginie powyżej, osobiście wyobrażałam ją sobie jako akustyczną, którą znajdziecie tutaj.

Nie wiem czy ktoś z was, czytając moją pracę, zorientował się na jakiej podstawie pisałam tego imagina.
Osobiście przyznaję, że nie jestem najlepsza w odzwierciedlaniu, ale w pisaniu własnych opowiadań chyba też nie o to chodzi :D (Matko, a z resztą co za różnica, nooo -.- za. dużo. piszę...) Jakoś w marcu tata kazał mi przyjść na premierę Skazanego Na Bluesa w Teatrze Śląskim i po pierwszym akcie taki właśnie oto pomysł narodził się w łepetynie mej, so enjoy x 

Zapraszam was również na Dark Angel - Harry Styles oraz na bloga gdzie znajdziecie całą resztę moich opowiadań/shotów/promptów itp. x 

14 komentarzy:

  1. Właściwie to nigdy nie komentowałam Waszego bloga, ale obok tego imagin'a nie mogłam przejść obojętnie. Zdecydowanie jest jednym z lepszych jakie czytałam i nie ukrywam, że na końcu nawet uroniłam łzę. Masz ogromny talent. Wspaniale opisałaś każdą z przedstawionych wyżej sytuacji, a do tego czytało mi się lekko i przyjemnie, tak że nie mogłam się oderwać. Czekam na więcej tak dobrych opowiadań jak to na górze i życzę dużo weny ;)

    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  2. CUDOWNY!!! Szczerze mówię że jeden z najlepszych jaki czytałam. Piękny. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak czytam, czytam.. aż do momentu, gdy Louis prosi Harrego o tą przysięgę i od razu skojarzyło mi się ze "skazanym na bluesa" :o Nie no.. od tego.. niestety nie mogłam sobie wyobrazić Hazzę w tej roli, ponieważ momentalnie przed oczami stanął mi nieżyjący wokalista zespołu Dżem.
    ale i tak masz talent do imaginów, życzę duużo weny przy następnym! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. to jest mistrzostwo !

    OdpowiedzUsuń
  5. magiczne, popłakałam sie szczególnie na ostatnich slowach, po tym jak mu zdjecie wypadło .... uhhh cudo :P

    OdpowiedzUsuń
  6. świetne, serio talent to ty masz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po protu boskie. Placze. Plcze tak zalosnie.. jeszcze golabek moj nie zyje. Maly Kevin. Becze i becze. Czemmu zycie takie jest? Czemu nie moe byc ideanie. Czemu wszystko musi się pieprzyc? ;_;
    Masz talent i Czekam na więcej tworczosci. To dzielo jest boskie!

    OdpowiedzUsuń
  8. http://destroy-harrystyles-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Najlepszy imagin jaki czytałam <3 płacze<33

    OdpowiedzUsuń
  10. cudo *.*
    płaczę !!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny... Całego imagina czytałam a na słowach "Bardzo za tobą tęsknie, tato" sie popłakałam.
    Masz talent ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Płacze! Płacze przez ciebie! Za to że tak wiarygodnie to napisałaś! Superealistyczne i Zajebiste po prostu :''')

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3