sobota, 31 maja 2014

Six Hundred Ninety - Nine

Playlista;)
EDIT: IMAGIN Z DEDYKACJĄ DLA MONIKI (KOTECZEK<3) <3

Nikt nie postawił pomnika ku mej czci, a moje imię szybko pójdzie w zapomnienie, lecz kochałem - całym sercem i duszą - a to, moim zdaniem, wystarczająco dużo.
~ Nicholas Sparks, Pamiętnik

Przechadzam się spokojnie po zielonym, pokrytym soczystą trawą ogrodzie. Wokół rozkwitają kwiaty, a słońce dopiero wychodzi zza horyzontu. Wzdycham, trzymając pod pachą oprawiony w brązową skórę i nadszarpnięty przez ząb czasu dziennik. Zapis moich myśli i przeżyć, pełen emocji, kryjący najpiękniejszą i jedyną miłosną historię, która zdarzyła się i trwa w moim życiu.
Wchodzę do holu przez przeszklone drzwi, a Rubby z recepcji uśmiecha się do mnie serdecznie, na co odpowiadam tym samym. Ludzie szepczą., kiedy przechodzę obok nich. Myślą, że jako starzec niedosłyszę, jednak się mylą. Spójrz, znowu do niej idzie. Jeszcze nigdy nie widziałam na oczy tak pięknej historii miłosnej. Co z tego, że teraz ją widzisz, moja droga? Nie przeżyłaś, nie doświadczyłaś, jak wspaniałym uczuciem jest miłość. Kiwam głową, kiedy Doris mija mnie w drodze do pokoju dziennego. Łapie się za pierś i wzdycha, wywracając oczami w niemym podziwie dla mnie. Czemu się tak dziwicie moi drodzy? Czyż nigdy nie stanęliście przed najświętszym i nie ślubowaliście, a z waszych grzesznych ust nie padły słowa i, że cię nie opuszczę, aż do śmierci?
Z daleka widzę ją, siedzącą na szarym, wytartym fotelu. Siadam obok niej, a moje serce raduje się, na widok jej przepięknej twarzy.
- Witaj - uśmiecha się do mnie. - Jak masz na imię? - pyta, a ja przygasam, powalony jej słowami, jak drzewo po ogromnej wichurze, choć przeżywam to każdego dnia.
- Ryan, moja droga. Przyszedłem dziś, aby opowiedzieć ci historię mojego życia. Jesteś Lisa, prawda? - mówię, choć doskonale znam jej imię. Wypowiadałem je miliony razy każdego dnia, uważając je za najpiękniejsze, jakie zostało stworzone.
- Doskonale, Ryan. W takim razie zacznij, proszę.
Więc zaczynam.

Harry miał tylko 15 lat, było upalne lato, rok 1931. Wydawałoby się, że spędzi je, jak każdego roku. Miał zamiar pracować na czarno z Fisherem w kopalni jego ojca, a za zarobione pieniądze planował kupić części do motoru, który dostał w spadku, po dziadku ze strony mamy. Każdego lipca odbywał się jarmark z potańcówką. Harry nie miał zamiaru iść, jednak Fisher zachęcił go mówiąc, że poznał dwie piękne dziewczyny i umówił się z nimi przy piekarni starego Johna.
Od tego jarmarku wszystko się zaczęło. Harry poznał
 Lisę i zakochał się w niej, a ona w nim. Była to ich pierwsza wakacyjna miłość i zaczarowała ich, swoją magią i siłą. Dwa miesiące minęły jednak szybko i, nim się obejrzeli, musieli się rozstać, zapominając o ich wielkim uczuciu.
Lisa starannie wpięła we włosy złotą wsuwkę, idealnie zlewającą się z kolorem jej blond włosów. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze i przygładziła rękami błękitną sukienkę w groszki, przepasaną aksamitną białą wstążką. Alexander stał w progu, przyglądając się jej uważnie. Wiedział, że go kocha, był tego pewien. Jednak zdawał sobie również sprawę z tego, że ona - owszem, kochała go - ale nie w ten sposób, który by chciała.
- Kiedy wrócisz, Liso? - zapytał.
- Za około 3 dni, Alexandrze. Tego lata do Holmes Chapel ma przybyć naprawdę mnóstwo osób, które handlują starymi płytami winylowymi. To specjalny targ muzyczny i można znaleźć bardzo wartościowe nagrania - jąkała się, mówiąc.

- Daję ci 3 dni, Liso. Inaczej zrywam zaręczyny - mruknął na odchodne, a kobieta westchnęła, czując łzy w oczach.
Wiedziała, że popełnia błąd, wracając. Ale mimo wszystko tego samego dnia wieczorem była już w hotelu i wpatrywała się w gwieździste niebo, zastanawiając się, czy Harry również widzi to, co ona, czy też może spaceruje po pokoju, je kolację, lub śpi. Tymczasem Harry spokojnie siedział na drewnianym ganku, bujając się w wysłużonym fotelu. Kulawy, stary kot plątał się przy tego nogach, błagając o pieszczoty, a on czytał tomik poezji Whitmana. Kumkanie żab było przeplecione z cichym mruczeniem Toma, który w końcu postanowił ułożyć się przy lewej stopie Harry'ego. Lampa naftowa wisiała na zardzewiałym gwoździu wkręconym w białą, starą boazerię, pokrywającą wiekowy dom.
Kiedy tylko nastał świt, po żwirowej drodze zaczęły toczyć się koła błękitnego jak niebo w południe słonecznego dnia Chryslera New Yorkera. Harry zmrużył oczy, by w blasku słońca dostrzec błyszczący lakier wozu. 


- Czy oni zostali razem, czy Lisa wróciła do Alexandra? - pyta zniecierpliwiona, a jej oczy marszczą się w kącikach, symbolizując głębokie zastanowienie.
- Spokojnie moja droga, nie bądź niecierpliwa - uśmiecham się, a ona milknie. Więc mówię dalej.

- Lisa? - zapytał, a znajomy dreszcz przeszedł w dół jego kręgosłupa. Pojawiał się zawsze, kiedy wypowiadał jej imię.
- Harry - westchnęła, a na jej nieskazitelnej twarzy - która nie zmieniła się ani trochę przez 14 lat - pojawił się szeroki uśmiech. - Jak miło mi cię znowu widzieć.
- Mi ciebie również. Co tutaj robisz?
- Ja przyjechałam... Odwiedzić cię, Harry. Zobaczyć, jak się miewasz.
- Pisałem listy. Jeden w każdą sobotę, przez dwa lata - mruknął, wbijając paznokcie prawej ręki w udo.
- Ale... Ja nie dostałam żadnego z nich - wyszeptała. - Tak bardzo mi przykro.
- Choć wcale nie powinno, Liso. To nie twoja wina, że wszyscy byli przeciw nam.
- Jestem zaręczona, Harry. Biorę ślub za dwa tygodnie.
- I przyjechałaś, żeby mnie o tym poinformować? - zdziwił się.
- Musiałam, zrozum mnie.
- Starałem się rozumieć przez 14 lat. Łączyło nas coś wielkiego. Zechcesz wejść do domu? - spytał.
- Nadal łączy - szepnęła niesłyszalnie. - Oczywiście. Jest piękny. Pamiętam, jak powiedziałeś, że kiedyś kupisz go i wyremontujesz. Udało ci się, brawo.
- Dziękuję, to miłe z twojej strony.
Przeszli do salonu, gdzie wypili lampkę czerwonego wina i opowiedzieli sobie o tym, co wydarzyło się, przez czas, w którym o sobie nie słyszeli. Harry zacytował kilka mądrych słów Whitmana, a Lisa przypomniała sobie, że była to jedna z ogromu rzeczy, jakie kochała i, jakie czyniły go właśnie nim. Zagrzmiało. Sierść na grzbiecie Toma zjeżyła się. Oboje podeszli do okna od strony szczytu i usiedli na dwóch końcach parapetu z kieliszkami w dłoniach. Uwielbiali burzę. Było w niej coś wyjątkowego, jednak gdy ktoś pytał co to było, nie potrafili wytłumaczyć. Być może było to po prostu ich wspólne wspomnienie.
Kończył się pierwszy miesiąc wakacji, a Harry wyciągnął Lisę na spacer po okolicy, jakiej jeszcze nie znała. Przedzierali się przez las, a chłopak cały czas poganiał blondynkę, ponieważ ''musieli zdążyć na czas''. Zdążyli. Wdrapali się na najwyższe wzgórze Homles Chapel, z którego rozciągał się przepiękny widok na panoramę miasteczka, zwieńczony zachodem słońca. Siedzieli tam do północy, a Lisa została uziemiona za późny powrót do domu, ale tak, zdecydowanie to zdarzenie zapamiętali na długo.

- Jak on cię traktuje? - zapytał nagle Harry, a granatowe niebo przeszył piorun. Lisa odliczyła do 7 i usłyszała grzmot, a kąciki jej ust niezauważalnie uniosły się do góry.
- Alexander? Dobrze, jest naprawdę przyzwoitym człowiekiem, Harry.
- Czy on dotyka cię, kiedy nie chcesz?
- Nie, Harry. Alexander jest dla mnie bardzo dobry, nie zamartwiaj się.
A w jego głowie brzmiało tylko ''Byłbym dla ciebie lepszy. Byłbym dla ciebie najwspanialszy, a nie dobry, ukochana''.


- Proszę, przejdź do końca, Ryanie. Niedługo każą mi się położyć.
- Dobrze, Liso. Więc słuchaj.

3 dni później, po wspólnie spędzonej nocy do drzwi Harry'ego zapukał sam Alexander. Lisa płakała, jadąc z nim do Liverpoolu, ponownie opuszczając miłość swojego życia. Płakała też, kiedy w nocy rozkazano jej spać w pokoju gościnnym. Wtedy wyszła przez okno i złapała najbliższą taksówkę, nie przejmując się koszmarnym rachunkiem. Słuchała głosu serca.

- A więc wróciła do niego? - wzdycha.
- Nie wiem, moja droga. Resztę historii musisz dokończyć sama.
Przychodzi pielęgniarka. Zabiera mi ją, po raz kolejny. Idę do pokoju i siadam przy oknie. Pioruny ciskają z nieba, jakby Bóg był na mnie zły za to, że po raz kolejny się poddaję. Lecz ja daję jej odejść. Robię to, bo ją kocham. Zastanawiam się, czy również siedzi w fotelu przy oknie i ogląda burzę. Przeglądam pamiętnik, przerzucam kartki, na których w kilku słowach objęta jest cała miłość do tej drobnej kobiety. Patrzę na okładkę w zdumieniu. Czarnym piórem narysowane jest ogromne serce, a w nim L+H=Forever Togehter. Po moim pomarszczonym policzku spływa pojedyncza łza. Uśmiecham się, badając opuszkiem palca napis. Jest lekko starty, a ''+'' rozmazany, przez za dużą ilość atramentu.
Nadchodzi spokojna, ciemna noc. Wychodzę z pokoju i uważnie rozglądam się po korytarzu. Joannah siedzi przy informacji, lecz ja idę w kierunku pokoju Lisy.
- Panie Harry, co pan robi na korytarzu o tak późnej porze? - pyta młoda dziewczyna.
- Idę do łazienki, moja kochana - uśmiecham się.
- Łazienka jest na drugim końcu korytarza, proszę pana - wzdycha, a ja mimowolnie karcę się w myślach. - Idzie pan do Lisy?
- Tak, tak, idę do Lisy - mówię, a moje serce bije szybciej na dźwięk jej imienia.
- Proszę wrócić do pokoju, zobaczy ją pan jutro. Tymczasem ja idę do kuchni po kawę i bardzo proszę, aby nie robił pan nic, czego będzie pan żałować - rzuca i już jej nie ma, a całe moje ciało raduje się, kiedy widzę na jej biurku kubek z gorącą cieczą. Istnieją jednak jeszcze ludzie wyrozumiali.
Wślizguję się do jej pokoju tak cicho, jak tylko potrafię. Tej nocy nie mam zamiaru siedzieć i trzymać jej dłoń. Ostrożnie kładę się obok i splatam nasze palce, myśląc o drodze, którą wspólnie przeszliśmy. Myślę o naszych dzieciach, o Daisy, Louisie, Drewie, o naszych wnukach . O domu, przez który przewinęło się tyle wspomnień. I nagle uświadamiam sobie, że jesteśmy jednością. Jedną duszą w dwóch ciałach. I nasze serca przestają bić w tej samej sekundzie. Forever Together.

GAAAH!
MASZ KAROLINA, MASZ I SIĘ JARAJ, CNIE!
A tak na serio, to jak wam się podoba? ;)
PISZCIE! XX <3

15 komentarzy:

  1. Mwahahah, w końcu! To jest takie, takie hxkdkcjhshsjsjxjicjsgycjsnfnkch
    Kocham Cie cnie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny:) taki tochę inny, ale zaciekawił mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. O Boze .. jakie to sliczne <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny, kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest świetny i pomysł również, ale imagin trochę zbyt chaotyczny i momentami nie wiedziałam o co chodzi, na szczęście na końcu wszystko zrozumiałam, więc jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny <3 Uwielbiam książki Sparksa... i twoje imaginy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. To w końcu dedykacja dla moniki czy karoliny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Moniki, nigdzie nie napisałam, że zadedykowałam go Karolinie xx

      Usuń
    2. U gory masz ze dla moniki a na dole ze dla karoliny. Pewnie o to chodzi czytelnikowi ;)

      Usuń
  8. Cuuuuudowny :) Pisz częściej :) życzę weny ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Fenomenalny!!! <33

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo Asiu moja kochana. ja dopiero dziś nadrobiłam zaległości i nawet nie wiesz, jak mi się miło zrobiło, gdy przeczytałam dedykację. Awwwwh dziękuję skarbie <33 :*
    A imagin cudowny (choć co się dziwić - zawsze takie piszesz), a ,,Pamiętnik" wręcz uwielbiam, więc masz u mnie dużego plusa! :D aczkolwiek zamiast Harry'ego mógł być Niall, ale nie będę narzekać :p :D
    Też chciałabym ci kiedyś coś zadedykować, ale nie wiem, czy lubisz moje wypociny, ale wiem, że ty wiesz, że uwielbiam wszystko, co napiszesz i chyba temu też mi to zadedykowałaś, mam rację? :p
    Wracając do imaginu - uroczy, cudowny, magiczny, kochany i jak zawsze świetnie napisany, ale to już pewnie wiesz :p
    Jeszcze raz za niego dziękuję, mam cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś mi coś zadedykujesz, może jakaś ciekawą trochę niebezpieczną i bardzo romantyczną historię z Niallem? :D
    Kocham cię. Asiu, dobrze o tym wiesz <3
    Pozdrawiam cieplutko i czekam na twoje następne dzieła :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3