niedziela, 11 maja 2014

Six Hundred Ninety Three


- Jezu, Liam... Jak dobrze, że wreszcie wróciliście. Właśnie chciałam do Ciebie... Zaraz, zaraz, gdzie jest James? - zdziwiłam się, gdy na progu spostrzegłam jedynie sylwetkę szatyna, zamiast mojego brata.
- Wszystko Ci wyjaśnię, ale może lepiej wejdźmy do środka. - wydawał się być przerażony.
Szybko udałam się do salonu, gdzie na dużej sofie leżał koc, którym byłam okryta, czekając na powrót Jamesa. On wraz z Liamem, swoim a zarazem moim najlepszym przyjacielem, całą noc świetnie bawili się w jednym z najbardziej ekskluzywnych, londyńskich klubów.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że mój brat spędza kolejną noc w mieszkaniu jakieś piękności? - teatralnie przewróciłam oczami, dalej oczekując jakichkolwiek wyjaśnień.
- Gdyby tak było, z pewnością nie stałbym o tej porze w Twoim domu. Sprawa jest o wiele bardziej poważniejsza. - westchnął głęboko.
- Co masz na myśli?
- James... został uprowadzony. - powiedział na jednym wdechu.
- Słucham?! - głos mi się załamał, a moje oczy przybrały wielkość monety. - Czy Ty właśnie powiedziałeś, że mój jedyny brat został porwany?
- Poszedł po drinka do baru, tam zaczepił go jakiś mężczyzna, z którym opuścił klub. Wyszedłem za nimi, ale było za późno. Widziałem jak z nosa leciała mu krew, ale byłem za daleko żeby cokolwiek zrobić. Powiadomiłem już policję. - pierwszy raz słyszałam jak Liamowi załamuje się głos. - To wszystko moja wina. Tyle czasu mnie nie było. Myślałem, że wspólny wypad do klubu dobrze nam zrobi. Nie wybaczę sobie, jeśli coś mu się stanie.
- Boże... - nie panując nad emocjami wtuliłam się w ciało chłopaka, jednocześnie mocząc mu łzami białą koszulkę.

***

Trzy dni. Tyle czasu potrzebowali policjanci, aby ustalić miejsce, dokąd został uprowadzony James. Tyle czasu trzeba było, aby podjąć akcję ratunkową dla mojego brata. Zaraz po tym jak Liam otrzymał telefon od komendanta policji, wsiedliśmy do samochodu prowadzonego przez szatyna, który dowiózł naszą dwójkę na miejsce, gdzie antyterroryści mieli wkroczyć do opuszczonego domu, w którym przetrzymywany był James.
- Panowie wchodzimy. - usłyszeliśmy rozkaz wydany przez dowódcę akcji, po którym do budynku wkroczyła grupa uzbrojonych mężczyzn.
Blisko piętnastu dobrze wyszkolonych antyterrorystów wtargnęło do opustoszałej rudery. Ich ruchy były płynne i energiczne. W duchu modliłam się, aby nie było jeszcze za późno. Nie minęło kilkanaście sekund, a do uszu wszystkich, którzy stali w bezpiecznej odległości od budynku, dotarł dźwięk pierwszych wystrzałów z broni. Mimowolnie przyłożyłam do narządów słuchu ręce, aby tylko nie słyszeć kolejnych wystrzałów. Liam widząc moją reakcję i lęk przed najgorszym, natychmiast mnie objął, przyciągając bliżej swojego ciała. Akcja przebiegała szybko i pomyślnie. Już po krótkiej chwili z budynku wyprowadzono trzech, skutych w kajdanki policyjne, mężczyzn. Kolejno do środka wkroczyło kilku sanitariuszy, aby zabrać Jamesa do szpitala.
- James! - krzyknęła i wyrwałam się z objęć Payne'a, gdy tylko nosze pojawiły się ponownie na zewnątrz. Rzuciłam się do wartkiego biegu, aby czym prędzej móc złapać za obolałą rękę brata.
Leżał tam. Nieświadom niczego, co wokół się dzieje. Półprzytomny. Skatowany. Posiniaczony. Poraniony. Na jego klatce piersiowej widać było świeże stróżki płynącej krwi. Gdy tylko mnie zobaczył, próbował uśmiechnąć się delikatnie. Podniósł drżącą dłoń do pobitej twarzy i nieudolnie zdjął maskę tlenową.
- Liam... - zwrócił się do przyjaciela słabym zgłosem. - Zajmij...
- Oczywiście, zajmę się (t.i). - szatyn ponownie przyłożył mu do sinych ust dozownik tlenu. - Teraz leż już spokojnie stary. Wyjdziesz z tego...musisz.

***

- ...uszkodzona śledziona, jelita i wątroba. Połamane żebra. Złamana noga. Liczne krwiaki i rany na całym ciele. Wstrząs mózgu.... - wymieniał lekarz.
- Moje pytanie brzmi: jak wielka jest szansa, że on przeżyje? - Liamowi zaczynam załamywać się głos.
- Przy takich obrażeniach pacjenci przeważnie umierają w trzeciej dobie, ale to nie jest wyrok. Wszystko zależy od organizmu. Tak jak panu powiedziałem wcześniej, rany zewnętrzne nie są na tyle groźne, jak te w środku. Jednak proszę być dobrej myśli, zapewniam pana, że wszyscy tutaj robimy co w naszej mocy, aby pomóc pańskiemu przyjacielowi. - odpowiedział doktor. - Przepraszam, ale niestety obowiązki wzywają.
Liam zaczerpnął głośno powietrza tuż po odejściu lekarza. Nadal stał pośrodku szerokiego korytarza szpitalnego, tuż przed salą Jamesa. Widziałam, doskonale wychwyciłam każdą emocję, która pojawiła się na jego twarzy – smutek, żal, ból, obawa, troska, załamanie, ale też nadzieja. Kiedy chłopak odsapnął nieco, po cichu otworzył drzwi do sali, następnie je zamknął i podszedł do mnie. Usiadł na krześle tuż obok.
- Co powiedział lekarz? - odwróciłam twarz w jego kierunku, jednak nadal trzymałam dłoń brata.
- Nie jest dobrze. - powiedział z niewyobrażalnym trudem. - Ale mamy mieć nadzieję.
Drugą, wolną dłonią chwyciłam jego rękę, po czym mocniej ścisnęłam, jakbym chciała dodać mu otuchy.
- James da radę. Wyjdzie z tego. Jest silny. Obiecał mi przecież, że mnie nie zostawi. - w moich oczach gromadziły się łzy.
Minęło kilka godzin, a my dalej cierpliwie trwaliśmy oboje przy łóżku mojego starszego brata. Czasem drgnął palcami u ręki lub powieką. Mały, niby nic nieznaczący ruch, ale potrafił dać wielką nadzieję, która wraz z upływem czasu mijała.
- To koniec. - usłyszałam męski głos, który z pewnością nie należał do Liama. Przybliżyliśmy się do łóżka, na którym do tej pory spał James, a który teraz najwidoczniej się obudził.
- Żaden koniec, to dopiero początek. - złapałam jego dłoń, przykładając sobie do policzka.
- To koniec. - powtórzył, ale tym razem z większym przekonaniem. - Liam... Wiem, że bardzo kochasz (t.i). Ona Ciebie też. Obiecaj mi, że będziecie razem, że będziecie szczęśliwi.
- Co Ty mówisz? - odezwał się szatyn.
- Obiecaj. - mówił coraz słabiej mój brat.
- Obie... - Payne nie dokończył, bo po sali w której przebywaliśmy poniósł się przeraźliwy, przeciągły pisk urządzeń, monitorujących stan Jamesa.
To koniec. Razem z chłopakiem wpadliśmy sobie w ramiona. Płakaliśmy. Dopiero po chwili do sali wszedł lekarz. Odłączył od ciała mojego brata wszystkie maszyny, a dźwięk ustał.
Spojrzeliśmy oboje na martwe ciało, leżące na szpitalnym łóżku, po czym odwracając wzrok opuściliśmy pomieszczenie. Na korytarzu zauważyłam moich rodziców, który podążali do swojego skatowanego dziecka.
- Spóźniliście się. - powiedziałam do nich. - Znowu...

***

- Najszczersze wyrazy współczucia. - usłyszałam już chyba po raz setny w ciągu kilku minut.
Pogrzeb dobieg końca. Dębowa trumna wraz z ciałem Jamesa zniknęła wszystkim sprzed oczu zakopana na kilka metrów pod ziemią. Kilka setek ludzi pojawiło się ceremoniach pogrzebowych, a miało być to ciche, skromne pożegnanie, jednak rodzice obdzwonili wszystkich. Przyjechali z Norwegii na zaledwie parę dni, a zrobili takiego szumu wśród śmierci Jamesa, czego nawet nie da się w słowach opisać. Ojciec ma wielką korporację, która wraz z szybkim rozwojem i dużym dochodem została przeniesiona do kraju norweskiego.
- Moje kondolencje. - każde następny słowa współczucia odbijały się ode mnie. Nie słuchałam ich. Nawet nie chciałam. Za bardzo byłam pogrążona w zamyśleniu o moim jednym, tragicznie zmarłym bracie, że przestałam też zwracać najmniejszą uwagę na otaczających mnie ludzi. Gdyby nie Liam, którzy dotknięty śmiercią Jamesa równie mocno co ja, nie trzymał swojej dłoni na moich plecach, z pewnością już dawno przewróciłabym się z braku siły. On jako jedyny mnie podtrzymywał. Jako jedyny wspierał. Jako jedyny był ze mną bez ustanku. Jako jedyny czuł to wszystko tak dokładnie jak ja.
Cmentarz opustoszał. Zostałam tylko ja, Liam i moi rodzice. Matka sprawiała wrażenie dotkniętej śmiercią syna, jednak ojciec w ogóle. Zaraz po tym jak wszyscy opuścili miejsce pochówku, mężczyzna w średnim wieku wyciągnął z kieszeni garnituru komórkę i jak gdyby nigdy nic, odebrał połączenie.
- Dzwonili z Norwegii. Trzy bilety na lot powrotny już na nas czekają. - spojrzał na mnie wymownie. - Agent nieruchomości jeszcze dziś pojawi się w naszym domu, aby sporządzić umowę jego sprzedaży.
- Żartujesz? - wybudziłam się z transu i zaczęłam trzeźwo myśleć.
- W jakim tego słowa znaczeniu? - zapytał arogancko.
- Chyba nie sądzisz, że wyjadę z wami do Norwegii? - powiedziałam szybko, na co tato pokiwał jedynie głową. - Nigdzie nie wyjeżdżam. Tutaj jest mój dom. Mój i Jamesa. Nie pozwolę, żebyście go sprzedali, a razem z nim moje dzieciństwo, wspomnienia i wszystkie ważne chwile. Możecie wrócić, ale ja się stąd nigdzie nie wybieram.
- Nie masz wyboru. Oprócz Jamesa nie miałaś tutaj nikogo.
- Sądzę, że wyjazd byłby w tym momencie nieodpowiedni. Polećcie państwo do Norwegii, a ja zaopiekuję się (t.i.). - zaoferował się Liam, ściskając przy tym mocniej moją dłoń, którą trzymał pomiędzy swoimi palcami.
- Tak jak zaopiekowałeś się Jamesem na tej dyskotece?! - wybuchł ojciec. - Co z Ciebie w ogóle za przyjaciel? Jak mogłeś na to pozwolić? Jeżeli kogoś winić za śmierć naszego syna, to tylko Ciebie!
- John, uspokój się. - odezwała się matka. - Chodź do samochodu, pojedziemy do domu. A Ty (t.i.), przemyśl sobie to wszystko.
Rodzice po kilku minutach zniknęli za bramą cmentarza. Dopiero wtedy spojrzałam na twarz Liama. Wstyd było mi za mojego ojca. Jak on mógł tak potraktować mojego przyjaciela? Oczy Payne'a były zaszklone.
- Przepraszam Liam... - wtuliłam się w niego.
- Twój ojciec ma rację, co ze mnie za przyjaciel? - przytulił mnie mocniej.
- Najlepszy. - odpowiedział krótko, po czym chłopak niespodziewanie pocałował mnie.

***

- Słucham? - usłyszałam w słuchawce głos przyjaciela.
- Cześć Liam. Nie przeszkadzam?
- Cześć (t.i). Jasne, że nie przeszkadzasz. Wróciłem już do domu. - odpowiedział, a w jego głosie dosłyszałam trochę radości.
- Mogłabym mieć do Ciebie prośbę? - zapytałam niepewnie.
- Oczywiście, przecież wiesz, że zrobię dla Ciebie wszystko.
- Chciałabym uporządkować rzeczy Jamesa, ale sama nie jestem w stanie wejść do jego pokoju. Może mógłbyś przyj... - nie dokończyłam, bo chłopak mi przerwał.
- Dobrze. Będę za kwadrans. - zgodził się.
Minęły równie dwa tygodnie odkąd odbył się pogrzeb mojego brata. Rodzice, a szczególnie ojciec dali mi spokój z wyjazdem do Norwegii i sprzedażą domu. A Liam? Ta kwestia pozostała niezmienna – chłopak nadal pozostał moim przyjacielem, chociaż od czasu kiedy to James powiedział swoje ostatnie słowa coś się między nami zmieniło. Później ten pocałunek na cmentarzu. Zdecydowanie coś się zmieniło. Straciliśmy kontakt. Przestaliśmy się widywać od momentu, kiedy to rodzice wyjechali.
Minęło niespełna dziesięć minut, gdy po domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Poprawiając swój czarny sweter ruszyłam do przedpokoju, aby otworzyć gościowi. Po uchyleniu dębowego prostokąta moje oczy spostrzegły sylwetkę Payne'a. Mierzyłam go wzrokiem w milczeniu. Ubrany był w czarne spodnie, tego samego koluru koszulę z kołnierzem oraz grafitową marynarkę. Dostrzegłam na jego twarzy kilkudniowy zarost, cienie pod oczami oraz zapadnięte policzki. Niegdyś dopasowana koszula, dziś wyjątkowo na nim wisiała.
- Dawno się nie widzieliśmy. - powiedziałam, kiedy chłopak był już w środku.
- Przepraszam. - odpowiedział, a jego słowa były jakby wyrwane z kontekstu.
- Ale za co? - zdziwiłam się. -
- Gdybym był chociaż trochę odpowiedzialniejszy, pewnie nie doszłoby do tego wszystkiego. - chłopak natychmiastowo wtulił się w moje ciało i zaczął łkać do mojego ramienia.
- To nie Twoja wina Liam. - objęłam go. - Czasu już nie cofniesz. Damy radę...musimy.

***

- Dziękuję za pomoc, gdyby nie Ty pewnie dalej tkwiłabym w jednym miejscu. - uśmiechnęłam się, kiedy po wspólnych porządkach w rzeczach Jamesa, siedzieliśmy już w salonie popijając przy tym gorącą czekoladę.
- Nie ma sprawy. Przynajmniej do tego mogłem się przydać. - westchnął smutno.
- Liam... - nabrałam głośno powietrza do płuc, jednocześnie siadając tuż obok chłopaka i łapiąc go za rękę. - Ile razy mam Ci powtarzać, że co się stało, to się już nie odstanie? Musisz pogodzić się z jego śmiercią.
- (t.i)... - przyłożył sobie moje dłonie do ust. - Gdybym tylko mógł cofnąć czas...
- Ale nie możesz. - powiedziałam stanowczo.
- Jednak gdybym mógł, naprawił bym wiele błędów. Szczególnie minione dwa tygodnie. To z mojej winy nie żyje teraz mój przyjaciel, a Twój brat. Ja zamiast być z Tobą i Cię wspierać zamknąłem się we własnym mieszkaniu. Tak bardzo Cię za to przepraszam.
- Już dobrze. - przytuliłam się do niego, co odwzajemnił. - Teraz będzie już tylko lepiej.
Tkwiliśmy w objęciach i milczeniu zarazem dobrych parędziesiąt minut. Dopiero głos Liama wyrwał mnie z amoku.
- Myślałaś o tym co powiedział przed śmiercią James?
- Myślałam i to wiele. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - A Ty?
- Jeszcze pytasz? Myślałem o Tobie dniami i nocami. Gdy byłaś obok i gdy daleko. Gdy śmiałaś się z moich żartów i gdy złościłaś się na mnie. Myślałem o Tobie za każdym razem, gdy wychodziłaś na randkę z jakimś chłopakiem i gdy spędzałaś czas ze mną. Myślałem o Tobie podczas gdy Ty byłaś tutaj, a ja w Australii. Myślałem o Tobie na wszystkich moich randkach z dziewczynami, dlatego zawsze po drugim spotkaniu dostawałem kosza. Myślałem o Tobie, bo najzwyczajniej w świecie Cię kochałem, kocham i kochać będę. Bez względu na wszystko i wszystkich. - patrzyłam na niego z niedowierzaniem, a on kontynuował swoją wypowiedź. - Kiedy James powiedział mi o Twoich uczuciach do mnie, mało co nie przybiegłem do Ciebie od razu i wyściskałem na oczach wszystkich. Przyjaźń z Tobą to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Obiecałem i sobie i Twojemu bratu, że jeśli kiedykolwiek dane mi będzie być dla Ciebie kimś więcej niż przyjacielem, to będę traktował Cię jak księżniczkę. Nigdy nie stanie Ci się przy mnie krzywda, dlatego błagam Cię teraz, daj nam, daj mi szansę.
- Jezu Liam... kocham Cię. - wtuliłam się w chłopaka ze zdwojoną siłą.
- Też Cię kocham (t.i). - pocałował mnie w czubek głowy. - Nawet nie wiesz jak długo czekałem na ten moment.

***

Minęły cztery lata. Cztery najpiękniejsze lata w moim życiu. Dokładnie 1 461 dni odkąd wyznaliśmy sobie z Liamem miłość. W tym czasie wiele się zmieniło. Przede wszystkim zamieszkaliśmy razem. Payne tak jak obiecywał – traktował mnie jak księżniczkę, nie groziło mi z nim żadne niebezpieczeństwo.
Czerwiec. Najcudowniejszy jak dla mnie miesiąc w roku. Miałam tylko nadzieję, że to się nie zmieni. Czekałam aż szatyn wróci do domu z pracy, abyśmy mogli wspólnie zjeść obiad. Już po chwili usłyszałam dźwięk przekręcającego się w zamku do drzwi klucza.
- Wróciłem! - rozniósł się donośny krzyk chłopaka.
- Czekałam na Ciebie z obiadem. - pocałowałam go, gdy tylko zjawił się w kuchni.
- Momencik, tylko umyję ręce. - uśmiechnął się radośnie.
Po chwili już siedzieliśmy przy stole, rozmawiając o tym, co robiliśmy tego dnia. Ja jednak nie mówiłam całej prawdy, wolałam ukrywać przed chłopakiem pewne fakty.
- Wieczorem pójdziemy na spacer. - puścił mi oczko, kiedy skończyliśmy zmywać naczynia.
Wieczór zbliżał się nie ubłagalnie, a ja nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z domu biorąc pod uwagę moje złe samopoczucie. Nie chciałam jednak sprawiać przykrości Liamowi w dniu naszej rocznicy, więc zgodziłam się.
- Gdzie my tak właściwie idziemy? - zapytałam, gdy szliśmy dobre 15 minut, a nie zapowiadało się, że zbliżamy się do celu.
- Przecież powiedziałem Ci, że to spacer. - uśmiechnął się w moją stronę. Przyciągnął mnie do siebie, także idąc stykaliśmy się biodrami.
- Ugh...Nie możesz mi odpowiedzieć? - spojrzałam na niego spod ściągniętych brwi.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział nagle, gdy przystanęliśmy przy niewielki, ale za to bardzo uroczym domu.
- Czy Ty właśnie chcesz powiedzieć, że... - nie mogłam się wysłowić.
- Jeśli tylko się zgodzisz, możemy się tutaj wprowadzić. - spojrzał na mnie z oczekiwaniem w oczach. - Zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciała się wyprowadzać z obecnego domu. To miał być prezent rocznicowy. - zmieszał się.
- Jej... Śliczny jest. - zachwycałam się.
- Chodź! Wejdziemy do środka! - rozpromienił się nagle i szybko łapiąc moją rękę pobiegł w kierunku drzwi.
Od kluczył je prędkim ruchem, po czym pchnął drzwi do środka, otwierając je przede mną. Weszłam w głąb budynku rozglądając się dokoła. Na ścianach wisiały już nasze zdjęcia. Tak samo jak na półkach ułożone były ramki z fotografiami. Wchodziłam do każdego pomieszczenia i dokładnie je lustrowałam, a Liam nie odstępował mi kroku. - Został ostatni pokój. - uśmiechnął się tajemniczo, kiedy stanęliśmy przed niepozornymi drzwiami.
- Więc na co czekamy? - pociągnęłam klamkę ku podłodze, a drewniany prostokąt ustąpił. Nie czekając dłużej weszłam do środka. Stanęłam pośrodku i widok kompletnie zwalił mnie z nóg. Znajdowałam się w pokoiku dziecięcym. Ale skąd on mógł to wiedzieć?
Poczułam nagle, jak ktoś przytula się do moich pleców, a swoje dłonie kładzie na moich biodrach.
- Tutaj za kilka lat zamieszkają nasze dzieci. - wyszeptał wprost do mojego ucha. Odwróciłam się do niego, tak że stałam teraz przed nim, wpatrując się w jego tęczówki.
- Skarbie, bo... - zaczęłam się jąkać. - Sądzę, że to nie nastąpi za kilka lat, a raczej już za siedem miesięcy.
- Czy Ty właśnie zasugerowałaś mi, że jesteś w ciąży? - chwycił moją twarz w swoje delikatne dłonie.
- Tak. - odpowiedziałam niepewnie.
- Jeśli to będzie chłopiec, musi mieć na imię James. - przytulił mnie mocno do siebie. - Kocham was.
- My Ciebie też.



~~~~~~~~~~
Witam Was kochani bardzo serdecznie!
Na wstępie chciałabym rpzeprosić za długą nieobecność, ale na swoje usprawiedliwienie mam awarię sprzętu, więc jakby nie było chociaż imagin był gotowy do dodania, z przyczyn wyższych nie mógł się tutaj wcześniej pojawić :(
Przepraszam też, że jest taki długi, jednak bardzos starałam się streścić tę historię do minimum.
Inspiracją do napisania okazał się film, jak również i książka "Kamienie na szaniec". Opowieść odbiega od rzeczywistości w dużym stopniu, ale to właśnie dzięki lekturze i seansowi mogłam coś takiego napisać.

Z góry dziękuję za wszystkie komentarze - pozytywne i negatywne.
Przypominam także o zakładce "POMYSŁY", w której możecie opisać przebieg fabuły kolejnego imagina.

Na koniec mam dla wszystkich, szczególnie utalentowanych propozycję - jeśli wśród czytelników są osoby, która pisze jednoparty, ale nigdzie ich nie publikuje, a wiem, że jest ich wiele to serdecznie zapraszam do wysyłania swoich twórczości na mój email: natalia122@op.pl 
Dostaję coraz więcej maili z prośbą o przeczytanie i ocenę czyjegoś imagina. Dlatego też postanowiłam, że czytelnicy będą mogli wysyłac swoje prace do mnie, a one po ewentualnych poprawkach zostaną dodane na bloga.


Trzymajcie się i do następnego przeczytania :)

10 komentarzy:

  1. Najlepszy imagin na tym blogu od kilku miesiecy xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden z najlepszych *.* naprawdę świetny :) gratuluje,czekam na inne :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki cudny *-* Wspaniały. Po prostu wspaniały <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego nie dodajecie Zayna? Nie mówię o tym imaginie wcześniejszym, który lepszy byłby na wieczorek poetycki z chomikiem.
    Normalny imagin z Malikiem był 16 dni temu!
    Co z wami? Na Zayna się obraziłyście i dodajecie albo Hazze albo Nialla?
    Ugh żebyście chociaż tam coś z sensem pisały...
    Więc ruszcie dupy i zróbcie cokolwiek.
    I przestańcie faworyzować! -.-
    Magma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej hej może nie tak ostro!!!!! ....
      one nie pracują dla cb i to one będą dodawać z kim chcą i kiedy chcą, a nie na Twoje "widzi mi się" ... więc jeśli nie pasuje ci coś to napisz sobie sama albo poszukaj na innych blogach :P jest ich dużo więc na pewno coś znajdziesz :) ewentualnie GRZECZNIE poproś w zakładce POMYSŁY o napisanie jakiegoś imaginu o Zayn'ie , jeśli dziewczyny będą miały czas na pewno takowy stworzą
      Wylatywanie z tekstem "ruszcie dupy" itd.. moim zdaniem jest tu lekko nie na miejscu, więc staraj się wyrażać w nieco inny sposób , gdyż język świadczy tylko o Tobie :)
      Autorkom należy się szacunek za tak świetną robotę jaką jest ten blog ... więc używając twojego słownika odwal się od nich i sama "rusz dupę" jak to ładnie ujęłaś :P
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Nie chcę być w tym momencie niemiła, ale jakby nie było to równie dobrze, w miejsce gdzie pojawia się imię chłopaka, w tym przypadku Liam, możesz wstawić sobie "Zayn" ;)
      Zawsze możesz dodać swój komentarz w zakładce 'pomysły', a on z całą pewnością nie zostanie olany!
      Bloga prowadzimy dla Was, co nie znaczy, że mamy ograniczać się tylko do waszych próśb, których jest całe mnóstwo ;/
      Więc może docenicie, przynajmniej większa część z Was,to co dla Was robimy, jak się poświęcamy i ile kosztuje nas to wyżeczeń?
      Dziękuję za uwagę i wszystkie komentarze!
      Dobrze już wiecie, co sądzę o hejtach z anonimka =.=
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Popieram dziewczyny u góry!
      Autorki nie żyją blogiem 24h/dobę!

      Usuń
  5. Awr.. Jeden z najlepszych ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezu...nie wiem co powiedzieć... CUDOWNY *.*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3