środa, 25 czerwca 2014

Seven Hundred Five


- Mimo wszystko powinien wiedzieć. - zapierała się (i.t.p.).
- Ty niczego nie rozumiesz... - westchnęłam głośno.
- To może najwyższy czas, żebyś mi to wyjaśniła? - spojrzała na mnie znacząco.
- Mam Ci wyjaśniać to, że się zakochałam? W chłopaku, u którego nie mam szans?
- Gdybyś mu o tym powiedziała sytuacja wyglądałaby inaczej, a Ty się zapierasz, że nie. Dziewczyno! Myślisz o szczęściu chyba każdego człowieka na tym świecie, a o własnym nie.
- Pewnie tak, wyglądałaby inaczej. Stracilibyśmy kontakt. Zero spotkań i spędzania razem czasu. Zero smsów i rozmów telefonicznych. Nie tego chcę. - spuściłam wzrok na swoje palce, które zawsze w sytuacjach krępujących były szalenie interesujące.
- Czemu mielibyście stracić kontakt? - powiedziała już znacznie ciszej. - To widać, że się lubicie. Te wszystkie spojrzenia, to jak się przytulacie i oczywiście, że mówicie sobie o wszystkim prawie.
- Możliwe, ale głównym problemem w tym wszystkim jest...jego dziewczyna. - te słowa z trudem przeszły przez moje gardło. Uniosłam głowę, aby zobaczyć reakcję przyjaciółki, której po moim wyznaniu oczy wielkością przypominały monetę.
- Jak to ma dziewczynę? - wydusiła z siebie wreszcie.
- No ma. - odpowiedziałam, jakby było to coś nadzwyczaj oczywistego. - To jest właśnie to, o czym Ci mówiłam. Chcę żeby był szczęśliwy.
- A Ty? Co z Tobą? - spojrzała na mnie uważnie.
- Muszę zaakceptować jego szczęście. Skoro on jest szczęśliwy, to ja tez powinnam. Nie mogę tego zepsuć. - ponownie spojrzałam na moje palce.
- Naprawdę, widać jak bardzo jesteś szczęśliwa.
- Przepraszam, ale muszę już iść. - wytarłam kilka łez, po czym podniosłam się z krzesła i ruszyłam w kierunku wyjścia z kawiarni.
- Przemyśl to jeszcze. - usłyszałam za sobą, na co tym odwróciłam się i z żalem spojrzałam na siedzącą jeszcze przy stoliku dziewczynę.

~*~

- Cześć (t.i)! - usłyszałam jego radosny głos w głośniku telefonu.
- Hej. - próbowałam opanować drżenie mojego głosu, spowodowane przepłakaną nocą.
- Chciałem zaprosić Cię dziś do nas na imprezę. Mam nadzieję, że znajdziesz trochę czasu.
- Wybacz Liam, ale niestety nie mogę. - skłamałam. Nie mogłabym przebywać z nim i jego dziewczyną w jednym pomieszczeniu widząc ich razem.
- Jak to? Przecież nigdy nie pracujesz w soboty. - westchnął ciężko.
- Naprawdę nie mogę.
- Dlaczego? Zawsze miałaś czas dla przyjaciół. Coś musiało się stać, tylko jeszcze nie wiem co. - zaczął prowadzić wywody. Ciekawa byłam, co by zrobił, gdyby dowiedział się, że to wszystko przez niego?
- Liam proszę... - zamknęłam oczy, żeby się nie rozpłakać.
- (t.i) to ja Cię proszę. - powiedział stanowczo. - Zrób to dla mnie i przyjdź.
- Przepraszam, ale... - próbowałam zostać przy swoim.
- Proszę...
- Dobrze. - odpuściłam. Po raz kolejny świadomie skazywałam siebie na cierpienie. Nie mogłam tam iść, nie chciałam. Nie chciałam patrzeć jak Liam przytula swoją dziewczynę lub ją całuje. Zawsze wtedy wyobrażałam sobie, że to ja jestem na jej miejscu. Byli razem tacy szczęśliwi. Nie mogłam tego psuć. Nie teraz, kiedy Payne ułożył sobie życie.

~*~

Już na podjeździe pod domem chłopaków słychać było głośna muzykę. Po co ja właściwie tam przyszłam? Westchnęłam ciężko i ruszyłam w kierunku drzwi. Naciągnęłam bardziej rękawy mojej bluzy, po czym zadzwoniłam,aby oznajmić moje przybycie, choć tak naprawdę chciałam stamtąd uciec. Było już za późno, bo u progu pojawił się Harry.
- Jednak przyszłaś! - uśmiechnął się szeroko, po czym mocno przytulił. - Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.
- Ja też. - uśmiechnęłam się, aby nikt nie czepiał się mojego ponurego humoru. Chłopak zaprowadził mnie do salonu, gdzie już wszyscy byli. Na podłodze leżało już parę pustych butelek po piwie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i kiedy natrafiłam na Jego sylwetkę moje serce zaczęło bić mocniej. Jednak nigdzie w okolicy nie było jego dziewczyny. Posłałam w jego kierunku delikatny uśmiech, którego on nie odwzajemnił. Kiedy byłam pewna, że nie ma jej w budynku, zajęłam miejsce na kanapie obok Payne'a.
- Stało się coś? - szepnęłam. Chłopak spojrzał na mnie smutnymi tęczówkami, po czym pociągnął mnie na górę do swojego pokoju. Następnie wyszliśmy na balkon i oparliśmy się o poręcz.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - popatrzył na mnie znacząco. To niemożliwe! Czyżby (i.t.p) się wygadała?
- O czym? - mimo wszystko próbowałam wyjść z tej sytuacji z twarzą.
- Że się zakochałaś.
- A co miałam Ci powiedzieć? - byłam przerażona. On nie mógł o tym wiedzieć.
- Cokolwiek! - uniósł się. - Nie chcę, żeby jakiś idiota zranił moja przyjaciółkę. Pogadałbym z nim jak facet z facetem.
- To by niczego nie dało. - odetchnęłam z ulgą.
- Mimo to nalegam.
- Mam do niego zadzwonić? - spojrzałam na niego uważnie.
- Tak. - Liam odpowiedział pewnie. Sięgnęłam do swojej kieszeni i wyciągnęłam telefon. Szybko odnalazłam właściwy numer i wykonałam połączenie. Natychmiastowo odezwała się komórka stojącego tuż obok chłopaka.
- Cholera, zawsze ktoś do mnie dzwoni w nieodpowiednim momencie. - mamrotał pod nosem.
- Odbierz. - zasugerowałam.
- To zapewne nic ważnego, może zaczekać.
- Odbierz. - powtórzyłam, a mój towarzysz natychmiast spojrzał na wyświetlacz swojego telefonu. Zmieszał się. Patrzył to na mnie, to na trzymany w dłoni przedmiot. Nacisnęłam na czerwoną słuchawkę, a zapanowała cisza.
- I po co Ci to wszystko było? - zapytałam łamiącym głosem, odchodząc i zostawiając Liama samego na balkonie. Szybko schodziłam po schodach, pomimo iż ostrość mojego wzroku była słaba, a oczy zalane łzami. Nawet nie żegnając się z pozostałymi chłopakami wybiegłam z budynku. Dopiero przed nim dogonił mnie Payne. Chwycił mój nadgarstek i mocno pociągnął do siebie, tak że wpadłam wprost w objęcia szatyna. Natychmiast zaczął gładzić moje plecy, a ja wyrywałam mu się.
- Ciii... Wszystko się ułoży. Zobaczysz (t.i). - szeptał mi do ucha.
- Nie Liam! - krzyknęłam i wreszcie wyrwałam się z jego objęć. - Nic nie będzie dobrze! Po co robisz mi nadzieję? Nie rozumiesz jak bardzo mi na Tobie zależy?
- Uspokój się. - zaczął się zbliżać, jakby ponownie chciał mnie przytulić. - Może kiedyś coś wyniknie z naszej przyjaźni.
- Daj spokój. - ocierałam spływające łzy.
- (t.i)...
- Zostańmy przyjaciółmi.



Witajcie Kochani!
Nie pamiętam nawet, kiedy po raz ostatni coś dodałam, więc nie będę wymyślac jakiś kiepskich wymówek i tłumaczeń - za niedługo wakacje, więc będę miała wiele czasu na dokończenie rozpoczętych jednopartowców.
Dzisiejszy imagin - życiowy bardzo.
Mam nadzieję, że pojawią się kometarze, słowa zachety, ale także wasze pomysły, żebyśmy wiedziały czego od nas oczekujecie :)
Zatem wszystkim życzę miłych wakacji, spędźcie je ze znajomymi, przyjaciółmi, zamiast przed komputerem!
Do następnego ;)

8 komentarzy:

  1. Ojeju a już myślałam że będzie happy-end :(( Ale i tak bardzo fajny czekam na dłuższe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajne. Tyle że ja nie za bardzo lubie Liama ale wyobraziłam sobie kogoś innego. Poza tym bardzo fajny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tró directioner widzę -,-

      Usuń
    2. Spokojnie, przeciez nikt nie powiedzial ze na bloga moga wchodzic TYLKO directioners ;)

      imagin swietny, szoda ze nie wiadomo co dalej ale to nic

      Usuń
  3. Jest naprawdę super :), ale też myślałam, że skończy się dobrze :( Czekam na kolejne ;) Pozdrawiam i do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny, serio życiowy ;c
    mam nadzieje że w wakacje nabierzecie wiatru w żagle i wena do was napłynie i bd więcej tak świetnych imaginów ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. boski :) nie mogę się doczekać kolejnego.

    OdpowiedzUsuń
  6. MUSI sie pojawic kontynuacja! To nie moze sie tak skonczyc :c

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3